Witajcie!Chciałabym porozmawiać o tym,jak czujecie się w towarzystwie kogoś,kto zawsze mówi Wam prosto w oczy,co o Was myśli?Jak przyjmujecie taką krytykę?
Ostatnio pewien mój znajomy wpadł do nas na kawkę,skorzystał z wc,po czym następnego dnia zwrócił mi uwagę,że nie było na umywalce mydła.Powiedział:"zadbaj o to".Oczywiście było mi strasznie głupio,zaczęłam coś tam tłumaczyć,a potem go unikać.Bo on ma pięknie dopracowane mieszkanie,zawsze wszystko na miejscu,prawie jak muzeum...Przez mydło,którego akurat nie było...Mam osobną łazienkę,tam myjemy ręce i tam zawsze mamy mydełko.Chciałam dobrze wypaść,a zrobiło mi się tak głupio ![]()
To tylko jeden przykład.A jak Wy reagujecie na słowa krytyki?
Podobne tematy
Słowa Twego znajomego nie są krytyką, lecz pouczeniem, strofowaniem, rozkazywaniem, nakazywaniem. Jego postawa jest arogancka, zmieniająca waszą relację z koleżeńskiej, partnerskiej, na bardzo hierarchiczną, ustawiającą Ciebie na najniższym szczeblu niezwykle wysokiej drabiny, jego zaś na jej szczycie. On przecież pokazał tu swoją klasę; ot, przyszedł szerzyć edukację, głosić prawdy objawione wśród ciemnoty i prymitywu. A ileż w tych krótkich słowach pogardy! Współczuję posiadania takiego znajomego.
Jak znoszę krytykę (krytykę nie zaś pouczanie)?
Do niedawna (choć i teraz też mi się to zdarza) bardzo negatywnie reagowałam na krytykę. Reagowałam tak zawsze, gdy... sama siebie usiłowałam oszukać, przed samą sobą ukryć to, że moje zachowanie, decyzja były nieodpowiednimi. I bardzo głośno wówczas protestowałam, bo takie czyjeś słowa burzyły mi z trudem wypracowany i z trudem udawany spokój duszy. A przecież od takiej oceny, również własnej, tak bardzo chciałam uciec. ![]()
Gdy zaś, naprawdę, moja ocena sytuacji, zachowania, jest inna od zasłyszanej, wówczas spokojnie (i spokój ten nie jest udawanym) odpowiadam "Rozumiem." Mogę nawet dyskutować o przyczynach takiej opinii. Ale zawsze wtedy jestem pewna swoich racji. Ich podważenie niczym mi nie grozi. Pod jednym warunkiem - gdy nie myślę o sobie kiepsko, bo wówczas ta opinia jest potwierdzeniem mego myślenia o sobie. ![]()
Dokonałam też jednej rzeczy: stałam się osobą niezależną psychicznie. ![]()
Dzięki temu czyjeś słowa traktuję jak opinię. A z opinią można się zgodzić, można się nie zgodzić. Opinia jest czyimś zdaniem na określony temat, w tym wypadku mego zachowania. I jeśli sama nie ustawiam się na najniższym szczeblu drabiny, a mego rozmówcy nie lokuję na stopniu najwyższym i jeśli nie uważam, że dzieli nas przeogromna przepaść, to jego słów nie traktuję jako prawdy objawionej, aksjomatu - takie słowa puszczam mimo uszu; czasem o takiej opinią, chcąc poznać argumenty, dyskutuję i... albo pozostaje przy swoim zdaniu, albo to zdanie zmieniam.
Wracając do Twej historii z mydłem.
Gdyby Twój znajomy potraktował Ciebie życzliwie, to innymi słowy skomentowałby brak możliwości umycia rąk.
Gdyby Twój znajomy nie był dla Ciebie wyrocznią, to nie kucnęłabyś przed nim, nie sfilcowałabyś się do roli małej przestraszonej dziewczynki i nie tłumaczyłabyś się przed nim.
3 2012-11-23 11:27:11 Ostatnio edytowany przez zieleń (2012-11-23 11:37:30)
Dziękuję Wielokropku.Myślę,że jednak problem tkwi we mnie.Po pierwsze nie rozumiem,dlaczego ten człowiek jest dla mnie wyrocznią?Po drugie nie rozumiem dlaczego mną gardzi,skoro zechciał bywać w moim towarzystwie?A po trzecie dlatego teraz przed nim uciekam?Bo dał mi odczuć,że jestem nikim?Najgorszą z najgorszych?Bo na umywalce w wc nie było mydła?Chciałabym umieć rozumieć siebie i swoje reakcje.
Jejku,uświadomiłaś mi Wielokropku,że przecież on mną wzgardził,a ja tak strasznie zabiegam o względy tego człowieka. Przecież on mnie krzywdzi.Jak mam reagować jeśli w końcu go spotkam,co odpowiedzieć?A co,jeśli wpadnie do naszego domu?
Dziękuję Wielokropku.Myślę,że jednak problem tkwi we mnie.Po pierwsze nie rozumiem,dlaczego ten człowiek jest dla mnie wyrocznią?Po drugie nie rozumiem dlaczego mną gardzi,skoro zechciał bywać w moim towarzystwie?A po trzecie dlatego teraz przed nim uciekam?Bo dał mi odczuć,że jestem nikim?Najgorszą z najgorszych?Bo na umywalce w wc nie było mydła?Chciałabym umieć rozumieć siebie i swoje reakcje.
dramatyzujesz troche. kolega zwrocil Ci uwage, wyrazil swoja opinie. krytyka wg mnie by bylo jakby Ci powiedzial "boze, ale smierdzi g*wnem u Ciebie w kiblu, nie masz odswiezacza? nie czujesz tego?". powinnas docenic to co Ci powiedzial, a nie robic z siebie biedna dziewczynke, ktora uslyszala tak straszna rzecz
Dlaczego ten człowiek jest dla Ciebie wyrocznią? Poszperaj w sobie. ![]()
Dlaczego gardząc Tobą, chce przebywać w Twym towarzystwie? Być może, dzięki temu ładuje swoje ego. Musi mieć obiekt, do którego odnosić będzie swoją osobę, bo inaczej... będzie kiepsko myślał o sobie. Osoby zadowolone z siebie, szczęśliwe, nie potrzebują porównywać się z kimkolwiek. ![]()
Czemu przed nim uciekasz? A kto chce przebywać w towarzystwie osoby wywyższającej się, pogardliwej?
mery90,mam ładny kibelek i pachnący,na prawdę znajdziesz tam wszystko,czego potrzeba,prócz mydła na umywalce...to nie problem kupić je,co na pewno zaraz zrobię.Chciałam porozmawiać o tym,co czuję,kiedy ktoś tak do mnie mówi.
Wielokropku,to porównywanie się z kimkolwiek...coś w tym jest...
Gdyby jakis znajomy powiedział mi to,co Tobie, godziłoby to w moje poczucie własnej wartości. Zabrzmiało to tak, jakbyś była małą dziewczynką, którą Pan ojciec poucza. Ten koleś po prostu posadził się niżej w swojej hierarchi a Ty pozwolilaś na to. Ktoś potraktował Cię bez należnego szacunku, sprawił, ze poczułaśe się głupia,naruszył Twoją godność po prostu, wiec sie wkurzasz. Masz w domu po swojemu i uważałas, że jest ok. A tymczasem przyłazi waszmosc pan ze słomą w butach i zwraca Ci uwagę jak jakiś dyrektor. Dlatego tak się przejmujesz.
Przed takimi atakami trzeba się bronić. najlepiej podobnym rodzajem broni. Coś w stylu "szkoda, ze nie potrafisz z ubikacji trafić do łazienki. Przykre, ze dorosły mężczyzna nie wie, gdzie znaleźć mydło", albo "nie pamiętam Twojego imienia, ale poznaję twoje okropne maniery". Nie jestem zwolenniczką walki na słowa jako takiej, ale uważam, ze przy takiej formie ataku jest to dozwolone.
Na opinię innych reaguję jak Wielokropek. Czasem dyskutuję, czasem się zgadzam, czasem tylko przyjmuję do wiadomosci , a czasem puszczam mimo uszu.
8 2012-11-23 12:27:33 Ostatnio edytowany przez tolkabezlolka (2012-11-23 12:28:56)
Jeśli krytyka jest uzasadniona (czyli z mojej winy),to przyjmuję do wiadomości i godzę się.
Jeśli nie (podobny przypadek, jak twój), wtrącam swoje trzy grosze.
Czasem spływa to po mnie, czasem nie.
Są wywody i dysputy. Wszystko zależy od sytuacji.
Nie, no szok! Ale się uśmiałam, (z ironią rzecz jasna...)
Koleś nie dość, że wywyższa się i faktycznie stawia Cię w głupiej sytuacji.
To jeszcze ma czelność powiedzieć Ci to na drugi dzień po fakcie.
To dopiero przegięcie pały.
Po pierwsze nic mu do tego, twój dom.
Po drugie, gdyby miał choć trochę przyzwoitości byłby w stosunku do ciebie bardziej fair.
"Zadbaj o to" Nakazuje Ci próżniak z przerośniętym ego...
(...)Jejku,uświadomiłaś mi Wielokropku,że przecież on mną wzgardził,a ja tak strasznie zabiegam o względy tego człowieka. Przecież on mnie krzywdzi.Jak mam reagować jeśli w końcu go spotkam,co odpowiedzieć?A co,jeśli wpadnie do naszego domu?
Dopisałaś po napisaniu przeze mnie postu, więc odpowiadam teraz. ![]()
Będąc na Twoim miejscu zastanowiłabym się nad tym, czemu tak usilnie zabiegam o zainteresowanie kogokolwiek, jego również.
Spotykając go, byłabym nad wyraz uprzejmą, bardzo taktowną, z olbrzymim dystansem do niego, bez odrobiny poufałości. Jeśli wpadłby do mego domu, rozumiem, że niezapowiedziany, to będąc gospodynią potraktowałabym go jak oficjalnego gościa.
Zrobiłabym tak, gdyby to jego "Zadbaj o to." nie było jednorazowym, niefortunnym, stwierdzeniem. Bo gdyby była to wpadka, a kontakty miedzy wami były do tej pory sympatycznymi, to powiedziałabym mu o swych uczuciach, które wzbudził u mnie ten jego tekst. I nie wracałabym więcej do tego tematu. ![]()
10 2012-11-23 22:34:02 Ostatnio edytowany przez klarek (2012-11-23 22:34:33)
Chłop się zachował jak przysłowiowa słoma z butów. A przecież mógł jak już koniecznie chciał coś powiedzieć,np."Ania gdzie mogę umyć ręce", "Ewa gdzie mydełko". I byłoby zupełnie inaczej. Ale chyba każdy z nas co jakiś czas robi coś idiotycznego. Jeśli do tej pory wasze kontakty były sympatyczne, to zrób jak radzi Wielokropek.
Jeśli chodzi o tekst z mydłem: uśmiałabym się po pachy po prostu.Mój dom,moja łazienka,mój brak mydła.Jak koledze coś nie pasi to niech sika w tojtoju:).No nie wiem- to nie jest krytyka,to buraczarskie zagrywki.Gdybym chciała umyć dłonie mydłem po wyjściu z czyjegoś wc zapytałabym grzecznie gdzie jest mydło a i pewności nie mam czy nie zrobiłabym komuś tym przykrości.
Jak przyjmuję krytykę? Jeśli jest konstruktywna to doceniam i czerpię z niej garściami.Jeśli jest tylko przypieprzaniem się nieuzasadnionym to śmieję się albo skomentuję,nie zawsze grzecznie.
Jakiś czas temu brat męża wpadł do nas na wieś.Wpadł z dziećmi i kolegą.Nie byłam szczęśliwa bo akurat kończymy sezon letni,pakujemy się do domu a brat sobie zażyczył koniecznie kawę z ekspresu z kropelką mleka i brązowym cukrem a dla kolegi zieloną herbatę.Jak dla mnie- nie dość,że jego dzieciakom muszę naszykować obiad bo głodne to jeszcze panowie mają wyszukane życzenia.Zrobiłam kawę rozpuszczalną- bo tylko taką już miałam z białym cukrem a koledze zwykłą czarną herbatę.Za chwilkę brat przychodzi do mnie do kuchni z zapytaniem:"to ty nawet zielonej herbaty nie masz? Ja nie prosiłem o rozpuszczalne g.....no tylko o kawę z ekspresu".
Choć mnie rozzłościł w pierwszej chwili to zaśmiałam się powiedziałam,żeby sobie z baranka w ściankę strzelił.Ja nie mam powodu mu tłumaczyć,że ja już stąd wyjeżdżam na całą zimę i spakowałam się.
Twój znajomy zachował się fatalnie -- wydał rozkaz zamiast powiedzieć delikatnie np. "Zauważyłem, że mydło Ci się skończyło w ubikacji...".
Krytykę przyjmuję z pokorą, ale sam oceniam czy krytykujący ma rację. Uwielbiam krytykę, bo sprawia, że eliminuję słabe punkty. Dobry krytyk to zbawca.
Dziękuję za wpisy.Właściwie spodziewałam się,że ta sytuacja wywoła śmiech wśród wielu z Was.Sama zastanawiałam się nad tym,dlaczego tak bardzo mnie to zabolało.Przecież powinnam uśmiechnąć się pod nosem,postawić mydło i byłoby po sprawie.Ale poczułam sie strasznie poniżona,moja samoocena spadła do poziomu gruntu.Tak,przerośnięte ego ten pan posiada,niejednokrotnie dał to po sobie poznać.Jednak jest coś takiego w tym koledze,że dla ludzi z mojego otoczenia jest pewnego rodzaju wyrocznią,praktycznie wszyscy ludzie,których znam lgną do niego,szukając przyjaźni,możliwości rozmowy.Nie wiem dlaczego tak się dzieje,skoro potrafi zrobić taką przykrość...Wielokropku,powiedziałam mu o swoich uczuciach,a on oczywiście odpowiedział,że jestem dziwna,że przecież mydło grosze kosztuje,że chciał udzielić dobrej rady...Szkoda tylko,że tak brutalnie.Próbował oczywiście nawiązać rozmowę,ale go jednak unikam.I szukam w sobie odpowiedzi,dlaczego jest dla mnie wyrocznią,dlaczego ważne jest jego zdanie?Nie potrafię zrozumieć tego mechanizmu ![]()
Postanowiłam,że stanę się odporniejsza na ludzką krytykę.Tak,aby była ona dla mnie budująca...
U mnie pierwszą reakcją na krytykę jest obrócenie sytuacji w żart. Bo to najbezpieczniejsza reakcja w momencie, kiedy pojawiają się emocje i można zareagować niewłaściwie. A potem, już na zimno, zastanawiam się nad krytyką. Jeśli znajdę w niej coś prawdziwego to staram się nad tym popracować. Jeśli nie znajdę to zaczynam się baczniej przyglądać autorowi krytyki - o co mu chodzi?
Tak naprawdę niewiele krytyki usłyszałam w moim półdługim życiu. Oceny moich poczynań w pracy czy kiedyś na studiach nie wliczam, bo to są sytuacje, które z definicji wymagają pochwały lub krytyki. Sytuacji takich jak w pierwszym poście nie wliczam, bo tu raczej autor tych słów zasługuje na krytykę. "Zadbaj o to"... Phi... Już ja bym zadbała, żeby ten pan nie miał więcej okazji do korzystania z mojej toalety...
Edit:
Zieleń, dopisałaś posta kiedy ja pisałam swojego, wiec edytuję.
Zrozum, że to nie była krytyka. To była UWAGA, w dodatku niezmiernie prymitywna. Krytyką byłoby, gdybyś usłyszała, że nie umiesz posprzątać łazienki. To było spostrzeżenie "nie ma mydła". Tyle, że to spostrzeżenie można wyrazić na milion sposobów - tak, żeby nikogo nie urazić. Sposób tegoż pana zasługuje na krytykę
Dlaczego ludzie zabiegają o jego względy? Bo wydaje im się właśnie, że to osoba z wysokiego szczebelka drabiny. Nie potrafią go właściwie na tej drabinie umiejscowić. Ty także nie potrafisz, dlatego się przejmujesz. Choćby nie wiem jak mi imponował to po takim tekście spadłby szczebelek w dół. A ponieważ zapewne nie jest to jego jedyna zagrywka tego typu, więc szybciutko siedziałby na ziemi pod drabiną. A ja bym sobie radośnie dyndała nóżkami nad nim, bo uznałabym, że może i nie mam mydła w łazience, ale posiadam przynajmniej wyczucie, które jest od mydła cenniejsze a jemu zupełnie obce ![]()
Tak,to nie jedyny raz,kiedy usłyszałam od niego przykrą,albo dla mnie bardziej dziwną uwagę.Kiedyś, przy okazji rozmowy w większym gronie znajomych,przy okazji rozmowy o firankach-drogich i pięknych-którymi przyozdabia swoje mieszkanie,usłyszałam taki tekst:"Ty to nawet firan nie masz."Ano nie mam,postanowiłam,że ich mieć nie będę i zamiast nich mam w każdym oknie pionowe verticale.Zamówiłam cały zestaw na wszystkie okna mojego domu i uważam,że jest pięknie.Nie rozmawiam o tym z nikim,bo i po co.Sama wybrałam sobie projekt domu,sama go urządzam,sama za to wszystko zapracowałam.Ale on oczywiście to skrytykował,na zasadzie,że dobrze,pięknie i poprawnie jest mieć drogą firankę w każdym oknie.Wtedy bardziej mnie to rozbawiło,niż wkurzyło...Dlaczego tak interesują go detale wystroju wnętrza czyjegoś domu?Do tego stopnia,że musi w taki sposób natychmiast to powiedzieć?Wręcz nakazywać mieć to i to,albo tak i tak...
zieleń, coraz bardziej wygląda mi to na poprawianie sobie myślenia o sobie poprzez krytykę postępowania innych (w wykonaniu tego znajomego oczywiście). Kiedy byłam dzieckiem, jeden chłopak z mojej rodziny, u którego w domu się nie przelewało, krytykował dosłownie każdą zabawkę, każdą nową rzecz, jaką dostawałyśmy z siostrą. Wszystko było "kiepskie" albo "on miał/widział lepsze". Mówił tak z prostej przyczyny - był zazdrosny. Sądzę, że Twój znajomy również albo jest zazdrosny (niekoniecznie sądząc, że Ty masz lepsze/droższe rzeczy w wyposażeniu mieszkania, ale np. że lepiej potrafisz je urządzić), albo po prostu ma tak niskie mniemanie o sobie, że musi sobie poprawić samoocenę przez krytykę aranżacji Twojego mieszkania czy też Twojego zachowania w roli gospodyni (sprawa z mydłem). Być może też ma takiego bzika na punkcie ładnych i drogich rzeczy, że żyje w przeświadczeniu, że jeśli kogoś na nie nie stać lub, co gorsza, nie chcą ich mieć, to znaczy, że coś z nimi nie tak. Tu przypomniał mi się jeszcze mój kolega ze studiów, który nosił tylko markowe, drogie ciuchy (rzecz jasna, sam nawet na nie nie zarabiał, miał bogatych rodziców) i potrafił otwarcie krytykować innych, którzy ubierali się zupełnie zwyczajnie albo, o zgrozo!, w lumpeksach. Szkoda życia na poświęcenie choćby jednej myśli takiemu człowiekowi.
Popieram vinngę - gdyby jakiś mój znajomy tak się zachował będąc w odwiedzinach u mnie, z całą pewnością byłaby to jego ostatnia wizyta. Prawdopodobnie też od razu odparowałabym czymś w stylu: "jeśli Ci się u mnie nie podoba, możemy spotykać się w drogim hotelu lub restauracji, za które Ty zapłacisz".
Mnie sie przypomniała anegdota z którejś książki Borharda (chyba "Znaczy kapitan"). Autor opisuje jak bawiła się dwójka małych dzieci, w tym chłopiec z "normalnej" rodziny, a dziewczynka - córka dyplomatów. Dziewczynka cały czas próbowała wykazać chłopcu swoją wyższość, przez którą rozumiała zamożność. Chwaliła się posiadanymi drogimi rzeczami pytając go: "a to masz?". Chłopiec, po tym jak mu już minęło skonfudowanie, położył się na podłodze, zdjął spodenki, wyjął drugorzędną cechę płciową i zapytał: "a to masz?". Dziewczynka zmyła się jak niepyszna.
Na każdego jest sposób. Od dzieci też można się czegoś nauczyć (niekoniecznie identycznych metod
).
zieleń -- coś z Tobą jest nie tak, że się przejmujesz tak tym gburowatym hipopotamem; lepiej zastanów się nad sobą -- przecież to tylko mydło; mydło w kiblu nie jest najważniejsze na świecie;
Zależy od kogo pochodzi ta krytyka, jeśli od osoby którą cenię z tego czy innego względu to zastanawiam się nad tym co on/ona powiedziała. Jeśli to ktoś zupełnie mi obojętny wtedy sytuacja decyduje o tym czy zastanawiam się nad czy nie. Osoby, których nie lubię i nie cenię nie krytykują mnie...już, bo mają swoje powody.
sam22-sama widzę,że coś ze mną nie tak,skoro jeden tekst na temat mydła w toalecie wytracił mnie z równowagi,tak czułam,że trzeba z wami rozmawiać,aby wyzdrowieć ![]()
Bullitt-mój problem polega chyba właśnie najbardziej na tym,że ten człowiek jest dla mnie wzorcem do którego się odnoszę.Wystarczyłoby go nie lubić,nie cenić...Ale na prawdę nie wiem co jest w nim takiego,że szybko ludzie wybaczają jego przegięcia,szukając w nim oparcia.To jest co najmniej chore...
luc-wierz mi,jeśli chodzi o stan posiadania wielu rzeczy,miałabym czym się pochwalić.Ale ja tego nigdy nie zrobię,bo nigdy nie chwalę się ludziom tym,co posiadam.Nawet nie umiałabym tak zrobić.Ja się nie lubię chwalić i wolę,jak znajduję sobie koleżanki i kolegów,którzy nie wiedzą co mam.Bo wtedy lubimy się za to kim jesteśmy,prawda?Ale sposób dziewczynki i chłopca jest ciekawy,warto by to przemyśleć i zastosować czasami ![]()
Anemonne-wszystko to,co napisałaś chyba można by odnieść do niego.Myślę sobie,że być może jest też tak,że on dla mnie i dla wielu moich znajomych jest w pewnym sensie niedoścignionym autorytetem i wiedząc o tym,na tym buduje swoje ego.Może my sami pozwalamy na to,aby taki był,taki się czuł.W każdym razie jeśli tylko wspomni o kolejnej wizycie u mnie,od razu ruszam z tekstem o restauracji,za którą on zapłaci ![]()
Zieleń - ta anegdota to była tak pół żartem pół serio, dzieci jak widać też miewają takie problemy ![]()
on dla mnie i dla wielu moich znajomych jest w pewnym sensie niedoścignionym autorytetem
A właściwie dlaczego jest takim autorytetem? Nie z powodu pieniędzy (bo tak już pisałaś). Taki jest inteligentny? Taki z niego arbiter elegantiarum? Czy coś innego?
22 2012-11-24 15:48:35 Ostatnio edytowany przez zieleń (2012-11-24 15:53:18)
hmmm...jest inny niż my wszyscy,a z tego co opowiada wynika,że nieziemsko bogaty,oczytany,mądry,zaradny etc.etc. Na wielu rzeczach się zna,ciągle zagłębia się w nowe hobby,a potem opowiada nam o rzeczach,o których w pierwszej chwili nie mamy zielonego pojęcia.Na co dzień cichy, spokojny,opanowany facet,jeśli czegoś chce,zawsze to osiągnie.Dobrze ubrany,taki sobie przystojniak,zawsze roześmiany od ucha do ucha.Ale kiedy wyjedzie z tymi swoimi tekstami,cały czar pryska...O sobie mówi ,że z nim nie jest łatwo wytrzymać,ale za to nigdy nie jest nudno...Ot!cały on!Wiem,wiem,że dziewczynka i chłopiec byli pół żartem,pół serio.Ale fajna ta anegdotka jak nie wiem co ![]()
Dla mnie autorytet to człowiek, który potrafi zachować klasę, gdziekolwiek by nie był.
Widziałem wiele bufonów w swoim życiu - przykładowo idzie taki do restauracji, dostaje dobre jedzenie, ale żeby pokazać jak bardzo się zna, wyszuka centkę na szklance i krzyczy - co to ma być, ta szklanka jest brudna, ja w tym pić nie będę... Coś a la pani Gessler.
Zieleń - gdy gość wychodził trzeba było powiedzieć - zamknij porządnie klamkę za sobą. Zadbaj o to.![]()
24 2012-11-24 16:11:57 Ostatnio edytowany przez luc (2012-11-24 16:12:28)
autorytet to człowiek, który potrafi zachować klasę, gdziekolwiek by nie był.
Bardzo trafne.
Zieleń - z Twojego opisu wynika, że on Wam IMPONUJE, a nie, że jest AUTORYTETEM. Bo nie zauważam w czym on miałby być autorytetem.
Remi napisał/a:autorytet to człowiek, który potrafi zachować klasę, gdziekolwiek by nie był.
Bardzo trafne.
Raczej mało trafne. Autorytet to z definicji coś, co imponuje, budzi uznanie i w związku z tym zaufanie. Nie ma to wiele wspólnego z klasą. Bo autorytetem był i jest wulgarny Piłsudski, pijaczyna Kościuszko czy spiskowiec Rommel. Najczęściej odnosi się do konkretnej dziedziny np zawodowej. Mało jest autorytetów jeśli chodzi o całokształt osoby.
A ów facet przypomina mi typowego nowobogackiego. Niby klasa, niby pieniądze, a jednak słoma z butów wystaje....
26 2012-11-24 16:59:26 Ostatnio edytowany przez Remi (2012-11-24 17:00:20)
Kto jest autorytetem dla dziecka? Czy Piłsudski, Rommel, Kościuszko...Nie, autorytetem jest ojciec, mama. Patrzy się na nich i próbuje postępować tak samo. To są autorytety, to są wzorce zachowań. Bywa, że te autorytety rodziców z czasem okazują się inne, ale bywa, że do końca życia są autorytetami i wzorcami postępowania.
Człowiek bez klasy i umiejętności zachowania się, co by nie zrobił - nie jest autorytetem dla mnie.
Wg mnie wyolbrzymiasz .. gdyby mi ktoś powiedział dopiero następnego dnia, że w mojej łazience nie było mydła, to bym odpowiedziała, że nie zauważyłam zapytała dlaczego mówi o tym teraz.. i dodała z uśmiechem - "skoro mi nie powiedziałeś to czym umyłeś ręce"?
Przestań myśleć o sobie źle - każdy w mniejszym czy większym stopniu popełnia wpadki trzeba się z nich/siebie po prostu umieć śmiać.. jeśli bym się miała przejmować wszystkimi drobnostkami to bym chyba zwariowała..
Pomyśl sama - jeśli ktoś inny powiedziałby Ci taką uwagę : jak byś odpowiedziała? czy byłby to dl Ciebie koniec świata? Jeśli nie - to nie Ty masz problem, tylko czujesz się niepewnie w obecności TEJ osoby. Wasza relacja jest dla Ciebie problematyczna - więc nic dziwnego że unikasz kontaktu.
Twój kolega "perfekcjonista" najwyraźniej bardzo pracuje nad sobą i swoim poczuciem wartości (stąd informacja dopiero następnego dnia) może nie chciał źle - tylko po prostu nie potrafi inaczej.
Możesz mieć szlachcica na salonach, a w rzeczywistości złodzieja i wywyższającego się prostaka....
Umiejętność zachowania się to trochę za mało, aby być autorytetem.
A może tak bardzo zszokowała mnie jego uwaga,bo powiedziana następnego dnia?Nasze spotkanie odbyło się w bardzo,na prawdę bardzo fajnej atmosferze i wygląda mi na to,że do dnia następnego myślał o nim i o tym,co zobaczył u mnie.W każdym razie jest mi o wiele lepiej kiedy wiem,że jeszcze nie zwariowałam i że to jednak ze mną nie jest coś nie tak ![]()
luc napisał/a:Remi napisał/a:autorytet to człowiek, który potrafi zachować klasę, gdziekolwiek by nie był.
Bardzo trafne.
Raczej mało trafne. Autorytet to z definicji coś, co imponuje, budzi uznanie i w związku z tym zaufanie. Nie ma to wiele wspólnego z klasą. Bo autorytetem był i jest wulgarny Piłsudski, pijaczyna Kościuszko czy spiskowiec Rommel. Najczęściej odnosi się do konkretnej dziedziny np zawodowej. Mało jest autorytetów jeśli chodzi o całokształt osoby.
Możemy się spierać o definicję.
Autorytet wcale nie musi z "definicji" imponować. Budzić szacunek - tak. Imponować - niekoniecznie.
Ja to widzę tak:
Autorytet siły vs Siła autorytetu
Jak reaguje na krytyke?
Lekkim usmiechem i stwierdzeniem: "to jest twoja prywatna opinia na ten temat a ja nie musze dostosowywac sie do cudzych opini".
Serio, kazdy ma prawo zyc i mieszkac jak mu sie podoba i cudza opinia o MOIM mydle czy jego braku tyle by mnie obeszla co zeszloroczny snieg. ![]()
tyle by mnie obeszla co zeszloroczny snieg.
Na nartach jeździsz??? ![]()
Moja reakcja na krytykę ma dwie strony, ze tak to ujmę.
Jeżeli ktoś mnie krytykuje, a jest to osoba do której nie mam respektu, tak po prostu krytykuje, żeby humor "poprawić" zawsze wtedy ripostuje, lub po prostu obracam tak sytuacje, że agresor nie wie co powiedzieć.
Jeżeli krytykuje mnie osoba która dobrze znam, szanuje to wiem, ze krytyka jest pomocą na przyszłość i zawsze staram sie wyciągać wnioski z tego co zrobiłam, powiedziałam ect.
Najgorsze jest to, jak ktoś oczernia mnie przez internet na stronie o której coś o mnie napisano (nie, nie jestem sławna, ale zdarza sie, ze czasem coś napiszą) właśnie taka "uprzejma osoba" nie raczy sie podpisać, a wypisuje bzdury. Wtedy jest mi przykro i nic z tym nie robię. Komentarza nie dodam bo źle się bym z tym czuła.
Rocket za co lubisz Doktora House'a?
Już dwie strony wątku na temat mydła
Kochana autorko, sama znam takie osoby jak twój kolega, ale ja mam to do siebie, że jestem mistrzem ciętej riposty, a na głupie pytania nie odpowiadam.
Kup w sklepie mydło w płynie ( w marketach kosztują nawet do 1zł szt. ) tylko większą ilość, a jak szanowny kolega przyjdzie następnym razem to całe WC tym wyłóż. Może zrozumie kretyn aluzję, bo zwróciłaś mu uwagę, a on zamiast wziąć to jako niedopatrzenie to od razu atak do ciebie, że cię nie stać !?
Co do firanek, to w towarzystwie spytałabym się go, czy jest drugim Jacykowem w dziedzinie firan?
Miałam podobną sytuację z moją koleżanką, która ostatnio do mnie wpadła na kawę- nie dość, że zaczęła mi grzebać po szafie ( podobno chciała zakupić taką samą i sprawdzała pojemność) to zwróciła uwagę, że chce jej się siku, ale nie ma papieru toaletowego. Rozumiem, że jest to większe zaniedbanie niż mydło, ale akurat dziecko było chore, tydzień siedziałam w domu i nie miałam jak wyjść do sklepu po cokolwiek. To oznajmiła, że ona mi małej popilnuje a ja mam isć do sklepu po papier, bo bez tego to ona się nie wysika.
Sami widzicie,mydło którego nie było w kibelku,a taka rozwinięta dyskusja ![]()
szerek-wyobraź sobie,że on jest fanem Jacykowa,Wojewódzkiego itp. genialnych gwiazd telewizyjnych.Ileż to razy popadał w zachwyt nad nimi,ileż razy głosił ich cytaty...Jednym słowem,im ktoś bardziej "oryginalny" w telewizji,tym bardziej go ubóstwia ![]()
Wojewódzki bywa chamski, ale przynajmniej ma poczucie humoru. Gdyby ten pan chociaż ułamek poczucia humoru Wojewódzkiego posiadał to na brak mydła wymyśliłby bardziej atrakcyjną reakcję niż "zadbaj o to" dzień po fakcie...
Dlaczego człowiek o takich walorach jest dla Ciebie autorytetem?
Czujecie mieć takiego teścia? Na drugi dzień telefon z informacją o co mam jeszcze "zadbać". ![]()
Wielokropku,nie umiem znaleźć odpowiedzi?Dlaczego dla mnie?Dlaczego dla moich znajomych?Wszyscy wiemy,że potrafi być chamski,arogancki,wredny,a mimo to lgniemy do niego...Tak,jak byśmy potrzebowali takiego towarzystwa.Szybko wybaczamy mu to,czym obraził.Jaki problem jest we mnie?Czym ten człowiek zjednuje sobie ludzi?
Jeśli chcesz znaleźć odpowiedź na pytania, nie patrz na swego znajomego, nie zajmuj się motywacją innych osób, skieruj swe spojrzenie na siebie. Tak, wiem, to czasem boli. ![]()
Wielokropku,pomóż mi dotrzeć w głąb siebie.Jesteś mądrą osobą,czuję że z Twoją pomocą to się uda.Zadawaj mi- proszę- pytania pomocnicze,na które mogłabym sobie i Tobie odpowiedzieć.
Zadałam. ![]()
Problem w tym, że masz jedną odpowiedź: "nie wiem".
Kolejna próba. Czego oczekujesz od tego znajomego? Co w jego zachowaniu, w nim samym, Ci imponuje? Co dostajesz od niego, gdy "cieszysz się" jego zainteresowaniem?
Dziękuję ![]()
Czas się trochę wysilić,nie może więcej być "nie wiem"...
Oczekuję,aby widział we mnie dobrą gospodynię,fajną kobietę,fajnego człowieka.
Imponuje mi w nim to,że tak wspaniale kontroluje porządek w swoim życiu,w swoim mieszkaniu,że tak wiele mu sie chce,podczas gdy ja jestem zmęczona i leniwa.Że ma kontrolę nad wszystkim,a mnie się zdaje,że ja nie potrafię zapanować nad wieloma sprawami.
Kiedy ciesze się jego zainteresowaniem moja samoocena wzrasta,jestem radosna po prostu,dobrze się czuję.Bo myślę,że na byle kogo nie zwróciłby przecież na pewno uwagi.
Dlaczego?
Dlaczego chcesz, by to właśnie on widział w Tobie dobra gospodynię, etc.?
Dlaczego tak bardzo podoba Ci się wojskowy porządek?
Dlaczego zazdrościsz innym, że układają sobie życia na "baczność"; czyli co w takim życiu jest fascynującego?
Dlaczego jego ustawiłaś na piedestale i spijasz z jego ust wszystko to, co z nich wypływa (wbrew pozorom nie odpowiedziałaś na to pytanie - odpowiedź mogłaby być ważną dla Ciebie, nie dla mnie)?
Przed czym chroni Cię etykietka "jestem leniwa"?
Wczoraj przyjaciółka skrytykowała bardzo konkretnie moją fryzurę i kilka ubrań (że do mnie zupełnie nie pasują, szpecą). Obejrzałam się w lustrze dokładnie i... Jutro idę do fryzjera. Rzeczy w szafie też ubyło:). Przyjaciółce podziękowałam. Wiem, że nigdy by tego nie powiedziała, gdyby nie było mnie stać na fryzjera i wymianę garderoby.
Kiedyś podałam (u siebie w domu) cioci łyżeczkę przecudnej urody. Łyżeczka była mała - do kawy. Wzięłam sobie taką, tylko większą, do herbaty. A ciocia (stareńka i ze wzrokiem już nie całkiem idealnie) powiedziała, że łyżeczka jest prześliczna, tylko że do kawy, a do herbaty się nie nadaje (powiedziała to wyraźnie w intencji pouczenia mnie, przyjaznego, bo to dobra kobieta była). Położyłam więc (nie ostentacyjnie) swoją tak blisko jej łyżeczki, żeby zauważyła różnicę w wielkości. Zauważyła i przyznała się, że nie widziała wcześniej (a nie podejrzewała, że mam cały komplet tak uroczy).
Czyli:
1. Sprawdzam, czy ten ktoś zauważył coś, co umknęło mojej uwadze i
- jeśli ma rację, jestem wdzięczna i podejmuję decyzje patrząc szerzej,
- jeśli się nie zgadzam, robię swoje.
2. Dziękuję za pomoc.
Jeśli mam skrytykować, wolę tego uniknąć. Lepiej dać komuś szansę, żeby sam zauważył swój błąd, niż mu go wskazywać informując przy okazji, że jest głupkiem. To w realu. A w necie czasem - jak widać w moich postać - walę bez znieczulenia. Bo delikatność bywa niezrozumiana... I skoro ktoś nie zauważył, że błądzi, to może jednak trzeba pokazać palcem...
normalnie - nikt nie jest idealem.
49 2012-11-25 15:22:42 Ostatnio edytowany przez Zuzia z Warszawy (2012-11-25 15:27:41)
Zależy od kogo...
Nie lubię krytyki od osób, które uważają ,że same są ideałami... i tej nie przyjmuję , wyzwala we mnie agresję ![]()
Kiedyś krytyka mnie dołowała, ale teraz znam swoją wartość - sama umiem na siebie spojrzeć krytycznie, wtedy kiedy potrzeba...
Szczerze- to nie potrzebuję krytyki innych...:)
Wielokropku,bo nie czuję się dobrą gospodynią .Chciałabym zawsze mieć porządek,bo tak jest piękniej i lepiej się czuję.Życie "na baczność" jest bardziej przewidywalne,tzn.łatwiejsze.Słucham go ślepo,bo jest lepszy,bliski ideału.Etykietka tłumaczy wszystkie moje niedociągnięcia i braki.
Artemida,jesteśmy w necie,więc czy to mnie trzeba pokazać palcem,że błądzę?Czy ja jemu?A tak na prawdę chciałabym umieć tak dokładnie odróżniać łyżeczki ![]()
cisowianka-o własnie! tak trzeba było pomyśleć zamiast wkładać sobie do głowy te wszystkie problemy.Dlaczego ja na to nie wpadłam?
Zuzia z Warszawy-od ludzi,którzy uważają się za ideały,albo...o których my tak myślimy...
hmm a ja im dłużej żyję, tym częściej zadaję sobie pytanie - co sprawia że zawracamy sobie głowę i tracimy energię na bezwartościowe rzeczy czy przedmioty..
Czy to nie jest tak, że przyjmując cudze ograniczenia - zanika nasza osobowość, nasz charakter?
Jeśli "łyżeczka" ma mi popsuć choć jeden dzień z mojego życia - to wolę mieszać herbatę widelcem...
Rocket za co lubisz Doktora House'a?
Wiem, że nie powinnam odpowiadać, bo nie na temat, ale jak ktoś pyta wypada odpowiedziec ![]()
Więc oto moja odpowiedz: Lubie go za osobowość, błyskotliwość i inteligencje
I wcale nie jest to hipokryzja z mojej strony, bo pomimo tego ze zanany jest jako gbur, cynik itd., to ktokolwiek śledził ostatnie sezony wie, że bohater serialu wcale nie jest tak zły i potrafi poświęcić siebie samego, a to arcytrudne.
Poza tym to tylko serial który niegdyś śledziłam i oglądałam go nie tylko ze względu na sama osobę House'a, tylko na całokształt serialu.
Teraz, z biegiem czasu uświadomiłam sobie, ze te zagadkowe choroby sa tak mocno naciągane, ze cały serial opierał sie niemalże na fikcji z medycznego punktu widzenia oczywiście.
Czy to nie jest tak, że przyjmując cudze ograniczenia - zanika nasza osobowość, nasz charakter?
Jest tak, ale należy pamiętać, ze niekiedy ograniczenia są potrzebne, każdy potrzebuje wolności w szerokim znaczeniu tego słowa.
Z drugiej strony nie można dać sie zniewolić, wtedy jest jeszcze gorzej...
Uważam, ze zachowanie umiaru jest odpowiednim wyborem.
To jest tylko i wylacznie sprawa z czyich ust krytyka zostala wypowiedziana,wtedy moja reakcja jest adekwatna do krytyki , czy krytyka była zasluzona czy nie,i kto na to sobie pozwolił,takze analizuje czemu to mialo słuzyc
Moje spojrzenie zabija,wtedy ktos zazwyzaj wyhamowuje,nieraz mój odwet dźwieczny tez bywa wykonany (nie mylic z awanturą,czy krzykiem,nic z tych rzeczy)
Jesli to była konstruktywna krytyka,no cóz, jesli nie odrazu to po jakimś czasie sypie glowe popiołem,i wyciągam z niej wnioski
Duzo zalezy od okolicznosci i tonu wypowiedzi,czy kpiąco,czy drwiąco, czy z ironią,złosliwoscią -wtedy nie ma zmiłuj sie
Cenie krytyke wypowiedzianą bez umoralniania,moralizowania,bez wywyzszania ,ale w sposób taktowny, bez zadnych tam krzywych kroczków ,by podniesc swoje żałosne "Ego"
Autorko-zieleń- jesli chodzi o twoją sytuacje, twoj znajomy naruszyl wszystkie punkty w moim kanonie ,ktore go jawnie przekreslają,zaprezentował sobą to co powyzej napisałam, czyli dno muliste ,nic poza tym ![]()
Artemida,jesteśmy w necie,więc czy to mnie trzeba pokazać palcem,że błądzę?
No coś Ty! To on jest chamem, Ty czujesz, że on się zachowuje jak idiota. I kieruj się tym co czujesz. Arbiter elegantiarum się znalazł...
Nie czujesz się dobrą gospodynią? Ech...
Gdy ktoś do mnie przychodzi, a ja np. właśnie postanowiłam przemeblować i nie dokończyłam dzieła, więc nie bardzo jest przy czym usiąść choćby w celu napicia się herbaty, PRZYJMĘ GO Z MINĄ ANGIELSKIEJ KRÓLOWEJ PODEJMUJĄCEJ WSPANIAŁEGO GOŚCIA NA WSPANIAŁYM DWORZE, choćby miał odstawiać swoją szklankę na parapet. Jak mu coś nie pasuje, niech spada. Gdyby słowem lub gestem mnie skrytykował, nie zaprosiłabym go więcej.
Dziękuję za odpowiedzi,wszystkie czytam i myślę...
Wiecie,jutro są jego urodziny.Złożyć mu życzenia tak,jak co roku?Czy po prostu w ogóle już się nie odzywać,tak,jak do tej pory?I udawać,że zapomniałam?
Dziękuję za odpowiedzi,wszystkie czytam i myślę...
Wiecie,jutro są jego urodziny.Złożyć mu życzenia tak,jak co roku?Czy po prostu w ogóle już się nie odzywać,tak,jak do tej pory?I udawać,że zapomniałam?
Jeśli chcesz to złóż. Ty masz być sobą
To, że on jest taki a owaki i faktem nieciekawy typ, to nie znaczy, że masz przestać być taką jaką jesteś.
Pozdrawiam.
Mój Kochany powtarza: jeśli ktoś zachowuje się niestosownie, to nie znaczy, że ja też mam się zachować niestosownie. To, jak zachowuje się on, świadczy o nim. To jak zachowuję się ja, świadczy o mnie.
I złozyłam mu życzenia urodzinowe.Chyba był zaskoczony...
...a dziś przysłał mi sms-a z podziękowaniami za życzenia urodzinowe,oraz zaproszenie na kawę w przyszłym tygodniu,do niego,do domu.Poszłybyście?Poszlibyście?
Masz ochotę na to spotkanie? Idź.
Nie masz ochoty? Nie idź.
Bądź sama dla siebie punktem odniesienia. Samej siebie pytaj i samej sobie odpowiadaj, na co masz ochotę, co lubisz, co czujesz. To Tobie ma być dobrze z dokonanymi wyborami.
Sama jeszcze nie wiem Wielokropku jak postąpię.Zastanawiam się,czy zaprosił mnie,bo jednak jestem fajną babką,czy może nie dlatego?
ZAMIAST myśleć o jego motywacji, przyjrzyj się swojej.
Zamiast przyglądać się jemu, spójrz na siebie.
Powodzenia. ![]()
***
Przed chwilą przeczytałam bardzo mądry post, pozwolę sobie go zacytować:
Tak,jak przeczytałam w pewnej książce,wszędzie rozwieś sobie kartki z napisem:"zachowaj godność",tak,abyś zawsze i wszędzie o tym pamiętał.Godność!Godność chłopie!
![]()
Powody mogą być bardzo różne.
Kiedyś spędziłam 5 godzin w pociągu z kolegą z roku. Byłam zaskoczona, jaki jest normalny, bo na uczelni wiecznie z głową w chmurach, studiował 2 trudne kierunki, wybierał zupełnie odjechane (ale ciekawe!) tematy referatów i tak się emocjonował nauką jakby w ogóle nie zauważał ludzi.
Innym razem chłopak, który miał opinię strasznego dziwkarza i czasem rzucał idiotyczne teksty, okazał się przemiłym, delikatnym, uprzejmym rozmówcą.
Może głupkowate zachowanie znajomego jest tylko pozą? Ale nie obiecuj sobie zbyt wiele.
hehe,kiedy patrze na siebie,widzę fajną babkę i lubię samą siebie ![]()
I w dodatku jestem ciekawa,czy na prawdę ma w mieszkaniu takie wychuchane i wydmuchane,jak opowiada?Mogłoby być ciekawie,tylko boję się,że znów wyjedzie z jakimś głupim tekstem...
65 2012-11-30 00:51:17 Ostatnio edytowany przez zieleń (2012-11-30 00:59:15)
Wielokropku,bo ja to słowo mam wyryte w pamięci na zawsze.I miedzy innymi dlatego tak się wściekłam,kiedy zaszła sprawa mydła.Obraziłam się na całego.Tak właśnie robię,kiedy ktoś moją godność podepta.
Pewnie powinnam nigdy więcej nie odezwać się słowem do tego człowieka,prawda?Chciałabym być taka,ale chyba nie potrafię-długo się znamy,często widzimy,mamy wielu znajomych.Nie umiem długo się gniewać niestety,tym bardziej,że pierwszy wyciąga rękę na zgodę. Łatwiej innym doradzić,niż samej zrobić.