Nie potrafię od niej odejść - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie potrafię od niej odejść

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1 Ostatnio edytowany przez kubatek1995 (2017-12-18 15:28:26)

Temat: Nie potrafię od niej odejść

Witam wszystkich...
W czym problem?
A więc...
Spotykam się od prawie 6lat z jedną kobietą.
Właściwie od początku był problem tego typu, że wiecznie była agresywna, beznadziejnie nastawiona do wszystkiego...
Mieliśmy swoje wzloty i upadki ( przeważnie przezemnie )..
Próbowałem ją zostawić jakieś 2lata temu, niestety doszło do próby samobójczej i serce mi pękło, poddałem się i wróciłem.....
Ona choruje na psychoze maniakalno-depresyjną, próbowałem ją przekonać 100razy, żeby zaczęła się leczyć...
Przez nią straciłem wszystkich znajomych, a nowych nie mam zamiaru nawet poznać bo kiedy nie pasuje jej, że ktoś coś powiedział automatycznie robi się agresywna, zaczyna wyzywać wszystkich w około..
Doszło z czasem niestety do takiego stopnia, że straciłem kontakty z rodziną, przez jakiś rok czasu miałem problem z narkotykami, ona o niczym nie wiedziała, w końcu kiedy chciałem z tym skończyć powiedziałem jej, że mam taki problem a nie inny, zamiast mnie wesprzeć oczywiście kończyło się awantura...
w związku nie mam nic do powiedzenia, wszystko to wiecznie moja wina, nigdy jej..
Ja zarabiam, nie małe pieniądze z resztą (około 8tys zł miesiecznie), dbam o nią jak mogę, kupiłem dom.. Ona oczywiście jak zrobi coś w domu to jest święto, proste sprawy tego typu, że leży ścierka, widziała ją 100razy ale nie podniesie, gdy ja przejdę koło niej obojętnie jest awantura, że przecież widziałem, że leży na ziemi i jestem leniem..
Wieczne wyzwiska w moją stronę to nic nowego, kilku znajomych (z którymi z resztą zerwałem kontakt, bo było mi wstyd się z nimi spotykać, albo sami zwracali uwagę, że jesli bede sam to nie ma problemu) zwróciło mi uwagę że ona nie ma względem mnie w ogóle szacunku... Nie mam zadnego fejsbuka ani nic z innych rzeczy no bo przecież pewnie będę pisać z ludźmi a po co mam to robić... Ze wszystkim problem...
Kiedy wracam po całym dniu do domu, ona zapyta czy pojedziemy do sklepu na zakupy a ja odpowiem NIE, znów awantura, że i tak nie mam nic lepszego do roboty...
Szczerze mówiąc, czuję się jak więzień we własnym domu...
Nie moge nigdzie wyjsć, bo albo zamęczy mnie telefonami, albo wygraża się, że nie będę miał do czego wracać...
Przez ostatnie pół roku wmawiała mi, że jestem psychicznie chory, sam zacząłem się nad tym zastanawiać...
Ale doszło znów do sytuacji, że ona była pod wpływem alkoholu, ja miałem rano jechać do pracy a ona taranowała mi drogę do samochodu, ewentualnie kładła się przed autem..
Nie wytrzymałem zadzwoniłem po karetke, żeby ją gdzieś zabrali (chciałem jej pomóc... )

Pani która weszła ją zabrać, sama zwróciła uwagę, ze poki ja zabierają, powinienem się spakować i uciekać od niej jak najdalej, bo zniszczy mi życie..
Kiedyś byłem zawsze uśmiechnięty, dusza towarzystwa..
Na dzień dzisiejszy nawet mi się nie chce z nikim rozmawiać, bo wiem, że z tej znajomości nic nie będzie.
Wszystko właściwie zależy w jakim ona jest nastroju, czasem jest tak kochana, że wszystkie złosci mi przechodzą i pragne tylko jej...
Ale nie raz, już myślałem jak to zrobić, żeby się rozstać w godności, bez wyzwisk, zdrad... Przecież łączy nas tak dużo, po co mamy gadać sobie później za plecami..

Alkoholu nie piję od roku, bo tylko jak wypiłem potrafiłem powiedzieć co tak naprawdę myślę, oczywiście jej to przeszkadzało..
Myślałem, że tak już po prostu ma wyglądać moje życie...
ale....
Jakiś czas temu, poznałem pewną dziewczynę, jakos wyszło, że rozmawiamy, nie nastawiam się na nic.. Ale widzę, że kobieta może być normalna, mogę się przy niej śmiać, ma normalne zycie, pracuje, robi coś ze sobą...
I właściwie to jest chyba moją motywacja, zeby odejść...
Wiem, że sobię poradzę bez niej...
Bardziej martwię się o nią, nie chciałbym żeby coś sobie zrobiła.
Ale też nie chce być z nią z litości..
Wczoraj po spotkaniu z koleżanką o której wcześniej pisałem, wróciłem do domu i nie wiem od jak dawna , byłem po prostu nie miły, jej groźby na nic się nie zdawały, zagroziła, że się wyprowadzi, powiedziałem, że śmiało..
Ale boję się ze ona znów weźmie mnie na płacz łzy i pęknę..
Zaluje, że nie skonczylem tego juz dawno temu, zaluje, ze w ogole ja poznałem, bo właśnie wtedy moje normalne zycie sie skończyło..
Wystarczy, ze wyjde z domu na pół godziny, a dostaje takie obelgi w moją strone, ze z placzem wracam do domu...
Pieniadze ktore zarabiam tez wydaje na lewo i prawo, mowi mi na co mamy to wydać, musze chować pieniadze zeby miec na wlasne przyjemnosci...
Rozmowy na nic się nie zdają, z nią nie ma rozmowy, kiedy zaczne mówić o tym jak się czuję, obraca kota ogonem i wychodzi na to ze ja wszystko robię źlę, że to ja jej zniszczyłem zdrowie i psychike.. I teraz powinienem ja się z tym męczyć.
Kiedyś była sytuacja, że ją zdradziłem, spakowała się..
Ale jak już miała wszystkie rzeczy na dole, stała zapłakana, bezbronna, przeprosiłem i jakoś to naprawiłem...
Czuję się jakbym miał małe dziecko w domu a nie kobiete..
Nie mam ochoty spedzac z nia czasu, nie mam ochoty wracac do domu, nie tesknie, Wiecznie chodze zły, zdenerwowany. Rodzice nie raz mi powtarzali, ze nie powinienem z nią być, ze stac mnie na duzo wiecej.
Nie mam pojecia tylko jak odejsc, jest mi z tym bardzo cięzko, ale chce zmienić swoje zycie i byc szczesliwy, sam czy z kim innym..
Moze jest tu ktos kto przeszedl przez taka sytuacje i sobie z tym poradził..
Dodam, że chciałbym odejsć z klasą, bez kłótni, przeciez moglibysmy kiedys normalnie rozmawiac...
sytuacja jest na tyle ciezka, ze mieszkamy w jednym domu, a ciezko mi powiedziec zeby sie spakowała i wyszła, wiem ze nie ma dokąd pójść (mama za granicą, brak innej rodziny, z resztą dlatego ze z kazdym jest poklocona)
Do tego mamy psa, kocham go po uszy, wiem ze jak odejdzie nie ma innej opcji jak taka zeby zabrala psa, ale z tym juz sie chyba jakos pogodzę..
zawodowo tez nie moge sie rozwijac, bo jesli chcialbym gdzies wyjechac to tylko slysze ze nie bede mial do czego wrocic...
uwazam ze nie jest warta moich zmartwien i nerwow...
Ostatnio rozmawialimy o tym czego się boimy, prawda jest taka ze ja boje się własnie jej..
Prosiłbym o jakieś wasze przezycia zyciowe, moze jakies rady, mam juz powoli dosc tego co sie dzieje w moim zyciu, a nie chce rzucac obrazliwych słow w jej strone tylko po to zeby w koncu odeszla..
Pozdrawiam..

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie potrafię od niej odejść

edytowałem post, coś się źle wkleiło.

3

Odp: Nie potrafię od niej odejść

Wierzyć sie nie chce, że tkwisz w takim koszmarze już 6 lat. Gdzie Ty chcesz odchodzić, jeżeli mieszkasz we własnym domu? Z tego co piszesz wynika, że jeszcze ją utrzymujesz, czy ona pracuje?
Skontaktuj się z jej matką, czy ona wie, jakie problemy ma jej córka, czy wie o jej próbie samobójczej?
Uważam, że to jedyne rozwiązanie, zawiadomić jej matkę  powiedzieć o rozstaniu i niech ona sie nią tymczasem  zaopiekuje.
Zreszta pisałeś, że juz kiedyś Twoja dziewczyna była spakowana i chciała odejśc, to chyba miała dokąd?
Możesz ewentualnie wynająć jej i opłacić,  na miesiąc, czy dwa jakieś skromne lokum, żeby nie było, że wyrzucasz ja na ulicę, a potem niech sobie radzi, w końcu jest dorosła.
Nie ponosisz za nią odpowiedzialności.

4

Odp: Nie potrafię od niej odejść
josz napisał/a:

Wierzyć sie nie chce, że tkwisz w takim koszmarze już 6 lat. Gdzie Ty chcesz odchodzić, jeżeli mieszkasz we własnym domu? Z tego co piszesz wynika, że jeszcze ją utrzymujesz, czy ona pracuje?
Skontaktuj się z jej matką, czy ona wie, jakie problemy ma jej córka, czy wie o jej próbie samobójczej?
Uważam, że to jedyne rozwiązanie, zawiadomić jej matkę  powiedzieć o rozstaniu i niech ona sie nią tymczasem  zaopiekuje.
Zreszta pisałeś, że juz kiedyś Twoja dziewczyna była spakowana i chciała odejśc, to chyba miała dokąd?
Możesz ewentualnie wynająć jej i opłacić,  na miesiąc, czy dwa jakieś skromne lokum, żeby nie było, że wyrzucasz ja na ulicę, a potem niech sobie radzi, w końcu jest dorosła.
Nie ponosisz za nią odpowiedzialności.

Nie do końca ją utrzymuję, ona się uczy, dostaje stypendium i alimenty...
Kiedys gdy wynajmowalismy mieszkanie, płaciliśmy na pół wszystko.
w tym momencie, ona do domu da około 400zł a ja około 6000tys złotych..
tu nie chodzi nawet o pieniadze.
Jej mame informowałem o takiej sytuacji, podczas poprzedniej próby, niestety ta kobieta jest zdecydowanie chora psychicznie też...
Mają identyczne charaktery, choć jej matka nie raz slyszala o awanturach i potrafila jej zwrocic uwage, narzeczona zamiast pokornie przyjac co ktos ma do powiedzenia stwierdzila, ze wszyscy sa winni...
Ona tylko mówiła, że ma dokąd pojsc wiem ze spała by w samochodzie..
Mam dobre serce, wspolczuje ludzia i staram sie im pomagac ( narzeczona to przeciwienstwo, smieje sie z niepelnosprawnych i bezdomnych, ostatnio gdy chciala wyrzucic nowy testament i jej tego zabronilem tez stwierdzila ze mam cos z glowa) nie chce jej od tak wyrzucic na bruk, lecz z drugiej strony wiem ze jesli nie zagram w ten sposob nie bedzie innego wyjscia..
Myslalem, zeby moze pojsc z nia do jakiejs poradni.. moze przedstawilibysmy z osobna swoje poglady, i ktos z boku powiedzialby co o tym mysli...
Wiem, ze ma problem, nie daje sobie pomoc, tu nie chodzi juz o moje szczescie, ale jesli nie zacznie sie leczyc, no coz, nigdy nie bedzie szczesliwa.
Tylko dlaczego ja mam cierpiec, za to ze ona jest CHORA.
Ja nie mam juz innego wytlumaczenia na jej zachowanie, jak jej to wygarnalem kiedys to spytala jak moge zostawic kogos dla tego ze jest chory, przeciez to przezemnie ma takie problemy......
Czuje sie juz po prostu bezsilny.. Nieraz robie cos wbrew wlasnej woli, tylko po to zeby nie stala nademna i nie wygadywala mi jaki jestem obrzydliwy...

5

Odp: Nie potrafię od niej odejść

Mało prawdopodobne, żeby ona dobrowolnie zgłosiła sie na leczenie. Ludzie z podobnymi problemami, na ogół uważają się za okaz zdrowia, chorzy są ich zdaniem,  wszyscy dookoła. Fakt, że raz przyznała, że jest chora, był tylko manipulacją.
Nie masz obowiązku wozić ją po lekarzach, tymbardziej się uzależnisz. Jeśli ona dostaje alimenty, tzn, że ma ojca. Bez względu na układy między nimi, czy charakter matki, na Twoim miejscu zakończyłabym ten związek, dała jej czas np. miesiąc na wyprowadzke z domu, jednoczesnie powiadomiła jej rodziców. A jeżeli ona w tym czasie wywinęłaby jakiś numer z próbą samobójczą, dzwonisz po pogotowie, informujesz rodzinę i nie ma już powrotu do Twojego domu. Zresztą po próbie samobójczej, niedoszły samobójca trafia przymusowo do szpitala psychiatrycznego.
Załóżmy, że nie podejmie takiego kroku, bądź stanowczy, pomóż jej w wynajęciu jakiegoś pokoju, nie przejmuj się ewentualnym wybrzydzaniem i pozbądź się tej dziewczyny z domu i z życia, bo faktycznie, marnujesz swoje.

6

Odp: Nie potrafię od niej odejść
josz napisał/a:

Mało prawdopodobne, żeby ona dobrowolnie zgłosiła sie na leczenie. Ludzie z podobnymi problemami, na ogół uważają się za okaz zdrowia, chorzy są ich zdaniem,  wszyscy dookoła. Fakt, że raz przyznała, że jest chora, był tylko manipulacją.
Nie masz obowiązku wozić ją po lekarzach, tymbardziej się uzależnisz. Jeśli ona dostaje alimenty, tzn, że ma ojca. Bez względu na układy między nimi, czy charakter matki, na Twoim miejscu zakończyłabym ten związek, dała jej czas np. miesiąc na wyprowadzke z domu, jednoczesnie powiadomiła jej rodziców. A jeżeli ona w tym czasie wywinęłaby jakiś numer z próbą samobójczą, dzwonisz po pogotowie, informujesz rodzinę i nie ma już powrotu do Twojego domu. Zresztą po próbie samobójczej, niedoszły samobójca trafia przymusowo do szpitala psychiatrycznego.
Załóżmy, że nie podejmie takiego kroku, bądź stanowczy, pomóż jej w wynajęciu jakiegoś pokoju, nie przejmuj się ewentualnym wybrzydzaniem i pozbądź się tej dziewczyny z domu i z życia, bo faktycznie, marnujesz swoje.

Raz ją karetka zabrała, nawet nie wiecie jak było mi przykro, jak zadzwoniła do mnie ze jakos jej sie udało przekonac lekarzy ze wraca..
zapomnialem poruszyc jeszcze jednego tematu jakim jest seks.
nie sypiamy ze sobą od dawna.
Wlasciwie dlatego... ze czuje do niej obrzydzenie, nie chodzi o jej ciało, jest zadbana, wręcz piękna..
Ale jej charakter odpycha mnie w ten sposób, ze nie mam ochoty na stosunki... Nie raz robilem to przymusowo, zeby nie sluchac potem obelg, ze mi sie nie podoba, albo podobaja mi sie inne, moze wydawac sie to az przykre ale wrecz czulem sie wykorzystywany..
Jestem raczej przystojnym facetem, mysle ze podobam sie kobieta, ale ona wiecznie przekonuje mnie ze jest inaczej, ze nie dbam o siebie i tysiac innych rzeczy, a mi sie po prostu odechcialo juz cokolwiek ze soba robic bo tkwie w tym gownie...
Mam duza potrzebe komus o tym wszystkim opowiedziec, chyba dlatego jestem tutaj..
Czuje sie przytloczony, uciekam od kontaktow z nia, wiecznie rozkazuje mi co mam robic, mam jej wszystko przyniesc.
Jak odejde na 2sekundy pyta gdzie ide, czemu nie spedze z nia czasu..
Ona ma dobre serce, ale chyba choroba jest górą...
Jestesmy w miare mlodzi, ja mam 23lata ona 22.
Wiem ze cale zycie przedemna, boje sie ze z nia nie spelnie swoich marzen. Nie mam czegos takiego jak wyjscie z kolegami, musze ich oklamywac ze ktos do mnie przyjechal, musze gdzies jechac, bo wstyd mi sie przyznac, ze baba robi mi problem...
Jakis czas temu, znalazlem przyjaciela, niestety urwalismy kontakt znow przez moja kobiete, bo zwrocil jej uwage.....
Wolalbym szczerze mowiac, zeby ona podjela decyzje o rozstaniu, nawet nie wiem... znalazla sobie kogos innego, wiem ile nerwow przedemna, wyzwisk, oczerniania jestli to ja jej powiem ze to koniec...

7

Odp: Nie potrafię od niej odejść
kubatek1995 napisał/a:

Wolalbym szczerze mowiac, zeby ona podjela decyzje o rozstaniu, nawet nie wiem... znalazla sobie kogos innego, wiem ile nerwow przedemna, wyzwisk, oczerniania jestli to ja jej powiem ze to koniec...

Na to raczej nie licz, jest jej za dobrze. Musisz znaleźć w sobie siłę i zakończyć ten chory związek raz i konsekwentnie, po czym zerwać z nia kontakt ostatecznie.
Z takich związków się ucieka, tutaj nie ma polubownych rozwiązań z przyjaźnią w tle.

8

Odp: Nie potrafię od niej odejść
josz napisał/a:
kubatek1995 napisał/a:

Wolalbym szczerze mowiac, zeby ona podjela decyzje o rozstaniu, nawet nie wiem... znalazla sobie kogos innego, wiem ile nerwow przedemna, wyzwisk, oczerniania jestli to ja jej powiem ze to koniec...

Na to raczej nie licz, jest jej za dobrze. Musisz znaleźć w sobie siłę i zakończyć ten chory związek raz i konsekwentnie, po czym zerwać z nia kontakt ostatecznie.
Z takich związków się ucieka, tutaj nie ma polubownych rozwiązań z przyjaźnią w tle.

bardzo dziękuję za wsparcie, ogólnie jestem mega silny psychicznie, i raczej jestem asertywny tylko w jej przypadku ciezko mi się odezwać.
Jesli ktos ma jeszcze jakies sugestie, chetnie wyslucham i odpowiem.

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie potrafię od niej odejść

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024