Już prawie pół roku od mojego rozstania z Eks-Lubym, a ja nie potrafię zapomnieć. Najgorzej jest gdy siedzę w domu i wtedy zaczynam przeglądać portale i wszystko tam gdzie on jest.. nie potrafię się powstrzymać. Ciągle żyje ze świadomością, że to ja wszystko zepsułam, że to przeze mnie rozpadł się nasz związek. No właśnie..., tylko że zaraz po tym jak Eks ze mną zerwał pojawiła się nowa koleżanka w jego życiu, ich wyznania miłości na portalach, i widzę że ich znajomość trwa w najlepsze. A on mi mówił (gdy zrywał), że to moja wina, że nikogo nie ma, że nie ma ochoty z nikim być (przeze mnie nie zaufa już nigdy innej kobiecie). Więc to tak wygląda, że zrywając ze mną miał w zanadrzu już następną młodą dziewczynę. I cholernie źle się czuję z tym, że chyba mnie okłamał.. a ja nadal uważam, że to ja zawaliłam i gdybym mogła to był go znowu zaczęła przepraszać.On uważa, że nic nie zawinił, podczas rozmów odnosi się do mnie z wyższością i chyba to mnie najbardziej denerwuje, że on czuje się lepszy. Po rozstaniu ciągle byłam dla niego miła i nie wygarnęłam co o nim myślę, a dlatego bo łudzę się że może jednak do mnie wróci i mnie zechcę. Naiwne to i żałosne. Powinnam dać sobie z nim dawno spokój i zapomnieć. A i tylko wspomnę, że nie raz próbowałam zerwać z nim kontakt ale tydzień bez dzwonienia z mojej strony to maksimum.. teraz próbuję wytrwać.
Przepraszam za chaotyczne pisanie.
Podobne tematy
A co takiego zrobiłaś?
Mogę się podpisać obydwoma rękoma pod Twoim postem ale damy radę.....bo przecież nie mamy innego wyjścia
A co takiego zrobiłaś?
No wlasnie, ja tez jestem ciekawa...
5 2013-02-08 20:35:17 Ostatnio edytowany przez nie_wiem (2013-02-08 20:39:28)
rok temu zrobiłam coś, czego bardzo żałuje. A że jestem osobą nie potrafiącą kłamać ani ukrywać czegokolwiek przed swoim partnerem to się przyznałam to tego wielkiego błędu. Mieliśmy po tym trudne chwile, ale zaczęło się to wszystko pomalutku układać.. i dlatego gdy nadszedł dzień rozstania to niczego się nie spodziewałam. Kilka miesięcy minęło od tamtego zdarzenia i myślałam że wychodzimy na prostą, zwłaszcza ze kilka tygodni wcześniej mówiliśmy o zaręczynach, on mi mówił że kocha. Nie chcę tu teraz się wybielać, wiem że za głupotę się płaci. To nie jest takie proste, nie należę do tych dziewczyn bez serca i wyrzutów sumienia. Tylko teraz boli mnie to, że on mnie okłamał. Ja go nigdy nie okłamałam i nigdy niczego przed nim nie zataiłam i tego samego oczekiwałam od niego. Szczerość niestety nigdy nie była jego mocną stroną. I rzeczywiście myślałam że zostawia mnie dlatego bo schrzaniłam (bo tak jest) ale dochodzi chyba też do tego wpływ innego dziewczęcia.
A no i właśnie, czyli nie zerwał ze mną od razu po tym wydarzeniu, bo nie miał nikogo na oku? A jak się znalazła chętna to siłę znalazł? Zaczynam to teraz tak postrzegać.. Zrywając ze mną mówił, że mnie kocha.. a chwilę później pisał do innej.
rok temu zrobiłam coś, czego bardzo żałuje. A że jestem osobą nie potrafiącą kłamać ani ukrywać czegokolwiek przed swoim partnerem to się przyznałam to tego wielkiego błędu. Mieliśmy po tym trudne chwile, ale zaczęło się to wszystko pomalutku układać.. i dlatego gdy nadszedł dzień rozstania to niczego się nie spodziewałam. Kilka miesięcy minęło od tamtego zdarzenia i myślałam że wychodzimy na prostą, zwłaszcza ze kilka tygodni wcześniej mówiliśmy o zaręczynach, on mi mówił że kocha. Nie chcę tu teraz się wybielać, wiem że za głupotę się płaci. To nie jest takie proste, nie należę do tych dziewczyn bez serca i wyrzutów sumienia. Tylko teraz boli mnie to, że on mnie okłamał. Ja go nigdy nie okłamałam i nigdy niczego przed nim nie zataiłam i tego samego oczekiwałam od niego. Szczerość niestety nigdy nie była jego mocną stroną. I rzeczywiście myślałam że zostawia mnie dlatego bo schrzaniłam (bo tak jest) ale dochodzi chyba też do tego wpływ innego dziewczęcia.
A no i właśnie, czyli nie zerwał ze mną od razu po tym wydarzeniu, bo nie miał nikogo na oku? A jak się znalazła chętna to siłę znalazł? Zaczynam to teraz tak postrzegać.. Zrywając ze mną mówił, że mnie kocha.. a chwilę później pisał do innej.
Witaj ![]()
Widzisz, zaczynasz pisać i od razu pojawiają Ci się klarować pewne sytuacje...
Być może sygnałów było więcej?
Każdy kij ma dwa końce, nie obwiniaj tylko siebie, zdaje się, że tu gdzieś indziej jest pies pogrzebany. Weź krytycznym okiem "pod lupę" wasz związek. Może sypało się już wcześniej?
"A no i właśnie, czyli nie zerwał ze mną od razu po tym wydarzeniu, bo nie miał nikogo na oku?"
Możliwe, możliwe.
Ale nie na 100%.
Związki nie kończą się z dnia na dzień.
Można tylko z dnia na dzień dojść do wniosku, że nie da się już dłużej...
I teraz zależy co... wytrzymać? okłamywać? udawać?
Jeszcze raz postaraj się przeanalizować sytuacje ze związku, które Ci utkwiły. Najprędzej tam znajdziesz odpowiedź.
nie_wiem napisał/a:rok temu zrobiłam coś, czego bardzo żałuje. A że jestem osobą nie potrafiącą kłamać ani ukrywać czegokolwiek przed swoim partnerem to się przyznałam to tego wielkiego błędu. Mieliśmy po tym trudne chwile, ale zaczęło się to wszystko pomalutku układać.. i dlatego gdy nadszedł dzień rozstania to niczego się nie spodziewałam. Kilka miesięcy minęło od tamtego zdarzenia i myślałam że wychodzimy na prostą, zwłaszcza ze kilka tygodni wcześniej mówiliśmy o zaręczynach, on mi mówił że kocha. Nie chcę tu teraz się wybielać, wiem że za głupotę się płaci. To nie jest takie proste, nie należę do tych dziewczyn bez serca i wyrzutów sumienia. Tylko teraz boli mnie to, że on mnie okłamał. Ja go nigdy nie okłamałam i nigdy niczego przed nim nie zataiłam i tego samego oczekiwałam od niego. Szczerość niestety nigdy nie była jego mocną stroną. I rzeczywiście myślałam że zostawia mnie dlatego bo schrzaniłam (bo tak jest) ale dochodzi chyba też do tego wpływ innego dziewczęcia.
A no i właśnie, czyli nie zerwał ze mną od razu po tym wydarzeniu, bo nie miał nikogo na oku? A jak się znalazła chętna to siłę znalazł? Zaczynam to teraz tak postrzegać.. Zrywając ze mną mówił, że mnie kocha.. a chwilę później pisał do innej.
Witaj
Widzisz, zaczynasz pisać i od razu pojawiają Ci się klarować pewne sytuacje...
Być może sygnałów było więcej?
Każdy kij ma dwa końce, nie obwiniaj tylko siebie, zdaje się, że tu gdzieś indziej jest pies pogrzebany. Weź krytycznym okiem "pod lupę" wasz związek. Może sypało się już wcześniej?
"A no i właśnie, czyli nie zerwał ze mną od razu po tym wydarzeniu, bo nie miał nikogo na oku?"
Możliwe, możliwe.
Ale nie na 100%.
Związki nie kończą się z dnia na dzień.
Można tylko z dnia na dzień dojść do wniosku, że nie da się już dłużej...
I teraz zależy co... wytrzymać? okłamywać? udawać?Jeszcze raz postaraj się przeanalizować sytuacje ze związku, które Ci utkwiły. Najprędzej tam znajdziesz odpowiedź.
W ciągu tych lat gdy byliśmy razem, on w dalszym ciągu przebywał na portalach, którym celem jest poznanie nowych osób. My też się tak poznaliśmy. Ja w przeciwieństwie do niego przestałam się tam logować, ponieważ nie czułam takiej potrzeby. Jego "zamiłowanie" nasiliło się w zeszłym roku w styczniu. Nie raz mu mówiłam, że mi to przeszkadza, jego wytłumaczenie było, że nie z każdym da się o wszystkich porozmawiać. Więc próbowałam się z tym uporać i wytłumaczyć sobie, że to normalne, nawet gdy te dziewczyny do niego dzwoniły (on podobno do nich nie).
Tak sobie myślę i znowu winię siebie.. a mianowicie: kilka tygodni po rozstaniu, gdy nadal utrzymywaliśmy codzienny kontakt telefoniczny (on chciał, żebyśmy kontaktowali się dalej tak jak przed rozstaniem), ja postanowiłam, że musimy zrobić sobie przerwę w tym rozmawianiu, ponieważ nie potrafię się odnaleźć w nowej sytuacji. Był zaskoczony i mówił, że nie wie czy da radę itp. Po tej krótkiej przerwie 2-tgodniowej, gdzie i tak wykonaliśmy do siebie z 2 telefony, wszystko uległo zmianie.. tzn. chyba się ode mnie odzwyczaił, bo od tamtej pory nie potrzebował ze mną rozmowy ani spotkań, i to ja w większości przypadków się pierwsza odzywałam. Może gdyby nie było tej przerwy to może jednak by coś z tego dalej było? Może moje zachowanie (pierwszy raz to ja coś postanowiłam i nie chciałam z nim rozmawiać) coś w nim zmieniło? Nie mam pojęcia..
Nic co ludzkie... napisał/a:nie_wiem napisał/a:rok temu zrobiłam coś, czego bardzo żałuje. A że jestem osobą nie potrafiącą kłamać ani ukrywać czegokolwiek przed swoim partnerem to się przyznałam to tego wielkiego błędu. Mieliśmy po tym trudne chwile, ale zaczęło się to wszystko pomalutku układać.. i dlatego gdy nadszedł dzień rozstania to niczego się nie spodziewałam. Kilka miesięcy minęło od tamtego zdarzenia i myślałam że wychodzimy na prostą, zwłaszcza ze kilka tygodni wcześniej mówiliśmy o zaręczynach, on mi mówił że kocha. Nie chcę tu teraz się wybielać, wiem że za głupotę się płaci. To nie jest takie proste, nie należę do tych dziewczyn bez serca i wyrzutów sumienia. Tylko teraz boli mnie to, że on mnie okłamał. Ja go nigdy nie okłamałam i nigdy niczego przed nim nie zataiłam i tego samego oczekiwałam od niego. Szczerość niestety nigdy nie była jego mocną stroną. I rzeczywiście myślałam że zostawia mnie dlatego bo schrzaniłam (bo tak jest) ale dochodzi chyba też do tego wpływ innego dziewczęcia.
A no i właśnie, czyli nie zerwał ze mną od razu po tym wydarzeniu, bo nie miał nikogo na oku? A jak się znalazła chętna to siłę znalazł? Zaczynam to teraz tak postrzegać.. Zrywając ze mną mówił, że mnie kocha.. a chwilę później pisał do innej.
Witaj
Widzisz, zaczynasz pisać i od razu pojawiają Ci się klarować pewne sytuacje...
Być może sygnałów było więcej?
Każdy kij ma dwa końce, nie obwiniaj tylko siebie, zdaje się, że tu gdzieś indziej jest pies pogrzebany. Weź krytycznym okiem "pod lupę" wasz związek. Może sypało się już wcześniej?
"A no i właśnie, czyli nie zerwał ze mną od razu po tym wydarzeniu, bo nie miał nikogo na oku?"
Możliwe, możliwe.
Ale nie na 100%.
Związki nie kończą się z dnia na dzień.
Można tylko z dnia na dzień dojść do wniosku, że nie da się już dłużej...
I teraz zależy co... wytrzymać? okłamywać? udawać?Jeszcze raz postaraj się przeanalizować sytuacje ze związku, które Ci utkwiły. Najprędzej tam znajdziesz odpowiedź.
W ciągu tych lat gdy byliśmy razem, on w dalszym ciągu przebywał na portalach, którym celem jest poznanie nowych osób. My też się tak poznaliśmy. Ja w przeciwieństwie do niego przestałam się tam logować, ponieważ nie czułam takiej potrzeby. Jego "zamiłowanie" nasiliło się w zeszłym roku w styczniu. Nie raz mu mówiłam, że mi to przeszkadza, jego wytłumaczenie było, że nie z każdym da się o wszystkich porozmawiać. Więc próbowałam się z tym uporać i wytłumaczyć sobie, że to normalne, nawet gdy te dziewczyny do niego dzwoniły (on podobno do nich nie). na żadnym portalu randkowym nie daje się od razu nr telefonu. Musi być kontakt, i to dłuższy
Tak sobie myślę i znowu winię siebie.. a mianowicie: kilka tygodni po rozstaniu, gdy nadal utrzymywaliśmy codzienny kontakt telefoniczny (on chciał, żebyśmy kontaktowali się dalej tak jak przed rozstaniem), ja postanowiłam, że musimy zrobić sobie przerwę w tym rozmawianiu, ponieważ nie potrafię się odnaleźć w nowej sytuacji. Był zaskoczony i mówił, że nie wie czy da radę itp. Po tej krótkiej przerwie 2-tgodniowej, gdzie i tak wykonaliśmy do siebie z 2 telefony, wszystko uległo zmianie.. tzn. chyba się ode mnie odzwyczaił, bo od tamtej pory nie potrzebował ze mną rozmowy ani spotkań, i to ja w większości przypadków się pierwsza odzywałam. Może gdyby nie było tej przerwy to może jednak by coś z tego dalej było? Może moje zachowanie (pierwszy raz to ja coś postanowiłam i nie chciałam z nim rozmawiać) coś w nim zmieniło? Nie mam pojęcia..
Zaznaczyłam Ci sytuacje, które już z Twojego opisu budzą niepokój.
Ludzie nie odkochują się z dnia na dzień.
Albo od początku kłamali (co znaczy że nie warci są jakiegokolwiek uczucia, zainteresowania), albo nie są zdolni do tego, aby szczerze kochać, co równa się niestety z powyższym.
nie_wiem napisał/a:Nic co ludzkie... napisał/a:Witaj
Widzisz, zaczynasz pisać i od razu pojawiają Ci się klarować pewne sytuacje...
Być może sygnałów było więcej?
Każdy kij ma dwa końce, nie obwiniaj tylko siebie, zdaje się, że tu gdzieś indziej jest pies pogrzebany. Weź krytycznym okiem "pod lupę" wasz związek. Może sypało się już wcześniej?
"A no i właśnie, czyli nie zerwał ze mną od razu po tym wydarzeniu, bo nie miał nikogo na oku?"
Możliwe, możliwe.
Ale nie na 100%.
Związki nie kończą się z dnia na dzień.
Można tylko z dnia na dzień dojść do wniosku, że nie da się już dłużej...
I teraz zależy co... wytrzymać? okłamywać? udawać?Jeszcze raz postaraj się przeanalizować sytuacje ze związku, które Ci utkwiły. Najprędzej tam znajdziesz odpowiedź.
W ciągu tych lat gdy byliśmy razem, on w dalszym ciągu przebywał na portalach, którym celem jest poznanie nowych osób. My też się tak poznaliśmy. Ja w przeciwieństwie do niego przestałam się tam logować, ponieważ nie czułam takiej potrzeby. Jego "zamiłowanie" nasiliło się w zeszłym roku w styczniu. Nie raz mu mówiłam, że mi to przeszkadza, jego wytłumaczenie było, że nie z każdym da się o wszystkich porozmawiać. Więc próbowałam się z tym uporać i wytłumaczyć sobie, że to normalne, nawet gdy te dziewczyny do niego dzwoniły (on podobno do nich nie). na żadnym portalu randkowym nie daje się od razu nr telefonu. Musi być kontakt, i to dłuższy
Tak sobie myślę i znowu winię siebie.. a mianowicie: kilka tygodni po rozstaniu, gdy nadal utrzymywaliśmy codzienny kontakt telefoniczny (on chciał, żebyśmy kontaktowali się dalej tak jak przed rozstaniem), ja postanowiłam, że musimy zrobić sobie przerwę w tym rozmawianiu, ponieważ nie potrafię się odnaleźć w nowej sytuacji. Był zaskoczony i mówił, że nie wie czy da radę itp. Po tej krótkiej przerwie 2-tgodniowej, gdzie i tak wykonaliśmy do siebie z 2 telefony, wszystko uległo zmianie.. tzn. chyba się ode mnie odzwyczaił, bo od tamtej pory nie potrzebował ze mną rozmowy ani spotkań, i to ja w większości przypadków się pierwsza odzywałam. Może gdyby nie było tej przerwy to może jednak by coś z tego dalej było? Może moje zachowanie (pierwszy raz to ja coś postanowiłam i nie chciałam z nim rozmawiać) coś w nim zmieniło? Nie mam pojęcia..
Zaznaczyłam Ci sytuacje, które już z Twojego opisu budzą niepokój.
Ludzie nie odkochują się z dnia na dzień.
Albo od początku kłamali (co znaczy że nie warci są jakiegokolwiek uczucia, zainteresowania), albo nie są zdolni do tego, aby szczerze kochać, co równa się niestety z powyższym.
Byliśmy ze sobą trochę czasu i mógłby mnie tak okłamywać? Zdarzało mi się parę jego kłamstewek odkryć (nigdy nie zrobiłam mu większej awantury, bo jego odpowiedzi były:"znowu sobie coś wymyślasz" albo "gadasz głupoty"), a przed rozstaniem sam mnie naprowadził na takie większe kłamstewko. Hm.. sama nie wiem, to nie brzmi pocieszająco, że tak się dawałam. Ale dodam, że jest dobrym manipulatorem. Też mi sporo rzeczy obiecywał albo mówił takie błahe rzeczy jak np. się ze mną spotka w konkretny dzień, albo gdzieś pojedziemy, a jak nadchodził ten dzień to mnie nawet nie informował że plany się zmieniły tylko ja musiałam dzwonić i się pytać czemu go jeszcze nie ma. Jego najczęstsza odpowiedź:"nie bo nie".
Nie chcę żeby teraz wyszło na to, że on ma same wady i go gnoję publicznie, bo jednak z różnych powodów byłam z nim i go kochałam/kocham? Gdy się spotykaliśmy czułam się wspaniale, stać go było na miłe gesty, słowa.. Jest dobrym słuchaczem i mogłam mu się wygadać ze wszystkiego, a on mnie wysłuchiwał (tego mi najbardziej brakuje). I wierzyłam, że jestem tą Jedyną..
Ale teraz jak z tego wybrnąć, zapomnieć i nie analizować po raz setny, tego co robił i mówił?
Ale teraz jak z tego wybrnąć, zapomnieć i nie analizować po raz setny, tego co robił i mówił?
Na to rady nie ma. Ani złotego środka.
Ten, który by to wymyślił, byłby "bogiem" życia ludzkiego.
Odpuścić sobie, starać się zapomnieć, uświadomić sobie, że osoba przez nas kochana i przez to uczucie idealizowana to... zwykły człowiek ze słabościami i ułomnościami, które NIE POZWOLIŁY DOCENIĆ TWOJEJ WARTOŚCI.
Bądź ponad to.
Nie daj sobą pomiatać (bo z opisu troszkę to wynika, zwłąszcza tekst, że chce zachować kontakt mimo rozstania.... może to będzie trochę przykre, ale znasz pojęcie "zapchajdziura"?)
nie_wiem napisał/a:Ale teraz jak z tego wybrnąć, zapomnieć i nie analizować po raz setny, tego co robił i mówił?
Na to rady nie ma. Ani złotego środka.
Ten, który by to wymyślił, byłby "bogiem" życia ludzkiego.Odpuścić sobie, starać się zapomnieć, uświadomić sobie, że osoba przez nas kochana i przez to uczucie idealizowana to... zwykły człowiek ze słabościami i ułomnościami, które NIE POZWOLIŁY DOCENIĆ TWOJEJ WARTOŚCI.
Bądź ponad to.
Nie daj sobą pomiatać (bo z opisu troszkę to wynika, zwłąszcza tekst, że chce zachować kontakt mimo rozstania.... może to będzie trochę przykre, ale znasz pojęcie "zapchajdziura"?)
Wiesz, dziękuję Ci za to wszystko co napisałaś
. Chociaż mam nadzieję, że jednak czuł coś prawdziwego do mnie.. teraz muszę się pozbierać i przestać kontrolować tego co on robi, a tym bardziej z kim, bo to mnie pogrąża.
"nie_wiem" -- domyślam się, że zdradziłaś; wg mnie zdrada nie jest znowu taka straszna -- gorzej jeśli ludzie się nie szanują i robią sobie na złość; chyba niepotrzebnie mu powiedziałaś, no ale stało się -- nie przypisuj całej winy sobie, bo po prostu wasza miłość pewnie była dość słaba -- wkradłaby się rutyna, nuda i pewnie też wszystko by szlag trafił;
"nie_wiem" -- domyślam się, że zdradziłaś; wg mnie zdrada nie jest znowu taka straszna -- gorzej jeśli ludzie się nie szanują i robią sobie na złość; chyba niepotrzebnie mu powiedziałaś, no ale stało się -- nie przypisuj całej winy sobie, bo po prostu wasza miłość pewnie była dość słaba -- wkradłaby się rutyna, nuda i pewnie też wszystko by szlag trafił;
Wiesz.. ja nie potrafiłabym być z kimś, spojrzeć mu w oczy i zataić czegoś takiego. Myślałam wtedy, że jeśli myślimy o sobie poważnie i w przyszłości chcemy zostać małżeństwem, to muszę być szczera i liczyć się z konsekwencjami. Jeśli to można nazwać problemem, to właśnie mój problem polega na tym, że nie potrafię nic zataić przed osobą, na której mi zależy. Więc partner wiedział o mnie dosłownie wszystko, wiedział z kim wychodzę, co robię, z kim rozmawiam, a ja wiedziałam tylko tyle co raczył mi powiedzieć. Dla mnie szczerość i rozmowa w związku jest bardzo ważna.
Mnie bardzo zależało, jeśli coś się między nami nie układało to próbowałam rozmawiać, chciałam też żebyśmy gdzieś częściej wychodzili, coś robili fajnego, a on nie bo nie, nie chce mi się, nie mamy o czym rozmawiać, jest okej..
Tak sobie myślę, że ten związek nie miał przyszłości, to mnie bardziej na wszystkim zależało, prosiłam, przepraszałam, proponowałam, wszystko ja, a bardzo rzadko on.
Wiesz.. ja nie potrafiłabym być z kimś, spojrzeć mu w oczy i zataić czegoś takiego. Myślałam wtedy, że jeśli myślimy o sobie poważnie i w przyszłości chcemy zostać małżeństwem, to muszę być szczera i liczyć się z konsekwencjami. Jeśli to można nazwać problemem, to właśnie mój problem polega na tym, że nie potrafię nic zataić przed osobą, na której mi zależy. Więc partner wiedział o mnie dosłownie wszystko, wiedział z kim wychodzę, co robię, z kim rozmawiam, a ja wiedziałam tylko tyle co raczył mi powiedzieć.
Chciał znać te wszystkie szczegóły, czy sama mówiłaś? Bo jeśli chciał wiedzieć wszystko, samemu niewiele mówiąc, to po prostu chciał Cię kontrolować.
Dla mnie szczerość i rozmowa w związku jest bardzo ważna.
Owszem w ważnych sprawach tak, jak najbardziej. Ale przy drobiazgach nie ma sensu wszystkiego klepać, jeśli to nieistotne i nie wpływa na związek.
Mała dygresja: dziewczyna pisze do chłopaka sms - Jeśli się uśmiechasz, prześlij mi uśmiech, jeśli płaczesz,prześlij mi łzę... Chłopak odpisuje: Kochanie robię koopę, co ci przesłać?
Mnie bardzo zależało, jeśli coś się między nami nie układało to próbowałam rozmawiać, chciałam też żebyśmy gdzieś częściej wychodzili, coś robili fajnego, a on nie bo nie, nie chce mi się, nie mamy o czym rozmawiać, jest okej..
I on to wykorzystywał. Coraz bardziej. Było mu wygodnie, bo to Ty byłaś motorem tego związku, on nie musial się wysilać.
Tak sobie myślę, że ten związek nie miał przyszłości, to mnie bardziej na wszystkim zależało, prosiłam, przepraszałam, proponowałam, wszystko ja, a bardzo rzadko on.
Bo nie musiał.
Dla mnie szczerość i rozmowa w związku jest bardzo ważna.
A dla niego nie.
wiem.. sama do tego doprowadziłam. Powinnam się postawić, czasem jak próbowałam, to był jeden wielki foch z jego strony, a mnie się robiło przykro i znowu to ja do niego leciałam. Najdłużej wytrzymałam 3 dni, a i tak w końcu to ja wyciągnęłam rękę na zgodę chociaż wtedy ewidentnie to on spowodował kłótnie i zwalił na mnie winę. Nie wiecie nawet, jak jestem na siebie wściekła, za to swoje zachowanie. Przez pierwszy rok, gdy byłam ostrożna i nie dawałam "ponieść się" miłości było pięknie i wspaniale, ale jak wreszcie uwierzyłam, ze on kocha to się otworzyłam, chyba za bardzo
.Jak go poznałam, to właśnie przyszło mi na myśl, że to taki człowiek dobry jako przyjaciel ale nie jako mąż. On był w kilku dłuższych związkach i ja znowu ta kolejna, z którą nie wyszło po kilku latach.
A jeśli chodzi o to mówienie wszystkiego, to tak: on chciał wiedzieć co robię, gdy dostawałam smsa przy nim od kogoś to wręcz czasami wyrywał mi telefon albo patrzył przez ramię co jest w tym smsie.. ale swojego telefonu dotknąć nie dał, bo "po co". A i tylko wspomnę, że po rozstaniu pewnego dnia nie mógł się do mnie dodzwonić, ponieważ mój numer był zajęty. Z racji tego, że nie byliśmy razem, ja nie odczułam potrzeby poinformowania go z kim rozmawiałam, a on się z tego powodu wściekł i to na czas dłuższy.
A może ja ze wszystkim przesadzam..
wiem.. sama do tego doprowadziłam. Powinnam się postawić, czasem jak próbowałam, to był jeden wielki foch z jego strony, a mnie się robiło przykro i znowu to ja do niego leciałam. Najdłużej wytrzymałam 3 dni, a i tak w końcu to ja wyciągnęłam rękę na zgodę chociaż wtedy ewidentnie to on spowodował kłótnie i zwalił na mnie winę. Nie wiecie nawet, jak jestem na siebie wściekła, za to swoje zachowanie.
Przez pierwszy rok, gdy byłam ostrożna i nie dawałam "ponieść się" miłości było pięknie i wspaniale,
jeszcze nie wiedział, na ile może sobie pozwolić. Dopóki nie dawałaś się "ponieść" nie wiedział na czym stoi.
On był w kilku dłuższych związkach i ja znowu ta kolejna, z którą nie wyszło po kilku latach.
Kilka dłuższych związków? Czyli na dłuższą metę żadna nie jest w stanie z nim wytrzymać.
A jeśli chodzi o to mówienie wszystkiego, to tak: on chciał wiedzieć co robię, gdy dostawałam smsa przy nim od kogoś to wręcz czasami wyrywał mi telefon albo patrzył przez ramię co jest w tym smsie.. ale swojego telefonu dotknąć nie dał, bo "po co".
Bo miał coś do ukrycia.
A i tylko wspomnę, że po rozstaniu pewnego dnia nie mógł się do mnie dodzwonić, ponieważ mój numer był zajęty. Z racji tego, że nie byliśmy razem, ja nie odczułam potrzeby poinformowania go z kim rozmawiałam, a on się z tego powodu wściekł i to na czas dłuższy.
Nie wiem czy tylko ja odniosłam takie wrażenie, ale wydaje mi się, że to straszny manipulator, do tego cyniczny.
A może ja ze wszystkim przesadzam..
Obwinianie się za czyjeś niepoprawne zachowanie to efekt "wychowania" przez manipulanta. Tak z Tobą postępował, że wszystko co złe to Ty. Nawet kiedy widzisz czarno na białym i tak go usprawiedliwiasz biorąc winę na siebie.
18 2013-02-09 19:01:36 Ostatnio edytowany przez klarek (2013-02-09 19:02:25)
Po pierwsze jest banalne, czas robi swoje. Byłaś zakochana. I dobrze, bo ten tekst jak to trzymałaś miłość i było wspaniale, to na dłużej by też nie przeszedł. Wyczułby fałsz, chyba że partnerowi to pasuje, że druga strona nie kocha na 100% i się z tym godzi, albo ma nadzieję że się zmieni. Przestań się z nim kontaktować i już. Pomęczysz się trochę i z czasem minie. A tak kontaktujecie się i ciebie to rozbija.
To, że po twojej zdradzie (jak się domyślam) on został, to tylko dobrze o nim świadczy. Ale może coś się wtedy w nim zmieniło ? Te napady jakby zazdrości, manipulowania (czy manipulował to mam wątpliwości - to raczej twoje samo usprawiedliwienie) to mogły być skutkiem. A jak w nim to siedziało, czyli nie wybaczył, nie zapomniał, to i miłość się zmieniła. Przestaliście być zapewne związkiem na długo przed jego odejściem. I tu możliwe, że czekał kiedy ktoś się znajdzie dla niego właściwy i wtedy ciebie opuści. Jeśli tak, to w tym przypadku kawał sukinsyna z niego.
Odpowiedz sobie na pytanie:
1/chcesz byc z manipulatorem?
On ma inną, po co do Ciebie dzwoni/zawraca glowę.
Masz prawo do szczescia z kims dla kogo bedziesz na 1 miejscu!!!
Jest masa mezczyzn na swiecie. Powodzenia
rok temu zrobiłam coś, czego bardzo żałuje. A że jestem osobą nie potrafiącą kłamać ani ukrywać czegokolwiek przed swoim partnerem to się przyznałam to tego wielkiego błędu. Mieliśmy po tym trudne chwile, ale zaczęło się to wszystko pomalutku układać.. i dlatego gdy nadszedł dzień rozstania to niczego się nie spodziewałam. Kilka miesięcy minęło od tamtego zdarzenia i myślałam że wychodzimy na prostą, zwłaszcza ze kilka tygodni wcześniej mówiliśmy o zaręczynach, on mi mówił że kocha.
To co to miało być?? Rozumiem, nie przebolał, nie wybaczył, siedziało to w nim.
Miało prawo.
Ale pozwolił jej uwierzyć, że jest ok, że wybaczył, planowali ślub!
Dopóki nie miał nic "lepszego" na oku to siedział cicho?
Przestaliście być zapewne związkiem na długo przed jego odejściem. I tu możliwe, że czekał kiedy ktoś się znajdzie dla niego właściwy i wtedy ciebie opuści. Jeśli tak, to w tym przypadku kawał sukinsyna z niego.
Dlatego uważam, że niezły manipulant z niego.
Dziękuje za tyle odpowiedzi na założony przeze mnie temat, nie spodziewałam się
.
Nic co ludzkie... masz rację, on mnie wychowywał i sam był z tego dumny (chwalił się - w żartach przy innych - że musi mnie wychować), a że z racji tego, iż jest parę lat starszy, a ja byłam niedoświadczona w sprawach męsko-damskich to miał pole do popisu. On obecnie nadal ugania się za młodszymi dziewczynami od siebie. Takie widocznie bardziej podatne są na jego uroki
.
Mam żal do niego, że dawał mi nadzieję, wybierał pierścionek, chodził do jubilera.. a potem pstryk - coś się zmieniło. Na razie się trzymam i liczę na to ze gorsze dni już nie przyjdą.
Dziękuje za tyle odpowiedzi na założony przeze mnie temat, nie spodziewałam się
.
Nic co ludzkie... masz rację, on mnie wychowywał i sam był z tego dumny (chwalił się - w żartach przy innych - że musi mnie wychować), a że z racji tego, iż jest parę lat starszy, a ja byłam niedoświadczona w sprawach męsko-damskich to miał pole do popisu. On obecnie nadal ugania się za młodszymi dziewczynami od siebie. Takie widocznie bardziej podatne są na jego uroki
.
Mam żal do niego, że dawał mi nadzieję, wybierał pierścionek, chodził do jubilera.. a potem pstryk - coś się zmieniło. Na razie się trzymam i liczę na to ze gorsze dni już nie przyjdą.
Wolałabym się mylić... naprawdę.
Gorsze dni jeszcze przyjdą, przygotuj się na to. I to nie raz. Ważne żeby się nie złamać,nie pójść znowu "w łaskę".
Trzymaj się i nie oglądaj się za siebie. Może to trochę potrwać, ale w końcu odzyskasz siebie.
Czego Ci życzę!!
Gorsze dni jeszcze przyjdą, przygotuj się na to. I to nie raz. Ważne żeby się nie złamać,nie pójść znowu "w łaskę".
Trzymaj się i nie oglądaj się za siebie. Może to trochę potrwać, ale w końcu odzyskasz siebie.
Czego Ci życzę!!
Dziękuję bardzo
. Trochę czasu minęło, więc myślę, że najgorsze już za mną.
Tylko spokojnie. To się musi przez człowieka przewalić, jak lawina. A potem będzie cisza. Najważniejsze to nie zamiatać tego pod dywan. Pocierp, nie wysypiaj się itd itd. Czas robi swoje ![]()
Szanowna autorko watku...
Twoj nick jest adekwatny do tego, co Cie czeka... i zapewne wiele osob z Naszego innego juz swiata sie z tym zgodzi.
Tego jeszcze nie_wiesz, ale ta lawina, o ktorej pisze Klarek, ze sie przewali... to tak faktycznie bedzie i zarazem jest to bardzo ale to bardzo delikatnie powiedziane... Bo to dopiero zaboli... tak do szpiku kosci albo i glebiej, zostawiajac spora ryse na Twojej psychice.
Szanowna autorko watku...
Twoj nick jest adekwatny do tego, co Cie czeka... i zapewne wiele osob z Naszego innego juz swiata sie z tym zgodzi.Tego jeszcze nie_wiesz, ale ta lawina, o ktorej pisze Klarek, ze sie przewali... to tak faktycznie bedzie i zarazem jest to bardzo ale to bardzo delikatnie powiedziane... Bo to dopiero zaboli... tak do szpiku kosci albo i glebiej, zostawiajac spora ryse na Twojej psychice.
Zabrzmiało bardzo pozytywnie i pocieszająco (oczywiście jest to ironia).
I chyba właśnie gorsza godzina przychodzi.. w koło mnie szczęśliwe pary, dużo znajomych w ostatnich dniach się zaręcza.. teoretycznie powinnam cieszyć się z ich szczęścia, ale jakoś tak nie potrafię i próbuje unikać kontaktu ze wszystkimi świeżo zaręczonymi koleżankami albo już mężatkami. Więc obecnie moje grono znajomych zawęziło się znacznie, tylko do tych osób które wiedzą, że mój status to wolna.
Coś mi się robi jak widzę jak mój eks sobie pięknie układa życie.. i to z tą panienką z którą podobno nic go nie łączyło i że podobno to nie przez nią, on ze mną zerwał.. jak mogłam być taka głupia i w to wierzyć? Przecież ona z dnia na dzień się pojawiła po tym jak się rozstaliśmy.. a ja wierzyłam w każde jego słowo, uwierzyłam, że to wszystko moja wina.. jak sobie pomyślę jakie podchody robiłam po rozstaniu żeby z nim porozmawiać, spotkać się. Oni musieli mieć ze mnie niezły ubaw. Okropne jest to poczucie, że byłam taka naiwna i żałosna. Intuicja podpowiadała mi, że coś jest na rzeczy, ale ja nie.. bo on by przecież mnie nie oszukiwał, że to ja sobie coś wkręcam. Czemu nie mógł ze mną zerwać wcześniej?! Czemu mi mówił, że długo się z nikim nie zwiąże, a tak naprawdę już wtedy miał panienkę na boku? JA WIERZYŁAM, że on jest inny.. jak każda naiwna baba wierzyłam. Czuję się źle i znowu ryczę przez niego. W ilu sprawach mnie okłamywał? Powiedzcie jak to jest, że niektóre kobiety porzucone przez mężczyzn tak tego nie przeżywają, a niektóre przeżywają przez wiele miesięcy albo i lat? Wariuję...
Coś mi się robi jak widzę jak mój eks sobie pięknie układa życie.. i to z tą panienką z którą podobno nic go nie łączyło i że podobno to nie przez nią, on ze mną zerwał.. jak mogłam być taka głupia i w to wierzyć? Przecież ona z dnia na dzień się pojawiła po tym jak się rozstaliśmy.. a ja wierzyłam w każde jego słowo, uwierzyłam, że to wszystko moja wina.. jak sobie pomyślę jakie podchody robiłam po rozstaniu żeby z nim porozmawiać, spotkać się. Oni musieli mieć ze mnie niezły ubaw. Okropne jest to poczucie, że byłam taka naiwna i żałosna. Intuicja podpowiadała mi, że coś jest na rzeczy, ale ja nie.. bo on by przecież mnie nie oszukiwał, że to ja sobie coś wkręcam. Czemu nie mógł ze mną zerwać wcześniej?! Czemu mi mówił, że długo się z nikim nie zwiąże, a tak naprawdę już wtedy miał panienkę na boku? JA WIERZYŁAM, że on jest inny.. jak każda naiwna baba wierzyłam. Czuję się źle i znowu ryczę przez niego. W ilu sprawach mnie okłamywał? Powiedzcie jak to jest, że niektóre kobiety porzucone przez mężczyzn tak tego nie przeżywają, a niektóre przeżywają przez wiele miesięcy albo i lat? Wariuję...
Jezuuuu..jakbym siebie czytała ...czy to jaks schemat u tych facetów , a My baby wciaz głupie i naiwne , wierzymy , ufamy i tłumaczymy...musimy sie opamietać..olac drani , niech inne sie z nimi mecza..wiem tez dzisiaj chociaz stara jestem i powinnam wiedzieć cos o zyciu ...ZE FACETOWI JKA ZALEZY TO ZROBI WSZYSTKO ,ŻEBY NAPRAWIĆ ZWIĄZEK...wiec ja tak postepuja maja nas głeboko w dooooopieee.....amen
nie_wiem napisał/a:Coś mi się robi jak widzę jak mój eks sobie pięknie układa życie.. i to z tą panienką z którą podobno nic go nie łączyło i że podobno to nie przez nią, on ze mną zerwał.. jak mogłam być taka głupia i w to wierzyć? Przecież ona z dnia na dzień się pojawiła po tym jak się rozstaliśmy.. a ja wierzyłam w każde jego słowo, uwierzyłam, że to wszystko moja wina.. jak sobie pomyślę jakie podchody robiłam po rozstaniu żeby z nim porozmawiać, spotkać się. Oni musieli mieć ze mnie niezły ubaw. Okropne jest to poczucie, że byłam taka naiwna i żałosna. Intuicja podpowiadała mi, że coś jest na rzeczy, ale ja nie.. bo on by przecież mnie nie oszukiwał, że to ja sobie coś wkręcam. Czemu nie mógł ze mną zerwać wcześniej?! Czemu mi mówił, że długo się z nikim nie zwiąże, a tak naprawdę już wtedy miał panienkę na boku? JA WIERZYŁAM, że on jest inny.. jak każda naiwna baba wierzyłam. Czuję się źle i znowu ryczę przez niego. W ilu sprawach mnie okłamywał? Powiedzcie jak to jest, że niektóre kobiety porzucone przez mężczyzn tak tego nie przeżywają, a niektóre przeżywają przez wiele miesięcy albo i lat? Wariuję...
Jezuuuu..jakbym siebie czytała ...czy to jaks schemat u tych facetów , a My baby wciaz głupie i naiwne , wierzymy , ufamy i tłumaczymy...musimy sie opamietać..olac drani , niech inne sie z nimi mecza..wiem tez dzisiaj chociaz stara jestem i powinnam wiedzieć cos o zyciu ...ZE FACETOWI JKA ZALEZY TO ZROBI WSZYSTKO ,ŻEBY NAPRAWIĆ ZWIĄZEK...wiec ja tak postepuja maja nas głeboko w dooooopieee.....amen
ja nigdy nie okłamywalam.. nigdy.. nic nie ukrywałam, probowałam rozmawiać, tłumaczyć, organizować nam czas.. ale po co to wszystko? Być kilka lat ze sobą i co? Nawet odrobina szczerości z jego strony mi się nie należała? Czemu nie tak dawno bo jeszcze misiąc temu dzwonił do mnie z zapytaniem czemu JA nie dzwonię do niego? Nie rozumiem tego.. czuje się zupełnie bezsilna. Mam ochotę do niego zadzwonić i się go zapytać jak on mógł mnie okłamywać. ale wiem co bym usłyszała, że to nie moja sprawa i on się nie musi JUŻ przede mną tłumaczyć. Tak jakby kiedykolwiek w przeszłości się tłumaczył. To ja się zawsze tłumaczyłam. Jestem głupia, samotna, zła i chcę żeby ktoś mnie przytulił.
Jezuuuu..jakbym siebie czytała ...czy to jaks schemat u tych facetów , a My baby wciaz głupie i naiwne , wierzymy , ufamy i tłumaczymy...musimy sie opamietać..olac drani , niech inne sie z nimi mecza..wiem tez dzisiaj chociaz stara jestem i powinnam wiedzieć cos o zyciu ...ZE FACETOWI JKA ZALEZY TO ZROBI WSZYSTKO ,ŻEBY NAPRAWIĆ ZWIĄZEK...wiec ja tak postepuja maja nas głeboko w dooooopieee.....amen
I w ramkę to!! I podkreślić!! Wbić do łba!!