Witam. Od około 2 lat jestem w związku z męzczyzną. To bardzo dobry chłopak. Troszczy się o mnie. Gdy go poproszę bez słowa pomaga mi w domu. Potrafi przerwać swój sen gdy śpi najgłębiej, aby podrzucić mnie do pracy rano. Nie pozwala mi wracać samej do domu, aby nikt nie zrobił mi krzywdy. Bardzo szanuję go jako człowieka i wiem, że pewnie byłby dobrym mężem. Ale. Właśnie. Jest jedno ale. Może jestem zbyt wymagająca? Sama nie wiem... Jest raczej mało zaradny. Mieszkamy razem i mamy naprawdę tragiczną sytuację finansową. Za miesiąc jeśli tak będzie dalej bedziemy spać pod mostem. Nie wspomnę już o tym, że nie będzie czego zjeść. I o ile wiem, że mój chłopak jest wspaniały pod względem troski o moją osobę to pod tym względem muszę liczyć sama na siebie. Trochę ciężko mi to wszystko nieść na swoich barach. Potem jeszcze liczyć jak zapłacić za wszystko i co by tu jeszcze zrobić aby gdzieś dorobić. Ostatnio usłyszałam od niego, że jestem dziwna, bo narzekam, a przecież nie ma powodu. Nadmienię tylko, że niestać mnie na to, aby sobie kupić głupi podkład czy tusz do rzęs, bo gdybym wydała na to 10 zł to nie mogłabym zapłacić za rachunki. Ta sytuacja ciągnie się już od jakiegoś czasu. Nie wiem. Może mam złe wyobrażenie, ale to chyba mężczyzna powinien w sytuacjach kryzysowych coś zaradzić. Boję się, że jeśli zdarzyłaby nam się ciąża to nie będzie nas w stanie utrzymać. Jestem młodą kobietą. Mam 24 lata i nie moge korzystać z życia. Nie mówię tu nawet o fryzjerze czy wyjściu do kina, bo na to chyba nie będzie mnie już nigdy stać. Ale o głupim tuszu do rzęs, bo nie moge sie nawet pomalować i poczuć lepiej choć przez chwilę. Zauważyłam ostatnio, że nie patrzę na niego tak jak kiedyś. Drażni mnie bardzo często. Nie mam ochoty na czułości. I to właśnie jest ten problem. Nie wiem czy go kocham. Nie wiem czy wynika to z ciężkiej sytuacji w której siedzimy czy z przeszłości. Jestem dzieckiem z rodziny, w której alkohol przewijał się codziennie. Swego czasu nie byłam w stanie nawet powiedzieć czy matkę kocham. Mój chłopak ostatnio strasznie mnie irytuje. I nawet troska o to by mi było ok mnie wkurza, bo chciałabym, żeby pomógł mi walczyc z problemami finansowymi. Nie wiem czy dalej jest mi bliski. Czasami nie mam ochoty się nawet do niego odezwać. Dalej oczywiście sprzątam, gotuje, martwię się czy wszystko ok u niego, ale ten chłód z mojej strony wprowadza dodatkowo związek w kryzys. Niestety nie wiem ile jeszcze dam radę nieść na swoich barach to wszystko w sensie walkę o to by nam nie brakowało. Wiem, że nie zrobiłby mi nigdy krzywdy, dba o mnie. Jest bardzo dobrym człowiekiem. Cierpliwym, czułym. Mimo to nie jestem pewna czy chce z nim być do końca.On oczywiście stara się, ale nie wychodzi mu to. I słyszę jeszcze, że jestem materialistką. Może jakaś wybredna jestem? Czy jestem dziwna? Skąd bierze się moja irytacja? Co robić? Przepraszam za brak spójności.
Podobne tematy
Twoim problemem są słabe zarobki - a nie facet.
Poszukaj lepszej pracy, rozwijaj się.. i przestań oglądać na faceta.
Czasy się zmieniły - sama jesteś kowalem swojego losu.
To taki typ. Moim zdaniem ( oby było błędne) będziesz do końca życia kucharką, sprzątaczką, będziesz rąbać dwa etaty aż się wykończysz. To taki typ, poda Ci płaszczyk, będzie cudownie mówił a sam nie ruszy du....ka do niczego. Ciepłe kluski. Jeśli zdecydujesz się z nim być, to najpierw dobrze to sobie przemyśl. Bo na twoich barkach będzie wszystko do końca życia.
Byłabyś kowalem swojego losu, gdybyś byłą sama. A gdy macie wspólne mieszkanie, rachunki, i on też musi coś z siebie dać, a nawet jako przyszłą głowa rodziny o wiele więcej.
4 2012-12-09 15:02:48 Ostatnio edytowany przez matijaszcze (2012-12-09 15:06:21)
Dziwi mnie trochę taka odpowiedź. Może nie dodałam, że to mój chłopak przez długi czas był bezrobotny. I do tej pory to ja nas utrzymywałam. Niestety, ciężko jest utrzymać dwie dorosłe osoby(pomimo, że nie zarabiam najniższej krajowej). Dodatkowo przez źle podjętą decyzję finansową mojego chłopaka parę lat mamy teraz z głowy. Pracę mogłabym zmienić gdybym zarabiała najniższą krajową. Czyli gdy będę w ciąży i na macierzyńskim to też mam sama na siebie zarabiać? Pytam się, bo może faktycznie sama jestem mało zaradna.
Dziękuję Baziula. Właśnie tego się boję. Alfaalfa napisała, że sama jestem kowalem swego losu. Jednak patrząc na to wszystko z boku myślę, że chyba nie była to do końca sprawiedliwa ocena, bo nie jest tak, że jestem leny iwa i słabo zarabiam. Ale to w sumie mój problem. Problemem jest jednak to, że boję się, że z czasem nie dam rady sama udzwignąć problemów finansowych rodziny. Teraz jesteśmy tylko ja i on. Ale co będzie gdy pojawi się dziecko. Sama nie wiem co myśleć.
Nadmienię tylko, że niestać mnie na to, aby sobie kupić głupi podkład czy tusz do rzęs, bo gdybym wydała na to 10 zł to nie mogłabym zapłacić za rachunki. Ta sytuacja ciągnie się już od jakiegoś czasu.
Wg mnie - jeśli nie stać Cię na wydanie 10 zł na swoje wydatki to oznacza, że zarabiasz za mało.
Możesz też porozmawiać szczerze z chłopakiem i postawić konkretne pytania/ żądania / podpowiedzi..
Dopóki on nie znajdzie pracy nie masz innego wyjścia, tylko liczyć na siebie.
mój chłopak przez długi czas był bezrobotny. I do tej pory to ja nas utrzymywałam.
powiedz ile to czasu już ?
jak było na początku ?
czy kiedykolwiek on dokładał więcej do domowego budżetu ?
jak to wyglądało od początku do teraz ?
Wg mnie - jeśli nie stać Cię na wydanie 10 zł na swoje wydatki to oznacza, że zarabiasz za mało.
Ależ zapewne byłoby ją stać, gdyby nie musiała płacić rachunków za dwie osoby, kupować jedzenia dla dwóch osób, itd. Tak przynajmniej zrozumiałam.
8 2012-12-09 15:39:16 Ostatnio edytowany przez matijaszcze (2012-12-09 15:40:26)
Ogień, podejrzewam, że ponad pół roku napewno. Wiem, że w Polsce to może i nie jest tragiczny okres czasu, ale utrzymanie dwóch osób z jednej pensji plus opłacenie jego samochodu, którym mnie wozi co prawda, jest kosztowne. Czy się dokładał. Kiedyś gdy nie pracowałam blisko 3 tygodnie owszem zapłacił za rachunki i mieszkanie i jedzenie (choć i tak 1/3 pieniędzy, które miał była moja). Jeśli chodzi o dokładanie do domowego budżetu to nie wiem czy mogę policzyć to, że kiedyś przez chyba 3 miesiące zarobił więcej niż ja i za te nadwyżki kupił sobie samochód (licząc jego samochód, którym ja i tak nie jeżdzę nigdy, ale nie mam mu tego za złe, bo przecież podrzuci mnie czasami do pracy). Nie wiem czy mogę to dodać, ale też widząc naszą sytuację finansową postanowił sobie kupić jakaś tam techniczną nowość, za którą ma zapłacić 500zł( wziął to na raty nawet nie dyskutując o tym). Na moje pytanie skąd wziać na to kasę odpowiedział, że jakoś się skombinuje (w podtekście, ze to ja zarobię, nie on). Trochę mnie to dobiło.
BabaOsiadła tak właśnie jest.
alfaalfa napisał/a:Wg mnie - jeśli nie stać Cię na wydanie 10 zł na swoje wydatki to oznacza, że zarabiasz za mało.
Ależ zapewne byłoby ją stać, gdyby nie musiała płacić rachunków za dwie osoby, kupować jedzenia dla dwóch osób, itd. Tak przynajmniej zrozumiałam.
gdyby..
Fakty są jednak takie, że płacić rachunki musi.
No chyba że wyrzuci swojego chłopaka z mieszkania.
matjaszcze - rozważasz rozstanie?
Jak długo on nie ma pracy?
10 2012-12-09 16:19:10 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2012-12-09 16:23:09)
Przykro mi to pisać, ale Twój chłopak najwidoczniej z premedytacją na Tobie pasożytuje. Przemęczać się zbytnio nie musi, jak mu wpadnie trochę grosza, to wydaje na swoje przyjemności, zobowiązuje się na długie miesiące do spłacania rat za jakieś bzdurki bez konsultacji z Tobą (a zapewne za Twoje pieniądze - to już jest bezczelność!), a Ty go ubierzesz, opierzesz, nakarmisz i do cyca utulisz. Czy dobrze zrozumiałam, że tą "źle podjętą decyzją finansową" wpędził Was w długi?
Moja rada: nigdy nie matkuj mężczyźnie. Nie utrzymuj go, nie dawaj mu pieniędzy. W ten sposób go kastrujesz. Postaw mu ultimatum. Inaczej on nigdy się nie zmieni (bo po co miałby się wysilać, skoro mu tak dobrze?). To, co on wyprawia, zakrawa moim zdaniem na kompletne chamstwo (życie na czyjś koszt, całkowita nieodpowiedzialność, a do tego jeszcze bezczelne uwagi w stylu: "jesteś materialistką", "i co ciągle tak zrzędzisz, nudna babo, przecież wszystko jest w porządku").
gdyby..
Fakty są jednak takie, że płacić rachunki musi.
No chyba że wyrzuci swojego chłopaka z mieszkania.
Ale, gdyby była sama, mogłaby wynajmować coś mniejszego i tym samym płacić niższe rachunki. O ile dobrze mniemam, że Autorka i jej partner wynajmują mieszkanie (a chyba tak, skoro grozi im niedługo spanie pod mostem).
BabaOsiadła, tak masz rację. Alfaalfa, czasami myślę, że to chyba jedyne wyjście, bo nie czuję w nim oparcia takiego męskiego. Nie czuję tej stabilności, bo to ja muszę zabiegać o chleb powszedni...
miałam pisać wywód, ale BabaOsiadła napisała to co ja chciałam.
poza tym byłoby autorkę stać na tusz i inne rzeczy nie zamieniając od razu mieszkania na mniejsze..
jedzenie dla jednej osoby na miesiąc sporo kosztuje.. nie mówiąc o chemii i tak dalej....
Zanim podejmiesz decyzję - porozmawiaj z nim szczerze.
Wg mnie nie powinno się zostawiać partnera gdy mu nie wychodzi - on Cię nie zostawił gdy nie miałaś pracy.. sama znasz swoją sytuację najlepiej.
Może dobrym wyjściem byłby odpoczynek od siebie na dłużej, zamieszkanie osobno.. nie wiem.
Dziękuję wszystkim za porady. Tak wiem alfaalfa, że nie powinno się zostawiać partnera gdy mu nie wychodzi, ale to nie jest też młody chłopak tylko ma 35 lat...W sumie to chyba do tej pory przez tyle lat jakoś mu się tak nie wiedzie. Dlatego też się boję, że gdyby zdarzyło się dziecko to on może nas nie utrzymać. I boję się tego, że jak mi by coś z pracą nie poszło to już wogóle polegniemy i się nie podniesiemy. Z tym, że to jest pozostawione mi. Sama to niosę bez niego, bo on się nie martwi...
Uciekaj. W tej chwili. Pakuj się i znikaj. Jego decyzje finansowe ugotowały Was na lata, czy Ciebie, czy jego?
Proszę Cię... Nie mów, że się troszczy. Jest utrzymankiem, pasożytem, a prawdziwą jego twarz poznasz, gdy powiesz, że odchodzisz. Nie ugnij się. Nie spłacaj jego długów, nie przejmuj się gdzie będzie mieszkał - znajdzie sobie pocieszycielkę szybciej niż myślisz.
Musisz sobie zapewnić bezpieczne lokum. On może Cię nachodzić i wredzić. Nie żartuję. Przerabiałam to.
Trzymam kciuki za Twoje nowe życie.
Ma u Ciebie jak u mamy, z tym, że jako extra dodatek seks i podejmowanie decyzji (za które Ty płacisz), matka jednak synalkowi zazwyczaj nie pozwala wydawać swoich pieniędzy bez konsultacji...
Artemida, sądzisz, że może być aż tak źle? Przecież teraz jest naprawdę do rany przyłóż chłopakiem...
Artemida, sądzisz, że może być aż tak źle? Przecież teraz jest naprawdę do rany przyłóż chłopakiem...
Teraz.
Prawdziwą jego twarz zobaczysz w chwili rozstania.
Uważa, że jesteś materialistką... Manipuluje Tobą. Ustawił się i doi, wysysa energię. Będzie próbował wzbudzić w Tobie poczucie winy, żebyś na koniec dala mu pieniądze lub się zobowiązała do spłaty czegoś tam.
Ciąża z nim byłaby katastrofą. Przerabiałam coś podobnego... Oraz rozstanie z roszczeniami. Weszłam w związek mając wszystko, wyszłam z ogromnymi długami. Nie walczyłam, bo chciałam uratować choć zdrowie.
18 2012-12-10 00:40:47 Ostatnio edytowany przez nati1234 (2012-12-10 00:50:11)
Nie mialam czasu przeczytac innych komenatrzy , jak napisze tak :
Mialam IDENTYCZNA sytuacje, chlopak pol rok bez pracy itd... i wiesz co , mialam go juz dosc, zupelnie byl w moich oczach tylko ciezarem...
Przyszedl dzien, znalazl prace - wstydze sie swoich wczesniejszych mysli, Zyskal w moich oczach jeszcze lepszy obraz niz jaki o nim mialam.
Myslalam o rozstaniu - ale powstrzymywalo mnie to ze ma wspanialy charakter, taki jak ten Twoj ale byl dla mnie nieudacznikiem w pewnym sensie.
Stwierdzilam ze szkoda taka milosc stracic przez chwilowy kryzys. I nie zaluje, a sama sie wstydze za swoje mysli.
teraz sie zaglebilam w temat, powiedz on ma teraz jakiekolwiek zrodlo dochodu ? czy siedzi w domu i totalnie nic nie robi ?
Nati, on ma 35 lat. I nazywa swoją dziewczynę materialistką, gdy ona próbuje porozmawiać o pieniądzach. A ona nie ma na kosmetyk.
On nie licząc się z jej zdaniem zadłuża ich. To totalnie chore. Jeśli ona nie może niczego wykrzesać, to najwidoczniej nie jest tą właściwą.
20 2012-12-10 16:07:41 Ostatnio edytowany przez Normalna21 (2012-12-10 16:09:15)
Moze,facet musi zarabiac,miec kase a nie siedzien na utrzyzmaniu zony,dziewczyny,my mamy do tego prawo,chociaz lepiej zarabiac ale oni sa facetami i to ich obowiazek.Ja jestem materialistka i llicza sie dla mnei faceci ktorzy zarabiaja i maja kase i mowie to im wprost.Mam to gdzies co inni mysla na ten temat.Kazda kobieta ma takie podejscie ale glosno sie nie przyzna bo sie bedzie bala.
21 2012-12-10 21:47:58 Ostatnio edytowany przez dziwnaismutna (2012-12-10 21:54:03)
Niestety, ale kasa jest ważna, by spokojnie żyć i czasem sobie pozwolic na drobne przyjemności. Bez tego, najlepszy związek sie sypnie.
każdemu może przydarzyć się utrata pracy itp. ale jeżeli ktoś pasożytuje na kimś i zarobione pieniądze przeznacza tylko na siebie, to coś jest nie tak. Ja z moim mężem dorabialiśmy się razem, od zera. Nie opływamy w luksusy, ale finansowo jest ok. Wiem jak ciężko było, gdy nie było nas stać na coś ekstra, albo na wynajem mieszkania. Wiem, jakie może to rodzić konflikty i nieporozumienia. Jak problem z kasą może ochłodzić stosunki partnerskie. Ale ważne jest, aby OBIE strony starały się o stabilizacje finansową. Facet, który bierze pieniądze od kobiety i pozwala sobie na to, żeby ona go utrzymywała, kosztem swoich potrzeb to zwykły truteń i biorąc przykład z natury- powinien być wyeliminowany z domostwa
Nigdy bym sobie nie życzyła mieć takiego faceta, leniucha, który dla siebie kupuje zabawki, a z kobiety robi smolucha. Jakoś dziwnie się troszczy o Ciebie ten Twój facet.
Nie rozumiem, jak możecie tak materialistycznie podchodzić do faceta? Ogarnijcie się dziewczyny. Tylko pieniądze się dla was liczą? Przecież to żałosne!
Aneta93. Bez pieniedzy sie nie da żyć, przeżyć. A ta dziewczyna ma swojego partnera utrzymywać, moze jeszcez zajmowac sie domem i urodzic dzieci, i do tego łądnie wygladac i przytulic do cyca itp.
No wybacz. Miłość miłością ale życie realne jest cięzkie i bez pieniedzy sie nie da funkcjonowac.
25 2012-12-11 13:44:14 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2012-12-11 13:47:47)
Jak dla mnie to taki mężczyzna nie wróży nic dobrego. To nie jest dwudziesto-kilku latek, żeby mieć problemy finansowe. Twój partner ma 35 lat i miga się od pracy jak może. A jak coś zarobi to jeszcze szybciej wydaje. No nie tędy droga.....
A wracając do tematu wątka.
To nie jest błahy powód. Brak pieniędzy powoduje, że Wasz związek nie rozwija się. Stoicie w miejscu, wegetujecie. W życiu musi być zachowana jakaś dynamika, Związek powinien dążyć do osiągania kolejnych celów choćby odległych.
Brak perspektyw z pewnością nie działa mobilizująco.
matijeszcze! Facet nie będzie rodzić dzieci, więc musi (musi!!!!) pracować. Co on robi całymi dniami? Powinien szukać pracy...
Mam podobną sytuację w domu, mój ojciec jest kompletnie życiowo niezaradny i to moja mama musi dbać o budżet, o cały dom. Powiem Ci tak, ja jako córka od najmłodszego czuję do niego ogromną niechęć (chociaż wiem, że to okropne tak pisać o swoim ojcu) i odkąd tylko pamiętam zawsze były wielkie problemy z zapewnieniem podstawowych rzeczy, rodzice praktycznie niczego się nie dorobili i to jest wina niezaradności mojego ojca.
Zastanów się też nad tym jak w przyszłości, jeżeli zdecydowalibyście się mieć dzieci one odbierałyby takiego ojca. I w jaki sposób zapewnilibyście im podstawowe środki, jeżeli już teraz nie masz za co kupić tuszu (ja też często mam niestety taki problem)
Wiadomość tygodnia: mój chłopak znalazł jakąś pracę dorywczą. Zarabia trochę mniej niż ja. Plus pracuje 5 dni w tygodni, ale jeden dzień z tych 5 tylko 4h. Za najniższą krajową. Cieszę się bardzo i widzę, że on jest zadowolony również. Mimo wszystko jakoś inaczej na niego patrzę teraz. To co zarabiamy teraz łącznie i tak rozejdzie się praktycznie na rachunki z tym, że kupię sobie może jakiś kosmetyk. Oczywiście pomijam fakt, że to coś co miało kosztować 500 zł będzie kosztowało 4 razy wiecej....
LeeBee właśnie tego się boję, że on ma 35 lat, a jeszcze w sumie nic w życiu nie osiągnął. Walczę ze swoim materializmem, ale nie chce całe życie biedować. To nie jest tak, że on jest zły. Gdy walczyłam z chorobą to naprawdę mnie wspierał. Pamięta o mnie w życiu codziennym, ale... Kornelia67 znam tą sytuację z autopsji. W moim domu też panuje bieda. I tata nie jest zaradny. Efektem tego np. pierwszy raz w życiu u fryzjera byłam mając 22 lata kiedy po opłaceniu wszystkiego co było potrzebne został mi jakiś grosz. Nawet nie bardzo było mnie stać na głupią farbę do włosów wcześniej. Ale z deszczu pod rynnę. Męczy mnie trochę takie życie, bo już 24 lata cały czas muszę oszczędzać, moje potrzeby są zawsze odkładane na bok...Chciałabym chociaż raz na 3 miesiące wyjść do kina albo do restauracji, ale nie zanosi się. Najgorsze jest to, że chłopak przez cały okres gdy się znamy zabrał mnie na "wyjście" tylko 2 razy...Sama nie wiem już co myśleć.
Aneta93 dziękuję, że tak piszesz. Zauważ jednak, że mój chłopak to w sumie "stary koń" już. Kiedy my się wspólnie czegoś dorobimy? Gdy będzie miał 70 lat, a ja 60?
Z tego wszystkiego jakaś depresja mnie łapie, a nie mogę sobie na nią pozwolić.
Coraz częściej jednak pojawiają się w mojej głowie myśli o rozstaniu. Wrrrr...
Oczywiście pomijam fakt, że to coś co miało kosztować 500 zł będzie kosztowało 4 razy wiecej....
nie mów że zamierzasz jeszcze mu do tego dokładać ?
dlaczego pomijasz? to bardzo istotne. po pierwsze on Cię okłamuje. czy chcesz z kimś takim spędzić swoje życie?
Walczę ze swoim materializmem
błagam jakim materializmem?!?! uważasz że wymaganie od kogoś z kim się mieszka aby w połowie choć płacił rachunki, za zakupy i inne potrzebne rzeczy potrzebne Wam obojgu jest oznaką materializmu ? widze że on już zdążył Ci to już wmówić.
Męczy mnie trochę takie życie, bo już 24 lata cały czas muszę oszczędzać, moje potrzeby są zawsze odkładane na bok...
gdybyś nie miała na utrzymaniu dziecka w postaci Twojego faceta-pasożyta, Twoja sytuacja materialna miałaby sie o wiele lepiej. uważam że powinniście choć zamieszkać osobno póki nie będzie go stać na wspólne mieszkanie aby wspólnie opłacać wszelkie rachunki.
Z tego wszystkiego jakaś depresja mnie łapie, a nie mogę sobie na nią pozwolić.
Coraz częściej jednak pojawiają się w mojej głowie myśli o rozstaniu. Wrrrr...
dziwisz się? nieźle się wkopałaś.
cdn
W związku ważne jest zarówno to, by samodzielnie móc sobie radzić, mieć niezależność, w tym finansową, jak i to, by partner był wsparciem i być wsparciem dla niego, by wspólnie rozwiązywać problemy. Zastanów się, w którym z tych składowych jest problem i postaraj się uczciwie podejść do sprawy, spojrzeć na nią obiektywnie i odpowiedz sobie na pytanie: co jest źle? co można z tym zrobić? czy mam na to wpływ? jakie są alternatywne rozwiązania? co jest dla mnie najistotniejsze? I podejmij decyzję, a wraz z nią kroki ku lepszemu. Nikt nic innego konstruktywnego Ci nie poradzi. To Ty musisz znaleźć źródło problemu i je zwalczyć.
i jak?
Sytuacja finansowa bez zmian. Co do statusu związku to jesteśmy razem oficjalnie, ale ja ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że chyba na poziomie podświadomości to skończyłam ten związek...Szkoda mi jednak przekreślić 2 lata związku...Jestem w kropce.
2 lata to nie tak długo. Ludzie przekreslaja duzoooo wiecej........
Ale Ty musisz wiedziec.
nic dziwnego że myślisz o końcu, bo jako kobieta zawiodłaś się na nim.
wiesz 2 lata to niedługo, ja przekreśliłam prawie 7.
dla swojego dobra.
Przejechałam się na nim i to dość ostro. Pozytywem jest to, że zaczynam to dostrzegać. Póki co powiedziałam, że do niczego się nie dokładam i po połowie płacimy za wszystko. Powiedział, że spoko, ale nie zmienił wcale swojej sytuacji. Jestem ciekawa skąd więc weźmie na czynsz w przyszłym miesiącu..
No ja też jestem ciekawy. Facet musi dużo pracować. Takie życie. Nawet dwa etaty, albo etat + rozwój, albo etat + fucha. Co on robi całymi dniami? Ogląda TV? Uczy się? Masakra jakaś.
Całymi dniami siedzi na necie i niby szuka pracy. Czasami zrobi mi obiad gdy wrócę z pracy. Sama nie wiem...Ale wprowadza mnie to w mega irytację...Ogólnie to zaczynam zauważać, że to jakiś "mosiek" jest. Właśnie mi ciśnienie podniósł przed chwilą przed pracą. Poprosiłam, żeby się dowiedział pewnej kwestii z pracą i nie zrobił tego, bo nie wiedział JAK...A wystarczyło zapytać jednego gościa...Ja nie wiem jak on chce utrzymać rodzinę...
super że zauważasz to w czas. wiele kobiet widzi to dopiero po ślubie albo jak są dzieci, wtedy to dopiero jest masakra.
zawsze trzeba mieć oczy szeroko otwarte i z rozumem oceniać sytuację.
widać że stajesz na nogi jeśli chodzi o postrzeganie tego co się wokół Ciebie dzieje. i zaczynasz tym samym dbać o siebie i swoją przyszłość, tak trzymaj !
U mnie co raz gorzej. Już nawet nie mam sił udawać, że wszystko jest ok. Na święta dostałam od swojego chłopaka drogie perfumy, więc chociaż perfumy mam. W każdym bądź razie już od jakiegoś czasu(relatywnie krótki czas...) ten mój chłopak pracuje. Wkurzyłam się i powiedziałam, że rachunki po połowie. Okazuje się, że niebawem trzeba zapłacić właścicielowi, a on mówi, że nie będzie miał połowy czynszu tylko pewną część...A ja nie chcę wylądować na bruku, zresztą teraz to nawet nie stać mnie, żeby gdzie indziej wynająć pokój. Ponadto za rozwiązanie umowy z właścicielem też musiałabym zapłacić...Zaczynam mieć nie tylko myśli depresyjne, a wręcz samobójcze...Nie mam siły na taką wegetację w stosunkowo młodym wieku...Przez to wszystko paradoksalnie przytyłam(w sumie to nie wiem jakim cudem, chyba kupuję jakieś tanie żarcia, żeby tylko się najeść i ze stresu jem więcej niż powinnam) 10 kg, zaczynają mi wyłazić siwe włosy no i zmarszczki, a kasy, żeby o siebie zadbać nie ma...Zresztą do chłopaka też nie potrafię się miło odezwać tylko "warczę"... Do czerwca nie ma opcji, aby się rozdzielić finansowo...Zauważam też, że chłopak robi dużo więcej niż kiedyś, aby znaleźć jakąkolwiek pracę, ale po prostu nie ma szczęścia...Co radzicie?Pozdrawiam wszystkim i życzę szczęśliwego:)