Witam wszystkich, przejdę do konkretu zmieniłam się z kobiety dla której priorytetem jest jej mężczyzna, małżeństwo w kobietę która nie chce stabilizacji.
Jestem z mężczyzna 7 lat. Mam ogromne szczęście że go spotkałam. Jest cierpliwy znosi mój wybuchowy charakter a co najważniejsze mam do niego 100% zaufanie, nigdy nie dał mi powodu do zazdrości, nie zwraca uwagi na inne.
Wiec tak wszystko zaczęło się rok temu gdy mój mężczyzna przez ok. 2 zaczął intensywnie biegać, ćwiczyć w godzinach gdy zwykle się spotykamy przez to denerwowałam się bo rzadko się widzieliśmy i czułam się lekceważona spadłam na drugi tor.
Wtedy również zaczęłam być adorowana przez mężczyznę remontującego dom sąsiadów z naprzeciwka. Spowodowało to że nabrałam większej pewności siebie a właściwie wcześniej jej w ogóle nie miałam. Nie przyszłoby mi na myśl że mogę spodobać się takiemu przystojniakowi. Przez tą sytuację mniej denerwowałam się na Marcina że mnie zaniedbuje.
Kolejna sprawa zaczęłam studia i pracę. Nowe środowisko nowi faceci. w pracy co róż słyszę jakieś miłe komentarze, przez miesiąc byłam adorowana przez 2 mężczyzn co znacznie poprawiło moją pewność siebie. Teraz też jeden facet non stop prawi mi komplementy chciałby się ze mną umówić.
Studia... hmmm tu poczułam jakie życie może być beztroskie i wyluzowane. Przez to nawet dopuściłam się pójścia na imprezę bez mojego Marcina gdzie nigdy wcześniej nawet by mi to nie przyszło przez myśl.
Spotykam często mężczyznę który jest widocznie mną zainteresowany, często o nim myśle chociaż wiem że i tak nic tego nie bedzie ale to wciąga, te wzajemne spojrzenia sprawiają że uśmiecham się przez cały dzień.
To wszystko że nabrałam pewności siebie, poczułam że mogę podobać się innym mężczyzną zmieniło mnie. Dopadają mnie myśli o rozstaniu, czasami nie mam ochoty widywać z mym. Jak już wszystko wróci do normy to znowu wszystko się chrzani. Dopada mnie chyba rutyna. Niestety moje uczusie przez to wszystko nie jest aż takie mocne, sprawy łóżkowe- też mnie aż tak mocno do niego nie ciągnie. Liczę że to minie. Nie wyszalałam się jeszcze. Mam czasami ochotę wybrać się na imprezę poszaleć, poflirtować. ale mam Marcina i to on mnie blokuje. Chce byc fair w stosunku do niego
Kiedyś bez wahania wyszłabym za Marcina a teraz wykluczone, przez te wszystkie komplementy zupełnie przestałam myśleć o stabilizacji a przeciwnie. Mam ochotę po prostu się wyszaleć ale z drugiej strony wiem że lepszego mężczyzny nie spotkam. Jeżeli teraz się z nim rozstanę wyszaleję sie a przez resztę życia bede żałowac ze go straciłam, a z drugiej strony jeżeli nic nie odważe się to bede żałować ze się nie wyszalałam i czegoś bezie mi brakować jak teraz a miłość może być dalej taka znikoma.
chciałabym być jak kiedyś gdzie on jest dla mnie całym światem, pociąga mnie, podnieca, chce się z nim spotykać , gdzie nie zwracam uwagi na innych.
nie wiem:( co robić w tej sytuacji? jak się z powrotem zmienić?