netkobietyWszystkie działy
Studia, sesja i życie studenckie

Magister magistrowi równy?

29 odpowiedzi4 415 wyświetleńzałożony przez Nemezys, 05.04.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STUDIA, SESJA I ŻYCIE STUDENCKIE » Magister magistrowi równy?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 ]

1

Temat: Magister magistrowi równy?

Magister ? kiedyś tytuł szanowany i trudny do zdobycia, teraz - jest ich za dużo. Naszły mnie pewne refleksje obserwując różnych studentów ? także swoich znajomych, którzy ledwo ?prześlizgują? się z semestru na semestr. Są studenci aktywni, którzy uczą się do sesji, samodzielnie wykonują projekty i zadania, uczestniczą w kołach naukowych itp. Niestety są też tacy, którzy każdą sesję zdają na ściągach i niezliczonej liczbie poprawek, korzystają z prac innych osób, a na koniec kupują za kilka stówek pracę dyplomową i cudem zdają obronę. I pierwszy rodzaj studentów zdobywa tytuł magistra, i drugi.

Jakie są wasze odczucia w tym temacie? Magister magistrowi równy?

2

Odp: Magister magistrowi równy?

I tak praca zawodowa weryfikuje wszystko smile

3

Odp: Magister magistrowi równy?

Jeżeli jest to kierunek studiów, po którym trzeba mieć naprawdę super wiedzę - to taki olewacz będzie miał problem. Ale jest mnóstwo kierunków, po których coś się umie, coś nie, a dopiero w pracy człowiek się uczy... smile

4

Odp: Magister magistrowi równy?

No.... ja bym np.wolała by student medycyny nie olewał systemu big_smile

5

Odp: Magister magistrowi równy?

Jest też wielu studentów, którzy wcześnie zaczynają wyrabiać doświadczenie w zawodzie. Czasem ciężko im pogodzić naukę z pracą.
Pamiętam, gdy podjęłam pracę w czasie studiów. Nie było łatwo. Czasami musiała wystarczyć najniższa z zaliczających ocen. Czasami dopiero poprawka zaliczyła przedmiot. Dzięki temu zbierałam jednak bardzo cenne doświadczenie, które ułatwiło zdobycie kolejnej pracy. Podczas, gdy wiele znajomych z pięknymi ocenami z przedmiotów, miało ogromny problem z wsiąknięciem w rynek pracy.
W tym kontekście, magister magistrowi nierówny wink

6 Ostatnio edytowany przez nbm (2013-04-05 18:23:23)

Odp: Magister magistrowi równy?
Catwoman napisał/a:

No.... ja bym np.wolała by student medycyny nie olewał systemu big_smile

I tak przez 5 lat taki student uczy się wszystkiego i nic. Dopiero specjalizacja coś znaczy, a na niektóre naprawdę ciężko się dostać, więc albo po znajomości, albo po osiągnięciach tongue

dorota.f: to co piszesz ma sens, ale byłoby super, gdyby dana osoba podała z czego ma mgr i jakie prace wykonywała w czasie studiów (gdzie).

7

Odp: Magister magistrowi równy?

Pewnie, że lepiej mieć doświadczenie i niższe oceny, niż same 5 a wiedzy praktycznej zero smile
Ja mam kolegę, który naprawdę przez całe 6 lat studiów (bo dwa kierunki) nie zrobił sam żadnego projektu, zawsze prosił się o ściągi, bo nawet własnych nie zrobił, ledwo zaliczał sesję, kupił pracę magisterską za 1200 zł, obronił się na 3 i ta dam - magister! A rozmawiając z nim na temat administracji, jaką skończył - nie ma o tym pojęcia.

Trochę jest to denerwujące, że są osoby naprawdę zdolne, które się starają i tytułowo są na takim samym poziomie wykształcenia jak wspomniany kolega...

A studenci medycyny, to niech się uczą cały czas jednak wink

8

Odp: Magister magistrowi równy?
nbm napisał/a:

to co piszesz ma sens, ale byłoby super, gdyby dana osoba podała z czego ma mgr i jakie prace wykonywała w czasie studiów (gdzie).

Ja studiowałam psychologię. Podczas studiów najdłużej pracowałam w fundacji (współpraca z psychologami i psychiatrami) oraz w agencji reklamowej. To było głównie dla doświadczenia. Dla kasy pracowałam np. w knajpach i jako opiekunka.

Wszystkie prace wrzucałam jednak do CV i moim zdaniem ten "ciąg" robienia czegoś procentował na rozmowach kwalifikacyjnych.

Są pewno kierunki (np. prawo, medycyna, weterynaria, fizyka), których dzienne studiowanie utrudnia pogodzenie nauki i pracy, ale na takich z kolei ważne są staże i praktyki.

Nie znam żadnej osoby, której poważny pracodawca sprawdzał indeks ze studiów i oceny, kiedy myślał o jej zatrudnianiu.
Może to niesprawiedliwe, ale prawdziwe.
Chyba, że coś się zmieniło. Sama nie bywam na takich spotkaniach, ale z opowieści też nie wynika, że to zaczęło mieć znaczenie.

9

Odp: Magister magistrowi równy?
dorota.f napisał/a:

Nie znam żadnej osoby, której poważny pracodawca sprawdzał indeks ze studiów i oceny, kiedy myślał o jej zatrudnianiu.
Może to niesprawiedliwe, ale prawdziwe.

Indeks nie, ale dyplom na pewno, a na dyplomie jest ocena, która jest wypadkową średniej z indeksu, z pracy i z obrony.

10

Odp: Magister magistrowi równy?

Na dyplomie jest jedna ogólna ocena za studia - ale czy jeśli ktoś ma ocenę za studia np. 3,5, to jest spisany na straty? Wątpię... Bo pracodawca nie wie, że dana osoba miała kilkadziesiąt poprawek i zapłaciła za pracę dyplomową. To jest właśnie ta niesprawiedliwość, ale tego nie zmienimy, oby tylko kiedyś - za 20 lat nie zrobiło się tak, że każdy będzie pracę kupował.

11

Odp: Magister magistrowi równy?

Nemezys, nie wiem czy dobrze się zrozumiałyśmy, ale mi także chodziło i o to, że ktoś może sobie przez całe studia bimbać, zdawać poprawki, za to na koniec napisze (lub nawet kupi) wzorcową pracę, jeden raz solidnie nauczy się do obrony i tę końcową ocenę ma całkiem nieźle podciągniętą do góry.

12

Odp: Magister magistrowi równy?

Cóż, temat dość chyba ...drażliwy. Na Forum jest wątek o pomocy przy pisaniu prac... Napisałem swoje "conieco" o tym, co myslę na ten temat i - zgodnie ze swoimi oczekiwaniami - zostałem całkowicie przez szanowne towarzystwo zignorowany smile
Cóż powiedzieć? Mam nadzieję, że  nie wszyscy tam szukaja pomocy...

13

Odp: Magister magistrowi równy?

Olinka - dokładnie, też o to mi chodziło smile Ocena za studia może mieć 3, a za obronę 5 i już średnia z całości jest 4: wtedy wydaje się, że całkiem nieźle musiała sobie osoba radzić na studiach, skoro ma przeciętne 4 smile

Kosmiczny nick - pamiętam, że coś wspominałeś na ten temat w innym wątku smile No i miałeś rację, ale po to jest netkafejka o pomocy przy pisaniu prac, aby z niej korzystać i zadawać nawet banalne pytania.

14

Odp: Magister magistrowi równy?
Olinka napisał/a:
dorota.f napisał/a:

Nie znam żadnej osoby, której poważny pracodawca sprawdzał indeks ze studiów i oceny, kiedy myślał o jej zatrudnianiu.
Może to niesprawiedliwe, ale prawdziwe.

Indeks nie, ale dyplom na pewno, a na dyplomie jest ocena, która jest wypadkową średniej z indeksu, z pracy i z obrony.

Może i część pracodawców ogląda te dyplomy. Wydaje mi się jednak, że te "suche" oceny nie są priorytetowym powodem zatrudniania.
Przecież rekrutujący zdają sobie sprawę, że za jednymi wysokimi ocenami stoi ciężka praca, a za innymi ściągi i szczęście.

Dlatego właśnie tak ważne jest doświadczenie. Tego nie da się wykombinować na szybko. No i łatwo sprawdzić, czy ktoś je ma, czy tylko udaje, że ma wink

15

Odp: Magister magistrowi równy?

No właśnie - pracodawca głupi nie jest, bo wie, że jedna 5 ze studiów drugiej nie jest równa. Dlatego to jeszcze bardziej irytuje. Jednak np. większość osób ode mnie z roku ma marne doświadczenie w zawodzie (ja jedynie co to praktyki i kursy dodatkowe), ale oceny w miarę OK. A jest grupa osób właśnie takich, która "kupuje tytuł", i pewnie na koniec zdobędą takie same oceny, z doświadczeniem podobnie kicha, czyli wystartujemy na równo, tylko z inną wiedzą.

16

Odp: Magister magistrowi równy?
dorota.f napisał/a:
nbm napisał/a:

to co piszesz ma sens, ale byłoby super, gdyby dana osoba podała z czego ma mgr i jakie prace wykonywała w czasie studiów (gdzie).

Ja studiowałam psychologię. Podczas studiów najdłużej pracowałam w fundacji (współpraca z psychologami i psychiatrami) oraz w agencji reklamowej. To było głównie dla doświadczenia. Dla kasy pracowałam np. w knajpach i jako opiekunka.

Wszystkie prace wrzucałam jednak do CV i moim zdaniem ten "ciąg" robienia czegoś procentował na rozmowach kwalifikacyjnych.

Są pewno kierunki (np. prawo, medycyna, weterynaria, fizyka), których dzienne studiowanie utrudnia pogodzenie nauki i pracy, ale na takich z kolei ważne są staże i praktyki.

Oczywiście, gdybym ja kogoś zatrudniał to zwracałbym uwagę na 'doświadczenie zawodowe', odbyte praktyki/staże, kursy, wykorzystanie wolnego czasu np. w wakacje, tzn. czy osoba błogo leniuchowała, czy też chodziło do pracy.
Miałem tę (nie)przyjemność mieć znaczący głos w sprawie zatrudnienia kilku osób i poza CV ważna jest kultura, forma CV i/lub listu motywacyjnego itd.


Nemezys napisał/a:

No właśnie - pracodawca głupi nie jest, bo wie, że jedna 5 ze studiów drugiej nie jest równa. Dlatego to jeszcze bardziej irytuje. Jednak np. większość osób ode mnie z roku ma marne doświadczenie w zawodzie (ja jedynie co to praktyki i kursy dodatkowe), ale oceny w miarę OK. A jest grupa osób właśnie takich, która "kupuje tytuł", i pewnie na koniec zdobędą takie same oceny, z doświadczeniem podobnie kicha, czyli wystartujemy na równo, tylko z inną wiedzą.

Żaden pracodawca nie patrzy do indeksu, poza tym część uczelni wycofała się z tego jak dla mnie chorego pomysłu z indeksem, wprowadzając indeks elektroniczny. Ktoś, kto leci cały czas na ściągach nie obroni się na ocenę 5.0 i tym samym na dyplomie może nie być owej 4. dorota.f już Ci napisała, że liczy się doświadczenie! Weryfikacja tego trwa chwilkę i wtedy już pracodawca wie wszystko na ten temat.
W zależności od zawodu, znaczenie ma jeszcze uczelnia jaką skończyłaś.

17 Ostatnio edytowany przez aristokratka (2013-04-06 16:31:44)

Odp: Magister magistrowi równy?

Najbardziej zdumiewa mnie to, że niektóre uczelnie oferują kierunki na uzupełniające studia magisterskie bez różnic programowych. I to jest wg mnie ogromny błąd z ich strony. Bo na taki kierunek mogą zapisać się nawet ci, którzy nigdy nie mieli styczności z takim lub pokrewnym kierunkiem. A później niektórzy wykładowcy (przynajmniej na początku takich studiów) na szybko - w ramach przypomnienia - omawiają dany temat, myśląc, że wszyscy już go znają a jak ktoś czegoś nie rozumie, to się bardzo dziwią mówiąc, że przecież to są już studia magisterskie i powinno się już takie rzeczy wiedzieć np. ze studiów I stopnia.

nbm napisał/a:

Żaden pracodawca nie patrzy do indeksu

Ja jednak znam taki przypadek, w którym pracodawca zażyczył sobie od osoby okazania - już nie pamiętam czy indeksu czy też suplementu do dyplomu; w każdym razie chciał sprawdzić oceny z poszczególnych przedmiotów.

18

Odp: Magister magistrowi równy?
nbm napisał/a:

Oczywiście, gdybym ja kogoś zatrudniał to zwracałbym uwagę na 'doświadczenie zawodowe', odbyte praktyki/staże, kursy, wykorzystanie wolnego czasu np. w wakacje, tzn. czy osoba błogo leniuchowała, czy też chodziło do pracy.
Miałem tę (nie)przyjemność mieć znaczący głos w sprawie zatrudnienia kilku osób i poza CV ważna jest kultura, forma CV i/lub listu motywacyjnego itd.

Również miałam tę (nie)przyjemność zatrudniania i przyznaję, że do tematu podchodziłam bardzo realnie - liczyło się podejście, chęci, ogromne znaczenie miała sama rozmowa, nie indeks, nie CV (to ostatnie głównie podczas wstępnej selekcji), nawet doświadczenie nie było tak istotne, jak osobowość i predyspozycje kandydata. To że ktoś leniuchował w okresie wakacji wcale nie oznacza, że jest lekkoduchem i brakuje mu odpowiedzialności, czyli że równie lekko, jak do wakacji, będzie podchodził do późniejszej pracy. Nie samą pracą w końcu człowiek żyje, wokół jest tyle innych, interesujących rzeczy, nie dajmy się zwariować.

19

Odp: Magister magistrowi równy?

Olinka: z CV miałem na myśli czy jest schludnie napisane - nie był to czynnik determinujący, po prostu dawało jakiś tam ogląd kandydata. Uprzedzę już, że nie osądzam nikogo po wyglądzie itd.
Osobowość, predyspozycje i cała reszta, która wymieniłaś - nie wspominałem o tym, bo to chyba oczywista oczywistość.
Odnośnie wakacji. Wiesz jak jest teraz, jeden czy jedna z drugim skończy szkołę, w wakacje bądź innym okresie podczas studiów, nie podnosiła swoich kwalifikacji/umiejętności/wiedzy (bo po co?), przyjdzie na rozmowę i mówi, że za 1,8k netto pracować nie będzie, bo to za mało - jeśli ktoś jest tego 'warty', to nie ma przeciwwskazań to większego wynagrodzenia smile

20

Odp: Magister magistrowi równy?

Olinka ma rację. Uważam, że powinno się też dać szansę tym, którzy dotąd nie pracowali. Może się bowiem okazać, że będą równie dobrze wykonywać pracę jak ci, którzy mają już doświadczenie zawodowe czy tam zdobyte kursy.

21

Odp: Magister magistrowi równy?

Nie mówię, żeby tych bez kursów skreślać od razu, ale gdybym stanął przed wyborem między dwójką kandydatów i nie miałbym możliwości zatrudnienia obu na okres próbny (np. 1-3 miesiące), to bardziej skłaniałbym się ku temu z praktykami/stażem/inną pracą w wakacje. To wszystko przy założeniu, że ten 'leniuch' nie jest geniuszem w swojej dziedzinie wink

22

Odp: Magister magistrowi równy?

Tylko, że jeśli ta praca w wakacje to zbiory owoców czy sprzątanie za granicą, to raczej kwalifikacji zawodowych to nie podnosi. A przeważnie młodzi ludzie tak dorabiają w wakacje smile Ale rozumiem, że chodzi tu ogólnie o to, że osoba miała już doświadczenie z pracą, czyli odpowiedzialnością itd smile

Z tym sprawdzaniem ocen, to ja bardziej na myśli miałam, że na dyplomie ukończenia studiów jest ocena z całości studiów, bo raczej w poszczególne przedmioty to nikt by się nie zagłębiał wink

23

Odp: Magister magistrowi równy?

To jasne,że magister magistrowi nie równy!!! Istnieją uczelnie produkujące magistrów dla picu, za pieniądze.... Nauka na poziomie prawie że zerowym, prace mgr oddawane dzień przed obroną. Zenada!

24

Odp: Magister magistrowi równy?

Z tym oddaniem pracy dzień przed obroną jestem akurat w temacie i krew mnie zalewa na samą myśl. Ostatnio moja koleżanka dzień przed obroną składała wszystkie dokumenty i pracę! Na następny dzień obroniła się na 4 i ma wykształcenie wyższe - ot, sprawiedliwość uczelniana...

25

Odp: Magister magistrowi równy?
Nemezys napisał/a:

Magister ? kiedyś tytuł szanowany i trudny do zdobycia, teraz - jest ich za dużo. Naszły mnie pewne refleksje obserwując różnych studentów ? także swoich znajomych, którzy ledwo ?prześlizgują? się z semestru na semestr. Są studenci aktywni, którzy uczą się do sesji, samodzielnie wykonują projekty i zadania, uczestniczą w kołach naukowych itp. Niestety są też tacy, którzy każdą sesję zdają na ściągach i niezliczonej liczbie poprawek, korzystają z prac innych osób, a na koniec kupują za kilka stówek pracę dyplomową i cudem zdają obronę. I pierwszy rodzaj studentów zdobywa tytuł magistra, i drugi.

Jakie są wasze odczucia w tym temacie? Magister magistrowi równy?

Dla mnie wyznacznikiem tego jakim ktoś jest magistrem (czy w ogóle studentem) jest właśnie to czy uczęszczał na Koło Naukowe, czy też nie i oczywiście czy nie był członkiem widmo tego Koła tongue Ja na inż. miałam problemy z nauką. Jestem perfekcjonistką i do nauki podchodziłam przez długi czas jak w LO, czyli masę czasu poświęcałam na naukę, wszystko miałam obkute na tip top, ale niestety nie szło to w parze z ocenami. Mieszkam w mieście, gdzie studiuję i niestety miałam ograniczony dostęp do akademikowych "pytań z zeszłego roku". Mimo, że miałam dużą wiedzę często dostawałam gorsze oceny bo akurat nie wbiłam się w szczegółowe pytanie, lub (czego nienawidziłam) w pytania testowe. A z nauką wszystkiego się nie wyrabiałam. Inni z gotowcami uczyli się tylko tego, na wykłady nie chodzili więc można się domyśleć jaką wiedzę wynieśli z tych zajęć. Mnie oczywiście jeden temat bardziej interesował, a inny mniej, ale zawsze starałam się mięć choć podstawową wiedzę z całej dziedziny.
Nie mniej jednak na mgr (nie pracowałam zarobkowo przez ten czas, więc mogłam sobie na to pozwolić) zapisałam się do Koła Naukowego i przez 1,5 roku zrobiłam to czego większość nie zrobiła przez 5 lat studiowania. Wreszcie nie byłam traktowana jak kosmita i mogłam pogadać z ludźmi o temacie studiów. Niestety większość moich znajomych, którzy na Koło nie chodzili byli na tych studiach bo byli. Nie interesowało ich to o czym się uczyli. A w Kole? Super ludzie, super badania, Konferencje. Dopiero dzięki temu rozwinęłam skrzydła. Skończyłam studia ze średnią 4,7 i sporym dorobkiem naukowym jak na 1,5 roku pracy w Kole. Chcę zostać na doktoracie i dalej to ciągnąć. Myślę, że po to właściwie powinny być studia. "Moda" zniszczyła trochę edukację na wyższym szczeblu, ale nie można zapominać, że wśród tych "wykształciuchów" są osoby ambitne, oczytane, które chcą dla nauki coś zrobić, zostawić swoją małą cegiełkę. Mam swoje wady - strasznie denerwuję się na Konferencjach i innych występach publicznych, ale naprawdę mam łeb na karku i oddaję się temu nad czym pracuję, nie robię nic po łebkach.

26

Odp: Magister magistrowi równy?

Sundari ja wprawdzie w kole naukowym byłam tylko rok, nie udzielałam się zbytnio. Ale jeśli chodzi o naukę, to orłem nie byłam, ale robiłam co trzeba było. Czyli uczyłam się na egzaminy, oddawałam prace w terminie i przykładałam się do tego co robię.

Ty jako ambitna studentka, członkini koła naukowego skończyłaś szkołę tak samo jak Twoi koledzy z roku, którzy być może nie znali nawet połowy wykładowców i obronili się w II terminie... i o tym właśnie wątek...

27 Ostatnio edytowany przez Sundari (2013-08-13 10:43:51)

Odp: Magister magistrowi równy?
Nemezys napisał/a:

Sundari ja wprawdzie w kole naukowym byłam tylko rok, nie udzielałam się zbytnio. Ale jeśli chodzi o naukę, to orłem nie byłam, ale robiłam co trzeba było. Czyli uczyłam się na egzaminy, oddawałam prace w terminie i przykładałam się do tego co robię.

Ty jako ambitna studentka, członkini koła naukowego skończyłaś szkołę tak samo jak Twoi koledzy z roku, którzy być może nie znali nawet połowy wykładowców i obronili się w II terminie... i o tym właśnie wątek...

No, tak. Też mi o to chodziło. Tylko zwróciłam uwagę na to, że studenci, którzy są członkami Koła są naprawdę wartościowi, to są ci "prawdziwi mgr". Przykładanie się do pracy też jest tego oznaką, jednak Koło pozwala naprawdę rozwinąć skrzydła, poszerza horyzonty, pozwala poznać to czego się uczymy w praktyce (tak było u mnie).

Popatrzcie co znalazłam przeglądając net:

"[...]Tak było w przypadku Roberta, absolwenta studiów dziennych na wydziale Automatyki i Robotyki Politechniki Poznańskiej. Pomimo bardzo dobrych wyników w nauce, potwierdzonych wysoką średnią ze wszystkich lat studiów oraz bardzo wysoko ocenioną pracą dyplomową, Robert miał poważne trudności ze znalezieniem pracy. Na niewiele zdały się dwa miesiące praktyk przebytych jeszcze na studiach i trzymiesięczny staż w zakładzie produkcyjnym międzynarodowej korporacji. Po przebrnięciu przez cztery etapy procesu rekrutacyjnego w jednej z firm usłyszał, że posiadane przez niego doświadczenie jest zbyt małe. "Zdobyłem go tyle, na ile dałem radę pracować w trakcie studiów. Niestety nie pracowałem na pełen etat pojawiając się na uczelni tylko na egzaminy, aby z trudem je zaliczyć - i to prawdopodobnie był mój błąd" mówi Robert."

Przykre sad I okazuje się, że Ci "słabsi", uczący się wedle zasady 3Z, będący na uczelni tylko na egzaminach i ćwiczeniach, zdający egzaminy na pytaniach "z zeszłego roku" są lepiej odbierani przez pracodawcę. Wychodzi, że liczy się papierek bez pokrycia oraz doświadczenie zawodowe. Bez sensu to wszystko. Po co w takim razie te studia?
Rozumiem to "właściwe" podejście. W idealnym świecie pewnie też chciałabym ogarniać wszystko: studia dzienne, pracę w zawodzie w pełnym wymiarze godzin, uczestnictwo w KN etc., by wyjść z uczelni z papierkami inż. i mgr oraz w pełni przygotowana do pracy zarobkowej i rozwijania zawrotnej kariery. Ale kiedy spać, poszukiwać mieszkania, wyjść za mąż, urodzić dzieci, zająć się rodziną, posprzątać, wyspać się? Słyszałam historię chłopaka, który na studiach odbył praktykę w GPW w Warszawie. Wymyślił jakiś program i Giełda pilnowała go aż do ukończenia przez niego studiów. Po ukończeniu studiów dostał od razu angaż. Powiedzmy sobie jednak, że takich ludzi jest garstka. A reszta musi jakoś sobie radzić i mogą być również produktywni - może nie wybitni, ale produktywni. Na wolnym rynku oczywiście każda kariera powinna wyglądać, jak kariera tego chłopaka, ale niestety nasze pokolenie nie ma doradców, nasi rodzice są pokoleniem PRL'u - dla nich ważny był konkretny fach w ręku, w jednej firmie pracowali po 30 lat, nasi nauczyciele nie potrafią doradzać, prowadzić. W szkołach nie ma doradztwa zawodowego. Nie odbywają się żadne testy predyspozycji zawodowych w konsekwencji ze szkół średnich wychodzą ludzie, którzy nie wiedzą nawet w czym mogliby być dobrzy.

Ludzie mylą studia ze szkołami zawodowymi. Nie biorą przy tym pod uwagę, że uczelnie kształcą w teorii, a mniej w praktyce. Takie czasy. I jeszcze te słowa krytyki odnoszące się do doktorantów, którzy to "pchają się na uczelnię". Niby co mamy robić? W końcu jesteśmy wykształceni do badań naukowych - prace inż., mgr są przecież pracami naukowymi, z którymi większość sobie nie radzi samodzielnie i ci ludzie powinni pomyśleć o technikach, zawodówkach. Natomiast Ci którzy radzą sobie z pracą naukową nie powinni być dyskryminowani i nie powinni wysłuchać jacy to są przebiegli i "boją się prawdziwej pracy". Jest więcej studentów więc logiczne, że i doktorantów przybywa. Nie rozumiem tego co się dzieje. Logiczne, że każdy młody człowiek, który nie wie co ma dalej robić ze sobą idzie tam gdzie reszta, a więc na studia - mimo, że nie ma zupełnie predyspozycji do tego.

Przepraszam, że dodałam element doktoratu, ale w pewien sposób też to się łączy z tematem wątku. Mój tok myślenia odnosi się raczej do kierunków technicznych, bo z humanistami mam niewielki kontakt. Choć np. menedżerami też nie powinna być przynajmniej połowa ludzi z którymi miałam kontakt - nie nadają się do tego, ale studia menedżerskie są w cenie i jest na nie popyt.

28

Odp: Magister magistrowi równy?

Jest takie fajne powiedzonko.
"Jak pomyślę jakim jestem inżynierem to aż boję się iść do lekarza"
Niestety praca zawodowa (Catwoman) nie zweryfikuje wszystkiego. Są ludzie, którzy posadki dostali po znajomości albo dzięki wpływom rodziców no bo jak syn profesora medycynie ma nie zostać lekarzem.
Ja wolałbym by mój syn był fachowcem w układaniu glazury i to lubił, niż był kiepskim lekarzem albo prawnikiem.

29

Odp: Magister magistrowi równy?
Ojciecpiotr napisał/a:

Ja wolałbym by mój syn był fachowcem w układaniu glazury i to lubił, niż był kiepskim lekarzem albo prawnikiem.

Tylko wydaje mi się, że Ci "synowie prawników" już idąc do liceum wiedzą, że później pójdą na studia prawnicze i nawet nie myślą o tym, by iść w innym kierunku...

Posty [ 30 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STUDIA, SESJA I ŻYCIE STUDENCKIE » Magister magistrowi równy?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026