Witam,
Jestem facetem i na początku wiem, że zawaliłem...ale nie wiem już co robić:<
Krótki opis sytuacji:
Z moją dziewczyną układało się bardzo dobrze, oprócz oczywiście jakiś krótkich sprzeczek. Pewnego dnia, jak szedłem do pracy...jak zawsze napisałem jej rano sms. Wstała, odpisała i zadzwoniła. Później się nie odzywała, ale wiem...że była zajęta...no i tak do wieczora aż zacząłem (mój błąd) przypominać o sobie:( Chwilę wieczorem, nocy porozmawialiśmy o niczym i koniec. W nd też cisza...i też zacząłem ją męczyć:( napisała mi, że potrzebuję przerwy na kilka dni. Zrozumiałem, ale w tym czasie zaczęła pisać na fb(tablica) z jakimś facetem. Zabolało mnie to. Ale już się nie odezwałem tego dnia. W pon wysłałem zapytanie czy spotkanie w tyg jest aktualne, powiedziała, że nie wiem i nie umiem uszanować jej prośby. Cały czas rozmawiała(rozmawia) z nim... Nie dawałem rady, ona jest moim cały światem...bałem (i boję się) że ją stracę. We wt napisałem jej, że rozumiem co zrobiłem ile dla mnie znaczy i że nie będę już natarczywy. W śr sama napisała czy możemy się spotkać, bez zastanowienia odp, że tak. Chciałem z nią porozmawiać na ten temat, ale się zbytnio nie udało...nie było okazji, spokoju. Zachowywała się tak jak zawsze na spotkaniach, uśmiech, ręka, buziaki. Ja tylko byłem przybity tamtą sytuacją. Powiedziała mi, że była bardzo zła na mnie i dlatego, i czy zrozumiałem swój błąd. A ten koleś to jej przyjaciel i nie mam o co i o kogo być zazdrosny...żartowała nawet z tego. Ja jakoś nie mogłem się uśmiechnąć..dopiero później, po jednym z buziaków się uśmiechnąłem. Później do niej napisałem, powiedziała, że coś zrobi i zadzwoni...nie zadzwoniła...czekałem do 24. Wysłałem jej wiad czy śpi, bo ja nie i nie bo myślę o nas. Opowiedziałem jej jak się czułem przez te parę dni. Była dość obojętna. Ale zauważyłem małe światełko nadziei na lepsze podczas tych rozmów. Powiedziałem jej, że zadzwonię do niej jak wstanie i zadzwoniłem nast dnia, raz - nieodebrane i drugi raz (zawsze tak dzwoniłem) - odrzuciła. Wysłałem jej wiad, że później zadzwonię...z zapytaniem czy się zgadza. Cisza...cisza do tej pory:( nie pisałem, nie dzwoniłem i nie wiem co robić:( nie chcę, żeby znowu była zła że nie zrozumiałem swojego błędu, ale też nie umiem się powstrzymać, żeby tego nie zrobić. Nie wiem już, poczekać i potem napisać, zadzwonić czy czekać:( mogę się nie doczekać. Powiedziała też, że spotkamy się w nast tyg, porozmawiamy długo i wszystko się wyjaśni. Po czym dodała, że wszystko jest ok. Przeżywam to bardzo...jak nigdy. Wiem, że jest jedyną...planuję się oświadczyć na wiosnę. Wie dobrze, że jestem bardzo zazdrosny ale nigdy jej z tego powodu kłótni czy czegoś podobnego nie robiłem. Pytałem się a ona tłumaczyła. Kiedyś była podobna sytuacja...nie odzywała się cały dzień. Wieczorem trochę wiad wysłałem ale dostałem miłą odpowiedź. Może ona czeka aż ja zrobię pierwszy krok, ale wydaję mi się, że już ich dużo zrobiłem. Nie wiem nic:( pomożecie?