W filmach zdrada jest normalna. Częściej faceci zdradzają, ale ja jestem kobietą i nie wiedziałam że to takie łatwe. tylko problem jest na kogo trafisz. Parę lat temu pracowałam w firmie do której codziennie przyjeżdżał pewien mężczyzna, Mariusz. Gadało się nam fajnie, bez żadnych zahamowań. W małżeństwie niezbyt mi się układało, więc zaproponowałam spotkanie, nie wiedząc co z tego wyniknie. Nie jestem zgrabna, ładna, po dwóch ciążach figura jak u słonia, a on się zgodził. Spotykaliśmy się kiedy tylko się dało. nawet czasami niedziele były poświęcone jemu. Seks, rozmowy bez końca, bez żadnych zobowiązań. Popsuło się gdy Mariusz stracił prace. Dowiedziałam się że jest po wyroku, ma długi za narkotyki, hazard i wogle. I się zaczęło. Wiedział że mam kase bo mój mąż ma dobrze prosperującą firmę. Na początku było niewinne pożyczanie. Jak znajdzie prace to odda. W między czasie zorientowałam się że nie był to związek bez uczuć, zakochałam się. Czemu w takim draniu nie wiem. Może dlatego że był w 100% inny niż mój mąż. Wyciągał kase nadal, a kiedy zaczął mu się palić grunt pod nogami bo dealerzy zarządali zwrotu kasy za towar wpadł na genialny pomysł. Zaczął mnie szantażować, kwoty jakie chciał przerastały moje możliwości, więc poszłam na policję. Zgłosiłam co robił, pokazałam sms, ale nie chciałam by go ścigali, więc zakończyło się na rozmowie. Ostatnio mąż zorientował się że brakuje pieniędzy, nakłamałam że pożyczyłam rodzicom, zaczął podejrzewać że kogoś mam. Wszystko się zawaliło. Nie mam już siły, muszę skombinować kase żeby uzupełnić braki. Kupiliśmy mieszkanie, mamy kredyty a ja mam taką nerwice że nawet boję się odbierać telefony.
Nie szukam pomocy, zrozumienia, bo takiej idiotki chyba nikt nie zrozumie. Piszę to dla przestrogi co może być gdy się szuka odrobiny zrozumienia u obcych ludzi.