Pewnie po tym co napisze zaraz znajdzie sie osoba ktora stwierdzi ze to moja wina i ja jestem najgorszy ale sprubuje. urodzil nam sie syn, wspanialy syn lecz niepelnosprawny, ma juz 4 latka. na poczatku bylo pieknie kolorowo kochajaca rodzina wspolne spacery lecz syn byl coraz wiekszy i coraz wiecej potrzebowal gdy mial rok musialem pracowac na 2 etaty lacznie pracowalem ponad 300h w miesiacu.Sila rzeczy nie potrafilem pomoc zonie tak jak na poczatku przychodzilem z pracy okrotnie zmeczony...od tamtego momntu zauwazylem ze zona mniej sie zajmuje dzieckiem...mialem wrazenie ze mogla by dac z siebe wiecej lecz tego nie robi...ciagle dziecko wedrowalo do tesciowej...czasami bylo tak ze pojechala zona do swojej matki zostawila tam syna i pzyjechala do domu..ja wchodzac do domu i pytajac sie gdzie syn powiedziala ze rodzice chcieli zeby zostal...wszystko by bylo wporzadku gdyby nie fakt ze ta sytuacja powtarzala sie pare razy w miesiacu. czasami byl tam tydzien czasami 3 dni...nie wiedzialem co sie dzieje...najwiekszym problemem bylo to ze syn potrzebowal rehabilitacji...i przewaznie to ja musialem jezdzic...zona miala wytlumaczenie ze ona chodzi z nim do szpitali...to jest fakt lecz ciezko mi bardzo bylo gdy przychodzilem po 20 godzinach w pracy o6 rana a o 7.30 isc na rehabilitacje gdzie na 10 musialem isc juz do pracy...bardzo chcialem pomoc lecz w pewnym momencie nie wytrzymywalem fizycznie...przezz to byly zawsze klotnie ze nie zajmuje sie dzieckiem lecz powiedzcie mi jak ja sie mam nim zajac skoro pracuje? moja zona nie pracuje siedzi w domu ma zajmowac sie tylko dzieckiem, ja wiem ze to trudna sytuacja dla matki gdy inne dzieci w wieku 2-3 lat siedza biegaja jedza normalnie a nasz syn tylko leze...wiem ze to bardzo trudne lecz nie rozumie tego wszystiego...niedawno mialem wypadek miesiac czasu siedzialem z synem zone wyslalem na wakacje zeby odpoczela, pojechala do rodziny nad morze, szczerze mowiac...to moj pierwszy raz gdy zostalem z synem tak dlugo i calkiem sam ale wiecie co? to byl moj najpiekniejszy miesiac w zyciu. i nie wazne ze syn nie chodzi nie mowi dla mnie wazne bylo to ze moge sie do niego przytulic, wazne bylo to ze moge z nim cwiczyc, wazne bylo to, ze gdy rano tylko sie odezwalem,otwiera oczka spogladal na mnie delikatnie sie usmiechajac majac w oczach 3 slowa kocham Cie Tatusiu.wiedzialem ze nigdy mi tego nie powie lecz ja czulem w mym sercu ze to wlasnie mowi...nie wiem moze gdybym spedzil z nim sam na sam a moja zona by pracowala tak jak ja rok albo 2 mialbym inne podejscie lecz wiem ze to byl najpieniejszy czas cieszyl mnie jego kazdy postep kazdy usmiech to bylo dla mnie wazne i dalej jest. Od jakiegos czasu calkowicie nam sie nie uklada z zona... znalazlem smsy dziwne...nie stwierdzaly jednak one ze mnie zradzila...po rozmowie z nia powiedziala ze potrzebowala z kims pogadac wyzalic sie ze ja nie sluchalem...zarzekala sie rowniez ze nigdy by mnie nie zdradzila ze sprobuje to naprawic ze nie bedzie tak robic...jednak mecza mnie 2 sprawy...czy napewno nie poszla z kims do lozka? i czy napewno nie dawalem jej poczucia bezpieczenstwa oraz wsparcia?ciagle mnie to meczy...probuje byc taki jak wczesniej lecz nie wiem czy potrafie...dziekuje za wysluchanie mnie...Andrzej
Podobne tematy
trudna sytulacja i trudno mi zrozumiec..
ja mam ciut inna, my mamy 2 dzieci, zdrowych ale wiadomo tez duzo pracy, maz pracuje od 8 do 24 tez robie wszystko w domu, tez jestem czasem zla, ze ciagle tylko w tym domu siedze, tesknie i czuje sie czasem wykorzystywana, ale to nie ma nic wspolnego z dziecmi, one zawsze na pierwszym miejscu i nimi sie zajmuje, szybciej nie posprzatam ale przy dzieciach bedzie wszytsko zrobione. ja jestem jeszcze nadobowiazkowa i uwazam ze jak ja 2 dzieci zrobilam to ja powiannam sie nimi zajomwoac i nie oddaje rodzicom, fajnie ze wy macie taka ewentualnosc i mysle ze np 2 dni w tygodniu to fajna sprawa aby miec sobie wiecej czasu, poprzytulac sie, porozmawiac...
mowisz ze zona miala miesieczne wakacje powiedz jaka po tych wakacjach worcila?
miala wiecej sil aby zajmowac sie synem?
moze tesknila za toba i bylo cieple powiatanie??
tak sobei mysle(choc nei wiem jak to jest) czy moze byc tak ze ona nie umie pogodzic sie z kalectwem syna?
moze tu jest problem??
po wakacjach bylo wporzadku wrocila wypoczeta zawsze mowi ze teskni lecz...no wlasnie..nie widac tego po niej...zawsze gdy sie klocimy ja wyciagam pierwsza reke...niedawno gdy sie poklocilismy mielismy sie rozstac...cos jednak w nas ruszylo ze chcemy od nowa...lecz w sercu mam ostatnie wydarzenia...bardzo mnie to boli ze mnie oklamywala...tyle razy sie pytalem czy cos sie dzieje czy moze chciala by porozmawiac...i nic...wiesz bylo by fajnie gdyby tesciowa byla wporzadku...tzn pod tym wzgledem ze syn potrzebuje specjalnej opieki specjalnych cwiczen a ona tego nie robi. uwaza ze wychowala swoje dziecko dobrze to i to tez wychowa..nie dociera do niej ze dziecko jest chore...co do pogodzenia sie...ech to trudny temat ja jestem silny psychicznie i fizycznie do tej pory zona nie wie o paru sprawach zwiazanychze stanem zdrowia dziecka bo by sie poddala...wiec ze mna ok lecz z nia nie wiem...rozmawialismy na ten temat nie raz zawsze mowi ze jest ciezko lecz daje sobie rade.zapytalem sie czy moze chce sie umowic na sotkaniem z psychologiem moze tu cos pomoze lecz odrzekla ze nie potrzebuje...nie wiem naprawde chcialbym to zrozumiec.