Witam!
Mam problem i pomyślałam, że może Wy mi pomożecie.
Otóż mam 20 lat i byłam z moim ex(J) niecałe dwa lata, zabrakło nam troszkę do rocznicy. To ja zerwałam. Wina była po obu stronach, ale to jego zachowanie było powodem do zerwania, a dokładnie to on mnie nie szanował. Mówił do mnie "spi*rdalaj", jak się mocno wkurzył to szarpał mną itd. I była taka sytuacja, że ja siedziałam u naszego wspólnego przyjaciela i zaprosiłam mojego ex który nie mógł przyjść, bo opiekował się młodszym rodzeństwem i powiedział żebym to ja przyszła do niego. Mi się nie chciało, bo dawno się nie widziałam z tym przyjacielem i odmówiłam. Wtedy J się wkurzył, bo wcześniej obiecałam, że wpadnę.
Przyszedł do naszego przyjaciela wkurzony i zaczął na mnie krzyczeć, że nie dotrzymałam obietnicy i że już się nie widzieliśmy długo i że on chce ze mną posiedzieć i że mam iść. Mój przyjaciel wyrzucił go z domu i zaczęła sie między nimi kłótnia, że J nie będzie tak traktował dziewczyn, a już na pewno nie przy nim. J wyszedł.
Wrócił po około 15 minutach i zaczął krzyczeć: "Nie jesteś dziewczyną tego palanta i masz NATYCHMIAST, k*rwa NATYCHMIAST iść ze mną!!! I to k*rwa nie jest prośba!!!"
Nasz przyjaciel wziął go za fraki i zaczęli się szarpać, aż w końcu J przywalił przyjacielowi i poszedł. Ja już nie wytrzymałam i poszłam za J. On był tak wkurzony, że myślałam, że i mnie uderzy, ale tylko stał. Powiedziałm mu, że nie będzie mnie tak traktował i że ja nic nie muszę i że to koniec. J nagle, jakby uszła z niego cała złość, popatrzył na mnie i się rozpłakał, zaczął błagać bym został, przepraszać, ale ja miałam dość.
Po około miesiącu zostaliśmy przyjaciółmi i to dobrymi. Zawsze mogłam mu się zwierzyć, a on mi. Zmienił się o 180 stopni w sensie tej agresywności. Był znów czuły, kochany, opiekuńczy itd.
Potem on chciał węcej niz przyjaźń, a ja nie chchiałam toksycznego związku, więc zerwaliśmy kontakt na około 3 miesiące, ale jakoś tak wyszło, że w grudniu się pogodziliśmy i znowu się zaprzyjaźniliśmy. I na początku już nic do niego nie czułam, zwykły przyjaciel... Do czasu... Jakoś potem to znów wróciło. On chce być ze mną a ja za nim tęsknię...
Poradziłam się mamy, a ona kategorycznie wybiła mi to z głowy... Tak samo jak przyjaciele.
Już sama nie wiem, co robić, czy wrócić do niego, czy nie.
Niby sie zmienił. Tylko na jak długo?
Co Wy byście zrobiły w mojej sytuacji? W końcu uczucie jest silne, a każdy zasługuje na 2 szansę... Nie wiem, co robić... Tylko proszę nie piszcie, że to młodzieńcze zauroczenie, bo w wieku 20 lat też można kochać na prawdę...
Podobne tematy
Na Twoim miejscu nie wrocilabym do niego. Napewno takie zachowanie by sie powtorzylo jakbys znowu okazala sie nieposluszna. Facet jest porywczy i agresywny, Twoja mama ma racje. Jego zachowanie jest niedopuszczalne, najlepiej jest urwac kontakt calkowicie. Masz jeszcze czas, zeby znalezc sobie wartosciowego czlowieka, nia marnuj czasu na toksyczny zwiazek, nie warto.
Jesteś jego własnością czy co?
Przenieś sobie tą sytuację do związku małżeńskiego za 5, 10, 15 lat; dorzuć dzieci i co widzisz???
Sielankę miodem i mlekiem płynącą??? Jak siebie w tym "związku" widzisz w przyszłości?
Jeśli to Ty byś się takim słownictwem odniosła do Niego, to uznałbym to za jak najbardziej słuszne, bo stanęłabyś w obronie własnej godności. Ja tak zrobiłem ale po pierwsze w o wiele cięższym toksycznie - 3 osobowym - przypadku, po drugie nigdy nie kierując takich słów bezpośrednio do kobiety - a jeśli już to stosując odpowiednią i kulturalną przedmowę - i po trzecie... stając w obronie własnej godności.
Zmień partnera póki możesz, bo ten Cię zniszczy "na ładne oczy".
Miałam podobną sytuację, ale o mniejszym natężeniu. Mojemu ex zdarzyło się powiedzieć do mnie 'szmato', czy ogólnie odzywać się dość niegrzecznie. Niby żarty, szkoda tylko, że brzmiały tak poważnie. Wszystko skończyło się, kiedy w kłótni pchnął mnie tak mocno, że się przewróciłam. Błyskawicznie i pod wpływem chwili podjęłam decyzję o rozstaniu, pomogło mi to, że akurat zmieniłam środowisko, wyprowadzałam się do innego miasta. Myśli o powrocie cały czas gdzieś tam chodziły po głowie, bo to taka pierwsza miłość.
Dzisiaj dziękuję losowi za to, że nie pozwolił nam się zejść ten drugi raz, męczyłam się z tym dobrych 10 miesięcy aż mi nie przeszło. Naprawdę nie żałuję, bo teraz jestem w związku z fantastycznym człowiekiem, a powrót do tamtego byłby głupotą. Wiesz jak to jest, po rozstaniu potem zapomina się o tych złych momentach, w większości pamięta się to, co dobre, tęskni się, rozpamiętuje. Nie daj się temu po prostu! Trzymam kciuki za Ciebie! ![]()