Rok temu udzielałam się na forum, wtedy byłam tą stroną zdradzoną. Teraz jestem po drugiej stronie -to ja zdradziłam. Kilka miesięcy temu zaczęłam chodzić na terapię psychologiczną - z różnych przyczyn, m.in. z powodu tego co się stało ponad rok temu, a także dlatego, że jestem DDA - postanowiłam raz na zawsze się z tym rozprawić. Psycholog skierował mnie do psychiatry, dostałam leki. Z tygodnia na tydzień było ze mną coraz lepiej, nabierałam niesamowitej pewności siebie, uważałam się za osobę bardzo atrakcyjną, po prostu zaakceptowałam siebie. W moim małżeństwie było w miarę dobrze - wiadomo raz lepiej raz gorzej, ale ogólnie bez kryzysu. Ja tak przekonana o swojej "sile" zaczęłam w internecie kogoś szukać. No i znalazłam, żonatego mężczyznę. Spotkaliśmy się kilka razy, uprawialiśmy sex. Nie było w tym żadnego uczucia, po prostu było dobrze. Sprawa się wydała. Mąż dowiedział się o tym. Dodam, że chyba w najgorszym dla siebie momencie - wtedy kiedy przyznał się że jest hazardzistą. Opowiedziałam mu wszystko. On powiadomił żonę tego mężczyzny. Przypuszczalnie oni się rozwiodą. Nasze małżeństwo sypało się 3 razy, 3 razy dałam szansę mężowi. Teraz on stwierdził, że da mi drugą szansę, że zasługuję na nią. Ja nie uciekam od odpowiedzialności, wiem że jestem winna (ale tylko w połowie), ponoszę tego konsekwencje. Mąż określił mnie słowami :zimna wyrachowana s... . Przyznaję mu rację. Wyzbyłam się z siebie emocji, i tych dobrych i tych złych. Nie wiem, czy stało się tak z powodu terapii, leków czy może sama sobie wmówiłam, że nic mnie nie obchodzi i nic nie jest w stanie mnie złamać. Jak mąż mi powiedział, że wie o mojej zdradzie, nie poczułam w sobie nic, żadnego żalu, zdenerwowania, wyrzutów sumienia. Teraz po kilku dniach powoli zaczynam czuć, że zrobiłam źle. Może wyda wam się to śmieszne, ale ja kocham męża, na swój pokręcony sposób, ale jednak kocham. Nie chcę od niego odchodzić. Nie chciałam go skrzywdzić, to nie było moim celem. Celem chyba było życie bez problemów, bez żadnych zobowiązań. Chciałabym poznać waszą opinię na temat tego co wyżej napisałam. Na temat tego, że chyba nie mam emocji i z czego to wynika. Chyba jestem złym człowiekiem, bo przecież tylko psychopaci nie mają wyrzutów sumienia.
Podobne tematy
Myślę, że powinnaś porozmawiać na ten temat ze specjalistą. Dużo rzeczy może składać się na brak emocji u ciebie. Samo bycie DDA niesie za sobą pewne konsekwencje. Nie wiem czy w twoim przypadku ktoś na forum będzie mniał odwagę udzielać jednoznacznych porad.
Dzizas , gdzie Ty chodzilas na terapie?
Pierwsze slysze , ze terapia ma polegac na wypraniu czlowieka z emocji i uczuc - raczej na umiejetnosci radzenia sobie z nimi.
Jezeli poczulas sie "silna" i efektem tej sily bylo rzucenie sie na portale randkowe - to ja dziekuje bardzo!!!
Zobacz co masz na dzis - totalny balagan w swoim malzenstwie, rozwalone malzenstwo portalowego kochasia i wor pretensji z kazdej strony.
O jakim kochaniu meza Ty mowisz? Nie chcialas go skrzywdzic?
Czy Wy w ogole macie zamiar traktowac sie powaznie?
Teraz wypadaloby, zeby on w odwecie porandkowal, albo udal sie do kasyna.
I tak w nieskonczonosc.
Albo malzenstwo, albo zbawa w pseudomalzenstwo.
Mam nadzieje, ze dzieci nie macie.
Piszesz, ze nie masz emocji i z czego to wynika - pytanie do psychologa/psychiatry.
Nie sadze, zebys na forum uzyskala odpowiedz na swoje pytania.
4 2013-01-03 10:45:17 Ostatnio edytowany przez ban (2013-01-03 10:46:39)
Agnieszka28 -- nic mnie nie dziwi w tym co napisałaś. Ani to że kochasz męża, ani to że go zdradziłaś, ani to że nie masz wyrzutów sumienia, ani to że jesteście razem. Takie życie. Jak to ktoś na forum mówił "są związki gdzie obowiązuje wyłączność seksualna i są związki gdzie taka wyłączność nie obowiązuje". Nie rozumiem co się tak martwisz brakiem emocji -- w czym problem? Jedni są bardziej emocjonalni, inni mniej. Jedni krzywdzą innych, a inni po prostu milczą. Daj spokój z gnębieniem siebie i idź przez życie dalej.
Jedyne co mnie zbulwersowało, to działanie męża, że powiadomił żonę, a oni się teraz rozwiodą. Masakra. I pewnie wydaje mu się, że jest dobrym aniołem stróżem. No cóż... życie osądzi ten czyn w ciągu paru lat.
Kochający mąż mówi do żony "zimna wyrachowana s..." -- wspaniale! Gratuluję mu tego (???).
Dzizas , gdzie Ty chodzilas na terapie?
Pierwsze slysze , ze terapia ma polegac na wypraniu czlowieka z emocji i uczuc - raczej na umiejetnosci radzenia sobie z nimi.
Jezeli poczulas sie "silna" i efektem tej sily bylo rzucenie sie na portale randkowe - to ja dziekuje bardzo!!!
Zobacz co masz na dzis - totalny balagan w swoim malzenstwie, rozwalone malzenstwo portalowego kochasia i wor pretensji z kazdej strony.
O jakim kochaniu meza Ty mowisz? Nie chcialas go skrzywdzic?
Czy Wy w ogole macie zamiar traktowac sie powaznie?
Teraz wypadaloby, zeby on w odwecie porandkowal, albo udal sie do kasyna.
I tak w nieskonczonosc.
Albo malzenstwo, albo zbawa w pseudomalzenstwo.
Mam nadzieje, ze dzieci nie macie.Piszesz, ze nie masz emocji i z czego to wynika - pytanie do psychologa/psychiatry.
Nie sadze, zebys na forum uzyskala odpowiedz na swoje pytania.
Betina
Ja nie twierdzę, że terapeuta do tego doprowadził. Psycholog mówił o akceptacji, pokochaniu siebie. I chyba za bardzo pokochałam siebie. Poczułam się bardzo pewnie siebie i pewnie tak było, że rzuciłam się na portale randkowe, żeby się dowartościować w taki dziwny sposób. Tak mam na dziś totalny bałagan. Jedynego czego jestem pewna, to właśnie tego, że kocham męża, zawsze go kochałam. I tak nie chciałam go skrzywdzić - w swojej głupocie i naiwności myślałam, że o niczym się nie dowie. Fakt oboje się pogubiliśmy i była zabawa w dom - na wierzchu wszystko ładnie a w środku totalna rozsypka. Co do kasyna - na szczęście zdaje sobie sprawę z uzależnienia i twierdzi, że w taki sposób na pewno nie odreaguje. Tak, mamy 4 letniego synka.
Agnieszka - jedyne co mi przychodzi do glowy, to moze zamknijcie z mezem rozdzial swojego malzenstwa pelen zawirowan i zacznijcie na nowo.
Byc moze pomogla by Wam wspolna terapia malzenska. Byc moze trzeba siasc na przeciw siebie i przegadac temat do bolu, pod warunkiem, ze potraktujecie siebie powaznie.
Jest dziecko i z tym trzeba sie liczyc najbardziej - sama jestes DDA, wiesz najlepiej co sie dzieje z dziecmi w bylejakiej rodzinie.
Wszystko jest mozliwe - jeden warunek chec obydwu stron.
Zycze powodzenia!
Aby uzdrowić małżeństwo wystarczy moim zdaniem uszanować wolę drugiego człowieka, szanować się wzajemnie, szanować siebie również. Najpierw naprawić to co jest w środku, a potem robić tragedię z ewentualnej zdrady.
Witaj!
Ktoś Ci mówił o trójkącie Karpmanna?
Aga, terapia DDA trwa długo. Nie usprawiedliwię tego co zrobiłaś
Ale sama jesteś cały czas na drodze zrozumienia siebie.
I na drodze do tego, żeby zacząć czuć emocje. Bo zrobiłaś to w gruncie rzeczy jedynie dlatego, że wypracowałaś w sobie cholernie grubą skórę, by nie docierały bodźce? Bo wszelkie bodźce onegdaj raniły do żywego i żeby jakoś funkcjonować, musiałaś się okopać?
Ważne żeby zacząć czuć ból. Ważne, żeby już nie w ten sposób ![]()
Wierzę, że zrozumiesz, co się stało. Do jak ogromnej tragedii doprowadziło to, że wypracowałaś schemat odczuwania (a raczej jego brak), który miał Ci umożliwić przeżycie w środowisku.....
Czy Ty dalej chodzisz na terapię? Jak często?
Tak to jest z ta pewnoscia siebie... Im pewniejsza siebie tym bardziej sie sciaga na siebie klopty nie swiadomie, czy swiadomie. Jak sama widzisz za szybko Ci sie to spodobalo i poszlo za daleko... Ale wiem, ze podswiadomoe wiedzialas co robilas jak maz to czemu nie ja ... Pogadajcie szczerze tak nie mozna dalej.... zle emocje sa przekazywane na waszego synka mimo, ze moze klocice sie za sciana ale maly wie... Piszesz, ze jestes DDA powinnas wiedziec tez, ze wiekszosc emocji wprowadzasz ze swojego rodzinnego domu do obecnego.. Miedzy innymi Twoj synek je odbiera a potem on przekaze swojej rodzinie i kolo zamkniete... Dziewczyno kochasz meza ? Zamknijcie ten rozdzial i zacznijcie na nowo obiecujac, ze jesli ktores was znow cos odwali drogi sie rozejda...
Aby uzdrowić małżeństwo wystarczy moim zdaniem uszanować wolę drugiego człowieka, szanować się wzajemnie, szanować siebie również. Najpierw naprawić to co jest w środku, a potem robić tragedię z ewentualnej zdrady.
Wybacz Ban, ale bardziej metnego wyjasnienia nie czytalam.
Jakos lekko Ci przychodzi polaczenie slow SZACUNEK - ZDRADA.
Moze zajrzyj w slownik i przeczytaj haslo ZDRADA.
Pisales wczesniej o zgodzie na brak wylacznosci w zwiazku. Owszem zgadza sie, tylko , ze wtedy nie mowimy o zdradzie, a o zawartym ukladzie miedzy partnerami.
W momencie kiedy jedna ze stron sie na to nie zgadza, przynosi jej to cierpienie, jest wtedy dzialaniem podlym.
Jak moge miec szacunek do partnera, ktory w sposob swiadomy i z premedytacja mnie oszukuje.
Co rozumiesz przez - jedni krzywdza innych, inni po prostu milacza?
Co za enigmatyczne heaslo - "takie jest zycie".
Oczywiscie w zyciu sa zdrady, kradzieze, gwalty, oszustwa itp. Mozemy tylko pokiwac glowka - no coz takie jest zycie...... i nie robic z tym nic.
Pozdr.B.
11 2013-01-03 12:33:44 Ostatnio edytowany przez Agnieszka28 (2013-01-03 12:36:22)
Agnieszka28 -- nic mnie nie dziwi w tym co napisałaś. Ani to że kochasz męża, ani to że go zdradziłaś, ani to że nie masz wyrzutów sumienia, ani to że jesteście razem. Takie życie. Jak to ktoś na forum mówił "są związki gdzie obowiązuje wyłączność seksualna i są związki gdzie taka wyłączność nie obowiązuje". Nie rozumiem co się tak martwisz brakiem emocji -- w czym problem? Jedni są bardziej emocjonalni, inni mniej. Jedni krzywdzą innych, a inni po prostu milczą. Daj spokój z gnębieniem siebie i idź przez życie dalej.
Jedyne co mnie zbulwersowało, to działanie męża, że powiadomił żonę, a oni się teraz rozwiodą. Masakra. I pewnie wydaje mu się, że jest dobrym aniołem stróżem. No cóż... życie osądzi ten czyn w ciągu paru lat.
Kochający mąż mówi do żony "zimna wyrachowana s..." -- wspaniale! Gratuluję mu tego (???).
Ban
Czy ja się gnębię? raczej nie, próbuję obiektywnie się ocenić i ocenić to co zrobiłam. Powiadomił żonę, bo chciał żeby oni też cierpieli, zrobił to w pierwszym odruchu jak się dowiedział. Nie mam pretensji o zimną wyrachowaną s... , tak się zachowałam, w taką się zamieniłam.
[...]Chyba jestem złym człowiekiem, bo przecież tylko psychopaci nie mają wyrzutów sumienia.
Agnieszko28, w tym jednym zdaniu podsumowałaś swój post i swoją historię. Chcę zwrócić Ci uwagę, że w tym wniosku jest aż kilka pojęć wątpliwych:
1. Kto to jest "zły człowiek"? Czy aby na pewno mamy czyste postaci "złego człowieka", to znaczy takie, gdzie nie ma mieszanki dobra i zła?
2. Psychopatia to pojęcie zmieniające się. Wszelkie empiryczne badania zjawisk zależy od skomplikowanych procedur metodologicznych. Ta konkretnie jednostka ma skłonność do wysokiego poziomu akceptacji oraz nieuznawania norm społecznych i właśnie z tego wynika brak tak zwanych "wyrzutów sumienia". Prócz psychopatii możemy także zaobserwować także reakcje psychopatyczne, które mogą się pojawiać w pewnych sytuacjach u osób, których nie można zaklasyfikować do zbioru psychopatów (tu przywołam przykład tzw. "znieczulicy społecznej" lub reakcje żołnierzy).
3. "Wyrzuty sumienia" są pozytywnym objawem, gdy służą wewnętrznej zmianie, wzmacniającej decyzję osoby. Już Sokrates zauważył, że jego sumienie (Daimonion) nie podpowiada mu, co ma czynić, ale czego ma zaniechać. Polecam Ci niewielkich rozmiarów i niewielkiej objętości książkę Henry Newmana "O sumieniu". Znajdziesz tam interesujące informacje na temat działania tego mechanizmu wewnętrznego, owego głosu, który człowiekowi pozwala na błogi stan samozadowolenia lub dręczy wyrzutami.
Sumienie milczy w sytuacjach, gdy nie ma jasności, co do rozpoznania dobra i zła. Sumienie może Cię nie zadręczać wyrzutami, ponieważ gdzieś tam wewnętrznie czujesz, że to, co się zdarzyło wynikało z Twojej świadomej decyzji, która miała czemuś służyć. Ta zrozumiał Twoje zachowanie Twój Mąż, gdy powiedział:
[...]Mąż określił mnie słowami :zimna wyrachowana s... . .
W całej tej sprawie jedna rzecz jest dla mnie zastanawiająca: skąd Twój Mąż wiedział, jak trafić do Żony "tego mężczyzny". Masz prawo przyznawać się do swoich uczynków, ale kto Cię upoważnił do ujawniania personaliów Osób, z którymi realizujesz swoje potrzeby?
I tu zaczyna się zupełnie inna opowieść.
Czy w Tobie nie pojawiła się aby potrzeba zemsty, nie całkiem świadoma, ale jednak wyrachowana, zaplanowana? Czy nie bierzesz odwetu na swoim Mężu i na innych Mężczyznach?
Agnieszka28 napisał/a:[...]Chyba jestem złym człowiekiem, bo przecież tylko psychopaci nie mają wyrzutów sumienia.
Agnieszko28, w tym jednym zdaniu podsumowałaś swój post i swoją historię. Chcę zwrócić Ci uwagę, że w tym wniosku jest aż kilka pojęć wątpliwych:
1. Kto to jest "zły człowiek"? Czy aby na pewno mamy czyste postaci "złego człowieka", to znaczy takie, gdzie nie ma mieszanki dobra i zła?
2. Psychopatia to pojęcie zmieniające się. Wszelkie empiryczne badania zjawisk zależy od skomplikowanych procedur metodologicznych. Ta konkretnie jednostka ma skłonność do wysokiego poziomu akceptacji oraz nieuznawania norm społecznych i właśnie z tego wynika brak tak zwanych "wyrzutów sumienia". Prócz psychopatii możemy także zaobserwować także reakcje psychopatyczne, które mogą się pojawiać w pewnych sytuacjach u osób, których nie można zaklasyfikować do zbioru psychopatów (tu przywołam przykład tzw. "znieczulicy społecznej" lub reakcje żołnierzy).
3. "Wyrzuty sumienia" są pozytywnym objawem, gdy służą wewnętrznej zmianie, wzmacniającej decyzję osoby. Już Sokrates zauważył, że jego sumienie (Daimonion) nie podpowiada mu, co ma czynić, ale czego ma zaniechać. Polecam Ci niewielkich rozmiarów i niewielkiej objętości książkę Henry Newmana "O sumieniu". Znajdziesz tam interesujące informacje na temat działania tego mechanizmu wewnętrznego, owego głosu, który człowiekowi pozwala na błogi stan samozadowolenia lub dręczy wyrzutami.
Sumienie milczy w sytuacjach, gdy nie ma jasności, co do rozpoznania dobra i zła. Sumienie może Cię nie zadręczać wyrzutami, ponieważ gdzieś tam wewnętrznie czujesz, że to, co się zdarzyło wynikało z Twojej świadomej decyzji, która miała czemuś służyć. Ta zrozumiał Twoje zachowanie Twój Mąż, gdy powiedział:Agnieszka28 napisał/a:[...]Mąż określił mnie słowami :zimna wyrachowana s... . .
W całej tej sprawie jedna rzecz jest dla mnie zastanawiająca: skąd Twój Mąż wiedział, jak trafić do Żony "tego mężczyzny". Masz prawo przyznawać się do swoich uczynków, ale kto Cię upoważnił do ujawniania personaliów Osób, z którymi realizujesz swoje potrzeby?
I tu zaczyna się zupełnie inna opowieść.
Czy w Tobie nie pojawiła się aby potrzeba zemsty, nie całkiem świadoma, ale jednak wyrachowana, zaplanowana? Czy nie bierzesz odwetu na swoim Mężu i na innych Mężczyznach?
pewnie mnie teraz zlinczuja ale uwazam podobnie zwlaszcza ostatni akapit ...
Agnieszka - jedyne co mi przychodzi do glowy, to moze zamknijcie z mezem rozdzial swojego malzenstwa pelen zawirowan i zacznijcie na nowo.
Byc moze pomogla by Wam wspolna terapia malzenska. Byc moze trzeba siasc na przeciw siebie i przegadac temat do bolu, pod warunkiem, ze potraktujecie siebie powaznie.
Jest dziecko i z tym trzeba sie liczyc najbardziej - sama jestes DDA, wiesz najlepiej co sie dzieje z dziecmi w bylejakiej rodzinie.
Wszystko jest mozliwe - jeden warunek chec obydwu stron.
Zycze powodzenia!
Betina
Oboje myślimy , że to jest najlepsze rozwiązanie, jednak w nas to ciągle wszystko jest. Łatwiej powiedzieć, żeby zacząć od nowa, trudniej w wykonaniu, ale myślę, że oboje podejmiemy to wyzwanie.Temat przegadujemy do bólu już od kilku ładnych dni. Z róznym skutkiem. Ale drogę myślę obraliśmy dobrą. Chęć w nas jest, ale nie wiem ile siły w mężu jest, bo o moją siłę się nie boję. Myślę, że dziecko póki co nie cierpi, nie odczuwa skutków nierozsądnych rodziców.
Witajcie
a czy świadomie autorka wątku odpowiedziała sobie na pytanie: dlaczego zdradziła? Czy zaklinowała by zemścić się na niewiernym mężulku? czy jesteś wobec siebie uczciwa i uczciwa wobec swoich uczuć i pragnień?
pozwolę sobie przykleić post mojego autorstwa z innego wątku: być może otworzy trochę oczy na sytuacje, która moim zdaniem, zmierza w kierunku katastrofy.
Treść poniżej dotyczy mężczyzn co nie znaczy, że kobiety nie maja tego typu zachowań. A mają i to coraz częściej, przecież w każdej dziedzinie życia mamy podobno równouprawnienie.
Najczęstszymi powodami zdrady u mężczyzn są: częste kłótnie, chęć zemsty lub urzeczywistnienia fantazji seksualnych, brak poczucia własnej wartości, brak uczuć do partnerki, nuda i rutyna w związku lub nienasycenie seksualne.
Mężczyzna to zdobywca. Taka postawa wynika z ogólnego przekonania, że prawem mężczyzny jest zdobywać kobiety. Łowcy chodzą więc i szukają, polują na swoja zdobycz. Gdy zdobywca jest bardziej aktywny, sam stwarza okazje do zdrady, a największą przyjemność sprawia mu samo polowanie, ustawianie zasadzki i kontrolowanie sideł. Sama ofiara nie jest w tym procesie aż tak ważna, gdyż chodzi zwykle o kolejne trofeum do kolekcji! Taki mężczyzna nie dba o kobietę, zawsze będzie miał tendencję do przygód miłosnych, romansów i zawsze będzie flirtować z kobietami.
Taka już jego natura! A nawet jeśli się kiedyś ożeni, jego małżeństwo rozpadnie się z powodu zdrady.
Niewierność to dla jednych ucieczka przed problemami, dla innych ciekawość, rodzaj kaprysu czy też chęć zdobycia nowych doświadczeń. Zdrada jest jednak ogromnym bólem zadawanym partnerowi, którego zaufanie zostało zawiedzione, dla którego niejednokrotnie wali się w ten sposób cały świat. Świat, w którego centrum była dotychczas ukochana osoba. Zdradzona osoba zaczyna sobie w rezultacie zadawać pytanie czym zawiniła, co złego zrobiła, a może była zbyt bierna i wystarczająco się nie poświęcała? Zdrada wywołuje cierpienie, złość, często nienawiść i gniew. Niekiedy może dojść nawet do rękoczynów, bądź w skrajnych przypadkach do depresji u osoby zdradzonej.
Zdrada jest jednym z najczęstszych powodów rozpadu związków. Zdradzamy, bo czujemy potrzebę bycia kochanym i pożądanym, a nasz aktualny partner bardzo często tego nie okazuje. Sama ciekawość doznań seksualnych z kimś innym może przyczynić się do niewierności. Inną grupą osób podatnych na zdradę są ludzie, którzy przez całe życie poszukują doskonałego kochanka. Takie osoby nigdy nie są wierne, gdyż stale łudzą się nadzieją, że trafi się coś lepszego niż to, co aktualnie posiadają.
W poważny romans prawie zawsze człowiek angażuje się świadomie, nawet jeśli sam siebie będzie przekonywał, iż była to bardzo nieoczekiwana i spontaniczna decyzja. Przygoda miłosna to efekt tego, iż Twój związek nie daje Ci już satysfakcji i masz nadzieję, że romans stworzy Ci możliwość zaspokojenia niespołnionych potrzeb seksualnych. Z drugiej jednak strony romanse są niejednokrotnie również efektem sprzyjającej sytuacji.
Tak jak powyżej przedstawiłam Tobie zarys, który w Twoim przypadku może być inny. Lecz jak widzisz z historii przedstawionych przez innych forumowiczów wybaczenie zdrady jest raczej sytuacją niemożliwą do realizacji, to jak reanimowanie trupa. Ja w sobie siły i chęci na to nie znalazłam, bo mój jm to wielokrotny zdrajca i recydywista w tym zakresie. Nie ma najmniejszego sensu marnować ani "chwili na życie z pateflonem", żałuję tylko jednego, że zbyt długo się miotałam i nie kopnęłam go w doopę wcześniej. Ale widocznie tak miało być.
Agnieszko.
Fenix powstal z popiolow, moze i Wam sie uda zbudowac cos nowego.
Juz inny zwiazek, na innych zasadach,
A, ze boli - trudno. Jakby przyszlo zbyt latwo pewnie by znowu nie bylo nic warte.
Nie dziw sie mezowi, ze jest ostrozny i zraniony. Ty tez sie kiedys tak czulas i wiesz co to jest.
Rozstac sie zawsze mozna - to najlatwiejsze.
Byc ze soba pomimo...... o to juz trudne , ale mozliwe. Jezeli kochasz (chociaz pokretnie(?) ) moze sie udac.
Witaj!
Ktoś Ci mówił o trójkącie Karpmanna?Aga, terapia DDA trwa długo. Nie usprawiedliwię tego co zrobiłaś
Ale sama jesteś cały czas na drodze zrozumienia siebie.
I na drodze do tego, żeby zacząć czuć emocje. Bo zrobiłaś to w gruncie rzeczy jedynie dlatego, że wypracowałaś w sobie cholernie grubą skórę, by nie docierały bodźce? Bo wszelkie bodźce onegdaj raniły do żywego i żeby jakoś funkcjonować, musiałaś się okopać?Ważne żeby zacząć czuć ból. Ważne, żeby już nie w ten sposób
Wierzę, że zrozumiesz, co się stało. Do jak ogromnej tragedii doprowadziło to, że wypracowałaś schemat odczuwania (a raczej jego brak), który miał Ci umożliwić przeżycie w środowisku.....Czy Ty dalej chodzisz na terapię? Jak często?
zabka-k
Nie wiem , co to jest trójkąt Karpanna. Ja nie oczekuję usprawiedliwienia, nawet go nie chcę, bo tego nie można usprawiedliwić. Tak, jakimś cudem wypracowałam w sobie bardzo grubą skórę i faktycznie przez ostatnie 3 miesiące nie docierały do mnie żadne bodźce, emocje. Chodziłam cały czas uśmiechnięta, zadowolona z życia. Czuć ból...nie chcę tego. Tak jest lepiej.
Tak chodzę na terapię, w przyszłym tygodniu mam wizytę, zamierzam omówić z moją panią psycholog to co się stało. Miałam przerwę w terapii, bo jak to w Polsce bywa ma koniec roku nie mogłam już się dostać na NFZ.
Tak to jest z ta pewnoscia siebie... Im pewniejsza siebie tym bardziej sie sciaga na siebie klopty nie swiadomie, czy swiadomie. Jak sama widzisz za szybko Ci sie to spodobalo i poszlo za daleko... Ale wiem, ze podswiadomoe wiedzialas co robilas jak maz to czemu nie ja ... Pogadajcie szczerze tak nie mozna dalej.... zle emocje sa przekazywane na waszego synka mimo, ze moze klocice sie za sciana ale maly wie... Piszesz, ze jestes DDA powinnas wiedziec tez, ze wiekszosc emocji wprowadzasz ze swojego rodzinnego domu do obecnego.. Miedzy innymi Twoj synek je odbiera a potem on przekaze swojej rodzinie i kolo zamkniete... Dziewczyno kochasz meza ? Zamknijcie ten rozdzial i zacznijcie na nowo obiecujac, ze jesli ktores was znow cos odwali drogi sie rozejda...
Julita29
Nie wiem czy robiłam to świadomie czy nieświadomie, przypuszczam, że jednak świadomie w to wszystko wchodziłam. Ale na pewno nie chodziło mi o zemstę na mężu, że on zrobił podobnie. To nie tak, bardziej o chęć przeżycia przygody, życia w świecie bez problemów. Ja do końca jeszcze nie rozumiem DDA, ale zdaję sobie sprawę, że wiele rzeczy , które zrobiłam w przeszłości, ma podłoże właśnie w tym, że mój ojciec jest alkoholikiem.
Tak, kocham męża i myślę, że on też mnie kocha. Próbujemy od nowa.
Agnieszka28 napisał/a:[...]Chyba jestem złym człowiekiem, bo przecież tylko psychopaci nie mają wyrzutów sumienia.
Agnieszko28, w tym jednym zdaniu podsumowałaś swój post i swoją historię. Chcę zwrócić Ci uwagę, że w tym wniosku jest aż kilka pojęć wątpliwych:
1. Kto to jest "zły człowiek"? Czy aby na pewno mamy czyste postaci "złego człowieka", to znaczy takie, gdzie nie ma mieszanki dobra i zła?
2. Psychopatia to pojęcie zmieniające się. Wszelkie empiryczne badania zjawisk zależy od skomplikowanych procedur metodologicznych. Ta konkretnie jednostka ma skłonność do wysokiego poziomu akceptacji oraz nieuznawania norm społecznych i właśnie z tego wynika brak tak zwanych "wyrzutów sumienia". Prócz psychopatii możemy także zaobserwować także reakcje psychopatyczne, które mogą się pojawiać w pewnych sytuacjach u osób, których nie można zaklasyfikować do zbioru psychopatów (tu przywołam przykład tzw. "znieczulicy społecznej" lub reakcje żołnierzy).
3. "Wyrzuty sumienia" są pozytywnym objawem, gdy służą wewnętrznej zmianie, wzmacniającej decyzję osoby. Już Sokrates zauważył, że jego sumienie (Daimonion) nie podpowiada mu, co ma czynić, ale czego ma zaniechać. Polecam Ci niewielkich rozmiarów i niewielkiej objętości książkę Henry Newmana "O sumieniu". Znajdziesz tam interesujące informacje na temat działania tego mechanizmu wewnętrznego, owego głosu, który człowiekowi pozwala na błogi stan samozadowolenia lub dręczy wyrzutami.
Sumienie milczy w sytuacjach, gdy nie ma jasności, co do rozpoznania dobra i zła. Sumienie może Cię nie zadręczać wyrzutami, ponieważ gdzieś tam wewnętrznie czujesz, że to, co się zdarzyło wynikało z Twojej świadomej decyzji, która miała czemuś służyć. Ta zrozumiał Twoje zachowanie Twój Mąż, gdy powiedział:Agnieszka28 napisał/a:[...]Mąż określił mnie słowami :zimna wyrachowana s... . .
W całej tej sprawie jedna rzecz jest dla mnie zastanawiająca: skąd Twój Mąż wiedział, jak trafić do Żony "tego mężczyzny". Masz prawo przyznawać się do swoich uczynków, ale kto Cię upoważnił do ujawniania personaliów Osób, z którymi realizujesz swoje potrzeby?
I tu zaczyna się zupełnie inna opowieść.
Czy w Tobie nie pojawiła się aby potrzeba zemsty, nie całkiem świadoma, ale jednak wyrachowana, zaplanowana? Czy nie bierzesz odwetu na swoim Mężu i na innych Mężczyznach?
Animus
Mój mąż dowiedział się o jego żonie ode mnie-podałam mu nazwisko. Masz rację, nikt mnie upoważnił. Pewnie podając mu nazwisko broniłam siebie. Pragnę zauważyć, że ja nie byłam jego pierwszą kochanką, byłam trzecia. I tak sobie myślę, to nie jest usprawiedliwienie, ale ona nie rozwodzi się z nim przeze mnie, ale dlatego, że ja byłam kolejną i po mnie byłyby też następne.
Jeszcze raz podkreślam, to nie była zemsta, ani na mężu, ani na innych mężczyznach.
Aby uzdrowić małżeństwo wystarczy moim zdaniem uszanować wolę drugiego człowieka, szanować się wzajemnie, szanować siebie również. Najpierw naprawić to co jest w środku, a potem robić tragedię z ewentualnej zdrady.
madre slowa.......
ban napisał/a:Aby uzdrowić małżeństwo wystarczy moim zdaniem uszanować wolę drugiego człowieka, szanować się wzajemnie, szanować siebie również. Najpierw naprawić to co jest w środku, a potem robić tragedię z ewentualnej zdrady.
madre slowa.......
.
Tylko czy umiemy to stosować?
Ja bynajmniej potrafie ,ale do tego potrzeba zdrowego emocjonalnie czlowieka bez zadnych zachwianych, spojrzen na zwiazek jak i zycie.
Taki zwiazek jest udany o ile dwie strony sa dojrzale i zdrowe, .