Witam Was
moja historia zaczęła się rok temu. Pawła znałam już wcześniej, kilka razy w życiu się widzieliśmy. Szczerze ten rok temu ja go wyrwałam. To jest bardzo specyficzny facet ma 26 lat nigdy w życiu nie miał poważnej dziewczyny, jest chorobliwie nieśmiały i mieszka z rodzicami. Bardzo ciężko mi było otworzyć go na rzeczywistość, był bardzo zamknięty, ale po jakimś czasie zaczął się otwierać i pokazywać jakim jest wspaniałym człowiekiem. Mieliśmy kilka rozstań, ponieważ ja mam dziecko i jego rodzina nie akceptuje tego faktu. Dwa miesiące temu rozstaliśmy się, ponieważ powiedział mi, że ma ogromne obawy czy da rade z moim dzieckiem, czy podoła temu wszystkiemu, a nie chce mnie ranić i mojego dziecka. Wtedy wytłumaczyłam mu, że jeżeli się kochamy to damy rade i nic nie stanie nam na przeszkodzie. Powiedział, że nie podoła temu wszystkiemu, ale po kilku dniach od tego czasu odezwał się do mnie i chciał wrócić i walczyć razem o nasze szczęście. Było cudownie, nie poznawałam go, nawet powiedział mi, że mnie kocha co było dla mnie cudem. Starał się, robił wszystko, żeby jakoś nam się udało.
A i jeszcze zna moje dziecko, ale nie miał z nim kontaktu, nie spotykał się z nim bo ja sama nie byłam na to wszystko jeszcze gotowa. Jeszcze dużo czasu potrzebowałam na takie kroki.
Półtora tyg temu wyszło na jaw moje kłamstwo, że rozmawiałam z naszą wspólną znajomą na nasz temat, a ja mu mówiłam, że nikomu o nas nie wspominam. Ciężko mi było przyznać się do tego przed nim. Powiedziałam kilka słów za dużo, że mnie to już wszystko wali i niech będzie co ma być. Później posypałam głowę popiołem i go przeprosiłam, prosiłam o szanse, nawet się popłakałam, ponieważ nie wytrzymałam. On powiedział "nie". A ja nie mogłam zrozumieć, że nie może wybaczyć mi takiej bzdury, ciągnęłam go za język i powiedział mi że nie wierzy, że nam się uda, że mnie kocha, ale nie czasem ludzie się kochają i nie mogą być ze sobą. Ja oczywiście jako wybuchowa odeszłam bez słowa i jeszcze napisałam mu kilka głupich smsów, że z jego str to żadna miłość itp. I od 5 dni cisza ;( nie odzywa się do mnie. Widziałam w jego oczach, że już się do mnie nie odezwie, że nie wierzy, że nie będzie walczył, ale wiem, że kocha. Ja wczoraj napisałam tylko "kocham Cię.dobranoc" nic nie odp.
To nie jest mężczyzna takiego typu, który wykorzystuje kobiety itp. nie jest też ruchaczem tego jestem pewna.
Chcę o to walczyć!!!!!!!!!! Tylko nie wiem jak!!! Uważam, że jeżeli już tyle czasu daliśmy radę, a było bardzo różnie to uda nam się. Kocham go i będę walczyć. Jeżeli się nie uda to przynajmniej będę miała spokój ducha, że zrobiłam wszystko, ale po to walczę, żeby wygrać!!!!
Tylko pytanie jak mam to zrobić?? Nie chcę go męczyć, żeby mnie znienawidził. Postanowiłam dzień w dzień wysyłać mu tego smsa o tej samej porze, że go kocham. Co mogę jeszcze zrobić?? Jestem gotowa na wszystko. Kocham go i mam tyle wiary, że starczy dla wszystkich. Jak o to walczyć??
Wiem, że się zablokował i uważa, że nie da rady i nie chce mnie ranić, a rodzina go nie wspiera, a wręcz jest przeciwna temu wszystkiemu szczególnie mama, więc się poddał.
Podobne tematy
Facet jest z tego co sama wyczytałam baaardzo niepewny siebie, niepewny wszystkiego, widać że nie chce zranić nie tylko siebie, ale i rodziny oraz Ciebie - znak że mu na Tobie zależy. Widać że Cię kocha jednak jest zbyt słaby żeby walczyć a wiec wybiera mniejsze zło - jego rodzina bedzie spokojna i nie bedzie na niego zła o wasz związek, a Ty i Twoje dziecko też będziecie bezpieczni, bez tych całych zwantur i niedomowien. A on tylko jak ta biedna mała sierotka siedzi pomiedzy miłością do Ciebie a wściekłą rodziną a na dodatek do ziemi go przygwożdża niepewność siebie.
Być może coś sie ejszcze zdarzyło w jego życiu w przeszłosci, może uważa że nie zasługuje na szczęśćie albo już kiedyś o coś walczył albo o kogoś a i tak to stracił? Być może chce też walczyć ale nie chce podejmować walki o wasz związek bo jest przerażony tym jak wiele będzie trzeba zrobić i przez jakie wiele rodzinnych awantur bedzie musiał przejsc zanim to wszystko sie jakoś dla was wszystkich ułoży. Rozmawiałaś z nim o tym?
Niestety On nigdy nie opowiadał o swojej przeszłości. Z tego co wiem pochodzi z bardzo biednej rodziny. Jego tata był alkoholikiem i ich strasznie bił. On nigdy nie ujawnił mi tej prawdy.
Nie rozmawialiśmy na tematy przyszłości, ciężko dla mnie po roku znajomości rozmawiać na ten temat szczególnie, że mam dziecko, więc muszę być pewna osoby chociaż w 80% (bo w 100% nigdy nie będę pewna), a jak czasem widziałam jego dziwne zachowanie wolałam z tym poczekać.
Niestety tracę wiarę w to wszystko ;( Napisałam mu referat na gg, że będę walczyć, że będę jemu wierna i temu uczuciu i będę mu o tym przypominać codziennie smsem wieczorem "Kocham Cie. Dobranoc."(3 razy tak zrobiłam), że będę czekać itp. a On nic!!!! zero!!!! nawet nie odp "pocałuj się w dupę", chociaż w tym referacie mu napisałam możesz nie odp ale ja będę wierna.
Chyba trzeba pozwolić mu odejść, tak jak sam postanowił
jest mi bardzo ciężko i trudno się z tym pogodzić, bo wiem, że nie będzie ze mną szczęśliwy. Zawsze będzie miał pod górkę. Tylko jak to zrobić??
Droga Madziu wiem co czujesz. Rozumiem Cię. Daj mu trochę czasu... Skoro mówił że Cię kocha to napewno się do Ciebie odezwie. Wiem jak trudno płyną dni gdy człowiek tęskni. Mam tak samo, dlatego pamiętaj nie jesteś sama. Dasz radę i przetrzymasz to. Wierze w to z całego serca że On się odezwie bo Cię kocha. Trzymaj się i jak coś to pisz..
Zostaw go w spokoju na troche. Niech sie upora z wlasnymi myslami i emocjami.
Moze po 2-3 tygodniach sie odezwie. Jesli nie-napisz "co u niego" i czekaj na odpowiedz. Jesli napisze-popros o rozmowe, jesli nie-to koniec.
No i dziewczyny chyba warto walczyć nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji
poprosiłam o to, żeby mi powiedział prosto w oczy, że to nie ma sensu i żebym dała mu spokój i co się stało?? powiedział, że nie chce, żebym dawała mu spokój i żebyśmy spróbowali jeszcze raz. Był bardzo zdziwiony tym co mówiłam, ponieważ wcześniej nie byłam tak wylewna, a tu nagle się otworzyłam. Czy to nie jest cud??
Wiadomo, nie wiemy co z tego będzie, ale powiedziałam mu, że mogę walczyć za nas oboje jak on sobie z tym nie radzi. Mam ogromną siłę chyba płynącą z miłości. Wiem, że to brzmi może jak utopia i wygląda na jakiś nastoletni zawrót głowy, ale ja już w swoim życiu trochę przeszłam. Mam już swoje lata, byłam w 5-letnim związku z tyranem i teraz jak On jest przy mnie to czuję, że żyję ![]()
[...] Był bardzo zdziwiony tym co mówiłam, ponieważ wcześniej nie byłam tak wylewna, a tu nagle się otworzyłam. Czy to nie jest cud??
[...]
Nie, to rezultat. Gratulacje i powodzenia ![]()