Nie wiem w sumie jak temat nazwać - od jakiegoś czasu zbierałem się z napisaniem wątku - bo suma sumarum to nie wiem co myśleć i jak to traktować... ale przejdę od ogółu do szczegółu - mianowicie:
Jakiś czas temu - zmieniłem pracę, kompletnie branżę, wyjechałem na szkolenie na którym nadal obecnie jestem :-) i tak sobie w sumie spokojnie tutaj żyłem, dokształcając się, balując i nikomu nie wadząc. Aż pewnego dnia... sierpniowego piątkowego popołudnia dostałem ni z gruszki ni z pietruszki batona... Tak - dostałem od Niej batona - od sympatycznej brunetki z nieziemskimi oczami :-) Ponoć słabo wygladałem - albo wygladałem tak jak by mi był potrzebny zastrzyk z glukozy. Nie powiem zaskoczyło mnie to kompletnie - wiele widziałem, ale podryw na batona? No ale dobra - że jestem łakomy na słodycze to bez zbednych ceregieli przyjąłem łakocia z wdzięczną minką (później po kryjomu opalaszowałem go), podziękowałem i tyle ją widziałem.
Minał jakiś tydzień i w miejscu mojej pracy znowu ją dojrzałem - siedziałem sobie grzecznie na palarni kończąc papierosa - i patrze a tu Ona idzie do siebie na kwaterunek - nie wiem jakis impuls mnie z tej palarni wywalił - podbieglem do niej i w sumie to nie wiele myśląc bo nawet nie przemyślalem co mam powiedzieć - wyrwało mi się "Cześć!" i na tym moja lotnośc prowadzenia rozmowy sie skończyła
Na szczęście dziewczę wykazało się większymi zdolnościami interpersonalnymi i tak jakoś przegadaliśmy 4 godziny o wszystkim i o niczym
min. dowiedziałem się że pracujemy w tej samej firmie i też jest na szkoleniu ![]()
Niestety z racji tego, że jest tu Nas dużo - jesteśmy podzieleni na grupy i pracujemy/uczymy sie w róznych godzinach a i po pracy/zajęciach jest sporo obowiązków więc na codzień nie mamy zbyt wiele czasu by sie spotkac, gdzieś wyjśc i pogadać, a w weekendy się zjeżdza do domu (przeważnie), tak więc minał kolejny tydzień i tym razem niespodziewanie - dosiadła się do mnie na stołówce - trochę pogadaliśmy i wyszło, że oboje zostajemy na weekend - więc umówilismy sie na imprezę
Piątek wieczór - ustroiłem sie na LWA parkietu (boski travoltinio) - Ona w sumie nie wiele gorzej
i robilismy gorączkę piątkowej nocy - poszliśmy na jakies dicho do pobliskiego lokalu z grupą osób od Nas z pracy która jak my nie pojechała do domu
Alkohol lał sie morzem - DJ Buch napitalał w głośnik, parkiet ostro zaliczony - fajna impreza, ubawiłem sie z moja czarnulką - ale właśnie ALE - Ja generalnie (może mało interesowny jestem) nie dopytuje sie o wiele rzeczy z życia prywatnego ludzi - nie wsadzam nigdzie nosa - po prostu mnie to nie interesuje sam też o sobie wiele nie mówie - jesli jestem niepytany ![]()
W każdym bądź razie - nagle tak bezpośrednio w trakcie rozmowy o czyms zupełnie innym wypaliła, ze ma 35lat... Pomimo adekwatnej ilości spozytego alkoholu - troche mnie to ścieło z nóg - bo w sumie nikomu w metryke nie zagladałem, ale nigdy nie dawałem jej wiecej lat niż Ja - po wygladzie i nie wiem - zachowaniu? traktowałem ją jak równolatkę - no ale mój błąd - bo mogłem się zapytać :-) w każdym razie dość szybko temat ogarnąłem ma 35 lat to ma - mi to w niczym nie przeszkadza - Bóg wie czego sobie przeciez nie wyobrażałem - kolezanka jak każda inna z którą mozna wyjśc, pogadać, poimprezować - ot życie ![]()
mineło parę dni, a nawet hmmm ponad 2 tygodnie - spory młyn był - brak czasu - jakoś tez w sumie dziwnie bo nie wpadłem na pomysł by sie wymienic nr telefonów no ale dobra... jest czwartek 2 połowa września było chyba przed 20 - jakoś tak wyszło, że siedze sobie sam w pokoju, a w zasadzie leżę i słysze pukanie do drzwi - no to serdecznie zapraszam - i ku mojemu zdziwienu wchodzi Ona (a nie mowiłem gdzie dokladnie mieszkam - poradziła sobie z tym problemem). Staneła przy mnie, potem obok mnie usiadła i tak sobie gawędzimy i nagle stwierdziła, że jest bardzo zmęczona, zapytała się mnie czy może obok się położyć bo jej kark zesztywniał (mi chyba co innego zesztywniało - ale to nie czas i miejsce na snucie opowieści). No to sobie leżymy jak szprotki w konserwie - łóżko wąskie... coś tam jeszcze porozmawialiśmy troche sie pośmialiśmy i sie przekręciła w moja strone... patrzę w te boskie oczy... i czuje że miekne... no i tak jakoś wyszło, że następne 20 min to się hmmmm dość dogłebnie poznawaliśmy - po czym wstała i bez słowa wyszla... 8-) "aksamitnie 3 karo" - o co cho? no ale dobra tematu nie drążyłem, choc w sumie troche zacząłem się czuc jak kostka rubika - dość niepoukladanie.
Tydzień później w sumie nie rozmawialismy ze sobą i przypadkiem spotkaliśmy sie na imprezie - ani słowa o tym co sie stało nie padlo - drinki, parkiet - szaleństwo do białego rana... Nad ranem gdy już organoleptycznie badałem strukture gruntu a rozmowa miedzy nami trzymała sie tematyki naszej wykonywanej pracy - znienacka - Wypaliła że ma 3 dzieci.... Może na troche spowolnionym procesorze - ale przeanalizowałem tę informację - w końcu 35 latka miała czas na to by jakies potomstwo wydać - choć - 3?? Może ta liczba mnie nieco tak wstawiła w osłupienie - ja jeszcze ani 1 potomka sie nie dorobiłem...
Przyszedł październik - kilka wspólnych wypadów, nawet kino zaliczyliśmy - od tak luźne spotkania dla zabicia czasu - ponarzekaliśmy jak to nam cieżko i tak czas mijał, w 3 tygodniu października pojechałem do domu - siedze sobie w sobote kulturalnie jak każdy facet piekę drożdzowca - dzwoni telefon - nr nieznany... Hmmmmmm? - Odbieram - to Ona dzwoni - mój nr widze że zdobyła - okazalo się że przyjechała w moje strony - "niby do koleżanki" ale koleżanka ją wystawila i ma problem z noclegiem - gdzies tam pod potylica poczulem pismo nosem - ale przecież nie zostawię "kolezanki" w potrzebie - pojechałem po nią na dworzec - bo mieszkam poza miastem kawałek - zabrałem i przywiozłem do siebie... Kawka, herbatka, kolacyjka, ciasto - gadka szmatka, butelka wina i no co - stało się, przeszlismy dalej - a rano to nie wierzyłem - full serwis, kawka, sniadanko zrobione - slowem rodzinnie, cieplo i przytulnie po objedzie sie spakowaliśmy w wrócilismy do pracy - w podróży - jazda trwa ok 4h - w końcu z ciekawości - bo nie wytrzymałem - zapytałem sie o "ojca" jej dzieci - co sie z nim dzieje wogole... No i to mnie szczerze bez ogródek - rozwaliło na łopatki - szczeke zbierałem z podłogi - dowiedziałem się, że kazde dziecko ma z innym facetem a generalnie to nie jest z żadnym z nich (dzieci w wieku 15, 9 i 6 lat), jest po rozwodzie i 2 takich w zasadzie zwiazkach nieformalnych - nie powiem bo to mnie deczko przerosło - przez prawie 2 tygodnie analizowałem i ukladalem sobie to w głowie - no ale doszedłem do wniosku - że nie kazdemu sie życie uklada w każdej sferze i jest jak jest..
Do grudnia widywaliśmy sie od czasu do czasu - luźne wyjścia na piwo, billard albo jakies zakupy - ja tam żadnego tematu nie podejmowalem i nie drążyłem jeśli chodzi o jej życie - Ona tez nic słowem nie wspominała - od czasu pobytu u mnie też na temat tego co zaszło nie rozmawialismy - słowem tak jakby nic sie nie stało
Na samym poczatku grudnia zdzwoniliśmy sie i poszlismy troche potańczyć - oj nogi to mi z dupki chciały uciec - skubana ma krzepe na tym parkiecie, tak jak sie bawiliśmy - to zaczeła rozmawiac na temat dzieci i wypytywała mnie jaki mam stosunek do dzieci i czy chciałbym miec własne - troche mnie to zaskoczyło bo zupełnie nie wiedziałem w jakim celu o to pyta, a drążyła ostro temat - czy chce miec dzieci i co bym zrobil gdybym sie dowiedział, ze mam dziecko o_O Hmmmm??
Szczerze mówiąc to mysle co tu zrobić - zastanawiam się czemu wcześniej na poczatkowych etapach naszej znajomości nie powiedziała mi o tym wszystkim - Jasne - moj bład że nie pytałem - ale z drugiej strony jak się z kims poznajesz na stopie koleżeńskiej - to nie prosisz o pokazanie pelnej metryki...
Generalnie nie szukam kobiety - a przynajmniej nie szukałem - ale tez z drugiej strony jeśli by sie pojawiła "jakaś" w moim zyciu to i rękoma i nogami bym się nie zapierał - w końcu to naturalne - tyle, że hmmm oficjalnie i nie oficjalnie to jesteśmy w układzie "koleżeńskim"
Próbowałem tez conieco sam powęszyć, porozmawiać z nią - ogólnie o tej sytuacji - ale nie zabardzo sie da, widzę że na ten temat nie chce rozmawiać - a ja nikogo zmuszac nie będę - nic na siłe
Problemem dla mnie jest jeszcze to - ze szkolenie kończymy z końcem stycznia a więc czasu coraz mniej z każdym dniem... potem ja wróce do siebie, Ona do siebie - bardzo małe prawdopodobieństwo byśmy sie spotkali na gruncie zawodowym. Nie wiem czy traktowac to jako "przygodę z pracy" czy jako sam nie wiem co?
Może mnie drogie Panie nieco oświecicie - czego ta kobieta może chcieć/oczekiwać? Probowałem samemu się zorientowac ale jak pisałem - nie za bardzo na pewne tematy da się z Tą kobieta porozmawiać