Od 3 lat pracuję w Niemczech jako opiekunka 24 h. Praca jest wyczerpująca, prawie nie zjedzdzam do Polski. Nie udał mi się związek w kraju, jestem panną, 34 lata. Bylam bez pracy, postanowiłam wyjechać. Od pół roku spotykam się z Niemcem, rozwodnik, bez dzieci, przez ten czas zakochaliśmy się ze wzajemnością. Problemów jest jednak sporo - przeraża mnie, gdzie znajdę pracę w Niemczech, inną poza opieką. Po 3 latach prawie bez przerwy w Niemczech mówię b. dobrze, mam też wyższe wykształcenie, ale dodąd nie udało mi się znależć innej pracy. Mój przyjaciel, niewiele może pomóc, pochodzi z DDr, nie jest bogaty, zyje w wynajętym mieszkaniu, jest skromnym maszynistą. Kolejny problem - jest między nami 20 lat różnicy wieku. Praca dla mnie oraz róznica wieku - mnie przeraża. Zyje w stresie, nie wiem jaką podjąć decyzje, o powrocie do kraju czy podjęciu próby zostania w Niemczech, znalezienia innej pracy (z czym jest naprawde b. tu trudno). Boje sie czy zwiazek moj z tym Niemcem ma szansę, jest między nami coś, uczucie, ale nauczona doświadczeniami, boję się zaufać, boje sie tez 20 letniej roznicy wieku......![]()
1 2013-05-04 21:02:22 Ostatnio edytowany przez niełatwa (2013-05-04 21:06:09)
Podobne tematy
Tez bym sie bala.
A co do decyzji to chyba sama najlepiej wiesz gdzie Ci dobrze.
Jesli tu sie meczysz to wracaj do kraju, a jesli Ci dobrze to rozgladaj sie za praca.
Ciagle widze kartki poprzyklejane tu i tam ze szukaja do pracy, trzeba troche tez popytac.
Wchodzisz gdzie chcesz i mowisz, ze szukasz pracy, czy przypadkiem kogos nie potrzebuja i...
albo zbywaja Cie od razu, albo zawolaja kogos innego np. kierownika ktory Ci powie ze niestety, albo weznie numer gdyby jednak pozniej, albo Ci kogos poleci, albo Cie przyjmie.
Troche wiecej pewnosci siebie, kobietko... i usmiech na buzi ![]()
Czuję się dobrze w Niemczech..ale mnie przeraża, gdzie znajdę tu pracę?
Zakochałam się w moim przyjacielu, czuje się z nim b. dobrze, tesknie, ale przeraża mnie sytuacja - glownie praca.
Ogolnie wsztsko mnie przeraza i nie wiem w ktora strone isc ![]()
20 lat różnicy..hmmhmh różne sa zdania na ten temat. ja jestem osobiście na nie. To różnica pokoleń prawie. Daj sobie więcej czasu. Czy ta decyzję musisz podjąć już?
5 2013-05-08 16:10:42 Ostatnio edytowany przez niełatwa (2013-05-08 16:12:58)
nie musze juz....., ale jestem zakochana, tesknie, lubie z nim byc. trwa to od pol roku. wiem, ze 20 lat to mega duzo, on ma corke w moim wieku, do tego jestem zagranica, nie mam porzadnej tu pracy i faktycznie nie mama pojecia, co moglby przyniesc ten zwiazek, w przyszlosci:( On mowi, ze chce wziac slub, obiecuje ze mi pomoze znalezc prace (tylko ze wiem ze to nie bedzie takie latwe!) i ze mam nie myslec co bedzie w przyszlosci........
20 lat różnicy..hmmhmh różne sa zdania na ten temat. ja jestem osobiście na nie. To różnica pokoleń prawie.
"A pamiętasz, kochanie, jak w 1968..." ![]()
Autorko, na takie dylematy mam zawsze jedną radę: spróbuj. Nie wyjdzie, trudno. A tak do końca życia będziesz się zadręczać, co by było gdyby.
Mój mąż jest ponad 20 lat starszy ode mnie, i robi to różnice tylko w kwestii tego, że się razem niestety nie zestarzejemy.
Ale każda sytuacja jest indywidualna. A praca zawsze się znajdzie, zawsze jest jakieś wyjście.
Dam sobie jeszcze troche czasu, upewnie mojego uczucia........Moze faktycznie warto, skoro lubimy ze soba byc i czujemy sie razem dobrze. Aby tylko nie myslec o tej roznicy i o tej pracy
Myslenie mnei zadrecza. Ciagle mysle.....i sie zadreczam.
Pisałam wcześniej o moim nowym przyjacielu, starszym o 20 lat.
Wiek nie ma znaczenia, ale to co zrobil ostatnio - przerazilo mnie.
Niedziela, mieliśmy się spotkać, było mało czasu, bo miałam coś do roboty, popołudniu dzwonię - nie odbierał. Okazalo się, ze poszedl oprowadzac po miescie kolege z pracy. Kolega jest nowy, nie zna miasta. Wieczorem , steskniona pojechalam by sie z nim spotkac na godzine chociaz. On mowil, ze jest zmeczony dniem itp, ale ja pojechalam pomimo to. Doszlo do klotni, stwierdzilam, ze mnie olewa, przepychalismy sie (niemal sie nie pobilismy). On byl zly, ze przyjechalam, nie chcial mnie przytulić. Dlatego wpadlam w szal, ze dla mnie to zadna milosc, i ze ja pomimo zmeczenia zawsze bym sie cieszyla na jego widok. Koniec byl taki - ze ja sie poplakalam, (on nadal zly, mowi, ze mam problemy psychiczne, najpierw pocieszal, potem wpadl w zlosc). Powiedzial, ze mam wyjsc. Nie chcialam, plakalam. Na koniec, krzyczal, ze mam isc do diabla i sie wynosic, szarpal mnie..... Poszlam.
Jak mozna najblizsza osobe wyrzucic z mieszkania?, bo zmeczony, bo zly itp.
Online
A jak można napastować kogoś w jego własnym mieszkaniu, mimo iż ten ktoś wyraźnie powiedział, że nie życzy sobie odwiedzin?
I co to za argument, że "Ty byś chciała go zobaczyć mimo zmęczenia"? To znaczy, że jak ktoś nie myśli tak jak Ty, to już jego uczucia są gówno warte?
11 2013-05-28 21:55:10 Ostatnio edytowany przez niełatwa (2013-05-28 22:01:42)
jestem beznadziejna nie, babo? czyli to moja wina.
Beznadziejna - skąd. Po prostu, jak przypuszczam, bardzo spragniona miłości ![]()
To prawda - spragniona i z problemami.
To, tez prawda, ze sie nie nachodzi kogos, jak ktos nie chce.
I chyba, tez sie nie wyrzuca osoby, ktora sie kocha.
Wszystko to jakies prawdy i klamstwa ...........:(, jakies uczucia, niespelnione oczekiwania, brak porozumienia, zrozumienia.......wszytsko skomplikowane.