Może ktoś pomyśleć o mnie źle, chciałabym poruszyć mój problem i ewentualnie poznać zdanie na mój temat. Jestem mężatką 30 lat, układało nam się różnie, pozornie małżeństwo doskonałe, z 4 dzieci obecnie wykształcone i poza domem. Mąż 24 lata przebywa za granicą.Samodzielnie z pomocą rodziców wychowywałam dzieci, kształciłam się, pracowałam, leczyłam dziecko ponieważ syn urodził się z wadą serca. Dzięki mojej operatywności wszystko funkcjonowało dobrze. Opinia sąsiadów to "ale tobie jest dobrze" ale nikt nie wiedział i nadal nie wie co działo się w domu i w moich myślach i we mnie samej. O pieniądze męża musiałam walczyć ponieważ nigdy mi nie powiedział ile zarobił a obecnie doszło do tego że wcale nie przesyła gdyby nie moja praca i zaciągane kredyty nie wykształciłabym dzieci i ogólnie nie kręciłoby się w domu, remonty itp... Wchodząc w sferę uczuciową naszego związku to zimno bez uczuć, u małżonka nigdy nie było uśmiechu, ciągle był zły, często nie odzywał się przez kilka dni a wieczorem starał się łagodzić sexem. Gdy dochodziło do głośnych rozmów, teraz doszłam do wniosku ze to był szantaż, mówił i straszył mnie że się powiesi, wykonywał gwałtowne ruchy że gdzieś biegnie , że to zrobi a ja oczywiście biegłam za nim i ciągnęłam go aby tego nie robił. Ten horror trwał kilka lat. Teraz gdy przyjeżdża są awantury ostatnio podniósł na mnie rękę Zabrakło by mi miejsca aby opisywać wszystkie epizody z tym związane.Najgorsze jest to , że on tego nie widzi, nie widzi jak postępował. Brak uczuć, strach małe zainteresowanie się rodziną sprawiły , że coś we mnie pękło postanowiłam zakończyć to wszytko. Powiedziałam, że nie chce takiego życia. Nie wystąpiłam o rozwód ponieważ mam wzgląd na dzieci, ale dzieci wiedzą jaki jest ojciec. Mam żal, wielki żal, mówił że kocha ale czy tak postępuje człowiek który kocha??? Nie wiem co mam robić, jestem zawieszona w próżni, tak chciałabym kochać i być kochaną, jestem osoba bardzo uczuciową, odczuwam wielką pustkę. Jak żyć..??
Podobne tematy
Jak żyć?
Przeczytać, choćby na stronie Niebieskiej Linii, o przemocy psychicznej, jej mechanizmie, sylwetce jej ofiar, pomocy prawnej, itd.
Po latach, wreszcie, zbuntowałaś się; nie chcesz takiego życia, jak do tej pory. Jestem niemal pewna, że zachowanie Twego męża nie ulegnie zmianie na lepsze. Twoje małżeństwo od wielu lat jest fikcją. Wyjściem jest rozwód, którego nie chcesz zasłaniając się tzw. dobrem dzieci, ale... czy utrzymywanie tak toksycznego związku jest dobre dla nich? Nie znam ani jednego dziecka, które by było wdzięczne za bycie usprawiedliwieniem dla pozostawania w takim małżeństwie.
Przez lata ukrywałaś i ukrywasz informacje o faktycznych układach między Tobą a mężem. Naprawdę myślisz, że nikt nie domyśla się, nikt nie zna, prawdy?
Nawet się nie zastanawiaj.. zobacz jak daleko doszłaś, bez niczyjej pomocy - jesteś silną, mądrą kobietą tylko zmęczoną pielęgnowaniem mężusia ..
Twoje małżeństwo kuleje, ale przecież można iść na terapię małżeńską, wnieść o separację, cokolwiek.. skoro masz dość swojego życia - to je zmień.
Możesz nawet zacząć od dziś. Wyjedź gdzieś, odpocznij, poznaj innych ludzi.. przemyśl jak chciałabyś żyć i zacznij to realizować krok po kroku. Zawsze jest dobry moment na zmiany na lepsze.
Masz zal?
To Twoje dzieci powinny mieć zal do Ciebie, ze nic nie zrobiłaś, by miały spokojne, cieple i bezpieczne dzieciństwo.
Myślisz, ze to się nie odbije na ich życiu?
Zrobiłaś pierwszy krok, napisałaś o tym na forum. To jest coś.
Następnym krokiem powinien być pozew rozwodowy, bo Twoje małżeństwo od lat jest fikcja, nikomu nie daje ono szczęścia.
dzięki, za rady, robiłam zawsze wszystko aby ochronić dzieci przed awanturami, aby rosły w szczęśliwym i spokojnym dzieciństwie i to mnie teraz satysfakcjonuje, zrobiłam wszystko aby utrzymać rodzinę, ale jak brzmi przysłowie" dopóki dzban wodę nosi dopóty się ucho nie urwie". Najgorsza jest w tym samotność tak na codzień, i przychodzenie do pustego domu
dzięki, za rady, robiłam zawsze wszystko aby ochronić dzieci przed awanturami, aby rosły w szczęśliwym i spokojnym dzieciństwie i to mnie teraz satysfakcjonuje, zrobiłam wszystko aby utrzymać rodzinę, ale jak brzmi przysłowie" dopóki dzban wodę nosi dopóty się ucho nie urwie". Najgorsza jest w tym samotność tak na codzień, i przychodzenie do pustego domu
Aniu czas na zmiane............jak nie chcesz rozwodu to jest jeszcze "instytucja' seperacji i to mozesz sobie po przeprowadzonej rozmowie z mezem "zafundowac' jesli on nie zmieni swojego stosunku do Ciebie.Porozmawiaj z nim ,a jak to nie pomoze to moze popros na swiadka kogos zaufanego z rodziny,zeby tylko Ciebie nie przekrzyczal,zeby z Ciebie nie zrobil przed rodzina ,ze nie jestes zrownowazona.Aniu juz dosyc przeszlas i pora zajac sie soba,.....a czy w tym zawiazku nie bylas samotna przez te wszystkie lata.......po co ci teraz kiedy masz dzieci,ktore sa wyksztalcone taki apodyktyczny maz............zobaczysz on sie nie zmieni on bedzie szedl dalej......bo bedzie chcial Cie sprawdzic ile jeszcze wytrzymasz! Caly wasz dorobek (jesli nie spisaliscie intercyzy) jest wspolny ( jak znam zycie Twoj maz jest przyzwyczajony do takiego zycia,ze to on o wszystkim decyduje,a ty jestes od przyziemnych spraw)Powiedz mu ,ze dalej nie masz zamiaru tak duzej zyc i on moze wybrac,albo zyjecie tak jak inni ludzie czyli po partnersku,albo Ty odchodzisz i nie ma Ciebie szantazowac,bo juz to przerabilas.Porozmawiaj rowniez o tym ze swoimi dziecmi ,co oni na to i czy ewentualnie bedziesz miala ich po swojej stronie! Czas ucieka wiec sie nie rozczulaj tylko zacznij walczyc o siebie i o swoja godnosc!
ja jestem 37 lat po slubie roznie bywalo w zyciu ,przeryczalam swoje i az przyszlo olsnienie......powiedzialam mezowi ,ze jak chce zyc w awanturach to be -ze mnie,bo odchodze,gdzie mnie oczy poniosa ..........i poskutkowalo,boi sie samotnosci ....no i jest wygodny
bo kto bedzie go nianczyl na 'stare "lata musisz wierzyc w siebie i dosyc z "pokora"
Dzieki Kryst54. ja jestem w dobrej sytuacji ponieważ jestem u siebie w domu i o byt materialny nie boję się dlatego, że z jego pieniędzy i tak nie korzystam. To możne i moja wina trochę niańczyłam go starałam się aby było mu ze mną dobrze, nawet gotowy obiad z lodówki nie odgrzał sobie. Dzieci są za mną, nawet mówią "jak mamo żyłaś przez tyle lat z tata, i tak dla nas się poświeciłaś" . Przed rozwodem bronię się dlatego że jestem głęboko wierzącą.
8 2013-04-07 16:55:26 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-04-07 16:57:22)
separacja nie jest zakazana przez kosciół. Oboje możecie poświęcić trochę czasu na zastanowienie się nad waszymi relacjami w trakcie jej trwania. A dzieci widzą sytuację jaka jest między rodzicami, sama to npisałaś.
Wiara - rzecz święta, każdy ma prawo do jej przestrzegania. Ale jakim kosztem? A życie w fikcyjnym małżeństwie, to nie grzech? Dzieci, nawet małe, są doskonałymi obserwatorami. Widzą więcej niż nam się zdaje! Jestem ponad 30 lat po ślubie, mam wnuki i nieraz obserwuję jak dzieci wszystko widzą i słyszą, choć zajęte są zabawą. Więc napewno i twoje niejedno widziały... Uważam że teraz powinnaś pożyć dla siebie. Najwyższy czas!
Kazdy moze powiedziec ze kocha.. ale ile w tym prawdy? On na pewno mial za granica inna kobiete juz od lat.
Kazdy moze powiedziec ze kocha.. ale ile w tym prawdy? On na pewno mial za granica inna kobiete juz od lat.
O taaaak; na peeeewno.
Sorry, ze pytam, wyrocznia jesteś?
tak naprwde, byłabym zadowolona gdyby tam miał, dałby mi spokój..
tak naprwde, byłabym zadowolona gdyby tam miał, dałby mi spokój..
tak naprwde, byłabym zadowolona gdyby tam miał, dałby mi spokój..
Nie rozumiem Twojego sposobu myślenia i systemu wartości.
Zmarnowałaś sobie pól życia z takim dupkiem, dzieci wychowały się w niefajnych warunkach (mogłaś się starać, by wszystko było ok, ale dzieci są spostrzegawcze i widza więcej, niż myślisz), twierdzisz, ze nie chcesz rozwodu, bo jesteś katoliczka.
To, co napisałaś u góry za bardzo katolickie nie jest... Wiec albo jesteś leniwa hipokrytka, której się nie chce zaczynać od nowa, albo nie za bardzo kojarzysz, na czym polega życie w związku według wiary katolickiej - dla przypomnienia, w razie problemow, małżonkowie winni zaczerpnąć porady i robić wszystko, by związek naprawić.
Ty niczego naprawiać nie chcesz, rozwodu tez nie chcesz.
Maz, gdyby znalazł sobie inna, prawdopodobnie chciałby rozwodu. Co, nie dałabyś mu, bo musi być po katolicku...?
Droga autorko, mam dopiero 25 lat i jestem bardzo wierzącą osobą.
Rozwiodłam się, bo mąż znęcał się nade mną przez 5 lat.
Dziś staram się unieważnić małżeństwo w Sądzie Kościelnym.
Myślałaś o tym?
anna62 napisał/a:tak naprwde, byłabym zadowolona gdyby tam miał, dałby mi spokój..
Nie rozumiem Twojego sposobu myślenia i systemu wartości.
Zmarnowałaś sobie pól życia z takim dupkiem, dzieci wychowały się w niefajnych warunkach (mogłaś się starać, by wszystko było ok, ale dzieci są spostrzegawcze i widza więcej, niż myślisz), twierdzisz, ze nie chcesz rozwodu, bo jesteś katoliczka.To, co napisałaś u góry za bardzo katolickie nie jest... Wiec albo jesteś leniwa hipokrytka, której się nie chce zaczynać od nowa, albo nie za bardzo kojarzysz, na czym polega życie w związku według wiary katolickiej - dla przypomnienia, w razie problemow, małżonkowie winni zaczerpnąć porady i robić wszystko, by związek naprawić.
Ty niczego naprawiać nie chcesz, rozwodu tez nie chcesz.
Maz, gdyby znalazł sobie inna, prawdopodobnie chciałby rozwodu. Co, nie dałabyś mu, bo musi być po katolicku...?
Dziś Kościół Katolicki zupełnie inaczej patrzy na te sprawy. Przede wszystkim Kościół nikogo nie potępia, przygarnia każdego. Uważam, że to, że Kościół godzi małżonków, to akurat ogromna zaleta.
Chciałabym jeszcze dodać, że rozwieść zawsze się można. Kościół nie uznaje życia po rozwodzie z innym partnerem, chyba, że jest to tzw. "białe małżeństwo".
cały czas walczyłam i naprawiałam zwiazek , można powiedzieć że robiłam to na bieżąco.. myślałam o unieważnieniu, nawet ksiądz mi kiedyś zasugerował o zwrócenie się do odpowiedniej osoby, ale jeszcze z tym zwlekam, nie wykluczam że zasięgnę odpowiedniej informacji na ten temat
W prawie kanonicznym nie istnieje termin "unieważnienie małżeństwa" tylko stwierdzenie nieważności małżeństwa ( bo wbrew pozorom to dwa różne pojęcia)-to tak w ramach wyjaśnienia:)
Autorce postu pozostaje mi życzyć pomyślnego zakończenia historii związanej z jej małżeństwem.
Nie wierze,ze po 30 latach malzenstwa mozna jeszcze " ten zwiazek" uniewaznic.
Aniu ja widze,ze ty boisz sie przyszlosci i wszystkich zmian,ale chociaz jak piszesz jestes osoba gleboko wierzaca to przeciez mozesz wziasc seperacje z mezem i zyc na bez nerwow,bo jakies tam prawo bedzie za toba..........czy wolisz jak bedzie probowal kolejny raz podnosic na ciebie reke..............oj ja bym mu na to nie pozwolila NIGDY.On jest dominantem i Ciebie bardzo dobrze zna i wie,ze i tak mu sie nie przeciwstawisz........ale powiedz mi czemu to ma sluzyc,czujesz sie dobrze kiedy on "pastwi' sie nad toba,a ty zamykasz sie w sobie i nie wiesz ,co cie jeszcze w zyciu spotka? Aniu jak Ty tego nie zmienisz bedzie jeszcze gorzej,bo to masz jak w banku,a czas leci ..........widzisz zycie nabiera tempa po 50 zobaczysz za chwile bedziesz starsza,dzieci pozakladaja rodziny....pozniej juz nie bedziesz chciala im przeszkadzac swoja osoba i zostaniesz z tym" problemem "sama!!!! Poczytaj sobie na temat apodyktycznych ludzi i sprawdz czy to okreslenie pasuje do twojego meza i zobacz jak to dalej bedzi.......poczytaj! Aniu nikt za Ciebie nic nie zmieni,bo to tylko zalezy od ciebie.
20 2013-04-08 07:37:36 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-04-08 08:56:47)
Popieram całkowicie post Kryst54 ! Z życiowego doświadczenia wiem też, że tacy małżonkowie się nie zmieniają, a jeżeli, to z reguły na gorsze...
Życzę autorce postu siły, oraz pomyślnego rozwiązania problemu!
Anno, życie masz jedno, ani dzieci, ani tym bardziej Twój małżonek, nie przeżyją go za Ciebie.
Czas ucieka, coraz szybciej, więc zamiast się zastanawiać, weź się w garść, powiedz: STOP!!!
Twojego związku już dawno nie ma, istnieje tylko w akcie małżeństwa w USC, więc i żal będzie mniejszy, zrób to, dla dobra rodziny, którą jeszcze masz, bo Twoją rodziną są Wasze dzieci, a mąż rodzinę może zawsze wymienić na "nowszą, młodszą i niedoświadczoną", dla której będzie wzorem i wyrocznią.
Powiedz, ale tak szczerze, co Cię powstrzymuje przed rozwodem, bo dzieci masz już odchowane i nie możesz zasłaniać się ich dobrem.....
Przed Tobą i po Tobie, były i będą rozwody, nie zależnie od głębokośći wiary, nadziei i miłości, więc ZACZNIJ KOCHAĆ SIEBIE i wierzyć, że czeka na Ciebie inne, lepsze życie, czego Ci serdecznie życzę.
dziękuje za słowa ktore podniosły na duchu i zmobilizują do działania. Myslę, że wszystko jest w swoim czasie do wszystkiego trzeba dojrzeć. Tez jestem zadowolona z siebie, że potrafiłam juz powiedzieć NIE! ale musze byc konsekwentna i nie cofnąć sie..