netkobietyWszystkie działy
Samotność

kaczka dziwaczka...

20 odpowiedzi6 891 wyświetleńzałożony przez kropka79, 04.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » kaczka dziwaczka...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

1

Temat: kaczka dziwaczka...

Hmmm...nie tak to miało wyglądać... to moje życie...ta dorosłość wyczekiwana...gdyby ktoś 16-latce, którą byłam powiedział kiedyś, że tak będzie wyglądało jej życie za kolejne 16 lat to pomyślałaby pewnie, że to świetny dowcip... i roześmiałaby mu się prosto w nos...bo kiedyś umiała się śmiać...i nie uwierzyłaby, że ten idealny plan na przyszłość, czyli najpierw liceum, potem studia, potem przesympatyczny i wyjątkowy małżonek, potem kochane i grzeczne dzieciątka (koniecznie trzy, żeby wesoło w rodzinie było), a do kompletu oczywiście świetna, rozwijająca, nie nudna i dobrze płatna praca...przecież wszyscy kiedyś mieliśmy podobne marzenia, które pierwotnie były planami  ...
   Taaaa... koń by się uśmiał...koń tak, bo już 33-letnia, dorosła kobieta niestety nie...bo jakoś z idealnego planu nic nie wyszło, rozmyło się, a ja już zupełnie nie wiem czego chcę od życia... zupełnie... Na zewnątrz uśmiechnięta, pogodna, wszystkim życzliwa, a w środku wszystko krzyczy, tylko że nikt tego krzyku nie słyszy...jak pomyślę o rodzinnych spotkaniach, o tych wszystkich ciotkach i wujkach, i babkach to ciarki po plecach chodzą...bo jak w moim wieku można nie mieć męża, ani partnera, ani dziecka choć jednego, choćby nawet bez ślubu poczętego, dla samego faktu jego posiadania bo przecież zegar tyka tik tak tik tak, jak można z rodzicami mieszkać i nawet się nie starać kogoś poznać...a my się tak staramy pomóc przecież... to nie ze wścibstwa ani broń boże złośliwie...to z troski...naprawdę nie chce???...znaczy, że coś z nią jest chyba nie tak... może lesbijka...
   I potem człowiek, czyli ja, wraca do domu i kombinuje...może faktycznie coś nie tak...Nie ciągnie mnie do kobiet, związków niewiele i krótkie, mężczyzn w otoczeniu i w życiu niewielu, życia towarzyskiego jakoś faktycznie brak...tylko ta praca i praca...Znaczy dziwoląg...
   Gratuluję tym, którzy wiedzą czego chcą, albo wydaje im się, że wiedzą...też bym tak chciała...w moim otoczeniu zawsze było więcej koleżanek niż kolegów, teraz w pracy też nie ma ich zbyt wielu...i oczywiście wszyscy sparowani...nic nie poradzę, że wszystko mi się jakoś tak rozsypywało, chociaż wiem, że z mojej winy, ze strachu, z braku pewności siebie, z kompleksów...a potem to już najzwyczajniej w świecie z przerażenia, coraz większego, że nie mam niczego do zaoferowania drugiemu człowiekowi, że nawet spróbować nie warto, bo ryzyko rozczarowania coraz większe...zbyt duże...nie warte...
   I tak, już od wielu lat jestem sama, przeważnie nie jest mi źle, przeważnie cieszę się tym co mam, choć nie ma tego zbyt wiele, ale praca jest, koleżanki w pracy fajne, zdrowie dopisuje...
   I tylko od czasu do czasu, jak dziś właśnie, dopadają mnie smutki i zaczyna się jazda...bo niby wiem, że o wartości człowieka nie decyduje to czy jest czy nie w związku, czy ma męża i dzieci...ale nie sposób się oprzeć wrażeniu, ze mojej rodzinie i otoczeniu pewnie wystarczyłoby gdybym się ochajtała, a za pół roku rozwiodła, byle nazwisko się zmieniło, nieważne czy byłabym szczęśliwa, czy nieszczęśliwa, czy bita, czy zdradzana, czy poniżana...najważniejsze, żebym dołączyła do grona dorosłych, znaczy zaobrączkowanych, żeby było w końcu o czym ze mną rozmawiać...bo co ja tam teraz wiem o życiu...tyle co z książek przeczytanych...takie duże dziecko po prostu...
   A im bardziej cisną, tym bardziej ja w zaparte idę, że nie chcę, że przecież mi tak dobrze jak jest, że gdzie będzie lepiej jak u mamy... i śmiech...
   Tyle, że śmiech trochę łzami podszyty, bo cudownie byłoby mieć się do kogo przytulić, pójść na spacer czy do kina, kto by obronił, pocałował, łzy otarł i powiedział, że wszystko będzie dobrze...(tak wiem, że to poplątane: z jednej strony tęsknić za kimś a z drugiej tak strasznie bać się zaangażowania).
   No i ten śmiech także strachem podszyty, co będzie, jeśli to parcie na rodzinę, na męża, na dziecko, na bliskość przyjdzie w końcu, przyjdzie jak przyszło u wielu moich koleżanek (które nawiasem mówiąc oczywiście jak parcie na męża przyszło, to tego męża znalazły i rodziny pozakładały),jeśli u mnie przyjdzie jak już będzie za późno na cokolwiek...na szukanie, poznawanie i budowanie...??? O ile już nie jest za późno...
   Nie wiem, może jestem po prostu nienormalna, może emocjonalnie niedojrzała, może ktoś tak poplątany nie powinien nawet próbować myśleć o miłości i sobą obarczać drugiego człowieka...może zęby zacisnąć i z czasem tylko coraz silniejsze różowe tabletki na poprawę nastroju kupować...nie wiem...
  No to sobie pomarudziłam... trochę mi przeszło...troszeczkę...
  Fajnie, że jest takie forum...koleżankom przecież tego wszystkiego nie powiem... smile

pozdrawiam ciepło ...:-))

2 Ostatnio edytowany przez Elsje (2013-01-05 01:34:18)

Odp: kaczka dziwaczka...

<przytulam>
Też tak będę mieć, identyczna przyszłość mnie czeka wink Tylko że w moim pokoleniu takich osób będzie już o wiele więcej i może niekoniecznie będę wychodzić na dziwną. (Mam 24 lata).
Trzymaj się!

3

Odp: kaczka dziwaczka...

"Tyle, że śmiech trochę łzami podszyty, bo cudownie byłoby mieć się do kogo przytulić, pójść na spacer czy do kina, kto by obronił, pocałował, łzy otarł i powiedział, że wszystko będzie dobrze...(tak wiem, że to poplątane: z jednej strony tęsknić za kimś a z drugiej tak strasznie bać się zaangażowania)."
   
Mam podobnie... z tym, że mam kogoś ale czuję się z nim cholernie samotnie. Ani nie przytula, ani nie całuje, łez nie otrze nie chce iść na spacer i nie obroni, tylko mówi że wszystko będzie źle big_smile. Widzisz więc, że samotność we dwoje to chyba gorsze niż samotność w samotności. I trochę mnie przeraża to że właśnie zaczęłam myśleć o dziecku jako leku na stagnację w tym związku i na samotność właśnie a to niezdrowe i po prostu nierozsądne..

Pozdrawiam smile

4

Odp: kaczka dziwaczka...

Też tak MIAŁAM i powiem tak - choć zabrzmi banalnie - każdy ma szansę na spotkanie tego kogoś wyjątkowego.
Ja spotkałam miałam 33 lata i ..........ciotki nawet przestały mi życzyć "żebyś wreszcie wyszła za mąż". Jest więc nadzieja:) Mamy fantastycznego męża i dwoje dzieci, dwa psy kota domek z ogródkiem, jest dobrze, choć było mega beznadziejnie. Może trochę Was pocieszyłam?
Też się bałam, też czułam, że z taką chodzącą beznadzieją nikt się nie zechce spotykać - nie mówiąc o zakładaniu rodziny. Zawsze przyciągałam żonatych, lubiących alkohol albo psychopatów - więc ciągle byłam sama:P
Będzie dobrze, czasem nie warto rozmieniać się na drobne, byleby tylko być z kimś. Warto mieć marzenia one naprawdę się spełniają:)
Pozdrawiam ciepło:)

5

Odp: kaczka dziwaczka...

Cześć kropko79,
nie wiem, po co się odzywam i czy dobrze robię. Być może oczekujesz pocieszeń w stylu wiadomości Jogi. Ja nie zamierzam, nie potrafię. Uznałem jednak, że ciekawe jest to, że trafiłem w końcu na kogoś podobnego sobie. Oczywiście, co chwilę czyta się tu odpowiedzi w stylu "mam podobnie" "witaj w klubie". Ludzie odkrywają, że nie są jedynymi samotnymi na tym łez padole. Duh... Ale ja dopiero po dwóch latach podczytywania tego forum, mógłbym z czystym sumieniem napisać ten infantylny zbitek słów. Mam podobnie.
Chodzi o powody samotności. O skutki. O lęki. Słowem, przez chwilę myślał żech, że piszesz o mnie, ino w spódnicy. ;) Doczytałem, nie piszesz.
Nie zamierzam się tu rozpisywać o moim życiu - nie chcę Ci ukraść wątku. ;) Może kiedyś się odważę własny założyć. Przez dwa lata się zbieram, ale mój tumiwisizm i w tym przypadku wziął górę.
Tymczasem poczytam to, co tu się pojawi, ale jeśli choć trochę podobnie myślimy, to obawiam się, że wypowiedzi w stylu Jogi niewiele podnoszą Cię na duchu. To, że komuś się "udało", nie zmienia w żaden sposób sytuacji tych, którym się "nie udało". Wiadomo, że ludzie dookoła wciąż znajdują kogoś wyjątkowego.
Śmieszno-smutne, ale gdy miałem dwadzieścia kilka lat, to 'ciotki' mówiły "nie przejmuj się, patrz na Krysię*. Do 28 r.ż. sama, a znalazła chłopa. Na każdego przyjdzie czas.". Gdy podchodziłem pod trzydziestkę - "spoko loko, Gerwazy* w wieku 31 lat poznał Zenobię*. Masz czas". Mam niemal 33 lata i chyba się przykłady pokończyły, bo temat od dawna już nie jest poruszany. :) To dobrze z jednej strony, bo mam spokój z tymi głupimi gadkami.
Jeśli trochę podobnie myślimy, to wiem, co by choć na chwilę wywołało uśmiech na Twych ustach. Na chwilę, bo po niej przychodzi ogromna ilość pytań i natychmiastowych odpowiedzi i już po trzech chwilach wiadomo, że to beznadziejny pomysł. :)
Otóż, gdybym kiedykolwiek cokolwiek podobnego do Twojej wiadomości tu napisał, to oczywiście też tylko po to jedynie, by się wygadać w jeden z tych gorszych dni, nie oczekując tak naprawdę zbyt wiele. Ale gdzieś tam, mimo wszystko, tliła by się nadzieja, że trafi się taka jedna, która napisze "mam podobnie" (sic!) i doda, że jak chcę się w następny gorszy dzień wyrwać z dołka jakąś głupią komedią, to ona oferuje swe towarzystwo. ;) Tak tylko, by pośmiać się razem.
Ja Ci tego nie napiszę, no bo jak? To musi przynajmniej odrobinę wiarygodnie zabrzmieć. ;) Ale może jakiś bydgoszczanin podchwyci pomysł, hę? :) Oczywiście Ty odmówisz, no bo tak. Za to chwila uśmiechu - bezcenna.
Pozdrawiam,
p.

* - niektóre imiona mogły zostać zmienione.

6

Odp: kaczka dziwaczka...

Kropka - nikt Tobie życia układać nie ma prawa, sama o tym decydujesz czy i kiedy zmienisz nazwisko na inne. Nie sztuka się ochajtnąć, to najprostsza z możliwych decyzji, sztuką jest znaleźć odpowiedniego do tego kroku. Rozejrzyj się w okół siebie, ile jest ludzkich nieszczęść,dramatów rozgrywających się w czterech ścianach "szczęśliwych" par. Póki co Ciebie to ominęło, a jak mawiała moja babcia ... siedź w kącie bałamucie,przyjdzie czas znajdą cię... i do Ciebie uśmiechnie się szczęście przez duże "S", widocznie jeszcze nie nadeszła odpowiednia pora. Dobrze,że jesteś zdrowa, masz pracę,jesteś w miarę szczęśliwa, bo zawsze mogło być gorzej. Nie przejmuj się na zapas,jeszcze Ci się znudzi bycie z kimś smile,życzę Tobie wszystkiego naj i głowa do góry,bo ważniejsze są inne wartości w życiu,nie tylko zamążpójście, tego także doświadczysz. Powodzenia.

7 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-01-09 16:17:30)

Odp: kaczka dziwaczka...
porter napisał/a:

Cześć kropko79,
nie wiem, po co się odzywam i czy dobrze robię. Być może oczekujesz pocieszeń w stylu wiadomości Jogi. Ja nie zamierzam, nie potrafię. Uznałem jednak, że ciekawe jest to, że trafiłem w końcu na kogoś podobnego sobie. Oczywiście, co chwilę czyta się tu odpowiedzi w stylu "mam podobnie" "witaj w klubie". Ludzie odkrywają, że nie są jedynymi samotnymi na tym łez padole. Duh... Ale ja dopiero po dwóch latach podczytywania tego forum, mógłbym z czystym sumieniem napisać ten infantylny zbitek słów. Mam podobnie.
Chodzi o powody samotności. O skutki. O lęki. Słowem, przez chwilę myślał żech, że piszesz o mnie, ino w spódnicy. wink Doczytałem, nie piszesz.
Nie zamierzam się tu rozpisywać o moim życiu - nie chcę Ci ukraść wątku. wink Może kiedyś się odważę własny założyć. Przez dwa lata się zbieram, ale mój tumiwisizm i w tym przypadku wziął górę.
Tymczasem poczytam to, co tu się pojawi, ale jeśli choć trochę podobnie myślimy, to obawiam się, że wypowiedzi w stylu Jogi niewiele podnoszą Cię na duchu. To, że komuś się "udało", nie zmienia w żaden sposób sytuacji tych, którym się "nie udało". Wiadomo, że ludzie dookoła wciąż znajdują kogoś wyjątkowego.
Śmieszno-smutne, ale gdy miałem dwadzieścia kilka lat, to 'ciotki' mówiły "nie przejmuj się, patrz na Krysię*. Do 28 r.ż. sama, a znalazła chłopa. Na każdego przyjdzie czas.". Gdy podchodziłem pod trzydziestkę - "spoko loko, Gerwazy* w wieku 31 lat poznał Zenobię*. Masz czas". Mam niemal 33 lata i chyba się przykłady pokończyły, bo temat od dawna już nie jest poruszany. smile To dobrze z jednej strony, bo mam spokój z tymi głupimi gadkami.
Jeśli trochę podobnie myślimy, to wiem, co by choć na chwilę wywołało uśmiech na Twych ustach. Na chwilę, bo po niej przychodzi ogromna ilość pytań i natychmiastowych odpowiedzi i już po trzech chwilach wiadomo, że to beznadziejny pomysł. smile
Otóż, gdybym kiedykolwiek cokolwiek podobnego do Twojej wiadomości tu napisał, to oczywiście też tylko po to jedynie, by się wygadać w jeden z tych gorszych dni, nie oczekując tak naprawdę zbyt wiele. Ale gdzieś tam, mimo wszystko, tliła by się nadzieja, że trafi się taka jedna, która napisze "mam podobnie" (sic!) i doda, że jak chcę się w następny gorszy dzień wyrwać z dołka jakąś głupią komedią, to ona oferuje swe towarzystwo. wink Tak tylko, by pośmiać się razem.
Ja Ci tego nie napiszę, no bo jak? To musi przynajmniej odrobinę wiarygodnie zabrzmieć. wink Ale może jakiś bydgoszczanin podchwyci pomysł, hę? smile Oczywiście Ty odmówisz, no bo tak. Za to chwila uśmiechu - bezcenna.
Pozdrawiam,
p.

* - niektóre imiona mogły zostać zmienione.

Porter nie napisałam tego żeby głupio pocieszać, szkoda że tak to odebrałeś. Jeszcze kilka lat temu naprawdę nie myślałam, że tyle dobrego zadzieje się z moim życiu. Byłam przypadkiem BEZNADZIEJNYM, mnie najbardziej wkurzały teksty sympatycznych sąsiadek "taka ładna taka miła i nie masz męża, co to się porobiło" - odpowiadałam, że widocznie nie jestem ideałem ale tak naprawdę miałam ochotę je zamordować tongue Miny moch ciotek kiedy ogłosiłam, że się w końcu "wydaję były bezcenne, tym bardziej, że wcześniej z moim eks narzeczonym mieszkałam bez ślubu (o zgrozo!) i na dodatek kilka miesięcy wcześniej ogłosiłam, że już nie jesteśmy razem!
Zmieniłam swoje podejście do życia, przewartościowałam wszystko, zaczęłam inaczej patrzeć dookoła na mężczyzn, którzy się pojawiali. Ślub jest tego efektem, nie rozmieniłam się na drobne, nie złapałam pierwszego lepszego faceta, który się napatoczył. Odwaliłam w swojej głowie kawał dobrej roboty i teraz jestem tutaj gdzie jestem. Powiem tak, pracowałam kiedyś z chłopakiem w moim wieku mniej więcej, ciągle poszukujący, wybierał na randki dziewczyny, które kompletnie do niego nie pasowały, obserwowałam z boku jego starania i ciągle D. Ciągle przygnębiony, ja widziałam, gdzie popełnia błąd on nie, spotkałam go po 6 latach, ja z dziećmi mężem i całą resztą ona nadal u mamusi.
Zgadnij dlaczego? Często zganiamy, kiedy nam się coś w zyciu nie udało na "zły los" pecha albo czarnego kota tongue Prawda jest bolesna to my odpowiadamy za to jak wygląda nasze życie i jacy ludzie nas otaczają, zamiast płakać trzeba wyciągać wnioski z popełnianych błędów i zmieniać się, zmieniać o ile to tylko możliwe smile
Jak napisała Natolinka nie sztuką jest się 'wydać" sztuką znaleźć tego jedynego, autorka wątku i Ty macie tak naprawdę farta bo jeszcze błędu nie popełniliście tongue
3mam kciuki, żebyście spotkali kogoś najlepszego na świecie i żyli długo i szczęśliwie (wiem wiem kolejny banał)

8

Odp: kaczka dziwaczka...

Joga a możesz napisać co zmienilaś? I gdzie poznałaś swojego męża? Czy szukałaś?
To prawda, że należy coś zmienić  w sobie też aby coś się zmienilo w życiu.
Tylko ja już czasem wpadam w rezygnację, staram się pracować nad sobą, ale dotychczas nie poznalam nikogo kto by chciał stałego związku albo nie iskrzyło po prostu. No a po 30stce to praktycznie gdziekolwiek pojdę to nie ma facetów wolnych , szukających związku, jedynie net chyba  mi pozostał, no ale tu  kolejne rozczarowania i tak w kółko:)

9

Odp: kaczka dziwaczka...
Lady09 napisał/a:

Joga a możesz napisać co zmienilaś? I gdzie poznałaś swojego męża? Czy szukałaś?
To prawda, że należy coś zmienić  w sobie też aby coś się zmienilo w życiu.
Tylko ja już czasem wpadam w rezygnację, staram się pracować nad sobą, ale dotychczas nie poznalam nikogo kto by chciał stałego związku albo nie iskrzyło po prostu. No a po 30stce to praktycznie gdziekolwiek pojdę to nie ma facetów wolnych , szukających związku, jedynie net chyba  mi pozostał, no ale tu  kolejne rozczarowania i tak w kółko:)

Wiesz to dość skomplikowane:) Nie szukałam męża, wystawiłam za drzwi "narzeczonego" z którym mieszkałam od roku a razem byliśmy chyba jakieś trzy lata. Miałam 33lata i nie czułam się szczęśliwa w tym związku, dotarło do mnie że skoro facet  nie stara się przed ślubem to po ślubie lepiej nie będzie - to tak w skrócie. Owszem nadal byłam zakochana ale po raz pierwszy w życiu pokierowałam się rozumem a nie sercem. Kilka następnych tygodni to burza mózgu analizowałam co robiłam źle, wyszło że powielam schemat. Jestem osobą zaradną, samodzielną, dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych, przyciągałam albo inaczej zwracałam uwagę na facetów, którzy byli tzw "niegrzecznymi chłopcami", tacy z "fantazją ułańską" - jak mi się wtedy wydawało z kimś takim nie będzie w życiu nudno ....głupio co? wydawało mi się, że przy mnie się zmienią ja im stworzę ciepły dom, faceci spokojni i poukładani omijali mnie szerokim łukiem bo byłam zbyt niezależna, kiedyś ktoś mi powiedział, że jestem atrakcyjna ale sama odstraszam mężczyzn - te słowa przypomniałam sobie dopiero 10 lat później i zaczęłam się nad nimi zastanawiać. Wyszło, że chłopak miał rację:)
Zdecydowałam, że nie chcę żadnych związków, mężczyzn, skupiam się na sobie i zaczynam się zmieniać, nie stałam sie eteryczną panną  tongue ale ..... zmieniłam podejście, odpuściłam trochę, spasowałam. Przestałam się spinać, musieć i zaczęłam żyć na luzie, dotarło do mnie, że sama świetnie sobie radzę, bo nie mam kuli u nogi w postaci faceta smile
Do tej pory źle definiowałam "męskość" im facet miał gorszy charakter tym bardziej męski był......wiem głupie. Jedyne czego nie byłam w stanie zaakceptować to alkohol, zawsze zwracałam uwagę ile i jak facet pije, mój ojciec był alkoholikiem więc nie zamierzałam powielać błędu mamy.
Męża znalazłam w necie właśnie smile też totalny przypadek jeden jedyny "strzał", bo ja jakoś sceptycznie podchodziłam do znajomości internetowych, za dużo musiałabym pisać a właśnie mam kolejny atak chorób w domu tongue
Generalnie jest to suma mojej przemiany, i dużego szczęścia, biorąc pod uwagę, że do tej pory jakoś go nie miałam to chyba wyczerpałam limit na cale życie smile

10

Odp: kaczka dziwaczka...

A ja napiszę Ci Kropko coś innego.
Rozumiem Twój stan ducha.Jesteś całkiem normalna.Popatrz wkoło,poczytaj,choćby to forum-ile jest nieudanych związków,ile rozwodów? A jak mało par które poznały się za młodu i są szczęśliwi wiele lat?
Wyszłam za mąż b.młodo...i zle trafiłam.Co z tego mam?złe wspomnienia i ...większe doświadczenie życiowe. No i teraz"normalny "związek.
Nie wiem czy znajdziesz drugą połowkę czy nie...ale nie warto się tym zadręczać. Powodzenia:)

11

Odp: kaczka dziwaczka...

Dziękuję Joga to bardzo pomocne co napisalas.
Tyle, ze chyba nie do konca jest tak,  z tym nieszukaniem jak deklarują wszystkie osoby jakie znam, ktore poznały kogoś;-)
Wydaję mi się, że poszukujące osoby i mające jakąś tam nadzieję na poznanie kogoś logują się na porttalach, płacą za to,  czy rozmawiają z płcią przeciwną na necie itd;-)

12

Odp: kaczka dziwaczka...
Lady09 napisał/a:

Dziękuję Joga to bardzo pomocne co napisalas.
Tyle, ze chyba nie do konca jest tak,  z tym nieszukaniem jak deklarują wszystkie osoby jakie znam, ktore poznały kogoś;-)
Wydaję mi się, że poszukujące osoby i mające jakąś tam nadzieję na poznanie kogoś logują się na porttalach, płacą za to,  czy rozmawiają z płcią przeciwną na necie itd;-)

No może i nie do końca:) Ja nie chciałam związku, bo goniłam mojego przyszłego męża jak się zorientowałam, że on się za bardzo angażuje. Nie chciałam go ranić a na nową miłość nie byłam gotowa. Tylko dlaczego skoro nie szukałam męża zaczepiłam na portalu mężczyznę a nie kobietę? sama nie wiem....zawsze pracowałam z mężczyznami i lepiej się z nimi dogadywałam, z koleżankami zawsze były jakieś problemy, jakieś ploty, obgadywanie......złośliwości. Faceci są bardziej konkretni, mniej skomplikowani. Właśnie zmieniłam pracę, z powodu koleżanki, koszmarnej, odeszły trzy osoby w tym ja .......nie dało się z nią pracować a na pozbycie się też nie było sposobu. Miałam koszmarnego doła, rozpadł się mój związek, zmieniłam pracę, miałam szukać mieszkania i .......strasznie dużo tego było. Chciałam poznać kogoś, z kim w końcu pójdę do kina albo na spacer i nie będę nic musiała. Zrzucimy się na benzynę, pojedziemy gdzieś połazić po górach smile Takie prozaiczne rzeczy.....ale na myśl o facecie, dla którego gotuję, albo w ogóle cokolwiek robię, robiło mi się gorzej, nie zamierzałam "obsługiwać" żadnego. No a wyszło jak wyszło smile Pewnie podświadomie jednak nie chciałam być samotną kobietą. Wiem, że gdybym poznała mojego męża wcześniej nie dostrzegłabym jego zalet, w ogóle bym się nim nie zainteresowała......to, że dostałam w tyłek od życia, to że zaczęłam myśleć o swoich wadach i się zmieniać to, zaowocowało. Nie chcę na forum pisać dokładnie jaka 'okropna" byłam tongue Wiem, że zmiany należy zaczynać od siebie.

13

Odp: kaczka dziwaczka...

wiem, pewno masz na myśli taki wewnętrzny stan "nieszukania" czyli wyluzowanie, że nie musisz koniecznie poznać kogoś a w czynach jednocześnie otwarcie na znajomości i aktywność. Pewnie w takim stanie najłatwiej poznać kogoś. Tylko jak go wyzwolić:/
Bo jak człowiek szuka i ma nastawienie pełne napięcia że musi poznać kogoś to ciężko a jak nie szuka i całkowita rezygnacja to też lipa.

14

Odp: kaczka dziwaczka...
Lady09 napisał/a:

wiem, pewno masz na myśli taki wewnętrzny stan "nieszukania" czyli wyluzowanie, że nie musisz koniecznie poznać kogoś a w czynach jednocześnie otwarcie na znajomości i aktywność. Pewnie w takim stanie najłatwiej poznać kogoś. Tylko jak go wyzwolić:/
Bo jak człowiek szuka i ma nastawienie pełne napięcia że musi poznać kogoś to ciężko a jak nie szuka i całkowita rezygnacja to też lipa.

Dojść do ściany tongue ja chyba dotarłam do granic wytrzymałości, nigdy nikt tak jak mój eks mnie nie sponiewierał psychicznie. Podziękowałam mu później za to, że był jaki był tongue on myślał, że żartuję a ja na poważnie. Jak chcesz dam Ci nr telefonu, nadal jest sam jak Cię sponiewiera to od razu staniesz do pionu smile
Kurcze nie wiem, co trzeba zrobić, trzeba mieć jednak trochę szczęścia, ja się dodatkowo modliłam, może Cię ubawię ale ....... nie jestem radjomaryjna, wierzę w Boga, i znalazłam swojego świętego od kłopotów, tak naprawdę to wierzę też, że to jego zasługa smile Jak ktoś ma ochotę się naśmiewać bardzo proszę mam to gdzieś! smile
Wynik jest więcej niż zadowalający więc ..... może warto?
Lady 3mam kciuki, za Ciebie i Twoje przyszłe szczęście - bo skoro do dupy już było to teraz musi być tylko lepiej smile

15

Odp: kaczka dziwaczka...
Lady09 napisał/a:

Bo jak człowiek szuka i ma nastawienie pełne napięcia że musi poznać kogoś to ciężko a jak nie szuka i całkowita rezygnacja to też lipa.

Wlasnie cale otoczenie czuje owo napiecie i dlatego nic z tego nie wychodzi. To napiecie powoduje, ze kazdy odczuwa Twoja desperacje. I unika jak diabel swieconej wody.

Wyluzuj troche i nie upatruj w kazdym facecie, ktorego spotkasz potencjalnego partnera. Szukaj kolegow i takie miej nastawienie. Uwierz, ze Twoj wybranek pojawi sie w najmniej spdziewanym momencie. Az sie zdziwisz smile

16

Odp: kaczka dziwaczka...

Witam, Kropka ty się nie martw, jeszcze wszystko przed Tobą, przecież nie ma limitu wieku, ani do zamążpójścia, no do rodzenia dzieci jest, Ty się nie sugeruj opinią innych, jak to mój mój kochany brat, dla każdego co innego oznacza szczęście  . Ciesz się z tego co masz, wiesz, do napisania do Ciebie, skłoniła mnie data, napisałaś to w dniu moich urodzin. Ja wyszłam za mąż w wieku 30 lat, urodziłam wspaniałą córkę, ma 14 lat, ale mój mąż po 16 latach okazał się , no cóż symptomy były wcześniej, ale ja ich nie widziałam, a może nie chciałam, nie nie zdradził mnie. Nieistotne, powiem ci jedno, najbardziej kocha mnie mój pieseczek,40 kg, on mnie kocha za sam fakt istnienia. Nikt nie ma Ci prawa nic narzucać, to są Twoje decyzje, mam nadzieję, że  wszystkie Twoje Marzenia się spełnią.

17

Odp: kaczka dziwaczka...

Lady09, ta lipa bardzo mnie rozśmieszyła, dzięki, przyda mi się , szukać nie szukać, ale czy o wartości kobiety stanowi małżeństwo, czeka mnie sprawa rozwodowa, ja taką decyzję podjęłam. Oczywiście to wstyd, co ludzie powiedzą, moi rodzice chcą, abym się wycofała, ale gdzie w tym wszystkim jestem ja i moja córka. Mam nadzieję, że  poznasz Kogoś, kto spełni wszystkie twoje marzenia , faceta z klasą , życzę Ci jak najlepiej.

18

Odp: kaczka dziwaczka...

No po jakimś związku kiedy człowiek chce odetchnąć to łatwiej się wyluzować w tym calym szukaniu. Gorzej jak się jest samemu długooo. Kiedyś poznawałam niespodziewanie facetów, człowiek praktycznie cały czas się obracał w towarzystwie, teraz jest tryb praca, weekendy- wyjścia. W filmowe poznanie na ulicy nie wierzę więc teraz gorzej z tym niespodziewanym momentem by bylo- zawsze myslę czy kogoś poznam jak wychodzę  na imprezy, itd:(

19

Odp: kaczka dziwaczka...

Dziękuję wszystkim za ciepłe słowa...:-))... Kochani jesteście...Dłuższą chwilę mnie nie było i dopiero teraz przeczytałam Wasze listy. Hmmm...nic się przez ten czas u mnie nie zmieniło...tylko laptop w naprawie, potem w kolejnej...a w między czasie dwie niestety nieudane próby zdania prawa jazdy...jak widać brak szczęścia w miłości nie jest z automatu rekompensowany szczęściem w innych dziedzinach życia...;)...a szkoda...Ale walczę dalej...

Nie liczyłam na to, że ktoś odpisze...tak po prostu wylałam z siebie to co się uzbierało...głównie po Świętach i Sylwestrze jak się domyślacie. Co zrobić... to taki czas kiedy wszystkim nerwy zaczynają puszczać...z różnych powodów oczywiście... Nie oczekiwałam ani pocieszenia...ani porady...ale naprawdę poczułam się troszkę lepiej...

Wiem, że samotność to jeszcze nie koniec świata...że są poważniejsze powody do zmartwień...że związek potrafi dawać radość i spełnienie...albo dowalić i zdeptać...wiem, że miłość można znaleźć w każdym wieku...że można mieć bardzo fajną rodzinę i pełną ciepła nawet po wielu latach razem...albo wręcz przeciwnie...bardzo szybko odkryć, że to nie to...i że mieszka się z obcym człowiekiem pod jednym dachem...bo już nic ludzi poza dziećmi nie łączy...wiem...to wiem...

Cała rzecz w tym, że obojętnie ilu rad bym nie wysłuchała (bo nawiasem mówiąc są naprawdę dobre i oczywiście jak najbardziej zgadzam się z tym, że trzeba zacząć od "naprawienia" samego siebie), ilu podręczników nie przeczytała to nie dam rady zmienić swojego życia...bo nie wiem czego chcę...być szczęśliwa...spokojna...bezpieczna...to na pewno...ale czy w pojedynkę czy z kimś???...Oto jest pytanie...

Moja przyjaciółka mówi, że jak trafię na tego na kogo trafić mam...(ciekawe ujęcie tematu swoją drogą...bo czy ten ktoś wie, ze ma trafić na mnie??? i czy po drodze do mnie nie trafił już na kogoś innego???)...to mi się zaraz wszystko w głowie poukłada...i znikną wszystkie wątpliwości...i ustali się hierarchia wartości...Oby miała rację...choć z roku na rok brzmi to coraz bardziej absurdalnie...ale co szkodzi wierzyć, że tak będzie...;-))...

Pozdrawiam wszystkich ciepło...dziś w troszkę lepszym humorze...
Kobietkom z okazji Dnia Kobiet życzę spotkania na swojej drodze (i nie przegapienia) fajnych i dobrych Mężczyzn...a Mężczyznom - fajnych i dobrych Kobiet...No chyba, że wolicie niegrzecznych... to jak tam już sobie chcecie...;-))...

20

Odp: kaczka dziwaczka...

Jeśli masz ochotę, napisz do mnie (mail podam poniżej ) wydajesz mi się interesującą osobą :-D

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » kaczka dziwaczka...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026