Szukam siebie. Fajnie, że to forum znalazłam. Muszę dowiedzieć się czy ze mną jest coś nie tak.
KKZB byłam, zrobiłam przerwę, znów chyba jestem. O gierkach psychofaga zaczęłam czytać i mam szok.
Nie wiem co oznacza poteflon.
Po okresie marazmu i depresji chyba przyszedł na mnie czas, czas coś robić.
Ja ostatnio chyba za dużo oczekuję. Poprzednia wersja była taka, że niczego nie chciałam, nie oczekiwałam - odizolowałam się psychicznie. Tak było wygodnie. Nikt ode mnie nic nie chciał, ja też nie wymagałam. Niby razem a jakby osobno. I tylko ciepła i bliskości było brak...
Teraz układ się zmienia. W zamian za moje zaangażowanie chyba oczekuję czegoś z drugiej strony...
Natomiast chęć ograniczania, zawładnięcia i pełnej kontroli, to jest coś z czym muszę się uporać... Wiem, że to jest do zrobienia. Całkiem prosto. Trudniejsza o wiele jest i nie wiem czy w ogóle możliwa z mojej strony, akceptacja sposobu bycia mojego M w relacjach z kobietami. Tu nie jest moja wyimaginowana zazdrość, bo każdy znajomy/a powie, że wszystkie kobiety go lubią. Zachowuje się w sposób przesadliwie uprzejmy, uwielbia robić na kobietach wrażenie jako dźentelmen. Koledzy go pytają, jak to robi, że one dosłownie jedzą mu z ręki. On twierdzi, że nie robi nic złego, jest miły a to nie jest wadą, patrzy prosto w oczy bo tylko gdy ktoś ma coś do ukrycia, błądzi wzrokiem po bokach...itd itp. Mam poczucie, że mam prawo tego nie akceptować. Jednak nie mam riposty na jego argumenty, jest ode mnie lepszy w te gierki. Zaczynam podejrzewać, że on może być psychofagiem...