netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Szczęście własne w małżeństwie.

63 odpowiedzi8 775 wyświetleńzałożony przez Catwoman, 05.11.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Szczęście własne w małżeństwie.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 64 ]

1

Temat: Szczęście własne w małżeństwie.

Chciałabym zapytać osoby, które są w związku małżeńskim, a więc ślubowały drugiej osobie wierność i ...że aż do śmierci....
Gryzie się to często z powodem rozwodów, które mają miejsce w obecnych czasach już mega często a często powodem jest wytłumaczenie: "Nie byłam szczęśliwa"... "Musiałam zawalczyć o swoje szczęście" (bo głównie o rozwód wnoszą kobiety).

Moje pytanie jest takie: Czy własne szczęście w małżeństwie jest dla Was priorytetem?
Jeśli nie, to co nim jest?
Jeśli tak, czy macie z partnerem ten sam priorytet?

2

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Cat, ja chyba nie rozumiem o co Ci chodzi. Ja wlasnie dlatego jestem żoną mojego męża, bo zależy mi na własnym szczęściu. I fakt życia przy tym właśnie człowieku mnie uszczęśliwia. Własne szczęście i życie w małżeństwie to jest sytuacja równoczesna, a nie przeciwstawna.

3

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

OK, jednak są w tymże małżeństwie przeróżne decyzje, kompromisy (nadal nie wiem co to takiego) gdy własne szczęście schodzi na plan dalszy. Czy tak da się żyć?

4

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

OK, jednak są w tymże małżeństwie przeróżne decyzje, kompromisy (nadal nie wiem co to takiego) gdy własne szczęście schodzi na plan dalszy. Czy tak da się żyć?

Rozwiń to jakoś, bo rzeczywiście ciężko coś napisać smile

5

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

No dobra: Kiedyś rozmawiałam z koleżanką na temat małżeństwa i różnych spraw z tym związanych. Jest bardzo wiele rzeczy, które jej nie do końca w tym związku odpowiadają, wiele postaw jej męża, które również jej nie odpowiadają (na pewno idealnie nadawałaby się do wątku "Czy pytacie partnera o pozwolenie..." big_smile ) często chodzi tam, gdzie nie ma ochoty, spotyka się z ludźmi, z którymi nie ma ochoty- bo jej mąż tak zadecydował. I gdy naturalnie się obruszyłam, wyraziłam swoje zdanie na ten temat, usłyszałam: "A czy szczęście jest w związku najważniejsze? Naprawdę nie ma nic wyższego?"....

6

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

...idealnie nadawałaby się do wątku "Czy pytacie partnera o pozwolenie..." big_smile ) często chodzi tam, gdzie nie ma ochoty, spotyka się z ludźmi, z którymi nie ma ochoty- bo jej mąż tak zadecydował. I gdy naturalnie się obruszyłam, wyraziłam swoje zdanie na ten temat, usłyszałam: "A czy szczęście jest w związku najważniejsze? Naprawdę nie ma nic wyższego?"....

A czy nie można wypośrodkować?
Raz jedno ustępuje, raz drugie? Nikt nie mieszka na bezludnej wyspie. Czasem odwiedza się osoby, za którymi się nie przepada dla właśnie jakiegoś "wyższego dobra" (np. żeby dzieci miały kontakt z dziadkami).
W małżeństwie na co dzień praktykuje się sztukę kompromisu - inaczej nie dałoby się wytrzymać smile

7

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

A co z kobietą, która ma męża, dba o dom, wychowuje/wychowała dzieci, jej mąż jest politykiem lub biznesmenem. W pewnym momencie swojego życia zdecydowała, że kariera męza jest ważniejsza, że on gra pierwsze skrzypce, ona usuwa się w cień, ze swoimi pragnieniami. Pytana, czy jest szczęśliwa, mówi; "Jestem szczęśliwa gdy widzę że mój mąż i dzieci są szczęśliwi".
Jak uważacie, czy to prawdziwa miłość? Poświęcenie? Zycie w kłamstwie?

Mam jeszcze 1 przypadek: Młoda mężatka. Mąż pracuje do późnych godzin, taki ma zawód. Ją boli to, że mają dla siebie tak mało czasu. Zaczyna myśleć o rozwodzie, tłumacząc: "Nie jestem szczęśliwa", na co słyszy od siostry: "Czy twoje szczęście jest tu najważniejsze? Nie potrafisz dostrzec nic innego poza swoim "ja"? ".

8

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Szczęście własne jest ważne, w końcu nie wychodzimy za mąż po to, żeby się unieszczęśliwic.
A że każdego uszczęśliwia coś innego, to ważne jest, żeby miec podobne priorytety, poglądy na wspólne życie, wychowanie dzieci, religię, relacje z dalszą rodziną itd.

Co do podanych przykładów:
1. Kobieta wybrała takie życie sama, biorąc wszystkie za i przeciw pod uwagę, mówi, że jest szczęśliwa. Jak jest naprawdę wie tylko ona, jeśli nie jest, to sama się unieszczęśliwiła, to była jej decyzja.
2. Czy kiedy podjęli decyzję o ślubie mąż pracował w tym zawodzie i w takich godzinach? Jeśli tak, to przecież świadomie i dobrowolnie wybrała takie życie i wiedziała o tym, że przyszły mąż nie będzie miał dużo wolnego czasu.

Myślę, że gdyby ludzie przed ślubem więcej rozmawiali o wspólnym życiu, lepiej poznawali swoje poglądy na różne sprawy i plany na przyszłośc, to rozwodów z powodu braku szczęścia byłoby dużo mniej.

9

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

A co z kobietą, która ma męża, dba o dom, wychowuje/wychowała dzieci, jej mąż jest politykiem lub biznesmenem. W pewnym momencie swojego życia zdecydowała, że kariera męza jest ważniejsza, że on gra pierwsze skrzypce, ona usuwa się w cień, ze swoimi pragnieniami. Pytana, czy jest szczęśliwa, mówi; "Jestem szczęśliwa gdy widzę że mój mąż i dzieci są szczęśliwi".
Jak uważacie, czy to prawdziwa miłość? Poświęcenie? Zycie w kłamstwie?

Mam jeszcze 1 przypadek: Młoda mężatka. Mąż pracuje do późnych godzin, taki ma zawód. Ją boli to, że mają dla siebie tak mało czasu. Zaczyna myśleć o rozwodzie, tłumacząc: "Nie jestem szczęśliwa", na co słyszy od siostry: "Czy twoje szczęście jest tu najważniejsze? Nie potrafisz dostrzec nic innego poza swoim "ja"? ".

co do pierwszej sprawy, ja tak mam, maz sie rozwija, pracuje wiele godzin, szkoli a ja w domu z dziecmi i wiesz co...kurcze jestem szczesliwa, ze mojmaz po 15-20h pracy wraca do domu i ma wszystko porobione i nie musi sie niczym martwic, ciesze sie ze moje dzieci nie biegaja z kluczem na szyji, ze mam czas nauczyc core piec ciasto a syna sprzatania. nie uwazam ze siedzac w domu nie jestem szczesliwa, jestem szczesliwa dzieki nim, ich "dziekuje" pwodouje moje szczescie, docenienie. naprawde mi dobrze, choc zdaje sobie sprawe ze jest to "zalezne" od kogos, ze zyje ich zyciem, ale ja inaczej nie umiem i jest mi super!

a co do przykladu tego z mloda zona...juz ktos tu mowil, ROZMAWIAC! to jest najwazniejsze, czlowiek wiele rzeczy jest w stanie przetrwac, przyzwyczajc sie, wiec moze i ona sie przyzwyczaj malo tego, z czasem to nie bedzie udreka tylko normalnosc, a jesli jej sie nie uda to oczywiscie ze musza ze swoim mezem sie dogadac, przeciez wystarczy np zeby on 2 dni w tygodniu pracowal krocej.

10 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2012-11-07 15:54:19)

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Dla mnie szczęście jest bardzo ważne. Zarówno ja muszę być szczęśliwa jak i mój mąż.
Kiedyś byłam nieszczęśliwa (w tym samym związku) tylko dlatego, że nie umiałam postawić na swoim, nie miałam pracy, itd.

I myślę, że trzeba walczyć o swoje szczęście, bo jeśli my będziemy szczęśliwe to i nasi mężowie również i na odwrót.

Merredithhh napisał/a:

Myślę, że gdyby ludzie przed ślubem więcej rozmawiali o wspólnym życiu, lepiej poznawali swoje poglądy na różne sprawy i plany na przyszłośc, to rozwodów z powodu braku szczęścia byłoby dużo mniej.

No i tu leży sedno sprawy.

Trzeba rozmawiać o ślubie, pogrzebie, śmierci, sprawach majątkowych, wychowaniu dzieci i w ogóle o posiadaniu dzieci itd itp.

Poza tym mi się wydaje, że dzisiaj ludzie szybko się poddają. W myśl zasady: Jak coś się psuje to trzeba wymienić.

11

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Byłoby idealnie, gdybyśmy mogli być wolni. Gdyby ludzie byli ze sobą z miłości, dlatego że chcą być ze sobą. Teraz często się nie kochają, a łączy ich dom, kredyt, przysięga, ale NIE miłość. Przykre to.

Na słowo "wolni" od razu wszyscy krzyk podniosą. Mało który mąż chce, aby jego żona była wolna. Głupio byłoby gdyby żona mogła w każdej chwili odejść, prawda? Ale czy na pewno? Może wtedy by mąż ją bardziej szanował? Może wtedy był by pewien, że skoro żona jest to znaczy, że chce z nim być.

No tak... są jeszcze dzieci. Ktoś się nimi musi zająć. Kto? Mama? Opiekunka? Może jakaś instytucja? Ktoś musi pracować w tym czasie. To może ojciec się zajmie, a żona pójdzie do pracy? Dzieci ograniczają wolność. Ograniczają na jakiś czas. Wtedy trzeba być razem.

Żona musi chodzić tam, gdzie mąż chce. Ale ona nie chce tam chodzić. Nie powie tego mężowi, bo on wybuchnie, będzie na nią zły. On nie zrozumie, że ona nie chce. Sam też nie pójdzie, bo ona powie, że gdyby kochał, to by tam nie chodził...

Na to wszystko nakłada się jeszcze seks, zdrada. Trzeba przyznać, że sprawy są skomplikowane.

Może cały model społeczny jest do bani. Ale nie śmiem go krytykować smile

12

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Padło tu pytanie odnośnie jednego z "problemów" tzn "czy żona wiedziała wczesniej, ze mąż tyle pracuje"- a jeśli mąż przez lata pracował gdzie indziej i zmienił pracę? Przecież nie da się przewidzieć i zaplanować wszystkiego. Wiele kwestii, problemów pojawia się na bieżąco.

13

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

Padło tu pytanie odnośnie jednego z "problemów" tzn "czy żona wiedziała wczesniej, ze mąż tyle pracuje"- a jeśli mąż przez lata pracował gdzie indziej i zmienił pracę? Przecież nie da się przewidzieć i zaplanować wszystkiego. Wiele kwestii, problemów pojawia się na bieżąco.

Jeśli rozmawiali przed ślubem o planach na przyszłośc, to powinna wiedziec jakie mąż ma aspiracje zawodowe, w jakim zawodzie praca go satysfakcjonuje.
Np. ja mam nienormowany czas pracy, pracuję conajmniej 12 godzin dziennie, w weekendy, w święta, w Sylwestra, nie mam stałego grafiku, więc planowac cokolwiek mogę najwyżej na kilka dni do przodu i to też nie zawsze. Zdarza się, że muszę przyjśc wcześniej, zostac dłużej, w dzień wolny dzwoni współpracownik czy mogę przyjśc na kilka godzin, bo się nie wyrabiają. I przychodzę, zostaję tak długo jak trzeba. Mój mąż wiążąc się ze mną wiedział, że nie wyobrażam sobie pracy w innym zawodzie, że jej nie zmienię, że lubię to co robię i taki tryb życia. Gdyby mi teraz powiedział, że myśli o rozwodzie, bo nie czuje się szczęśliwy przez to w jakich godzinach pracuję, to uważałabym, że to jest bardzo nie fair, bo przecież wiedział jaki zawód wykonuję, i jak to wygląda.

Jeśli plany zawodowe miał inne, a wyszło jak wyszło (bo np. stracił pracę w swoim zawodzie, znalazł w innym) to nie widzę tu podstaw do rozwodu, w końcu trzeba gdzieś pracowac, zarabiac i za coś życ. Czy żona byłaby szczęśliwa, gdyby mąż mając wybór między tą pracą w późnych godzinach, a bezrobociem wybrał bezrobocie? Nie zawsze można miec tą idealną pracę w idealnych godzinach, byc może po jakimś czasie mąż znajdzie pracę w swoim zawodzie i znowu będzie pracował w podobnych godzinach jak wcześniej.

Jeśli jakiś czas po ślubie wpadł na pomysł przekwalifikowania się (dlatego, że inny zawód mu się bardziej spodobał, nie z powodów finansowych), to powinien to omówic z żoną.
Np. nie zostałabym przewodnikiem wycieczek zagranicznych, chocby nie wiem jak bardzo mi się to nagle spodobało, mając małe dzieci i pracującego męża, bo zakładając rodzinę biorę na siebie pewne zobowiązania.

14 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-11-07 18:40:09)

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Merredithhh -- dobry przykład podałaś. Wracasz do domu, mąż mówi, że jest nieszczęśliwy, bo dużo pracujesz. Chciałby, abyś pracowała krócej -- np. po 10 godzin dziennie, no i chce mieć cię w domu przez weekendy.

I co teraz? Mąż nie rozumie, czy Ty za dużo pracujesz. Konflikt powstaje.

W mojej sytuacji jest podobnie. Do tego są jeszcze dzieci. Gdyby dzieci nie było, to wtedy rozwiązanie byłoby proste -- jak w narzeczeństwie mieliśmy mało czasu dla siebie, to każdy miał swoje sprawy, to tak może być i teraz.

15

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
sam22 napisał/a:

Merredithhh -- dobry przykład podałaś. Wracasz do domu, mąż mówi, że jest nieszczęśliwy, bo dużo pracujesz. Chciałby, abyś pracowała krócej -- np. po 10 godzin dziennie, no i chce mieć cię w domu przez weekendy.

I co teraz? Mąż nie rozumie, czy Ty za dużo pracujesz. Konflikt powstaje.

To tak jakbym wyszła za policjanta i miała do niego pretensje o to, że w środku nocy dostaje wezwanie, albo, że nie rzuca wszystkiego i nie wraca z pracy równo o 17. Wiedziałam na co się decyduję - nie mam prawa narzekac.
Mój mąż wiedział jak wygląda moja praca, ożenił się ze mną, więc podjął decyzję, że mu to odpowiada.
Równie dobrze mógły poczuc się nieszczęśliwy, że nie jestem blondynką. I co, mam przefarbowac włosy, bo mu się nagle odwidziało i po kilku latach małżeństwa przestałam mu się podobac jako brunetka?

16

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Jak ktos wczesniej zauważył - kompromisy. Zarówno w życiu jak i w małżeństwie, musimy iść na kompromisy. Oczywiście nie mogą one polegac na całkowitej rezygnacji z siebie.

Najważniejsze jest właściwe dobranie się partnerów/małżonków.
Jeżeli kobiecie odpowiada pozostawanie w domu i jest szczęśliwa to świetnie.
Innej (np. mnie) potrzebna jest realizacja w życiu zawodowym i tu też trzeba umieć dogadać się z mężem.
Jeśli małżonkowie nawzajem się szanują to problemów nie ma. Ja po studiach dostałam dobra pracę - mąż poszedł na urlop wychowawczy. Potem on robił doktorat - ja przejęłam większość obowiązków. I tak jest do dzisiaj.

Moje szczęście jest nierozerwalnie związane ze szczęściem mojego męża. Gdyby on nie był szczęśliwy, ja też pewnie nie byłabym.

Problem pojawia się wtedy gdy oczekiwania małżonków się rozmijają, kiedy nie potrafią się porozumieć, pójść na kompromis.

17 Ostatnio edytowany przez Tina2 (2012-11-07 20:48:59)

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Ciekawy temat został poruszony.., Szczeście własne w małżeństwie.:)
Czytając Wasze posty - zastanowiłam się jak to jest z tym szczęściem. Wiele definicji szczęścia można by tu przytoczyć ale tak po ludzku w paru zdaniach mogę podzielić się z tym jak ja to widzę.
    Dla mnie szczęście zawsze będzie kojarzyć mi się z jednym z moim mężem. Cieszę się, że jest, że go spotkałam na swej drodze i razem kroczymy nią od ładnych paru lat.
   Ktoś tu dość trafnie napisał zgadzam się z ta wypowiedzią, że małżeństwo to pewien kompromis dodam tylko, że to niemal sztuka miłości i tej sztuki warto się nauczyć. Porównam może tą miłość do pewnego pięknego ogrodu. Gdzie wszystko kwitnie aż miło popatrzeć a szczególnie wiosną.   Każda mądra żona powinna dbać o ten ogród bo wiadomo czasami bywają chwasty.
Zacytuje tu pewnego filozofa niemieckiego dość ciekawie napisał esej pt..? Mieć czy Być?
Fromm wierzy w wolność, w prawo człowieka do bycia sobą, do walki przeciw wszystkim tym, którzy usiłują nie dopuścić, żeby stał się sobą. Frommowska orientacja stylu życie BYĆ a nie MIEĆ wyklucza do traktowania kogokolwiek przedmiotowo.  Wspomnę tu tylko że mam na myśli nie tylko naszego kochanego partnera ale również i dzieci jakie z nim mamy tworząc wspólnie rodzinę.
Troszkę już dreptam po tej Ziemi i nie jedno widziałam. Bywa tak, że mąż czy żona traktują drugą swa połowę jak własność myślą sobie...To mój mąż/ moja żona. Fakt moja ale czy do końca moja? Uważam ze nikt nie jest czyjąś własnością nikt nawet żona czy mąż.  Za Frommem powiem warto BYĆ  dla tej drugiej osoby- póki jest najważniejsza w naszym życiu. Być... Bo szczęście Jej jest dla mnie najważniejsze. Wtedy można czuć się spełnionym kiedy dajemy siebie drugiej osobie nawet jak nie zawsze coś tam się nam podoba nie ze wszystkim się zgadzamy. Warto wspólnie rozmawiać o danym problemie np.przy rannej kawie:)  Pamiętajmy o jednym że nasz wybraniec powinien być nie tylko naszym mężem ale w szczególności naszym przyjacielem bardzo ważnym przyjacielem,  którego warto uważnie słuchać i wspólnie podejmować słuszne decyzje te ważnie i te miej ważne. Iść razem to chyba najlepszy cel jaki można mieć we wspólnym tu życiu. Nikt nie powiedział nigdzie, że życie jest usłane tylko różami czasami bywają chwasty i warto z nimi walczyć.
" Kochać oznacza powierzyć się komuś bez żadnych zastrzeżeń, oddać się całkowicie w nadziei, że nasza miłość wywoła miłość człowieka, którego kochamy. Miłość jest aktem wiary; każdy, kto ma mało wiary, ma mało miłości."

luc - podoba mi sie Twoje zdanie.

Moje szczęście jest nierozerwalnie związane ze szczęściem mojego męża. Gdyby on nie był szczęśliwy, ja też pewnie nie byłabym.

18

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Tina2 bardzo mi sie podoba jak to wszystko ujęłaś.
No dla mnie oczywiście szczęście mojego męża jest ważne, tak samo ważne jak moje własne, tylko co składa się na to szczęście? I co zrobić  jeśli się to wyklucza w jakiś sposób? Tak, złoty środek: kompromis:) Tylko czym właściwie jest kompromis? ;)Przykłady smile

19

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

A czy małżeństwo nie jest też po troszę próbą naszej siły charakteru i woli wyjścia i otwarcia się na potrzeby/oczekiwania drugiej strony?

20

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

W dojrzalym zwiazku posiadanie swojego wlasnego swiata jest nieodzowna czescia szczescia samego siebie.Jesli w zwiazku trzeba pracowac nad zwiazkiem ludzie sa poprostu niedobrani.
Jesli sie nieakceptuje ,badz nie jest akceptowanym przez wlasnego partnera -zwiazek niema szans ,ani sensu.
Szczescie i radosc zycia powinny byc najwazniejsze ,przez nieszczesliwa dusze zaczyna chorowac cialo i to prawda.

21

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Bullitt napisał/a:

A czy małżeństwo nie jest też po troszę próbą naszej siły charakteru i woli wyjścia i otwarcia się na potrzeby/oczekiwania drugiej strony?

pati31 Zgadzam się w zupełności.

Bullit Ciekawe pytanie postawiłeś. No NIBY TAK! Ale spójrz na ilość rozwodów dziś- ta liczba nie mówi, ze człowiek chce się otworzyć na człowieka.

22

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

Bullit Ciekawe pytanie postawiłeś. No NIBY TAK! Ale spójrz na ilość rozwodów dziś- ta liczba nie mówi, ze człowiek chce się otworzyć na człowieka.

Bo ludzie patrzą na siebie przez pryzmat tego ile ktoś jest wart materialnie. Ja sam należę do ludzi, którzy cenią sobie dobra materialne ale nigdy nie oceniam w ten sposób innych choć wiem, że sam jestem tak oceniany. Poza tym otwarcie oznacza opuszczenie naszych pozycji na rzecz drugiej strony a tu często ego, ambicja mówi stop. Wiem po sobie jak to jest. Podziwiam cierpliwość mojej żony gdyż moje otwarcie się na Nią poprzedziła krwawa wojna domowa w mojej mentalności, zajeło mi to prawie 6 lat żeby wycofać się z planety Ja na planetę My - opłacało się tyle wiem.

23

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Ale czy ja wiem, czy tak materialnie??.... jakoś trudno to sobie wyobrazić, zwłaszcza że w naszym kraju rozwodzi się najczęściej klasa średnia.

24

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

Ale czy ja wiem, czy tak materialnie??.... jakoś trudno to sobie wyobrazić, zwłaszcza że w naszym kraju rozwodzi się najczęściej klasa średnia.

Bo ją na to stać.

25

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Dlugo ,dochodzilam do swoich przekonan ,wiele wycierpialam przez meza.
Dlugo sadzilam ze bylismy dobra para, .
Powod rozwodow jest bardzo prosty ,zazwyczaj ludzie mlodzi ,ktorzy zbyt wczesnie wiarza sie na stale sie rozwodza.
Nie sa dojrzali ,nie wiedza co to jest malzenstwo ,wielu niemialo wzorcow w domu ,wielu pomylilo pozadanie z miloscia -gdzie przy problemach codziennosci powstaja konflikty.
Moim zdaniem bieganie po terapetach nic nie da trzeba szukac dalej,bo nikogo sie nie da zmusisc do milosci ,szacunku oddania -czlowiek musi najpierw poznac siebie by potrafil stworzyc pelna i szczera relacje .
Niestety nasze czasy dodaktowo oglupiaja ludzi -zwlaszcza tych ,ktorzy sa krotko mowiac pusci ...........

26

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

Tylko czym właściwie jest kompromis? ;)Przykłady smile

Pytasz się mnie czym jest kompromis. Powiem tak... Współpracą. Dziś ja pójdę do kina z mężem na film ten który będzie i dla niego dobry i dla mnie. Jeżeli nawet nie będę do końca zadowolona z fabuły filmu to wiem, że mój mąż cieszy się z czasu i wrażeń spędzonych w kinie a ja cieszę się, bo on jest zadowolony odprężony i co najważniejsze to razem spędziliśmy miło czas. Jemu buzia się uśmiecha i opowiada co najbardziej mu się podobało w filmie. Rozmowa może być   przy wspólnej kolacji i winie  niekoniecznie w domu.  Mnie natomiast cieszy fakt, że śmiało mogę rozglądać się za czymś ciekawym w Filharmonii i wybieram coś co dla mnie  i dla męża będzie na tyle miłe, że mi nie uśnie już na samym początku pobytu na koncercie.
Na jego urodziny kupiłam mu/nam bilety na kabaret. Bardzo się ucieszył. Dobrze wie, że ja nie przepadam za kabaretami -jak mam wybór to zapewne bym wybrała teatr nie kabaret smile  no ale cóż nie robi się dla kogoś kto jest ważny w moim życiu. Dobrze się bawiłam podczas występu nawet mnie to mile zaskoczyło. To tylko drobne przykłady jakie tu podałam.


Pati 31 - Masz racje do miłości nikogo nie zmusisz.

27

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

No dobra, a jeśli żona chce spędzić wakacje nad morzem, a mąż w górach, to co zrobić?

28

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

No dobra, a jeśli żona chce spędzić wakacje nad morzem, a mąż w górach, to co zrobić?

Jak to co - polecieć do Grecji smile Tam masz i jedno i drugie razem. smile
Morze mam blisko mieszkam nad morzem,  co do gór warto je wsólnie zwiedzić.

29

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

a w Polsce?:D Łódź?:D

30

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Jak wcześniej pisałam kluczem jest odpowiedni dobór partnerów. Dobrze jest wiedzieć wcześniej (przed ślubem) jacy jesteśmy w zasadniczych kwestiach (światopogląd, model rodziny, hobby etc.). Ideałem byłaby całkowita zgodność, ale ta rzadko występuje.
Ja to przed ślubem w większości wiedziałam bo dużo rozmawialiśmy.

Była już mowa o kompromisach i one rzeczywiście są potrzebne.
Jeżeli chodzi o spędzanie wolnego czasu to tego problemu nie mam: oboje uwielbiamy spływy kajakowe, żeglarstwo, włóczęgę po górach, jesteśmy molami książkowymi.
Gdyby było inaczej, to znów kompromis: raz zgodnie z upodobaniami partnera/męża, innym razem z upodobaniami żony. Chyba, że nie jest to możliwe np. gdyby ktoś preferował wysokogórską wspinaczkę, a ja nie. Do tego bym się nie zmusiła. Poszedł by sam. Z moim błogosławieństwem.

31

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

No dobra, a jeśli żona chce spędzić wakacje nad morzem, a mąż w górach, to co zrobić?

Jeśli mamy dwa tygodnie, to najlepiej podzielić urlop na pół i odwiedzić obydwa miejsca.
Jeśli nie mamy tak długiego urlopu, pojedźmy na Mazury tongue

U nas bywa tak, że się rozdzielamy czasami. Oczywiście nie mówię tu o spędzaniu urlopów oddzielnie, ale zdarzyło nam się spędzić dłuższy weekend na dwóch krańcach Polski.

32

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

a w Polsce?:D Łódź?:D

Kaszuby ^^

Raczej nie ma tak, że partnerzy maja aż tak rozbieżne upodobania podróżnicze, bo to by wyszło po pierwszy randkach od razu. A jak ktoś się mimo to godzi na takie coś to musi się też zgodzić, albo na snucie się pod górkę, choć tego nie znosi, albo na "puszczenie" drugiego samego.

33

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

No dobra, a jeśli żona chce spędzić wakacje nad morzem, a mąż w górach, to co zrobić?

Stawiasz bardzo dobre pytania. To jest sedno sprawy.

Przed ślubem było tak, że chodziliśmy po biurach podróży i wybieraliśmy wspólnie wycieczki. Oboje byliśmy zadowoleni. Po wielu, wielu latach jest tak, że żona wybiera gdzie spędzimy czas wolny, bo jeśli zrobię to ja, to na pewno hotel będzie nieodpowiedni, czyli w trakcie urlopu będę musiał wysłuchiwać jak wybrałem, a jak należało wybrać, co jest źle, a czego można było uniknąć. Gdy żona wybiera hotel, to ja zawsze jestem zadowolony, bo wiem, że przecież jak jest coś źle to nie jej wina. Jak coś zepsuje, gdzieś przeoczy sprawę, to akceptuję bo każdy może się pomylić.

34

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Tak, sam smile My wiemy już, że jak żona nóżką tupnie to Ty robisz smile Że ona cacy, a Ty zawsze zły i niegodny jej. Już nawet szkoda mi Ciebie nie jest tylko śmiać mi się chce jak można się tak podkładać w imię, podobno "świetego spokoju"

35

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Niezbyt przyjemnie, Teo, skomentowałaś moją osobę. Nie bez powodu Catwoman ten wątek założyła.

do moderatorów: offtopic, ale niestety nie można wysyłać mailii teraz

36

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

a ja  sądzę, odnoście sam22, że to najlepszy przykład na to, że nie da się wszystkiego przewidzieć smile Po prostu. Mój mąż również miał zupełnie inne mniemanie o naszym wspólnym życiu, gdy sie pobraliśmy, ja zmieniłam całkowicie swoje plany co do kariery zawodowej, on to zaakceptował i wszystko gra smile
Jeśli np. chodzi o pracę, to jesteśmy zupełnie elastyczni, bo wiem i on też to wie, że gdyby np. on dostał świetną pracę zagranicą, to wyjechałabym z nim. Tu już zatem nie chodzi o konkretną sytuację, ale o nastawienie, to, co wiedzieliśmy o sobie: on wiedział, że jestem nieprzewidywalna i całkiem mu to spasowało, ja o nim, że jest akceptujący, otwarty , a razem o sobie wiedzieliśmy, że jesteśmy elastyczni jeśli chodzi o plany życiowe i otwarci na nowe rzeczy.

37 Ostatnio edytowany przez Bullitt (2012-11-08 14:06:07)

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

a ja  sądzę, odnoście sam22, że to najlepszy przykład na to, że nie da się wszystkiego przewidzieć

Catwoman napisał/a:

co wiedzieliśmy o sobie: on wiedział, że jestem nieprzewidywalna i całkiem mu to spasowało, ja o nim, że jest akceptujący, otwarty , a razem o sobie wiedzieliśmy, że jesteśmy elastyczni jeśli chodzi o plany życiowe i otwarci na nowe rzeczy.

Cat możesz mi to łopatologicznie wytłumaczyć bo w pierwszym zdaniu piszesz coś czemu w drugim zaprzeczasz - chyba, że czegoś nie kumam?

38

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

wyjaśnię jak konfederat konfederatowi big_smile : Widziały gały co brały.... ale jednocześnie była w tym jakaś nuta szaleństwa nieprzewidywalności smile

39

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

wyjaśnię jak konfederat konfederatowi big_smile : Widziały gały co brały.... ale jednocześnie była w tym jakaś nuta szaleństwa nieprzewidywalności smile

Spokojnie big_smile moje gały też widziały co brały i to "widzenie" wink przysłoniło mi tę nutę szaleństwa nieprzewidywalności, za którą płacę cenę w najdroższej walucie świata - świętym spokoju big_smile

40

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Zatem: nie omówiliśmy DOKŁADNIE wszystkiego: gdzie będziemy spędzać wakacje, gdzie święta, co będziemy robić w weekendy w zależności od pory roku, ile będziemy mieć zwierząt domowych i gdzie będziemy/chcemy pracować. ALE wiedzielismy, jakie każde z nas ma podejście do ZMIAN, do życia, jakie obawy i to doraxnie wystarczyło:)

41

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

To, co Cat napisała, a Bullit chciał wyjaśnienia rozumiem tak:  (1) nie da się przewidzieć drogi życia  (2) ale trzeba się poznać na tyle, aby być pewnym że z wybraną osobą dowolną drogę monżna przejść.

Bullit -- ciekawe spostrzeżenie z tą "walutą świata". Ja stawiałbym, że to wolność, Ty mówisz "święty spokój", ale to chyba to samo.

42

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
sam22 napisał/a:

To, co Cat napisała, a Bullit chciał wyjaśnienia rozumiem tak:  (1) nie da się przewidzieć drogi życia  (2) ale trzeba się poznać na tyle, aby być pewnym że z wybraną osobą dowolną drogę monżna przejść.

Bullit -- ciekawe spostrzeżenie z tą "walutą świata". Ja stawiałbym, że to wolność, Ty mówisz "święty spokój", ale to chyba to samo.

Zgadzam się w całej szerokości wypowiedzi .

43 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-11-08 22:43:17)

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

Zgadzam się w całej szerokości wypowiedzi .

żart  Było tak fajnie... a zabiłaś dyskusję. Ech...

44 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-11-08 17:06:49)

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

...Tak, złoty środek: kompromis:) Tylko czym właściwie jest kompromis? ;)Przykłady smile

"Kochaj bliźniego swego jak SIEBIE samego"? Nikt zrównoważony SAM SIEBIE nie krzywdzi...
ORAZ:
(słowa Matthews'a): "w związkach korzyści przynosi praca nad sobą a nie próba zmieniania innych".

W ROZDZIALE "Jak wspierać swojego partnera" pisze on moje ulubione:
"Są 2 drogi życia w związku - jak w drużynie albo jak na zawodach"

Jeśli stanowicie 1 drużynę to wspieracie się, współpracujecie i sobie pomagacie.
Jeśli na zawodach - to jesteście dla siebie konkurencją i ze sobą walczycie. Tak wiele par robi wszystko, by to drugie wyszło na idiotę".

45

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
sam22 napisał/a:

Bullit -- ciekawe spostrzeżenie z tą "walutą świata". Ja stawiałbym, że to wolność, Ty mówisz "święty spokój", ale to chyba to samo.

To chyba jednak nie to samo. Dla mnie wolność jako taka jest tożsama wraz urodzeniem się natomiast święty spokój to stan nabyty komercyjnie, że tak to ujmę. Moja żona nie ogranicza mojej wolności, sam to zrobiłem wiążąc się z nią. Natomiast często tak jest, że ona robi zamach na mój święty spokój swoim wszędobylstwem i tym, że chce wszystko wiedzieć. Szlag mnie trafia ale jej nie zmienię.

46

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

a ja  sądzę, odnoście sam22, że to najlepszy przykład na to, że nie da się wszystkiego przewidzieć smile

Jakże byłoby nudno, gdybyśmy w związku żyli według jakiegoś wcześniej ustalonego planu. Pewno, że część rzeczy warto obgadać i ustalić, żeby nie było jakiegoś mega zdziwka, ale warto zostawić też trochę miejsca na niezaplanowane wspólne odkrywanie, np. wspólne pasje, hobby, nowe sposoby na spędzanie czasu, czy nawet bardziej prozaiczne odkrywanie innych smaków, muzyki, etc.
To właśnie jest to szczęście w małżeństwie - będąc własnym, może być jeszcze jednocześnie dzielone z partnerem.

47

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Chciałabym wrócic do tych kompromisów w małżeństwie. Myślę, że wybór miejsca na spędzenie urlopu to nie jest poważny problem i da się go rozwiązac tak, żeby obie strony były zadowolone. Ale takie sytuacje:

1. Żona ateistka, mąż wierzący. Spodziewają się dziecka, albo właśnie im się dziecko urodziło. Mąż chce dziecko orzchcic, chodzic z nim do kościoła, wychowywac w wierze. To dla niego bardzo ważne i byłby nieszczęśliwy gdyby jego dziecko nie zostało ochrzczone. Żona na chrzest się nie zgadza, jest to sprzeczne z jej światopoglądem, nie chce wychowywac dziecka w wierze. Oboje chcą dobrze dla swojego dziecka, ale każde z nich to dobro inaczej widzi.

2. Młode małżeństwo myśli o powiększeniu rodziny. Przez okres narzeczeństwa wynajmowali mieszkanie, teraz po ślubie planując dziecko doszli do wniosku, że przydałoby się coś swojego. Dla żony oznacza to kupno mieszkania/budowę domu, dla męża przeprowadzka do jego rodzców. Ona chciałaby miec pełną niezależnośc i prywatnośc, byc rzeczywiście u siebie, żeby ona i mąż byli jedynymi gospodarzami w ich domu. Mąż twierdzi, że szkoda wydawac kasę, brac kredyt, skoro jego rodzice mają duży dom, ucieszą się, jeśli młodzi zamieszkają z nimi, ten dom i tak będzie przepisany na męża/odziedziczy go, mieszkając z rodzicami będą mogli sporo zaoszczędzic. Żona nie wyobraża sobie wspólnego mieszkania z teściami i jest zdecydowanie na nie, mąż nie wybraża sobie wydawania pieniędzy i spłacania kredytu przez kilkadziesiąt lat, skoro "ma" już dom.
Załóżmy, że oboje pracują, są w stanie spłacac kredyt hipoteczny i przy tym będzie ich stac na dziecko, a relacje z jego rodzicami maja dobre. Żeby te kwestie nie bruździły, chodzi o zupełnie odmienne poglądy na wpólne życie.

Co byście zrobili stawiając się na miejscu i męża i żony w obu sytuacjach? Jak dojśc do kompromisu i czy ten kompromis w ogóle jest możliwy?

P.S. Sytuacje są fikcyjne, chociaż oparte na tym co zaobserwowane, usłyszane i przeczytane. Płec nie ma nic wspólnego z poglądami, równie dobrze może byc, że to żona jest wierząca, mąż ateista, albo mąż chce kupic mieszkanie, a żona mieszkac ze swoimi rodzicami. Żeby nie było komentarzy typu: "każdy facet to mamisynek i nie chce mieszkac bez mamusi" itp, bo nie o to chodzi. Dane poglądy na życie przypisałam konkretnie żonie i mężowi tylko po to, żeby było czytelniej i nie pisac w kółko, że jedna strona to, a druga strona tamto.

48

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Merredithhh to są faktycznie trudne sytuacje, zwłaszcza ta pierwsza. Takie rzeczy najlepiej ustalać PRZED ślubem, czy narodzinami dziecka, bo ja znam takie sytuacje nie tylko z fikcji; w dwóch przypadkach doszło do rozwodu, w trzecim mąż-niewierzący ustąpił, dziecko ochrzczono. Mąż wytłumaczył sobie, że jak dziecko będzie pełnoletnie to samo będzie decydować. Przepraszam! Takie przypadki znam 2 smile
No, generalnie uważam, że jeśli zostawia się takie decyzje NA POTEM to jest to ruletka; nie można myśleć "jakoś to będzie". A facet przecież wiedział, że kobieta jest ateistką, ona, ze on jest wierzący, więc dla mnie logiczne, że to ustalają razem ZANIM spłodzą potomka, a najlepiej zanim się pobiorą.

W 2. sytuacji.... rozumiem ich oboje, choć wolałabym mieszkac tak jak żona zupełnie osobno, jeśli byłoby mnie na to stać. Mogliby zawsze wynająć mieszkanie, zamiast brać wielki kredyt na kupno lub gdyby się zdecydowali zamieszkać z teściami, zrobić zupełnie osobne wejście by uzyskać maximum prywatności.

49

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Również uważam, że takie rzeczy trzeba omówic przez ślubem, ale wiele osób tego nie robi. Co widac chociażby po tym forum.
W tych przypadkach nie ustalili pewnych kwestii wcześniej, jest problem i co teraz? Da się znaleźc rozwiązanie, które zadowoli obie strony?

Zastanawia mnie jak w takich sytuacjach wygląda ten kompromis małżeński. I czy jest on w ogóle możliwy.

Miesięczny koszt wynajmu jest podobny do kwoty raty kredytu, więc wynajem na dłuższą metę jest nieopłacalny. Zreszta oboje są zgodni, że chcą coś swojego. Tylko dla żony "swoje" bedzie kupione przez nich mieszkanie, a dla męża jego dom rodzinny. Ona nawet z oddzielnym wejściem nie bedzie się czuła jak u siebie, bo dom należy do teściów. Poza tym wprowadzając się do kogoś trzeba się dostosowac do gospodarzy, więc tu znowu będą potrzebne pewne kompromisy. Dla niego branie kredytu jest bez sensu, bo jest dom, w którym mogą zamieszkac, a przy okazji sporo zaoszczędzic/życ wygodniej.
Dla żony najważniejsza jest niezależnośc, spokój, pełna możliwośc podejmowania decyzji dotyczących domu/mieszkania, dla męża możliwośc odłożenia większych pieniędzy/życie na wyższym poziomie materialnym i mieszkanie w domu wielopokoleniowym.
Można to jakoś rozwiązac?
I gdzie w tym wszystkim szczęście własne każdego z małżonków?

50

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Merredithhh na dzień dzisiejszy nie wiem. Uważam, że będzie to zależało od tego partnera, który zdecyduje się ustąpić. Nie oznacza to wcale nieszczęscia na całej linii; być może jedno z nich zbyt demonizuje problem, a gdy się w końcu zdecyduje poddać pomysłowi, okaże się, że wcale nie jest tak źle, jak się to wydawało:) A zdanie zawsze mozna zmienić i np. wyprowadzić się z domu rodzinnego i jednak coś wynająć.

51

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Merredithhh tym związkiem ateisty z wierzącym, to moja historia smile Gdzieś już się w jakimś wątku dzieliłam tym, jak to u nas wyszło.
To są bardzo delikatne i super ważne sprawy, które dotyczą światopoglądowych kwestii. Tego nie można zostawiać na później z myślami, że jakoś to będzie. Gdybym o wszystkim nie rozmawiała z mężem przed ślubem, to długo byśmy pewno razem w związku nie wytrzymali.

A jeśli się fundamentalne kwestie pozna i ustali działanie, to gdy nadejdą kwestie sporne, nie będzie trzeba wypracowywać kompromisów i dzielić włos na czworo, by dogodzić i jednemu i drugiemu.
Ważne mieć wspólne scenariusze na przyszłość, choć spisując je zapewne raz jedna, raz druga osoba będzie musiała odpuścić.

Tak samo, gdy chodzi o kwestie finansowe. Jak się nie wypracuje wspólnych standardów, oczekiwań i planów, to potem się zaczyna rozmienianie związku na drobne, które zazwyczaj nie kończy się happy endem.

52

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Czy moje szczescie jest moim priorytetem?

Mam za soba dlugi zwiazek w ktorym na koncu wiele wycierpalam.

Teraz patrze na to w inny sposob...

Kocham meza i mim priorytetem jest udany zwiazek oparty na mikosci ale rownowazne dla mnie jest moje szczescie.

53

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

A jak pogodzić własne szczęście jakim  jest np. robienie doktoratu w Australii i szczęście dzielone na dwoje , w małżeństwie?

54

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Co ty kobieto masz takie wątpliwości co do małżeństwa? Ja kocham męża i dziecko i nigdy bym nie chciała nigdzie pojechać, bo bym oszalała z tęsknoty! Moje mażenia są związane z rodziną. Jeśli bym chciała studiować, to tak, żeby móc być z nimi! Ty masz rodzinę?

55

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Ale my tu mówimy o SZCZĘŚCIU WŁASNYM w małżeństwie smile a nie szczęściu rodziny + ja.

56

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Cat, ale czemu zakładasz, że szczęscie "własne" nijak ma się do szczęśliwego małżeństwa? Jeśli decyduje sie na malzeństwo - na pewnych zasadach - to zakladam, że to uszczęśliwia mnie bardziej niż samotny roczny wyjazd do Afryki. I wtedy to moje szczęście małżenskie jest własnie szczęściem "własnym".

57

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Tak, tylko ludzie w małżeństwie również (zwykle) się rozwijają, dążą do czegoś, mają swoje własne plany zawodowe, bo o tym tu zwykle mowa. I jeśli wiesz w pewnym momencie, że aby rozwijać się dalej, musisz wyjechać, lub np. tego chcesz, bo zdarza się niepowtarzalna okazja, to co wybrać? Zostanie w domu i poprzestanie na tym, co jest, choć nie uczyni mnie to szczęśliwą, czy zaciśnięcie zębów, wytłumaczenie drugiej połówce, ze to tylko rok czy dwa i wyjazd?:)

58

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Poza dobraniem charakterologicznym to uwazam ze rozwiazaniem jest rozmowa i wspolne podjecie decyzji.

Jesli chodzi o problem gdzie spedzic wakacje to my mamy swoje rozwiazanie. Jednego roku gory a drugiego morze. Zalozenie jest takie ze ta osoba ktora akurat poszla na kompromis powstrzymuje sie od marudzenia i grymaszenia. Serio, mamy taka zasade smile
Co do wyboru tego kto ktorego roku decyduje to zupelnei na powaznie rzucam jednocentowka smile Jak wypada na moje to ja decyduje pierwsza a jak na meza to on. I ja nie grymasze bo jakiz sens? Na slepy los mam sie oburzac? smile Szkoda mi czasu.

Co do kariery to tez zesmy przez to przeszli. Ja musialam ograniczyc prace w pewnym momencie do polowki etatu i isc na studia. Porozmawialam z mezem o moim planie. Zajelo nam okolo miesiaca walkowanie tematu, wracanie do niego, szukanie nowych rozwiazan i opcji, po czym zaczelam realizowac omowiony plan.

Jesli chodzi o wyjazd w celu kariery...ja widze to tak...jesli moj maz wespnie sie na wyzszy szczebel kariery (a co za tym idzie bedzie wiecej zarabial i bedzie czul wieksza satysfakcje z tego co robi) to i ja bede szczesliwsza. Jesli opcja przewiduje ze on bedzie mogl zabrac i mnie to ja pojade z nim. I odwrotnie.
Jesli mnie nagle wygoni na Wall Street to on pojedzie ze mna. Bez narzekania.

Mysle ze zdolnosc do kompromisow wynika z pewnosci siebie, poczucia niezaleznosci i umiejetnosci poradzenia sobie w roznych sytuacjach.
Mnie nie przeszkadza chodzenie na zyciowe kompromisy bo wiem ze sie odnajde w kazdej sytuacji. Moj maz podobnie, poradzi sobie zarowno w Australii jak i np w Meksyku. W pojsciu na kompromis nie widze zamachu na wlasne szczescie.

59

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Catwoman dlaczego nie dopuszczasz do siebie,że nie wszyscy ludzie są indywidualistami i koniecznie chcesz udowodnić, że właściwie małżeństwo unieszczęśliwia? Dla mnie właśnie szczęście rodzinne jest jednocześnie szczęściem własnym! I dla ciebie, z tego co widzę zaciekłej feministki(nie żeby to było coś złego)to, że sprawia mi przyjemność gotowanie dla męża i nie mam potrzeby kręcić kariery jest nie do przyjęcia.

60

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

Kasiek24 mało mnie znasz smile
Gotuj sobie jeśli chcesz- kto ci broni? Ja piszę o innej sytuacji, niż Twoja.

61

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Catwoman napisał/a:

Tak, tylko ludzie w małżeństwie również (zwykle) się rozwijają, dążą do czegoś, mają swoje własne plany zawodowe, bo o tym tu zwykle mowa.

Ale zdanie zaczęłaś od tego, że są w małżeństwie. Kiedy jest się singlem, samemu się o sobie decyduje, a w małżeństwie to już myślenie we dwoje, za dwoje i dla dwojga.

Catwoman napisał/a:

I jeśli wiesz w pewnym momencie, że aby rozwijać się dalej, musisz wyjechać, lub np. tego chcesz, bo zdarza się niepowtarzalna okazja, to co wybrać? Zostanie w domu i poprzestanie na tym, co jest, choć nie uczyni mnie to szczęśliwą, czy zaciśnięcie zębów, wytłumaczenie drugiej połówce, ze to tylko rok czy dwa i wyjazd?:)

A to już bardzo indywidualna kwestia. Zależy przede wszystkim od sytuacji naszej połówki. Ja z mężem na przykład, mamy obydwoje własne firmy i obydwoje właściwe moglibyśmy odnaleźć się w każdym kraju. O ile mielibyśmy potrzebę (bo póki co w Polsce nam bardzo dobrze).
Jak partner wyjechać z nami nie może, to pozostaje dylemat, czy my chcemy bez niego tam jechać. Ja bym nie chciała, bo tak jak pisałam szczęście i szczęściem lubię dzielić się z partnerem.

62

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.

O takim właśnie dylemacie piszę smile

63

Odp: Szczęście własne w małżeństwie.
Merredithhh napisał/a:

Chciałabym wrócic do tych kompromisów w małżeństwie. Myślę, że wybór miejsca na spędzenie urlopu to nie jest poważny problem i da się go rozwiązac tak, żeby obie strony były zadowolone.

Problem w sumie nie polega na podjęciu decyzji, ale na powstrzymaniu krytyki  ("A nie mówiłem, żeby ...").



Żona ateistka, mąż wierzący.... Mąż chce dziecko orzchcic, chodzic z nim do kościoła, wychowywac w wierze. To dla niego bardzo ważne i byłby nieszczęśliwy gdyby jego dziecko nie zostało ochrzczone. Żona na chrzest się nie zgadza, jest to sprzeczne z jej światopoglądem, nie chce wychowywac dziecka w wierze. Oboje chcą dobrze dla swojego dziecka, ale każde z nich to dobro inaczej widzi.

Ten kto naprawdę zna się na życiu da wolną wolę. Gdybym był ateistą, to zgodziłbym się na chrzest. Gdybym był katolikiem to zrezygnowałbym z chrztu. Ochrzciliśmy dzieci, aby inni byli zadowoleni.

(offtopic -- "pieczęć czyli jak ukraść człowiekowi duszę"; ostrzegam, że tendencyjny artykuł)



doszli do wniosku, że przydałoby się coś swojego. Dla żony oznacza to kupno mieszkania/budowę domu, dla męża przeprowadzka do jego rodzców.

Nie zgodziłem się mieszkać z teściami. Żona się zgodziła, ale mamy wolność (osobne piętro), ale swoje mieszkanie w duży mieście też mamy.

Posty [ 64 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Szczęście własne w małżeństwie.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026