witam wszystkich,znalazlam Was-kobiety.Wasze posty i rady,choc skierowane do innych kobiet i problemow,dodaja mi otuchy.
Od 6 lat tworzylismy idealny zwiazek(on 27,ja 26lat)-tak mi sie wydawalo.od 4 lat mieszkamy razem w Irlandii.Zawsze bylo idealnie.On wierny,poza mna swiata nie widzial,wspolne plany i marzenia(biznes,wakacje) ale mial nalogi(palil,po kryjomu),wulgarny wsrod kolegow.wyjezdzal z kolegami na urlpy,pozwalalam,ufalam mu bardzo,lubil alkohol choc nie przesadzal przy mnie,bo wiedzial,ze nie toleruje tego a jestem osoba stanowcza,dominujaca i wymagajaca.Pokochalam go jak nikogo dotad,uwierzylam w prawdziwa milosc.
od ostatniego roku cos zaczelo sie psuc,pochlaniala go gra w playa,stracil swoje ambicje,wolal z kolegami na mecz jechac niz ze mna na wakacje,prezentu na gwiazdke nie kupil.Rozmawialam z nim ,nie jeden raz,ze musimy walczyc o swoj zwiazek,pracowac nad nim,ze nie pieniadze sa najwazniejsze,ze zatracilismy sie w pogoni za nimi.On przytakiwal ale zero inicjatywy.
W styczniu,poszlam na impreze ,upilam sie i go zdradzialm .Nie moglam uwierzyc,ze to zrobilam,przeciez tak bardzo go kocham. czy podswiadomosc mna zawladnela?.Znajomi uwarzaja nas za idealna pare.Wytlumaczylam mu,ze zaluje,aby dal nam szanse,ze chce abysmy sprobowali ,ze to nie musi byc koniec ale przelom w naszym zwiazku,ze oboje do tego doprowadzilismy bo nie zauwazal mnie,ze przez ostatni rok zylismy razem a jednak osobno.Po 3 miesiacach,kiedy chcialam wrocic do Polski,zatrzylam mnie,powiedzial,ze jestem ta jedyna.Bylam najszczesliwsza na swiecie.nie wyobrazalam sobie zycia bez niego.
I nagle..swiat runal.4dni temu,dowiedzialam sie,ze od poczatku naszego pieknego zwiazku zdradza mnie systematycznie z prostytutkami i innymi dziewczynami z dyskotek,wtedy kiedy jest sam na urlopie,meczu.Szlochalam,wykrzyczalam mu to w twarz.Wypiera sie,codziennie,pisze smy jak bardzo mnie kocha.Teraz wszystko sobie poukladalam.Robil to razem z bratem(zonatym)i kolegami,jego srodowisko jest chore.On im imponowal,ze ma tak madra,wyksztalcona dziewczyne,ktora nic nie podejrzewa.Od razu wyrzucilam go z domu.Wczoraj sie z nim pozegnalam,on nic nie tlumaczyl,wszystkiemu zaprzeczal.Mysle,ze zdradzal mnie ,bo ja zawsze rozkladalam karty w naszym zwiazku,teraz wiem,ze byl zakompleksiony,a prostytutki powiedza wszystko co mezczyzna chce uslyszec.U mnie na komplement musial zasluzyc.Zalatwiam wszystkie formalnosci i wracam do Polski.Chce zaczac nowe zycie(choc w bolu,bo kocham go bardzo )
Od 3 miesiacyjestem bez pracy, dzis dostaje oferte ,tu w Irlandii,zawachalam sie przd natychmaistowym wyjazdem,niby jutro mam isc na rozmowe kwali.Pomyslalm zostane jeszcze 4tyg,odloze troche i wyjade,ale wiem,ze bede sie meczyc,bo bede go widziec a on bedzie myslal,ze mu wybacze,ale po co?on sie nie zmieni,prawda?nawet sie nie przyznal?nie znalazl rozwiazania,jak mozemy to przezwyciezyc.uznal,ze nigdy na mnie nie zaslugiwal.a ja mysle,ze jest zepsuty do szpiku,kryje brata a ja bylabym idealna zona.tylko sie zastanawiam,dlaczego gdy ja wyznalam zdrade,on tego nie zrobil?Bal sie,ze odejde?przeciez to patologia?dodajcie mie sil,prosze:)Serce krwawi ale, wiem,ze nie moge mu wybaczyc,bo to nie ma przyszlosci.
a jak za miesiace lub lata,stane na nogi,dam znac,obiecuje.