Cześć, nazywam się Ania i proszę Was o radę. Zarejestrowałam się na tym forum, ponieważ mam nadzieję, że doradzicie mi co zrobić.
Jestem z chłopakiem prawie 4 lata. Jego Mamę widziałam przez ten czas kilka razy, ponieważ każda moja wizyta w domu teściowej kończyła się "obrabianiem tyłka" mówiąc brzydko. Gdy pierwszy raz Tomek zaprowadził mnie do ich domu starałam się wywrzeć jak najlepsze wrażenie. Byłam bardzo miła. Z teściową zamieniłam 2-3 zdania (chciałam więcej, ale poszła). Wiem co "przyszła niedoszła teściowa" rozpowiada na ulicy na mój temat.
Nasze drugie spotkanie (w sensie moje i teściowej) odbyło się na ślubie kuzynki mojego chłopaka. Stroiłam się na nie jak na własny ślub. Mój Tomek nie mógł oderwać oczu. Od teściowej słyszałam "o jaka piękna sukienka", "jak fajnie tańczycie", "jak miło się bawicie", po czym na drugi dzień Tomek słyszał jak teściowa mówiła przez telefon do kogoś, że miałam brzydką sukienkę, źle tańczyłam, nie pasuje jej jako synowa bo mam wadę wzroku (-4, ale nie uważam tego za jakiś swój minus i nigdy się tego nie wstydziłam), mieszkam w dziurze zabitej dechami (czyt.na wsi). Nie mamy z chłopakiem tajemnic przed sobą. Ufam mu, On mi, dlatego mi to powiedział. Potem straciłam pracę (z powodu redukcji etatów) i zaczęło się prawdziwe piekło. Teściowa codziennie robiła Tomkowi awantury "zostaw tego nieroba, złapie cię na dziecko i będzie żyć z alimentów, znajdź sobie lepszą dziewczynę"- on nie mógł tego słuchać, robiła się wymiana zdań między nimi i tak w kółko. Potrafiła nawet podsuwać mu "bogatsze kandydatki na synowe". Kilka miesięcy później po intensywnych poszukiwaniach znalazłam pracę. Dodam jeszcze, że nigdy nie wzięłam od niego nawet złotówki, a w jej mniemaniu skoro nie pracowałam to pewnie On mnie utrzymywał-co było bzdurą. Jestem taką osobą, że nawet gdy wychodziliśmy do kina to ja płaciłam za siebie, bo tak chciałam. Nigdy nie przyjęłam prezentu bez okazji typu urodziny, imieniny. Gdy wyjeżdżaliśmy na wakacje każde z nas płaciło za siebie, teściowa twierdzi, że "wyjechałam na koszt jej syna". Teściowa robiła awantury Tomkowi, że "nie podoba jej się moja praca, mam głupi kierunek studiów"-pracowałam w sklepie z ubraniami i studiowałam ekonomię. Wiem, że to nie jest niewiadomo co, ale u nas jest bardzo ciężko dostać pracę. Zarabiałam, studiowałam zaocznie, szło mi bardzo dobrze. Często zdarzało się, że Tomka pytali koledzy "a to prawda, że Anka chce cię złapać na dziecko? Bo twoja mama była ostatnio u mojej i mówiła tak", "podobno Anka chce Cię na siłę do ślubu zaciągnąć?" itp itd. Szczerze znienawidziłam teściową gdy wymyśliła kolejną bajkę. Jechałam wtedy na badanie, Tomek pojechał ze mną. Po powrocie usłyszał "byliście robić aborcję!", bo skoro nie chcesz powiedzieć gdzie byłeś to na pewno tak było. Popłakałam się jak to usłyszałam, jak można być tak podłą kobietą? Na całej ulicy i po całej ich rodzinie rozpowiada, że mam kilku kochanków, na pewno ukrywam jakąś chorobę i chcę jej syna złapać na dziecko. Marzę o tym, żeby spać do południa(skąd ona to wymyśla?). Podobna moi rodzice mają córkę z którą nie utrzymują kontaktów (u nas jest kilka rodzin o tym samym nazwisku, faktycznie w jednej z nich była taka sytuacja, ale nie u nas-ona nie rozumie tego i nadal twierdzi, że to "u nas"). Nie chodzę do jej domu, bo nie potrafię znieść tego co wygaduje. Tomek przyjeżdża do mnie. Nie ma dnia, żeby ta kobieta nie robiła mu awantury z mojego powodu... A powodem jest to, że ona wolałaby bardziej majętna synową, bo to kobieta która przede wszystkim patrzy na portfel, a ja jestem zwykłą skromną dziewczyną. Dodam także, że zarówno moja rodzina jak i teściowa są na tym samym poziomie materialnym-średnim. Mamy swój dom, ładne auto, ale też nie jesteśmy bogaci, a mojej teściowej to bardzo przeszkadza, bo ona chciałaby aby jej synowa miała swój dom, 3 auta, zarabiała 10 tys, tak żeby przypadkiem nie trafiła się taka co przyszłaby do niej mieszkać.
Z Tomkiem zaczęliśmy planować ślub(ta propozycja wyszła od mojego partnera), z ust teściowej padały słowa "ty tu mieszkać nie będziesz, tam do Anki sobie pójdziesz"- u mnie mieszka już siostra z rodziną i moi rodzice. U Tomka jest wolne 3/4 domu, ale nigdy bym tam nie poszła, tylko chciałam zwrócić uwagę na fakt, że Tomkowi przykro było słyszeć, że rodzona matka tak mu mówi. Teściowa wielokrotnie wypytywałam syna czy ja coś dostanę od moich rodziców (sama synowi nie zamierzała nic dać. Już nie chodzi mi o to, ale co ją interesuje czy ja coś otrzymam). Wypytywała czy moja siostra to już "na zawsze"będzie tu mieszkać, czy ona otrzyma dom. My planowaliśmy wynająć coś, bo u mnie już mieszkało za dużo osób, żeby kolejna rodzina się sprowadziła (pomimo tego moi rodzice zaproponowali nam, że możemy zamieszkać po ślubie u nich. Wiedzą, że mieliśmy trudną syt. finansową i wynajęcie to duże obciążenie). Jednak potem Tomek stracił pracę i plany ślubne poszły w dal, bo za moją pensję nie utrzymalibyśmy się po ślubie. Moja teściowa ma jeszcze córkę, która wyszła za faceta dla pieniędzy-co nie było tajemnicą (teściowa była wniebowzięta, bo zięć otrzymał od rodziców drukarnię, duże mieszkanie, auto z salonu i wycieczkę po Europie, jako podróż poślubną). Pomimo tego teściowa określiła go jako "ciota bo sam się nie dorobił, tylko od rodziców dostał", ale gdy go widzi to mało mu tyłka nie poliże (dosłownie). To kobieta która ma coś złego do powiedzenia o każdym. Cały dzień siedzi przy oknie (nie pracuje zawodowo bo jej się nie chce) i podgląda co robią sąsiedzi. Każdego skrytykuje, każdego osądzi. Tylko ona jest wspaniała wg niej. Nie szanuje Męża, który ciężko pracuje by ją utrzymać, nie szanuje Syna, zięcia, sąsiadów, rodziny, o mnie już nie mówię nawet. Jest bardzo fałszywa. W oczy liże tyłki wszystkim wokoło, jak pójdą nie zostawia na nich suchej nitki.
Każdy dzień to stres i nerwy "co dziś wymyśli szanowna Mamusia"... Tomek nie chce się wyprowadzić z domu, bo "nie jest gotowy pójść na swoje" i nie wiadomo czy kiedyś będzie, więc nie mamy jak się od niej odciąć. Ja nie będę nigdy zabraniała mu relacji z Matką, ale wspólne mieszkanie kawałek od teściowej odcięło by nas od tych jej codziennych awantur, żeby mnie zostawił itp. On sam ma już dość tego co Ona robi. Ma do niej duży żal o to, ale z domu się nie wyprowadzi. Rozmawiał z nią wielokrotnie, że boli Go to co Ona robi, mieliśmy 2 godziny spokoju, potem znowu to samo. Powoduje to ciągłe kłótnie między nami. Ja już nie wytrzymuje z wymysłami tej kobiety. Nie chodzę do jej domu, żeby nie prowokować jej, praktycznie się nie znamy a ona nadal swoje. On nic nie mówi na mój temat, to są jej wymysły wszystko. Życie bez niego może być ciężkie, ale życie bez niej cudowne... 4 lata ciągłego stresu przez tą kobietę skutecznie zepsuły nam ten czas związku. Żeby przyjechać do mnie Tomek musi pożyczać samochód od rodziców, bo swojego nie ma, a jego Mama zawsze znajdzie jakiś powód "że akurat dziś potrzebne jej auto" byleby tylko nie przyjechał do mnie, Spędzam sama Sylwestra, Święta, rocznice, bo On nie ma czym przyjechać. Widzimy się rzadko przez to. Autobusem może przyjechać tylko w zwykły dzień (bo do mojej wsi jest bardzo słabe połączenie autobusem, w czasie gdy jest dojazd to ja jestem w pracy, Tomek nie ma czym wrócić ode mnie w godzinach wieczornych).
Co zrobić? Zakończyć ten związek, skoro On się nie chce wyprowadzić? W tej sytuacji to nie ma sensu. Ona zrobi wszystko żeby zepsuć to co jest i psuje to cały czas, coraz skuteczniej niestety... Co będzie dalej? Całe życie będę się tak męczyć? Gdy będziemy mieli dzieci to teściowa wymyśli testy na ojcostwo? Już mnie nic nie zdziwi...
Pozdrawiam.
Ania.
1 2013-02-17 21:29:23 Ostatnio edytowany przez Kropka24 (2013-02-17 21:42:14)
Podobne tematy
Kropko a jesteś pewna, że dacie radę utrzymać się jak zamieszkacie razem? Może właśnie tego się boi a nie będzie chciał matki prosić o pomoc.
A co do jego matki to się jej gadaniem nie przejmuj. Mam podobną sytuację, teściowa dookoła wygaduje głupoty na mój temat. Na naszym ślubie razem z teściem mieli miny jak by na pogrzebie byli. Wiedzieli, że staramy się o dziecko a jak nam się udało to tylko usłyszeliśmy że takie jest życie. I jeszcze wiele wiele innych sytuacji. Jeśli już w końcu będziecie razem mieszkali to pamiętaj że to z Tomkiem się wiążesz a nie z jego matką. I najważniejsze, że mimo wszystko jest po Twojej stronie a nie mamusi
3 2013-02-17 22:57:28 Ostatnio edytowany przez Kropka24 (2013-02-17 22:58:00)
Kropko a jesteś pewna, że dacie radę utrzymać się jak zamieszkacie razem? Może właśnie tego się boi a nie będzie chciał matki prosić o pomoc.
A co do jego matki to się jej gadaniem nie przejmuj. Mam podobną sytuację, teściowa dookoła wygaduje głupoty na mój temat. Na naszym ślubie razem z teściem mieli miny jak by na pogrzebie byli. Wiedzieli, że staramy się o dziecko a jak nam się udało to tylko usłyszeliśmy że takie jest życie. I jeszcze wiele wiele innych sytuacji. Jeśli już w końcu będziecie razem mieszkali to pamiętaj że to z Tomkiem się wiążesz a nie z jego matką. I najważniejsze, że mimo wszystko jest po Twojej stronie a nie mamusi
Dziękuję bardzo za odpowiedz i gratuluję, że udało Wam się z maluszkiem:)
W naszej okolicy nie dalibyśmy rady się utrzymać. Od dwóch lat namawiam Tomka na wyjazd i zmianę miejsca zamieszkania pracy itp. Wiem, że nie byłoby łatwo, ale tutaj jesteśmy w takim martwym punkcie. On przekłada decyzję "za pół roku, za rok" ten czas mija i znowu przekłada. Zaczyna mnie to męczyć, bo boję się czy to kiedykolwiek nastąpi.
Masz rację, zdecydowanym plusem jest to, że trzyma moją stronę:)
Ja naprawdę chciałabym żyć dobrze z Jego mamą-jak widać nie z każdym się da.
Kiedyś nie wierzyłam w schemat "wrednej teściowej" aż poznałam moją. Uważałam, że jeśli jest się dla kogoś miłym i życzliwym, to druga osoba odwzajemni to, gorzko się zawiodłam. Ja nie wiem dlaczego ona tak mnie nie lubi. Kłócimy się ciągle przez to. Spotkania wyglądają bardzo nerwowo. Temat nr 1 to co dziś wymyśliła teściowa, gdzie znów nagadała bzdur. Przykro mi, że On ma nieprzyjemności przez związek ze mną i boli mnie, że tak rzadko się widujemy. 4 lata razem, a widzimy się raz na 2,3 tygodnie, bo On nie ma jak przyjechać ;/
4 2013-02-17 23:37:54 Ostatnio edytowany przez marzena7 (2013-02-17 23:45:58)
Cześć, nazywam się Ania i proszę Was o radę. Zarejestrowałam się na tym forum, ponieważ mam nadzieję, że doradzicie mi co zrobić.
Jestem z chłopakiem prawie 4 lata. Jego Mamę widziałam przez ten czas kilka razy, ponieważ każda moja wizyta w domu teściowej kończyła się "obrabianiem tyłka" mówiąc brzydko. Gdy pierwszy raz Tomek zaprowadził mnie do ich domu starałam się wywrzeć jak najlepsze wrażenie. Byłam bardzo miła. Z teściową zamieniłam 2-3 zdania (chciałam więcej, ale poszła). Wiem co "przyszła niedoszła teściowa" rozpowiada na ulicy na mój temat.
Nasze drugie spotkanie (w sensie moje i teściowej) odbyło się na ślubie kuzynki mojego chłopaka. Stroiłam się na nie jak na własny ślub. Mój Tomek nie mógł oderwać oczu. Od teściowej słyszałam "o jaka piękna sukienka", "jak fajnie tańczycie", "jak miło się bawicie", po czym na drugi dzień Tomek słyszał jak teściowa mówiła przez telefon do kogoś, że miałam brzydką sukienkę, źle tańczyłam, nie pasuje jej jako synowa bo mam wadę wzroku (-4, ale nie uważam tego za jakiś swój minus i nigdy się tego nie wstydziłam), mieszkam w dziurze zabitej dechami (czyt.na wsi). Nie mamy z chłopakiem tajemnic przed sobą. Ufam mu, On mi, dlatego mi to powiedział. Potem straciłam pracę (z powodu redukcji etatów) i zaczęło się prawdziwe piekło. Teściowa codziennie robiła Tomkowi awantury "zostaw tego nieroba, złapie cię na dziecko i będzie żyć z alimentów, znajdź sobie lepszą dziewczynę"- on nie mógł tego słuchać, robiła się wymiana zdań między nimi i tak w kółko. Potrafiła nawet podsuwać mu "bogatsze kandydatki na synowe". Kilka miesięcy później po intensywnych poszukiwaniach znalazłam pracę. Dodam jeszcze, że nigdy nie wzięłam od niego nawet złotówki, a w jej mniemaniu skoro nie pracowałam to pewnie On mnie utrzymywał-co było bzdurą. Jestem taką osobą, że nawet gdy wychodziliśmy do kina to ja płaciłam za siebie, bo tak chciałam. Nigdy nie przyjęłam prezentu bez okazji typu urodziny, imieniny. Gdy wyjeżdżaliśmy na wakacje każde z nas płaciło za siebie, teściowa twierdzi, że "wyjechałam na koszt jej syna". Teściowa robiła awantury Tomkowi, że "nie podoba jej się moja praca, mam głupi kierunek studiów"-pracowałam w sklepie z ubraniami i studiowałam ekonomię. Wiem, że to nie jest niewiadomo co, ale u nas jest bardzo ciężko dostać pracę. Zarabiałam, studiowałam zaocznie, szło mi bardzo dobrze. Często zdarzało się, że Tomka pytali koledzy "a to prawda, że Anka chce cię złapać na dziecko? Bo twoja mama była ostatnio u mojej i mówiła tak", "podobno Anka chce Cię na siłę do ślubu zaciągnąć?" itp itd. Szczerze znienawidziłam teściową gdy wymyśliła kolejną bajkę. Jechałam wtedy na badanie, Tomek pojechał ze mną. Po powrocie usłyszał "byliście robić aborcję!", bo skoro nie chcesz powiedzieć gdzie byłeś to na pewno tak było. Popłakałam się jak to usłyszałam, jak można być tak podłą kobietą? Na całej ulicy i po całej ich rodzinie rozpowiada, że mam kilku kochanków, na pewno ukrywam jakąś chorobę i chcę jej syna złapać na dziecko. Marzę o tym, żeby spać do południa(skąd ona to wymyśla?). Podobna moi rodzice mają córkę z którą nie utrzymują kontaktów (u nas jest kilka rodzin o tym samym nazwisku, faktycznie w jednej z nich była taka sytuacja, ale nie u nas-ona nie rozumie tego i nadal twierdzi, że to "u nas"). Nie chodzę do jej domu, bo nie potrafię znieść tego co wygaduje. Tomek przyjeżdża do mnie. Nie ma dnia, żeby ta kobieta nie robiła mu awantury z mojego powodu... A powodem jest to, że ona wolałaby bardziej majętna synową, bo to kobieta która przede wszystkim patrzy na portfel, a ja jestem zwykłą skromną dziewczyną. Dodam także, że zarówno moja rodzina jak i teściowa są na tym samym poziomie materialnym-średnim. Mamy swój dom, ładne auto, ale też nie jesteśmy bogaci, a mojej teściowej to bardzo przeszkadza, bo ona chciałaby aby jej synowa miała swój dom, 3 auta, zarabiała 10 tys, tak żeby przypadkiem nie trafiła się taka co przyszłaby do niej mieszkać.
Z Tomkiem zaczęliśmy planować ślub(ta propozycja wyszła od mojego partnera), z ust teściowej padały słowa "ty tu mieszkać nie będziesz, tam do Anki sobie pójdziesz"- u mnie mieszka już siostra z rodziną i moi rodzice. U Tomka jest wolne 3/4 domu, ale nigdy bym tam nie poszła, tylko chciałam zwrócić uwagę na fakt, że Tomkowi przykro było słyszeć, że rodzona matka tak mu mówi. Teściowa wielokrotnie wypytywałam syna czy ja coś dostanę od moich rodziców (sama synowi nie zamierzała nic dać. Już nie chodzi mi o to, ale co ją interesuje czy ja coś otrzymam). Wypytywała czy moja siostra to już "na zawsze"będzie tu mieszkać, czy ona otrzyma dom. My planowaliśmy wynająć coś, bo u mnie już mieszkało za dużo osób, żeby kolejna rodzina się sprowadziła (pomimo tego moi rodzice zaproponowali nam, że możemy zamieszkać po ślubie u nich. Wiedzą, że mieliśmy trudną syt. finansową i wynajęcie to duże obciążenie). Jednak potem Tomek stracił pracę i plany ślubne poszły w dal, bo za moją pensję nie utrzymalibyśmy się po ślubie. Moja teściowa ma jeszcze córkę, która wyszła za faceta dla pieniędzy-co nie było tajemnicą (teściowa była wniebowzięta, bo zięć otrzymał od rodziców drukarnię, duże mieszkanie, auto z salonu i wycieczkę po Europie, jako podróż poślubną). Pomimo tego teściowa określiła go jako "ciota bo sam się nie dorobił, tylko od rodziców dostał", ale gdy go widzi to mało mu tyłka nie poliże (dosłownie). To kobieta która ma coś złego do powiedzenia o każdym. Cały dzień siedzi przy oknie (nie pracuje zawodowo bo jej się nie chce) i podgląda co robią sąsiedzi. Każdego skrytykuje, każdego osądzi. Tylko ona jest wspaniała wg niej. Nie szanuje Męża, który ciężko pracuje by ją utrzymać, nie szanuje Syna, zięcia, sąsiadów, rodziny, o mnie już nie mówię nawet. Jest bardzo fałszywa. W oczy liże tyłki wszystkim wokoło, jak pójdą nie zostawia na nich suchej nitki.
Każdy dzień to stres i nerwy "co dziś wymyśli szanowna Mamusia"... Tomek nie chce się wyprowadzić z domu, bo "nie jest gotowy pójść na swoje" i nie wiadomo czy kiedyś będzie, więc nie mamy jak się od niej odciąć. Ja nie będę nigdy zabraniała mu relacji z Matką, ale wspólne mieszkanie kawałek od teściowej odcięło by nas od tych jej codziennych awantur, żeby mnie zostawił itp. On sam ma już dość tego co Ona robi. Ma do niej duży żal o to, ale z domu się nie wyprowadzi. Rozmawiał z nią wielokrotnie, że boli Go to co Ona robi, mieliśmy 2 godziny spokoju, potem znowu to samo. Powoduje to ciągłe kłótnie między nami. Ja już nie wytrzymuje z wymysłami tej kobiety. Nie chodzę do jej domu, żeby nie prowokować jej, praktycznie się nie znamy a ona nadal swoje. On nic nie mówi na mój temat, to są jej wymysły wszystko. Życie bez niego może być ciężkie, ale życie bez niej cudowne... 4 lata ciągłego stresu przez tą kobietę skutecznie zepsuły nam ten czas związku. Żeby przyjechać do mnie Tomek musi pożyczać samochód od rodziców, bo swojego nie ma, a jego Mama zawsze znajdzie jakiś powód "że akurat dziś potrzebne jej auto" byleby tylko nie przyjechał do mnie, Spędzam sama Sylwestra, Święta, rocznice, bo On nie ma czym przyjechać. Widzimy się rzadko przez to. Autobusem może przyjechać tylko w zwykły dzień (bo do mojej wsi jest bardzo słabe połączenie autobusem, w czasie gdy jest dojazd to ja jestem w pracy, Tomek nie ma czym wrócić ode mnie w godzinach wieczornych).
Co zrobić? Zakończyć ten związek, skoro On się nie chce wyprowadzić? W tej sytuacji to nie ma sensu. Ona zrobi wszystko żeby zepsuć to co jest i psuje to cały czas, coraz skuteczniej niestety... Co będzie dalej? Całe życie będę się tak męczyć? Gdy będziemy mieli dzieci to teściowa wymyśli testy na ojcostwo? Już mnie nic nie zdziwi...
Pozdrawiam.
Ania.
Aniu najwaznejsze jest to czy twoj chlopak jest na tyle niezalezny by stanac po twojej stronie czy tez bedzie ulegal mamusi.
To od niego zalezy czy ona da ci spokoj czy nie.
Jesli on bedzie na tyle stanowczy by postawic ja przed faktem dokonanym ze albo ona sie od was odczepi albo straci syna to ona raczej sie wycofa.
Lecz jesli on bedzie chwiejny i bedzie tylko prosil matke by byla mila to twoje zycie zamieni sie w koszmar.
Ja mojej drogiej tescowej tez nie odpowiadalam( po prostu dla tego ze bylam od niej niezalezna i mialam w roznych sprawach wlasne zdanie), a moj maz niestety byl na kazde jej zawolanie i poddawal sie jej woli.
Tyle ze ona prosto w oczy to byla dla mnie mila, wszelkie epitety na moj temat lecialy do mojego meza, ktory nie umal sie jej przeciwstawic, a potem my sie koloclismy o to co mamusia powiedziala lub zrobila.
Jak jej powiedzialismy, ze sie pobieramy to byla wsciekla. Mojemu mezowi robila awantury...bo on jeszcze taki mlody, ma cale zycie przed soba, moze poczekac z te 5 czy 7 lat, a ja go zmuszam do malzenstwa.
Wolala bysmy zyli cale zyce bez slubu bo bala sie ze utraci pelna kontrole nad synem, gdy ja uzyskam pozycje zony.
Pobralismy sie i tak, lecz moj maz probowal zalagodzic spory i z czasem mamusia zdobyla wladze w naszym malzenstwie i zaczela o wszystkim decydowac.
Czasem czulam sie jak piate kolo u wozu , bo syn ustalal nasze zycie z mamusia, a nie ze mna. Ona zawsze wiedziala lepiej co dla nas dobre.
To trawalo lata, az pewnego dnia juz nie wytrzymalam. Stanelam przed nia i wygarnelam jej wszystko co mi lezalo na watrobie. Mojemu mezowi powiedzialam, ze jak mu sie bycie ze mna nie podoba i woli byc z matka to moze sie moze ze mna rozwesc, ale dziecko( wowczas juz dorobilismy sie jednego bobasa) zabieram ze soba.
Bylam wykleta przez cala jego rodzine przez ponad rok. Nikt z nich sie do mnie nie odzywal, ale.... moj maz zostal ze mna a jego kontakty z matka oziebly.
Wreszcie zrozumal ze zycie to on ma budowac z wlasna zona, a nie ze swoja matka.
Kochana tesciowa nigdy nie przeprosila za to co nam robila...ale w koncu pewnego dnia zadzwonila do mnie jak gdyby nigdy nic z pytaniem co tam u nas slychac. Od tamtej pory mam "najukochansza tesciowa na swiecie".
Po prostu dotarlo do niej ze musi mnie zaakceptowac lub starci syna.
Twarda postawa mojego meza wobec niej zlatwila sprawe!
5 2013-02-18 00:01:08 Ostatnio edytowany przez Kropka24 (2013-02-18 00:02:12)
Marzenko cieszę się, że u Ciebie sytuacja się poprawiła ![]()
Natomiast jeśli chodzi o mnie to myślę, że Tomek nie będzie w stanie załatwić tego raz, a porządnie. Owszem jest za mną, ale nie odetnie się od matki. Nie wyprowadzi się, a to chyba byłaby jedyna dobra decyzja w tym wszystkim. Wtedy mógłby postawić sprawę jasno "albo dajesz nam żyć w spokoju i akceptujesz mój związek, albo zrywam kontakty", a tak jak Ona wie, że On i tak mieszka z nią to robi co chce. Ja nie oczekuje od niego zerwania kontaktów, wojowania z matką-nie. Ja bym chciała żeby w końcu załatwił sprawę raz, a porządnie, bo tak dalej ja nie potrafię. Związek zamienia się w ruinę... Ja na słowo teściowa dostaje drgawek. Spotkania się rzadkie, coraz rzadsze...
Jestem kłębkiem nerwów przez tą kobietę (którą prawie nie znam, nie widuje i nie chce widywać).
To tak podstępna kobieta, że potrafi nawet zawał symulować, byleby tylko postawić na swoim.
Dziękuję
bez oszczędności ciężko będzie Wam stanąć na nogi. Najpierw musielibyscie się zdecydować i spróbować znaleść pracę choć na odległość może to być trudne bo przecież na rozmowę kwalifikacyjną trzeba przyjechać. Ale warto spróbować. Mój mąż w ten sposób wyjechał, bo tam gdzie mieszkaliśmy też nie było łatwo o prace. A co do kłótni z teściową to chyba lepiej udawać że nie widzisz i nie słyszysz co wygaduje czy robi
ja tak z moją robię, ale u mnie to wynika z tego, że jestem nieśmiała i wstydzę się jej nagadac. Zawsze jestem dla niej miła, ona w stosunku do mnie niby też, ale za plecami swoje robi...
Oboje mamy jakieś oszczędności, które na pewno są potrzebne przy wyjeździe. Moja także jak mnie widziała to udawała miłą i dobrą, a za plecami robi swoje
Były sytuacje gdzie po kłótni z Tomkiem (na temat jaką ma straszną i głupią dziewczynę, bo "blondynka"- tak też mówiła, nie żartuje) potrafiła się wyprzeć w żywe oczy na drugi dzień, że "ona nic nie mówiła". To bardzo zakłamana osoba.
Nie wiem czy mam tyle siły by nadal "walczyć z wiatrakami"-bo tak to widzę. Tomek wyprowadzić się nie chcę, więc będzie jak było. 4 lata w takich nerwach, nie dam rady dalej tak żyć. Chyba postawię mu ultimatum, albo próbujemy raz żyć, mieszkać itp albo koniec, bo tak dalej ja nie potrafię. Wstaje z myślą co będzie dzisiaj, jaka przykrość, jaka "niespodzianka"... Co nas czeka.
Ja nie oczekuje od niego zerwania kontaktów, wojowania z matką-nie. Ja bym chciała żeby w końcu załatwił sprawę raz, a porządnie, bo tak dalej ja nie potrafię. Związek zamienia się w ruinę... Ja na słowo teściowa dostaje drgawek. Spotkania się rzadkie, coraz rzadsze...
Jestem kłębkiem nerwów przez tą kobietę (którą prawie nie znam, nie widuje i nie chce widywać).
To tak podstępna kobieta, że potrafi nawet zawał symulować, byleby tylko postawić na swoim.
Kropka ja tez tego od mojego meza na poczatku ne oczekwalm. Co wiecej pozwalala jej by robila co chce..bo to jego matka a matke nalezy kochac szanowac.
Z czasem sie przekonalam ze choc ja nie prowadzlam przecwko nej wojny to ona tak...wiec albo ja przestaje byc pasywna albo przegrywam.
9 2013-02-18 00:37:56 Ostatnio edytowany przez Kropka24 (2013-02-18 00:44:16)
To zdanie świetnie opisuje i moją sytuację "...choć ja nie prowadziłam przeciwko niej wojny to ona tak...".
Ja już chyba nie mam sił na życie z tą kobietą w tle. Jeszcze 2,3 lata temu wydawało mi się, że dam sobie radę z nią. Dziś widzę, że nie...
Aniu doskonale Cię rozumie. Porozmawiaj poważnie z facetem bo tak nie może dłużej być. To mamy podobne tesciowe, bo jak mąż jej kiedyś wypomniał w złości jakie słuchy na mój temat do nas doszły to też się wszystkiego wyparła. To tak fałszywa i toksyczna osoba, że siostra męża z nią kontaktu nie utrzymuje i zabroniła córkom kontaktów z nią.
Na Ciebie gada, że niby głupia blondynka jesteś, ale na każdą inną też by coś znalazła. To typ teściowej która uważa, że jeszcze na świecie nie ma kobiety która byla by godna jego syna
Przeczytaj wątek "Przeprowadzka z miasta na wieś- stres i zmiany " (STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA). Tam Jeżyk123 dokładnie opisuje relacje ze swoją toksyczną teściową i jaki wpływ miała na jej małżeństwo. Może wyciągniesz jakieś wnioski, a może sama autorka da Ci jakieś wskazówki. Jak dla mnie jedno jest pewne - jeśli chcesz zostać z tym mężczyzną, musisz z nim mieszkać jak najdalej od teściowej, bo inaczej to wykończysz się nerwowo.
Twój chłopak musi tą sprawę rozwiązać sam, ale z tego co czytam to chyba nie bardzo ma ochotę.
Dlaczego nie chce się wyprowadzić?
Pomimo, że trzyma Twoją stronę, wydaje się, że jest uzależniony od rodziców (finansowo?).
Jeżeli mu na Tobie zależy i planuje z Tobą przyszłość a jego mama mąci w waszym związku, to na jego miejscu, żebym miała jeść chleb i wodę i wynająć mały pokój to wyprowadziłabym się.
Nie wiem dlaczego Ci mówi, co jego mama na Twój temat wygaduje. Taka informacja nie służy niczemu dobremu, jedynie powoduje Twoją coraz większą niechęć do jego matki (słusznie zresztą) i przysparza Ci nerwów. Lepiej gdyby nie mówił nic, przyjął to na klatę i sprawę ze swoją matką rozwiązał sam.
Moja mama czasami - choć rzadko - powiedziała do mnie coś złego na mojego męża - NIGDY mu tego nie powiedziałam, bo i po co? - chociaż miała absolutną rację w tym co mówiła ![]()
Mam wrazenie ,ze Twój chlpak jest troche wycofany i mało zaradny i daleko mu do tego zeby odejsc z domu rodzinnego.Mamusia jego nadzwyczaj toksyczna.A takich ludzi sie albo ignoruje albo zrywa z nimi kontakty.Ich zachowania wpływaja destrukcyjnie na nas i nasze zycie.Takze to ,ze prawdopodobnie nie zamieszkaciez tesciowa nie rozwiaze problemu.Oddalicie sie od niej fizycznie,ale mentalnie bedziecie niej blisko.Dlatego warto zastanowic sie nad tym czy dasz radę zyc z synem takiej kobiety,bo jej zachowanie ma wplyw na wszystkich ,a w szczegolnosci jej dzieci.a takze czy dasz rade znosic jej humory,bo trzeba liczyc sie z tym ,ze ona bedzie juz obecna Twoim zyciu ( no chyba ,ze sie odetniecie).
Wiem z doswiadczenia ,ze nie jest to łatwe i ma ogromny wpływ na związek.
14 2013-02-18 12:28:42 Ostatnio edytowany przez Kropka24 (2013-02-18 12:39:59)
Tomek mówi mi o tym co mówi Jego mama na moją prośbę. Ja jestem taką osobą, że wolę wiedzieć niż nie wiedzieć (gdybym nie wiedziała to jeszcze gorzej by mnie to wykończało, bo zaraz bym się zastanawiała co tym razem knuje szanowna Mamusia...).
Czasem zdarzało się tak, że rozmawialiśmy przez telefon i słyszałam jak ona wchodziła do pokoju krzycząc coś do niego (obelgi na mnie itp, specjalnie żebym usłyszała). Skoro Ona krytykuje mnie nawet za kolor włosów (a sama ma ten sam...) to ja już wszystkiego się spodziewam po niej.
Ja też nie wiem dlaczego On nie chce się wyprowadzić. Chyba idzie na łatwiznę. Matka wredna, ale jest w pewien sposób uzależniony od niej. Nie płaci za mieszkanie. Wiem, że kłócą się często o jej ciekawość, bo ta kobieta potrafi przegrzebać mu wszystko (ubrania, rzeczy osobiste, zapiski) gdy On wyjdzie. Wypytuje go ciągle "kiedy wrócisz, gdzie idziesz, co kupisz, po co, na co?"- to go drażni i często są nieporozumienia o to.
On pomaga w domu, koło domu i za to mieszka. Traktują Go tam jak "przynieś, wynieś, pozamiataj". Ulubienicą Mamusi jest córeczka, bo taka zaradna (czyt. znalazła bogatego męża), ma swoje mieszkanie (które dostała, a nie zarobiła na nie),a syn jest zły, bo nie stać go na auto i mieszka z nimi. Ja często odnoszę wrażenie, że teściowa wypchnęłaby go do mnie (pomimo, że mnie nie znosi, to gdy się kłócą mówi "wynocha do Anki"). Wychodzi właśnie tutaj niezaradność Jego. Skoro On tak panicznie boi się pójścia na swoje, to ja już wątpię czy to kiedyś nastąpi (no nie uśmiecha mi się czekać 10lat aż mój partner dorośnie mentalnie do wyprowadzki, po prostu brakuje mi Go w takim codziennym życiu). Tutaj gdzie mieszka nie ma szans na dorobienie się (Ja też nie), bo stawki są bardzo niskie i nawet o najcięższą pracę za marne grosze jest ciężko.
Ta kobieta odebrała mi całą radość ze związku. Ja czuję się jakbym była sama, bo i tak w ważnych dla mnie momentach jestem sama, bo On nie ma jak przyjechać.
Na uroczystościach rodzinnych wszyscy pytają "Tomek będzie?", a mi się głupio robi...
Wg szanownej mamusi nie widzimy się w święta, bo "pewnie drugi facet przyjeżdża wtedy i ciebie nie chce, żebyś się nie spotkał z nim" pomimo tego, że wielokrotnie mówił, że powodem jest dojazd.
Skłaniam się ku rozstaniu. Ciągle słyszę "nie jestem gotowy, za kilka lat, kiedyś" a już nie mam siły i ochoty w to wierzyć. Gdybym wiedziała, że tyle będzie mnie kosztował ten związek to bym go nie zaczynała. Wiem, że to strasznie brzmi, ale tak jest. Teraz to już prawie 4 lata razem, przywiązanie jest ogromne, ale ja tak dalej nie chce... Najlepsze lata upływają mi na "użeraniu" się z teściową, tylko dlatego, że trafiłam na taką jędzę.
Chciałam dodać jeszcze, że w moim otoczeniu była podobna sytuacja (Matka próbująca rozbić związek syna, zazdrosna i wredna, obśmiewająca swoją przyszłą synową). Chłopak nie zważając na matkę wyprowadził się i zamieszkali razem. Potem był ślub. Mamusia odpuściła dopiero jak dziewczyna zaszła w ciążę. Mówiłam Tomkowi o tej sytuacji. Powiedział, że On nie jest taki zaradny niestety.
Zawsze mówiłam ,że w dobrym związku, gdzie jest dwoje normalnych, odpowiedzialnych, kochających i szanujących się wzajemnie ludzi, nikt nie jest w stanie namieszać.
NIKT, ani inna kobieta, czy mężczyzna, ani teściowa, teść, matka czy ojciec, siostra, szwagierka czy inny kuzyn. NIKT!
Ty nie trafiłaś na teściową jędzę, bo nie z nią jesteś w związku.
Twój chłopak albo dorośnie (swoją droga ile ma lat?), albo całe życie będzie się bał odciąc pępowinę.
24.
Zgodzę się jak najbardziej, że "że w dobrym związku, gdzie jest dwoje normalnych, odpowiedzialnych, kochających i szanujących się wzajemnie ludzi, nikt nie jest w stanie namieszać", ale nadal uważam, że moja teściowa (przyszła niedoszła) jest JĘDZĄ, bo żadna normalna matka nie powinna źle chcieć na swojego dziecka;/
Ja wiem z doswiadczenia,ze toksycznej matce trzeba postawic granice.Inaczej całe zycie bedzie miałą wpływ na nas.Taka osoba potrafi doskonale manipulowac swoim dzieckiem ,zna jego słabe strony i wie gdzie uderzyc.Skutecznie takze wpedza w poczucie winy ,a tym samym obniza poczucie wartosci.Dlatego zeby postawic sie matce trzeba miec siłe,a trudno ja zdobyc słyszac ciagle jakim sie jest nieudacznikiem i beznadziejnym facetem skoro wybrał sobie taka dziewczyne jak Ty( oczywiscie cytuje tu jej słowa).Zachowania matki Twojego faceta sa zwyczjnie przemocowe(przemoc psychiczna), a zeby uwolnic sie od przemocy trzeba uwolnic sie od kata i skorzystac z pomocy psychologa.Samemu trudno spojrzec prosto na spaczony przez mamusie swiat.Takze wiele pracy jest przed twpom chłopakiem ,zeby mógł spokojnie rozpoczac zycie z Toba.
Waro sie zastanowic nad tym czy warto sie spalac dla takiego zwiazku.
Z tego co wiem to często nazywa go nieudacznikiem itp.
Ja już chyba nie mam ochoty i siły by to kontynuować...
Czasem myślę, że lepie byłoby mi samej, na pewno spokojniej.
No to duży chłopczyk już jest
Jeżeli kochasz, walcz.
Jeżeli on kocha to niech też walczy, uświadom mu to.
Najwyższy czas podjąć decyzję bo w końcu Cię straci.
Z tego co wiem to często nazywa go nieudacznikiem itp.
Ja już chyba nie mam ochoty i siły by to kontynuować...
Czasem myślę, że lepie byłoby mi samej, na pewno spokojniej.
Sama wiesz co czujesz.
Zawsze mozesz zaproponowac facetowi wozyte w poradni przeciw działania przemocy w waszym miescie.Wiem,ze moze to byc problem ,bo on sam moze wcale nie czuc ,ze powinien tam pojsc.JA jestem dzieckiem toksycznej matki i wiem jak skutecznie mieszała w moim małzeństwie i jaka probowała rozbic moj drugi zwiazek.W pore jednak trafiłam po pomoc.Teraz jestem szczesliwa ale sporo pracy kosztowało mnie zeby zmienic siebie.Traktowałam swoja matke jak swietosc ,dlatego bardzo trudno bylo mi zdjac ja z piedestału i uznac ,ze jest zwykłym człowiekeim ,ktory popełnia błedy.Rozumiem tez Ciebie ,bo moj obecny partner ,narzeczony wiele wycierpiał przez zachowania mojej matki. No nie wspomne juz o sobie...
http://www.magnoli.pl/?tag=toksyczna-matka
Anik38 teraz myślę, że miłość to pojęcie względne...
Kiedyś owszem-była miłość, zostało przywiązanie, a to chyba za mało by dalej walczyć o ten związek.
malina.m myślę, że On nie zgodzi się na wizytę w poradni, właściwie to jestem tego pewna.
Ja już chyba niewiele mogę zdziałać, skoro On nie zmieni nic (czyt. nie wyprowadzi się), nie jest gotowy, więc jak mam z nim budować przyszłość? W wyobraźni widzę jak dalej wyglądałoby nasze życie... Ja znerwicowana, wykończona psychicznie przez okropną teściową i On, który "nie jest gotowy na wyprowadzkę", ale przecież tak bardzo mnie kocha, ale mi to już nie wystarczy.
Zawsze warto poprosic chłopaka o rozmowe i powiedziec jak Ty to widzisz i jak sie czujesz w takim ukladzie.
Jezeli to nic nie zmieni to raczej trzeba pomyslec o sobie swoich uczuciach i oczekiwaniach ![]()
malina.m my już wielokrotnie rozmawialiśmy na ten temat. On mówi "tak wiem, dla mnie też to nie jest miłe, ale teraz nie jestem gotowy na wyprowadzkę, przykro mi" czyli bez zmian ![]()
Aniu,
Po przeczytaniu tego, co napisałaś miałam dwa wnioski: ewentualna teściowa to typowe toksyczne - przepraszam za wyrażenie - babsko, a po drugie, Twój wybranek to jak na mój nos przykład mamińsynka. Sama piszesz, że widzicie się raz na 2, 3 tyg. czyli średnio 2-3 razy w m-cu. Dla mnie to jakiś absurd. Z taką częstotliwością to ja się widuję z koleżankami i to też niezbyt bliskimi.
Rozumiem, że dojazd może być utrudniony etc, ale na Boga - 24letni facet, który ma swoje oszczędności, chyba może już pozwolić sobie choćby i na jakiegoś grata, byle tylko mieć z Tobą stały kontakt. Chociaż tyle, jeśli już faktycznie nie ma jaj żeby rzucić to wszystko i walczyć o swoją kobietę.
Najwidoczniej jednak dobrze mieszka mu się z toksyczną mamusią i nie przeszkadza mu fakt, że Ty jesteś obmawiana na każdym kroku. Jaki, kochający mężczyzna na coś takiego pozwoli? Dla mnie to typowe, szczenięce zachowanie.
25 2013-02-18 15:08:17 Ostatnio edytowany przez Kropka24 (2013-02-18 15:20:56)
Aniu,
Po przeczytaniu tego, co napisałaś miałam dwa wnioski: ewentualna teściowa to typowe toksyczne - przepraszam za wyrażenie - babsko, a po drugie, Twój wybranek to jak na mój nos przykład mamińsynka. Sama piszesz, że widzicie się raz na 2, 3 tyg. czyli średnio 2-3 razy w m-cu. Dla mnie to jakiś absurd. Z taką częstotliwością to ja się widuję z koleżankami i to też niezbyt bliskimi.
Rozumiem, że dojazd może być utrudniony etc, ale na Boga - 24letni facet, który ma swoje oszczędności, chyba może już pozwolić sobie choćby i na jakiegoś grata, byle tylko mieć z Tobą stały kontakt. Chociaż tyle, jeśli już faktycznie nie ma jaj żeby rzucić to wszystko i walczyć o swoją kobietę.Najwidoczniej jednak dobrze mieszka mu się z toksyczną mamusią i nie przeszkadza mu fakt, że Ty jesteś obmawiana na każdym kroku. Jaki, kochający mężczyzna na coś takiego pozwoli? Dla mnie to typowe, szczenięce zachowanie.
Księżniczko święta prawda! ![]()
Co do samochodu-też mu mówiłam żeby pomyślał może o czymś, już nawet nie chodziło mi o przyjeżdżanie do mnie, ale Jemu auto jest potrzebne w codziennym życiu, dojeździe do pracy, a mamusia często "pożyczyć"nie chce, bądź On zatankuje-weźmie raz, a resztę mamusia wyjeździ.
Tylko, że gdy ja mu tak mówiłam to On zasłania się tym, że "sam nie kupię"- bo nie zna się na tym, a Ojciec mu nie pomoże wybrać (mamusia zakazała bo gdyby miał auto to by częściej do mnie przyjeżdżał, a gdyby chciał to by wziął ze sobą kolegę, mechanika czy chociażby mojego Ojca który zna się świetnie na autach). 24-letni facet nie kupi sam auta, nie wyprowadzi się od matki bo "nie jest gotowy". Ja wyczuwam jakby On bał się ich relacji, dorosłego życia.
Wasze i moje odpowiedzi uświadomiły mi, że ja już chyba nie chcę z Nim być... może powinnam napisać " z Nim i Jego matką"... Ile można żyć w takiej niepewności "co będzie dzisiaj". Jedyne co teraz oczekuje od życia to żyć spokojnie. Muszę skupić się na sobie. Zawsze myślałam o nas, o Nim, w tej kategorii jako "My"...
Kiedyś już raz go zostawiłam. Prosił, błagał-ugięłam się i wróciłam, czego dziś bardzo żałuję.
malina.m my już wielokrotnie rozmawialiśmy na ten temat. On mówi "tak wiem, dla mnie też to nie jest miłe, ale teraz nie jestem gotowy na wyprowadzkę, przykro mi" czyli bez zmian
Dal mnie to jest odpowiedz jednoznaczna.Zadbaj o siebie Kropka ![]()
I tak właśnie muszę zrobić. Ciężka decyzja, ale jeśli nie podejmę jej teraz, za rok, dwa, trzy będzie jeszcze gorzej. Muszę zadbać o siebie. Skupić się na studiach, poszukać lepszej pracy i może w końcu zacząć"żyć" w pełnym tego słowa znaczeniu, chociaż bez Niego nie będzie mi łatwo, ale jak pomyślę, że to dalsze życie będzie bez niedoszłej teściowej, to naprawdę czuję ulgę na sercu...
Wazne jest zeby podjac decyzje swiadomie ,bez emocji i sugerowanie sie innymi opiniami.Ile ludzi tyle opinii.
Pomocny jest bilans strat i zysków zwiazku.
Jesli nie robiłaś ,warto spróbować.
Pozdrawiam ![]()
29 2013-02-18 18:14:10 Ostatnio edytowany przez marzena7 (2013-02-18 18:19:19)
Kropka obawam sie ze nie jestes w stanie zbyt wiele zrobic bez swojego chlopaka.
Mozesz mu tylko probowac uswiadomic, ze on jest kluczem do calej afery i tylko on jest w stanie zastopowac swoja matke.
Kiedys bedzie musial wybrac miedzy toba a mama.
Jesli masz na to sile by juz teraz go postawic przed faktem dokonanym, a nie tylko prosc, to mozesz to zrobic juz teraz.
Jesli jednak nie jestes na na tyle silnej pozycji by wygrac i boisz sie ze on jednak wybierze matke, to pozostaje ci jedynie czekac, uzbroic sie w cierpliwosc i powoli i skuteczne umacnac swoja pozycje w waszym zwiazku.
Mnie ukochana tesciowa zatruwala zycie przez lata i szczerze mowiac dopiero, gdy zostalam zona i urodzilo sie nam nasze pierwsze dziecko poczulam sie na tyle silna by sie jej w pelni przeciwstawic i postawic mojego meza przed wyborem ona albo ja.
Moja droga mamunia ciagle powtarzala swojemu synkowi, ze kobiet to on moze miec wiele, ale matka jest tylko jedna!
Panicznie bala sie utracic kontrole nad synem.
A ja robilam to co ja uznawalam za sluszne i staralam sie nie ogladajac sie na tesciowa.
To jest wojna, jak ty sie wkurzasz to jej jest to na reke...wiec najlepiej ja olewac, zachowac spokoj psychiczny i smiac sie jej prosto w twarz.
Ja wyszlam z zalozena ze ona jest problem mojego meza, a nie moim,...... ciagle mu to powtarzalam i to jemu pozwalalam ponosic wiekszosc konsekwencji jej mieszana sie.
Gdy mi to pasowalo to szlam "ukochanej tesciowej" na reke, gdy nie, to pozostawalam przy swoim.
Gdy moj maz jej ulegal pozwalalam by to on sam ponosil konsekwencje tego ze pozwala mamusi sie wtracac,
.....pozwalalam na to zwlaszcza wowczas, gdy jego ulegane jej bylo mu wyjatkowo nie na reke!!!!!
A wowczas mu mowilam...wdzisz gdybys jej stawil czola to bylo by inaczej.
Z czasem mial juz tego dosc i nauczyl sie stawiac jej granice.
Wowczas gdy mnaprawde stawial na swoim, mial we mnie bezwzgledne wsparcie......
................lecz nigdy nie pozwolilam by traktowal ja bez szacunku czy wyrazal sie o niej w taki sposob...bo to by sie w koncu obrocilo przeciwko mnie.
Trzymaj sie i nie przejmuj sie nia, swojemu chlopakowi powtarzaj ze TO JEGO PROBLEM skoro on sie jej nie potrafi przeciwstawic i obrazac ciebie i kwestionowac jego iloraz inteligencji itp. , a nie twoj.
Bo to jest prawda Kropka! TO NIE TWOJA TESCIOWA JEST TU PROBLEMEM, lecz jego uzaleznienie od niej i nieumiejetnosc stawienia jej czola.)
Dojrzaly facet nawet najbardziej wrednej mamusi potrafi pokazac gdzie jest jej miejsce !!!!!
Mozesz miec tylko nadzeje ze on to kiedys w koncu zrozumie i dorosnie lub bedziesz musiala zrezygnowac z waszego zwiazku.
Takie male pytanko...czy ona ma dobre relacje ze swoim mezem?
30 2013-02-18 18:29:03 Ostatnio edytowany przez bags (2013-02-18 18:34:10)
Witam...
jak ja uwielbiam to slowo tesciowa... az normalnie dostaje bialej goraczki tak baaardzo delikatnie mowiac... Chodzaca wyrocznia i Einstein w spodnicy.
Jesli masz zamiar wyjsc za maz za swojego lubego... to podpiszesz na siebie wyrok smierci potocznie mowiac.
Jako osoba z dobitnym malzenskim doswiadczeniem w takich relacjach powiem tak...
Z kochana teściową nie ma co walczyć i z bólem serca trzeba zaakceptować fakt Jej silej więzi z synem.
Musisz się tylko starać zminimalizować jej wpływ na Twoją relację z chlopakiem.
Najlepiej - zaznaczam najlepiej by było dla Was przenieść się z partnerem na swoje a jak nie będzie można bez teściowej to z teściową. Najlepiej by było gdyby nowe mieszkanie było tylko Twoje albo Twoje i partnera, tak by teściowa nie miała do niego żadnych praw. Żeby ona nie była wtedy na swoim, co zapewni możliwy względny spokój. Chociaż i tak Jej oddziaływanie na syna i rykoszetem na Ciebie nigdy nie zniknie.
Za dużo tych kłótni w Twojej relacji z teściową też nie przynosi niczego dobrego. Szkoda nerwów.
Dużo lepiej stosować technikę ignorancji. Zapewne matka jest uzależniona (emocjonalnie) od syna i w pewnym stopniu na odwrót (również finansowo). Zapewniają sobie wzajemnie poczucie bezpieczeństwa. A jeśli Ty stanowisz zagrożenie dla teściowej to ona odpowiednio indoktrynuje Twojego partnera. Nic na to nie poradzisz co matka mówi Jemu gdy tego nie słyszysz a nawet jeśli słyszysz to zwracanie uwagi, żeby się nie wtrącała będzie tylko wywoływało niepotrzebne kłótnie.
U niej w domu jesteś tylko gościem. I musisz się w dużym stopniu podporządkować.
Więc albo mieszkanie u teściowej i podporządkowanie się jej, albo - własne mieszkanie.
Nie ukrywam, że przed Tobą ciężki orzech do zgryzienia, by Twojego lubego "odizolować" dla dobra związku od matki i bardzo prawdopodobna dla Ciebie jego klęska. Bez terapii małżeńskiej się raczej nie obejdzie. Wątpię, żeby teściowa chciała uczestniczyć w terapii małżeńskiej.
Skoro ma męża to duży plus dla Ciebie. Nie będziesz jej musiała ciągnąć za sobą w razie wyprowadzki. Czego życzę jak najprędzej w przypadku sformalizowania związku.
Twoje malzenstwo jest jak sama widzisz toksycznym trojkatem, w ktorym mimo wszystko szkodliwym ogniwem - ktorego to w zasadzie nie powinno byc - jest Twoja tesciowa.
Jedno moge Ci zagwarantowac, ze jakiekolwiek proby Twojego nacisku/presji na meza, przyniosa skutek odwrotny od zamierzonego. Kolokwialnie mowiac kopiesz sie wtedy z koniem stachanowcem.
"Synowych to ja moge miec 5 ale synka mam tylko jednego"
Od czego zaczac Twoja walke o przyszle malzenstwo?
Materialy z magnolia.pl to kropla w morzu.
Przede wszystkim od zrozumienia od podszewki zagadnienia toksycznosci - toksycznej osoby, nieodcietej pepowiny i calej gamy powiazan z tymi zaganieniami zwiazanymi.
1 "toksyczni tesciowie... nieodcieta pepowina..."
2."toksyczny trojkat z tesciowa"
oba watki sa na tym forum. wiele z tego sie moze Tobie przydac.
3. "odcinamy pepowine, czyli koniec problemow z tesciowa" poszukaj na necie.
4. materialy i nagrania Jacka Pulikowskiego na youtube (lacznie z nagraniami z cyklu "7 sakrament")
Na deser przytocze Ci porady psychologow w tej tematyce tez i z mojego problemu:
Przede wszystkim powinieneś porozmawiać z żoną bez obecności teściowej. I podczas rozmowy uświadomić jej, że najwyższa pora odciąć pępowinę i zacząć układać życie razem we dwoje, a nie we troje. W końcu to Tobie ślubowała przed ołtarzem, a nie mamie.
Postaraj się przekonać ją także do tego, żebyście chociaż na jakiś czas zamieszkali we dwoje, z dala od teściowej. Warto byłoby także pomyśleć o terapii dla par - pomogłoby to Wam naprawić relację nadwyrężoną przez problem z teściową.
Pozdrawiam.
Witam serdecznie,
Jeśli chcesz ratować to małżeństwo to jest tylko jedno rozwiązanie - zabranie żony z domu jej rodziców i terapia dla par. Inaczej ona nigdy nie zerwie pępowiny i zawsze będzie żyła pod dyktando rodziców.
Przez jakiś czas nie poruszaj tego tematu, poczekaj aż emocje opadną. Potem zaproś żonę na spacer, kolację itp. i porozmawiajcie sami, bez osób trzecich o Waszej rodzinie i małżeństwie. Ona musi zrozumieć, że teraz Ty i Wasze dziecko jesteście jej rodziną.
Pozdrawiam
I najbardziej bolesna swiadomosc, z ktora musisz sie pogodzic to taka, ze Wasz zwiazek bedzie zawsze daleki od normalnosci a ewentualne Twoje przyszle malzenstwo jest praktycznie nie do uratowania... gdyz szanse na to sa jak trafienie 6 w totka.
Bardzo mi przykro...
Ona swojego Męża nie szanuje, traktuje Go jako instytucję do zarabiania pieniędzy. Jej Mąż pracuje na dwóch etatach, ona całe dnie "odpoczywa bo jest taka zmęczona"... tylko nie wiem po czym ![]()
Ja kiedyś powiedziałam chłopakowi "albo ona, albo ja"-powiedział "oczywiście, że Ty, bez dyskusji nawet". Nie jest zapatrzony w matkę, często sam ma jej dość, ale Jego przeraża dorosłe życie, mieszkanie na swoim i tu jest duży problem. Gdy jego mama wyjechała do senatorium to obaj z ojcem byli szczęśliwi, że odetchną od niej.
Widzę, że mentalnie On jest jeszcze dzieckiem nie gotowym do zakładania własnej rodziny, osobnego mieszkania itp.
Tylko, że ja już dłużej tak nie wytrzymam... On się nie wyprowadzi, więc pozostaje mi tylko zakończyć ten związek.
32 2013-02-18 18:42:21 Ostatnio edytowany przez Kropka24 (2013-02-18 22:57:45)
Witam...
jak ja uwielbiam to slowo tesciowa... az normalnie dostaje bialej goraczki tak baaardzo delikatnie mowiac... Chodzaca wyrocznia i Einstein w spodnicy.
Jesli masz zamiar wyjsc za maz za swojego lubego... to podpiszesz na siebie wyrok smierci potocznie mowiac.Jako osoba z dobitnym malzenskim doswiadczeniem w takich relacjach powiem tak...
Z kochana teściową nie ma co walczyć i z bólem serca trzeba zaakceptować fakt Jej silej więzi z synem.
Musisz się tylko starać zminimalizować jej wpływ na Twoją relację z chlopakiem.
Najlepiej - zaznaczam najlepiej by było dla Was przenieść się z partnerem na swoje a jak nie będzie można bez teściowej to z teściową. Najlepiej by było gdyby nowe mieszkanie było tylko Twoje albo Twoje i partnera, tak by teściowa nie miała do niego żadnych praw. Żeby ona nie była wtedy na swoim, co zapewni możliwy względny spokój. Chociaż i tak Jej oddziaływanie na syna i rykoszetem na Ciebie nigdy nie zniknie.Za dużo tych kłótni w Twojej relacji z teściową też nie przynosi niczego dobrego. Szkoda nerwów.
Dużo lepiej stosować technikę ignorancji. Zapewne matka jest uzależniona (emocjonalnie) od syna i w pewnym stopniu na odwrót (również finansowo). Zapewniają sobie wzajemnie poczucie bezpieczeństwa. A jeśli Ty stanowisz zagrożenie dla teściowej to ona odpowiednio indoktrynuje Twojego partnera. Nic na to nie poradzisz co matka mówi Jemu gdy tego nie słyszysz a nawet jeśli słyszysz to zwracanie uwagi, żeby się nie wtrącała będzie tylko wywoływało niepotrzebne kłótnie.
U niej w domu jesteś tylko gościem. I musisz się w dużym stopniu podporządkować.
Więc albo mieszkanie u teściowej i podporządkowanie się jej, albo - własne mieszkanie.Nie ukrywam, że przed Tobą ciężki orzech do zgryzienia, by Twojego lubego "odizolować" dla dobra związku od matki i bardzo prawdopodobna dla Ciebie jego klęska. Bez terapii małżeńskiej się raczej nie obejdzie. Wątpię, żeby teściowa chciała uczestniczyć w terapii małżeńskiej.
Skoro ma męża to duży plus dla Ciebie. Nie będziesz jej musiała ciągnąć za sobą w razie wyprowadzki. Czego życzę jak najprędzej w przypadku sformalizowania związku.Twoje malzenstwo jest jak sama widzisz toksycznym trojkatem, w ktorym mimo wszystko szkodliwym ogniwem - ktorego to w zasadzie nie powinno byc - jest Twoja tesciowa.
Jedno moge Ci zagwarantowac, ze jakiekolwiek proby Twojego nacisku/presji na meza, przyniosa skutek odwrotny od zamierzonego. Kolokwialnie mowiac kopiesz sie wtedy z koniem stachanowcem."Synowych to ja moge miec 5 ale synka mam tylko jednego"
Od czego zaczac Twoja walke o przyszle malzenstwo?
Materialy z magnolia.pl to kropla w morzu.
Przede wszystkim od zrozumienia od podszewki zagadnienia toksycznosci - toksycznej osoby, nieodcietej pepowiny i calej gamy powiazan z tymi zaganieniami zwiazanymi.
1 "toksyczni tesciowie... nieodcieta pepowina..."
2."toksyczny trojkat z tesciowa"
oba watki sa na tym forum. wiele z tego sie moze Tobie przydac.
3. "odcinamy pepowine, czyli koniec problemow z tesciowa" poszukaj na necie.
4. materialy i nagrania Jacka Pulikowskiego na youtube (lacznie z nagraniami z cyklu "7 sakrament")Na deser przytocze Ci porady psychologow w tej tematyce tez i z mojego problemu:
Przede wszystkim powinieneś porozmawiać z żoną bez obecności teściowej. I podczas rozmowy uświadomić jej, że najwyższa pora odciąć pępowinę i zacząć układać życie razem we dwoje, a nie we troje. W końcu to Tobie ślubowała przed ołtarzem, a nie mamie.
Postaraj się przekonać ją także do tego, żebyście chociaż na jakiś czas zamieszkali we dwoje, z dala od teściowej. Warto byłoby także pomyśleć o terapii dla par - pomogłoby to Wam naprawić relację nadwyrężoną przez problem z teściową.
Pozdrawiam.Witam serdecznie,
Jeśli chcesz ratować to małżeństwo to jest tylko jedno rozwiązanie - zabranie żony z domu jej rodziców i terapia dla par. Inaczej ona nigdy nie zerwie pępowiny i zawsze będzie żyła pod dyktando rodziców.
Przez jakiś czas nie poruszaj tego tematu, poczekaj aż emocje opadną. Potem zaproś żonę na spacer, kolację itp. i porozmawiajcie sami, bez osób trzecich o Waszej rodzinie i małżeństwie. Ona musi zrozumieć, że teraz Ty i Wasze dziecko jesteście jej rodziną.
PozdrawiamI najbardziej bolesna swiadomosc, z ktora musisz sie pogodzic to taka, ze Wasz zwiazek bedzie zawsze daleki od normalnosci a ewentualne Twoje przyszle malzenstwo jest praktycznie nie do uratowania... gdyz szanse na to sa jak trafienie 6 w totka.
Bardzo mi przykro...
O jakim mieszkaniu u teściowej mówisz? Przecież pisałam, że ja tam wcale nie chodzę nawet (byłam 2 razy w Jej domu, ostatni raz 3i pół roku temu). I o jakim ciąganiu jej za sobą "do nowego mieszkania"? To już jakaś bajka dla mnie...
Mam wrażenie, że nie do końca zrozumiałeś moje poprzednie wypowiedzi. Mój obecny (jeszcze) partner sam ma dosyć swojej matki i nigdy by jej nie zabrał ze sobą wyprowadzając się, bo On ma jej po prostu DOSC! Boi się dorosłego życia (czyt.opłat za mieszkanie, rachunki itp), a nie mieszka z matką "bo tak bardzo chce", nie!
On z nią nie rozmawia na prywatne tematy, nie rozmawia o nas. To ona robi mu codziennie akcję o to z "jaką dziewczyną się związał". On wtedy zawsze staje w mojej obronie.
Piszesz o kłótniach z teściową. Ja z moją nigdy się nie kłóciłam, nigdy....
zamieniłyśmy łącznie ze sobą na trzech spotkaniach jakieś 5-6 zdań, obie byłyśmy bardzo miłe podczas tych rozmów. Nie były to rozmowy na żadne osobiste tematy, tylko takie paplanie o niczym.
Tu chodzi o to, że On może i chciałby się wyprowadzić od matki, ale tłumaczy się brakiem pieniędzy itp.
Teściowa też nie trzyma go w domu na siłę, ona często wygania go wręcz, ale wtrąca się nadal...
33 2013-02-18 18:54:26 Ostatnio edytowany przez Kropka24 (2013-02-18 18:57:27)
Wszystko rozchodzi się o to, że On nie jest na tyle samodzielny, aby wyprowadzić się i stworzyć ze mną rodzinę, a dopóki tak jest (czyli dopóki nadal mieszka w domu rodziców) to ciągłe kłótnie "na mój temat" nadal będą obecne i ja nie wyobrażam sobie kontynuowania związku z teściową w tle. Tu nie chodzi o "JEGO MIŁOŚĆ DO MAMUSI BO TEGO NIE MA, SAM MA JEJ DOŚĆ"! Tylko o usamodzielnienie się którego On się boi.
Przeczytaj uwaznie co pisze!!!!!
Jesli zamierzasz wyjsc za niego.... TO UNIKAJ MIESZKANIA Z TESCIOWA nawet w tle!
Tyle i az tyle mialem do powiedzenia w tym temacie mieszkania "razem".
Mowisz ze tesciowa nie trzyma go na sile w domu, wygania go aleeeeee...... tu chodzi o to, że On może i chciałby się wyprowadzić od matki, ale tłumaczy się brakiem pieniędzy itp.
i.......Ona wtrąca się do Waszego zycia nadal...
Nie rozsmieszaj mnie, prosze Cie.
Takie bajki, ze "mamusia jest be" mowione w takich realiach jak te przez pierworodnego, to mozesz sobie miedzy ksiazki wlozyc. Ja slyszalem takie teksty co przyslowiowy krok ale jak przyszlo co do czego i trzeba bylo zadecydowac o samodzielnosci we dwoje, to byl sprint pod spodnice do matuli.
Staje w Twojej obronie ale boi sie "oderwac od cycka" i wyruszyc w swiat we dwoje.
To jest facet, ktorego mama drazni? Facet??? bez jaj!
NIe obraz sie ale jesli wierzysz w te bajdurzenia faceta i nawijanie makaronu na uszy, to jestes bardzo naiwna i patrzysz przez rozowe okulary na to, co sie dzieje.
Pamietasz taka komedie z Markiem Kondratem. "Piniadze to nie wszystko"???
Wiec to - ten tytul - dobitnie tlumaczy Twoja sytuacje, ze nie wszystko jeszcze wiesz i widzisz... i to nie tylko od partnera.
widzę, że teściowe to zmory:) nie każda, zdarzają się wyjątki:D. Ja też miałam problem z teściową, ale co było najgorsze w tym, że mój narzeczony był mamin synkiem. A to jest najgorsze jak facet słucha wyłącznie swojej mamusi. Ty jesteś w tej dobrej sytuacji, że Twój facet jest po Twojej stronie. Mój związek na szczęście się rozpadł i już nie mam tego problemu. Mam nadzieje, że Tobie się ułoży.
Anik38 teraz myślę, że miłość to pojęcie względne...
Kiedyś owszem-była miłość, zostało przywiązanie, a to chyba za mało by dalej walczyć o ten związek.
Wobec powyższego wszelkie dyskusje, czy on gotowy, czy nie, czy teściowa taka, czy inna, miom zdaniem nie mają sensu.
Nie ma miłości, budować związek na przywiązaniu w wieku 24 lat?
Tak to mogą robić sześćdziesięcioparolatki. Małżeństwo z rozsądku.
Widujecie się co 2 tygodnie? Bo on nie potrafi kupić samochodu, bo się nie zna? Jaja sobie robi.
Młoda jesteś, nie skazuj się na drętwy związek z chłopcem, który Cię kocha(?), stoi niby po Twojej stronie, ale nie ma na tyle jaj, żeby sam pokierować swoim życiem. On tylko mówi, a nie robi nic.
Przeczytaj uwaznie co pisze!!!!!
Jesli zamierzasz wyjsc za niego.... TO UNIKAJ MIESZKANIA Z TESCIOWA nawet w tle!
Tyle i az tyle mialem do powiedzenia w tym temacie mieszkania "razem".Mowisz ze tesciowa nie trzyma go na sile w domu, wygania go aleeeeee...... tu chodzi o to, że On może i chciałby się wyprowadzić od matki, ale tłumaczy się brakiem pieniędzy itp.
i.......Ona wtrąca się do Waszego zycia nadal...
Nie rozsmieszaj mnie, prosze Cie.Takie bajki, ze "mamusia jest be" mowione w takich realiach jak te przez pierworodnego, to mozesz sobie miedzy ksiazki wlozyc. Ja slyszalem takie teksty co przyslowiowy krok ale jak przyszlo co do czego i trzeba bylo zadecydowac o samodzielnosci we dwoje, to byl sprint pod spodnice do matuli.
Staje w Twojej obronie ale boi sie "oderwac od cycka" i wyruszyc w swiat we dwoje.
To jest facet, ktorego mama drazni? Facet??? bez jaj!
NIe obraz sie ale jesli wierzysz w te bajdurzenia faceta i nawijanie makaronu na uszy, to jestes bardzo naiwna i patrzysz przez rozowe okulary na to, co sie dzieje.Pamietasz taka komedie z Markiem Kondratem. "Piniadze to nie wszystko"???
Wiec to - ten tytul - dobitnie tlumaczy Twoja sytuacje, ze nie wszystko jeszcze wiesz i widzisz... i to nie tylko od partnera.
Nie będę mieszkać z teściową, za żadne skarby. Pisałam już o tym, więc nie rozumiem dlaczego tak się tego przyczepiłeś.
Z nim już także mieszkać nie będę, bo ten związek zakończyłam.
Kropka24 napisał/a:Anik38 teraz myślę, że miłość to pojęcie względne...
Kiedyś owszem-była miłość, zostało przywiązanie, a to chyba za mało by dalej walczyć o ten związek.Wobec powyższego wszelkie dyskusje, czy on gotowy, czy nie, czy teściowa taka, czy inna, miom zdaniem nie mają sensu.
Nie ma miłości, budować związek na przywiązaniu w wieku 24 lat?
Tak to mogą robić sześćdziesięcioparolatki. Małżeństwo z rozsądku.
Widujecie się co 2 tygodnie? Bo on nie potrafi kupić samochodu, bo się nie zna? Jaja sobie robi.
Młoda jesteś, nie skazuj się na drętwy związek z chłopcem, który Cię kocha(?), stoi niby po Twojej stronie, ale nie ma na tyle jaj, żeby sam pokierować swoim życiem. On tylko mówi, a nie robi nic.
Właśnie tak zrobiłam i myślę, że teraz jest mi lepiej ![]()
Dziękuję za odp.
Pozdrawiam.
ja mam podobną sytuację z teściową....przed ślubem byłam w ciąży, więc postanowiliśmy wziąć ślub i zamieszkałam u męża. Przed ślubem były już spięcia z teściową, na ślubie zachowywała się jakby była na stypie. gdy zamieszkałam u męża piekło się rozpoczęło. Mąż ma starszego brata, który ma swoja rodzinę i mieszka na swoim, on i jego żona i córka są najukochańsi a mój maz i ja czarne owce. Mieszkamy na wsi i mąż ma gospodarstwo, ja będąc w ciązy nie robiłam nic, kilka razy pomogłam mężowi ale czułam,że jest mi źle,więc nie chciałam ryzykować,ale szanowna teściowa uwazała, że tylko udaję, że nie moge nic robić, ona bedąc w ciązy robiła wszytsko. Miała pretensje do mnie, że gdy zrobiłam obiad nie nałozyłam jej na talerz, że naczynia zmywam w zimnej wodzie, ona robi na gospodarce a ja leże i powinnam skakać tak jak mi zagrają. najlepsze było gdy się kłóciłyśmy i machała mi palcem przed brzuchem i powiedziała, że cytuję: "dałam psiuty po miesiącu znajomości i jestem stara panną, której nikt nie chciał". A ona sama miała synka kochanego tego pierwszego panną i nie była z ojcem biologicznym jej syna tylko przyszła mieszkać do ojca mojego mężą. gdy byłam w ciąży ani razu nie zapytała jak się czuję. Z mężem zrobiliśmy sobie piętro i ona też ma tu pokój i wspólna kuchnię, ale nie korzystają z tego tylko siędza na dole. Czasem przyjdzie po coś ale nie zagląda do swojego wnuka..a jak już zajrzy to mały płacze na jej widok. Ostatnio przestawiłam jej czajnik z kuchni bo chciałam zmyć kuchnię,ale nie postawiłam go z powrotem,wiec mojemu mężowi powiedziała jak moglam tak zrobić. Kolejna sytuacja usypiałam synka, ona przyszła na góre i woła męża krzycząć,a on wyszedł i mówi jej żeby była cicho bo mały zasypia a ona co cicho,co cicho to już przyjść tu nie mogę. Mąż cały czas się z nią kłóci,ale do niej mówić to jakby nie słyszała. Synek ma 4 miesiace a jego wujek, cyzli brat meża jeszcze go nie widział, i jemu nic nie powie że źle robi, tamtej synowej się boi, a mnie mowi co chce bo wie,że ja cicho siedzę. Wiem mój błąd,że się jej daje. Gdy ją widzę a nawet słyszę to czuję się jak małe dziecko,które coś zrobiło i się boi. Przepraszam,że trochę chaotycznie napisałam,ale trzymam synka na rękach ![]()