witam:) Chciałam bym poznać Wasze zdanie, drogie Netkobietki, bo mój umysł nie ogarnia chyba wszystkiego co się dzieję i dlaczego tak jest..
Trzy miesiące temu wprowadziłam się do mieszkania z zupełnie obcymi mi współlokatorami...przez pierwszy miesiąc mieszkałam tylko z Marcinem. I on jest głównym tematem tej historii. Jak tylko się poznaliśmy zaczęliśmy czuć się ze sobą swobodnie. Obydwoje mieliśmy wrażenie,że znaliśmy się już wcześniej. Zgodność charakterów w 100%,różnica jedynie w wieku..on młodszy o 5 lat. Marcin jak się wprowadził,miał dziewczynę. Niestety chyba mieli odmienne pojęcie" bycia z kimś". Gdy nadchodził weekend ona szła na dyskotekę z koleżankami,a Marcin...siedział ze mną w mieszkaniu..i tak potrafiliśmy przegadać całą noc,która zleciała nam jak 5 minut. Akurat on, ta moja bratnia dusza pojawił się w momencie,gdy marzyłam o spotkaniu człowieka z którym będę mogła porozmawiać o wszystkim i tak też się stało.Po miesiącu wiedzieliśmy o sobie praktycznie wszystko...i wprowadził się jego kumpel. nie mieliśmy już takiej "swobody" na rozmowy.Nasze relację trochę się rozluźniły. Ale były sytuację i to mnóstwo,gdy wiedziałam,że przekraczamy granice przyjaźni. Tzn. nigdy nie zdradził swojej dziewczyny,może zdradził,ale tylko mentalnie..miał we mnie wsparcie,szukał rady. Jednak obydwoje zauważyliśmy,że jesteśmy zbyt blisko siebie. Gesty,słowa..Gdy zrozumiał,że jego związek jest fikcją,zerwał z nią. Po jakiejś imprezie,leżeliśmy razem,zaczęliśmy się całować,przespaliśmy całą noc w tuleni w siebie..było pięknie. I na tym koniec. Jak sam stwierdził,pogubił się wtedy,teraz korzysta z wolności itp. Hmm..może faktycznie za bardzo się wczułam,za bardzo narzuciłam,ale to on sam zaczął stwarzać takie sytuację...i ech..żyjemy pod tym samym dachem,a ja muszę udawać,że nic mi nie dolega:/ trochę boli...tym bardziej, że nie miałam w nikim wcześniej takiej bratniej duszy jak w nim...on twierdzi tak samo...ale jednak nic więcej z tego nie będzie...bez sensu! Z drugiej strony też go rozumiem...ma 20 lat,chcę się wyszaleć ,ja już ten etap mam za sobą,więc chyba spotkaliśmy się w nieodpowiednim momencie. Zależy mi na Nim,jako na przyjacielu,chcę żeby był szczęśliwy,..ale bywa ciężko...męczarnia,,rozczarowanie,że nic z tego nie wyszło ![]()
Podobne tematy
mariola najlepiej by było, gdybyście znów spotkali się na jednej z tych nocnych rozmów i.... rozmówili się w kwestii waszych relacji. Jasno, niech każdy obnażając trochę siebie powie, na co liczył, na co liczy, jak to widzi. Najgorsze są niedomówienia ![]()
Nie wiem o jakim "etapie" mówisz, że masz za sobą.. 25 lat - to właśnie czas na "wyszalenie się"..
Zacznij wychodzić z przyjaciółmi i poznawać innych ludzi, z czasem zapomnisz o tym koledze, może nawet stwierdzisz że nie był wart twoich łez..
Pomyśl, czy wcześniej otworzyłaś się przed kimś tak jak przed nim?
Może właśnie w tym tkwi błąd - nie dopuszczasz innych do siebie, a przed nim otworzyłaś się z bo widywałaś go często i przyzwyczaiłaś się do jego obecności w swoim życiu, słuchał Cię, był pod ręką.. mogłaś mu się wyżalić (coś jak przyjaciółka).
Hmm z jednej strony racja,że przed nikim nie otworzyłam się tak jak przed Nim,ale to nie wynikało z tego, że jestem zatkniętą osobą, nie wręcz przeciwnie, mam mnóstwo znajomych...ale to w Nim odnalazłam oparcie,bo jesteśmy strasznie podobni do siebie i nie czuliśmy przy sobie skrępowania. Byliśmy sobą. Propo tego,że się wyszalałam ...miałam na uwadze to,że od ponad 2 lat jestem "sama" tzn nie byłam w jakimś dłuższym związku tylko takich tam relacjach, z których nic większego nie wynikało,bo nie trafiałam na właściwe osoby. Wcześniej byłam w ponad 3 letnim związku. A Marcin...w "związku" był teraz, tzn. to była jego pierwsza kobieta,wcześniej bywał w jakiś relacjach,ale głównym jego problemem było to,że miał kompleks,bo był gruby..Teraz gdy już się odchudził,poczuł się bardziej męski,fascynuję go to jak na niego się patrzą kobiety,że się podoba itd. Dlatego wiem,że chłopak dzięki temu,że teraz się wyszaleję podniesie swojego ego...
Propo rozmowy...rozmawialiśmy, bo wybuchłam jak na kobietę przystało ;D stwierdził, że gdy miał dziewczynę,byłam jedyną osobą która go wspierała, wysłuchała,chciał,żeby jego kobieta była taka jak ja. Pogubił się w pewnym momencie,stąd te gesty i słowa..ale jak sam teraz twierdzi po jego ostatnim związku nie ma ochoty się w coś angażować,nie zależy mu i przede wszystkim jeśli chodzi o mnie,nie chcę jakiś scen w Naszym mieszkaniu (pocałunki,sex itd.),bo razem mieszkamy..heh. Może też inaczej by było gdybyśmy nie mieszkali ze sobą..a tak to,ja mam ciśnienie,jak widzę,że idzie gdzieś na randkę. (och,kobieca zazdrość!!:D).
Racja jest też w tym,że powinnam teraz wyjść do ludzi i dalej szukać bratniej duszy...
mariola w tym wszystkim masz zdroworozsądkowe podejście, jesteś po prostu istotą rozumną ![]()
Myślę, ze gdy będziesz nadal kierować się szczerością ,prowadzić otwarte rozmowy, sprawa sama się wyjaśni- o ile już tego nie zrobiła.
Zal ci chyba trochę tej utraconej relacji, bliskości- nawet jeśli miałoby to być na zasadzie "carpe diem" ![]()
Cóż.... myślę, ze dobrze zrobisz będąc przyjaciółką Marcina, wtedy najlepiej go poznasz, będziesz miała najlpeszy punkt widzenia.
Zazdrość.... minie;)
Oj Catwoman masz rację...właśnie najbardziej,żal i brakuję takiej relacji...bo akurat on pojawił się w momencie,kiedy potrzebowałam takiej bliskości i takich rozmów..a teraz powrót do rzeczywistości...dziękuję za obiektywną ocenę...i zrobię wszystko,żeby nie zniszczyć tej przyjaźni...boli...ale w końcu zależy mi na tej znajomości.
mariola,
pamiętaj również że pewne relacje dane są "po coś", na jakiś czas, bądźmy za nie wdzięczni ![]()
racja
będę twarda i mam nadzieję, że niczego nie popsuję, przez babskie myślenie ![]()
To dawaj znać, jak idzie ![]()
temat powraca...a raczej trwa jego kontynuacja
Mieszkamy nadal razem...Jeszcze się nie pozabijaliśmy choć czasami bywało ciężko
.
Od czasu kiedy napisałam ostatni post, na szczęście nabrałam dystansu do Naszej relacji. Zajęłam się swoim życiem, Marcin zajął się swoją życiową wolnością. I niestety...ja jeśli nawet swój umysł zawiesiłam nad jakimś innym facetem, czułam, że daleko mu do odpowiedniego chłopaka dla mnie...i ciągle powracała myśl " Marcin, jest odpowiedni ". Można przez takie myślenie zwariować, to nawet nie jest myślenie, to się czuję
. Jeśli chodzi o Nasze relację...kilka razy zdarzyło się, że się całowaliśmy, raz Nas nawet poniosło, ale w odpowiednim momencie się powstrzymaliśmy. Ostatnio, gdy wrócił z imprezy przyszedł do mnie i powiedział, że cholernie tęskni za bliskością ze mną, że jestem jedyną dziewczyną z którą może szczerze porozmawiać itd...ale ja już nie wytrzymałam i powiedziałam mu, że : wszystko jest ładnie i pięknie, ale ja nie mam ochoty być bliską osobą dla niego tylko wtedy kiedy wyrwanie jakiejś laski na imprezie mu się nie uda itd. Wiem, że jest w takim wieku, że musi sobie popodrywać, popróbować i ok, ja też szalałam, więc to rozumiem, ale nie chcę, żeby mnie w to mieszał. Stwierdził ,że całowanie się z jakąś laską nieznajomą a ze leżenie ze mną, szczera rozmowa i całowanie mnie to jest różnica. Do mnie trochę ten punkt męskiego widzenia nie przemówił
. Stwierdził też, że niestety, ale on teraz cholernie boi się jakiś związków. Że u niego to tak zawsze wygląda, że jakakolwiek bliskość prowadzi do związku. I w takim momencie, jak jesteśmy od czasu do czas blisko, to on jest na rozdrożu. Bo myśli, że mnie skrzywdzi, chociażby swoim niezdecydowaniem. Koniec tematu.
Nie wiem, z czego to niezdecydowanie wynika: jak sam stwierdzi dla niego jestem najlepszą kobietą jaką zna.
Znam go dobrze, wiem, że oprócz tego, że jest młody, ma też swoje kompleksy i może przez to jest taki niezdecydowany?! cholera wie, a ja już mam dosyć tego mętliku w głowie
co o tym wszystkim sądzicie?
gosc miał dziewczyne ty weszlas w nim w relacje
spelnilas sie w roli przyjaciólki i troche tez matki Teresy
z jego punktu widzenia miał obiad i jadł dzemil , w koncu zrobił duzy skok i zjadł cały słoik i kopnał w sloik i powiedzial dziekuje
z twojego punktu widzenia moze chesz ponownie odnalezc sie roli przyjaciłki i troche tez matki Teresy ale widzisz ze to chory schemat i chyba sie buntujesz
Tak se mysle ..
z jednej strony może i racja odnośnie bycia Matką Teresą, ale z drugiej strony, on spotykając się nawet z innymi dziewczynami nie potrafi się przełamać ...więc chyba w Nim siedzi jakiś problem. Bo jeszcze bym gościa rozumiała, gdyby był typem faceta : zalicze i nara, jesteś mi niepotrzebna. A dla niego sam fakt, że całuję się po raz któryś z tą samą dziewczyną jest już zobowiązujący i ucieka od takiej relacji, bo związku się "boi".
Już chyba też bym wolała spotkać konkretnego, zdecydowanego faceta, a nie bawić się w takie rozmyślanie ![]()
Wydaje mi sie ze on jakos wbił sie w te rejony u ciebie ktore raczej sa dla kotka i pieska albo podobnych stworzen .
Bo akurat tak jakos naturalnie wyszlo.
Natomiast ciebie postrzega jako swoja wygrana .
Moze tam nawet dotychczas najwieksza , budujaca troche jego obraz siebie , bo kazdy jest troche narcyzem.
Ale on kiedys trafi na taka ze bedzie musiał sie postarac no i wtedy nie wiadomo jak sie zachowa .
Zdroworosadkowo facet to nie jest rzecz do opieki . Bo badzmy realistami to chyba moze sie skonczyc tylko w jeden sposob raczej .
Dzięki...w sumie masz chyba rację
Czas żebym się ogarnęła i dała temu spokój....brrr No i na szczęście, "w całości " jako swojej wygranej nie może mnie traktować...;P
Już chyba też bym wolała spotkać konkretnego, zdecydowanego faceta, a nie bawić się w takie rozmyślanie
Właśnie odpowiedziałaś sobie na pytanie.
To jest 20 latek, ty już kobieta, która ma jakiś bagaż doświadczeń, może nie wielki ale jest.
On jako młody chłopak wchodzi w ten okres, chce mieć partnerkę ale z drugiej strony chce poszaleć.
Trzeba zauważyć, iż ty jesteś starsza o 5 lat, to już spora różnica. Co będzie, jeśli on po roku, czy dwóch powie, ach poznałem inną. Twój stracony czas.
Inaczej by był jak on by miał 28 a ty 33 to wyglądały by relacje całkowicie inaczej.
Moja rada jest taka, abyś zaprzestała się z nim całować, robić bliską relację.
Owszem rozmawiać, przyjaźnić się to tak.
mariola - szukałaś bratniej duszy no i znalazlaś, ale jak widać ta bratnia duszyczka czegoś się nagle wystraszyła. Przeczekaj,nie odtrącaj go,może to faktycznie będzie przyjaźń na wieki i jeszcze jedno - nie okazuj mu -póki co - że chciałabyś ewentualnie czegoś więcej niż tylko przyjaźni,a to że jest młodszy o 5 lat - nie ma żadnego znaczenia.Miłość nie wybiera i jak wiesz jest ślepa.Najważniejsze w tym wszystkim jest uczucie. I tak jak napisałam wcześniej - nie odsuwaj się od niego,rozmawiaj,zawsze być pod "ręką",ale nie narzucaj mu się - bo może tego sią właśnie przestraszył? Jednym słowem nic na siłę, ale rękę trzymaj na pulsie.Przyjaźń jest bardzo piękną rzeczą,bodaj ważniejszą czasami niż inne uczucie. A jeśli los będzie miał względem Was jakieś zamiary - tak się stanie.Przeznaczenia nie unikniesz,oby, życzę Wam powodzenia.:)
tak, z jednej strony Natolinka masz rację odnośnie "wieku, który nie ma znaczenia" ,ale z drugiej strony rozsądniej póki co będzie jak posłucham rady Paula71 i zatrzymam tę relację tylko i wyłącznie na etapie przyjaźni, bez żadnej bliskości...tylko szkoda, że mieszkamy razem i trudno tak się się "przełączyć" na innym tryb ;P .