netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

36 odpowiedzi3 730 wyświetleńzałożony przez Lilila, 26.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 37 ]

1

Temat: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Co nas trzyma w dzisiejszych czasach w małżeństwie? Dzieci i kredyt hipoteczny. Ja mogę powiedzieć jeszcze, że brak silnej woli, charakteru, wstyd i obawa przed jutrem. Moja historia jest tak banalna, że chyba szkoda o tym pisać. Byliśmy młodzi i bez wyobraźni co będzie dalej. Kochaliśmy się i nic więcej się nie liczyło. Teraz mam 38 lat i obserwuję swoje młodsze koleżanki z pracy. Każda traktowała swoje narzeczeństwo jako sprawdzenie się, dotarcie. Sprawdzone, wytrzymało i dalej się kochamy, to się pobierzmy. Moje narzeczeństwo było krótkie, bo byłam w ciąży i szykowaliśmy się w trybie przyspieszonym do ślubu. Już wtedy były zgrzyty ale przecież dziecko w drodze... A potem przyszła szara rzeczywistość, dziecko, potem drugie, praca, dom i stopniowe oddalanie się od siebie. Nie powiem były też lata dobre ale to już minęło i chyba nie wróci. Oboje jesteśmy winni. Teraz mamy dużo innej maści problemów, które powinny nas razem trzymać a jeszcze bardziej oddalają... Mamy tak różne podejście do życia, że aż trudno uwierzyć, że wciąż jesteśmy razem. Tu należy spojrzeć na drugie zdanie posta. Mówiłam, że banalnie?
Ale chyba każdy mając nieudany związek myśli, że mogłoby być inaczej, że z kimś innym byłoby lepiej. Może tak a może nie. Ale do cholery nie ma ideałów ale znam dobre i partnerskie małżeństwa.
Po co to napisałam? Sama nie wiem. Może po to, że nie mam z kim o tym pogadać mimo, że wielu znajomych wokoło. Znajomych, którym się takich rzeczy nie mówi. A tu jestem anonimowa Lilila. Ot, magia internetu. Pozdrawiam.

2

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Czyli beznadziejny ślub "bo tak trzeba" i szara rzeczywistość. Ja wiem, że człowiek młody to głupi, ale na litość boską, nie żyjemy w średniowieczu! Ile miałaś lat jak za ten mąż szłaś? 18?19? Ile lat maja Twoje dzieci?

3

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Miałam 25 lat, czyli nie byłam aż taką siksą:) To nie było tak, że przez ciąże braliśmy ślub. Ślub miał być później. Ciąża tylko przyspieszyła. No i się strasznie kochaliśmy. Chodzi mi raczej o to, że dopiero życie zweryfikowało, że się dla siebie nie nadajemy. Ja wiem, że motyle już po takim stażu w brzuchu nie latają. Teraz powinniśmy być partnerami i dążyć do stabilnej przyszłości. Tego nie ma. Ja staram się podejmować próby, ale jest opór z drugiej strony. Przecież nikogo nie zmuszę do miłości, sympatii i szacunku. To tylko przedsionek tej historii. Jest dużo wątków pobocznych, o których nie wspomniałam...
Tak, to nie średniowiecze. To polska rzeczywistość.

4

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

sad nie przejmuj sie, to sie zdarza wielu. Ty wzielas slub w wieku 25 lat, ja ucieklam wtedy niemal z oltarza. Podobnie jak Ty - mlodosc, naiwna milosc, brak pracy, klotnie z niedoszlymi tesciami. I dzis niby mam otwartą jeszcze droge, bo jestem sama. Ale coraz trudniej i coraz mniej wiary ze sie ulozy...
Gdybym wziela slub wtedy - to historia bylaby taka sama jak Twoja, bo moj ex i ja to dwa inne swiaty (ale wtedy bylo szalencze zakochanie) Wiele jest takich historii....:(
Czy widzisz szanse by to ratowac-malzenstwo?

5 Ostatnio edytowany przez Okruszka (2013-01-26 19:20:31)

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Twoja historia jest tak banalna, jak milion innych historii dziewczyn, które w obecnych czasach, w młodym wieku, podejmują bardzo dojrzałe kroki i same często popełniają błędy... Z miłości...
Kolejna sprawa, dotyczy tego, że masz jedno życie i bardzo je marnujesz w momencie, kiedy "inspirujesz się" koleżankami z pracy. Żadna z nich nie powie Ci prawdy. Czasami nawet przyjaciółki mają tendencję do koloryzowania swoich związków i życia, nie mówiąc już o koleżankach z pracy, które na dzień dobry, codziennie, analizują Twój ubiór, zachowanie i obgadują za plecami.

Wyobraź sobie teraz taki scenariusz. Zupełnie przypuszczalny. Wymyśliłam go sobie, ale jestem pewna, że mógł mieć miejsce.
Jakimś cudem trafiasz do machiny czasu, gdzie możesz bez problemu zamieszkać "na spróbowanie" ze swoim partnerem. W wieku 28 lat nie układa się wam... Dla zdrowotności obojga rozstajecie się. Zostajesz sama. Zarabiasz nieźle, ale doskwiera Ci samotność. Chodzisz na randki i z każdą kolejną okazuje się, że nikogo takiego nie poznajesz, że jest wszystko na siłę... W końcu wręcz nudzi Cię to. W wieku 32 lat wciąż nie poznajesz nikogo. Trafia Ci się przygodny seks (trzeba się rozładować), ale za każdym razem czujesz się dziwnie... Niekochana, na chwilę... Taka "szara". Na ulicy obserwujesz inne kobiety zaręczone, mężatki i kobiety z dziećmi. Nienawidzisz kobiet z dziećmi bo im zazdrościsz. Czas mija, aż w końcu poznajesz mężczyznę. Zanim zaplanujecie wspólne życie, musisz przebrnąć przez psychiczną męczarnie i zaakceptować jego bagaż. No cóż, mężczyzna jest po rozwodzie i ma dwójkę dzieci. W wieku 35 lat wychodzisz za mąż. Jesteś panną młodą, która pod oczy musi już nałożyć grubszą warstewkę korektora, bo pierwsze zmarszczki już są widoczne... Bardzo pragniesz dziecka, ale Twój mąż nie chce... Ma dzieci z poprzedniego związku. Kiedy w końcu godzi się na dziecko okazuje się, że... Twój czas minął i nie możesz mieć dzieci...

Tak jak powiedziałam, historię wymyśliłam. Nie po to, żeby oczerniać osoby, które wychodzą po 30tce za mąż (pewno i mnie to czeka wink ), ale dlatego, żeby uzmysłowić Ci, jak bardzo nie doceniamy tego co mamy i że KAŻDY MA SWOJE ALE.

Co do problemu z Twoim partnerem. Jest taki film: "Dwoje do poprawki", który bardzo Ci polecam! Może być dla Ciebie inspiracją... Nie mówię oczywiście, że rozwiąże Twoje problemy (to tylko film), ale daje do myślenia.
Jeżeli niestety okaże się za jakiś czas, że różnice między Tobą, a Twoim mężem są nie do pogodzenia. To pamiętaj, że nie jesteś sama... Wiele kobiet na tym forum przeżywało różne tragedie. Mniejsze i większe, związane z rozwodami... Po prostu, ludziom czasem się nie układa i większym wstydem jest kontynuowanie ze sztucznym uśmiechem nieudanego małżeństwa, niż oswobodzenie się ze złych emocji... Ja jestem jeszcze młoda, ale widziałam wiele kobiet, które po 40tce, 50tce, musiały zaczynać z różnych powodów życie od nowa. Wiem, że są dzieci... Ale nie wiem co jest takiego szlachetnego w życiu obok siebie - bo "mamy dzieci"...
Póki co, polecam film i dopinguję do chęci odratowania małżeństwa. Przecież kiedyś się kochaliście smile.

6

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

heh...ja w tej chwili mam 25 lat..osobiście jestem singielką, ale jak patrzę na związki, śluby,później rozwody wśród moich znajomych..sic.(pary w wieku 30 lat...dwójka dzieci,rozwód,nowe życie,nowa rodzina..). Więc ta banalna historia jest wszystkim niestety znana. Moim zdaniem ( choć wiem,że to są tylko słowa, a sama w tym nie tkwię i łatwo mi mówić...) warto, lepiej późno niż wcale przerwać coś co nie istnieję...jak obserwuję chociażby swoich rodziców...o zgrozo!!! dlaczego oni się nie rozwiedli,a z roku na rok są dla siebie bardziej toksyczni...Większość małżeństw jest ze sobą ze wzg na dzieci...a tymczasem ludzie nie zdają sobie sprawy, że te dzieci widzą i czują...atmosferę pomiędzy rodzicami, a to wszystko wpływa na ich wychowanie. A czy myślałaś o rozwodzie?
Niestety w 90% piękna miłość trwa tylko na poćzatku, a gdy ludzię ze sobą zamieszkają, dojdą do tego problemy życia codziennego...czar pryska...i otóż to, to nie średniowiecze, trzeba walczyć o lepszą przyszłość. A może zacznij od rozmowy z mężem? Może on po prostu tego nie dostrzega ? i trzeba mu otworzyć oczy, że szara egzystencja to nie wszystko wink

7

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Ja chcę. Ale nie ma dialogu. Ja inicjuje rozmowy, chcę coś ustalać, wyciągam rękę, wtedy on ucieka, np. do garażu. Niby, że nie chce się kłócić. Czasami mówi, że jak się poukładają nasze sprawy związane np. z pracą, to i między nami się ułoży. Ale nasze relacje z dnia na dzień się pogarszają i nawet jak się wyprostują sprawy zawodowe, to może być za późno. Ja jestem trochę jak kwiat. Bez podlewania, usycham. Bez miłości i sympatii, zapadam się.. Czy tak trudno facetom odgadnąć, czego pragną kobiety? I nie mówię, tu o materialnych rzeczach, drogich restauracjach czy biżuteriach. Nie mówię też o uwielbieniu, noszeniu na rękach i wyznawaniu miłości. Mówię o rozwiązywaniu wspólnych problemów, rozmowach z dziećmi, o poszanowaniu do mojej pracy zawodowej i domowej. Mówię o nici sympatii,dobrego słowa, czułym geście oraz spędzonej rocznicy ślubu, chociażby w kinie i o sałatce z rukoli, którą bardzo lubię, raz .... na miesiąc. Czy tak dużo wymagam? Czy tak dużo chcę od życia?

8

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

nie chcesz duzo. ale twojego partnera przytlacza rzeczywistosc i chyba nie ma ochoty na rozmowy czy milosc sad

9

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

a czego pragnie twój mąż?

10

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Wiem, że tak jest.

11

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Ja nie wiem co on chce. Najlepiej, żebym go przyjęła takiego jakim jest. Bez pracy, ambicji, bez chęci nauki, żebym za niego pamiętała, popychała go palcem, wyręczała w pracach domowych. Żebym się nie awanturowała i przyjmowała ze spokojem jego pijackie wybryki i życiowe wpadki. A potem, żebym go przyjęła do łóżka. Bo przecież on taki jest dla mnie, że z nim nie śpię.

12

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Lilila tu aż się prosi o rozmowę w cztery oczy; w spokojnej atmosferze, najlepiej poza domem. Pomyśl o jednym: masz 38 lat. Załóżmy, że STATYSTYCZNIE będziesz żyła pod 1 dachem ze swoim mężem jeszcze 30; dasz radę? A samo się nie naprawi.

13

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Probuj z nim porozmawiać, co sie da naprawić. jak znalezc prace. motywuj go.
niestety - to polska rzeczywistosc sad

14

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

No właśnie w tym momencie czekam na rozmowę. Tak my musimy się umawiać. Miała być 2 godziny temu. No ale go nie ma  i pewnie wróci po piwku. Więc rozmowa się nie odbędzie. I tak jest jak tylko chcę coś omówić. Ucieczka. Paradoksalnie dla kolegi i mamusi, która nota bene dolewa tylko oliwy do ognia, czas się zawsze znajdzie.

15

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Ale jaka polska rzeczywistość? Co Wy myślicie, że zagranicą ludzie się nie rozwodzą? Nie piją?

16

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

jasne ze pija i sie rozwodzą. mialam na mysli ze meza autorki watku przytlacza brak pracy i problemy, z ktorych ciezko wyjsc.
dlatego ucieka - do kolegow, do matki itp.

17

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

A ja bym powiedziała że faceci nie umią rozmawiać ,w wiekszości byc moze są wyjatki .Oni nie widzą problemu ,myslą że jak zdobyli tę kobietę i wzieli ślub to już nie muszą sie starać i okazywać choćby malutkich gestów sympatii ,przytulenia czy pomilczenia razem.A rozmowa jest najważniejsza,póżniej się dziwią co zrobili nie tak że kobieta odchodzi.Dokładnie kobiety są jak kwiaty -bez podlewania usychają ,tak kobiety-bez odrobiny choćby miłości ,czułego gestu czy głębokiego popatrzenia w oczy z miłością uciekają.

18

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

....jak sa inne problemy to sie nie chce patrzec w oczy i kwilic o kochaniu......

19

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

hmmm

Lilila napisał/a:

Ja nie wiem co on chce

no to jak chcesz coś tworzyć? tylko i wyłącznie na tym czego sama oczekujesz?  Aby się "jakoś" układało fajnie jest poznać wzajemne potrzeby a żeby "jakoś" zamienić w "jakość" trzeba się napracować wspólnie

Lilila napisał/a:

Czy tak trudno facetom odgadnąć, czego pragną kobiety?

zgadywanie jest głupie, raz mu się uda odgadnąć i trafi w sedno  a raz nie i doprowadzi do kłótni, frustracji etc. Chyba lepiej usiąść i porozmawiać. Wiem jak ciężko rozmawia się z osobą która nie potrafi prowadzić dialogu, ale można skorzystać z pomocy osoby trzeciej.

Lilila napisał/a:

Najlepiej, żebym go przyjęła takiego jakim jest. Bez pracy, ambicji, bez chęci nauki, żebym za niego pamiętała, popychała go palcem, wyręczała w pracach domowych. Żebym się nie awanturowała i przyjmowała ze spokojem jego pijackie wybryki i życiowe wpadki. A potem, żebym go przyjęła do łóżka. Bo przecież on taki jest dla mnie, że z nim nie śpię.

ale on tak opowiedział ci o swoich pragnieniach? czy to ty go tak oceniasz?

20

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Może byc też tak, ze nie ze on nie potrafi prowadzic rozmowy, ale nie chce rozmawiać....

21

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Teraz brak pracy dotyka wiele krajów; Hiszpania, Grecja, Portugalia- pomyślcie, że na przykład moi teściowie pobrali się ponad 30 lat temu, pod koniec lat '70 gdy w Polsce był nakaz pracy smile Nikt wtedy nie miał problemów z pracą, stresem! i innymi takimi. W ciągu 30 lat WSZYSTKO się zmieniło, ich małżeństwo nadal trwa.

Małżeństwo, poważny związek jest po to, by przetrwać wszystkie burze, niezależnie od sytuacji "na froncie". A czekać aż w Polsce zaczną sztabki złota na drzewach rosnąć.... to szybciej wszyscy pomrzemy.

22 Ostatnio edytowany przez dziwnaismutna (2013-01-26 20:23:18)

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

To napewno, predzej pomrzemy...;-)

Problem - do rozwiazania jest-dlaczego maz autorki nie chce/nie umie rozmawiac?

23

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Pytanie czy Autorka próbowała.

24

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele
dziwnaismutna napisał/a:

To napewno, predzej pomrzemy...;-)

Problem - do rozwiazania jest-dlaczego maz autorki nie chce/nie umie rozmawiac?

Zacznijmy od pytania: czy autorka potrafi rozmawiać tak aby to był dialog a nie narzucanie swoich przekonań i oczekiwań?

Bardzo często wydaje nam się, że rozmawiamy a tymczasem uprawiamy monolog w efekcie mamy pretensje, że pomimo "rozmów" odbiorca się nie zmienia.

Przypominam, że rozmowa polega również na słuchaniu , aktywnym słuchaniu.

25

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Zgadzam się z KGB. W ogóle.... na forum obserwuję WYSYP tego typu problemów, każdy z nich ma właśnie tą samą podstawę: brak rozmowy.

Kobiety; czy Wy się swoich chłopów boicie?? Po raz kolejny zastanawiam się czy to nie jest główny problem!

26

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Popieram Catwoman - szczerość do bolu i rozmowa. I to wprost mowienie o swoich uczuciach i pragnieniach, obawach itp.

Tyle, ze tak - wg mnie. niektorzy mezczyzni nie chca rozmawiać!

27

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Przepraszam, nie wiem jak się cytuje więc kopiuje.

....jak sa inne problemy to sie nie chce patrzec w oczy i kwilic o kochaniu......

Pisałam, że nie oczekuję już noszenia na rękach i patrzenia w oczy, Musimy razem stawić czoło pewnym problemom. Zawodowym czy z dziećmi. Ja nie mogę pamiętać o jego wizytach w pośredniaku ani nie pozwolę na rozmowę o synie na zasadzie: "To Twój synuś i Ty z nim porozmawiaj". Nota bene synuś jest nasz wspólny. Chodzi o to, żebyśmy się wspierali a nie kopali dołki pod sobą. A wspólna sałatka wieczorem w sobotę, to chyba nie jakiś szczyt wymagań, tylko przypieczętowanie kolejnego tygodnia.

Lilila napisał:

Najlepiej, żebym go przyjęła takiego jakim jest. Bez pracy, ambicji, bez chęci nauki, żebym za niego pamiętała, popychała go palcem, wyręczała w pracach domowych. Żebym się nie awanturowała i przyjmowała ze spokojem jego pijackie wybryki i życiowe wpadki. A potem, żebym go przyjęła do łóżka. Bo przecież on taki jest dla mnie, że z nim nie śpię.
ale on tak opowiedział ci o swoich pragnieniach? czy to ty go tak oceniasz?

ale on tak opowiedział ci o swoich pragnieniach? czy to ty go tak oceniasz?

Ja go tak oceniam przez pryzmat tego jak postępuje. Pracy dla niego nie ma. Tak twierdzi. Otóż on pracował w zawodzie artystycznym i taką szkołę kończył. Teraz jest era języków, komputerów i o takiej nauce mówię. Nie może poprzestać na laurach, musi coś więcej z siebie dać. Zresztą w zawodzie też już nie chce pracować, bo już jest za stary. Tak twierdzi. I trudno mi się zgodzić z tym, że jakbym z nim spała, to by był dla mnie wspaniałym mężem.

Lilila napisał:

Czy tak trudno facetom odgadnąć, czego pragną kobiety?

zgadywanie jest głupie, raz mu się uda odgadnąć i trafi w sedno  a raz nie i doprowadzi do kłótni, frustracji etc. Chyba lepiej usiąść i porozmawiać. Wiem jak ciężko rozmawia się z osobą która nie potrafi prowadzić dialogu, ale można skorzystać z pomocy osoby trzeciej.

Nie musi zgadywać, ja mu mówię, że mógłby czasami zaprosić mnie do kina, zrobić sałatkę. Ze może to by pobudziło nas do jakiejś szczerej rozmowy. naprawdę podaję mu rękę, podpowiadam, Trzeba tylko chęci, żeby to zrobić.

Lilila napisał:

Ja nie wiem co on chce

no to jak chcesz coś tworzyć? tylko i wyłącznie na tym czego sama oczekujesz?  Aby się "jakoś" układało fajnie jest poznać wzajemne potrzeby a żeby "jakoś" zamienić w "jakość" trzeba się napracować wspólnie

No właśnie wspólnie. Tylko nie ma z jego strony chęci do rozmowy więc nie wiem czego on oczekuje. Powtarzam, że nie ma wspólnie, choćbym nie wiem jak się napracowała.

28

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Jak wszystko zawodzi, to istnieje psycholog... Instytucja wcale niegłupia... I znam małżeństwa, które dzięki terapiom wychodziły na prostą.

29 Ostatnio edytowany przez dziwnaismutna (2013-01-26 20:46:20)

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

....znam parę, znajomą, ktora podobnie jak Ty miala ten problem. Ona probowala rozmawiać, naprawiać, maż nie. Ona od spokojnej rozmowy przeszla do ataku. Zaczela go traktowac jak chlopca, zaczela go wyzywać...
Dzis juz wogole nie rozmawiaja, zyja obok siebie.
Maz tej Pani jest b. zatwarddzialy i zwyczajnie rozmawiac nie chce i nie umie. Ucieka do kolegow, matki , siostry. Byle dalej od domu. Po atakach zony - nie rozmawiaja juz wogole.
To trwa juz lata. Kobieta sie oddalila, zaniedbala, sfustrowala i nie probuje juz zadnej rozmowy. Olewa to.

Takze uwazaj, prowadz madra rozmowe - nie krytykuj go, za brak pracy czy ambicji, bo to go zdoluje i sie od ciebie oddali.

Sprobuj ponownie rozbudzic wiez miedzy Wami, jaka byla na poczatku zwiazku? Bo chyba byla, skoro wzieliscie slub?
Moze to jest szansa?

30 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-01-26 20:48:36)

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Lilia moim zdaniem, za bardzo obchodzisz tego zwierza. Weź powiedz: 'Młody, jutro jedziemy do kawiarni na rynku, tam zjemy sałatkę'.  A nie takie czekanie na "Właściwy Moment". To było dobre za nastolatka. Sama widzisz, ze odkładane rozwiązywanie problemów nie wychodzi i nie wyjdzie na dobre nikomu.


Ktoś tu wspomniał o psychologu- jeszcze lepszym rozwiązaniem niż psycholog jest coraz popularniejszy mediator rodzinny.

31

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele
Catwoman napisał/a:

Lilia moim zdaniem, za bardzo obchodzisz tego zwierza. Weź powiedz: 'Młody, jutro jedziemy do kawiarni na rynku, tam zjemy sałatkę'.  A nie takie czekanie na "Właściwy Moment". To było dobre za nastolatka. Sama widzisz, ze odkładane rozwiązywanie problemów nie wychodzi i nie wyjdzie na dobre nikomu.


Ktoś tu wspomniał o psychologu- jeszcze lepszym rozwiązaniem niż psycholog jest coraz popularniejszy mediator rodzinny.

ano właśnie.

Lilia jesteś pewna, na 100% przekonana, że w odpowiedni sposób przeprowadzasz rozmowy?
Czy jesteś w stanie przytoczyć kilka zdań jakie kierujesz do męża? tak dosłownie, nie w przybliżeniu tylko konkretnie jak one brzmią.

Macie sporo problemów jak mówisz, to nie przyczynia się do spokojnych rozmów, analiz. Z doświadczenia wiem, że w takich sytuacjach zawsze jedna strona jest silniejsza i to ta strona ciągnie za sznurki i stara się szukać wspólnego mianownika w rozmowie.

32 Ostatnio edytowany przez ban (2013-01-27 02:07:17)

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Nie znam ani jednego małżeństwa o którym mógłbym powiedzieć, że jest fajnie, że chciałbym się z nimi zamienić. Moje małżeństwo jest równie beznadziejne jak twoje. Rozmowy nic nie dadzą, jesteśmy wyniszczeni przez wiele lat różnych zdarzeń. Miało być inaczej, nie tak jak wyszło. Miało być cudownie, a nie jest. Ja i żona wyglądamy na idealną parę...

Gdyby ludzie mogli łatwiej od siebie odejść, to o ironio bardziej by się starali, bardziej siebie szanowali.

33

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

KGB
Lilia jesteś pewna, na 100% przekonana, że w odpowiedni sposób przeprowadzasz rozmowy?
Czy jesteś w stanie przytoczyć kilka zdań jakie kierujesz do męża? tak dosłownie, nie w przybliżeniu tylko konkretnie jak one brzmią.

Nie, myślę, że nie zawsze prowadzimy odpowiednie rozmowy. Lata obojętności i urazy robią swoje. Ale staram się nie krzyczeć i nie denerwować. Staram się nie mówić "boTy to to a Ty to". Staram się unikać tykania a zamiast tego mówić "bo my". Ale tak jak napisałam. Nie zawsze to pójdzie w odpowiednim kierunku. Bo obie strony powinny się starać. On też powinien uważać na słowa, które mówi. Naszą rozmowę od jakiegoś czasu zaczynam od pytania, na które zawsze daje czas, żeby się zastanowił nad odpowiedzią. Czy w ogóle chce tego małżeństwa, czy chce wspólnej przyszłości.  Bo chyba nie ma sensu dalej ciągnąć rozmowę, jak druga strona po prostu chce rozwodu. Na to pytanie nigdy nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Od powiada, że z jednej strony to tak, z drugiej nie. Że trzymają nas tylko dzieci i że nie miałby gdzie się wyprowadzić. No i co mam dalej ciągnąć rozmowę po takich słowach? Na drugi czy trzeci dzień, kiedy emocje opadną jak widzi, jak popłakuje po kątach, to rzuca w przelocie: "przecież wiesz, że nie to chciałem powiedzieć, że Was bardzo kocham, byłem zdrenerwowany...." Kiedyś prowadziliśmy rozmowy i zapisywaliśmy sobie pewne rzeczy na kartce. Też się nie sprawdziło. Obiecywaliśmy sobie mówić nawet najgorszą prawdę. Potem się dowiaduje o drobnych kłamstewkach. Mówię drobnych, które żłobią skałę kłamstw od lat.

KGB
Macie sporo problemów jak mówisz, to nie przyczynia się do spokojnych rozmów, analiz. Z doświadczenia wiem, że w takich sytuacjach zawsze jedna strona jest silniejsza i to ta strona ciągnie za sznurki i stara się szukać wspólnego mianownika w rozmowie.

Tak, ja jestem tą silniejszą stroną. Tak na pozór. Ja inicjuje rozmowy, ja poruszam za sznurki w tym małżeństwie. Mówię o takich rzeczach, jak zakupy, rachunki, zebrania w szkołach o codzienności. Na pozór. Na pozór, to ja jestem ta hetera, która coś wymaga, krzyczy. On biedny miś, robi to samo po cichutku, w tzw. białych rękawiczkach. Ja coś wyrzucam z siebie przez pół godziny. Emocje, żale, płacze. On zakończa jednym stwierdzeniem "nie dobraliśmy się, poszukaj sobie księcia z bajki".

Ban
Miało być cudownie, a nie jest.

Ban, u mnie też tak miało być... Ale o ironio, jestem wstanie jeszcze coś z siebie wykrzesać. Jakby on zrobił cokolwiek, żebym widziała że mu zależy, gdybym widziała jakieś światełko w tunelu, dużo bym od siebie mogła dać. Nigdy by już nie wróciło tamto z przed lat ale moglibyśmy być przyjaciółmi, partnerami, dobrymi i przykładnymi rodzicami. A miłość? Ta już schodzi na dalszy plan...

34

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Lilila z tego co piszesz, więź między Wami ustała i wygląda na to, że Twój mąż nie chce rozwodu tylko dlatego, że nie miałby gdzie zamieszkać.
Cóż... jedynym wyjściem w takim przypadku jest zasięgnięcie porady adwokata, jakby wyglądał podział majątku i sprawa zakwaterowania -o ile sami byście się nie dogadali.

35

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

To moze zostawcie te codziennosc, zalatwcie jak najszybciej sie da i bez gadania, marudznia. a potem spedzajcie czas razem.

36

Odp: Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Lilila trochę strony technicznej:
Pod rubryką w której piszesz posta włącz "środkową opcje " tag [img] po kliknięciu otworzy się nowe okno i tam będziesz miała dokładną instrukcję obsługi m.in.  jak cytować. Będzie nam się łatwiej czytało smile

Wracając do wątku: ustosunkowywanie się na forum do pewnych problemów małżeńskich jest o tyle trudne, że znamy relację tylko jednej strony, dlatego uparcie dopytuję o sposób rozmowy. Ponadto znamy tylko twoje oczekiwania, okazuje się że nie znasz potrzeb męża - na chwilę obecną napisałaś tylko jak go oceniasz. Stąd moje wątpliwości czy wasze rozmowy są naprawdę rozmowami czy wygląda to tak jak u mnie kiedyś: ja pytania, wnioski, odpowiedzi a mężowi jednym uchem wpadło drugim wypadało.
Napisałaś ważną kwestię, on coś "palnie" a później mówi " byłem zdenerwowany" - no właśnie i mamy klucz - skoro ktoś jest zdenrwowany to po co kontynuujemy rozmowę? przecież wiadomo, że wtedy ona już nie ma sensu bo są emocje w dodatku te najbardziej szkodliwe czyli negatywne.

Wiesz, ja bardzo dobrze cie rozumiem. Też jestem kobietą, też mam trudności w relacjach z mężem. Ale wiem, że dopóki moje nastawienie było roszczeniowe i byłam skupiona tylko na tym co ja chcę (a chcę niewiele: podobnie jak ty czułości, zainteresowania, dobrego słowa, uwagi, wsparcia) to byłam sfrustrowana.
Zaczęłam się zastanawiać co on może mi dać. Znając go i akcpetując. Początkowo w bilansie wyszło mi : nic smile nic nie może mi dać, bo jest taki owaki.
Poprosiłam go o to aby poświęcił mi chwilę i wykorzystałam metodę proponowaną przez amerykańskiego psychiatrę Williama Glassera - taka "zabawa" w małżeński krąg. Oczywiście był butny i mnie wyśmiał .... ale nadmieniłam, że bardzo mi na tym zależy, wyjasniłam dlaczego itd..... okazało się, że jemu niewiele to rozjaśniło za to mi bardzo. Zapytałam go po kilku dniach, czy jest w stanie poświecać nam godzinę dziennie na rozmowę. Ale tak zupełnie, całkowicie - "zostawia wszystko" w przedpokoju i jesteśmy tylko my, jeśli czuje, że coś    jednak go uwiera to proponuje abyśmy porozmawiali o tym co go uwiera. To bardzo trudne wiesz, ale powoli bardzo powoli widzę efekty. Ta rozmowa stała się rytuałem i niebywale nas zbliża. Nie będę cie okłamywać że dało to spektakularny efekt- czasami jestem zniesmaczona, czasami zniechęcona - ale wtedy mówię mu o tym podczas naszych rozmów... nie z pretensjami , zwierzam mu się - stworzyliśmy taki azyl przyjaźni. Uwierz to było bardzo trudne , mój mąż to wyjatkowo odporna istota na wiedzę i dialog.

Mówisz, że zaczynasz z mężem rozmowe od pytania.  Wiesz co? jak się zastanowię i cofnę myślami 4 lata wstecz, gdzie miałam problemy w pracy, między nami kryzys i tak sobie wyobraże że mąż zaczyna rozmowę : zastanów się czego chcesz czy małżeństwa czy rozwodu. Na bank powiedziałabym: Rozwodu i daj mi spokój. Dlatego, że wówczas byliśmy bardzo daleko od siebie. Wy tez jesteście bardzo daleko. Kwestia tego czy ty chcesz być z nim blisko? ile jesteś w stanie dać od siebie aby tą bliskość zainicjować?  - no wiesz jeśli chcemy coś mieć musimy zainwestować, inaczej będzie sprawa wyglądać jeśli ty nie chcesz już nic inwestować. To wtedy jak powiedziała catwoman szukaj adwokata.

Posty [ 37 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Banalna historia, czyli małżeństwo jakich wiele

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026