Witajcie,
Czas chyba nadszedł dla mnie żeby się w końcu chociaż wygadać.. Z pewnością chodzi o kłopoty, bo w chwilach radości raczej niewielu rejestruje się na forum żeby podzielić się euforią...
Mam 33 na karku i małżeństwo z 1 dzieckiem. Od jakiegoś czasu nie mogę się dogadać z mężem, potrafi nie odzywać się bez powodu (lub ja go nie znam), a jak już to jest niemiły, czasem wręcz niegrzeczny i przykry. Śpimy w jednym łóżko ale to wszystko. Ostatni udany sex miał miejsce chyba w wakacje, od tamtej pory nic, mimo moich zaczepek! Ja sama niedługo nie będę potrafiła spojrzeć w lustro, bo czuję że sama się poniżam nie reagując na jego zachowanie, udaję że wcale mnie nie skrzywdził i rozmawiam jak gdyby nigdy nic, a gdy nie widzi łzy płyną.. (jak i teraz). Czuję się bezsilna, jednocześnie zaczynam czuć, że obojętnieję. Rozwodu jakoś na razie sobie nie wyobrażam, ze względu na 5-letnie dziecko. Walka byłby dramatyczna. Im gorzej jest między nami tym więcej się zajmuje dzieckiem. Ja w zależności od nastroju danego dnia albo jestem pełna optymizmu, że będzie dobrze, albo w myśli wyzywam go od najgorszych. Nie ma żadnych krzyków i awantur, to nie leży w mojej naturze, ale niedługo zaczniemy żyć obok siebie a nie razem. Jeśli już tak nie jest..
Podobne tematy
A próbowałaś z mężem o tym porozmawiać? No bo to chyba najprostszy sposób. Faktycznie za ciekawie to nie wygląda, jesteś młoda a żyjesz jak byś była już dawno na życiowej emeryturze! Może jakaś terapia małżeńska, jeśli się zgodzi. Ale najpierw musisz się dowiedzieć, o co tak naprawdę chodzi. A nie podejżewasz go o to, że ma kogoś na boku? Bo nie chcę Cię martwić, ale tak to trochę wygląda.
Podjęłaś najgorszą, moim zdaniem, decyzję. Decyzję o udawaniu, że wszystko jest dobrze, że o nic nie chodzi, a jednocześnie pełno w Tobie żalu, pretensji. Chowanie głowy w piasek nie jest dobrym rozwiązaniem. twierdzisz, że mąż milczy i nie reaguje na Twe słowa. Zastanów się nad tym, w jaki sposób mówisz do męża. Jeśli jest to wykład, kazanie, mowa prokuratorka, to nic dziwnego, że nie odpowiada.
Kolejną złą decyzją, również moim zdaniem, jest zasłanianie się dzieckiem. Żadne dziecko nie jest szczęśliwe w rodzinie, gdzie panuje złość, obojętność, gdzie matka/ojciec płacze po katach. Żadne dziecko, nawet gdy dorośnie, nie jest zadowolone na wieść o tym, ze to z jego wzgledu matka/ojciec postanowili zostać w kiepskim, toksycznym związku. Taka świadomość jest wielkim obciążeniem.
Jeśli zdecydujesz się zostać w związku, zrób to dla siebie.
Jeśli zdecydujesz sie odejść, zrób to dla siebie.
Kasiek - raczej to nie jest typ do rozmowy, nie potrafi tego robić. Terapia odpada, nikt mu nie będzie mówil jak żyć
Na boku raczej nikogo nie ma, tu chodzi o coś innego.
Wielokropek - mam charakter uległy, nigdy nie czynię wyrzutów, nie robię kazań. Wybaczam więcej niż powinnam. A rozwód jak napisałam będzie potworną walką o dziecko i nigdy nie będzie dobrych stosunków, tylko wieczna zemsta. Dlatego na razie nie dopuszczam tej myśli. I podświadomie wcale też nie chcę takiej solucji.
Spróbuję dziś porozmawiać, jeśli nic się nie zmieni. ( często się zmienia, jak gdyby nigdy nic, zaczyna rozmawiać. Ale tylko dlatego że ja zachowuję się "normalnie", gdybym przyjęła jego zasadę milczenia, cisza trwałaby miesiącami.)
Cierpieć w milczeniu. Wiesz doskonale, że to żadne wyjście, ale też nie potrzebujesz tego tutaj usłyszeć. Myślę, że napisałaś tu po to, aby się wyżalić. Nie oczekujesz konkretnych podpowiedzi. Z góry zakładasz, że nic z tym nie zamierzasz i nie zrobisz. Znam ten stan. Wszystko co już do tej przeczytałaś na ten temat przyjmujesz, ale traktujesz jako rady nie-dla-siebie. Rozmowa-nie. Rozwód-nie. Tak jak jest- też nie. Zadaj sobie podstawowe pytanie - czy między Wami jest uczucie. Miłość albo przynajmniej przyjaźń (z relacji niestety nie wynika). Jeżeli potrafisz sobie na to pytanie odpowiedzieć to albo zawalczysz o związek albo Wiesz co powinnaś zrobić. Boisz się walki o dziecko, może samodzielności czy innych trudności. To prawdopodobne i normalne.
Jednak uświadom sobie, że jeżeli nie łącza Was pozytywne emocje, wcześniej czy później i tak się rozstaniecie a do tego czasu skazujesz siebie, możliwe że męża oraz dziecko właśnie, na dyskomfort życia w "chorej relacji". Pozdrawiam
Trudna tak właśnie napisałam w poście rozpoczynającym - chęć "wygadania". To pomaga wiele rzeczy poukładać. Ale nikt nie zadecyduje za mnie co robić, ani to nie ankieta koniec czy nie. Na razie jestem pozytywnie nastawiona (wlaśnie po wygadaniu się;) ), chociaż martwi mnie że nie odpowiedział na czułego smsa.. może zostawił telefon jak zwykle w torbie w biurze. Na razie nie mogę dopuszczać złych emocji to wiem na pewno, bo to równoznaczne z podpisaniem wyroku na nas. Macie jakieś sposoby na rozpalanie od nowa ogniska domowego? ...
(...)Macie jakieś sposoby na rozpalanie od nowa ogniska domowego? ...
Własna złość jest dobrą rzeczą do spalenia domu, nie zaś do rozpalenia ogniska domowego. ![]()
Wobec tego zanim zaczniesz cokolwiek robić innego, pozbądź się złości. Pozbądź się, czyli wyrzuć ją z siebie, a nie chowaj jej w zakamarkach. Pozbądź się jej, ale nie wylewaj jej na męża. ![]()
Później... później przypomnij sobie, co Cię w Twym mężu zachwyciło, czym Cię urzekł. Przypomnij też sobie, czym Ty go uwiodłaś, czemu Ciebie pokochał, co w Tobie zobaczył.
Witam
Właśnie tak sobie czytam...."ognisko domowe"????, rozmowy..., wspominanie miłych chwil...., próby podjęcia rozmowy...., wspólne przypominanie miłych chwil...., co zrobić, kiedy mężczyzna nadal zachwyca, a ja już nie??? Żadne próby nie skutkują, jest zimny, obojętny, nie przytula
. Brak mi już pomysłów, by rozpalić ogień.....