Witam wszystkich!
Chciałabym poznać zdanie innych osób na pewną sprawę, inne spojrzenie, może bardziej obiektywne... Spotykałam się z pewnym mężczyzną pół roku, z reguły raz w tygodniu - wiadomo - praca, obowiązki. Jego postępowanie wobec mnie było super, naprawdę czułam, że mu zależy, zresztą on pierwszy wyznał, że mnie kocha. Ale bywały momenty, że czułam się źle przy nim, jakby mnie oceniał, sprawdzał. A gdy mu się coś nie podobało potrafił być nieprzyjemny.
I tak też było na ostatnim naszym spotkaniu: trzy razy zachował się nieprzyjemnie, zastanawiałam się co ja tu robię. W końcu zapytałam czemu jest taki niemiły, czemu się nie odzywa, bo sprawia to, że czuję się winna i nie wiem czy mam już sobie pójść czy zostać (byliśmy u niego). Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, co dało mi wyraźnie do zrozumienia, że woli, żebym sobie poszła. No to poszłam. Powiedzieliśmy sobie "cześć" i na tym koniec. Od tamtej pory (jakieś2-3 tyg) nic, cisza, w ogóle się nie odzywa.
Zachodzę w głowę, czy jeśli ktoś kocha (a może tylko twierdzi, że kocha) to może być taki opryskliwy? Żeby nie powiedzieć chamski?