Ostatnio mam wrażenie, że cały czas na coś czekam. Patrząc wstecz wydaje mi się, że moje życie ostatnimi czasy non stop polegało na czekaniu.
Najpierw czekałam na mojego byłego mężczyznę. Bo wyjeżdżał, bo taki zawód,bo go nie było.
Potem, po rozstaniu czekałam aż do siebie wrócimy.
Później czekałam aż mi przejdzie. Aż się odkocham. A trwało to długo, prawie półtora roku.
Następnie czekałam na gwiazdkę z nieba nie zauważając pewnego chłopaka, który okazał się niesamowicie wartościowy.
Gdy zaczęliśmy się spotykać znów czekałam aż sytuacja będzie jakaś jasna i będę mogła powiedzieć, że jest nam dobrze, że jesteśmy szczęśliwi.
Teraz czekam, bo on sam nie wie, bo gdzieś pojawiła się jego była kobieta.
Ile można czekać? Mam wrażenie, że ja cały czas czekam. Staram się przy tym jakoś ciekawie żyć inie siedzieć w kącie, ale jest taka część mnie, gdzieśna dnie mojego serca która strasznie kiepsko sobie z tym wszystkim radzi.