Witam. Pewnie jest wiele wątków o takiej tematyce, ale według mnie każdy przypadek jest indywidualny. Mam 20 lat, mój facet 23. Ze swoją eks byli w zwykłym związku partnerskim i wpadli. Mój facet był z nią jeszcze rok po narodzinach córki, ale nie mógł się w ogóle z nią dogadać i nie chciał być pomiatany, dlatego postanowił ją zostawić. Teraz dziewczynka ma 2,5 roku. A mój facet dalej interesuje się losem dziecka, wysyłał pieniądze, jeździ do niej, zabierał ją w różne ciekawe miejsca, które mogłby zainteresować małe dziecko.
Ja znałam go już dużo wcześniej, bo jako dzieci byliśmy sąsiadami, więc spotykając się na jednej z imprez po prostu odnowiliśmy kontakt. NIGDY nie przeszkadzało mi to, że ma dziecko, cieszę się, że jest takim dobrym ojcem dla którego szczęście córki jest bardzo ważne. Poznałam jego córkę, zostałam jej przedstawiona jako ciocia. Bardzo mnie polubiła i cały czas chciała się ze mną bawić, gdy tylko byłam w pobliżu. (Poznałam ją w trakcie jej wizyty u dziadków) Nigdy w towarzystwie Małej nie obściskiwałam się z jej tatą, żeby nie stworzyć jakiejś dziwnej sytuacji. Nawet, gdy kiedyś mój facet pojechał ją odwiedzić od razu, gdy się obudziła zapytała się "a gdzie jest ciocia?"
Postanowiliśmy we dwoje, że na początku nie będziemy mówić jego eks, że jestem jego nową kobietą, bo jest typem psa ogrodnika i chciałaby nam wszystko zepsuć. I też uznaliśmy, że skoro córka mojego faceta nie przyjeźdza do niego do domu to kolejny argument do tego, żeby nie mówić jej o moim istnieniu. Bo mój facet mógł odwiedzać Małą tylko w miejscu zamieszkania matki, przez jakiś konflikt eks z rodzicami mojego faceta. Jego była miała im coś za złe i postanowiła zrobić im na złość nie puszczając córki do dziadków (mój facet przez jakiś okres czasu mieszkał z rodzicami) Sprawy zaczęły nabierać tempa. Były okresy, że był tylko kontakt telefoniczny, bo matka dziecka nie wyrażała zgody na wizytę, bo ciągle jakieś ale, bo jej nie ma, bo jest w pracy, bo coś tam. Odbyła się sprawa w sądzie po której ustalono widzenia się z dzieckiem. Zarówno ojciec jak i matka mają do dziecka takie samo prawo. I ojciec może zabierać dziecko do swojego miejsca zamieszkania na minimum dwa dni i ilość wizyt nie jest ograniczona. Raz napisała mu smsa, że może przyjechać z Małą i że spałaby u Niego. Powiedziałam, że w żadnym wypadku! Poza tym mój partner ma kawalerkę i tylko jedno łóżko, wiec ciekawe gdzie by spała. Stwierdziliśmy, więc oboje, że jeżeli dziecko miało by przyjeźdzać do nas i ona była chętna na spanie u mojego faceta to warto byłoby powiedzieć jej o moim istnieniu. Gdy tylko się o mnie dowiedziała odrazu afera, że ona w takim razie się zastanowi, bo mnie nie zna i nie wie z kim będzie jej dziecko spędzało czas. A w międzyczasie dowiedzieliśmy się, że sama kogoś ma i przedstawiła tego mężczyznę swojej córce jako chłopak mamy, ale sama tego nie powiedziała.
Denerwuje mnie to, że była mojego faceta traktuje dziecko jako kartę przetargową i ja już nie mogę patrzeć jak Malutka stoi po środku, nie będąc niczemu winna. Jej matka cały czas wszystko utrudnia. Nie odbiera telefonów, nie oddzwania wtedy kiedy mówi, że oddzwoni. Cały czas tylko patrzy na czubek swojego nosa, jest strasznie egoistyczna. Nie potrafi schować dumy do kieszeni i popatrzeć na dobro dziecka, które chce mieć kontakt z ojcem. Przede mną udaje świetną matkę, która bez problemu dała by dziecko tylko ktoś robi problemy (nie wiem czy miała na myśli mnie, czy mojego faceta) Stwierdziła,że musi się ze mną spotkać kilka razy, żeby stwierdzić czy się nadaję. O mój Boże! Raz się mogę spotkać, ale nie więcej, nie chce na nią patrzeć, a co dopiero jej słuchać. Mój facet jest dorosłym człowiekiem i potrafi zweryfikować kto jest gotowy na poznanie i opiekowanie się jego córką. A eks mojego faceta mimo, że oczekuje od nas spotkania to sama nie zaproponowała, żeby ojciec jej dziecka spotkał się z jej obecnym partnerem, żeby mógł poznać faceta, z którym spotyka się jego dziecko. Oczekuje od nas tego, czego sama nie potrafi dokonać. Udaje mądrą, a tak naprawdę jest ciężka do ogarnięcia. Można powiedzieć o niej "mów do słupa, a słup jak dupa".
Nie wiem już co mam robić z tym wszystkim, kocham mojego faceta, jesteśmy ze sobą już prawie rok. Chcę go w tym wszystkim wspierać. Nie jestem typem kobiety, którą wkurza samo istnienie byłej partnerki. W tym przypadku wiem, że ona będzie częścią naszego życia, bo mają razem dziecko. Chodzi mi tylko o to, że ona nie potrafi zrozumieć co jest ważne i dziecko traktuje jako przedmiot w konktach z ojcem. Jak już wspomniałam wcześniej jest kartą przetargową. a mój partner zastanawia się cały czas czy ten krok, który chciałby podjąć będzie tym właściwym i czy przy tym jego była nie uraziłaby się, przez co kontakty z Małą miałby utrudnione. Od sprawy sądowej minął już miesiąc i przez ten czas mój facet nie widział swojej córki. Dzwoni do niej co dwa dni, może łaskawie odbierze, ale w ciągu miesiąca odebrała tylko dwa razy. Podczas pewnej rozmowy telefonicznej powiedziała, że ona się zastanowi co zrobić i oddwoni kiedy się zdecyduje, a kiedy po dobrych dwóch tygodniach udało nam się do niej dodzwonić to ona zdziwiona była z jakiej racji ona miała zadzwonić i niby nad czym się zastanowić. No myślałam, że mnie szlak trafi. Pogrywa sobie z nami, bawi się uczuciami. Nie potrafie tego zrozumieć. A ona nie potrafi zrozumieć, że jej zachowanie nie prowadzi do niczego dobrego.
Co robić? Jak się zachowywać? Jakich argumentów używać?
PS. Z góry proszę o nie pisanie tekstów w stylu "widziały gały co brały", ja dobrze wiem co brałam i chodzi mi tylko o uświadomienie byłej.