netkobietyWszystkie działy
Psychologia

załamanie nerwowe, depresja- co zrobić aby żyć normalnie?

6 odpowiedzi16 645 wyświetleńzałożony przez khalan, 23.10.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » załamanie nerwowe, depresja- co zrobić aby żyć normalnie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1

Temat: załamanie nerwowe, depresja- co zrobić aby żyć normalnie?

Witam wszystkich forumowiczów. Pierwszy raz piszę na forum ponieważ doszłam do wniosku, że może jeśli  poznam spojrzenie obcych ludzi na ten temat, znajdę rozwiązanie moich problemów. Może zacznę od początku?
Mam 27 lat, od dwóch lat jestem mężatką , dzieci nie posiadam:) Przed ślubem byłam 7 lat w związku  z kimś innym i był to czas , podczas którego układałam sobie życie właściwie od podstaw, ponieważ nie miałam wsparcia w rodzinie ( rodzice rozwiedzeni-ani jedno ani drugie nie poczuwało się do odpowiedzialności:)Dlatego od najmłodszych lat podejmowałam decyzję sama, wiedziałam doskonale że muszę sobie ze wszystkim poradzić- i tak też było. Jak byłam trochę starsza, doszłam do wniosku że dało mi to jednak siłę do pokonywania problemów, nie bałam się "życia" , nie omijałam problemów. Nic nie stanowiło dla mnie przeszkody. Myślałam :" jest problem?OK. Zrobię coś żeby go naprawić". Przez te 7 lat " dorobiłam się" pewnej stabilizacji, dobrej pracy i życia którego zawsze chciałam- spokojnego , bez " fajerwerków". Mój partner również pracował, nie miałam z nim większych problemów. Dochodziliśmy do wszystkiego od zera, bez wsparcia , dobrych rad , pomocy mamusi i tatusia. Aż tu pewnego razu wszystko się zmieniło- zakochałam się z wzajemnością i przekreśliłam wszystko to, co wcześniej stworzyłam dla tej drugiej osoby. Nie wiem jakim cudem mój racjonalistyczny umysł wywinął mi taki numer:))) Ale stało się. Dla obecnego męża poświęciłam pracę, dom, całe swoje życie, wyjechałam do jego miasta , ponieważ on i jego rodzice uznali, że tak będzie dla nas najlepiej. W tym okresie  czułam się jakby wyrwano mnie z korzeniami, straciłam własne miejsce na ziemi, ale myślałam ze wszystko się zmieni, że ułożę to życie na nowo- przecież zawsze tak było!!!! W każdym razie szybko nastąpił ślub. Mieszkaliśmy u jego rodziców, otoczyli nas oni opieką, niczym nie musieliśmy się przejmować, pierwszy raz zobaczyłam ile rodzice dają dziecku, czasami nawet wydawało się to dziwaczne, że jak można  dorosłego syna niańczyć jak małe dziecko. Ale uznałam że co ja mogę o tym wiedzieć, jak w normalnej rodzinie nie żyłam... Może tak powinno być a ja się czepiam???? Praca mojego męża okazała się parodią, bo przecież on nie może się przemęczać... Ja w tym czasie szukałam zajęcia dla siebie, bo nie potrafiłam tak żyć. Dla mnie praca była zawsze ważnym elementem życia i nie wyobrażam sobie inaczej. Ale jak już coś znalazłam, to zaczęło się gadanie rodziców , ze za takie pieniądze to nawet na paliwo do samochodu nie będę miała i takie tam. Pojawił się więc pomysł własnego biznesu, który mieliśmy prowadzić razem z mężem. Jak zapewne się domyślacie ten "wspólny" biznes jest gwoździem do mojej trumny. Stałam się osobą do wszystkiego : sprzedawcą, sprzątaczką, księgową, szefową, podejmowałam decyzje  finansowe a mój mąż w tym czasie siedział w domu , chodził na grzyby i grał w gierki komputerowe. Oczywiście biznes wiązał się z dużym stresem dla mnie, bo nie dość że kryzys to ciągle problemy , kupa rachunków i ciągłe potknięcia. Ale co tam...Przecież Ja- terminator T1000:) Od jakiegoś czasu jak miałam iść rano do pracy to ryczałam w łazience, czułam że tracę siłę aż skończyło się na tym ,że teraz jestem już całkiem wrakiem człowieka....  Czuję, że nic dobrego mnie nie czeka, że nie mam już siły, nienawidzę ludzi, nie chce wychodzić z domu. Poświęciłam lata pracy i stresu na coś, co wymknęło się spod kontroli. Od męża słyszę : " nikt Ci nie kazał", " mam dosyć twoich fochów" a ponieważ mój stan jakiś czas temu był na prawdę tragiczny ( leżałam tydzień plackiem w łóżku ) lekarz przepisał mi  tranxen i tylko dzięki niemu sypiam w ogóle. Wczoraj w firmie przeżyłam coś jakby załamanie nerwowe- płakałam pół dnia, nie byłam w stanie odezwać się do klientów, po prostu blokada całkowita. I dzisiaj siedzę w domu- wiem, ze nie mogę tam wrócić, że czara goryczy się przelała. Zostałam wykręcona jak ścierka z całej siły którą miałam. Nie wiem co robić dalej ze sobą, mąż tylko chce żebym się tabletkami faszerowała, bo uważa że to wszystko naprawi. Ale ja wiem, że nie da się tego naprawić. Prace znaleźć tu gdzie mieszkam to cud, takie jest tu bezrobocie. Ale szukam....... Czuję się po prostu tragicznie i tylko słyszę że " nic mi się nie podoba".  Gdzie ja popełniłam błąd, i jak mam podnieść się na nogi???? Proszę pomóżcie!!!!!!

2

Odp: załamanie nerwowe, depresja- co zrobić aby żyć normalnie?

Khalan: nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem i solidaryzuje się z Tobą w pełni. Z tym, że w moim przypadku wyglądało to trochę inaczej tzn. ja jestem w pewnym sensie odpowiednikiem Twojego męża w całej tej historii.
Wychowałam się w kochającej rodzinie(a przynajmniej tak mi się wydawało), jestem najmłodsza z rodzeństwa. Ojciec ma świetnie prosperującą firmę, mama jest nauczycielką.Niczego mi nie w życiu nie brakowało, nigdy się nie buntowałam, byłam grzecznym i ułożonym dzieckiem, zawsze dobrze się uczyłam.
Wiele rzeczy się zmieniło jak poznałam mojego chłopaka (dziś już męża). On nie bardzo pasował do obrazu rodziny w jakiej się wychowałam. Od początku był ekscentryczny i pełen energii, swobodnie wyrażał każdą myśl, nie przejmował się opiniami innych. Zaimponował mi swoją pewnością siebie i zaradnością. Przy nim czułam się wartościowa i mogłam rozwijać swoje pasje i pomysły.
Jednak rodzice nie do końca podzielali mój entuzjazm, niby wszystko akceptowali, ale przy okazji zaczęły się drobne manipulacje typu: "jesteś pewna, że to ten?", "a może spróbowałabyś z innym chłopakiem", "z jakiej rodziny się wywodzi, obserwuj jego rodziców". Później było jeszcze lepiej, bo choć byliśmy już małżeństwem rodzice bardzo chcieli nam pomóc, tata stwierdził, że skoro ma firmę budowlaną, pomoże nam wybudować dom. W międzyczasie doszło do kilku konfliktów na linii mąż- moja matka. Pod wpływem silnych emocji usłyszałam od niej, że wzięłam sobie za męża "cwaniaka, aroganta i chama, dokładnie takiego, jakim jest jego ojciec". Co ciekawe, zaatakowała go tylko dlatego, że akurat...sama miałam z nim sprzeczkę o jakąś pierdołę.  Przejęła kontrolę chcąc niby mnie chronić. Nigdy wcześniej nie miałam takiego konfliktu z matką, jak wtedy. Bardzo bolało, choć z czasem mama nas przeprosiła.
Na terapii usłyszałam, że moi rodzice silnie mnie od siebie uzależnili i chcąc mnie chronić, świadomie lub nie, traktują mojego męża jak intruza. Przy tym chciałam zaznaczyć, że mąż bardzo dobrze sobie radzi: ma bardzo dobrą pracę, kierownicze stanowisko, samochód służbowy i stara się jak może.
Kilka miesięcy temu musieliśmy się do rodziców wprowadzić "na przeczekanie", bo budujemy nasz dom. Rodzice jednak wszystko kontrolują, ojciec wziął na siebie to zadanie i chociaż ma o wiele lepszy kontakt z mężem, to też mu się zdarza wypalić z tekstem typu: "skoro twój mąż tak dobrze zarabia, to czemu tak mało pieniędzy odkładacie". W domu co rusz dochodzi do mniejszych lub większych sprzeczek, a ja miotam się jak mucha w pajęczynie.
Bardzo chętnie byśmy się wyprowadzili, ale przy stawianiu domu każda złotówka jest nam potrzebna i spróbujemy te kilka miesięcy wytrwać. Już kilka razy chcieliśmy zostawić ten dom i wyprowadzić się na wynajem, ale wówczas rodzice jakby wyczuwali cała sytuację i wszystko zaczyna być w normie.

Reasumując: w innym dziale jest mój wątek o nerwicy lękowej. Choruję na nią odkąd powstał problem mój mąż - rodzice. Ciągle mam konflikt lojalności, marzę, żeby wszystko robić na własną rękę i mieszkać już na swoim, ale nie jest to takie proste. Gdybym kiedyś miała tą świadomość co teraz - nie jestem pewna, czy zgodziłabym się na tak dużą pomoc rodzicielską. Płacę za nią ogromną cenę każdego dnia. Obecnie nie mam możliwości się wycofać, ale wierzę, że kiedy wreszcie zamieszkamy na swoim wszystko się ułoży.
Ty jesteś w sytuacji mojego męża: zaradna i nie bojąca się wyzwań kobieta. Pojawiły się u ciebie stany nerwicowe, bo najpewniej twój mąż jest bardzo silnie uzależniony od rodziców. Najlepiej by było gdyby podjął terapię, ale na początek spróbuj go wyrwać z marazmu, powiedz, że potrzebujesz jego pomocy i wsparcia, że musicie razem przejść przez dobre i złe momenty, bo tak ślubowaliście sobie przed Bogiem i przed sobą. Może wspólnie powinniście wybrać się na terapię? Pomyśl o tym.
Czeka Cię długa i trudna droga, ale warto bo obiektywne spojrzenie terapeuty zmienia spojrzenie na wiele spraw, ale nade wszystko uzdrawia i daje siły do dalszej walki z życiem.
Nie poddawaj się i zajrzyj na mój wątek dot. "walki z nerwicą" - są tam rady, które mogą Ci się przydać.
Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki!

3

Odp: załamanie nerwowe, depresja- co zrobić aby żyć normalnie?

Dzięki Stokrotka! Jakbyś zgadła- przed chwilą miałam wizytę jego Rodziców:)) Pojawił się problem ze mną to wysłał ich na odsiecz:) Ja bardzo ich osobiście cenię, natomiast tak jak napisałaś: zbyt duża pomoc okazała się dla mnie katastrofą. Ponieważ mój mąż nie jest w stanie wziąć jakiejkolwiek odpowiedzialności na siebie. Tudzież podzielić obowiązki między nas dwoje. Trafiłaś w sedno sprawy- to też ludzie majętni, którzy od niego niczego nie wymagali. Nie napisałam wcześniej, ale od roku wynajmujemy własne mieszkanie- z mojej inicjatywy, bo jemu przecież dobrze było. Myślałam, że jak będziemy sami to będę mogła wykształcić w nim poczucie obowiązku i tego, że jak ma się własny dom to trzeba o niego dbać. Ale oczywiście znowu się pomyliłam... Musiałam uczyć go tego, że skoro mieszkamy osobno, o on całymi dniami nie robi nic, to wypadałoby zrobić obiad jak wracam o 18 z pracy. Często też na śniadanie- potrafił jechać do rodziców:)))) Dla mnie, wychowanej zupełnie inaczej, nie w biedzie-ale też bez wsparcia i prowadzenia za rączkę, na początku było to śmieszne. Ale teraz mi do śmiech już nie jest. Jeszcze do tego doszły problemy w firmie, którą od początku do końca musiałam zająć się sama... I teraz mam efekt-jestem kompletnie rozbita psychicznie, siedzę w domu i zastanawiam się co mam ze sobą zrobić.... Do firmy nie wrócę- nie dam rady psychicznie. A on jakby nigdy nic przysłał mi rodziców, którym powiedział żeby sprawdzili co u mnie bo chyba się źle dzisiaj czuję. No proszę jaka troska. I zostawił mi wypracowanie na temat wielkiej miłości i tragedii jaka by była, gdyby mnie stracił. Do poprzedniej pracy powrotu już nie mam, a siedzenie w domu i rozmyślanie co dalej powoduje depresję. Poczytam o nerwicy lękowej. Dziękuję, że odpisałaś to dla mnie dużo znaczy w sytuacji gdy nikt nie rozumie dlaczego mi tak źle. Nigdy bym nie przypuszczała, że coś takiego mi się przytrafi. Jest to przerażające uczucie- nie życzę go nikomu. Jestem taka obojętna na wszystko- nic nie jadłam od wczoraj bo nawet nie mam ochoty. Nic mnie nie cieszy.

4 Ostatnio edytowany przez Stokrotka84 (2012-10-24 09:36:31)

Odp: załamanie nerwowe, depresja- co zrobić aby żyć normalnie?

Droga Khalan: wiem, że źle się czujesz i masz teraz kiepski okres. Ja w swoim życiu miałam wiele takich okresów, a od kiedy na powrót (po niemal 10-letniej przerwie) mieszkam z rodzicami - wciąż mam huśtawkę nastrojów. Czasem wydaje mi się, że już wszystko wraca do normy, ale po kilku dniach znowu następuje jakiś zgrzyt i na nowo muszę się zbierać do kupy.
Bardzo pomaga mi terapia i własna praca nad sobą. Kiedy pierwszy raz byłam w takim stanie, jak Ty obecnie - pomogły mi leki antydepresyjne. Nie zalecałabym Ci ich, ale wydaje się, że jesteś w naprawdę trudnej sytuacji. Nie masz siły walczyć o firmę, sypie się twój związek. Terapia pomaga, ale na jej efekty trzeba czekać ładnych parę miesięcy, a Ty musisz się pozbierać, może jednak uda Ci się uratować firmę? Jak pierwszy raz dopadła mnie nerwica byłam na początku 4 roku studiów i nie miałam siły na nie wracać. Leki pomogły mi się pozbierać bardzo szybko i ruszyłam do przodu z potrójną energią. Skończyłam studia, a nawet kilka kursów i podyplomówkę, znalazłam pierwszą pracę. I chociaż miałam tzw. syndrom "wyuczonej bezradności" - szłam do przodu. Nie zawsze było łatwo, ale w tamtym okresie życia leki bardzo mi pomogły.
Co do twoich teściów i męża: dobrze, że ich szanujesz, mój mąż też szanuje moich rodziców, ale dla nich to za mało. Chociaż pracuje często 12h na dobę od rana do wieczora - nie ma prawa narzekać, bo jak mawia moja matka: " w końcu jest kryzys, dlatego powinien się cieszyć że ma pracę. Poza tym twój ojciec pracuje ciężej". Kiedyś tego nie potrafiłam, ale obecnie staram się go bronić, choć kosztuje mnie to wiele nerwów i zdrowia. Nie chcę Cię zniechęcać do teściów, ale jeśli Twój mąż nie uświadomi sobie swojej niedojrzałości, staniesz się kozłem ofiarnym. Wszystko (nawet to, co jest pozytywne) będzie twoją winą, bo dajmy na to nie potrafiłaś zadbać o firmę, złe samopoczucie to twoje fanaberie i wymówki, źle traktujesz ich syna itd., itp. Wierz mi, znam manipulacje rodziców na wylot, ale moja świadomość pojawiła się dopiero w trakcie psychoterapii.

Obawiam się, że jeśli nie podejmiesz wspólnie z mężem jakiś kroków dotyczących wspólnej przyszłości i terapii - twoje małżeństwo może nie przetrwać, a Ciebie czeka koszmar nerwicy, żal, ból, wyrzuty i rozczarowanie.
Spróbuj rozmawiać z mężem, uświadamiać mu problem, ale jeśli dalej będzie głuchy i ślepy na całą sytuację, jeśli nie będzie Cię wspierał i brał odpowiedzialności za wasze życie - wszystko może się sypnąć, czego oczywiście Ci z całego serca nie życzę.
Bądź silna, walcz o siebie i - jeśli będzie trzeba - nie wstydź się psychiatry i antydepresantów. Powodzenia!

5

Odp: załamanie nerwowe, depresja- co zrobić aby żyć normalnie?

Witaj Stokrotko! Dziękuje Ci za sensowne odpowiedzi. Wczoraj byłam razem z mężem u lekarza-przepisał mi tranxene i dexepin teva. Powiedział, że muszę ustabilizować się emocjonalnie, że wiele muszę ustalić z mężem i rozmawiać bardzo dużo na temat własnych oczekiwań w stosunku do siebie nawzajem. Stwierdził też , że muszę pokonywać bariery które mnie trzymają w ryzach. Jeśli boję się iść do firmy i przeraża mnie ilość obowiązków to czas podzielić te obowiązki między mnie a mężem. Na dzień dzisiejszy wszyscy w firmie myślą , ze niby pojechałam gdzieś na szkolenie-tak powiedział im mój mąż. Powinnam także odwracać uwagę w momentach gdy mam za dużo czasu na myślenie:) Tzn. kupić książkę czy gazetę i po prostu w wolnych chwilach czytać ( co uwielbiam zresztą). Zalecił także wiele rozmów z mężem, on raczej jest osobą zamkniętą i udającą że problemów nie ma.... Zaplanowałam jednak na dziś rozmowę z nim, ustalenie nowych zasad i reguł, tak abym mogła powrócić do normalności. Do firmy wrócę ale tylko pod warunkiem, że nie będę od wszystkiego i nie chcę odczuwać presji, że tylko ja tam daje radę. Bo notabene przecież nie daję.... Lekarz powiedział także , że w naszym związku brakuje stabilizacji, rytmu dnia i stwierdził, że czas pomyśleć o dziecku. Oczywiście nie teraz i nie na prochach. Ale w momencie kiedy małymi krokami odbudujemy nasze relacje i nasze życie. Osobiście uważam, że pomysł jest dobry do zrealizowania w późniejszym czasie i po sprawdzeniu czy mój mąż będzie w stanie się zmienić. Dużo dała mi ta rozmowa z lekarzem, stwierdził też , że nie powinnam traktować bliskich mi osób jak wrogów ( oczywiście tak ich traktuję...:). Czyli trafił jednak w sendo sprawy.... Wiem, ze wiele jeszcze musi się zmienić. Ta wizyta lekarska dała mi sporo siły- jednak jest ktoś , kto mnie zrozumiał. Zastanawiam się czy nie spróbować zupełnie poza tym terapii małżeńskiej. Skoro mój mąż nie ma zwykle nic do powiedzenia, może  to pomoże lepiej się zrozumieć. Ah potrzeba ma to tyle siły.... Oczywiście mi ta sytuacja obecna nie odpowiada, uważam, że to moje załamanie jest moja słabością... Nie chcę aby przez nie legło w gruzach coś, co budowałam parę dobrych lat... Dzisiaj  przeprowadzam rozmowę z mężem, zobaczymy co z tego będzie. Jesli będę czuła się na siłach wrócę do firmy ale tylko w tej formie którą opisałam powyżej. Ah czas  zacząć stawiać wymagania mężowi, to ze jego rodzice tego nie robili, nie znaczy że ja nie mam do tego prawa. W końcu ożenił się ze mną a nie z nimi... Chociaż on pewnie myśli inaczej. A na koniec anegdotka z wczorajszego wieczoru.
Rozmrażałam wczoraj lodówkę, którą kupił mój mąż ( badziewie na maksa ale kuchenkę tez kupił bez termoobiegu bo co tam, jemu nie przeszkadza:) a że wody się z niej lało od groma podłożyłam ręczniki i pojechaliśmy do lekarza. Wracamy-godzina 21, patrzę woda przeszła pod panele w dużym pokoju i się wybrzuszyły... Mój  mąż : " co sie przejmujesz????" Ja: Nie wiem ile tam wody poszło i pomijając wygląd paneli może  zaleje sufit sąsiadce, więc uważasz że to nie problem????? Tak mnie wkurzył tym swoim olewaniem wszystkiego że zażyłam tranxen i poszłam spać bo już siły do niego nie mam. Dzisiaj 10 rano słyszę, kuje lód w lodówce. Czyli  niby coś zrozumiał... Nic się nie odzywam, niech sobie robi. Pomijam , że od wczoraj słyszałam, że się tym zajmie ale cały dzień grał sobie w gierkę więc co tam. Oj ciężka mnie czeka z nim przeprawa. Nienawidzę tego jego olewania wszystkiego!!!!!!!

6

Odp: załamanie nerwowe, depresja- co zrobić aby żyć normalnie?

Khalan: uważam, że słusznie zrobiłaś idąc do lekarza. Mój prowadził mnie przez nerwice ok.5 lat i zawsze czułam się lepiej wychodząc z jego gabinetu. Miał też taką kojącą osobowość, umiał słuchać i zawsze udzielał mi sensownych rad.
Dobry psychiatra to naprawdę wielki skarb, dlatego ciesz się! Dostałaś leki, które niebawem zaczną działać (choć początkowo możesz nie czuć poprawy) i wierz mi, wszystko będzie dobrze. :-)
Co do Twojego małżeństwa: lekarz udzielił Ci tylu sensownych porad, że właściwie nie mam wiele do dodania. Pozostaje wcielić je w życie, co pewnie proste nie będzie, ale jest do pokonania.
Twój mąż to ciężki przypadek, który miał wszystko podetknięte pod nos, żył przez lata bardzo wygodnie i bezproblemowo, dlatego musisz być cierpliwa i wytrwała w dążeniu do nauczenia go pewnych rzeczy.
Ja swojego np. do tej pory nie mogę nauczyć trzymania porządku wokół siebie, bo przez całe życie mama za niego ogarniała otoczenie. Trudno jest zmienić czyjeś nawyki, tym bardziej, że mężczyźni bardzo przyzwyczajają się do wygodnego życia.
Bądź konsekwentna, a mąż - jeśli jest rozumny - w końcu zacznie pojmować w czym rzecz.
Terapia też mogłaby Wam pomóc. Paradoksalnie jemu bardziej, niż Tobie. Ja w każdym razie zachęcam. :-)
Cieszę się z optymistycznych akcentów w tym wątku i wiem że sobie poradzisz!
Życzę Ci dużo szczęścia i odzyskania spokoju!
Pozdrawiam

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » załamanie nerwowe, depresja- co zrobić aby żyć normalnie?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026