Witaaam wszystkich ! Postanowiłam tu napisać bo już naprawde nie wiem co sądzić...
Pokrótce opowiem wam moją historie..
Jakiś czas temu poznałam księdza, w zasadzie w okolicznościach służbowych bo śpiewałam jednorazowo z moim zespołem u niego w kościele... Poznaliśmy się, okazał się miłym człowiekiem. Po jednorazowym spotkania, odbębnieniu swojej roboty , pożegnaliśmy się.. bez zbędnych rozterek.. jak się jednak okazało nie na długo.. Moja koleżanka znała się z nim dobrze i kiedyś stwierdziła że możemy go odwiedzić, zgodziłam się- no bo czemu nie przecież to normalny człowiek, miły, znajomy. Takie spotkania powtarzały się jeszcze kilka razy, zaprzyjaźniliśmy się.. oczywiście za każdym razem gdy do niego przychodziłyśmy lał się też alkohol.. był przystojny to prawda, ale moje hamulce działały doskonale chyba również ze względu na to że moja koleżanka była tam ze mną. Nie czułam do niego nic, chyba nadal nie czuje, ale było coś co mnie do niego ciągneło... pewnie to że był tak bardzo niedostępny, tak bardzo poza moim zasięgiem.. był przecież księdzem.
Po pół roku znajomości spotkaliśmy się na imprezie, w zasadzie przypadkowo. Za dużo alkoholu, wspólne wychodzenie na papierosa no i stało się... pocałowaliśmy się. Następnego dnia bardzo tego żałowałam, kac moralny osiągnął najwyższy poziom.. ale za pare dni to znów się powtórzyło.. jednak z jedną małą różnicą wtedy już oboje byliśmy trzeźwi...
Nie wiem co o tym wszystkim sądzić, z jednej strony jest mi z tym bardzo źle, ale z drugiej to intrygujące i bardzo szalone doświadczenie.
Prosze o rade ! Co ja mam teraz zrobić ?