Trzy lata temu jako dwudziestolatka poznałam swojego ex. Byłam o wiele mniej doświadczona od niego, młodsza o osiem lat, zakompleksiona, nieśmiała dziewica. Na samym początku bardzo intrygował mnie swoją niedostępnością i chociaż ciężko mi się do tego przyznać - nigdy nie okazywał mi swojego zaangażowania. Opowiadał o swoich byłych dziewczynach, śmiał się z mojego braku doświadczenia, nigdy nie brał za rękę na mieście, rzadko się odzywał. Jest uzależniony od narkotyków, a ja ani razu nie sprzeciwiłam się temu - trochę się go bałam. Po kilka dni czekałam na telefon czy smsa tracąc powoli godność osobistą. Gdy pewnego dnia obraziłam się za olewanie mnie - zerwał ze mną. Po tygodniu wybłagałam spotkanie z nim. "Wybaczył mi" ( wiem to śmieszne ), a ja w nagrodę oddałam mu swoją niewinność. Między nami nic się nie poprawiło. Przez kolejne miesiące olewał mnie, uprawiał ze mną seks, śmiał się ze mnie. Nie miałam doświadczenia i chyba po prostu myślałam, że tak musi być.
Podjęłam decyzję i odeszłam. Po pół roku mnie przeprosił i wszystko się między nami zmieniło - wbuchła wielka miłość. Nie mogliśmy żyć bez siebie , codzienne spotkania, telefony, smsy, zwierzenia, wyznania miłosne. Po roku okazało się, że mu się nudzę. Założył portal randkowy, flirtował z kobietami na Facebooku. Zaczęłam być zazdrosna i zaborcza. Odszedł. Przez pół roku znów się nie odzywał, tyle, że ja się załamałam - depresja, myśli samobójcze i tęsknota. Pisałam, dzwoniłam, nie dawał znaku życia, znalazł sobie dziewczynę. Przez depresję straciłam znajomych, figurę, zdolność odczuwania radości.
Teraz znów wrócił na parę miesięcy i znów przestał się odzywać.
Nie wiem co mam robić. Nie chce mi się żyć, ten człowiek psychicznie mnie zmaltretował. Praktycznie nie mam znajomych, pracy, siły, żeby się umyć.
Ludzie, pomóżcie mi, ja się załąmuje ![]()