Chciałabym wrócic do tych kompromisów w małżeństwie. Myślę, że wybór miejsca na spędzenie urlopu to nie jest poważny problem i da się go rozwiązac tak, żeby obie strony były zadowolone. Ale takie sytuacje:
1. Żona ateistka, mąż wierzący. Spodziewają się dziecka, albo właśnie im się dziecko urodziło. Mąż chce dziecko orzchcic, chodzic z nim do kościoła, wychowywac w wierze. To dla niego bardzo ważne i byłby nieszczęśliwy gdyby jego dziecko nie zostało ochrzczone. Żona na chrzest się nie zgadza, jest to sprzeczne z jej światopoglądem, nie chce wychowywac dziecka w wierze. Oboje chcą dobrze dla swojego dziecka, ale każde z nich to dobro inaczej widzi.
2. Młode małżeństwo myśli o powiększeniu rodziny. Przez okres narzeczeństwa wynajmowali mieszkanie, teraz po ślubie planując dziecko doszli do wniosku, że przydałoby się coś swojego. Dla żony oznacza to kupno mieszkania/budowę domu, dla męża przeprowadzka do jego rodzców. Ona chciałaby miec pełną niezależnośc i prywatnośc, byc rzeczywiście u siebie, żeby ona i mąż byli jedynymi gospodarzami w ich domu. Mąż twierdzi, że szkoda wydawac kasę, brac kredyt, skoro jego rodzice mają duży dom, ucieszą się, jeśli młodzi zamieszkają z nimi, ten dom i tak będzie przepisany na męża/odziedziczy go, mieszkając z rodzicami będą mogli sporo zaoszczędzic. Żona nie wyobraża sobie wspólnego mieszkania z teściami i jest zdecydowanie na nie, mąż nie wybraża sobie wydawania pieniędzy i spłacania kredytu przez kilkadziesiąt lat, skoro "ma" już dom.
Załóżmy, że oboje pracują, są w stanie spłacac kredyt hipoteczny i przy tym będzie ich stac na dziecko, a relacje z jego rodzicami maja dobre. Żeby te kwestie nie bruździły, chodzi o zupełnie odmienne poglądy na wpólne życie.
Co byście zrobili stawiając się na miejscu i męża i żony w obu sytuacjach? Jak dojśc do kompromisu i czy ten kompromis w ogóle jest możliwy?
P.S. Sytuacje są fikcyjne, chociaż oparte na tym co zaobserwowane, usłyszane i przeczytane. Płec nie ma nic wspólnego z poglądami, równie dobrze może byc, że to żona jest wierząca, mąż ateista, albo mąż chce kupic mieszkanie, a żona mieszkac ze swoimi rodzicami. Żeby nie było komentarzy typu: "każdy facet to mamisynek i nie chce mieszkac bez mamusi" itp, bo nie o to chodzi. Dane poglądy na życie przypisałam konkretnie żonie i mężowi tylko po to, żeby było czytelniej i nie pisac w kółko, że jedna strona to, a druga strona tamto.