netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Moja smutna historia...

57 odpowiedzi7 624 wyświetleniazałożony przez Paweł_, 05.12.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moja smutna historia...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 58 ]

1

Temat: Moja smutna historia...

Witajcie wszyscy
Od dłuższego czasu przeglądam te forum i staram się znalezc sytuację jak najbardziej pasującą do mnie.Znalazłem wiele podobnych wątków ale postanowiłem w końcu zebrać sie i sam napisać i przedstawić jak to wszystko wygląda u mnie.Postaram się jak najbardziej to wszystko streścić żeby wyglądało to w miare zrozumiale.A więc tak.Mam 24 lata obecnie,w wieku lat 17 zeszłem się z dziewczyną z którą byłem prawie 6 długich lat.Bywało różnie raz lepiej raz gorzej jak to u każdego.Była rok starsza ode mnie.Nagle wszystko zaczeło się sypać,kłótnia o błachostkę i okazuje się że ma już kogoś.Bardzo to przeżyłem,wydzwaniałem,latałem za nią.Robiłem dosłownie wszystko aby ją odzyskać.Było mi ciężko,zamknięty w sobie,brak chęci na cokolwiek,strasznie schudłem i bardzo dużo paliłem.No ale jakoś się z nią spotykałem,powstała taka chora sytuacja że kiedy ona pokłóciła się ze swoim partnerem to ja byłem takim awaryjnym.Taki stan rzeczy ciągnął się 10 miesięcy.Było lepiej i miałem coraz większą nadzieję na to że do mnie wróci.Nagle kontakt się urwał,mineły 2 tyg i okazuje się że ona jest w ciąży ze swoim partnerem.Zabiło mnie to dosłownie.Nie mogłem się pozbierać,znowu wszystkie negatywne stany wróciły.Żyłem tak z dnia na dzień,mineły 2 miesiące i nagle poznałem nową dziewczynę,była młodsza o 4 lata ode mnie.Super nam sie rozmawiało,bardzo dużo smsowaliśmy ale ja ją trzymałem bardzo na dystans bo raz że musiałem jakoś otrząsnąć się z poprzedniego związku a dwa bałem się rozczarowania.Ona to rozumiała bo wtajemniczyłem ją w całą sytuację.Tak mineły kolejne 3 miesiące i w końcu się spotkaliśmy.Było fajnie,potem kolejne spotkanie i kolejne,w dalszym ciągu trzymałem dystans.Po miesiącu spotykania doszło już do czegoś więcej,pocałunki,czułe słówka na końcu sex oczywiście.Zostaliśmy parą.Wszystko było super przez 7 miesięcy.Poczułem że odżyłem i o byłej też naprawdę zapomniałem,naprawdę cudowne chwile.Potem przyszła zmiana.Ja jestem z miasta,ona z miejscowości oddalonej 30km ode mnie,chciała pracować więc postanowiłem jej pomóc i znalazłem jej pracę w moim mieście.Dalej super ale znowu problem bo trzeba dojeżdzać.Bardzo szybko załatwiłem jej stancję,bardzo blisko mnie.Dalej nam się układa,niestety po 2 tyg mieszkania na miejscu coś zaczeło się sypać.Bardzo pózne powroty jej z pracy(tłumaczyła że ma szkolenia,wyjazdy itd) ale bycie w pracy 15h na dobę jest jakieś podejrzane no ale przecież ufam...zapewniała mnie że jest okej.Niestety te sytuacje zaczeły się nasilać,mało tego przestała wracać na noc często,bo to u koleżanki nocuje to do domu jedzie itd.Zaczeły dochodzić do mnie słuchy że co raz odwozi ją ten sam gość,no ale może to tylko kolega...Z czasem było coraz gorzej,skończyły się wspólne noce,zaczeła mnie traktować byle jak,wieczorami nie odbierała telefonów i odpisywała tylko jak miała kaprys.Zaczeło do mnie wszystko wracać,chodzi mi o ból rozstania.Ale wszystko się jakoś ciągneło,spotykała się ze mną ale to też raz na tydzień,od czasu do czasu rozmowa przez telefon itd.Nagle ją zwolnili z pracy,musiała sie wyprowadzić i wrócić do domu.Po tym wszystkim nagle zmieniła nastawienie i znowu zaczeło być okej,zapewniała mnie że mnie kocha i że jej bardzo na mnie zalezy.Pojechała do domu,codziennie smsowaliśmy i rozmawialiśmy,było okej.Oczywiście zapewniała mnie że cały czas jest w domu.Pewnego dnia,a dokładnie w ostatni piątek musiałem jechać załtawić kilka spraw na mieście.Dodam że rozmawiałem z nią 2h wcześniej i wszystko było okej.Jadę sobie i naglę co widzę...idzie ona razem z jakimś gościem.Oczom własnym nie wierzę,widzę że chce powoli uciec ale uniemożliwiam to,dochodzi do konfrontacji.Gośc ten nie wie co się dzieje,okazuje się że ona jest z nim w związku,w tym momencie jestem wsciekły,ona przytula się do niego i szepcze coś na ucho żebym nie słuchał tego co do niego mówię.Pod wpływem emocji wyzywam ją od najgorszych a ona mnie odpycha i mówi żebym sobie szedł.Straszne uczucie,osoba którą kochasz zachowuje się tak jak by Ciebie nie znała.Odjechałem do domu ale znalazłem bardzo szybko tego człowieka na fb i napisałem jak to wszystko wyglądało,gośc zaraz odpisał i podziękował mi za informacje bo dowiedział się kilku rzeczy.nie wiem czy jej podziękował czy dalej z nią jest ale domyślam się że go przegadała.Ona zadzwoniła do mnie troche pózniej z płaczem że co ja narobiłem,że on jest słaby psychicznie i coś sobie zrobi a jeżeli do tego dojdzie to będzie moja wina.To była moja ostatnia rozmowa z nią.Nie mam z nią kompletnie kontaktu.Chciałbym teraz poradzić się Was wszystkich co robić bo kiedy ich spotkałem i podczas mojej ostatniej rozmowy użyłem bardzo brzydkich i przykrych słów,prościej mówiąc zmieszałem ją z błotem.Teraz tak sobie myślę że może to było za mocne?Staram się nie odzywać i od tych 5 dni nic nie napisałem,może warto napisać,przeprosić za to?Chociaż jej zachowanie nie było na miejscu tym bardziej że mówiłem do niej że jeżeli kogoś masz to powiedz a ja odejdę,zapewniała mnie że jej bardzo na mnie zalezy i to była rozmowa 2 dni przed całym tym bałaganem.Szczerze mówiąc bardzo mi ciężko i o niczym innym nie myślę,znowu prawie nic nie jem,palę jak smok i siedzę czekam nie wiadomo na co....Przepraszam że tak się rozpisałem,mam nadzieję że ktoś mnie wesprze jakąś wskazówką.Pozdrawiam.

2

Odp: Moja smutna historia...

Czesc Pawel, musze Cie zmartwic, miales poprostu pecha i trafiles na dwie dziewczyny tego samego typu, czyli takie, ktorym z czasem zaczyna sie nudzic.
Za pierwsza latales 10 miesiecy, choc zle Cie traktowala, wiec raczej na latanie za druga tego gatunku nie ma sesu.
Szkoda czasu i nerwow, nic juz z tego nie bedzie.
Przepraszac tez nie ma za co, bo w sumie zabawiala sie na dwa fronty, klamala, oszukiwala, zdradzala i ogolnie zachowala sie tak, ze zasluguje na to zeby ja z czyms zmieszac.

3

Odp: Moja smutna historia...

Paweł

Z doświadczenia wiem, że pakowanie się w związki zaraz po rozstaniu to nie najlepszy pomysł. Nie wiem jak to działa ale zazwyczaj wtedy człowiek pakuje się albo w to samo "g" albo w skrajnie różne, ale też "g". Dlatego lepiej odczekaj jakiś czas ..nie wiem przynajmniej pół roku, miej czas na analizę czemu nie wyszło, bo zazwyczaj wychodzi tak, że popełniamy te same błędy, taka analiza da Tobie szanse na identyfikowanie tych błędów i więcej ich nie popełnienie.

4

Odp: Moja smutna historia...

Przperaszac? Za co... Moim zdaniem absolutnie nie masz podstaw. no,moze masz,nie byles zbyt przyjemny,ale czym sa Twoje slowa powiedziane w zlosci w porownaniu z tym co zrobila ona?! Poza tym jakikolwiek kontakt moze tylko pogorszyc sytyacje. Zapomnij, uwierz w siebie, ciesz sie zyciem i szukaj tej jedynej:) a przy okazji,jesli druga odchodzi do innego,to moze-nie obrazajac Ciebie!-to z Toba jest cos nie tak? W sensie,jestes zbyt opiekunczy lub przeciwnie-za malo z siebie dajesz? Moze nie dawales tym kobietom tego czego oczekiwaly? Ale czasemt ak po prostu jest,ze sie niestety ma pecha. Cos o tym wiem,ale..zyje sie dalej! powodzenia:)

5

Odp: Moja smutna historia...

Hej Paweł.;)
Cieszę się, że napisałeś tutaj nam o tym i że nie chcesz już dalej dusić tego w sobie.
Po pierwsze to zgadzam się z moimi przedmówcami, że nie powinieneś jej za nic przepraszać! To ona powinna przeprosić Ciebie, bo Cię wykorzystywała! Byłeś jej tylko potrzebny do znalezienia pracy i mieszkania, potem znalazła sobie innego i nawet nie zastanowiła się jaką Ci tym krzywdę może zrobić! Ona się martwiła o tamtego, że jest słaby psychicznie?! A Ty to co z żelaza jesteś?! Zainteresowała się w ogóle tym, że Tobie zrobiła krzywdę?! I tekst: "jeżeli sobie coś zrobi to będzie Twoja wina" mnie powalił! Człowieku jaka Twoja wina?! To tylko i wyłącznie jej wina i nie możesz myśleć inaczej! A tak na marginesie to ja nie wierzę, że ona o niego się martwiła, tylko miała nadzieję, że będziesz chciał to odkręcić bo będziesz miał poczucie winy za tamtego kolesia.
Po drugie: przestań tyle palić! Zamiast tego zrób coś dla siebie, zacznij robić to co lubisz, co zawsze chciał byś zrobić i zadbaj o siebie. Po trzecie: pamiętaj, że Ty zasługujesz na szczęście i nie myśl inaczej. Ja z całego serca Ci życzę szczęścia i proszę zostań z nami, pisz co Cię boli, jak sobie radzisz.;)
Jak będziesz chciał napisać do niej, to napisz tu. Pamiętaj, że odkąd tu napisałeś- sam już z tym nie jesteś.
Trzymaj się mocno kochany i pisz tu jak najwięcej!;);)

6

Odp: Moja smutna historia...

PAWEL...bardzo .dobrze , ze ja zmieszales z blotem, nie miej zadnych wyrzutow, nie przepraszaj bo to ona kombinatorka, cyniczna lafirynda...chciala miec  2-ch facetow jednego w zapasie , nie miala cywilnej odwagi powiedziec tobie, ze kogos ma...trudno masz pecha, jestes mlody i znajdziesz dziewczyne, ale nic na sile , a moze dziewczyna znajdzie ciebie???  badz soba... powodzenia

7

Odp: Moja smutna historia...

Mądrych ludzi to i dobrze posłuchać.Dobrze że napisałem to wszstko zanim sie do niej odezwałem bo bardzo mnie korciło i szczerze mówiąc dalej korci.Wiadomo trzezwo na to patrząc sytuacja wydaję się oczywista i ja sobie zdaje z tego sprawę.Liczę się z tym że z mojej strony też mogło być coś nie tak i nie wymiguje się,trzeba pamiętać że kij ma zawsze 2 końce.Ale w tym przypadku jest to dla mnie nie zrozumiałe,dlaczego?a to dlatego że ostatnie 4 tygodnie,czas kiedy się nie widzieliśmy a utrzymywaliśmy kontakt smsowy i telefoniczny były bardzo dziwne.Jej na mnie niby zależało,pisała do mnie cały czas,jak byłem zajęty i sie nie odzywałem wypytywała że dlaczego do niej nie piszę.Mało tego podczas jednej z rozmów na gg w końcu przyznała mi się że spotykała sie kilka razy jak to nazywała z kolegą i tylko dlatego że chciała mu pomóc bo ma problemy z narkotykami.Dziwne to dla mnie było bo gdyby chodziło o samą pomoc to wiedział bym i ja o tym no bo co tutaj ukrywać.Po tej rozmowie powiedziałem do niej że straciłem zaufanie i że nie wiem co dalej będzie.Ona sprawiała wrażenie że zależy jej.Praktycznie do ostatniej chwili aż zobaczyłem ich razem.Nie wiem jak to odbierać,wydaje mi się że mogło być tak że ona wahała się między mną a nim,nie wiedziała czy z nim wyjdzie więc trzymała mnie w rezerwie.Czyli na moje nieszczęście powtórka z rozrywki.Bardzo mnie to przybiło i przybija nadal,nie wiem co mam ze sobą zrobić bo absolutnie brak mi chęci na cokolwiek bo wciąż mimo wszystko myślę o niej...zastanawiam się nad wizytą u psychiatry,może wesprę się lekami,sam już nie wiem.Czas tak wolno płynie,zbliżają się święta a ja wróciłem do punktu wyjścia z przed roku sad

8

Odp: Moja smutna historia...

Przeprosić owszem, powinien, ale tylko za słowa, które wypowiedział w złości - nic poza tym - i to tylko w wypadku, jeśli ich naprawdę żałuje. Żadne długie wypociny, zwykły sms ze słowem przepraszam, za swoje słowa w dniu tym i tym i tyle. Co do reszty historii, widać dobry z ciebie człowiek, pomogłeś bardzo dużo tej dziewczynie w chwili, gdy tego najbardziej potrzebowała. Dostałeś kolejnego kopa od życia, jednak pamiętaj - co nas nie zabije, to nas wzmocni! Pozdrawiam

9

Odp: Moja smutna historia...

Dziękuje za te wszystkie miłe słowa.Nikogo co prawda nie znam osobiście i to wszystko to tylko słowa pisane ale bardzo wiele  to człowiekowi daje.Będę starał się pisać jak najwięcej bo to naprawdę pomaga.I chyba faktycznie zrezygnuje z tych przeprosin,wydaje mi się że powinienem to zrobić max 2 dni po całej sytuacji a teraz zobaczyła by tylko to że jestem w kiepskim stanie.Wydaje mi się że moim dużym problemem jest to że za bardzo ufam ludziom i za bardzo chcę im pomagać.Ale uważam że skoro jestem z kimś w związku to takie są nie pisane zasady a żeby jeden drugiego wspierał jak się da.Kilka razy w ciągu ostatnich tygodni rozmawiałem z nią i mówiłem że jeżeli masz kogoś,albo moja osoba Ci nie odpowiada to mi powiedz,odejdę,zrobimy to w pokojowy sposób i sprawa zostanie zamknięta.Ja to rozumiem że ludzie schodzą się i rozchodzą to ludzka sprawa.Ona za każdym razie ze nie absolutnie,nikogo nie ma i jest wszystko okej,tylko ona miała kryzys przez prace itd.Była jeszcze jedna taka rozmowa kiedy siedziałem na przeciwko niej,patrząc prosto głęboko w oczy zapytałem czy jest jeszcze ktoś,bez mrugnięcia i zastanowienia odpowiedziała że nie.Po takich sytuacjach jest trudno pozbierać się i zafuać komu kolwiek.Bo to pokazuje jacy ludzie być potrafią,kłamstwo w takiej sytuacji przychodzi bez żadnego problemu.

10

Odp: Moja smutna historia...

Jakie o jestr mega niesprwwiedliwe,ze porzadni ludzie zawsze nua szuje trafiają! Nie masz jej za co przepraszac, i pewnie nawet nie po to chciałbyś do niej uzadzwonić,ale po to żeby usłyszeć,że to co zrobiła było złe i że chce wrócić. Tylko puomyśl czy ty byś tego tak bardzochciał i czy jest tego warta. Teraz wydaje ci sie że jesteś sam i że jest tak źle,ale  przecież samotność nie zawsze jest taka straszna jak ją malują. Poza tytm jest rodzia i przyjaciele. Nie zadreczaj sie wyolbrzymiając wszystko i głowa do góry smile

11

Odp: Moja smutna historia...

jesli chcesz ja ukarac pschicznie, to nie smsuj, nie dzwon, nie kontaktuj sie na gg..cicho sza....bedziesz patrzyl jak ona bedzie sie miotac, albo odpusci i wyjdzie cale szydlo z worka ..co to za czlowiek...a latwowiernosc i ufnosc w ludzi , to domena dobrych ludzi i mlodych , bo przeciez nie mozna zakladac , ze kazdy czlowiek to   QRWA....

12

Odp: Moja smutna historia...

Pawełku nie każdy jest taki. Ty miałeś po prostu pecha w życiu, ale tak wiecznie nie będzie.
Zaufać Ci będzie bardzo trudno, ale nie jest to niemożliwe.
I nie zmieniaj się nigdy, bo takich chłopaków jak Ty jest mało!
To nie Ty masz zmienić swoje poglądy, które mówią, że w związku trzeba się o tą drugą osobę bardzo starać i trzeba się wspierać. Ty powinieneś znaleźć taką dziewczynę, która będzie na Twoje dobre serce zasługiwała.;)

13

Odp: Moja smutna historia...

Racja,może szukam najzywczajniej pretekstu do tego aby się do niej odezwać.Ciągła walka z samym sobą,chociaż po napisaniu tutaj tego co mnie spotkało jest mi lżej i póki co wybijam sobie z głowy pomysł z kontaktem.Wiem i tak że takie myśli będą do mnie wracać przez długi czas.Jest mi ciężko chociażby dlatego że od początku naszej znajomości brak kontaktu był max 2 dni i to kiedy było wszystko okej.teraz wiadomo człowiek myśli co ona robi,gdzie jest i tak dalej.Wiem o tym doskonale że nie wszyscy ludzie są zli i nie można tak z góry zakładać i mierzyć wszystkich jednakową miarą,niestety po takim incydencie ciężko się będzie przebić.Wiedziała co wcześniej przechodziłem,w jakiej byłem sytuacji.Mówiła że więcej mnie to nie spotka,że jeżeli nam się nie ułozy to rozejdziemy się po ludzku a tutaj taka niespodzianka.Moja duża wina też w tym jest,mianowicie taka że podeszłem do tego zbyt naiwnie,rzuciłem się na głęboką wode nie zostawiając odrobiny trzezwego umysłu.Wiem że niektóre osoby  czytające moje wypowiedzi się zirytują i pomyślą co za mięczak,chłopie wez się w garść itd.Zdaje sobie z tego sprawę,powtarzam w myślach to non stop,niestety nie jest to takie proste.Rozum swoją drogą,serce swoją...

14

Odp: Moja smutna historia...

Nikt tak nie pomyśli spokojnie. Do niej nie ma sensu pisać. Nie zasługujesz na to, by się przed nią płaszczyć i żebrać o kontakt i uwagę.;)
I palenie ogranicz ok?;)

15

Odp: Moja smutna historia...

Postaram się ograniczyc do minimum:) Muszę się jakoś podnieść,tym bardziej że mam poważne obowiązki.Póki co jest trochę lepiej za co bardzo Wam dziękuje smile

16

Odp: Moja smutna historia...

Jeśli chcesz oddać się cały, musisz znaleźć kobietę świadomą, do bólu szczerą i uczciwą.

17

Odp: Moja smutna historia...

To prawda,tylko problemem jest znalezienie takiej kobiety.Nie jest to oczywiście nie niemożliwe ale bardzo trudne,na początku każdy jest przeważnie super i trudno jest wyczuc faktyczne intencje danej osoby.Co prawda nie szukam teraz kobiety bo moja sytuacja jest chyba zbyt gorąca,z drugiej strony dobrze by było mieć kogoś przy boku zwłaszcza że moja była jest sobie z innym w tej chwili i napewno nie ma żadnych zmartwień,Gdyby jej na mnie zależało nie zrobiła by mi takiego świństwa:(

18 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-12-05 22:12:38)

Odp: Moja smutna historia...

Od przedszkola nam wkręcają, że ludzie są dobrzy i cacani. Potem jeszcze poradniki z Ameryki: wszystko zależy od Twojego nastawienia. A nie do końca. Jest wielu świetnych ludzi. I zdarzają się zbiry, psychopaci, oszuści. Jesteśmy dla nich jak owieczki - tylko strzyc. Twoja Cię prawie wypatroszyła. Smutno mi gdy to piszę; ufność, chęć czynienia dobra, pomagania, łagodność, są dla nich wyrazem słabości, głupoty, naiwności.

Ze swoją dobrocią jesteśmy dla nich śmieszni.

Oni niczego nie szanują, a już na pewno nie szanują naszych uczuć. Oni się boją, czują respekt przed siłą. Nie widzą siły w naszym spokoju, uczynności, dobroci, w odpuszczaniu innym grzechów i pieniędzy. Widzą siłę tam, gdzie jej nie ma - w chamstwie, złośliwości. Agresja i tupet budzą w nich podziw (we mnie zażenowanie).

Ciebie można oszukać, sponiewierać, bo jesteś dobry. Nic nie zrobisz. Nie uderzysz, jak rzuciłeś brzydkimi słowami, to się teraz katujesz. Prawda, nie powinieneś był cokolwiek się stało. Ale Twoją łagodność ona by wyśmiała. Teraz czuje respekt. I niech tak zostanie. Nie płaszcz się.

Gdy znajdziesz wartą siebie dziewczynę, nawet gdy będzie mocno temperamentna, jeśli coś chlapnie, szczerze przeprosi. Będzie się rozwijać. I będzie Cię kochać.

Tylko musisz szukać kobiet swojego gatunku.

Jak je rozpoznać? Przyglądać się zachowaniu. Nie wierzyć w słowa, jeśli czyny im przeczą. Nie szukać świętej - święci są w niebie. Ale określić standardy. I gdyby nie spełniała tych standardów, nie wiązać się.

19

Odp: Moja smutna historia...

No tak to jest prawda.Nauczka jest dla mnie taka że muszę następnym razem więcej obserwować,trzymać większy dystans zanim się w coś zaangażuje na poważnie.Prędko to nie nastąpi napewno tak więc muszę bardziej się skupić na walce z samym sobą obecnie.Póki co przegrywam,cały dzień jakoś wytrzymałem ale nie dawno w końcu napisałem wiadomość do niej z przeprosinami.Przeprosiłem jedynie za słowa które wypowiedziałem tego dnia,a że nigdy takich słów w jej stronę nie użyłem to gryzło mnie to.Oddzwoniła i powiedziała mi że mnie przeprasza za to że wogóle jest,nie wiem jak to odbierać ale nie wnikam bo sama to wszystko nakręciła.Zapytałem jeszcze dlaczego zrobiła to wszystko w taki sposób,nie mówiąc mi o niczym pomimo tego że pytałem i podejrzenia miałem.Nie była mi stanie odpowiedzieć i powiedziała że nie odpowie.Na tym skończyła się cała rozmowa.Czy jestem zadowolony?nie wiem sam,utwierdziłem sie jedynie w przekonaniu że coś musi być z nią nie tak.

20

Odp: Moja smutna historia...

pokazałeś brak klasy tzw.słoma zzz tymi wyzwiskami i tu nie ma co dyskutować, słusznie masz wyrzuty/ tłumaczenie się jej czy ciebie niczego już nie zmieni, mogłeś tylko przeprosić. pamiętaj, że zanim nauczyłeś się chodzić to nie raz się przewróciłeś z różnych przyczyn. nie biczuj się mocno/ wystarczy trochę, a z tym dystansem do nowych sympatii nie przesadzaj, bo przegapić można tę najważniejszą osobę w życiu.

21

Odp: Moja smutna historia...

Dlatego własnie przeprosiłem za to bo sam tak uważam że to brak klasy.Byłem pod wpływem silnych emocji ale to mnie nie tłumaczy tak naprawdę.Na przyszłośc nie zachowam się w tak gówniarski sposób.Z resztą mam nadzieję że więcej już nigdy nie będe w takiej sytuacji,czego sobie bardzo życzę.

22

Odp: Moja smutna historia...
Paweł_ napisał/a:

Dlatego własnie przeprosiłem za to bo sam tak uważam że to brak klasy.Byłem pod wpływem silnych emocji ale to mnie nie tłumaczy tak naprawdę.Na przyszłośc nie zachowam się w tak gówniarski sposób.Z resztą mam nadzieję że więcej już nigdy nie będe w takiej sytuacji,czego sobie bardzo życzę.

Wiesz co? Dziwię się bardzo tej dziewczynie, że takiego fajnego faceta zostawiła.
Ale ona kiedyś będzie tego żałowała. Bo Ty głupi nie jesteś, wręcz przeciwnie: jesteś bardzo dojrzały, mądry i masz zdrowe podejście do związku.
I naprawdę błagam: nie zmieniaj tego nigdy! Jak spotkasz kobietę dobrą i wartą Twojego uczucia to ją bardzo uszczęśliwisz! Tego Ci mój drogi życzę! Ona tym telefonem pokazała Ci, że jest bardzo niedojrzała. Zrobiła Ci krzywdę, a nawet nie potrafiła powiedzieć dlaczego. Ty nie zasłużyłeś na to wszystko i mam szczerą nadzieję, że prawdziwa miłość Ci to wynagrodzi.;)
I faktycznie teraz musisz dużo bardziej obserwować kobietę, z którą się będziesz spotykać w przyszłości.;)

23

Odp: Moja smutna historia...

Współczuję ci. Takie sprawy zawsze bolą i trzeba CZASU żeby się poukładać. Za pierwszym razem po prostu zgubiła was rutyna związku. Oczywiście zrobiła kur..... Powinna odejść i dopiero.
Drugi przypadek, to młody pasożyt. Typowa hiena. Takim na czole powinno się wypalać piętno, żeby ją faceci omijali z daleka. Daj sobie Paweł spokój. Milcz, nie odzywaj się, ignoruj jej ewentualne odzywki. Pomęczysz się ale przejdzie.
Zawsze radzę, Zajmij się wieczorami sportem. Pomaga smile I daj sobie czas zanim znowu będziesz chciał być z kimś.

24

Odp: Moja smutna historia...

I nie gódź się na powrót jeśli jej z tamtym nie wyjdzie! Ona powinna mieć nauczke, żeby już nigdy nikogo tak nie zraniła!

25 Ostatnio edytowany przez Paweł_ (2012-12-06 20:29:24)

Odp: Moja smutna historia...

Witajcie
Nie chcę ponownie się w to pakować i staram się patrzeć tak trzezwo jak tylko się da.Póki co niestety jeszcze jestem rozbity,i pewnie gdyby chciała powrotu to bym sie na to zgodził...Ale takiej opcji nie będzie napewno bo jest z innym tak więc nie biorę tego pod uwagę.Myśli w dalszym ciągu męczą niestety.A po wczorajszej krótkiej rozmowie napisała do mnie jeszcze 3 smsy(oczywiście z bramki internetowej,widocznie bała sie że jak ze swojego numeru napisze to polecę do gościa się pochwalić że pisze do mnie.Ale taki nie jestem i nie będe wariata z siebie robił,z czasem sam zobaczy co to za figura)Wracając do smsów,najpierw napisała że chciała by cofnąć czas,nie wiem jak to rozumieć ale chyba chodziło jej o to że mogła wcześniej mi powiedzieć o jej nowej miłośći,potem jeszcze krótko i zwięźle słowo przepraszam,a na koniec napisała że zasługuje na wyjątkową osobę a ona nie była według mnie do końca szczera.Ja po tych smsach też jej odpisywałem,ale tak neutralnie bez żadnych konkretów i chciałem jedynie aby mi napisała dlaczego.Poszedłem spać a w snach zaczeła nawiedzać mnie ona,i tak przebudzę się,zasnę i znowu sen z jej udziałem.Obudziłem się rano jeszcze taki zaspany i nieprzytomny i napisałem(wiem że nie potrzebnie ale napisałem...) że chciałbym z nią normalnie porozmawiać przez telefon i dowiedzieć się dlaczego dokładnie zrobiła to wszystko w taki podły sposób.Chodziło mi o taką prostą najzwyklejszą i szczerą do bólu rozmowe.Na koniec dodałem że jeżeli nie ma zamiaru sie tłumaczyć to niech napiszę krótkiego smsa żebym nie dzwonił i nie pisał.Po 2 godzinach oddzwoniła i powiedziała że w tej chwili nie może rozmawiać bo coś tam coś tam i że porozmawiamy normalnie wieczorem.Na chwilę obecną do rozmowy jeszcze nie doszło a ja siędzę jak na szpilkach i chyba teraz żałuje że wznowiłem kontakt.Jak znam życie to pewnie nie zadzwoni ale to chyba będzie nawet i lepsze bo tak sobie pomyślałem ze i tak pozamiatane.Wytrzymałem wcześniej 5 dni,teraz jeżeli sie odezwię to wróce zapewne do punku wyjścia.Podsumowując mój chaotyczny wpis to nie wiem co dalej sobie myśleć.Oczywiście nie liczę na nic dobrego i nawet nie chcę,przynajmniej tak mi się wydaję.Nawet ten sam brak kontaktu to dla mnie trudna sprawa bo od jej poznania nigdy nie było przerwy większej niż 2 dni,same głupie przyzwyczajenia skutecznie utrudniają mi całą sprawę.

A jeszcze wracają do powrotu,to wydaje mi się że ma on sens tylko wtedy kiedy naprawdę między ludzmi jest jakieś uczucie.W moim przypadku jest tak że ja Kocham ale ona juz napewno nie.Bo gdyby kochała to by się z drugim nie wiązała,kiedy człowiek kocha to nikt inny mu nie w głowie,z własnego doświadczenia to wiem.Rozumiem żebysmy sie rozstali,przez jakąś kłótnię,lub coś podobnego a ona tutaj znalazła sobie drugiego.Tak więc nawet jeśli wróciła by do mnie to z czasem zaraz znowu by ktoś się znalazł,akurat ten typ chyba tak ma...

26

Odp: Moja smutna historia...

Pawle...
nie będę pisał tutaj elaboratu czy eseju big_smile że "co by było gdyby" kochała.
Jest takie jedno zdanie, które chyba najlepiej oddaje sens tego określenia: "jeśli kochasz, to patrz w tą jedną parę oczu i nie zerkaj na boki".
Jeśli przeprosiłeś raz - nie wiem, bo czytałem "przelotem" Twój wątek -  nie rób tego w kółko. Im bardziej się przed nią płaszczysz, tym bardziej sobie szkodzisz a ją utwierdzasz w przekonaniu, że słusznie zrobiła swoim zachowaniem.

Ktoś kiedyś powiedział, że "nie walcz o przyjaźń, o fałszywą nie warto a o prawdziwą nie trzeba".
Nie walcz o miłość,...
Nie walcz o ...........,

I na koniec

"Zobacz siebie w drugim człowieku i drugiego człowieka w sobie"
Widzisz miedzy Wami odniesienie do tego powiedzenia; znak "="?
Sorry przyjacielu, ja go nie widzę.

27

Odp: Moja smutna historia...

człowieku/ wykasuj jej numer, a jak trzeba zmień swój/ poszukaj sposobu na chwilę spokoju i małymi kroczkami będziesz go doświadczał coraz więcej/ mówiąc o powrotach, szkoda czasu i zdrowia/ nowy rok, nowa nadzieja na nowe. nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

28

Odp: Moja smutna historia...

Właśnie,nikt nie obiecywał że będzie łatwo...ładując się w to nawet o tym nie pomyślałem co może być no bo w końcu tak super się zapowiadało i tak super było.Znaku równości między nami nie widzę,na początku może i tak bo świetnie sie uzupełnialiśmy,może dalej by tak było ale skoro pojawił sie następny.Nie był to długi związek tak więc nie było dane mi się przekonac do końca.A co do numeru telefonu,dawno skasowany ale na pamięć znam...ja swojego nie zmienię bo zbyt długo go mam,z resztą dlaczego to ja bym mial zmienić specjalnie dla niej.Kasowania,zmiany nic nie pomogą,to trzeba psychicznie się zebrać na to żeby kompletnie zignorować.Dobrze mi szło,niestety do czasu bo zaraz to człowiek zaczął wyszukiwać przeróżne preteksty do rozmowy.Nie wiem czy dojdzie do rozmowy dzisiaj czy nie,jeżeli dojdzie to zapewne to będzie nasza ostatnia rozmowa a jak nie zadzwoni to nie będę się już odzywał bo na chama nic nie wywalcze.Postaram sie dać sobie trochę tego czasu,chociaż i tak wiem że najbliższe dni zapewne będą jak ostatni tydzień.

29

Odp: Moja smutna historia...

Współczuję. Zauważyłeś że jesteś dla niej marionetką, a mimo to świadomie lecisz jak ćma do ognia..

30

Odp: Moja smutna historia...

chłopaku/ krwawisz jesteś rozgoryczony, świadomie bądź nie świadomie chcesz wiedzieć czemu on a nie ty. po co/ to nie pomaga, czasami może być nawet gorzej. nie umartwiaj się, spotkaj się z kumplami,kumpelkami, posłuchaj muzy//co jeszcze/ może wyżyj się fizycznie/siłka, basen,sauna,rower, las plus krzyk itd. a może ktoś potrzebuje twojej pomocy/ wiem, święta/zacznij sprzątać, pożytek z tej udręki jakiś będzie.

31 Ostatnio edytowany przez Paweł_ (2012-12-06 23:20:01)

Odp: Moja smutna historia...

No właśnie chyba tak,jak wcześniej pisałem rozum mówi co innego a serce co innego...Człowiek odezwie się a potem sam na siebie jest zły że to zrobił.Muszę się jakoś zablokować i nie odzywać się bo wiem że każdy kontakt stawia mnie w punkcie zero.Najgorsze jest znalezienie tej motywacji do tego,kiedy człowiek jakoś się odbije to zaraz coś przypomni i spowrotem wpada w ten dół.

Czas staram sie jakoś wypełniać zajęciami,bo mam trochę na głowie.Problem tylko taki że słabo mi wszystko wychodzi bo w głowie burza,ale staram się staram:)

32

Odp: Moja smutna historia...

Uda Ci się. Naprawdę po pewnym czasie będzie Ci łatwiej gdy emocje opadną. I naprawdę gdy będziesz chciał pisać do niej to pisz tu! Pisz cokolwiek. Co czujesz itd. Po prostu wszystko co siedzi w Tobie wylej tu. Trzymaj się kochany i oby ta noc była spokojniejsza dla Ciebie.

33

Odp: Moja smutna historia...

Witam
Dzisiejsza noc była delikatnie spokojniejsza,dłużej pospałem i nie budziłem sie co godzinę.Co prawda rewelacji nie ma,najgorszy jest ten brak apetytu.Wracając do tego co wczoraj pisałem że spodziewam się rozmowy z nią to tak jak przypuszczałem nie doszło do niej.Dostałem smsa że mnie przeprasza ale dzisiaj nie porozmawiamy bo nie jest w stanie z powodu jakiegoś małego wypadku i że odezwie się wkrótce.Ja zapytałem czy jest cała i dopisałem że nie smuszam jej do niczego i jak nie chce to rozmawiać wcale nie musimy.Zaraz odpisała że jest cała i że ona sama też chce porozmawiać ze mną bo wiele dla niej znaczę...Po tym odpisałem że chyba znaczyłem kiedyś a nie teraz i tak na tym się zakończyło.Dzisiaj mija tydzień od tego całego incydentu,mam nadzieję że następny będzie lższejszy...

34

Odp: Moja smutna historia...
Paweł_ napisał/a:

Witam
Dzisiejsza noc była delikatnie spokojniejsza,dłużej pospałem i nie budziłem sie co godzinę.Co prawda rewelacji nie ma,najgorszy jest ten brak apetytu.Wracając do tego co wczoraj pisałem że spodziewam się rozmowy z nią to tak jak przypuszczałem nie doszło do niej.Dostałem smsa że mnie przeprasza ale dzisiaj nie porozmawiamy bo nie jest w stanie z powodu jakiegoś małego wypadku i że odezwie się wkrótce.Ja zapytałem czy jest cała i dopisałem że nie smuszam jej do niczego i jak nie chce to rozmawiać wcale nie musimy.Zaraz odpisała że jest cała i że ona sama też chce porozmawiać ze mną bo wiele dla niej znaczę...Po tym odpisałem że chyba znaczyłem kiedyś a nie teraz i tak na tym się zakończyło.Dzisiaj mija tydzień od tego całego incydentu,mam nadzieję że następny będzie lższejszy...

Po gadaj z nią, wyjaśnijcie sobie to do końca i niech każdy idzie w swoją stronę. Pytałam czy wrócił byś do niej, bo jestem przekonana, że jej z tamtym nie wyjdzie. Wtedy myślę, że będzie chciała wrócić, ale Ty się nie powinieneś wtedy godzić na to, bo do cholery nie jesteś żadnym kołem zapasowym!
Dobrze, że noc spokojniesza. A ochota na jedzenie też z czasem wróci. Tylko teraz choć trochę jedz i nie pal dużo!;)

35

Odp: Moja smutna historia...

Czy bym wrócił? Myślę że nie,zbyt wiele złego się stało w tak krótkim czasie,z resztą wydaje mi się że nawet jak byśmy się zeszli to prześladowała by mnie non stop ta myśl i pewnie do końca jej bym tego nie wybaczył.Jestem bardzo pamiętliwy tak więc trudno by było wymazać takie negatywne wspomnienia,do tego dochodzi kwestia zaufania.Odzyskać do kogoś zaufanie to bardzo trudna sprawa,tym bardziej do bliskiej sercu osoby,czasu też niestety cofnąć się nie da.A czy wyjdzie jej z obecnym partnerem?tego nie wiem ale cały ten incydent napewno i na ich zwiążku nakreślił grubą rysę a to sie w przyszłości może odbić.Jednym słowem tak to jest jak ktoś nie gra fair,żeby jak sie człowiek starał to za 2óch nie naskacze.Co do naszej rozmowy to ja się pierwszy nie odezwę teraz,jeżeli zalezy jej na rozmowie to sama sie odezwie,a jeżeli nie to nie,może to złe podejście ale wiem że jak zadzwonię to i tak albo nie odbierze albo powie że ma jakieś zajęcie.A ja znowu wyjdę na tego biedaka który tak z utęsknieniem wyczekuje tej rozmowy.

36

Odp: Moja smutna historia...

No dokładnie tak. Widzisz Ty sam sobie potrafisz pomóc, więc na pewno za jakiś czas się z tego pozbierasz. Teraz musisz jak najwięcej myśleć o sobie i o siebie zacząć dbać. A ona jeszcze nad Tobą zapłacze, bo straciła u Ciebie wszystko. Nie rozumiem takich ludzi. Ja bym nie miała sumienia tak robić. Jeśli bym nie chciała z kimś być to bym to uczciwie powiedziała (i tak by bolało, ale dużo mniej). Tym bardziej że Ty ją o to nie raz prosiłeś by Ci uczciwie powiedziała czy chce być z Tobą. Naprawdę mądry i fajny chłopak jesteś i poznasz wartościową dziewczynę. Tylko wtedy nie skacz od razu na głęboką wodę.;)

37

Odp: Moja smutna historia...

Oj skoczyć nie skoczę napewno bo to naprawdę nauczka dla mnie.Pytałem bo od dłuższego czasu coś mi nie grało,jednak taka nagła zmiana zachowania może zastanawiać człowieka.Ona mi wtedy wmawiała że to ze mną cos jest nie tak i jestem za bardzo podejrzliwy przez swój poprzedni związek.Wtedy tak sobie usiadłem,pomyślałem że faktycznie może to ze mną jest coś nie tak i sam sobie wmawiam i wyobrażam niestworzone rzeczy.Chciałem się mylić jednak los tak chciał i wszystko wyszło tak że zobaczyłem ich razem heh.Wiadomo że też by bolało gdyby mi normalnie powiedziała ale ona nie chciała tego zrobić bo wydaje mi się że trzymała mnie na zapas w razie gdyby jej nie wypaliło.Człowiek komuś ufa i potem tak to właśnie wychodzi,wcześniej dałbym za nią rękę uciąć i teraz już bym jej nie miał.Morał z tego taki że nigdy nie można do końca ufać drugiemu człowiekowi.

38

Odp: Moja smutna historia...

Można a nawet trzeba. Podstawą związku jest zaufanie. Tak naprawdę nikt nigdy nie będzie miał gwarancji czy jego/jej związek będzie trwał do końca, czy to miłość na całe życie. Ale trzeba wierzyć i ufać że tak jest. Wiem że rozczarowanie ogromnie mocno boli i trzeba się zawsze przygotować że związek może nie wyjść, że druga osoba może nas zranić. Ale gdy z kimś godzimy się być, to ufać tej osobie musimy. Ja myślę że bym ufała. A co mój facet by z tym zaufaniem zrobił to jego decyzja i jego późniejsze tego konsekwencje i jego sumienie.
Więc gdybym ja bym z kimś była to bym bardzo chciała by ta druga osoba mi zaufała. Dlatego ufać trzeba, ale gdzieś tam w głowie trzeba być przygotowanym że może nie być to na zawsze.
O kurcze mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi.:P

39

Odp: Moja smutna historia...

Tak tak,wiem doskonale o co chodzi:)Ja myślę że zaufam kiedyś komuś napewno z tym że tym razem będe bardziej miał na uwadze to że może coś nie wyjść ale to może kiedyś tam jak pojawi się ktoś na horyzoncie.Póki co jestem w bagnie,staram się jakoś funkcjonować w miarę jednocześnie czekając na rozmowę.

40

Odp: Moja smutna historia...

Miałeś wyjątkowego pecha , że spotkałeś dwa razy pod rząd wredne i wyrachowane baby / na nazwanie ich kobietami to nie zasługują /.Masz wsparcie na tym forum i to bardzo dobrze , utrzymaj ten kontakt póki się całkowicie  nie pozbierasz .Teraz Twój  podstawowy błąd to , że wiele osób dobrze radzi , a  Ty czytasz  i robisz całkiem odwrotnie . Ona potraktowała Ciebie okropnie , oszukiwała Ciebie  bo w tym czasie spotykała się z innym mężczyzną  , a jak to się wydało i wygarnąłeś co o Niej myślisz to zaczynasz Przrpraszać .Człowieku weż Ty sie wreszcie ogarnij , że to boli to dlatego że jesteś uczciwy porzadny i łatwowierny / niestety  ten typ ludzi tak  /.Zastanów się czy chcesz na  byłej sie  odegrać niech też troche pocierpi ? ,  Zbierz troche sms-ów   i zapoznaj z ich treścia   Jej aktualnego partnera.Ale czy Ciebie na to stać , wątpie bo jesteś za delikatny /

41

Odp: Moja smutna historia...
mały książe napisał/a:

Miałeś wyjątkowego pecha , że spotkałeś dwa razy pod rząd wredne i wyrachowane baby / na nazwanie ich kobietami to nie zasługują /.Masz wsparcie na tym forum i to bardzo dobrze , utrzymaj ten kontakt póki się całkowicie  nie pozbierasz .Teraz Twój  podstawowy błąd to , że wiele osób dobrze radzi , a  Ty czytasz  i robisz całkiem odwrotnie . Ona potraktowała Ciebie okropnie , oszukiwała Ciebie  bo w tym czasie spotykała się z innym mężczyzną  , a jak to się wydało i wygarnąłeś co o Niej myślisz to zaczynasz Przrpraszać .Człowieku weż Ty sie wreszcie ogarnij , że to boli to dlatego że jesteś uczciwy porzadny i łatwowierny / niestety  ten typ ludzi tak  /.Zastanów się czy chcesz na  byłej sie  odegrać niech też troche pocierpi ? ,  Zbierz troche sms-ów   i zapoznaj z ich treścia   Jej aktualnego partnera.Ale czy Ciebie na to stać , wątpie bo jesteś za delikatny /

Chłopie i co mu da zemsta?! Ma się zniżać do jej poziomu?!
Ten facet już wie co to za baba, bo Paweł mu pisał kiedyś na fb, że była z nimi dwoma. Jeżeli on z nią nadal jest tzn, że lubi być rogaczem. Po co Paweł ma się mieszać w ten związek?!
On ma się odciąć. I wcale głupi nie jest. Przepraszać nie musiał, ale to zrobił by mieć czyste sumienie i szacun wielki mu za to!

42

Odp: Moja smutna historia...

Czy mnie na to stać? Zdecydowanie tak,tylko po co?Świeżo po całej akcji napisałem na fb wszystko,dodałem też że mam smsy które wyraznie wskazują na to że była z 2ma w tym samym czasie.Wyraznie napisałem że jeżeli chcesz,to możemy się spotkac i sam zobaczysz,z resztą nawet podczas tej całej sceny mówiłem do niego żeby wsiadał ze mną to zobaczy co mam ja w telefonie.Gość był wtedy zmieszany i zagubiony ale nie dziwię się jak nagle ktoś wysiada z samochodu na ulicy i zaczyna się taka akcja.Myślę że gdybym teraz nagle po tygodniu zaczął wypisywać do niego to pomyślał by sobie że coś ze mną nie tak a że ona go kupiła i łyknął to co jemu powiedziała to jego problem.Może z czasem też się przejedzie i dopiero wtedy sobie przypomni o tym co do niego pisałem i mówilem.Druga strona medalu jest taka że właściwie nic to mi nie da,może narobię bigosu a może nie.I nie chodzi tutaj o delikatność w żadnym wypadku,bo gdybym chciał to gość mógłby mieć naprawde niezłe problemy.Podsumowując to będzie co ma być i cały czas doskonale zdaje sobie sprawę z tego co ona mi zrobiła,rzecz tak naprawdę nie wybaczalną tylko że to jest tak że świeżo po tym wszystkim była straszna złość.Z biegiem dni natomiast złość zaczeła słabnąć i zaczął pojawiać się żal i smutek i teraz moim największym problemem jest przetrwać ten trudny czas.Na forum staram się pisać o wszystkim tym co jest związane z tym problemem i wiem że nie wygląda to kolorowo bo momentami robię własnie odwrotnie,mam nadzieję że z dnia na dzień będę trzeźwial coraz bardziej smile

43

Odp: Moja smutna historia...
Paweł_ napisał/a:

Czy mnie na to stać? Zdecydowanie tak,tylko po co?Świeżo po całej akcji napisałem na fb wszystko,dodałem też że mam smsy które wyraznie wskazują na to że była z 2ma w tym samym czasie.Wyraznie napisałem że jeżeli chcesz,to możemy się spotkac i sam zobaczysz,z resztą nawet podczas tej całej sceny mówiłem do niego żeby wsiadał ze mną to zobaczy co mam ja w telefonie.Gość był wtedy zmieszany i zagubiony ale nie dziwię się jak nagle ktoś wysiada z samochodu na ulicy i zaczyna się taka akcja.Myślę że gdybym teraz nagle po tygodniu zaczął wypisywać do niego to pomyślał by sobie że coś ze mną nie tak a że ona go kupiła i łyknął to co jemu powiedziała to jego problem.Może z czasem też się przejedzie i dopiero wtedy sobie przypomni o tym co do niego pisałem i mówilem.Druga strona medalu jest taka że właściwie nic to mi nie da,może narobię bigosu a może nie.I nie chodzi tutaj o delikatność w żadnym wypadku,bo gdybym chciał to gość mógłby mieć naprawde niezłe problemy.Podsumowując to będzie co ma być i cały czas doskonale zdaje sobie sprawę z tego co ona mi zrobiła,rzecz tak naprawdę nie wybaczalną tylko że to jest tak że świeżo po tym wszystkim była straszna złość.Z biegiem dni natomiast złość zaczeła słabnąć i zaczął pojawiać się żal i smutek i teraz moim największym problemem jest przetrwać ten trudny czas.Na forum staram się pisać o wszystkim tym co jest związane z tym problemem i wiem że nie wygląda to kolorowo bo momentami robię własnie odwrotnie,mam nadzieję że z dnia na dzień będę trzeźwial coraz bardziej smile

Pisz o wszystkim o czy chcesz jeśli Ci to pomaga!;)
Moim zdaniem radzisz sobie świetnie jak na taką sytuację. Jest ciężko, bo to wszystko jest jeszcze bardzo świeże, a boli najbardziej fakt, że się człowiek zawiódł na osobie po której by się tego nigdy nie spodziewał. Całe szczęście, że związek trwał krótko.

44

Odp: Moja smutna historia...

Dokładnie tak związek był bardzo krótki.Można powiedzieć że to jest nic w porównaniu do wieloletnich związków innych ludzi którzy opisują tu swoje problemy,nie mniej jednak taki krótki zakończony w ten sposób też potrafi zaboleć i faktycznie boli.No ale człowiek jakoś funkcjonuje,przynajmniej stara się i sprawia na około takie wrażenie,póki co martwa cisza.Co będzie dalej czas pokaże.

45

Odp: Moja smutna historia...

Myszeczka, masz bardzo dobre podejscie do sytuacji Pawla i widac dobrze go wspierasz.
Mysle bardzo podobnie wiec napisze tylko, ze popieram wink

Pawel, Myszeczka dobrze prawi, trzymaj sie forum i pisz do nas chlopie wink

46

Odp: Moja smutna historia...
Paweł_ napisał/a:

Dokładnie tak związek był bardzo krótki.Można powiedzieć że to jest nic w porównaniu do wieloletnich związków innych ludzi którzy opisują tu swoje problemy,nie mniej jednak taki krótki zakończony w ten sposób też potrafi zaboleć i faktycznie boli.No ale człowiek jakoś funkcjonuje,przynajmniej stara się i sprawia na około takie wrażenie,póki co martwa cisza.Co będzie dalej czas pokaże.

A masz z kim o tym po gadać czy tylko tu z nami na forum?

47

Odp: Moja smutna historia...
Doonna napisał/a:

Myszeczka, masz bardzo dobre podejscie do sytuacji Pawla i widac dobrze go wspierasz.
Mysle bardzo podobnie wiec napisze tylko, ze popieram wink

Pawel, Myszeczka dobrze prawi, trzymaj sie forum i pisz do nas chlopie wink

Kochana dziękuję. Staram się, ale dobrze by było gdyby inni też wspierali, bo tego mu teraz potrzeba.

48

Odp: Moja smutna historia...

Ja bardzo dziękuje za te wsparcie,kiedy czytałem wszystkie historie jako niezalogowany to starałem się wyszukać sytuację najbardziej podobną do mojej,niestety to jest mało prawdopodobne.Zazwyczaj schemat jest taki sam,zdrada,oszustwo itd ale  każda historia różni się szczegółami.Opisanie mojej historii napewno pomogło mi w jakimś stopniu i nadal pomaga.Przy okazji też mogę coś napisać do innych ludzi którzy zmagają się obecnie z problemami podobnymi do mojego smile

49

Odp: Moja smutna historia...
Paweł_ napisał/a:

Ja bardzo dziękuje za te wsparcie,kiedy czytałem wszystkie historie jako niezalogowany to starałem się wyszukać sytuację najbardziej podobną do mojej,niestety to jest mało prawdopodobne.Zazwyczaj schemat jest taki sam,zdrada,oszustwo itd ale  każda historia różni się szczegółami.Opisanie mojej historii napewno pomogło mi w jakimś stopniu i nadal pomaga.Przy okazji też mogę coś napisać do innych ludzi którzy zmagają się obecnie z problemami podobnymi do mojego smile

Pewnie. Pomoc drugiemu człowiekowi pomaga nam najbardziej.;)

50

Odp: Moja smutna historia...

No i przyszedł wieczór,dla mnie czas najgorszy.O tej porze najbardziej wszystko wraca i dogryza,o czym bym nie myślał to zaraz się wszystko sprowadza do jednego.Nie tak dawno siedziałem,myślałem i sobie analizowałem trochę czas kiedy było dobrze.I faktycznie było super ona dawała z siebie bardzo dużo i ja tak samo,nie można było się przyczepić ani do mnie ani do niej.Ale przypominam sobie że pomimo tego miałem jakieś wątpliwośći,tzn nie wiem czy do końca mi ona odpowiadała,z jednej strony napewno ale z drugiej były jakieś drobiazgi w charakterze i wyglądzie zewnętrznym.Wiem wygląd to nie wszystko ale dręczyła mnie myśl że to nie do końca chyba to.Oczywiście takie myśli skończyły się w momencie kiedy zaczeło się sypać bo poczułem zagrożenie i nagle wszystko mi zaczeło odpowiadać.Do czego dąże pisząc to?a do tego żeby w jakiś sposób rozgraniczyć moją miłość do niej i te całe przyzwyczajenie do tego wszystkiego.Kochać kocham napewno,ale z drugiej strony wydaje mi się że te nerwy,te przejmowanie się tym wszystkim spowodowane jest tym strachem że utraciłem nieodwracalnie pewne tematy,a to oznacza zmiany w życiu których się chyba boje właśnie.Bo było fajnie miło,a teraz radz sobie sam.Może to brednie co napisałem ale tak mnie własnie naszło,szukam w swojej głowie tego co mnie własnie najbardziej dołuje.

51

Odp: Moja smutna historia...

Zamiast "szukać w głowie" było wyjsć gdzieś z kolegami. Bo to rozpamiętywanie nic nie da! Czy sprawi że wróci? Nie,więc po co się tak katować.. Wiem,wiem że łatwo się mówi. Ale nie jestem na to obojętna,bo sama przechodzę przez to samo. Ale jak tylko przychodzi taka chwila, że usiądę i zaczynam myśleć to biorę do ręki książkę,zadzwonię do kogoś,próbuję oderwać myśli. A i apetyt mi już wraca.. Choć łatwo nie jest. I jak tam,dziś wyspany? bez koszmarów??:)

52

Odp: Moja smutna historia...

No właśnie,łatwo nie jest i trudno oderwać myśli i skupić się na czymś innym.Co do wyjścia to miałem gdzieś iśc ale się wykruszyłem,może dzisiaj gdzieś ruszę z kolegami.Chociaż to tez nie jest tak do końca dobre rozwiązanie bo będzie alkohol i potem na drugi dzień może być ciężko bo wszystko wróci ze zdwojoną siłą...Wczoraj wieczorem ratowałem się dobrą muzyką,udało mi się trochę przestać myśleć i zacząłem sobie wyznaczać pewne cele.Póki co nie będe wiele zmieniał,jeżeli już to bardzo małymi kroczkami,chce już skończyć ten rok w taki sposób.Od nowego roku mam zamiar rzucić papierosy na dobre i wracam na siłownię.Dostałem też ofertę dobrze płatnej pracy choć ciężkiej.Podsumowując może to jest takie chwilowe polepszenie całęj te sytuacji a może faktycznie będzie szło ku dobremu.Co do spania to sam jestem zaskoczony,zero koszmarów,wprost przeciwnie a spałem jak zabity i dopiero co oczy otworzyłem,pierwszy raz od tego czasu tak długo spałem:)

53

Odp: Moja smutna historia...

Alkohol jest o tyle niebezpieczny, że gdy się nauczysz uciekać w niego zamiast rozwiązywać problemy... Sam wiesz.

Ale czasem troszkę, na rozluźnienie - może pomóc.

54

Odp: Moja smutna historia...

Tak wiem że alkohol to nie rozwiązanie,próbowałem tydzień temu w niego uciekać i o ile w trakcie spożywania i po było fajnie to na drugi dzień przybicie dwa razy mocniejsze.Ale wyjdę,postaram się w jakiś sposób rozerwać chociaż szczerze mówiąc nie mam na to chęci i nie wychodziłbym najlepiej z domu wcale.Póki co w dalszym ciągu jest cisza,ona sie do mnie nie odzywa ja do niej też nie.Staram się o tym nie myślec i są momenty kiedy jest w miarę,krótkie to chwile ale zawsze coś.

55

Odp: Moja smutna historia...

Pawełku myśl sobie w ten sposób, że dużo lepiej jest, że z nią nie jesteś. Widzisz ona Ci od początku coś nie pasowała, więc może by ten związek w ogóle nie wyszedł i za parę miesięcy Ty byś się musiał martwić jak jej delikatnie powiedzieć, że czujesz, że to nie to? A tak to przynajmniej nikogo ranić nie musiałeś.;)
A jesteś inteligentnym chłopakiem, więc znajdzie się taka, która Cię mocno doceni.;)

56

Odp: Moja smutna historia...

Aj no i spaprałem sprawę po raz kolejny,coś mnie tkneło i napisałem smsa.Potem zadzwoniłem i chciałem żeby mi powiedziała że z jej strony definitywny koniec.Powiedziała że nie chce tak mówic i że jutro porozmawiamy na ten temat.Tak więc znowu tylko sam to przeciągam.Wiem głupota ale czasami to jest silniejsze...Odpuściłem sobie wieczorne wyjście bo i tak brak nastroju.Posiedzę sobie przed kompem,jak by się ktoś nudził to może zagadać na gg:8836027.Miłego wieczoru wszystkim.

57

Odp: Moja smutna historia...

I jak się sprawy mają dziś?

Posty [ 58 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moja smutna historia...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026