Tak naprawdę mam ochotę powiedzieć to dosadniej (takie zwierzę z ryjem) ale boję się że mnie zbanują...
Czytałam parę dni temu taki wątek gdzie jakaś 20latka pisała że wyrwała żonatego i z nim sypia, i babki solidarnie że się opamiętaj, że to po świńsku, że puszczalska.
A tu proszę,jeden pan piszę że (będąc w związku) ma ochotę na seks z koleżanką (która też jest w związku) i panowie co na to? Carpe diem...
(Sex mężczyzny z kolezanką-przyjaciółką - Netkobiety.pl)
Podobne tematy
To raczej świadczy o babskiej niesolidarności... ![]()
Widziałam ten watek
. Nie wszyscy tak napisali. Masz jednak racje, gdyby pisała to babka to zostałaby przez większość ukamienowana gdyby tylko istniały wirtualne kamienie ![]()
To raczej świadczy o babskiej niesolidarności...
Solidarności -z żoną.
Brzydala nie wrzucaj wszystkich facetów do jednego worka.;)
Ale to racja! Jak kobieta się z kims przespi nawet to zaraz ze się puszcza. a facet? o boze... jakie on ma powodzenie <3 <3
więc... co tu więcej mówić. KOBIETA NA PREZYDENTA! haha ![]()
Kazdemu, kto ma romans pozamalzenski, powiedzialabym, zeby sie opamietali, niezaleznie od plci , i albo sie rozwiedli, albo poprobowali popracowac nad swoim zwiazkiem. Zycie w klamstwie dla nikogo nie jest dobre.
Co do facetow, to zalezy. Moj partner by sie ze mna zgodzil, ze idiotycznym jest komplikowanie sobie zycia, jak i nie fer wobec malzonki/a. Podobnie mysli wiekszosc moich kolegow. Goscie, ktorzy przyklaskuja zdradzaczom zwykle sa albo bardzo mlodzi I zielonego pojecia nie maja jaki wplyw ma afera na cala rodzine, albo po prostu egoistyczni, niedojrzali emocjonalnie lub mozgowo wyprani przez kulture macho (co w sumie na to samo wychodzi).
... zielonego pojecia nie maja jaki wplyw ma afera na cala rodzine, albo po prostu egoistyczni, niedojrzali emocjonalnie lub mozgowo wyprani przez kulture macho (co w sumie na to samo wychodzi).
Hmmm... to ciekawe. Większość zdrad jakie znam pojawia się małżeństwach, które się sypią już wcześniej zanim zdrada wystąpi. Powiesz, że najlepiej zerwać małżeństwo, a potem budować drugi związek, a ja odpwiem, że niestety nie jest to łatwe. Kobiety, które zdradzają i znam je dobrze, są w pełni dojrzałe emocjonalnie, mądre życiowo, zaradne, niezależne. Każda zdrada ma swoją historię.
Zawsze będą zdradzający, zdradzani i te lub ci, z którymi się zdradza.
Hmmm... to ciekawe. Większość zdrad jakie znam pojawia się małżeństwach, które się sypią już wcześniej zanim zdrada wystąpi. Powiesz, że najlepiej zerwać małżeństwo, a potem budować drugi związek, a ja odpwiem, że niestety nie jest to łatwe. Kobiety, które zdradzają i znam je dobrze, są w pełni dojrzałe emocjonalnie, mądre życiowo, zaradne, niezależne. Każda zdrada ma swoją historię.
Co nie zmienia faktu, ze takie romanse sa oszukiwaniem partnera, i, ze prowadza do samych komplikacji. Jak sie malzenstwo sypie, to sie powinno najpierw decyzje podjac czy sie chce je ratowac czy nie, a dopiero potem portki rozpinac/majtasy spuszczac. Zwykla przyzwoitosc to dyktuje.
Tak naprawdę mam ochotę powiedzieć to dosadniej (takie zwierzę z ryjem) ale boję się że mnie zbanują...
Czytałam parę dni temu taki wątek gdzie jakaś 20latka pisała że wyrwała żonatego i z nim sypia, i babki solidarnie że się opamiętaj, że to po świńsku, że puszczalska.
A tu proszę,jeden pan piszę że (będąc w związku) ma ochotę na seks z koleżanką (która też jest w związku) i panowie co na to? Carpe diem...
(Sex mężczyzny z kolezanką-przyjaciółką - Netkobiety.pl)
Takie typy to śmiecie. Podgatunek człowieka dla mnie. Ale w waszej drużynie też są śmieciary. Ogólnie to takich ludzi nie należy ludźmi nazywać. Są gdzieś między rozwielitką a homo erectus.
Zawsze będą zdradzający, zdradzani i te lub ci, z którymi się zdradza.
Nie mówię że nie.
Co mnie rozwaliło to ogólne przyzwolenie ze strony co-XY-ów.
Brzydulla bo ten świat tak funkcjonuje, że to faceci są uprzywilejowani. Dyskryminacja kobiet ma różnorodny wymiar. Z tego też wynika to o czym piszesz, że jak kobieta zdradzi to **** a ja on- to jeszcze nie tragedia.
Mogę tylko napisać, że wiele gatunków zwierząt wie co to monogamia.
Vian napisał/a:To raczej świadczy o babskiej niesolidarności...
Solidarności -z żoną.
Ale dlaczego wg Ciebie wybór to ALBO jestem solidarna z żoną i jadę po kochance, ALBO nie jestem solidarna z żoną i nie jadę po kochance?
Ja uważam, że jechanie po "tych trzecich" to głupota, bo abstrahując od bzdetów i drobiazgów w rodzaju kto kogo uwiódł, kto jest naiwny, kto ma problemy, ble ble ble, to kochanka NIE ROBI NICZEGO ZŁEGO z tej prostej przyczyny, że NIE ONA JEST ODPOWIEDZIALNA ZA ZWIĄZEK!
To ten facet robi coś złego. Zawsze ta zdradzająca osoba! Chcecie po kimś jechać, to jedźcie po nim.
Nie jest tak, ze opinia tych, którzy przyklaskują zdradzającym jest wiążąca. Absolutnie nikt nie każe się z taką zgadzać i siedzieć cicho. Faktem jest natomiast, że jeśli ktoś zdradza [mówię tutaj o pójściu z kimś do łóżka, bo rodzajów zdrad może być wiele], to najzwyczajniej w świecie do związku nie dorósł. No i co się dzieje w takim wypadku? Tłumaczy się to na każdy możliwy sposób, by tylko zrzucić z siebie odpowiedzialność. A to, że nic nie znaczy, to tylko raz i więcej się nie powtórzy, sam nie wiem jak do tego doszło, nadal Cię kocham. Yhy, jasne, jakoś tego nie wiedzę.
Albo, że się było pijanym. Nie rozumiem tego kompletnie. Jak świat długi i szeroki, tak wielokrotnie zdrada jest tłumaczona tym, że się było pijanym. I co z tego? To można robić, co się żywnie podoba? Jak się nie ma głowy, to się nie pije, a jak się pije, to należy zawczasu pomyśleć o ewentualnych konsekwencjach. Dodam, że sam byłem w związku, gdzie przez kilka lat widywałem się ze swoja kobietą tylko w weekendy [czasem dwa razy w miesiącu]. Mieszkałem wtedy w akademiku, imprez wiele, działo się, okazji było. Ale jak się kogoś kocha, to coś to oznacza i wiąże się zarówno z prawami jak i obowiązkami. Tu nie trzeba żadnej przysięgi, jestem z kimś, to szlaban na inne kobiety/facetów.
brzydulla napisał/a:Vian napisał/a:To raczej świadczy o babskiej niesolidarności...
Solidarności -z żoną.
Ale dlaczego wg Ciebie wybór to ALBO jestem solidarna z żoną i jadę po kochance, ALBO nie jestem solidarna z żoną i nie jadę po kochance?
Ja uważam, że jechanie po "tych trzecich" to głupota, bo abstrahując od bzdetów i drobiazgów w rodzaju kto kogo uwiódł, kto jest naiwny, kto ma problemy, ble ble ble, to kochanka NIE ROBI NICZEGO ZŁEGO z tej prostej przyczyny, że NIE ONA JEST ODPOWIEDZIALNA ZA ZWIĄZEK!
To ten facet robi coś złego. Zawsze ta zdradzająca osoba! Chcecie po kimś jechać, to jedźcie po nim.
Vian, po pierwsze do zdrady trzeba dwojga. Żyjemy w czasem kiedy większość ludzi zaakceptowała już fakt, że zarówno mężczyźni jak i kobiety mają mózg i są odpowiedzialni za to co robią. W sytuacji on (mąż), ona (żona) i ten/ta trzeci/a, za zdradę odpowiadają oboje którzy w niej uczestniczą. Tak samo zdradzający/a mąż/żona, jaki kochanek/kochanka. Takie podstawowe zasady egzystencji w społeczeństwie. Nie chcesz żeby jakaś bździągwa wskoczyła do łózka twojego faceta, sama nie bądź bździągwą wskakującą do łózka cudzego męża.
Ale ja pisałam o czymś trochę innym jak jeżdżenie po kochance.
Facet zapytał: mam ochotę zdradzić i przy okazji jeszcze rozwalić jej związek. Jak myslicie? A koledzy mu na to: jasne,co se będziesz żałował, od czego masz wacka?
Romans jest złym rozwiązaniem, natomiast koleżeński seks może być miłym urozmaiceniem dnia pracy.
Nie jest tak, ze opinia tych, którzy przyklaskują zdradzającym jest wiążąca.
Nie ale przerażająca pod względem rozumienia męskiej logiki.
Forum jest anonimowe, ciekawe co by jeden z drugim powiedział gdyby się okazało że kolega ma ochotę przelecieć jego własną dziewczynę.
19 2013-01-07 22:49:32 Ostatnio edytowany przez martinez (2013-01-07 22:50:31)
martinez napisał/a:Nie jest tak, ze opinia tych, którzy przyklaskują zdradzającym jest wiążąca.
Nie ale przerażająca pod względem rozumienia męskiej logiki.
Forum jest anonimowe, ciekawe co by jeden z drugim powiedział gdyby się okazało że kolega ma ochotę przelecieć jego własną dziewczynę.
Brzydula, miałem na myśli, że nie jest wiążąca, ale również, że nie jest to opinia każdego faceta. To tak, jak z demokracją, większość nie musi mieć racji.Przejmujesz się tym, że kilka osób powiwatowało temu, który zdradził? Zatem sama widzisz, jaką mają opinię na temat zdrady.
Co by jeden drugiemu powiedział? Myślę, że nic by nie powiedział, tylko by coś zrobił.
Przejmujesz się tym, że kilka osób powiwatowało temu, który zdradził? Zatem sama widzisz, jaką mają opinię na temat zdrady.
Tak. Bo to znaczy że strach mieć u swojego boku faceta bo statystycznie wielka jest szansa że dla niego zdrada to normalna sprawa jak pójście z kumplami na piwo. I jak tu ufać?
Co by jeden drugiemu powiedział? Myślę, że nic by nie powiedział, tylko by coś zrobił.
Dał w mordę masz na mysli?
Nie podchodź do tego tak statystycznie, bo analogicznie się okaże, że nie wyjdziesz z domu, bo Cię auto potrąci, albo piorun porazi, a zostając w domu też wiele złego może Ci się przydarzyć.
Może i jest taka szansa, ale nie każdy facet jest taki sam i nie metkuj wszystkich jednakowo. To, że moja była mnie okłamywała, znaczy, że żadnej nie zaufam? Nie, bo wiem, że są takie, które docenią zaangażowanie i uczucie. No i jak tu ufać? No właśnie, mimo wszystko. Bo warto. Może się okazać, ze zaufasz wspaniałej osobie, z którą spędzisz najpiękniejsze chwile życia, a wtedy pomyślisz, co by było, jakbym nie zaufała?
Dokładnie tak, jak to mawiał jakiś mój kuzyn: cztery szybkie na podkoszulek:)
Nie chcesz żeby jakaś bździągwa wskoczyła do łózka twojego faceta, sama nie bądź bździągwą wskakującą do łózka cudzego męża.
No i tu się zasadniczo różnimy myśleniem. ![]()
Widzisz, mnie zupełnie nie zależy, żeby mu bździągwy nie wskakiwały do łóżka. A nawet gdyby - to choćbym nie wiem jak święta i krytyczna wobec bździągw była, to raczej swoją świętością wszystkich bździągw Ziemi nie zmienię. W sumie to mi wisi, ile kobiet spróbuje go poderwać czy wejść mu do łóżka, serio.
Ja za to chcę faceta, który nie zechce przelecieć pierwszej lepszej tylko dlatego, że się napatoczyła, a jeśli jakąś kiedyś przelecieć zechce, to mi o tym powie, a nie zdradzi mnie za plecami a potem będzie się wypierał i kręcił. Bo to od mojego faceta zależy, czy zdradzi, nie od żadnej bździągwy.
Nie chcesz żeby jakaś bździągwa wskoczyła do łózka twojego faceta, sama nie bądź bździągwą wskakującą do łózka cudzego męża.
No i tu się zasadniczo różnimy myśleniem.
Widzisz, mnie zupełnie nie zależy, żeby mu bździągwy nie wskakiwały do łóżka. A nawet gdyby - to choćbym nie wiem jak święta i krytyczna wobec bździągw była, to raczej swoją świętością wszystkich bździągw Ziemi nie zmienię. W sumie to mi wisi, ile kobiet spróbuje go poderwać czy wejść mu do łóżka, serio.
Tu nie o świętość chodzi tylko o jakieś minimalne zasady.
Taki proste - nie zabieram czyjegoś portfela, nie wynoszę komuś sztućców z domu, nie podrywam cudzych facetów.
Ja za to chcę faceta, który nie zechce przelecieć pierwszej lepszej tylko dlatego, że się napatoczyła, a jeśli jakąś kiedyś przelecieć zechce, to mi o tym powie, a nie zdradzi mnie za plecami a potem będzie się wypierał i kręcił. Bo to od mojego faceta zależy, czy zdradzi, nie od żadnej bździągwy.
Ja tylko mówię że jak do tego dojdzie to nie ma że ona niewinna bo on ją uwiódł czy on biedaczek niewinny bo ona go uwiodła.
Być może faceci są jacyś inni, ale są i prawdziwi mężczyźni - ci mają zasady. I się ich twardo trzymają.
Nie podchodź do tego tak statystycznie, bo analogicznie się okaże, że nie wyjdziesz z domu, bo Cię auto potrąci, albo piorun porazi, a zostając w domu też wiele złego może Ci się przydarzyć.
Może i jest taka szansa, ale nie każdy facet jest taki sam i nie metkuj wszystkich jednakowo. To, że moja była mnie okłamywała, znaczy, że żadnej nie zaufam? Nie, bo wiem, że są takie, które docenią zaangażowanie i uczucie. No i jak tu ufać? No właśnie, mimo wszystko. Bo warto. Może się okazać, ze zaufasz wspaniałej osobie, z którą spędzisz najpiękniejsze chwile życia, a wtedy pomyślisz, co by było, jakbym nie zaufała?
Martinez,akurat mi to wisi czy mnie auto potrąci.
Ale gdyby nie wisiało - statystyka jest pomocna. Jakie jest prawdopodobieństwo że mnie auto potrąci? Ilu wychodzących z domu potrąca auto? 1/10000? Pewnie nawet mniej.
Ale jak jeden facet mówi mam ochotę na skok w bok a 5 z 6 mówi mu spoko,należy ci się od zycia to świadczy o tym że ci którzy tego nie aprobują a tym samym jest nadzieja że nie zrobią stanowią wymierający podgatunek.
Taki proste - nie zabieram czyjegoś portfela, nie wynoszę komuś sztućców z domu, nie podrywam cudzych facetów.
Przede wszystkim widzę zasadniczą różnicę między portfelem a facetem - portfela nie pytasz o zdanie zanim go komuś zabierzesz, ani portfel nie musi wyrazić na to zgody, a facet owszem. A dwa - to że Ty to tak widzisz, nie znaczy, że każda inna też musi. I to jest moim zdaniem ok.
Tak samo jak nie masz możliwości sprawdzić, czy może ta "bździągwa" w ogóle wiedziała, że on jest z Tobą w związku - może myślała, że to kawaler albo że się właśnie rozwodzicie. Może, może, może.
Koniec końców dla mnie jest jasny - obca kobieta NIE MA OBOWIĄZKU egzaminować faceta, badać czy aby na 100% jest wolny i generalnie robić czegokolwiek dla dobra WASZEGO związku. Nie musi też podzielać Twoich zasad odnośnie niezabierania facetów.
NATOMIAST Twój facet ma obowiązek być szczery z Tobą i Cię nie zdradzać. I to jak dla mnie wystarczy, bo raczej rzadko się zdarzają gwałty kobiet na mężczyznach, nie?
Przepraszam, ale obwiniając kochanki po pierwsze usuwacie część winy z niewiernego, zakłamanego faceta, a tego moim zdaniem nie powinniście robić, bo ta wina jest cała jego, a po drugie robicie z facetów jakichś upośledzonych debili co jak zobaczą chętną dupeczkę, to nad sobą zapanować nie są w stanie. Jak psy.
Moim zdaniem to dość niesprawiedliwe.
To tak jakbyśmy razem piły, ja bym Cię namówiła na jeszcze jednego drinka, po którym byś spadła na stół, a następnego dnia miała do mnie pretensje. Z jakiej racji. Jesteś dorosła, niczego w Ciebie nie wmusiłam - to był Twój wybór. Tak samo wyborem faceta jest, czy ulegnie jakiejś "bździągwie" czy nie.
Nie, oczywiście że nie ma obowiązku egzaminować.
Ale czasem one otwarcie mówią: wiedziałam że jest żonaty ale się uparłam żeby go mieć a ja zawsze dostaję to czego chcę (to niemal cytat z wątku gdzieś tutaj).
Wiesz,czasem okazja czyni złodzieja. Czasem kogoś znasz z pracy, mijacie się codziennie i nic, a nagle na jakieś imprezie dłużej ze sobą pogadacie i coś tam, jak to mówią, zaiskrzy. Nie fair jest prowokować takie sytuacje z kimś kto jest w związku,zwłaszcza jesli ten nie okazuje zainteresowania.
Oczywiście że w idealnym świecie ktoś, kto jest w związku oprze się każdej prowokacji.
Ale dostatecznie stara już jestem żeby wiedzieć że świat daleki jest od idealnego.
I nie twierdzę że zdradzający facet to niewinny baranek którego bździągwa uwiodła. Winni są oboje.
Jesli chodzi o drinka- no jak bym np była alkoholiczką to bym miała pretensje że mnie namówiłaś.
Ale czasem one otwarcie mówią: wiedziałam że jest żonaty ale się uparłam żeby go mieć a ja zawsze dostaję to czego chcę (to niemal cytat z wątku gdzieś tutaj).
No i o takiej pannie pomyślałam sobie teraz "nadęta bździągwa, kiedyś się cholernie przejedzie". Ale dalej nie uważam, żeby była winna jakoś szczególnie, bo ona MNIE nic nie była winna. Nic a nic. A facet to jednak nie jest bezwolny przedmiot jak portfel, że mogę się oburzyć, że mnie z chłopa okradła...
Wiesz,czasem okazja czyni złodzieja
Ten tekst słyszę często od kobiet.
A od mężczyzn słyszę "Gdyby suka nie dała, to by pies nie wziął". Jednego i drugiego nie lubię, bo jeden i drugi UMNIEJSZA tych facetów, o których mowa. No i ja nie chcę takiego słabego faceta, co to przy pierwszej czy drugiej okazji zaraz zostanie "złodziejem".
Ok, ludzie nie są idealni. Ludzie popełniają błędy. Ludzie są słabi.
Ale ktoś broni ludziom być szczerymi?
Szczerze wierzę, że zdrad byłoby znacznie mniej, gdyby ludzie potrafili być wobec siebie po prostu otwarci. "Kochanie, nie podoba mi się ostatnio nasz seks, chciałbym spróbować czegoś inengo" "Kochanie, mam taką albo śmaką fantazję". Czy wreszcie "Kochanie, podoba mi się Jola". W ostateczności "Kochanie, przespałem się z Jolą".
Ale nie, zamiast tego trzeba mordę wsadzić w kubeł, nakłamać, namataczyć, aż jak już biedna babka ogarnie, że jest zdradzana, żeby nie miała o niczym pojęcia - dlaczego, ile razy, z kim, czy nadal, czy już nie.
To jest popieprzona rzeczywistość naszego kraju, w którym obwinia się bardziej kochanki niż mężów, bo przecież "Gdyby suka nie dała..." i w którym mężczyźni zamiast powiedzieć partnerce "Marzy mi się trójkąt z drugą babką" wolą wynająć dwie prostytutki a żonie nakłamać, że są w delegacji.
Cholerna paranoja.
martinez napisał/a:Nie jest tak, ze opinia tych, którzy przyklaskują zdradzającym jest wiążąca.
Nie ale przerażająca pod względem rozumienia męskiej logiki.
Forum jest anonimowe, ciekawe co by jeden z drugim powiedział gdyby się okazało że kolega ma ochotę przelecieć jego własną dziewczynę.
A to bardzo ciekawe. I szczerze mówiąc wywołało to uśmiech na moich ustach. Jako jeden z nielicznych nie jestem tutaj anonimowy. Byłem na kilku forumowych spotkaniach. Niektóre userki i userzy tego forum poznali mnie "w realu". A teraz rozwinę wątek mojego uśmiechu...
Otóż na jednym ze spotkań forumowych poznałem fajną dziewczynę. Jako się okazało, jej towarzysz był jej partnerem, choć z jego zachowania nie dało się tego do końca wywnioskować. Przy nadarzającej się okazji zapytałem go o to wprost, czy są razem. Odpowiedział "nie wiem". No to ok - uznałem to za zielone światło. Sprawy potoczyły się bardzo szybko. Dziewczyna zdradziła. Z tego co wiem, to koleś płakał, płakał i wypłakał. Z resztą - ona sama ze łzami w oczach pokazywała mi jego maile. Co lepsze, wracając do niego i oferując mi "przyjaźń" wciąż nie mogła utrzymać ust przy sobie. Miało to miejsce już jakiś czas temu. Z tego co wiem, to są narzeczeństwem obecnie. I jej zdrada pozwoliła mu otworzyć oczy na pewne kwestie - a przynajmniej tak to wygląda obecnie, bo wciąż utrzymuję kontakt z tą dziewczyną....
Teraz słów kilka o tym facecie. Wielki fan PUA chwalący się tym na forum. W praktyce traktujący kobiety przedmiotowo, jak seks na telefon. Gburowaty i nietowarzyski, wygodnicki. Pewności nie mam, ale na 90% zdradzał ją nie raz. I zapewne dalej to robi, tylko lepiej się z tym kryje.
Szczerze - w chęciach "przelecenia" kogoś nie widzę absolutnie żadnego problemu. Jesteśmy ludźmi, istotami seksualnymi i żyjącymi w świecie przesiąkniętym erotyką. Czym takie "chcenie" różni się od pornosa czy fantazji? Niczym. Póki jedno i drugie zostaje w sferze wyobraźni. To nie myśli, ale podejmowane decyzje czynią nas wiernymi lub nie.
Możesz sobie nazywać mnie jak chcesz....ale prawda jest taka, że o ile do tanga trzeba dwojga, o tyle wystarczy, że jedna osoba powie "nie". Skoro nie miałem zobowiązań i byłem singlem, to czemu miałbym robić za czyjeś sumienie? To trochę nielogiczne, bo nagle odpowiedzialność zdrady jest scedowana na kochanka/kochankę. A to nie w nich jest problem, a w relacji pomiędzy partnerami.
Juz pominę tutaj fakt, że generalizujesz i to strasznie. Tylko dwie czy trzy osoby ewidentnie namawiały do zdrady. Reszta wpisów była względnie zrównoważona.
Koniec końców dla mnie jest jasny - obca kobieta NIE MA OBOWIĄZKU egzaminować faceta, badać czy aby na 100% jest wolny i generalnie robić czegokolwiek dla dobra WASZEGO związku. Nie musi też podzielać Twoich zasad odnośnie niezabierania facetów.
NATOMIAST Twój facet ma obowiązek być szczery z Tobą i Cię nie zdradzać. I to jak dla mnie wystarczy, bo raczej rzadko się zdarzają gwałty kobiet na mężczyznach, nie?
Przepraszam, ale obwiniając kochanki po pierwsze usuwacie część winy z niewiernego, zakłamanego faceta, a tego moim zdaniem nie powinniście robić, bo ta wina jest cała jego, a po drugie robicie z facetów jakichś upośledzonych debili co jak zobaczą chętną dupeczkę, to nad sobą zapanować nie są w stanie. Jak psy.
Moim zdaniem to dość niesprawiedliwe.To tak jakbyśmy razem piły, ja bym Cię namówiła na jeszcze jednego drinka, po którym byś spadła na stół, a następnego dnia miała do mnie pretensje. Z jakiej racji. Jesteś dorosła, niczego w Ciebie nie wmusiłam - to był Twój wybór. Tak samo wyborem faceta jest, czy ulegnie jakiejś "bździągwie" czy nie.
True story. I ja się pod tym podpiszę.
Brzudala, nie wiem skąd wzięłaś to, że pięciu z sześciu facetów potwierdza, że skok w bok to nic złego [już nie chodzi o liczby a o przeważającą większość]. Ciężko w to uwierzyć, choć w akademiku jak i w pracy słyszało się to i owo. Mimo wszystko myślę, że ta proporcja jest mocno zawyżona.
Faktem jest, że się oglądamy za innymi [będąc w związku, lub w nim nie będąc], ale taka jest nasza natura. Ale jedno się obejrzeć, a drugie coś zadziałać. Koleżanka mężatka mówi, że patrzy na innych facetów, no i co z tego? Jest kobietą, więc patrzy na mężczyzn.
Okazji jest mnóstwo. Codziennie. Problem się zaczyna, gdy niewinny flirt zaczyna się wymykać spod kontroli.
I tutaj się z Tobą nie zgodzę. Bo ktoś jest alkoholikiem, to należy uważać, żeby nie polać, a jak wiemy, że ktoś jest w związku, to nie należy ?zagadywać?? Otóż nie. Dlaczego to druga strona ma czuć się winna? Pierwsza ma swoją wolę. Ma wolę, co z nią zrobi, to druga rzecz a nie nasze zmartwienie.
Krótka historia. Byłem jakieś dwa miesiące wstecz w jednym z krakowskich klubów, tańczyła tam atrakcyjna kobieta, dobrze ubrana, świetna sylwetka, rytmicznie się ruszała. Chwilę przy niej tańczyłem, ale jak zbliżyłem się to pomachała mi dłonią z pierścionkiem zaręczynowym. Oboje zaczęliśmy się z tego śmiać. Ale usłyszałem od niej miłe słowo. Zatem jak ktoś chce, to powie nie. No ale trzeba chcieć.
Zgadza się, świat nie jest idealny, tak samo jak nie ma idealnych ludzi. Nie wynika z tego natomiast, że jeśli nie jest sprawiedliwie na świecie, to i ja do tej gorszej części przystanę. Mamy możliwość świadomego podejmowania decyzji, a co z tą możliwością zrobimy, to już zależy od nas.