A może któraś z Was prowadzi taki dom? Specjalnie nie uściślam definicji "domu otwartego", bo jestem ciekawa, jak Wy to widzicie ![]()
Podobne tematy
Mój taki jest. Rozumiem przez to, że wszyscy nasi znajomi i przyjaciele, oraz przyjaciele dzieci, wiedzą, że w każdej (dosłownie) chwili mogą do nas przyjść. Także nocować. U nas to normalne, że w środku nocy dzieci wracają ze znajomymi, którzy u nas nocują.
Przyjeżdżają znajomi i krewni z różnych stron Polski i świata. Nie wyobrażam sobie, że mieliby mieszkać w hotelu.
Dom jest duży, więc sporo osób się zmieści, a nam to nie ogranicza przestrzeni. A ja lubię takie "zamieszanie".
Dzieci zgłosiły nas do "couchingu" - na szczęście nie do domu, tylko do mieszkania.
Inną rzeczą jest, że nikt tego nie nadużywa.
No i mieszkamy na peryferiach, więc nikt w przerwie na zakupy nie wpada na kawę.
Ale tak bez zapowiedzi? Czy jesteś wcześniej informowana, że dziecko przyjdzie z pięcioma koleżankami/dziś przyjeżdża wujek z Niemiec i zostanie na weekend?
Jak napisałam: nikt nie nadużywa.
Dzieci nie muszą się pytać o zgodę na przyprowadzenie znajomych, bo wiedzą, że ta zgoda jest. Natomiast gdy z kimś przychodzą to po prostu uprzedzają telefonicznie.
Nasi znajomi, przyjaciele czy krewni pytają nas wcześniej o zgodę. Pozwala to na ewentualne odmówienie (zdarza się gdy nie jest to możliwe z jakichś względów).
Mój własny taki kiedyś był i było naprawdę pięknie a i ja sama byłam inna....od czasu gdy wyjechałam nic już nie jest takie jak było a i czasy się zmieniły...i ludzie są inni.
Moja definicja domu otwartego, to dom pełen ludzi, zamieszania, gdzie każdy i każdej porze może wpaść bez zapowiedzi i na pewno nie spotka się to z dezaprobatą gospodarzy. Dzisiaj już nie wyobrażam sobie, że mogłabym mieszkać w takim domu, choć kiedyś było zupełnie inaczej. Obecnie dom kojarzy mi się z azylem i spokojem, miejscem, w którym czuję się w pełni swobodnie, w którym - gdy mam na to ochotę - mogę sobie w ciszy poczytać i odpocząć, pobiegać w majtkach lub ufarbować włosy, który zarezerwowany jest dla przyjaznych i bliskich mi osób. Te osoby doskonale wiedzą, że są zawsze mile widziane - bez względu na okoliczności i porę, one zapowiadać się nie muszą i często tego nie robią, a mimo to zawsze wywołują niekłamaną radość. Natomiast obecność innych (pomimo że bardzo lubię gości) bywa kłopotliwa, a czasem wręcz krępująca, dlatego od nich oczekuję, aby jednak wcześniej się ze mną umawiali.
Tak kiedyś miałam taki dom,dużo znajomych ,wspólne gotowanie, rozmowy to był fajny czas, niestety przeprowadziłam się ,rozwiodłam a mojemu obecnemu partnerowi jakoś nie jest to potrzebne ,ale ja za tym tęsknie i bardzo mi tego brakuje
Nie bardzo lubię taką opcję.
Dom to dla mnie takie miejsce, gdzie mogę uciec, kiedy już nie mam ochoty z nikim się widzieć i mogę sobie pobyć sama. Mogę chodzić nieuczesana, nieumalowana i w rozciągniętych polarach. Mogę mieć tak wielki bajzel jak tylko zechcę i przed nikim się nie muszę z tego tłumaczyć. Ergo niezapowiedzianych wizyt zwyczajnie nie lubię.
Ja też nie maluję się w domu gdy nie muszę wychodzić, chodzę w dżinsach. Nie musi też być klinicznej czystości (zwłaszcza jak był pies).
Ani moim gościom, ani mnie to nie przeszkadza.
No ale u mnie to dalece wykracza poza brak makijażu... ;-)
No ale u mnie to dalece wykracza poza brak makijażu... ;-)
Hm.. Nie wiem jak to dalece ![]()
Mnie nic takiego generalnie nie przeszkadza.
Moim gościom również. Wiedzą, że w domu mnie nie zobaczą w szpilkach.
To zależy KTO przychodzi. Nie lubię niezapowiedzianych wizyt, wręcz nie znoszę. Wystarczy mi, że mieszkam z teściami i spotykamy się non stop ![]()
Co do prywatności, o której tu wspomniałyście: ani ja, ani moja teściowa nie mamy najmniejszego oporu by chodzić po domu czy ogrodzie tak, jak nam się podoba; w majtkach, kaloszach, staniku czy bikini- bez względu na to, kto dom nawiedza ![]()
Zdecydowanie nie. W moim domu jedną z najważniejszych rzeczy jest święty spokój.
Poza tym jest to dla mnie miejsce prywatne, do którego wstęp mają tylko (zapowiedziani) przyjaciele.
Chociaż kiedy wynajmowałam mieszkanie z czwórką znajomych, chcąc - nie chcąc prowadziliśmy dom otwarty.
Wtedy mi się podobało, teraz sobie nie wyobrażam tak mieszkać.
Chyba razem z priorytetami zmieniły mi się tego rodzaju upodobania.