ShyShe, z Twoim pierwszym postem trafiłaś w dziesiątkę. Co prawda jestem w związku, ale kiedy jeszcze (do niedawna) randkowałam, zauważyłam te same tendencje.
W związku z tym, że nie jestem osobą, która daje się zdominować i z pokorą zajmuje miejsce w przysłowiowej "kuchni", wybrałam pantoflarza... Ale czy można go nazwać pantoflarzem? Ma swoje zdanie, swoje zasady, a jednocześnie słucha mnie, kocha, często dostosowuje się do moich potrzeb... Jednak czy jest to tylko jednostronne? Są to chyba po prostu kompromisy i szacunek do drugiej osoby... Dla mnie to jest wyrazem męskości, a nie związkowe przepychanki - kto jest silniejszy i lepszy.
Fakt, mój facet może nie jest super błyskotliwy i jest spokojny, czasami chciałabym aby robił coś więcej. Problem w tym, że przerabiałam już młodych karierowiczów, którzy nie patrząc na siebie (z gęby często chodzące kible), dawali mi do zrozumienia, że kasa to wszystko. Zamiast potraktować mnie jak kobietę, patrzyli bardziej jak na obiekt: "czy ona będzie pasowała do mojego lajfstajlu, czy też będzie dużo zarabiała i CZY NA MNIE ZASŁUGUJE"...
Znam kilka przypadków, gdzie kobieta ma kasę, ma błyskotliwego faceta, który ma kasę... Właśnie się pobierają. Jednak szczegółem jest, że on przez wszystkie lata ją zdradzał, rozstawali się milion razy i w międzyczasie on był w (krótkich) związkach i nie, raczej się "nie zmienił".
To jest moja perspektywa rozumienia tego tematu. Po prostu chyba trzeba wpisać siebie w jakąś konkretną grupę charakterologiczną i może szukać kogoś na zasadzie przeciwwagi? Reszta to kompromisy. 