Mam jakiś refleksyjny nastrój, więc postanowiłam podzielić się z wami 2 zabawnymi sytuacjami - tak ku pokrzepieniu serc, bo tak tu smutno, choć wiadomo, taki wątek ![]()
Otóż niedawno starsza ode mnie osoba, w wieku moich rodziców, autorytet dla mnie, stwierdziła: "Ale ty wyglądasz! Ten brzuch! Przez niego wyglądasz jakbyś miała 50 lat!' Przyznaję, najpierw się wkurzyłam, potem zmartwiłam, potem postanowiłam się wziąć za siebie.
Bo brzuch od czasów dzięcięcych to mój ogromny kompleks. Mam wadę postawy, która sprawia że wystaje i do tego jest na nim sporo tłuszczu. Pamiętam komentarz koleżanki z podstawówki na jego temat, do tej pory. Jak byłam starsza, to wyglądałam na 3-4 miesiąc ciąży, kiedyś nawet jakiś pan mi ustąpił miejsca w autobusie
patrząc na niego wymownie. Podobnie w pracy ktoś z dalszych współpracowników myślał.
Długie lata pracy nad sobą jednak poskutkowały, brzuch się nie zmiejszył, ale zmieniło się moje nastawienie do niego i do siebie, mimo brzucha i nadwagi spotkałam swą miłość, urodziłam niedawno dziecko, no więc brzuch dalej jest - tak jakby z 5-6 miesiąca ciąży;)
Wracając do teraźniejszości - po małej załamce, że wyglądam na 50 lat dokładnie następnego dnia usłyszałam od pewnej osoby, kiedy przyznałam się ile mam lat, że wyglądam na 10 lat mniej!
Wniosek - naprawdę nastawienie do siebie samego, stabilna i w miarę adekwatna samoocena (swiadomość zalet i wad, mocnych i słabych stron, w wyglądzie i charakterze) to podstawa podstaw, bez tego ani rusz. Uswiadomiłam sobie, jak daleką drogę przeszłam od lat dziecięcych, nastoletnich i młodej dorosłości, kiedy przez podobny komentarz pewnie bym płakała i nie spała ładnych parę nocy, użalając się nad sobą.
Prawda jest taka, że tak jak my widzimy siebie, tak traktują nas inni, jeśli lubimy siebie - niemiły komentarz może nas wkurzyć, wytrącić z równowagi, ale nie zachwieje naszym światem - bo jest dokładnie tym czym jest, czyli czyjąś OPINIĄ na nasz temat, z którą się możemy zgodzić lub nie.
Czego wszystkim tu piszącym ( i czytającym) życzę ![]()