Witajcie.
Sama nie wierzę,że nie potrafię sobie sama poradzić ze swoim problemem:(
Jestem żoną i młodą mamą.Z mężem jesteśmy niecałe 4 lata po ślubie,mamy prawie 1,5-roczną córeczkę.Jestem na urlopie wychowawczym,chcę poświęcić czas na wychowanie córeczki,choć wiem,że być może ryzykuję utratę pracy -wszyscy wiemy,jakie są realia polskiego życia.Ale to nie wątek o tym,więc przejdę do rzeczy.
Nasze życie partnerskie zaczęło się psuć właściwie po ślubie ,a to za sprawą szanownej teściowej:(Cały czas wtrącała się w nasze życie,narzucała swoje decyzje,krytykując nasze poczynania.Mąż był między młotem a kowadłem.Gdy dowiedziała się o mojej upragnionej ciąży,jedynym słowem jakie wydusiła z siebie było to,że "ogarnęła ją konsternacja"...To wszystko tak jakoś nas zaczęło poróżniać,trwało to i trwało...a teraz nie potrafimy już się prawie w ogóle odnaleźć i dogadać.
Cały czas słyszę od męża,że to on zarabia i haruje,a ja np.siedzę na ogródku z dzieckiem i się relaksuję. Dodam,że przed zajściem w ciążę naprawdę dużo pracowałam,do tego stopnia,że nie wiedziałam,czy z tego przepracowania uda mi się zajść w ciążę-pracowałam nawet w nocy,podczas gdy on oglądał sobie telewizję leżąc do góry brzuchem i nikt nie zwracał mu uwagi. Teraz ,gdy ja opiekuję się córką na wychowawczym,wciąż słyszę,że to on zarabia na rodzinę,że ja odpoczywam - choć każda mama na wychowawczym powie,że urlop wychowawczy nie ma nic wspólnego z siedzeniem,piciem kawy i urlopem pod palemką,bo pracy jest tyle,że nie wystarcza doby.
Nasze dogadywanie się jest w opłakanym stanie,ciągłe wypominanie,brak przyjaźni...mąż nie traktuje mnie już jako kobiety,czuję się bardziej mamą,pokojówką, sprzątaczką i kucharką:(Brak między nami czułości,co tłumaczymy brakiem wolnego czasu w związku z małym dzieckiem...
Co dziwne,mój instynkt macierzyński i serce pragną drugiego dziecka,nie chciałabym też,żeby nasza Niunia była sama w tym wielkim świecie- rodzeństwo daje poczucie,że zawsze ktoś stoi za tobą murem.
Czy w takim wypadku braku zrozumienia,ciągłych awantur,nieporozumień mam prawo w ogóle marzyć i myśleć o drugim dzidziusiu?Dlaczego to, co miało być przyjemne i uskrzydlające,stało się problematyczne?Czy zwariowałam,że w takim "układzie" myślę jeszcze o drugim dziecku?:(
Proszę o szczere opinie...dziękuję.