Witam,
Proszę o poradę. Jestem surowy w zawieraniu związków i nigdy ich nie trzymam na siłę, jeśli od razu się nie zakocham. Tak się stało kiedy poznałem dziewczynę w styczniu tego roku. Muszę dodać, że mam 26 lat i to jest mój pierwszy związek od 5 lat. Odkąd się poznaliśmy poczułem, że żyje, było mi cudownie, cały czas nie mogliśmy się sobą nacieszyć - ciągle trzymaliśmy się za rękę, przytulanie, namiętne pocałunki, nie dało się ukryć naszej radości i szczęścia. Spotykaliśmy się codziennie, a po miesiącu zaproponowała abym zamieszkał u niej, a że było mi z nią dobrze to się zgodziłem. Muszę dodać, że dziewczyna jest jeszcze młoda bo ma dopiero 20 lat. No i stało się, zakochałem się niesamowicie, w taki sposób że nie mogłem o niej przestać myśleć kiedy mnie przy mnie nie było - ona zresztą też. Szybko zaczęliśmy mówić do siebie, że się kochamy, pomimo tego, że ja jestem osobą która zawsze miała opory - jednak tym razem nie miałem żadnych oporów, aby wyrazić słowami swoje uczucia.
I tak w połowie naszego 3 miesięcznego związku zacząłem zauważać, że coś jest nie tak - nie było już tak częstego przytulania, całowania, ciepłych słówek - owszem, z mojej strony zawsze, ale z jej praktycznie "0" inicjacji. Pierwsze co myślałem to to, że się jej znudziłem, ale zawsze tłumaczyła się jakimiś trudnymi sytuacjami w domu (brak kasy w domu, bądź powikłania po wypadku, który miała 2 lata temu) - i tak po naszych rozmowach było dobrze 1, 2 dni a później znów to samo. Pewnego wieczoru, kiedy uczyłem jej młodszą siostrę matematyki, poszła z komputerem posiedzieć do kuchni - widziałem tylko pełno pełno rozmów pootwieranych na facebooku. Przyszła i powiedziała, że musi jechać do piekarni po chleb i jakieś zakupy. Wydawało mi się to dziwne, ponieważ sklep jest po drugiej stronie ulicy. Kiedy się szykowała zerknąłem na komputer i jej ostatnią rozmowę i wynikało z niej, że z jakimś gościem się umówiła za 15min. Wróciłem do pokoju i powiedziałem, że z siostra zrobimy sobie chwile przerwy, przejadę się z nią i zaczerpnę świeżego powietrza - a ona do mnie "Kochanie, ostatnio mało czasu mamy dla siebie, skończ ją uczyć a ja pojadę sama i będziemy mieli więcej czasu dla siebie" - mimo to pojechałem z nią a w sklepie zadzwonił jej telefon - wyciszyła - zapytałem się dlaczego, a ona, że to sms. Dobrze wiem jaka melodia to sms a jaka jak ktoś dzwoni. Zaczęło się ściemnianie i wielka kłótnia. później się przyznała, że to zastrzeżony a zastrzeżonych nie odbiera. Kłóciliśmy się już godzinę i przyznałem się, że widziałem jej rozmowę na facebooku... i tak skończyliśmy się kłócić po 3 godzinach i dopiero wtedy powiedziała kto dzwonił, były plącze i mnie przepraszała - ok wybaczyłem, ale moje zaufanie zostało nadwyrężone. po 2 dniach jak zwykle, "0" inicjacji, jakby jej uczucia wygasły, zacząłem ją przyłapywać na innych kłamstwach. Kiedyś się jej pytałem czy ma jakiś kolegów, bo zawsze mówi jak jestem w pracy to jedzie do koleżanki czy gdzieś, ale nigdy nie słyszałem o kolegach - powiedziała, że nie spotyka się z kolegami bo ma mnie - jednak i to okazało się kłamstwem - kiedy ponownie wszedłem na jej facebooka, zobaczyłem mnóstwo konwersacji z kolegami (zazwyczaj się z nimi umawiała "na ćmika", bądź zapraszała do siebie na kawe kiedy mnie nie było w pracy). Oczywiście zrobiłem o to wojnę i znów kłótnia, ale zaczęliśmy rozmawiać o zaufaniu, powiedziałem, ze już nie będę wchodził na jej konto, ale musi być zemną szczera i nie ukrywać przede mną tego, że chce się spotkać z kolegą. Minęły od tamtego czasu 2 tygodnie i przypadkiem odkryłem, że przestała brać tabletki antykoncepcyjne, oczywiście wypierała się, a gdy prosiłem aby pokazała mi opakowanie to prawda wyszła na jaw. Kolejne kłamstwo było dla mnie już bardzo przygnębiające, ponieważ kochaliśmy się bez zabezpieczeń (zręsztą od jakiegos czasu zawsze była to moja inicjatywa). Na drugi dzień wieczorem, zapytałem się gdzie się podziało to uczucie które towarzyszyło nam na samym początku, dlaczego nie ma ochoty już razem chodzić za rękę i gdzie się podziały cieple słówka - byłem delikatny mówiąc o tym, ale ona mi odpowiedziała, że ją to odpycha kiedy cały czas się o to dopominam (przypominam, że od prawie 2 tygodni niczego się nie domagałem ani nie upominałem). Tej samej chwili powiedziałem, że chce jechać jutro do swojego domu, pobyć trochę sam i przemyśleć pewne sprawy. No i podziałało, była inna tego wieczoru i już było mi lepiej, zauważyłem, że się stara. Położyłem się trochę wcześniej do łóżka, a ona poszła mamie po papierosy do sklepu który był 150m dalej. Nie było jej już 15min, a gdy wyjrzałem przez okno to siedziała na murku z jakimś gościem. Minęło 15 kolejnych minut zanim przyszła - pewnie olałbym to gdyby nie to, że jak się zapytałem gdzie była tak długo to próbowała mi ściemnić, że jest piątek i długa kolejka w sklepie. Tym razem mocno krzyczałem na nią. Skończyło się płaczem i przepraszaniem. Na drugi dzień pojechałem do domu. Pisała mi, że za wszystko mnie przeprasza, że jej żal i że się zmieni. Cieszyło mnie to, ale w związku z moim naderwanym zaufaniem do niej postanowiłem jeszcze wejść na jej facebooka, gdyż pamiętałem jej hasło. Wystarczyły 3 ostatnie konwersacje z kolegami abym zaczął rzucać różnymi przedmiotami u siebie w domu. Wszystkie w ciągu ostatnich 3 dni - Dowiedziałem się, że kiedy ja pojechałem do dodatkowej pracy, bo nie było za co zrobić obiadu ona w tym czasie zaprosiła kolegę (swojego byłego) do domu - kupiła i zrobiła mu lazanie! a w dodatku kiedy wieczorem już spałem ona leżała przy mnie i pisała do niego, że brakuje jej "słodkich buziaczków" na pożegnanie od niego i jak się dowie kiedy ja idę do roboty znowu to znów go zaprosi i zrobi coś pysznego. Najbardziej załamałem się rozmową z gościem któremu już raz udaremniłem spotkanie (piekarnia). Pisała z nim o swoich kaprysach, żeby je on zaspokoił, że chce dostawać codziennie buzi na dobranoc od niego i że zrehabilituje się "mokrym wilgotnym" pocałunkiem za to, że ostatnio sie nie zobaczyli (w tym czasie jak to pisała ja spałem obok niej). Jeszcze innego gościa zapraszała do siebie na kawę a on pisał do niej "a będę mógł się pobawić?
"... mimo, że powiedziała, że nie, nadal chciała żeby przyjechał.
Normalna kobieta kochająca swojego faceta nigdy w życiu nie pisała by tak do swoich kolegów.
Pojechałem do niej i wszystko powiedziałem co widziałem, jednocześnie mówiąc, że z nami koniec, ponieważ dla mnie to pół-zdrada. Zrobiłem się wtedy spokojny było mi już lżej, ponieważ wiedziałem, że juz nikt nie będzie mnie okłamywał. Jednak jeszcze jak wracałem do domu zaczęły się telefony, a później rozmowy na facebooku ze mną. Widzę że naprawdę się tym przejęła i błagała o ostatnią szansę, powiedziała, że odda dla mnie całe swoje życie - a że ją kocham powiedziałem jej wczoraj, że dam jej szansę.
Dzisiaj rano wstałem i stwierdziłem, że tak naprawdę ja już nie mam nadziei, że będzie dobrze, nie po tym co mi zrobiła, po tym jak mnie okłamywała, nie wiem czy będę w stanie jej kiedykolwiek zaufać. Wydaję mi się, że kłamstwa i uwodzenie facetów leży w jej naturze i nie da się tego zmienić.
Proszę was o naprowadzenie na dobra decyzję, gdyż nie wiem czy zasługuje na tą ostatnią szansę - mimo tego wciąż ja kocham, ale nie mogę znieść tego czy ona nawet teraz mnie nie okłamuje.