Czesc! moze przynajmniej mi troche ulzy jak opowiem Wam moja historie. Mam 33 lata, moja zona mlodsza o 6 lat. znamy sie juz ponad 11 lat. Pierwsze bycie z soba zaczelo sie wlasnie 11 lat temu, ona byla jeszcze mlodziutka ale mimo to urzekla mnie, zakochalem sie. Po 3 latach bycia razem nasz zwiazek rozpadl sie, przyczynilem sie ja do tego. Zerwanie bardzo przezylem, nie rozmawialismy ze soba, nie widywalismy sie. Wyjechalem za granice, napisalem do niej, zlapalismy kontakt, pozniej urlop w Polsce, spotkanie, rozmowy, ale bylem ostrozny nie chcialem sie tak od razu otwierac i mialem racje. Ona poznaje goscia, zaczynaja ze soba byc, zachodzi w ciaze ma byc slub, ale ona go odwoluje, rodzi sie dziecko.
Znowu kontakt, tym razem z jej inicjatywy, odwiedzam ja i jej coreczke, rozmawia ze mna, znowu lapiemy kontakt i powoli sie do sieie zblizamy. Mowi mi ze tylko tak na prawde mnie kochala przez caly czas, ze przeprasza ze chcialaby zebym ja znowu pokochal i jej corke, ze sie zmienila, wydoroslala. I tak sie staje, kocham ja i jej sliczna coreczke, traktuje ja jak wlasne dziecko, opiekuje sie nia jak najlepiej potrafie. Pojawiaja sie plany na wpolne zycie, wracam do Polski, jestesmy ze soba i wydaje sie, ze wszystko jest w porzadku, milosc kwitnie.
Zapada decyzja o slubie. Nie mialem watpliwosci nawet przez sekunde, nawet w dniu slubu bylem spokojny i opanowany, choc to wielki stres. Mieszkamy o jej rodzicow, mamy sie budowac.
W pol roku po slubie pierwsza powazniejsza scysja, wyprowadzam sie, ale za 2 dni rozmowa z zona i wracam. Rok po slubie druga powazniejsza klotnia, wyprowadzam sie, ale za kilka dni znowu wracam. klotnie i ciche dni pojawiaja sie coraz czesciej.
Raz jest lepiej a raz gorzej. W koncu przed swietami znowu klotnia, ciche dni przechodza w miesiac, sylwester spedzony osobno, prawie sie do mnie nie odzywa, pod koniec stycznia kaze mi sie wyprowadzic bo twierdzi ze psychicznie juz nie moze wytrzymac, mowi ze chce rozwodu, ze wypalila cala milosc do mnie, ze nie moze dawac mi juz wiecej szans, ze to moja wina.
Od stycznia chodze do psychologa, z nadzieja za pomoze mi sie zmienic, ratowac malzenstwo, ale zona nie chce sie zgodzic na terapie.
Przyczyny rozstania (wg mojej zony) to glownie moj charakter, to ze nie chcialem z nia wychodzic, ze zamykalem sie na jej znajomych, ze caly czas ja krytykowalem, ze nic mi nie odpowiadalo, ze musiala sie tlumaczyc przed znajomymi dlaczego mnie z nia nie ma. Jest to prawda, ale ona nie raczy mnie wysluchac dlaczego sie tak zachowywalem, ze byla to moja rakcja na brak wiezi miedzy nami, bylo to spowodowane moja frustracja z fakty mieszkania u jej rodzicow (wyprowadzic na swoje sie nie chciala), brakiem seksu, bliskosci i czlosci z jej strony.
Najbardziej boli to, gdy widze ze dla niej to rozstanie to wrecz przyjemnosc i ze jest z tego zadowolona.
Tak naprawde po rozstaniu uswiadomilem sobie jak bardzo ja kocham.
Podobne tematy
Tak, Wojtusiu - bo docenia się coś dopiero kiedy się to traci.
Ja też straciłam. Mówią, że wina po obu stronach jest , ale tutaj to chyba ja bardziej zawiniłam.
13 lat wspólnego bycia szlag trafił.
Czasem tak się zdarza.
Nie mogę Ci nic poradzić - moje próby na nic się zdały. Rozchodzimy się. Mówi, że nie wie czy kocha ale to nie ma znaczenia bo już nie chce ze mną być.
Pozostaje z godnością to udźwignąć, zmienić siebie i spojrzenie na swój świat - po to, żeby w przyszłości takich samych błędów już nie popełniać.
Jeśli chcesz jeszcze walczyć - walcz . Ale nie wiem jak (ja wybebeszyłam wszystkie swoje emocje , prosiłam, błagałam, dawałam propozycje zmiany naszego życia)- więc wnoszę że rozmowy tutaj na nic się zdadzą- tylko czyny... ale jakie? Nie wiem w Twoim wypadku.
U mnie już pozamiatane....
Przyczyny rozstania (wg mojej zony) to glownie moj charakter, to ze nie chcialem z nia wychodzic, ze zamykalem sie na jej znajomych, ze caly czas ja krytykowalem, ze nic mi nie odpowiadalo, ze musiala sie tlumaczyc przed znajomymi dlaczego mnie z nia nie ma. Jest to prawda, ale ona nie raczy mnie wysluchac dlaczego sie tak zachowywalem, ze byla to moja rakcja na brak wiezi miedzy nami, bylo to spowodowane moja frustracja z fakty mieszkania u jej rodzicow (wyprowadzic na swoje sie nie chciala), brakiem seksu, bliskosci i czlosci z jej strony.
Najbardziej boli to, gdy widze ze dla niej to rozstanie to wrecz przyjemnosc i ze jest z tego zadowolona.
Tak naprawde po rozstaniu uswiadomilem sobie jak bardzo ja kocham.
Teoria rozstania Twojej lubej w dwoch slowach: dydus bajdus!
Ktos kiedys powiedzial: "nie wiem przyjacielu, czy mozna przezwyciezyc wlasne wady, ale na pewno mozna zniechecic sie do wlasnych zalet, zwlaszcza dostrzegajac je u innych"... zalet, ktore Twoja zona krytykowala u Ciebie. Widzisz to pokrewienstwo do zony i Was???
Moge sie mylic - w co juz na starcie niestety stanowczo watpie - ale tkwisz w zwiazku zwanym toksykiem, gdzie zona stosuje na Tobie szantaz emocjonalny i manipulacje. To czy on jest 2 czy 3 osobowy, to dla mnie nie istotne choc na moj punkt widzenia sa w tym bez mala 3 osoby... nie liczac dziecka.
Wybielasz zone z winy bardziej niz pasta do zebow biorac wszystko na swoje barki i wijac sie z bolu po rozstaniu jak za przeproszeniem narkoman na odwyku.
Zal mi Cie chlopie, bo nie wiem czys az tak slepy czy naiwny do przesady na to, co serwuje Ci zona swoja "papka medialna".
bags: masz na mysli ojca biologicznego dziecka mojej zony? On sie dzieckiem nie interesuje ani sie nie widuje, moja zona tez nie ma z nim zadnego kontaktu
bags: masz na mysli ojca biologicznego dziecka mojej zony? On sie dzieckiem nie interesuje ani sie nie widuje, moja zona tez nie ma z nim zadnego kontaktu
Skoro Ty i zona to juz odrebna rodzina to i owy ojciec biologiczny jest niewazny w tym ukladzie.
Zbyt szerokie kregi zataczasz... szukaj w rodzinie a moje domysly znajdziesz w tym co cytuje w pierwszym poscie: Ty, zona i...
Tez przeszlo mi przez mysl bags ze to moze troszke wina tesciowki
nie buntuje zony? Nie doklada 3 groszy? No coz powiem Ci jedno zycie na kupie to najgorsza opcja.. A jak tam jescze pojawiaja sie tescie brrr.. mam dreszcze....
Tez przeszlo mi przez mysl bags ze to moze troszke wina tesciowki
nie buntuje zony? Nie doklada 3 groszy? No coz powiem Ci jedno zycie na kupie to najgorsza opcja.. A jak tam jescze pojawiaja sie tescie brrr.. mam dreszcze....
Mowilem zonie nie jeden raz, ze zle sie czuje mieszkajac u jej rodzicow, ale do niej to nie docieralo i mowila ze co oni mi przeszkadzaja skoro i tak do niczego sie nie wtracaja. Ale nie potrafila zrozumiec ze "nie wtracanie" sie to nie wszystko i ze nie jest to szczyt moich marzen, mieszkajac tam nie czulem ze tworzymy odrebna rodzine, o niczym nie moglem zdecydowac zawsze trzeba bylo se liczyc ze z innymi (mielismy w sumie dla siebie tylko 1 pokoj, i lazienke, reszta byla wspolna). Zona bardzo trzyma ze swoja matka (absolutnie nie odciela pepowiny od swojej "starej" rodziny), jesli ja cos powiedzialem na temat jej mamy to od razu byla klotnia i wybuchala zloscia. Z ojcem nie rozmawia prawie wogole (podobna ja i jej matke krzywdzil jak byla mala i jak to powiedziala najlepiej jakby matka sie z nim rozwiodla). Absolutnie nie czulem ze zona trzyma moja strone ( w czymkolwiek). Mamusia byla i jest najwazniejsza.
Tescie pratycznie sie nie interesuja tym co sie dzieje w naszym zwiazku, maja to gdzies, ja z nimi malo rozmawialem bo wiem ze to nie ma sensu, ostatnio robowalem zgadac z tesciowa czy wie co sie miedzy nami dzieje to powiedziala: "a wy sie nie umicie dogadac?, wy juz mnie nie denerwujcie" - po takim czyms to mi calkowicie odechcialo sie z nia gadac. (nie wiem co tesciowa mowi zonie na temat naszego rozstania, zona twierdzi ze nic nie mowi bo po co ma sie wtracac)
Wiedzialem ze ta sytuacja jest chora, ale z koniem nie ma sensu sie kopac, chcialem przeczekac az sie wybudujemy, ale nie dalo sie wytrzymywac niektorych sytuaji i byly klotnie.
Znajomi mowli mi ze ja i tak mam swieta cierpliwosc bo z taka zona (i po takich numerach jak ona robila) to by nie wytrzymali
Wojtek podjęliście decyzje zamieszkacie u teściów i teraz ponosicie konsekwencje własnego wspólnego wyboru.
Takie są koszty zgadzania się na kilkuletnie mieszkanie w cudzym domu, że niema się wpływu na nic bo to nie wasz dom.
Nie wiem jakie były twoje ustalenia z żoną co do tego ile tam mieszkacie, jednak skoro to nie spełnia oczekiwań to wyprowadźcie się na wynajem.
Budowa domu potrwa co najmniej rok, więc perspektywa zginania głowy jeszcze tyle czasu chyba nie jest ci miła.
Nie mieszkałeś z żoną poza domem teściów? Jeśli nie to nie wiesz może na swoim relacje uległy by poprawie.
Mnie zaciekawił wątek dlaczego twoja zona już nie chce naprawiać sytuacji. Mnie to jakoś nie dziwi to że nie wierzy w twoja zmianę, piszesz sam że po kłótni wyprowadzałeś się kilka razy.
Co to za zachowanie człowieku?
Jak się ma rodzinę a Wy macie to jak są problemy to się je rozwiązuje a nie dezerteruje!
Dałeś tym żonie przekonanie że uciekasz gdy są problemy które cie przerastają.
Jak można podziwiać i szanować człowieka który wychodzi i się wyprowadza, a co gdy będziecie mieli mega duże kłopoty typu jakaś choroba, czy inne tragedie?
Będąc z tobą żona na pewno zastanawia się czy jesteś dojrzały na dalsze bycie mężem może ojcem, jak ciężko na tobie polegać.
Pewnie też patrząc na twoje zachowanie trzyma się rodziców bo widzi że nie można na tobie polegać. wyprowadzi się z tobą w nieznane, a ty w nerwach po kłótni znów se pójdziesz? A może we własnym domu to ją wywalisz za drzwi?
Każda kobieta ma swoja cierpliwość czekała aż zaczniesz być odpowiedzialny jednak ty nie masz jak pokazać się z dobrej strony nie działając .
Zacznij coś robić typu rozpocznij wreszcie budowę domu lub wynajmij dla was mieszkanie, zacznij działać pokaż jej że chcesz czegoś dla waszej rodziny.
Jeśli zobaczy że jednak coś robisz to z czasem ci zaufa.
Nic Ci zona nie powie co mamusia mowi bo to jest mamusia... A poco masz wieszac na mamusi psy... Bledem bylo to ze zgodziles sie na zamieszkanie w wspolnie z rodzina.. Uwierz mi ze nie od parady wymyslili tekst ze najlepiej z rodzina wychodzi sie na zdjeciach... I to posrodku zeby Cie nie wycieli.. Nie wierze, ze nie macza swoich paluszkow ta cudowna wyrocznia... Mysle tez, ze zona od pocztaku dzialala pod wplywem impulsu brakowalao jej Ciebie jako wyobrazenie idealu.. Niestety w zyciu codziennym wyszlo inaczej.. Nie tyle ze nie dorosla tylko miala zawsze to co chciala... Slomiany zapal ktory sie spala szybko.. A bawic sie w rodzine no coz jest niedojrzale nawet kosztem dziecka.. Pisales ze zona jest z owej sytuacji zadowolona.. Hmm a czemu?? Moze jej w czyms przeszkadzasz ?? Pomyslales o takiej opcji? Szkoda ze nie uklada sie w zyciu jak sobie zapragniemy ale uwierz mi ze moze to dobre rozwiazanie .. Poco macie sie meczyc i ciiagle klocic.. Moze warto zaczac naprawde zyc ... Zyc u boku kogos kto bedzie szanowac Ciebie i na odwrot... Nic na sile nie zrobisz skoro ona jest na nie i ma po swojej stronie mame no coz. Jestes na pzregranej pzoycji.. A tata tzn tesc sie nie wtraca? Pewnie dlatego ze skoro mamusia ma wyrabane na tatusia to coreczka tez .. Czemu?? Moze pije?? Nie dziw mu sie zyjac pod dachem ze zmija moze nie ma wyjscia ... Takim jadem zatruje wszystko i wszystkich i albo bedzie po jej mysli albo won... Hmm mam nadzieje ze zona nigdy chociaz nie podkreslila ze jestes u niej... Wiem co sie wtedy czuje .. Ale pewnie ma troche dobroci w sobie..
rozyczka:
to nie jest tak do konca jak myslisz, ale juz tlumacze:
- mowilem zonie kilka razy zeby sie wyprowadzic na jakies wnajete mieszkanie - nie zgadzala sie
- 2 razy ja sie wyprowadzilem to fakt (myslalme ze to nia wstrzasnie i zacznie analizowac dlaczego to zobilem) po drugim razie stwierdzilem ze takie wyprowadzki nie maja sensu,
- nie mieszkamy razem od 5 tygodni - zona kazal mi sie wyprowadzic bo twierdzila ze nie moze juz psychicznie wytrzymac mojej obecnosci, ja nie chcialem sie wyprowadzac, chcialem rozmawiac, isc na terapie, ale do niej nic nie docieralo
- nie uciekalem od problemow, chcialem rozmawiac, tlko ze nie bylo drugiej chetnej osoby do rozmowy
- nigdy bym jej nie wywalil z naszego domu, to ni w moim stylu (raczej jest o w jej stylu)
- budowa juz rozpoczeta w zeszlym roku (ale zone i tak to malo interesowalo, byla na budowie moze z 3 razy), jakby sie wszystko dobrze potoczylo to na Boze Narodzenie bylibsmy na swoim
nowaja:
Dobrze analizujesz sytuacje, tesciu sie nie wtraca, pije, zona nazywa go alkoholikiem. Tez odnosze wrazenie ze zona szukala pretekstu zeby sie rozstac, moze faktycznie kogos ma, chociaz twierdzi ze nie (a uwierzcie ze to co robila to nie jeden facet by interpretowal ze kogos ma). No niestety podkreslala ze jestem u niej i teraz nawet chce kase ze to ze u "niej" (jak juz to u jej rodzicow) mieszkalem. Smieszne, ale i tragiczne.
Rozszerzyłeś swoja wypowiedz ok, no to powiedz co robicie razem np wieczorami czy w weekendy gdy macie czas dla siebie?
Czy wyciągasz żonę poza jej dom gdzieś wyjść? Co was łączy? Wiesz w sensie jakieś wspólne zainteresowania?
Czy znasz plany jakie ma twoja zona, albo marzenia ? Jak ona widzi swoja przyszłość? Chodzi do pracy?
Jeśli twoja zona jest zdominowana przez jej rodziców, którzy piorą jej mózg mówiąc jaki to jesteś zły to jeśli ją kochasz, to wyrwij ja z tego środowiska choćby na urlop dwa tygodnie. Będziesz mógł popracować nad wami.
Czy teraz jak milczy od kilku tygodni myślisz że gdybyś usiadł i powiedział kochanie rodzina nam się rozwali spróbujmy się porozumieć to nie odezwie się?
Tak zwyczajnie z nią porozmawiać się nie da?
Ja piernicze skad ja to znam.. Moja rada zrywaj sie z tamtad bo jak we dwie na Ciebie usiada to troszke podupadniesz psychicznie... Sluchaj jakie palcenie o czym ona mowi .. Niech podpisuje umowe z Toba na wynajem prosze bardzo zglos do skarbowki to jeszcze ich nalicza ... Prosze Cie to jest zenujace.. Trzeba bylo powiedziec ze za darmo jej nie karmiles... Wredne ale taka prawda.. Uciekaj z tamtad bierz gleboki oddech i zobacz jak jest pieknie...
14 2013-03-02 13:15:01 Ostatnio edytowany przez bags (2013-03-02 13:19:37)
Mowilem zonie nie jeden raz, ze zle sie czuje mieszkajac u jej rodzicow, ale do niej to nie docieralo i mowila ze co oni mi przeszkadzaja skoro i tak do niczego sie nie wtracaja. Ale nie potrafila zrozumiec ze "nie wtracanie" sie to nie wszystko i ze nie jest to szczyt moich marzen, mieszkajac tam nie czulem ze tworzymy odrebna rodzine, o niczym nie moglem zdecydowac zawsze trzeba bylo se liczyc ze z innymi (mielismy w sumie dla siebie tylko 1 pokoj, i lazienke, reszta byla wspolna).
U tesciow w domu jesteś tylko gościem. I musisz się w dużym stopniu podporządkować. Więc albo mieszkanie u teściow i podporządkowanie się im, albo - własne mieszkanie.
Zona bardzo trzyma ze swoja matka (absolutnie nie odciela pepowiny od swojej "starej" rodziny), jesli ja cos powiedzialem na temat jej mamy to od razu byla klotnia i wybuchala zloscia. Z ojcem nie rozmawia prawie wogole (podobna ja i jej matke krzywdzil jak byla mala i jak to powiedziala najlepiej jakby matka sie z nim rozwiodla). Absolutnie nie czulem ze zona trzyma moja strone ( w czymkolwiek). Mamusia byla i jest najwazniejsza. Tescie pratycznie sie nie interesuja tym co sie dzieje w naszym zwiazku, maja to gdzies, ja z nimi malo rozmawialem bo wiem ze to nie ma sensu, ostatnio robowalem zgadac z tesciowa czy wie co sie miedzy nami dzieje to powiedziala: "a wy sie nie umicie dogadac?, wy juz mnie nie denerwujcie" - po takim czyms to mi calkowicie odechcialo sie z nia gadac. (nie wiem co tesciowa mowi zonie na temat naszego rozstania, zona twierdzi ze nic nie mowi bo po co ma sie wtracac)
Zapewne matka jest uzależniona (emocjonalnie) od córki. I w pewnym stopniu na odwrót (również finansowo). Zapewniają sobie wzajemnie poczucie bezpieczeństwa. A jeśli Ty stanowisz zagrożenie dla teściowej to ona odpowiednio indoktrynuje córkę. Nic na to nie poradzisz co matka mówi córce gdy tego nie słyszysz. A nawet jeśli słyszysz to zwracanie uwagi, żeby się nie wtrącała będzie tylko wywoływało niepotrzebne kłótnie.
Tesc byc moze tez jest trzymany na krotko a cala rzekoma neutralnosc tesciow jest dla mnie baardzo poejrzana. Wiem cos o tym z wlasnego doswiadczenia.
Wiedzialem ze ta sytuacja jest chora, ale z koniem nie ma sensu sie kopac, chcialem przeczekac az sie wybudujemy, ale nie dalo sie wytrzymywac niektorych sytuaji i byly klotnie. Znajomi mowli mi ze ja i tak mam swieta cierpliwosc bo z taka zona (i po takich numerach jak ona robila) to by nie wytrzymali
Co racja to racja... ale niestety przez Twoja dezercje to tak 50/50.
Co bylo ich powodem? roznice charakterow czy poglady na temat zycia codziennego w zwiazku.
Jesli charaktery to musisz wiedziec jedno "nikt nie jest winny tylko inny" i albo to akceptujesz albo wypad ze zwiazku. Dezercja z zycia codziennego w razie sporu w zwiazku to niedojrzalosc do bycia razem ogolnie mowiac.
Terapia malzenska to chyba jedyne sensowne wyjscie ratunkowe dla Was, ewentualnie dla Ciebie wyjsciem jest poprzedzajaca ja terapia psychologiczna kazdego z osobna... albo w ostatecznosci rozwod.
Rozszerzyłeś swoja wypowiedz ok, no to powiedz co robicie razem np wieczorami czy w weekendy gdy macie czas dla siebie?
Czy wyciągasz żonę poza jej dom gdzieś wyjść? Co was łączy? Wiesz w sensie jakieś wspólne zainteresowania?Czy znasz plany jakie ma twoja zona, albo marzenia ? Jak ona widzi swoja przyszłość? Chodzi do pracy?
Jeśli twoja zona jest zdominowana przez jej rodziców, którzy piorą jej mózg mówiąc jaki to jesteś zły to jeśli ją kochasz, to wyrwij ja z tego środowiska choćby na urlop dwa tygodnie. Będziesz mógł popracować nad wami.
Czy teraz jak milczy od kilku tygodni myślisz że gdybyś usiadł i powiedział kochanie rodzina nam się rozwali spróbujmy się porozumieć to nie odezwie się?
Tak zwyczajnie z nią porozmawiać się nie da?
Niestety sie nie da, chcialem zebysmy pojechali gdzies, jak jeszcze u niej mieszkalem, ona nie chciala.
Wieczorami zony najczesciej nie bylo, zalatawiala "interesy" a ja sie zajmowalem coreczka. Weekendy to chciala gdzies wychodzic, ale przewaznie ktos z jej kolezanek lub naszych kolegow szedl/jechal z nami a ja chcialem pobc tylko z nic i corcia sam na sam, i to tez byly klotnie.
Nie, nie odezwie sie, nie chce ze mna rozmawiac, stwierdzila ze nie ma o czy ze mna gadac i ze mam to zrozumiec, potem jeszcze kilka "milych" okreslen w moja strone.
16 2013-03-02 13:21:39 Ostatnio edytowany przez woytek (2013-03-02 13:27:17)
Chodze do psychologa, namawialem zone zeby poszla ze mna na terapie malzenska, ale ona nie chce o tym slyszec.
Zdaje sie ze jedynym wyjsciem jest rozwod, ona powiedziala ze jzu jest tego pewna ze chce rozwodu, no coz, czekam na pozew. Pytalem ja co napisze w pozwie - to powiediala ze prawde, tylko ciekawe jaka prawde? z
Nie mieszkamy razem od 5-ciu tygodni, nie widujemy sie, 3 razy widzialem sie z jej coreczka (nie wiem czy pozwoli mi na dalsze kontakty z jej dzieckiem, ja nie mam do niej zadnych praw rodzicielskich)
Jak to powidziala jestem dla niej kretynem, smieciem i zerem, to takie najlagodniejsze okreslenia.
Czytajac Twoje wypowiedzi widze siebie i swoj praktycznie identyczny scenariusz, tyle tylko ze Ty masz lajtowa sytuacje w porownaniu do mnie.
Ok robisz cos ze soba poprzez terapie, to super, bo przyda Ci sie to w tej patologicznej demolce serwowanej przez zone. Oby tylko ![]()
Zona chce rozwodu, jest tego pewna i zdecydowana. No to ok. Nie wyrywaj sie przed szereg ze skladaniem pozwu. Daj jej fory w tym temacie.
Daj Jej teraz przestrzeń, odsuń się w cień i zajmij się sobą. W żadnym razie nie proś o powrót, nie zmuszaj Jej do rozmów, nie wyznaczaj czasu na zmiany. Odsuń się, stań się trochę nieosiągalny, tajemniczy, niezależny. OBSERWUJ Z DYSTANSEM a nade wszystko nie daj się prowokować, bo mimo tego, że być może też i Ona była nie w porządku, to teraz bardzo potrzebuje argumentów, że dobrze robi, "bo Ty taki piiiiii byłeś". Z wyczuciem prowadź rozmowy. I nie pozwól sie wpędzać w poczucie winy, bo gdy tylko zaczniesz przepraszać, starać sie byc lepszym to tak, jakbyś potwierdzał, ze było miedzy Wami źle.
Na takie zachowania będzie czas dopiero po Jej powrocie do związku.
Czy jest ktoś trzeci... wyglada i wiele na to wskazuje, ze tak jest ale poprzez toksyczny wplyw Twojej malzonki takiej opcji nie dopuszczasz do myśli, nie zgadzasz się z tym...
Przerobilem zdrade emodcjonalna i fizyczna wiec jestem juz obeznany w tych tematach.
Zastosuj się do tego - metoda 34 kroków przeznaczona dla małżeństw w kryzysie:
1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe - z tym bym trochę polemizował jeśli ktoś Nas faktycznie i szczerze wspiera.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj jej. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj na żonę ? bądź aktywny, rób coś, idź do kina, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w kontakcie z nią (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła w ciągu dnia twoja żona, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowa żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj jej jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących związku do chwili, gdy Ona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie ona.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z nią, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. Ona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.
Nie ujawniaj się Jej z tą metodą, że ją znasz... bo jak dobrze je poczytasz i zrozumiesz, to one są skierowane na Ciebie i zmiany w Tobie a nie do Niej czy też o Niej. Poza tym te pkt nie są po to by przełamać niechęć partnerki/partnera do ratowania związku, tylko o pokazanie Twojego szacunku do samego siebie, kreowania nowego, lepszego 'ja'.
Jeśli możesz to poszukaj i obejrzyj sobie film Ognioodporny - przysłuchaj się co mówią.
Zapoznaj się z tym:
"Przemoc, której nie widać
Przemoc w związku zaczyna się w momencie, w którym jedna strona zaczyna rościć sobie prawo do decydowania o wyborach życiowych, nawykach, sposobie myślenia i doświadczania drugiej strony. Przemoc psychiczną trudno jest rozpoznać, bo bardzo często ukryta jest pod pozorami normalnej relacji.
Najczęściej sygnałem alarmowym, że coś się dzieje źle, jest pogarszający się stan psychiczny ofiary, która czuje się coraz gorzej, ale nie potrafi ustalić, z jakiego właściwie powodu. Ofiara przemocy psychicznej traci wiarę w swoje możliwości, zaczyna odczuwać lęk przed partnerem, czuje się odpowiedzialna za zachowanie sprawcy, nieustannie dąży do doskonałości w celu uzyskania jego akceptacji, ale pomimo wysiłku, nieustannie doświadcza odrzucenia i krytyki.
Co to jest przemoc psychiczna?
Przemoc psychiczna rozwija się w związku w sposób niezauważalny, w formie kolejnych, często drobnych aktów kontroli, upokarzania, narzucania własnego zdania przez sprawcę. 80 proc. sprawców przemocy w rodzinie to mężczyźni, znacząca większość ofiar to kobiety. Przemoc psychiczna nie przebiega w sposób gwałtowny i wybuchowy, tak jak w przypadku nadużyć fizycznych. Bardzo często nie towarzyszą jej nawet szczególnie mocne emocje. Akty odbierania autonomii drugiej osobie są tak drobne, że często trudno je zauważyć, cóż dopiero mówić o rozpoznaniu czy jakiejkolwiek obronie. Z perspektywy ofiary byłoby to narażanie się na śmieszność i zarzut, że partner ?znowu się czepia? albo ?jest przewrażliwiony i nic nie można mu powiedzieć?.
No bo właściwie, czy można nazwać aktem przemocy to, że partner upiera się, żeby stawiać szklanki w szafce w pewien określony sposób, ogórki na sałatkę powinny być krojone w kostkę, w żadnym wypadku nie w talarki, a klucze muszą być trzymane zawsze w szufladzie, nie na komodzie. I kiedy tak się nie dzieje, zaczyna bardzo się złościć, być kąśliwy lub chłodny. ?A może ma rację?? - myśli ta strona związku, która ma się dostosować do zaleceń i ciągle robi to niewystarczająco dobrze. Akty przemocy psychicznej bywają tak drobne, że nie wywołują jakichkolwiek reakcji obronnych. Kara za niedostosowanie się do zaleceń sprawcy jest także trudno uchwytna ? zmasowana krytyka (odbierana przez ofiarę jako zasłużona), chłodny, obojętny wzrok, zły humor przez kolejne dni, zapomnienie o ważnej rocznicy, ostentacyjne chwalenie innych osób itp. Cały proces odbywa się niemal podprogowo - jest mało uchwytny dla świadomości ofiary, a nawet świadków takiej przemocy.
Niewidoczny wróg
Istotą przemocy psychicznej nie są pojedyncze akty wrogości i próby kontroli, ale fakt, że są stosowane przez sprawcę w sposób nieprzerwany dniami, tygodniami, miesiącami, latami? W doświadczeniu ofiar nie ma konkretnego zdarzenia, które można by nazwać nadużyciem. Trudno jest nawet powiedzieć, co się właściwie wydarzyło, bo lista konkretnych działań ze strony sprawcy brzmi niewinnie. - W ciągu dziesięciu minut od wejścia do domu powiedział mi, że źle wyczyściłam czajnik, potem skomentował, że zaniedbuję dzieci, bo daję im kanapki z białym pieczywem, a to przecież niezdrowe, zajrzał do lodówki i spytał, ile razy ma mi przypominać o wyrzucaniu otwartych jogurtów, a na końcu odniósł ostentacyjnie do zlewu talerz z zupą, która jego zdaniem była zbyt zimna - wspomina ofiara napaści słownej. Poszczególne elementy nie brzmią groźnie, ale wydźwięk całości jest bardzo raniący.
Ofiary przemocy, doświadczające tego rodzaju nadużyć, żyją w nieustającym poczuciu winy i lęku, którego źródłem są narzucone przez sprawcę bardzo sztywne ramy codziennej egzystencji. Oczekiwania sprawców przemocy psychicznej są osadzone w zasadach, wynikających ze stereotypowej roli kobiecej: ?powinnaś bardziej dbać o dzieci; jedzenie, które przygotowujesz jest niezdrowe/niesmaczne/nieestetycznie podane; za mało czasu spędzasz w domu; jesteś zbyt opiekuńcza/zbyt mało opiekuńcza; nie utrzymujesz domu w czystości; źle zamykasz lodówkę? ? przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Ofiara nie ma nawet jak się bronić, bo przecież nie było ataku - sprawca po prostu przypomina (dla dobra jej i dzieci) o tym, do czego jest zobowiązana jako matka i żona.
Przemoc psychiczna jest stosowana przez sprawcę w bardzo precyzyjny sposób, co jest możliwe dzięki dobrej znajomości psychiki ofiary, wiedzy o jej potrzebach, systemie wartości, słabych punktach. Taktyki przemocy psychiczne są niszczące właśnie dlatego, że dotykają obszarów ważnych dla ofiary. Dla kobiety, która realizuje się przede wszystkim w macierzyństwie, najboleśniejsza będzie krytyka i podważanie jej wartości jako matki. Dla kobiety, która postawiła na rozwój zawodowy, podcinające skrzydła będą kąśliwe uwagi pod adresem jej inteligencji, osiągnięć, kreatywności, itp . Celem ukrytym działań sprawcy jest władza i kontrola w związku. Celem pozornym - troska o dobro rodziny, dzieci, a nawet wręcz samej ofiary. Nieprawdą jest, że ofiary nie bronią swojej wolności, autonomii lub też nie usiłują wydostać się spod kontroli. Problem polega na tym, że każda próba wywołuje silniejszą reakcję ze strony sprawcy. Im bardziej ofiara stara się wyrwać, tym bardziej doświadcza przemocy. Z biegiem czasu, każda próba uzyskania autonomii prowadzi do coraz ostrzejszych psychologicznych lub fizycznych kar.
Przemoc nigdy nie zatrzymuje się sama
Sprawca ma na tyle dużo zysków w tak funkcjonującej relacji, że nie ma żadnej motywacji do zmiany. Przemoc psychiczna jest tak samo niszczącym nadużyciem, jak przemoc fizyczna, seksualna czy ekonomiczna. Osoba doświadczająca przemocy psychicznej powinna koniecznie skorzystać z pomocy placówki pomocowej. Adresy takich placówek na terenie całej Polski można znaleźć w Internecie na stronie: www.porozumienie.niebieskalinia.pl. W placówce pomocowej istnieje możliwość skontaktowania się z psychologiem i prawnikiem. W przypadku przemocy ze strony najbliższych, pomoc z zewnątrz jest niezbędna, ponieważ ofiara, działając w pojedynkę, nie ma dystansu do sprawcy, przejawia skłonność do minimalizowania swoich strat, liczenia na to, że ?to było ostatni raz? i ?on się zmieni tak, jak obiecał?. Wiele ofiar przemocy psychicznej obawia się zawiadamiać o tym policję. Boją się braku zrozumienia ze strony przedstawicieli prawa, wynikającego z ?ulotności? przestępstwa, np. braku dowodów. Sprawca stara się często utrzymywać ofiarę w przekonaniu, że nic nie wskóra i nikt jej nie pomoże. Jest to część strategii uzależniania partnera od siebie.
Każdy ma prawo do życia wolnego od przemocy
W przypadku doświadczania jakiejkolwiek formy przemocy, w tym przemocy psychicznej, ofiara ma prawo: kontaktować się z dzielnicowym i każdorazowo po doświadczeniu przemocy oczekiwać założenia Niebieskiej Karty, czyli notatki policyjnej uruchamiającej procedurę ochrony ofiary; złożyć doniesienie na prokuraturę; otrzymać bezpłatną pomoc psychologiczną i prawną, świadczoną przez specjalistyczne placówki pomocowe finansowane przez samorząd, znajdujące się na terenie całego kraju. Pomoc jest możliwa!"
tylko rodzi sie pytanie.. czy ona robi to swiadomie??
nie czuje sie jakas ofiara przemocy psychicznej, ja tez nie zawsze zachowywalem sie fair i wiem o tym.. po prostu ciezko mi zrozumiec sytuacje ze kiedy przyrzekalo sie drugiej osobie milosc, wieronosc, itd.... to mozna tak latwo odpuscic i sie poddac i pzestac walczyc.
Dla mnie przysiega malzenska ma bardzo duze znaczenie, wiem ze podjalem ta decyzje swiadomie i nikt mnie do niej nie zmusil... ale nie rozumiem tego pojscia na latwizne, tego poddania sie, pogodzenia sie z sytuacja..... to jest chyba najgorsze w tym wszystkim...
Czytając Twoją historię nasunęła mi się pewna myśl:
-czy przypadkiem Twoja żona nie jest niedojrzała emocjonalnie do takiej sytuacji życiowej w jakiej się oboje znaleźliście.
Z tego co napisałes to ona była "dość młoda" jak znalazła się w najpierw w związku z Tobą a potem w tym drugim...i prawdopodobnie dlatego przerosła ją sytuacja małżeństwa z ojcem jej dziecka....
Po urodzeniu córeczki jej mamusia była na miejscu pomagała,pocieszała i pewnie przejęła większą część obowiązków,więc nie dziw się,że tak bardzo dominuje w waszym małżeństwie...
Twoje ponowne pojawienie się to powrót do tej pierwszej miłości,która zawsze gdzieś tam tkwi u większości ludzi.....
Pewnie myślała,że rzeczywiście jesteś tym,który powinien być z nią resztę życia,ale to życie okazało się "zbyt normalne" jak na jej oczekiwania i dlatego pewnie doszła do wniosku,że może lepiej będzie tak jak było "przedtem" czyli.... mamusia pełni rolę opiekunki a ona prowadzi niby spokojny tryb życia bez zobowiązań......
20 2013-03-03 19:05:45 Ostatnio edytowany przez bags (2013-03-03 19:08:46)
Dor57... madrze powiedziane i jestes blisko prawdy, jaka kryje niedojrzalosc emocjonalna takich osob jak malzonka Woytka.
tylko rodzi sie pytanie.. czy ona robi to swiadomie??
Powiem Ci szczerze, ze rozgryzalem to zagadnienie dlugo i odpowiedzia na to jest "pojecie" dwoch swiatow - Twojego i jej, a najgorsze jest w tym wszystkim to, ze takie osoby - w tym tez Twoja zona - nie uznaja innej "wizji" swiata niz ich wlasna.
nie czuje sie jakas ofiara przemocy psychicznej, ja tez nie zawsze zachowywalem sie fair i wiem o tym..
Nie musisz sie nia czuc by nia byc - parafrazujac tu poniekad slowa utworu grupy Dzem "albo byc albo miec".
Interesowales sie glebiej tematyka nieodcietej pepowiny i toksycznych relacji/zwiazkow?
Jesli nie, to mozesz nie czuc bluesa w tym temacie przemocy psychicznej.
Dla mnie przysiega malzenska ma bardzo duze znaczenie, wiem ze podjalem ta decyzje swiadomie i nikt mnie do niej nie zmusil...
- ale nie rozumiem tego pojscia na latwizne, tego poddania sie, pogodzenia sie z sytuacja..... to jest chyba najgorsze w tym wszystkim...
- po prostu ciezko mi zrozumiec sytuacje ze kiedy przyrzekalo sie drugiej osobie milosc, wieronosc, itd.... to mozna tak latwo odpuscic i sie poddac i przestac walczyc.
Szacun co do kwestii przysiegi... cywilnej lub sakramentalnej
Niewiele osob potrafi pojac i zrozumiec, ze kazdy z Nas jest inny a nie winny "tego co sie dzieje" a zycie nie jest sielanka nawet we dwoje.
bags: jestes GOSC!! zastanawiam sie czy jestes psychologiem czy to prostu doswiadczenie? jest gdzies opisana Twoja historia? Bo jestem ciekawy jak sie skonczyla...
bags: jestes GOSC!! zastanawiam sie czy jestes psychologiem czy to prostu doswiadczenie? jest gdzies opisana Twoja historia? Bo jestem ciekawy jak sie skonczyla...
Brutalne doswiadczenie, ktorego opis wedruje jeszcze na pierwszej stronie forum pt "toksyczny trojkat z tesciowa" a skonczyla sie tragicznie, bo zdrada... cdn to od ok 400 watku "mam36 lat i rozwod".
woytek napisał/a:bags: jestes GOSC!! zastanawiam sie czy jestes psychologiem czy to prostu doswiadczenie? jest gdzies opisana Twoja historia? Bo jestem ciekawy jak sie skonczyla...
Brutalne doswiadczenie, ktorego opis wedruje jeszcze na pierwszej stronie forum pt "toksyczny trojkat z tesciowa" a skonczyla sie tragicznie, bo zdrada... cdn to od ok 400 watku "mam36 lat i rozwod".
Poczytalem Twoja historie, rzeczywiscie jest pokrecona.
Ja mam przeczucie ze moje malzenstwo tez zakonczy sie zdrada, bo jak to moja zona powiedziala w jednej z rozmow ze mna: "przeciez nie jestesmy ze soba" - ze kurde co?? a malzenstwo to co?? widac ze dla niej to chyba nic nie znaczy ani nie znaczylo.
Ja sie tez zastanawiam po co jej bylo to malzenstwo ze mna, jak teraz twierdzi, ze juz przed slubem bylem inny, a ona myslala ze po slubie sie zmienie i zacznie sie nasze lesze, szczesliwsze zycie.
Jestes juz po rozwodzie? bedziesz sie staral o uniewaznienie slubu koscielnego? Bo ja sie juz troche tym interesowalem i wydaje mi sie ze w naszych sytacjach (bo sa troche podobne) jest to realne.
24 2013-03-04 12:20:35 Ostatnio edytowany przez bags (2013-03-04 12:20:58)
Nie chce Cie zamartwiac dodatkowo ale dobrze, ze masz takowe swiadome "zdradliwe" przeczucia.
Dla mnie ta "fantastyczna" wiadomosc nie byla gwozdziem do trumny, bo bylem na samym poczatku swojej walki o zwiazek fachowo poinformowany o takowej opcji wyjscia z kryzysu malzenskiego przez partnerke. A ze nie dopuszczam opcji zdrady w zwiazku to partnerka o tym wiedziala.
"przeciez nie jestesmy ze soba"; "laczy nas tylko papierek"... itd. a Twoje pytania "ze kurde co?? a malzenstwo to co??" byc moze wyprzedze jedna odpowiedzia, ktora sam jakis czas temu uslyszalem "bo niedorosles do malzenstwa"...
Choc u mnie byla - o wiele wczesniej - jeszcze jedna "definicja": "bo to Ty sie wyprowadziles" (???)
Co do rozwodu, to jestem jeszcze przed i odziwo
baaardzo na tym malzonce zalezy(?), bo.... no wiadomo
.
W kwesttii uniewaznienia - mniemam po tym co piszesz, ze tez masz ten "problem" na karku - jestem po wstepnych rozmowach i szanse uznania zwiazku za nie waznie zawarty - tak to sie fachowo zwie - istnieja. Pomimo ich kosztownej sfery rozwiazania wezla malzenskiego zamierzam sprobowac swoich sil i "negocjowac" odpowiednimi sposobami koszta tego postepowania.
O dowodowy material w postaci swiadkow jest trudno - przynajmniej u mnie - ale za to "scenariusz" dowodowy napisalo w tym wypadku... malzenskie zycie i teraz pozostaje pozbierac to w calosc i "oprawic" w stosowne paragrafy kanoniczne.
25 2013-03-04 17:07:30 Ostatnio edytowany przez woytek (2013-03-04 17:39:26)
bags:
Przykro, ze tak to sie skonczylo, jednak widac, ze niektorzy ludzie maja inna moralnosc... a pisales w swoim poscie ze ona taka swietojebliwa, a widac ze grzechu cudzolostwa sie nie boi......
Ja mam dzisiaj slabszy dzien, chociaz jestem w pracy to znowu duzo mysle o mojej zonie i jak to bedzie bez niej i po rozwodzie.
Wiem ze powinienem sie otrzasnac, ale nie potrafie, a ona sie swietnie bawi, wyjechala sobie "odpoczac", szlag mnie trafia jak sobie pomysle ze moze odpoczywac z "kims".
bags:
Przykro, ze tak to sie skonczylo, jednak widac, ze niektorzy ludzie maja inna moralnosc... a pisales w swoim poscie ze ona taka swietojebliwa, a widac ze grzechu cudzolostwa sie nie boi......
Powiem Ci, ze najbardziej teraz w szoku sa Ci, ktorzy znaja ja dluzej ode mnie, Ci - poza rodzinka - co znaja ja od malego, ktorzy wiedzac i widzac co wyprawia robia karpia... a i to jest malo powiedziane.
Jej swietobliwosc okazala sie dewiacja w strone kosciola, proba ucieczki przed ta prawda przez duze "p", ze jest ofiara toksyka, przywiazana pepowina do matki. Uderzylem w jej/ich czuly punkt, rozwiazalem zagadke i chcialy sie na mnie zemscic poprzez obrazalstwo, ponizanie i szantaz.
Zdada chciala mnie najwidoczniej ukarac, bo do dzisiaj zona nie wie o tym, co ja wiem na jej temat ze zdrada wlacznie.
Ja mam dzisiaj slabszy dzien, chociaz jestem w pracy to znowu duzo mysle o mojej zonie i jak to bedzie bez niej i po rozwodzie.
Wiem ze powinienem sie otrzasnac, ale nie potrafie, a ona sie swietnie bawi, wyjechala sobie "odpoczac", szlag mnie trafia jak sobie pomysle ze moze odpoczywac z "kims".
Doskonale Cie rozumiem, bo wiem jak ciezko jest wylaczyc ten "reaktor milosci" malzenskiej przy takich perypetiach.
Tym czy wypoczywa sama czy z kims staraj sie najmniej myslec i przejmowac, bo jak widzisz chocby po moim przypadku, to One najmniej sie w takich wypadkach Nami interesuja. gdyby to sie tak zaczelo jak praktycznie sie skonczylo u mnie, to bym chyba dostal pier.....a, wiedzac ze na to nawet tesciowa przyzwala "przymykajac" oko.
Reality show dwa swiaty... i czego chciec wiecej ![]()
Hej Chłopaki!
Pisałam swego czasu pod 36 -tką, nie wiem czy Bags mnie pamięta?
Dziś też mam chyba gorszy dzień. U mnie widmo rozwodu, mam nawet termin pierwszej sprawy. Złożony oczywiście przez Ślubnego.
Tylko chłopaki nie wiem co robić. Orzekać o winie czy opuścić.
Jakaś jestem ostatnio wku....., coś mnie doły łapią a było już nieźle.
Hej Chłopaki!
Pisałam swego czasu pod 36 -tką, nie wiem czy Bags mnie pamięta?
Dziś też mam chyba gorszy dzień. U mnie widmo rozwodu, mam nawet termin pierwszej sprawy. Złożony oczywiście przez Ślubnego.
Tylko chłopaki nie wiem co robić. Orzekać o winie czy opuścić.
Jakaś jestem ostatnio wku....., coś mnie doły łapią a było już nieźle.
Witaj...
Pamieta, pamieta. Pora wrocic i zameldowac sie na stare wlosci ![]()
Woytek cos dla Ciebie na pokrzepienie serca http://www.netkobiety.pl/t14436.html
milej lektury, bo ja od tego praktycznie zaczynalem swoja walke. miedzy wierszami znajdziesz sporo wskazowek.
Hej Chłopaki!
Pisałam swego czasu pod 36 -tką, nie wiem czy Bags mnie pamięta?
Dziś też mam chyba gorszy dzień. U mnie widmo rozwodu, mam nawet termin pierwszej sprawy. Złożony oczywiście przez Ślubnego.
Tylko chłopaki nie wiem co robić. Orzekać o winie czy opuścić.Jakaś jestem ostatnio wku....., coś mnie doły łapią a było już nieźle.
Czesc Ewa,
w sprawie rozwodu to Ci nie pomoge, bo nie oreintowalem sie w tym jeszcze. Spokojnie musisz sobie przemyslec wszystko i najlepiej skonsultowac z adwokatem jakims, on przedstawi wszystkie za i przeciw.
na pewno przy rozprawie bez orzekania o winie nie pierze sie tyle brodow co w inym wypadku.
Ja czekam na ruch zony az to ona zlozy pozew, chociaz caly czas jeszcze mam nadzieje ze do tego nie dojdzie i ze sie opamieta z tego amoku, ktora ja ogarnal i pewnie z tego tez wynika moj dzisiejszy podly nastroj.
Ja bym chcial byc na nia wku...iony bo pewnie by mi szybciej przeszlo.
Jak sobie radzilas z rozstaniem?
p.s.
dlugo jestes po rozstaniu? jak dlugo sie czeka na pierwsza sprawe w sadzie?
ewaonet@onet.pl napisał/a:Hej Chłopaki!
Pisałam swego czasu pod 36 -tką, nie wiem czy Bags mnie pamięta?
Dziś też mam chyba gorszy dzień. U mnie widmo rozwodu, mam nawet termin pierwszej sprawy. Złożony oczywiście przez Ślubnego.
Tylko chłopaki nie wiem co robić. Orzekać o winie czy opuścić.
Jakaś jestem ostatnio wku....., coś mnie doły łapią a było już nieźle.Witaj...
Pamieta, pamieta. Pora wrocic i zameldowac sie na stare wlosciWoytek cos dla Ciebie na pokrzepienie serca http://www.netkobiety.pl/t14436.html
milej lektury, bo ja od tego praktycznie zaczynalem swoja walke. miedzy wierszami znajdziesz sporo wskazowek.
Dzieki bags za ten link, czytam dopiero poczatek a juz jestem przerazony podobienstwem do mojej sytuacji. U mnie moze to az tak tragicznie nie wygladalo, ale tez czulem sie nie rozumiany, tez wszystko bylo moja wina ze nic mi sie nie podoba, ze na nic nie mam ochoty, ze wiecznie marudze,... ale teraz zaczynam rozumiec (przeraza mnie to) ze to nie ze mna byl problem i ze nie mialem pozwolic sobie na takie upodlenie i wmowienie mi poczucia winy..... straszne...
To juz przeszlo tydzien od ostatniego kontaktu (chociaz nie za bardzo milego).
Od tej pory zero telefonow, smsow, nic, jakbysmy sie nie znali....
Moze to i lepiej .... chociaz boli wciaz tak samo ....
To sa wlasnie te dwa swiaty... kto do kogo pierwszy reke wyciagnie.
Ty juz wiesz o co kaman a partnerka wszystkie pomyje by wylewala na Ciebie, bo to Ty jestes taki piiiiiiiiiiii.
Chore jest to wszystko i niestety My na tym cierpimy najbardziej, choc tak nie powinno byc. A jednak... druga strona "uwaza" inaczej.
http://www.spotkaniamalzenskie.pl/pl/kryzys-malzenski/kto-kogo-pierwszy-przeprosi
Woytek
Uwierz mi, że bez kontaktu jest lepiej. Jak jest kontakt, a wiadomo, że nic z tego nie będzie cierpimy jeszcze bardziej. Wtedy przeżywamy każde słowo napisane przez drugą osobę, zastanawiamy się, wymyślamy sobie różne historie, a najgorsze, że rozkopujemy rany na nowo. Lepiej przeczekać w milczeniu ten najgorszy pierwszy etap po rozstaniu...
Woytek
Uwierz mi, że bez kontaktu jest lepiej. Jak jest kontakt, a wiadomo, że nic z tego nie będzie cierpimy jeszcze bardziej. Wtedy przeżywamy każde słowo napisane przez drugą osobę, zastanawiamy się, wymyślamy sobie różne historie, a najgorsze, że rozkopujemy rany na nowo. Lepiej przeczekać w milczeniu ten najgorszy pierwszy etap po rozstaniu...
Chcialbym w to wierzyc. Ale jest jeszcze jej coreczka i chociaz nie jestem jej ojcem chcialbym miec z nia jakis kontakt bo pokochalem to dziecko jak swoje. Tylko po ostatniej rozmowie z zona to nie wiem czy mam zabiegac o spotkania z nia, czy nie. .
35 2013-03-06 16:48:20 Ostatnio edytowany przez S.. (2013-03-06 16:49:19)
Ehh.....ciężka sprawa. Ale patrząc na to racjonalnie, jęsli ta kobieta nie chce już z Tobą być...to nie wiem czy pozwoli Ci na kontakt z dzieckiem. Jest to cholernie nie sprawiedliwe i brutalne...zwłaszcza, że to jest dziecko, które może wielu rzeczy nie rozumieć...nie wiem co jest dobre w tej sytuacji...ale nie można robić dziecku wody z mózgu...że raz jesteś, a raz Ciebie nie ma. Nie jest to Twoja wina...ale trzeba pomyśleć jak Twoje i Twojej byłej partnerki decyzje wpłyną na dobro dziecka...
Ehh.....ciężka sprawa. Ale patrząc na to racjonalnie, jęsli ta kobieta nie chce już z Tobą być...to nie wiem czy pozwoli Ci na kontakt z dzieckiem. Jest to cholernie nie sprawiedliwe i brutalne...zwłaszcza, że to jest dziecko, które może wielu rzeczy nie rozumieć...nie wiem co jest dobre w tej sytuacji...ale nie można robić dziecku wody z mózgu...że raz jesteś, a raz Ciebie nie ma. Nie jest to Twoja wina...ale trzeba pomyśleć jak Twoje i Twojej byłej partnerki decyzje wpłyną na dobro dziecka...
Musze wytrzymac, musze, juz raz sobie poradzielm wiec i tym razem sie uda ...
Ja wiem na 100%, że tylko całkowity brak kontaktu mnie może wyzwolić. Nic więcej. Czas i brak kontaktu.
Wojtek!
Sorki, że dopiero się odzywam. Jak chcesz dam Ci priv i odpowiem Ci na Twoje pytania. Nie chcę tak publicznie sie wypowiadać.
Chętnie podzielę się z Tobą swoimi przeżyciami.
Wiem co czujesz. To jest okrutne uczucie, ale uwierz wszystko przetrwasz. Musisz być silny i nie poddawać się.
Pamiętaj będzie dobrze, z nią czy bez ale będzie. Potrzebujesz tylko czasu!
Wojtek!
Sorki, że dopiero się odzywam. Jak chcesz dam Ci priv i odpowiem Ci na Twoje pytania. Nie chcę tak publicznie sie wypowiadać.
Chętnie podzielę się z Tobą swoimi przeżyciami.
Wiem co czujesz. To jest okrutne uczucie, ale uwierz wszystko przetrwasz. Musisz być silny i nie poddawać się.
Pamiętaj będzie dobrze, z nią czy bez ale będzie. Potrzebujesz tylko czasu!
Dawaj Ewa na priv! thx:)
40 2013-03-12 21:10:36 Ostatnio edytowany przez woytek (2013-03-12 21:11:57)
2 tygodnie bez kontaktu z moja zona (a mieszkamy od siebie jakies 700 metrow).
Ale mam dylemat czy chciec sie widywac z jej dzieckiem? Tesknie za ta mala kruszyna bo w sumie wychowywalem ja i sie opiekowalem nia przez kilka lat, zblizaja sie swieta, kupic cos malej i isc do niej z prezentem? Musze to wszystko przemyslec.
Osobiscie jakos nie mam ochoty widziec sie z zona bo pewnie sie to skonczy klotnia i atakami z jej strony, a jak bede chcial spokojnie pogadac to albo nie bedzie wogole chciala gadac albo bedzie mnie olewac, a ja nie mam zamiaru dawac sie ponizac.
pozdrowka!
Chodze do psychologa, namawialem zone zeby poszla ze mna na terapie malzenska, ale ona nie chce o tym slyszec.
Zdaje sie ze jedynym wyjsciem jest rozwod, ona powiedziala ze jzu jest tego pewna ze chce rozwodu, no coz, czekam na pozew. Pytalem ja co napisze w pozwie - to powiediala ze prawde, tylko ciekawe jaka prawde? z
Nie mieszkamy razem od 5-ciu tygodni, nie widujemy sie, 3 razy widzialem sie z jej coreczka (nie wiem czy pozwoli mi na dalsze kontakty z jej dzieckiem, ja nie mam do niej zadnych praw rodzicielskich)
Jak to powidziala jestem dla niej kretynem, smieciem i zerem, to takie najlagodniejsze okreslenia.
Będzie banalnie... kto kogo przezywa sam się tak...
Przeczytałam o manipulacji, o wpędzaniu Ciebie w poczucie winy, o przemocy, o upokorzeniu i o żalu.
Nie widzę żadnych przeszkód żebyś starał się o kontakt z małą. Jeśli mieliście dobry kontakt to jest żal.
Czy ja nie czytałam kiedyś Twojego postu o imprezie w przedszkolu? Jeśli to pomyłka, nie było pytania.
Kurcze, jak czytam, że kochający człowiek czeka, jest w stanie wiele poświęcić, wiele znieść, uwierzyć we wsztystko, żeby tylko być w szczęśliwym związku z kimś kogo kocha to myślę o grupie kobiet kochających za bardzo:)
Wiesz co wyczytałam z Twoich opisów?
Że Ona nie chce. Nie jesteś w stanie zachcieć za nią ani sprawić, że ona zachce.
Były porady o wyjeździe, wynajmie. Ona nie chce. Nie zmienisz tego. Ale możesz zmienić siebie.
Wiem, że kochasz. Otw?rz jednak oczy i zobacz. Nie usprawiedliwiaj jej, popatrz realnie. Ile razy swoim zachowaniem sprawiła, że czułeś się źle? Jak się wtedy czułeś? Czy warto czuć to znowu?
Jak tam po rozmowie?
Czy ja nie czytałam kiedyś Twojego postu o imprezie w przedszkolu? Jeśli to pomyłka, nie było pytania.
Hm...
Czy to nie czasem chodzi o pania psycholog z przedszkola "zaprojektowana by cieszyc" co sie przystawiala do ojca dziecka??
Jesli tak to nie Woytek a kto inny i wzmianka chyba jest u Fluffiego o tym.
hm... napisał/a:Czy ja nie czytałam kiedyś Twojego postu o imprezie w przedszkolu? Jeśli to pomyłka, nie było pytania.
Hm...
Czy to nie czasem chodzi o pania psycholog z przedszkola "zaprojektowana by cieszyc" co sie przystawiala do ojca dziecka??
Jesli tak to nie Woytek a kto inny i wzmianka chyba jest u Fluffiego o tym.
Tak, tak, już wiem:)
Czesc!
Widze ze moj watek ozyl na nowo, fajnie ![]()
Hm... - dzieki za slowa otuchy
Rozmowa miala byc wczoraj, miala byc a nie bylo, jak zwykle miala wazniejsze sprawy. Zaproponowala zeby porozmawiac dzisiaj, ale czas i miejsce wydaly mi sie malo atrakcyjne i w sumie to nie zdecydowalem sie jeszcze. Proponowala zeby sie spotkac i pojechac do jakiejs restauracji po poludniu, ale ja za bardzo nie chce rozmawiac o naszym wspolnym zyciu w miejscu publicznym, zaproponowalem jej zeby spotkac sie u niej w mieszkaniu wieczorem, jak mala zasnie i wtedy bedziemy mieli czas tylko dla siebie, oczywiscie byly wykrety ze ona czesto z mala zasypia, itd..., i pytanie dlaczego mi tak zelzyc zeby do niej przyjsc?? nic jej nie powiedzialem, wkurzyla mnie tym i jakos odechcialo mi sie z nia rozmawiac, bo jej podejscie do tego jest takie samo jak do calego malzenstwa - olewajace.
Poza tym ta rozmowa i tak nic nie zmieni, nie zdolam jej przekonac zeby dac sobie szanse, na rozwodzie jej zalezy wiec niech dziala w tym temacie.
46 2013-04-19 13:53:34 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-19 13:55:46)
Rozmowa miala byc wczoraj, miala byc a nie bylo, jak zwykle miala wazniejsze sprawy.
Jak nie wiadomo o co chodzi, bo jest "cos" wazniejszego, to wiadomo, ze chodzi o... no wiesz. Jest ktos trzeci.
Niemalze standard, bo ja mialem ten sam wykret u swojej, ze jest "zapracowana" w domowym obejsciu i nie moze sie spotkac na neutralnym gruncie czy w restauracji.
Proponowala zeby sie spotkac i pojechac do jakiejs restauracji po poludniu
Taa prac brudy w miejscu publicznym aby potem obcy ludzie patrzyli na Ciebie z byka, bo jestes wyszczekany "damski bokser".
zaproponowalem jej zeby spotkac sie u niej w mieszkaniu wieczorem, jak mala zasnie i wtedy bedziemy mieli czas tylko dla siebie
Nie Woytek, tu Cie znowu sprostuje. Nie rozmawiaj z Nia nawet w domu, bo nawet takie "miejsce publiczne" ma uszy.
oczywiscie byly wykrety ze ona czesto z mala zasypia, itd..., i pytanie dlaczego mi tak zelzyc zeby do niej przyjsc??
Z mala czy z "malym"??? Zagadka do rozwiklania dla Sherlocka Holmesa.
Trzeba bylo powiedziec, ze chcesz poznac opinie malej o nowym "wujku" (przyp. 52 Debiec "gniew" bez cenzury do posluchania dla Ciebie na yt).
jej podejscie do tego jest takie samo jak do calego malzenstwa - olewajace.
Poza tym ta rozmowa i tak nic nie zmieni, nie zdolam jej przekonac zeby dac sobie szanse, na rozwodzie jej zalezy wiec niech dziala w tym temacie.
Wyzszosc kochanka nad wartoscia sakramentu jak ze slawetnym powiedzeniem o wyzszosci swiat wielkiej nocy nad swietami Bozego Narodzenia. Normalka, bo "Obi tak to robi, ze wszystko staje sie jasne".
Woytek moja dobra rada "kserowana" specjality for You od moich specjalistycznych doradcow w tej materii:
Warunki o rozmowie dyktujesz tylko i wylacznie Ty i tylko na neutralnym gruncie, a jesli juz tak bardzo jej zalezy na "plotach przy kawie" z Toba w restauracji, to i tak trzymasz sie jednej zelaznej zasady - idziemy na terapie. Pozostale tematy miedzy jednym a drugim spotkaniem terapeutycznym.
Rozmowa schodzi na boczny tor, to prostujesz o sprawe terapii i nie ma innych zastepczych "tematow". Jak niema konkretow z jej strony o terapii, to czapeczka, kurteczka i wychodzisz. Zonk jest u niej murowany, bo chcialaby pogadac z Toba o dupie marynie a tu lipa i "wolny sluchacz" sie ulotnil.
Czas na takie rozmowy minal np. przed sylwestrem i to se ne vrati.
Terapia albo rozwod i niech wybiera. Jak sie juz znudzisz tym cyrkiem, to sam zloz papiery bez orzekania o winie. Po co masz placic za caly "bilet" cyrkowego przedstawienia w sadzie - jakies 600,-.
Czesc!
Widze ze moj watek ozyl na nowo, fajnie
Hm... - dzieki za slowa otuchy
Rozmowa miala byc wczoraj, miala byc a nie bylo, jak zwykle miala wazniejsze sprawy. Zaproponowala zeby porozmawiac dzisiaj, ale czas i miejsce wydaly mi sie malo atrakcyjne i w sumie to nie zdecydowalem sie jeszcze. Proponowala zeby sie spotkac i pojechac do jakiejs restauracji po poludniu, ale ja za bardzo nie chce rozmawiac o naszym wspolnym zyciu w miejscu publicznym, zaproponowalem jej zeby spotkac sie u niej w mieszkaniu wieczorem, jak mala zasnie i wtedy bedziemy mieli czas tylko dla siebie, oczywiscie byly wykrety ze ona czesto z mala zasypia, itd..., i pytanie dlaczego mi tak zelzyc zeby do niej przyjsc?? nic jej nie powiedzialem, wkurzyla mnie tym i jakos odechcialo mi sie z nia rozmawiac, bo jej podejscie do tego jest takie samo jak do calego malzenstwa - olewajace.
Poza tym ta rozmowa i tak nic nie zmieni, nie zdolam jej przekonac zeby dac sobie szanse, na rozwodzie jej zalezy wiec niech dziala w tym temacie.
Pierwsza rzecz to to co najtrudniejsze, czyli uświadomienie, że ona nie podziela Twojego podejścia do sprawy. I znów na pierwszy plan wysuwa się to, że nie chce. Jak się spotkać to byle tylko w miejscu publicznym, na gruncie neutralnym. ?..
Ja takie zachowanie odbieram jako ucieczkę i chęć ukrycia czegoś.
Nie zmusisz jej nijak żeby zachciała.
Możesz się postarać o orzekanie o winie jeśli chcesz i dojdziesz do tego o co chodzi.
Wiem, że mnóstwo w Tobie teraz emocji i złość. Wiem, że to trudne.
Pamiętaj, że wpływ masz tylko na siebie.
W kwestii przysięgi...
Miej do siebie szacunek. To, że ktoś go nie ma do Ciebie nie oznacza, że na niego nie zasługujesz.
Bagsiu, podejrzewam, że ona błędu nie widzi swojego, skoro o wszystko obwinia Woytka. No i nie dość, że go nie widzi to nie chce.
Bagsiu, podejrzewam, że ona błędu nie widzi swojego, skoro o wszystko obwinia Woytka. No i nie dość, że go nie widzi to nie chce.
Dokladnie, bo to wymaga nie lada wysilku intelektualnego, co grozi w poczatkowej fazie procesu zwarciem zwoi mozgowych w procesorze czterordzeniowym pod czuprynka. Nie przestawieniem a zwarciem.
hm... napisał/a:Bagsiu, podejrzewam, że ona błędu nie widzi swojego, skoro o wszystko obwinia Woytka. No i nie dość, że go nie widzi to nie chce.
Dokladnie, bo to wymaga nie lada wysilku intelektualnego, co grozi w poczatkowej fazie procesu zwarciem zwoi mozgowych w procesorze czterordzeniowym pod czuprynka. Nie przestawieniem a zwarciem.
Bagsiu, ale nie można nikogo zmuszać. Jak ktoś nie chce to i zwierał nie będzie i powodu działania nie zrozumie:)
Bagsiu: to jakie miejsce proponujesz na takie spotkanie?
Czy ja dobrze rozumiem? podczas rozmowy praktycznie o sprawach rozwodowych mam jej zaproponowac terapie? ona mnie wysmieje przeciez, bo jej na malzenstwie juz nie zalezy.
Bagsiu: to jakie miejsce proponujesz na takie spotkanie?
Czy ja dobrze rozumiem? podczas rozmowy praktycznie o sprawach rozwodowych mam jej zaproponowac terapie? ona mnie wysmieje przeciez, bo jej na malzenstwie juz nie zalezy.
Jeśli podjęła już decyzję i wykręca się z rozmów i kontaktu to...
53 2013-04-19 20:08:45 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-19 20:11:19)
Takie gdzie bedziecie sami. a spotkanie w restauracji, to w ostatecznosci gdy ona zechce(?) come back
. Gada o rozwodzie to ty wturujesz "robta co chceta" i wylapujesz kfiatki
o Twojej "winie". Rozmawia pojednawczo, to "im sorry, but we must going only to marriage therapy. Do You understand?" ![]()
Szans na pojednanie - no raczej!!! - nie ma, ale byc przezornym w razie "w" to zawsze.
http://www.youtube.com/watch?v=1oITqtIc43s ![]()
Takie gdzie bedziecie sami. a spotkanie w restauracji, to w ostatecznosci gdy ona zechce(?) come back
. Gada o rozwodzie to ty wturujesz "robta co chceta" i wylapujesz kfiatki
o Twojej "winie". Rozmawia pojednawczo, to "im sorry, but we must going only to marriage therapy. Do You understand?"
Szans na pojednanie - no raczej!!! - nie ma, ale byc przezornym w razie "w" to zawsze.
http://www.youtube.com/watch?v=1oITqtIc43s
A ja bym była okrutna i wszczęła śledztwo.
Spotkanie to chyba nie ma sensu.
A tak w zasadzie to co ona może w tej restauracji wyczyniać?
hm...: chyba masz racje, dochodza mnie coraz to nowe sluchy o tym co moja jeszcze zona wyczynia i z kim!!
Sledztwa robic nie zamierzam, tak czy siak, predzej czy pozniej sie dowiem tego i owego, na detektywa szkoda kasy ![]()
Powiem Wam, ze nie chce mi sie z nia gadac, nie chce mi sie jej ogladac, bo chyba bym sie pozygal na jej widok i jak bym sobie pomyslal ze ona z tym typem...... Ponoc slodza sobie jak dwie zakochane papuzki (jakiez to urocze, nieprawdaz?).
Powiedzcie tylko mi: jak mozna byc takim do cna perfidnym i zaklamanym czlowiekiem? Jak mozna tak klamac w zywe oczy?
To jest to czego nie potrafie pojac w tym wszystkim.
56 2013-04-22 11:24:25 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-22 11:25:18)
Witaj...
ten "serwis informacyjny" jeszcze dlugo nie ucichnie, dopoki chyba sam niepodejmiesz sie linii obrony siebie, ze "ja nie mam zony, mialem ale nie mam".
Powiedzcie tylko mi: jak mozna byc takim do cna perfidnym i zaklamanym czlowiekiem? Jak mozna tak klamac w zywe oczy?
To jest to czego nie potrafie pojac w tym wszystkim.
To sa jedne z wielu pytan, na ktore ludzie szukaja odpowiedzi nie tylko z tego forum.
Odpowiedzia najprostsza jest chyba to, ze "mozna". A jak? Tak jak widac i slychac od informatorow - bez urazy - u Ciebie na zalaczonych obrazkach.
Ale jednak najlepiej jest byc pierwszorzednym oryginalem siebie niez nieudana kopia kogos. Kogos takiego jak - az wstyd to mowic - Nasi partnerzy.
I pararazujac tekst z filmu "sila spokoju", ze "najtrudniej jest kochac tych, ktorzy najbardziej tego potrzebuja", to jak widac oni najbardzej potrzebuja szukac tego "substytutu" milosci w ramionach innych, zamiast doszukiwac sie go tam, gdzie jest jego oryginal.
Witaj...
ten "serwis informacyjny" jeszcze dlugo nie ucichnie, dopoki chyba sam niepodejmiesz sie linii obrony siebie, ze "ja nie mam zony, mialem ale nie mam".woytek napisał/a:Powiedzcie tylko mi: jak mozna byc takim do cna perfidnym i zaklamanym czlowiekiem? Jak mozna tak klamac w zywe oczy?
To jest to czego nie potrafie pojac w tym wszystkim.To sa jedne z wielu pytan, na ktore ludzie szukaja odpowiedzi nie tylko z tego forum.
Odpowiedzia najprostsza jest chyba to, ze "mozna". A jak? Tak jak widac i slychac od informatorow - bez urazy - u Ciebie na zalaczonych obrazkach.
Ale jednak najlepiej jest byc pierwszorzednym oryginalem siebie niez nieudana kopia kogos. Kogos takiego jak - az wstyd to mowic - Nasi partnerzy.
I pararazujac tekst z filmu "sila spokoju", ze "najtrudniej jest kochac tych, ktorzy najbardziej tego potrzebuja", to jak widac oni najbardzej potrzebuja szukac tego "substytutu" milosci w ramionach innych, zamiast doszukiwac sie go tam, gdzie jest jego oryginal.
Bagsiu, widzę, że żal w sercu pozostał. Tylko widzisz, po co siebie ranić w ten sposób. Niektórych cieszą podróby. Dla niekt?rych co innego jest lepsze. Po co to analizować?
Ja bym Woytku z orzekaniem o winie, paru świadk?w i po sprawie. Po to żeby udowodnić jaka jest zakłamana, żeby pokazać, że wiesz.
58 2013-04-22 21:52:43 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-04-22 21:53:08)
bags napisał/a:Witaj...
ten "serwis informacyjny" jeszcze dlugo nie ucichnie, dopoki chyba sam niepodejmiesz sie linii obrony siebie, ze "ja nie mam zony, mialem ale nie mam".woytek napisał/a:Powiedzcie tylko mi: jak mozna byc takim do cna perfidnym i zaklamanym czlowiekiem? Jak mozna tak klamac w zywe oczy?
To jest to czego nie potrafie pojac w tym wszystkim.To sa jedne z wielu pytan, na ktore ludzie szukaja odpowiedzi nie tylko z tego forum.
Odpowiedzia najprostsza jest chyba to, ze "mozna". A jak? Tak jak widac i slychac od informatorow - bez urazy - u Ciebie na zalaczonych obrazkach.
Ale jednak najlepiej jest byc pierwszorzednym oryginalem siebie niez nieudana kopia kogos. Kogos takiego jak - az wstyd to mowic - Nasi partnerzy.
I pararazujac tekst z filmu "sila spokoju", ze "najtrudniej jest kochac tych, ktorzy najbardziej tego potrzebuja", to jak widac oni najbardzej potrzebuja szukac tego "substytutu" milosci w ramionach innych, zamiast doszukiwac sie go tam, gdzie jest jego oryginal.Bagsiu, widzę, że żal w sercu pozostał. Tylko widzisz, po co siebie ranić w ten sposób. Niektórych cieszą podróby. Dla niekt?rych co innego jest lepsze. Po co to analizować?
Ja bym Woytku z orzekaniem o winie, paru świadk?w i po sprawie. Po to żeby udowodnić jaka jest zakłamana, żeby pokazać, że wiesz.
Woytek - chcesz spokoju ducha, chcesz wyjść czysty z tego syfu, chcesz wyjść z klasą i na poziomie, a przede wszystkim - chcesz dać swojej kobiecie mozliwość wywalenia się na swoich błędach - odpuść sobie orzekania o winie. Dam Ci dobrą radę-nie orzekaj o winie. Zrób to dla siebie. Może teraz tego nie rozumiesz, ale gwarantuję CI, że zrozumiesz po kilku miesiącach. Nie udowadniaj nikomu winy, bo to Ci nic nie da, poza chwilową satysfakcją. Ale pozorną satysfakcją.
hm... napisał/a:bags napisał/a:Witaj...
ten "serwis informacyjny" jeszcze dlugo nie ucichnie, dopoki chyba sam niepodejmiesz sie linii obrony siebie, ze "ja nie mam zony, mialem ale nie mam".To sa jedne z wielu pytan, na ktore ludzie szukaja odpowiedzi nie tylko z tego forum.
Odpowiedzia najprostsza jest chyba to, ze "mozna". A jak? Tak jak widac i slychac od informatorow - bez urazy - u Ciebie na zalaczonych obrazkach.
Ale jednak najlepiej jest byc pierwszorzednym oryginalem siebie niez nieudana kopia kogos. Kogos takiego jak - az wstyd to mowic - Nasi partnerzy.
I pararazujac tekst z filmu "sila spokoju", ze "najtrudniej jest kochac tych, ktorzy najbardziej tego potrzebuja", to jak widac oni najbardzej potrzebuja szukac tego "substytutu" milosci w ramionach innych, zamiast doszukiwac sie go tam, gdzie jest jego oryginal.Bagsiu, widzę, że żal w sercu pozostał. Tylko widzisz, po co siebie ranić w ten sposób. Niektórych cieszą podróby. Dla niekt?rych co innego jest lepsze. Po co to analizować?
Ja bym Woytku z orzekaniem o winie, paru świadk?w i po sprawie. Po to żeby udowodnić jaka jest zakłamana, żeby pokazać, że wiesz.
Woytek - chcesz spokoju ducha, chcesz wyjść czysty z tego syfu, chcesz wyjść z klasą i na poziomie, a przede wszystkim - chcesz dać swojej kobiecie mozliwość wywalenia się na swoich błędach - odpuść sobie orzekania o winie. Dam Ci dobrą radę-nie orzekaj o winie. Zrób to dla siebie. Może teraz tego nie rozumiesz, ale gwarantuję CI, że zrozumiesz po kilku miesiącach. Nie udowadniaj nikomu winy, bo to Ci nic nie da, poza chwilową satysfakcją. Ale pozorną satysfakcją.
Ja uważam, że Woytek winę powinien żonie udowodnić jednak.
Ale nie trzeba. Czasemnie warto po prostu. Sam zadecyduje najlepiej. Tutaj wydaje mi się, że małżonka z sibie ofiarę zachce zrobić, a z Woytka winnego jak dotychczas. Kurcze, a jakby jej tak się postawić i wyjechać. Tylko, że i to nic nie da.
Bagsiu, widzę, że żal w sercu pozostał. Tylko widzisz, po co siebie ranić w ten sposób. Niektórych cieszą podróby. Dla niekt?rych co innego jest lepsze. Po co to analizować?
"najtrudniej jest kochac tych, ktorzy najbardziej tego potrzebuja"
Jak moge kochac dalej kogos po zdradzie, gdzie sam tego nie akceptuje i nie toleruje???
A jesli juz to nie zal a sentyment do pewnych sytuacji i spraw. Ty zapewne tez takowe masz.
Zalowac to bym moze i mogl, gdybym te kilka dobrych miesiecy siedzal na d i nic nie zrobil w swojej zwiazkowej sprawie.
A tak czego mam zalowac? niedojrzalosci emocjonalnej u - o zgrozo - doroslego czlowieka, kobiety? pozbawienia sie czegos takiego jak uczuc wyzszych?
Czy moze tego, ze zakladajac nowa rodzine odlaczylem sie, wroc, odcialem pepowine od swoich?
Ne jestem kopia zony ani tym bardziej tesciowej i nie dalem sie na ta modle przerobic.
Fevers napisał/a:hm... napisał/a:Bagsiu, widzę, że żal w sercu pozostał. Tylko widzisz, po co siebie ranić w ten sposób. Niektórych cieszą podróby. Dla niekt?rych co innego jest lepsze. Po co to analizować?
Ja bym Woytku z orzekaniem o winie, paru świadk?w i po sprawie. Po to żeby udowodnić jaka jest zakłamana, żeby pokazać, że wiesz.
Woytek - chcesz spokoju ducha, chcesz wyjść czysty z tego syfu, chcesz wyjść z klasą i na poziomie, a przede wszystkim - chcesz dać swojej kobiecie mozliwość wywalenia się na swoich błędach - odpuść sobie orzekania o winie. Dam Ci dobrą radę-nie orzekaj o winie. Zrób to dla siebie. Może teraz tego nie rozumiesz, ale gwarantuję CI, że zrozumiesz po kilku miesiącach. Nie udowadniaj nikomu winy, bo to Ci nic nie da, poza chwilową satysfakcją. Ale pozorną satysfakcją.
Ja uważam, że Woytek winę powinien żonie udowodnić jednak.
Ale nie trzeba. Czasemnie warto po prostu. Sam zadecyduje najlepiej. Tutaj wydaje mi się, że małżonka z sibie ofiarę zachce zrobić, a z Woytka winnego jak dotychczas. Kurcze, a jakby jej tak się postawić i wyjechać. Tylko, że i to nic nie da.
Rozwód z orzekaniem o winie tylko Woytka bardziej zrani, bo jego kobieta może pokazać takie oblicze swojej osoby, na spojrzenie w które nie jest gotowy. Wiem to po sobie. W orzekaniu winy nie ma zwycięzców. Są tylko wygrani. A nawet wygrany kończy na kolanach. Większą przysługę sobie zrobi, jeśli odpuści orzekanie i udowadnianie winy. Szybciej dojdzie do siebie, a przede wszystkim - wyjdzie z honorem przed sobą. A jego kobieta po jakimś czasie bardziej poczuje swój przewał.
62 2013-04-22 22:16:08 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-04-22 22:22:22)
Bags, Ja nie wiem czego. Może tego, że nie zostałeś doceniony i uszanowany mimo swej dobroci, wyrozumiałości, mimo swoich wartości i swojego podejścia. Przetrawiłeś to już?
Ty bags, Ona karaluch. Nie staraj się jej zrozumieć.
hm... napisał/a:Fevers napisał/a:Woytek - chcesz spokoju ducha, chcesz wyjść czysty z tego syfu, chcesz wyjść z klasą i na poziomie, a przede wszystkim - chcesz dać swojej kobiecie mozliwość wywalenia się na swoich błędach - odpuść sobie orzekania o winie. Dam Ci dobrą radę-nie orzekaj o winie. Zrób to dla siebie. Może teraz tego nie rozumiesz, ale gwarantuję CI, że zrozumiesz po kilku miesiącach. Nie udowadniaj nikomu winy, bo to Ci nic nie da, poza chwilową satysfakcją. Ale pozorną satysfakcją.
Ja uważam, że Woytek winę powinien żonie udowodnić jednak.
Ale nie trzeba. Czasemnie warto po prostu. Sam zadecyduje najlepiej. Tutaj wydaje mi się, że małżonka z sibie ofiarę zachce zrobić, a z Woytka winnego jak dotychczas. Kurcze, a jakby jej tak się postawić i wyjechać. Tylko, że i to nic nie da.Rozwód z orzekaniem o winie tylko Woytka bardziej zrani, bo jego kobieta może pokazać takie oblicze swojej osoby, na spojrzenie w które nie jest gotowy. Wiem to po sobie. W orzekaniu winy nie ma zwycięzców. Są tylko wygrani. A nawet wygrany kończy na kolanach. Większą przysługę sobie zrobi, jeśli odpuści orzekanie i udowadnianie winy. Szybciej dojdzie do siebie, a przede wszystkim - wyjdzie z honorem przed sobą. A jego kobieta po jakimś czasie bardziej poczuje swój przewał.
Możesz mieć rację. Ja wywalczyłam na czym mi zależało, winę odpuściłam. Nikogo z przeświadczenia błędnego wyprowadzać nie zamierzam, i i tak by mi się to nie udało. W sumie jakieś tam niemiłe doświadczenia też były.
Ale wiem, że niektóre osoby tdgo udowodnienia potrzebują.
64 2013-04-22 22:38:55 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-22 22:41:33)
Hm... to przetrawienie juz dawno mam za soba.
Rozkminka ktora kiedys tu gosciowi napisalem, bo tez dumal jak to podejsc, orzekac czy spuscic z woda w kiblu:
Co Ci to da, ze masz niewiele sobie do zarzucenia a cala eskadre tirow w postaci winy zony za rozpad Waszego malzenstwa masz na nia jak tego przyslowiowego asa w rekawie?
Ja tez przerabiam - juz co prawda na finale - potwornego toksyka, gdzie zona ma na mnie takie "haki" do sprawy w sadzie, ze cala swiatowa stadnina koni przed wyscigiem na Sluzewcu by parskala smiechem do upadlego przez dlugie lata.
Mam pelna swiadomosc tego, ze nie tyle sam, co dobry adokat nawet z urzedu - by nie placic za niego i bezsensowne "dochodzenia" bieglych i caly pozostaly cyrk - by mnie wybronil i zrobil z tego "wykladu" zony pierwszorzedny kabaret a ja osmieszyl do ostatniej nitki przed sedzia.
Tylko pozostaje fundamentalne pytanie: po kiego grzyba ja mam ponosic finansowe konsekwencje za glupote zony sterowanej przez tesciowa i ich ferajne??? Bo wystarczy ze trafie na sedzine trzymajaca twardo strone kobiet i jest po ptokach a potem "placz i plac".
Szczerze Ci mowie, ze poczynajac ten krok w postaci wytoczenia ciezkiej artylerii przeciwko zonie, kopiesz sie z koniem, o ktorego zwrotnej sile razenia nie masz jeszcze zielonego pojecia w odniesieniu do tego, do czego taka kategoria osob jest zdolna. Po co sie kopac z takim koniem, lepiej od razu stadnine zmiennic.
Zakladajac, ze siadziemy przy piwku tylko we dwoje i pogadam z Toba konkretnie o tym toksycznym temacie i jego tajemnicach, to daje Ci 2h i powyrywasz wszystkie wlosy z glowy, zbledniesz bardziej niz wyprana w wizirze biala koszula przez Z. Hajzera i nie wstaniesz o wlasnych silach z krzesla lub hokera przy barze przez conajmniej tydzien.
Twoja zona z tesciowa maja wizje szklanych domow z jakims tam ksieciem na bialym koniu. Ale to Ty masz klucze do tych domow w kieszeni. Za jakis czas One dalej - razem w swoim zwiazku - beda marzyc o tych apartamentowcach, zas Ty - bedziesz w nich mieszkal z nowa, fantastyczna rodzina i cala "stadnina" w postaci dzieci.
Jesli mozesz to odpusc sobie walke, chce rozwodu, to niech startuje sama lub Ty zloz i trzymaj sie opcji bez orzekania o winie. Odejdziesz z klasa a potem to Ona zaplacze za Toba, tym co miala i co stracila decydujac sie na rozwod. Ty tej pepowiny nie przetniesz, Ona sama musi to zrobic. a pozniejsze konsekwencje przejrzenia na oczy dla niej beda katoastrofa na calej lini... z rozwodem to do kwadratu. A dlaczego to juz doczytasz sie w moim watku.
Jest takie niepisane prawo, ze gdy facet rzuca kobiete, to ona sie na nim msci, jesli jest odwrotnie - ona jest z siebie dumna... czy aby na pewno???
spokojnie, mi na orzekaniu o winie zony nie zalezy. Wystarczy mi to co wiem, co przeszedlem i to co wiedza inni. Teraz tylko dojsc z tym do ladu, wyluzowac sie i podjac te ostatnie wyzwanie. Ale dzieki za rady i wsparcie!