Witam,
Mój problem polega na uzależnieniu.Uzaleznieniu od mężczyzny, który mnie niszczy a ja nie potrafię odciąć się od tego.
Poznałam go 5 lat temu i od tego czasu jesteśmy związani ze sobą...tylko nie wiem czy to można nazwać na chwilę obecną związkiem...
Przechodząć do rzeczy przez te lata mój "pracuś" schańbił się pracą łącznie może przez dwa lata. Chociaz nie mieszkaliśmy ze sobą to ja go utrzymywałam, kupowałam jedzenie i papierosy(tak, dobrze czytacie,az mi wstyd jak to pisze)
Zmieniał prace wiele razy, z żadnej go nie wyrzucili, zawsze pracodawcy uważali go za dobrego pracownika i nie raz była sytuacja,ze dziwili się,że odchodzi...bo zawsze to on odchodził, zazwyczaj dlatego,że ubzdurało mu się,że ktoś go nie lubi, obgaduje ,ze ktoś go wykorzystuje. Jest niedowartościowany, miał ciężkie dzieciństwo(matka oddała go na dwa lata do senatorium, podobno,żeby wyleczyć go z nerwicy i jakos zapomniala go odwiedzać), ucieczki z domu, na szczęście nigdy nie był uzależniony od alkoholu, bo możnaby tak sądzić.Zresztą on nie pije, a jeśli wypije to dwa piwa na poł roku.
Jest wrażliwym facetem, zamkniętym w sobie, ale niestety toksycznym dla mnie, wiem o tym. Nie ma pieniędzy nawet na chleb(i to nie jest przenośnia), mieszka z matką, która płaci za mieszkanie, on się nie dokłada(pomimo tego,że ma 30 lat)
Wcześniej przez jego brak pracy wpadłam w kredyty, długi -on mi nigdy nie pomógł.
Myslałam,że to ja nauczyłam go takiego wygodnego życia, ale uświadomiłam sobie,że nie. Już na początku były oznaki,że cos jest nie tak, tylko ja głupia i naiwna tego nie widziałam.Pamiętam jak mnie zapraszał do siebie to prosił,zebym kupila cos do jedzenia, bo akurat nie kupił.
Albo jak kiedyś już na początku związku mało się nie popłakał będąć ze mną w łóżku, przepraszał i mówił,ze nie może się ze mna kochac,bo...jest tak głodny.
Rozstawaliśmy się wiele razy i wciąż do niego wracam.
Dlaczego?
Bo wiem,że on faktycznie nie ma tego jedzenia, czasami potrafi mi powiedzieć,że o niego nie dbam, bo jest głodny,a on nie daje nic z siebie.Wiem, manipuluje mną.
Wiem,ze ma lodówkę pustą tak samo jak portfel , wiec pojde i kupie zawsze cos do jedzenia.On nawet sam czasem nie zrobi nic do jedzenia sobie, tylko gra całe dnie na komputerze albo ogląda filmy .
Jak pytam czy cos jadł przez cały dzień to mówi,ze nie.
Możecie powiedzieć,że jak go zostawię to do tej pracy w końcu pojsc musi.
Zostawiłam na 3 miesiące, pieniądze chyba skads pożyczył, bo nie poszedł do pracy,po tym czasie go zobaczyłam i zamarłam.Zawsze był chudy, ale teraz wygląda jak kościotrup.
Nie okazuje mi zadnych uczuc, zresztą za bardzo nigdy tego nie robił , nie potrafi.
To jest w mojej głowie.To,że ten facet siedzi głodny i nie ma skąd wziąć jedzenia,czasem mi pisał,że jest tak głodny,że go żołądek ssie i nie może zasnąć,że nie jadł trzy dni.
Jego matka nie daje mu jedzenia,a nawet jak cos jest w domu to on od niej nie wezmie.
Niby nie jesteśmy teraz ze sobą od jakichś 2 miesiecy znowu,ale widujemy się, a on od 1,5 roku nie pracuje i to ja znowu wpadłam w wir przychodzenia do niego.
Kiedy moje życie wyglądało tak,że biegałam z pracy do niego, robiłam mu jesc, sprzątałam, byliśmy razem a potem wracałam do siebie.
On nie ma nikogo, rodziny, znajomych.Ma tylko mnie.
Jego Wigilia wygląda tak,ze matka ogląda film w jednym pokoju a on siedzi w drugim, nie ma tam uczuc, nikt go ich nie nauczył.
Jest jeszcze kwestia tego,ze zawsze próbowałam być taka idealna,że zaczęłam mieć lęki, że nie zdąże nic zrobić, jestem spóźnialską a on zawsze się na to wkurzał, czasem potrafił mi drzwi nie otworzyć, bo się spóźniłam, a teraz jak wstanę za późno(tak mi się wydaje) to uważam,ze nic nie zrobię już , zamykam się w domu, potrafię płakać i odkładam wszystko na dzień następny.
On boi się iść do pracy, jest tak niedowartościowany,że uważa, że nic nie umie a w pracy wszyscy będą to widzieć i się zbłaźni.
Można pomyslec,ze ma depresję, ale sam mówi,ze nie ma.Smieje się ,jego poczucie humoru się nie zmieniło, umie mnie rozbawić, jest bystry i dobry.Chciałam zapisac go do psychologa-mówi,ze chciał kiedyś a teraz już nie chce.
Nie mam już sił na to.Ciągle mam poczucie winy,wiem,ze jest dorosły, kłoce się z nim o to,mówię, tłumaczę-nic nie dociera.On nie robi nic a ja zamartwiam się ciągle tylko o to skad wziąć pieniądze.
Mogłabym jeszcze długo pisać, ale komu to się będzie chciało czytać...