bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 34 ]

Temat: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Piszę chyba tylko po to, żeby się wygadać, bo nie mam za bardzo komu. Jak w tytule 3 największe moje problemy, z którymi walcze, ale jak narazie przegrywam. Tak naprawdę mam już tego wszystkiego dość, a najgorsze, że nic nie mogę zmienić.
Pracy szukam już od pół roku, na bezrobociu jestem niecały rok i nic nie mogę znaleźć. Mam 27 lat, skończone studia i niecały rok doświadczenia w zawodzie. Jeżdżę wszędzie gdzie tylko możliwe i składam cv, podania, pytam....i nic.... nigdzie nic nie ma a jak jest to zawsze się znajdzie ktoś kto ma większe doświadczenie i/lub znajomości.
Naprawdę nie wiem jak zmienic swoją sytuację.... Ja już nie mam z czego żyć, mieszkam sama, muszę opłacać rachunki, pieniądze biorę od rodziców i nie czuję się z tym dobrze. Wręcz przeciwnie, czuję się okropnie, robię wszystko żeby zmienić swoją sytuację, ale już nie daje rady. A jeszcze gorsze jest to, że nie mam tutaj nikogo, żadnej koleżanki, żadnych znajomych, każdy ma swoje życie, przyjaźnie ze szkoły się pokończyły, koleżanki mają rodzinę, pracę.
Mam chłopaka, który pracuje za granicą, widujemy się bardzo rzadko, chcemy to zmienić ale narazie nie ma takiej możliwości. On nie zrezygnuje z pracy tak szybko bo tutaj jej może nie znaleźć, a ja tam też pracy nie znajdę, poza tym nie mogę zostawić mieszkania. Planujemy wspólną przyszłość ale kiedy to nastąpi...? Nie ma pracy, nie mamy ślubu, kiedy zebrać pieniądze na ślub, kiedy czas na dziecko skoro sama nie mam się z czego utrzymać a co dopiero utrzymać dziecko. Nie tak sobie wyobrażałam swoje życie.......
Co mogę zrobić żeby polepszyć swoją sytuację? Czy to ja jestem nieporadna czy po prostu trzeba być wybitnym w jakiejś dziedzinie żeby dostać pracę? Nie mam zbyt dużych wymagań, nawet minimalną bym poszła do pracy chociażby narazie, bo strasznie się w domu gnębię.
Macie jakieś konstruktywne rady dla mnie? Będę wdzięczna za każdą odpowiedź.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez przetrwac-i-nie-zwariowac (2013-04-06 17:18:48)

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Hm, piszesz, że za granicą pracy nie znajdziesz... Może nie w zawodzie, ale chyba na coś małego miałabyś szanse. Nie możesz sprzedać mieszkania? Albo komuś wynająć? I przenieść się do faceta? Co on by na to powiedział? Może tam Ci się będzie lepiej powodzić. Może będzie łatwiej. Język podszkolisz, a potem może i lepszą pracę dostaniesz.

http://przetrwac-i-nie-zwariowac.blog.pl - jak sobie radzę z depresją, jak radziłam sobie dawniej - trochę rad, trochę praktycznych wskazówek, jak każdego dnia to przetrwać i nie zwariować

3

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Nie mogę sprzadać mieszkania, bo zrobiłabym najgłupszą rzecz na świecie, poza tym jestem z nim bardzo związana, wynająć tak samo nie chcę, bo nie chcę zeby ktoś mi poniszczył meble, podłogi, poza tym za dużo mam swoich rzeczy i gdzie bym je przeniosła? Także nie jest to dobry pomysł. Za granicą już mieszkałam pół roku z chłopakiem i pół roku siedziałam na bezrobociu, bez języka nigdzie mnie nie chcieli przyjąć, a język ten jest bardzo trudny, gdyby to był angielski to nie byłoby problemu. Dlatego też wróciłam do Polski bo czułam się tam źle, mieszkaliśmy w bardzo złych warunkach, drogo płaciliśmy za wynajmowany pokój, ja siedziałam bezrobotna, tak samo zero znajomych, nikogo... a jeszcze bariera językowa także czułam się jak na bezludnej wyspie. Nie wyjadę znowu, za dużo nerwów i zdrowia mnie to kosztowało, poza tym prawie byśmy się przez ten wyjazd rozstali.

Tak strasznie potrzebuje kontaktu z ludźmi....

4

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Szkoda ze nikt juz nie napisze...no ale trudno....

Może w złym temacie umieściłam swój wątek....

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Spokojnie - daj nam trochę czasu na odpowiedź. Ja wchodzę na forum raz dziennie, zwykle przed 19, więc nie zdążę zareagować w takim tempie wink
Rozumiem, że ryzyko i wyjazd samemu do np. anglojęzycznego kraju też nie wchodzi w grę? Albo do Niemiec?
A tak przy okazji, jakie studia kończyłaś, że tak ciężko o pracę? Rozumiem, że poza zawodem też szukałaś jakiejś posady - choćby tymczasowo?

http://przetrwac-i-nie-zwariowac.blog.pl - jak sobie radzę z depresją, jak radziłam sobie dawniej - trochę rad, trochę praktycznych wskazówek, jak każdego dnia to przetrwać i nie zwariować

6

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

wink Nie jestem aż tak niecierpliwa, po prostu nie wiedziałam w którym temacie mam umieścić moj watek bo pasuje tu i praca, kariera i miłość na odległość i samotność, depresja, lęk o przyszłość, stres.....
Ale mniejsza z tym....
Skończyłam pielęgniarstwo, ale naprawdę jest cięzko w moim okręgu a szukam wszędzie i albo doświadczenie za małe albo wogóle nie ma wolnych etatów a najczęściej to drugie.
W innej branży próbowałam szukać ale ta sama śpiewka: brak doświadczenia, już nie małe ale brak, np w handlu, wymagaja doswiadczenia w sklepie, a ja nie mam.
Za granicę chciałabym wyjechać ale do kraju, którego język znam chociaż w stopniu podstawowym (podstawowy to dla mnie komunikatywny w miarę), żeby umieć się dogadać i nie czuc jak na bezludnej wyspie. W grę wchodziłyby Niemcy i Austria, nawet mogłabym zacząć jako opiekunka na początek ale boję się jechać sama. Boję się, że wyląduje w jakimś burdelu albo slumsach nie mając nawet centa.

7

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Wynajmij mieszkanie, przenies sie do rodzicow i po problemie

8

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

gdyby to bylo takie proste.....

9

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Wydaje mi się, że strasznie mnożysz problemy. Może depresja tak na Ciebie działa. Ja również szukam pracy od kilku miesięcy. Denerwuje mnie to, że nie mogę nic znaleźć tym bardziej że w czasie studiów prracowałam, byłam aktywna. Teraz skończyłam studia i jest kiepsko. Ale próbuję. Planuję również wyjechać za granicę, nawet sama. Już pracowałam za granicą, można sobie poradzić. Mówisz, że nie umiesz języka. Pół roku byłaś u chłopaka, pół roku w Polsce szukasz pracy, przez ten czas nauczyłabyś się już przynajmniej podstaw języka. Napisałaś, że pojechałaś za granicę i nie wyszłaś z domu...Właśnie to jest duży błąd, trzeba próbować. Ale to już minęło. Myślę, że powinnaś się trochę supokoić, bo wpadłaś w jakąś histerię. Wyjedź na kilka dni do rodziców, odpocznij. Potem spróbuj na chłodno przemyśleć sprawę. Może jednak da się wynająć mieszkanie, wyjechać do chłopaka. On tam mieszka, pewnie zna język i może mógłby pomóc Tobie się nauczyć. Swoją drogą jaki to kraj?

Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty, to też nie diabeł rogaty
Ani miłość kiedy jedno płacze, a drugie po nim skacze.
Bo miłość to żaden film w żadnym kinie, ani róże ani całusy małe duże
Ale miłość kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze (Happysad)

10

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt
Małgorzatka napisał/a:

Wydaje mi się, że strasznie mnożysz problemy. Może depresja tak na Ciebie działa. Ja również szukam pracy od kilku miesięcy. Denerwuje mnie to, że nie mogę nic znaleźć tym bardziej że w czasie studiów prracowałam, byłam aktywna. Teraz skończyłam studia i jest kiepsko. Ale próbuję. Planuję również wyjechać za granicę, nawet sama. Już pracowałam za granicą, można sobie poradzić. Mówisz, że nie umiesz języka. Pół roku byłaś u chłopaka, pół roku w Polsce szukasz pracy, przez ten czas nauczyłabyś się już przynajmniej podstaw języka. Napisałaś, że pojechałaś za granicę i nie wyszłaś z domu...Właśnie to jest duży błąd, trzeba próbować. Ale to już minęło. Myślę, że powinnaś się trochę supokoić, bo wpadłaś w jakąś histerię. Wyjedź na kilka dni do rodziców, odpocznij. Potem spróbuj na chłodno przemyśleć sprawę. Może jednak da się wynająć mieszkanie, wyjechać do chłopaka. On tam mieszka, pewnie zna język i może mógłby pomóc Tobie się nauczyć. Swoją drogą jaki to kraj?

No nie wiem czy wyolbrzymiam.... Jakbym mieszkała z rodzicami to bym tak nie histeryzowała, a tak to ja już nie mam z czego żyć, opłat mam jakieś 800 zł miesięcznie a dochodu mam zero. Kasy już nie mam wogóle, a jedzenie biorę od rodziców, o pieniądze prosze, ale dadzą mi najwyżej 50 zł, bo sami nie mają. Ja już nawet nie mam na bilety, żeby jeżdzić za pracą. Nie mam co jeść, wolę nie jeść niż zadłużyć mieszkanie ale chyba i tak zadłużę jeśli nie znajde pracy w przeciągu miesiąca.
Na wyjazd też trzeba mieć pieniądze. Na naukę języka tak samo, na wszystko trzeba mieć kasę, żeby się ruszyć z domu musisz mieć pieniądze, chyba że idziesz pobiegać koło bloku to wtedy nie.
Ten kraj to Belgia, strasznie mi się tam nie podoba i nie wróce tam, slumsy i drożyzna, jeszcze gorzej się żyje niż w Polsce, no ale zależy komu. Bogaci to mają wszędzie dobrze, a biedni i zwykli ludzie żyją nędznie.
Płakać mi się chce jak to pisze... Mam dość.

11

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Przykro się czyta to, co napisałaś, masz podobną sytuację do mojej, z tą różnicą, że ja tymczasowo mieszkam u rodziców i nie mam nikogo. U mnie się wszystko zawaliło odkąd niecały rok temu zakończył się mój 9-letni związek, parę miesięcy później zachorowała mama. Odbywałam wtedy staż po studiach i byłam pełna nadziei na znalezienie pracy... odkąd skończyłam staż minęło już pół roku. W tym czasie znalazłam nazwijmy to pracę, jednak nie zapłacono mi za 3 m-ce pracy i podziękowano za okres próbny. Wysyłam setki CV, odwiedziłam wszystkie miejsca w mojej okolicy bliższej i dalszej, jest wiele miejsc w których mogłabym pracować, ale niestety, nie mam znajomości. I tu jest pewnie problem. W zakładzie, w którym ostatnio były przyjęcia mi powiedziano, że nikogo nie potrzebują. Wszystko idzie cichaczem. Jestem sama, nie mam póki co pracy, dzieci, przyjaciół, jedno co mam to jeszcze rodziców, ale pracuje tylko tata zarabia niewiele, tyle że ledwo starcza na bardzo skromne życie. Mama wymaga obecnie codziennej opieki z powodu swojej choroby. Zajmuje się nią i zastanawiam czy jeszcze mogę cokolwiek zmienić. Też nigdy nie myślałam że będę tak żyła. Na studiach wyobrażałam sobie swoją przyszłość, męża, pracę. Teraz nie mam nic, jest jeszcze gorzej niż jak byłam w liceum, wtedy miałam chociaż znajomych, teraz każdy ma swoje życie. Jedno wielkie rozczarowanie. Rozumie to, co czujesz. Też jestem już wszystkim zniechęcona, nie mam siły na nic, od razu z góry zakładam porażkę. Boję się też, że odniosę kolejną porażkę i kolejną, przez co na pewno po części stoję w miejscu, ale co poradzić jak człowiek nie ma kompletnie żadnych dobrych doświadczeń, to się znikąd nie bierze. Nie wiem co Ci poradzić, bo sama nie wiem co robić ze sobą i swoim życiem. Chciałam tylko, abyś wiedziała, że nie jesteś jedyną z takimi lub podobnymi problemami. Mam jeszcze nadzieję, że coś się zmieni. Jak masz ochotę napisz do mnie na priv to sobie chociaż porozmawiamy smile

"Nie kłaniaj się stale innym, bo nigdy nie odkryjesz w sobie siły"
Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

"ggosiaczek" mimo wszystko przeniesienie się do rodziców jest dobrym rozwiązaniem, bo:
1. wynajmując mieszkanie zarobisz
2. będzie Wam łatwiej żyć pod jednym dachem - jedne opłaty, jedne zakupy spożywcze, będziesz im na pewno mogła trochę pomóc w domu itd
Pisałaś, że boisz się o mieszkanie - meble itd. Poszukaj do wynajmu spokojnych studentek - to zawsze jakieś zabezpieczenie. Albo młodych par. Nie wiem, jakie masz te meble, ale nie ceń ich wyżej niż swojego życia i zdrowia. Bez pieniędzy długo nie pociągniesz, a obecnie rozwiązanie ewidentnie dobre nie jest. Sama przyznajesz, że źle Ci być na garnuszku rodziców, a przenosząc się do nich przynajmniej będziesz pomocna. Kasę z wynajmu może uda Ci się choć w małej części odłożyć - będziesz mogła wyjechać, nauczyć się języka, zrobić jakieś dodatkowe kursy zawodowe, ruszyć jakoś do przodu.

http://przetrwac-i-nie-zwariowac.blog.pl - jak sobie radzę z depresją, jak radziłam sobie dawniej - trochę rad, trochę praktycznych wskazówek, jak każdego dnia to przetrwać i nie zwariować

13 Ostatnio edytowany przez ggosiaczek (2013-04-09 17:10:37)

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt
przetrwac-i-nie-zwariowac napisał/a:

"ggosiaczek" mimo wszystko przeniesienie się do rodziców jest dobrym rozwiązaniem, bo:
1. wynajmując mieszkanie zarobisz
2. będzie Wam łatwiej żyć pod jednym dachem - jedne opłaty, jedne zakupy spożywcze, będziesz im na pewno mogła trochę pomóc w domu itd

Gadałam na ten temat z rodzicami i oni mi odradzają stanowczo, po części się z nimi zgadzam. Nie wiadomo komu się wynajmie, ludzie mogą sprawiać wrażenie spokojnych, a potem się okaże, że urządzają jakieś libacje, imprezy.... Albo z drugiej strony wynajmę małżeństwu dajmy na to z dzieckiem, będzie drugie a potem ich nie wyrzuce, bo powiedzą, że się nie mają gdzie podziać z dwójką dzieci a nie będą mieli za co opłacić i jeszcze mi zadłużą. Będę ich z policją wypędzać? Także też trzeba z drugiej strony pomyśleć. Nie chcę narobić sobie jeszcze w ięcej kłopotów niż mam. Albo sytuacja taka: zaleją mieszkanie a sąsiad pode mną ( przewrażliwiony) mnie do sądu poda, kiedyś rozlałam herbatę w łazience a on mi zaraz przyleciał z awanturą, że go zalałam, a może 1 kropka była na jego suficie. Druga sprawa to nie mam gdzie zabrać tych wszystkicvh swoich rzeczy (chyba, że na strych do rodziców) a jest tego sporo. Trzecia sprawa: rodzice mieszkają na totalnym zadupiu, nie ma stamtąd połączenia nigdzie, do sklepu trzeba samochodem jechać, to już z jeżdzeniem za pracą wogóle moge sie pożegnać. A jeśli w między czasie dostanę pracę to jak będę do niej dojeżdżać mieszkając u rodziców? Tak szybko nie wymówię umowy najmu. Powiem ludziom, że mają się wynosić?

Za to myślałam nad tym, żeby wynająć jeden pokój jakiejś osobie, np. studentce, albo jakiejś kobiecie pracującej, wtedy miałabym kontrolę, a mi by było weselej, miałabym chociaż na część opłat, a media na pół wg zużycia. Rodzice też pewnie będą przeciwni temu, no ale wydaje mi się, że to lepszy pomysł.

14

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Pomysł z wynajęciem pokoju jest dobry i na pewno mniej problematyczny niż wynajęcie całego mieszkania.

Odnośnie szukania pracy- jako pielęgniarka masz trochę możliwości (sama też jestem po medyku)- przychodnie, szpitale, żłobki, przedszkola nie wiem w jakim mieście mieszkasz, ale w moim ponad 120tyś. powstało mnóstwo prywatnych żłobków, przedszkoli. Musiałaś mieć praktyki w szpitalu, nie myślałaś o tym, żeby iść tam i porozmawiać z ludźmi, którzy mogą CI pomóc ? A jak Twoje koleżanki po studiach ? Pracują gdzieś (też warto popytać gdzie, jak im się udało tam dostać itp. itp.)

Myślałaś o tym żeby pójść do doradcy zawodowego ? Być może popełniasz jakieś błędy w aplikacjach, których sama nie jesteś w stanie dostrzec ?

Ale tak czy inaczej zaczęłabym od zmiany myślenia. Pół roku szukania pracy to naprawdę niewiele, miej tego świadomość.
Poza tym skupiaj się na swoich atutach, cechach, które posiadasz i które są pożądane na stanowiskach, o które się ubiegasz.
I głowa do góry smile

15 Ostatnio edytowany przez ggosiaczek (2013-04-10 13:10:51)

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Jak wszystko to wszystko się wali....:( Dosłownie wszystko. Z chłopakiem ciągle się kłócimy.... przez telefon. Ciągle ma do mnie jakieś pretensje, dąży do kłótni a mówi, że ja to robię. Obraża się o bzdury typu kończąc rozmowę powiem samo "pa" a nie "pa kochanie", a jak powiem "pa kochanie" to też źle bo powinno być "pa kochanie, buziaki". Dobija mnie jego zachowanie.... i jego zazdrość.
Tęsknię za nim, życie na odległość jest okropne.

Rodzice mają pretensje do mnie, że nie szukam efektywnie pracy, bo gdyby tak było to już bym ją miała. Nie zamierzają mi pomagać....
Po tej kłótni od chłopaka nie chce pomocy, żeby mi parę groszy przesłał, ani on chyba nawet nie ma ochoty na pomaganie mi.
Wczoraj tak myślałam i dzisiaj też, chyba skończę ze sobą.....
Czuję, że nie mam nikogo, jestem sama na świecie. Nie mam komu się nawet wygadać, dlatego piszę na forum....

16 Ostatnio edytowany przez diamencik (2013-04-11 12:19:56)

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Gosiakk nie zalamuj sie to napewno przejsciowe problemy. Ja nie bylam na studiach mam tylko technikum ekonomiczne i jakos sie nie poddaje urodzilam 5miesiecy temu dziecko mam narzeczonego ale tez ciezko jest nam zyc zwlaszcza ze mial dostac prace w wojsku i czekamy juz na etet pare miesiecy aktualnie nie ma pracy i dorabia ale jeszcze wyplaty nie przynosi ciezko nam zyc ale co zrobic ja tez mieszkam w obcym miescie nie znam tutaj nikogo mam jedna przyjaciolke ale tez mieszka ok 40km odemnie wiec praktycznie cale dnie jestem sama z dzieckiem w domu mieszkamy w bloku gdzie dodatkowo jestem osamotniona bo tu mieszka kazdy sobie i nikt sie toba nie interesuje:(  konczy mi sie teraz macierzynski i ide na kuroniowke ale te pare zloty mnie wogole nie uzadza bo w dzisiejszych czasach zyc jest naprawde ciezko ale stac w miejscu tez nie mozna ja mam niecale 1000zl a M narazie nie przynosi nic a rachunki tez trzeba placic tez sie martwie o wszystko ale co zrobic. Nie mysle co bedzie pozniej jak mala bedzie wieksza i pojdzie do przedszkola ale napewno poddawac sie nie bede bede szukac pracy chodzbym miala pracowac na cpnie.
A skad jestes gosiakk ? Ja dolnyslask jakbys mieszkala blisko mnie moglibysmy sie spotkac pogadac itd ja mam 24lata

17

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Kochane Dziewczyny...

Mam nadzieję, że jednak wszystko się Wam ułoży. Sama jestem teraz na zakręcie życiowym i czuję się źle i niepewnie...

18

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Gosiaczek....

Jestem studentką i również żyję z chłopakiem na odległość. Kończę teraz licencjat... i chcę spróbować dostać się na studia tam, gdzie mieszka mój facet. Tyle, że tam egzamin wstępny jest dosyć konkretny... Do tego moi rodzice chcą żebym mieszkała z nimi. I wszystko jest takie skomplikowane....

Ale...
Nie poddawaj się. Trzeba walczyć. Rejestruj się na gumtree, albo innych portalach, jeżeli szukasz pracy. Zrób ładne zdjęcie i daj swoje ogłoszenie... Ja tam zrobiłam i znalazłam pracę w 2 dni...
Masz dla kogo żyć..

19

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Tia, masz mieszkanie i narzekasz, z pracy w mcdonaldzie byś je utrzymała. Po godzinach możesz szukać pracy.
Pracujący zawsze łatwiej znajdują pracę.

20

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Cześć, wiem, że mam depresje, wiem, że mam dda. Wszystko wiem...nie warto teraz pisać tu czym to się objawia, bo każdy kto tu przychodzi, na ten konkretny temat wie co to jest. Ja po prostu nie umiem żyć. Na pozór wydaję się wesoła, optymistyczna, raczej otwarta. I może tak jest, ale i może dlatego, że sytuacja tego wymaga. Ten brak nawet nie tyle co siły, bo to da sie udźwignąć, minimalnej normalności, doprowadza do szału, najgorszych myśli. Nic nie jest w stanie pomóc. Kompletny brak odwagi, w realizacji swoich marzeń. Uważa się, że na nic się nie zasługuje. Ktoś powie, że skoro to wszystko wiem, to dlaczego nie mogę tego zmienić. Właśnie, dlaczego? Każdemu dobrze doradzam, ale sobie nie umiem. I ta okropna samotność, niektórzy dziwią się, że nikogo nie mam. Mnie też to dołuje...Jestem osobą, która oddaje całe serce, tylko, że nikt o tym nie wie. Ciesze się , że mma kilju przyjaciół, i oni cieszą się, że mają mnie. Od dziecka chciałam być architektem. Jestem na innych studiach, bo po co spełniać marzenia?...a teraz gdy chce zmienić kierunek to się boję, nawet pójść na lekcje rysunku. Odnosze wrażenie, że co chwilę od życia dostaje znaki, wszytsko się łączy, co mam dalej robić. I tak nie mam wystarczająco tyle siły....Sama nie wiem czy się nadaję, choć wiem, ze to jest zawód stworzony dla mnie. Boję się, że znowu popełnie błąd i zostane z niczym. Nieskie poczucie własnej wartości... Żal mi samej siebie, że tak sobie niszczę życie.
M.

21

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Witam:) Dawno mnie tu nie było, bo nie miałam za wiele czasu. Trochę się u mnie w ostatnim czasie zmieniło, dostałam w końcu pracę, narazie okres próbny ale mam wielką nadzieję, że zostanę. Dziękuję za odpowiedzi, trzymajcie za mnie kciuki:)

22

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Szkoda, że nikt nawet nie pogratulował, ale coz.....

23

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Pogratulował, pogratulował smile Trzymam kciuki za pozytywny ciąg dalszy smile

24

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Ja też chciałbym pogratulować! Szczerze i z serca. smile
Wiesz, po cichu obserwowałem Twój wątek. I pamiętam, że nawet co jakiś czas zaglądałem, żeby sprawdzić, czy nie napisałaś czegoś nowego...
Cieszę się razem z Tobą:)
A powiedz, udało Ci się znaleźć pracę w zawodzie?

Pozdrawiam serdecznie

25

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Dziekuje:) Cieszę sie bardzo, w końcu jakiś krok naprzód. Łatwo nie było i nie jest, ale teraz chociaż jest jakaś realna szansa na godne życie. Dostałam pracę w zawodzie, z czego tym bardziej sie ciesze. Nie jest łatwo, ale początki zawsze są trudne. Ludzie to chyba jak wszędzie, i tacy i tacy są. Grunt, żeby się nie przejmować jak ktoś mi cos tam powie niemiłego. Teraz tylko pragnę, zeby mi umowe przedluzyli, bo taka szansa sie rzadko zdarza, to jak wygrana w lotto, że akurat mnie wybrali i to bez znajomości się tam dostałam.

26

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

No widzisz, a jednak można bez znajomości smile powodzenia !

27

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Polska po prostu nie jest krajem przyszłościowym.
Też szukałam długo pracy, dziś dopiero coś się ruszyło.
Nie sprzedawaj mieszkania, naprawdę zrobiłabym najgłupszą rzecz. Trudno powiedzieć mi co masz zrobić, każdy ma jakiś problem.

28

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt
Viccky napisał/a:

Polska po prostu nie jest krajem przyszłościowym.
Też szukałam długo pracy, dziś dopiero coś się ruszyło.
Nie sprzedawaj mieszkania, naprawdę zrobiłabym najgłupszą rzecz. Trudno powiedzieć mi co masz zrobić, każdy ma jakiś problem.

Nie sprzedałam mieszkania i nie zamierzam tego robić. Jesli bede dalej pracowac to będzie mnie stać na opłaty i w miarę godne życie. Żeby tylko mieć pracę to wszystko się ułoży. Nie narzekam na swój los, bo to nic nie da. Cieszę się z tego co mam.

29

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt
ggosiaczek napisał/a:
Viccky napisał/a:

Polska po prostu nie jest krajem przyszłościowym.
Też szukałam długo pracy, dziś dopiero coś się ruszyło.
Nie sprzedawaj mieszkania, naprawdę zrobiłabym najgłupszą rzecz. Trudno powiedzieć mi co masz zrobić, każdy ma jakiś problem.

Nie sprzedałam mieszkania i nie zamierzam tego robić. Jesli bede dalej pracowac to będzie mnie stać na opłaty i w miarę godne życie. Żeby tylko mieć pracę to wszystko się ułoży. Nie narzekam na swój los, bo to nic nie da. Cieszę się z tego co mam.

Gratulacje! Przeczytałam cały wątek i naprawdę zazdroszczę determinacji, siły, prób odnalezienia siebie. Sama szukam pracy od dłuższego czasu, mam depresję+ stany lękowe+ jestem DDA. Rozpadło się moje małżeństwo, mam małą córeczkę, kredyt w wysokości 1600-1700 zł/mies na mieszkanie+ 800 zł opłat. Do tego życie, a też już nie potrafię poprosić rodziców o większą pomoc, ponieważ łożą na kredyt mieszkaniowy. Mieszkanie mam 2pokojowe, z tym że drugi pokój teraz mam pusty,ostatnio wyprowadziła się z niego moja siostra, z którą totalnie nie umiałam się domagać. Czasem się zastanawiam, czy moje problemy to wynik dzieciństwa (bo niby przepracowałam ten problem na terapii zarówno indywidualnej jak i grupowej dda i nie tylko), czy to nałożenie się stresów (narastające długi, nie umiem nic dokończyć np. studiów, prawa jazdy), przede mną rozwód w sierpniu (kolejny stres). Wspiera mnie chłopak, więc jest to jakiś plus, ale mieszka w innym mieście, być może niebawem wyjedzie za granicę i zostanę tu sama jak palec, tzn prawie sama, bo przecież mam dziecko (w tym momencie aktywnie szukam pracy, jutro sądny dzień;), ale teraz jest ono na wakacjach u rodziców 200 km ode mnie i nie wiem kiedy do mnie powróci, bo praca, którą mam podjąć ma być również w soboty i niedziele (nie mogę wybrzydzać, bo póki co nawet studiów nie zakończyłam, zresztą po czysto humanistycznym kierunku i tak nie miałabym żadnej szansy na pracę). Boję się, że jeszcze trochę czasu i bedę musiała sprzedać mieszkanie. To wszystko powoduje,że wracają stany lękowe, depresja (już dawno stwierdzona). Najgorsze jest to, że szukałam pomocy. Niby duże miasto-ale wysalam setki CV, dużo poroznosiłam i wszędzie wymagają doswiadczenia lub statusu studenta + ważne są znajomości. Dałabym wiele, by byc chociażby po zawodówce,studia na 'prestiżowej ' jakby nie było uczelni nie dały mi kompletnie nic. Moja rodzina mnie ciągle demotywuje, obwinia, straszy, że zaraz mi zabiorą dziecko, a ja od kwietnia jestem w GUP i tam oczywiście nic dla mnie nie mają. Z gumtree żyję za pan brat. Do tej  pory w ogóle miałam problem, by ruszyć się z domu,ponieważ córka nie dostawała się do przedszkola, a nie stać mnie na prywatne, nie mówiąc o opiekunce. Rodzców mam 200 km od miasta, w którym mieszkam. W tym momencie zaczęłam się zastanawiać nad MOPSem, bo zaczyna mi brakować na podstawowe potrzeby. Oczywiście chciałabym coś zmienić, i wielokrotnie analizowałam siebie, brałam leki, czytalam o alternatywnych terapiach, chodziłam na relaksację, ale mimo wszystko ciężko mi dobrze myśleć zarówno o sobie, jak i o przyszłości. Od państwa nie mam żadnej pomocy, zresztą nigdy o nią nie prosiłam, bo brakowalo mi odwagi. Rodzina kompletnie mnie nie rozumie. Nic dziwnego, że lęki powróciły, jest to straszne uczucie.

''STUCK IN A GENERATION WHERE
LOYALTY IS JUST A TATTOO,
LOVE IS JUST A QUOTE
& LYING IS THE NEW TRUTH''

30

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Witaj kocurek102!
Przeczytałam Twojego posta i wierzę, że naprawdę Ci cięzko. Pomoc od państwa, mopsu...phi, wolne żarty. Przerabiałam to jak brakowało mi na chleb, to panie tam siedzące mi powiedziały, że na żadną pomoc nie mam co liczyć, bo mam mieszkanie i poradziły mi, żebym je sprzedała jak nie mam na chleb, albo się zamieniła na mniejsze, pewnie w jakiejś obskurnej kamienicy bez ciepłej wody i centralnego ogrzewania i pewnie kibel na korytarzu. Powiedziałam, że dziękuję za taką radę i wyszłam. Spojrzały jak na głupią, bo młoda, zdrowa i po studiach, a pracy znaleźć nie może. Aaaaa i bym musiała mieć z trójkę dzieci, żeby liczyć na jakąś pomoc. A ja bez dzieci to jaki problem?

Pomoc od państwa w Polsce nie istnieje!!! Dostaniesz 20 zł na miesiąc a musisz sie podań napisać i w kolejkach odstać swoje.

Zazdrościsz mi? Nie wiem czy jest czego. W innym poście pisałam jak mam "fajnie" w pracy. Ale nie ma pracy wogóle, a jak jest to niepewna i ludzie w niej różni, nierzadko okropni. Odepowiedzialność ogromna a patrzą ci na ręce i obserwują, żeby wyłapać tój najmniejszy błąd.

Nieraz sobie konkretnie popłaczę.... Wczoraj wróciłam z pracy kompletnie rozbita....
Nie wiadomo, czy przedłużą mi umowę, żyję ciągle w stresie, bo nie chcę znów być w takiej sytuacji jak byłam niedawno.................. A jest nieciekawie, jest parę osób, które mnie nie lubią i gnębią jak się da, bo jestem mało pewna siebie chociaż już dużo wiem i dużo umiem. Ale te osoby są tak negatywnie do mnie nastawione (wstrętne babska) że podkopują moją i tak już marną pewność siebie.

W tej chwili normnalnie chce mi się wyć z rozpaczy!!!!!

31

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

ggosiaczek!

Nie dostałam tej pracy, o której ost pisałam:/

Muszę przyznać, że do tej pory czułam się osamotniona w cierpieniu, ale Twoje spojrzenie (choć niestety nadal negatywne) pozwala mi wierzyć, że nie jestem jednak odosobnionym przypadkiem. Zauważyłam, że jak jest źle, ludzie się odwracają- ale może to i plus, bo już wiadomo na kogo można liczyć. Masz całkowitą rację z tym mopsem, byłam wczoraj i pani chyba patrzyła na mnie z wielką dezaprobatą, jakby nie mogła uwierzyć, że od kwietnia jestem na bezrobociu (praktycznie nie zarabiam już niemal rok, ale to długa historia) i że skoro rodzice płacą kredyt, to oznacza to MÓJ DOCHÓD! hah, oczywiście chciałabym zatrzymać to mieszkanie, bo mam dziecko i bez niego musiałabym ciągle coś wynajmować/przeprowadzać się i naprawdę nie wiem jakby to moja córka zniosła. I tak już straciła poczucie bezpieczeństwa i dużo przeszła przeze mnie i męża. Ich akurat w tym przypadku dziecko nie obchodzi. Wiesz- czasami miałam do dyspozycji 300-450 zł miesięcznie i musiałam zapłacić z tego część rachunków, kupić jedzenie dla mnie i córki, jakieś środki czystości. Nie wiem, czy ktokolwiek by sobie poradził i nie zwariował z tak marną kasą w dużym mieście, gdzie głupi bilet kosztuje 3.80zł. Dowiedziałam się, że ta procedura otrzymywania zasiłku celowego będzie trwała ok miesiąc (do tego czasu może zdechnę z głodu), oczywiście najpierw wywiad środowiskowy, co mnie tez wnerwia, bo dopiero co był u mnie kurator z sądu przed rozprawą rozwodową (taka procedura w przypadku gdy się ma dzieci), babeczka siedziała u nie 2 godz, o wszystko wypytała, potem otrzymałam to na piśmie, więc de facto mogłabym to samo przedstawić w mopsie, ale nie!-oni mają swoje procedury. PUP to porażka kompletna, zero informacji, zero pomocy, na pierwszym stawieniu się, po 2 mies. babka zapytała się gdzie chcę pracować, a przecież podawałam te info już przy rejestracji. Można zwariować. Następna wizyta-po kolejnych 3 miesiącach. Stanie w kolejce-ok godzina, dojazd-na zadupiu kompletnym, prawie za miastem-więc jedna taka wizyta tam to strata połowy dnia.

Skonczyłaś studia, a to ogromny sukces. Ja Ci naprawdę zazdroszczę;) Chciałabym kiedyś dokończyć moje, ale najpierw musze zawalczyć o byt:/ I najciekawsze jest to, że myslałam o pielęgniarstwie;)

Pisałaś, że Twój chłopak jest w Belgii.Mam tam matkę chrzestną (cudowna osoba), tylko już nie pamietam w jakim mieście. Może rzeczywiście powinnas wrócić do chłopaka i spróbować jeszcze raz, tylko mając już pracę nagraną?Ja spokojnie mogłabym zapytać, tylko musiałyby się miasta zgadzać:/

Co do pracy tutaj- rzeczywiście trzeba mieć szczęście, aby trafić na dobry zespół/szefa. Ja w pierwszej pracy byłam tak poniżana, mobbingowana, że brak słów. Traktowano mnie jak smiecia, a na koniec nie wypłacono pieniędzy. Naprawdę żal mi takich osób, a najgorsze, że to była równiez samotna mama-jak ja i w ogóle mnie nie rozumiała. Kiedyś usłyszałam takie fajne zdanie- że jeśli się nie jest odważnym, trzeba udawać odważnego, i tak nikt nie zauważy różnicy;) Myślę, że nasze nastawienie gra istotną rolę, bo gdyby nie ono nasze życie wyglądałoby teraz inaczej. Niestety, jak widać nawet na tym forum są osoby, które wchodzą tylko po to, by zmiażdżyć innych. Jesteś wykształcona, więc nie dziwne, że szukasz pracy w swoim zawodzie. Ja miałam taki problem jak Ty- tzn nie umiałam dopuścic do siebie myśli, że moge pracować tam gdzie osoby np. po podstawówce, było to upokarzjące. Teraz zaczynam zmianiać zdanie, bo widzę jak jest ciężko, ale ciesze się, że wyżej stawiałam sobie poprzeczkę.

Nie poddawaj się w każdym razie, bo Twój, podobnie jak mój problem to brak wiary w siebie. Uwierz mi, osoby które z Tobą współpracują na pewno nie mają więcej do zaoferowania niż Ty, zwłaszcza jeśli są wredne. Wredota to przejaw strachu i niskiego poczucia wartości. Niech Cię to pociesza!;)

''STUCK IN A GENERATION WHERE
LOYALTY IS JUST A TATTOO,
LOVE IS JUST A QUOTE
& LYING IS THE NEW TRUTH''

32

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Witam wszystkich,
zalogowałam się bo potrzebuję się komuś wygadać, a nie mam komu. Doskonale rozumiem co odczuwacie - bo czuję dokładnie to samo. Rozżalenie, smutek, złość to uczucia które towarzyszą mi nieustannie.
22 listopada obroniłam tytuł magistra, tak późno ponieważ każde wakacje podczas studiów spędzałam za granicą, żeby zarobić na życie w mieście i studia i tym razem też pojechałam. Wróciłam w połowie października, potem kilka tygodni trwała procedura dopuszczenia do egzaminu, antyplagiat, zebranie odpowiedniej ilości osób i wreszcie się obroniłam. Sądziłam, że teraz wszystko się jakoś ułoży. W czasie studiów, pracowałam jako wolontariusz w prestiżowej organizacji, pracowałam za darmo, więc każde wakacje spędzałam za granicą i pracowałam tam fizycznie codziennie od 8 do 21. Miałam także praktyki na które bardzo trudno było się dostać. Teraz zaraz po obronie wystartowałam w konkursie na stanowisko, 2 tygodnie uczyłam się ustaw, przepisów, rozporządzeń, test kwalifikacyjny napisał najlepiej z 12 kandydatów, jednak na rozmowie pani kierownik zapytała mnie, jakie mam plany na życie, czy planuje małżeństwo, dzieci itd., ewidentnie szukała kogoś z "odchowanymi" dziećmi i niestety mimo najlepszego wyniku zatrudnili starszą panią. 3 stycznia miałam kolejny test na stanowisko, stwierdziłam, że nie będzie się już tak denerwować, uczyć, że pójdę na luzie i zobaczymy co z tego wyjdzie, tylko trochę przypomniałam sobie najważniejsze rzeczy. Na test przyszło tyle osób, że odbywał się w sali w której są posiedzenia rady miasta, było tak na oko z 40-50 osób. Do kolejnego etapu przechodziły osoby ktore uzyskały 75% z testu, ja miałam 92% i dzięki temu 1 miejsce na liście. Na rozmowę dostało się 5 osób, sama rozmowa przyjemna, kulturalna, zdziwiło mnie że nikt z 5 osobowej komisji nie zanotował absolutnie nic przy moim nazwisku, a miałam o czym opowiadać. Zadano mi trudne specjalistyczne pytanie i to w języku obcym i chyba sama komisja była zdziwiona że znam odpowiedź. Wczoraj były wyniki i niestety wybrano inną osobę. Co ciekawe wygrała osoba, która nie brała nawet udziału w teście - wiem bo zrobiłam sobie telefonem zdjęcie listy nazwisk z wynikami z testu.
Jestem zrozpaczona, nie chce mi się już żyć. Czuję, że nic nie zależy ode mnie i nic mi się nigdy w życiu nie uda. Zawsze musiałam się mocno starać, by coś osiągnąć. Rodzice zawsze byli ze mnie bardzo dumni, że mają taką mądrą córkę, teraz widzę w ich oczach rozczarowanie, że jestem takim nieudacznikiem. Do tego jestem w związku 5 lat, a gdy napisałam chłopakowi że mnie nie wybrali odpisał mi "ja pierdole". Nie usłyszałam ani słowa wsparcia, pocieszenia, totalnie nic. Mieszkam z rodzicami, nie martwię się o rachunki, bo rodzice mnie utrzymują w zamian staram się we wszystkich pracach w domu im pomagać, mam samochód na który zarobiłam niewolniczą pracą za granicą, spore oszczędności, ale oddałabym to wszystko za pracę. W domu nie mogę o niczym myśleć, ciągle się dołuję. Czuję się samotna, nie mam komu się wygadać, a mój chłopak ma mnie gdzieś, nie obchodzą go moje problemy.
Wiem, że to okropne co napiszę, ale mam koleżankę ze studiów której zawsze pomagałam, załatwiłam jej praktyki, dawałam jej sciągać na egzaminie, dawałam jej swoje prezentacje, słabo jej zawsze szła nauka, ale bardzo się przyjaźniłyśmy na studiach, napisałam do niej żeby zapytać co słychać i okazało się, że poszła na jakiś konkurs, nie ucząc się w ogóle i dostała pracę. W głębi duszy życzę jej jak najlepiej, ale gdy to usłyszałam prawie zemdlałam z wściekłości, do tego stopnia, że nie byłam w stanie prowadzić samochodu. Nie potrafię pojąć dlaczego mi w życiu nic się nie udaje, chociaż tak mocno się staram. Ciągle sobie zadaje pytanie, dlaczego ona, skoro ledwo skończyła studia, a gdyby nie moja pomoc odpadłaby już na 1 roku, strasznie jej zazdroszczę i wiem, że to źle ale nie potrafię tego przezwyciężyć.
Codziennie wieczorem w łóżku zamykam oczy i modlę się, żeby się już nie obudzić. Moje życie nie ma totalnie żadnego sensu.

33

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

gratuluje pracy wink mam nadzieje ze ci sie uda ze dojdziesz do swoich celów. czy twój chłopak placuje powrót do pl ???? nie rozumiem jak mogłaś pół roku siedzieć za granicą bez pracy? bo nie znasz języka? a co robiłaś pół roku jak tam byłaś? co to za praca którą dostałaś jesteś w stanie się z tego utrzymać?

Amanda Amelia - 22.08.2013

34

Odp: bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt
magdalena_6 napisał/a:

Witam wszystkich,
zalogowałam się bo potrzebuję się komuś wygadać, a nie mam komu. Doskonale rozumiem co odczuwacie - bo czuję dokładnie to samo. Rozżalenie, smutek, złość to uczucia które towarzyszą mi nieustannie.
22 listopada obroniłam tytuł magistra, tak późno ponieważ każde wakacje podczas studiów spędzałam za granicą, żeby zarobić na życie w mieście i studia i tym razem też pojechałam. Wróciłam w połowie października, potem kilka tygodni trwała procedura dopuszczenia do egzaminu, antyplagiat, zebranie odpowiedniej ilości osób i wreszcie się obroniłam. Sądziłam, że teraz wszystko się jakoś ułoży. W czasie studiów, pracowałam jako wolontariusz w prestiżowej organizacji, pracowałam za darmo, więc każde wakacje spędzałam za granicą i pracowałam tam fizycznie codziennie od 8 do 21. Miałam także praktyki na które bardzo trudno było się dostać. Teraz zaraz po obronie wystartowałam w konkursie na stanowisko, 2 tygodnie uczyłam się ustaw, przepisów, rozporządzeń, test kwalifikacyjny napisał najlepiej z 12 kandydatów, jednak na rozmowie pani kierownik zapytała mnie, jakie mam plany na życie, czy planuje małżeństwo, dzieci itd., ewidentnie szukała kogoś z "odchowanymi" dziećmi i niestety mimo najlepszego wyniku zatrudnili starszą panią. 3 stycznia miałam kolejny test na stanowisko, stwierdziłam, że nie będzie się już tak denerwować, uczyć, że pójdę na luzie i zobaczymy co z tego wyjdzie, tylko trochę przypomniałam sobie najważniejsze rzeczy. Na test przyszło tyle osób, że odbywał się w sali w której są posiedzenia rady miasta, było tak na oko z 40-50 osób. Do kolejnego etapu przechodziły osoby ktore uzyskały 75% z testu, ja miałam 92% i dzięki temu 1 miejsce na liście. Na rozmowę dostało się 5 osób, sama rozmowa przyjemna, kulturalna, zdziwiło mnie że nikt z 5 osobowej komisji nie zanotował absolutnie nic przy moim nazwisku, a miałam o czym opowiadać. Zadano mi trudne specjalistyczne pytanie i to w języku obcym i chyba sama komisja była zdziwiona że znam odpowiedź. Wczoraj były wyniki i niestety wybrano inną osobę. Co ciekawe wygrała osoba, która nie brała nawet udziału w teście - wiem bo zrobiłam sobie telefonem zdjęcie listy nazwisk z wynikami z testu.
Jestem zrozpaczona, nie chce mi się już żyć. Czuję, że nic nie zależy ode mnie i nic mi się nigdy w życiu nie uda. Zawsze musiałam się mocno starać, by coś osiągnąć. Rodzice zawsze byli ze mnie bardzo dumni, że mają taką mądrą córkę, teraz widzę w ich oczach rozczarowanie, że jestem takim nieudacznikiem. Do tego jestem w związku 5 lat, a gdy napisałam chłopakowi że mnie nie wybrali odpisał mi "ja pierdole". Nie usłyszałam ani słowa wsparcia, pocieszenia, totalnie nic. Mieszkam z rodzicami, nie martwię się o rachunki, bo rodzice mnie utrzymują w zamian staram się we wszystkich pracach w domu im pomagać, mam samochód na który zarobiłam niewolniczą pracą za granicą, spore oszczędności, ale oddałabym to wszystko za pracę. W domu nie mogę o niczym myśleć, ciągle się dołuję. Czuję się samotna, nie mam komu się wygadać, a mój chłopak ma mnie gdzieś, nie obchodzą go moje problemy.
Wiem, że to okropne co napiszę, ale mam koleżankę ze studiów której zawsze pomagałam, załatwiłam jej praktyki, dawałam jej sciągać na egzaminie, dawałam jej swoje prezentacje, słabo jej zawsze szła nauka, ale bardzo się przyjaźniłyśmy na studiach, napisałam do niej żeby zapytać co słychać i okazało się, że poszła na jakiś konkurs, nie ucząc się w ogóle i dostała pracę. W głębi duszy życzę jej jak najlepiej, ale gdy to usłyszałam prawie zemdlałam z wściekłości, do tego stopnia, że nie byłam w stanie prowadzić samochodu. Nie potrafię pojąć dlaczego mi w życiu nic się nie udaje, chociaż tak mocno się staram. Ciągle sobie zadaje pytanie, dlaczego ona, skoro ledwo skończyła studia, a gdyby nie moja pomoc odpadłaby już na 1 roku, strasznie jej zazdroszczę i wiem, że to źle ale nie potrafię tego przezwyciężyć.
Codziennie wieczorem w łóżku zamykam oczy i modlę się, żeby się już nie obudzić. Moje życie nie ma totalnie żadnego sensu.


Niestety, od troche ponad roku, dla osob takich jak Ty mam jedna rade- pakuj walizki i spieprzaj z tego pieknego kraju.
Jestem informatykiem. Wydaje sie ze to ulatwia znalezienie pracy. Do tego 15 lat doswiadczenia w zawodzie, doswiadczenie na stanowisku kierowniczym itp itd. Pracowalem w firmie, gdzie wydawalo mi sie ze chcialbym pracowac do smierci. Tak bylo kiedys. W ostatnich latach wlasciciel firmy sie zmienil, zaczal bardziej sie interesowac kolejnymi kochankami niz prowadzeniem biznesu. Zarzadzanie przejely dwie najgorsze kanalie jakie znalem. Zaczalem szukac pracy (mieszkam w malej miejscowosci z dala od metropolii). Szukalem dwa lata i nic. Za stary za daleko, zbyt... W miedzyczasie corka skonczyla studia, rzut oka na polski rynek pracy i wyjechala z chlopakiem do niemiec. Pomyslalem sobie- skoro gowniara sobie radzi to i ja dam rade. Trzy miesiace od pierwszego CV do pierwszego dnia pracy.
Spokojnie pracuje, oplacam wynajem mieszkania, pomagam finansowo zonie w PL. W pracy jestem ceniony za wiedze i umiejetnosci. Nikogo nie obchodzi kto z kim spi, kto jest z kim spokrewniony. To samo ma corka i jej chlopak. Ocena wg tego jak pracujesz, a nie jakis kryteriow z,czapy.

Tak wiec moja rada dla kazdego kto sie nie,boi pracy i jezyka. Poki mozna, to uciekajcie z tego kraju nepotyzmu, korupcji i oszolomstwa. Po co sie szarpac i plakac skoro jako sprzatacz w Niemczech zarobisz wiecej niz jako szef IT na polskiej prowincji?

Posty [ 34 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » bezrobocie, depresja, samotność... martwy punkt

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018