Witam,
Piszę, bowiem borykam się ostatnimi miesiącami, a szczególności ostatnimi tygodniami z następującym problemem.
Moimi najbliższymi przyjaciółmi jest kolega od czasów pierwszej klasy podstawówki i jego żona, którą także znam kilkanaście lat. Przyjaźnimy się do takiego stopnia, że zawsze pomagamy sobie nawet w najtrudniejszych sytuacjach, począwszy od spraw materialnych, porad, po nawet w moim przypadku, pomoc w rozwiązywaniu konfliktów między nimi.
I o to tutaj chodzi.
ONI są po ślubie prawie 3 lata oraz mają 7-miesięcznego syna. Od momentu porodu ich związek legł w gruzach, ciągłe kłótnie, dodatkowo problemy finansowe i mieszkaniowe. Jednak podłożem problemów jest tutaj ON (mąż), który nie okazuje żadnego wsparcia JEJ (żonie), nie zajmuje się dzieckiem (do dzisiaj ani razu nie przewinął dziecka, nie umie z nim rozmawiać, bawić się, ubrać, a wyjście na spacer jest dla niego wstydem, nie był przy porodzie, nie widział dziecka i żony, gdy Ci leżeli w szpitalu, itd, można by wymieniać jeszcze wiele). Z kolei żonę poza nieokazywaniem wsparcia, traktuje jako przedmiot, także w sprawach intymnych. Najgorzej sprawa wygląda po alkoholu. Z jego słów wynika jednak, że wszystko przez prace (choć ja tutaj nie widzę problemu, 8h, praca na wózku widłowym) i przez to, że jego żona jest "zła", cokolwiek to znaczy. Jednakże uważa, że zależy mu na niej i dziecku, i że ich kocha. Z jej strony jest zupełnie inaczej. Nie czuja ona do niego (męża) już nic, pozostało przyzwyczajenie. Jego całym światem jest tylko dziecko i z wszystkimi problemami została zupełnie sama (jej rodzice o niczym nie wiedzą, JA jestem jedyną osobą, która wie najwięcej).
I tutaj pojawia się kolejny wątek - JA.
Od kilku miesięcy prosiła mnie, aby wpadł, bo chciała ze mną porozmawiać. Było to oczywiście żalenie się, proszenie o rade i o to, abym porozmawiał z nim. Oczywiście to czyniłem, próbując wytłumaczyć jemu, że to co robi, jest złe. Nic to nie zmieniło do dzisiaj, a nawet jest gorzej. Rozmów takich z nim przeprowadziłem już kilka, ze skutkiem poprawy co najwyżej na 2 dni.
Co więcej, od ostatnich 2 tygodni ONA często zaprasza mnie do mieszkania (mieszkania jej teściowej), gdy ON jest w pracy. Zwykle oglądamy film, wypijemy 1-2 piwa, przejdziemy się z dzieckiem na dwór, czy też gdzieś wyskoczymy samochodem coś załatwić (czy jej sprawę, czy moją). Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że zauważyłem, że mnie dosłownie podrywa. Od głupich wygłupów po 1-2 piwach, łaskotaniu się, po nawet trzymanie mnie za rękę, siadanie na kolanach, prawienie komplementów, pisaniu SMSów, wypytywaniu co słychać, co robię itd. Ja staram się mieć dystans do tego, nie angażując się w to, co ona robi.
I tutaj rodzi się kolejny wątek - zazdrość JEGO.
Zaczęło się od tego, że z numeru GG jego żony (mają jeden nr GG), zadał pytanie "podobam Ci się?". Oczywiście od razu wiedziałem, że to ON, nie ONA. Przeprowadziłem z nimi rozmowę, dając do zrozumienia, że sam robi sobie problemy, bo gdyby zajął się dzieckiem i żoną, nie miał by podstaw do zazdrości.
Ostatnio było jeszcze gorzej. Nie odzywali się. Napisał do niej SMSa, że ją kocha i nie wyobraża sobie życia bez niej i syna. Później napisał "...chyba, że ty wolisz być z kimś, kto ma dom i samochód...". Zrodziło to kolejny konflikt. I było to wczoraj. Spotkałem się z nim i podczas 2 godzinnej rozmowy wyjaśniłem mu (prawie) wszystko. Na dzisiaj pomogło. Rozmawiałem z nią, powiedziała, że jest w szoku, jak dobrze się zachowuje ON. Ale znów na ile? 1, 2 dni?
Jak im mogę jeszcze pomóc? Jak mam zachowywać się na jej podrywy?
Z góry dziękuję za pomoc i rady,
Serdecznie pozdrawiam ![]()