mam super faceta, którego kocham.
ale podoba mi się wiele facetów...
może mam skłonności do zdrady?
Podobne tematy
Podobac się mogą
jesteś człowiekiem potrafisz oceniać czy ktoś cie sie podoba czy nie nawet kobiety, przychodzi nam to naturalniej. Faceci tez sie oglądają z kobietami. To chyba naturalne. Kwestia tego czy chcesz mieć z nimi romans, związek. Trzeba kalkulować co ważniejsze fajny tyłek, poczucie humoru czy to że jesteś szczęśliwa z tym z którym jesteś bo chce z Tobą założyć rodzinę czy daje Ci poczucie bezpieczeństwa.
Ale skoro się nad tym zastanawiasz to chyba o tym myślałaś nieco bardziej i samo to powinno nasunąć Ci odpowiedź czy jesteś podatna na zdradzanie.
Dlaczego od razu skłonności do zdrady??? Przecież jak już wcześniej pisała maoam każdy z nas zwraca uwagę na ładnych facetów, ładne kobiety. To jest rzeczą normalną, że podobają się nam inni ludzie... Niektórzy faceci widząc ładną kobietę myślą o ty, że mogli by z nią to i owo i tak samo my kobiety, widząc super faceta też przemknie nam myśl, jak by to było z nim...
Ale przecież to nie grzech tak myśleć i nie żadne skłonności do zdrady ![]()
To że ktoś Ci się podoba to nie znaczy że masz skłonności do zdrady
.
Ale to sama musiałabyś się zastanowic nad tym czy oni Ci się tylko podobają tylko jako faceci ( z charakteru, wyglądu ) czy czujesz jakiś tzw. 'pociąg' do nich ;] .
Fascynacja + sposobność = Zdrada, proste jak 2+2=4.
6 2012-10-11 12:54:46 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-10-11 12:55:35)
Fascynacja + sposobność = Zdrada, proste jak 2+2=4.
Trzeba by jeszcze dodać jedno, mianowicie...
Fascynacja + sposobność + chęć zdrady = zdrada
Sam fakt że ktoś inny nam się podoba fizycznie, nie znaczy że chcielibyśmy z nim zdradzić naszego chłopaka, bądź męża(dziewczynę, żonę).
Zdrady trzeba chcieć, może nie planować ale dopuszczać taka możliwość. Jeśli ktoś jest w udanym związku, kocha swojego partnera/partnerkę, znajduje w związku wszystko czego mu potrzeba, to do zdrady nie dojdzie. Z tego powodu tak jest, że (jak już napisała maoam) osoba z którą jesteśmy w związku jest dla nas ważniejsza pod wieloma innymi względami, niż tylko "warunki fizyczne" ![]()
Jeśli ktoś jest w udanym związku, kocha swojego partnera/partnerkę, znajduje w związku wszystko czego mu potrzeba, to do zdrady nie dojdzie. Z tego powodu tak jest, że (jak już napisała maoam) osoba z którą jesteśmy w związku jest dla nas ważniejsza pod wieloma innymi względami, niż tylko "warunki fizyczne"
To tylko teoria oparta na pobożnych życzeniach, praktyka pokazuje co innego. Kobieta jeśli ma poczucie (jej subiektywna ocena ryzyka) nie zostania "przyłapaną" to z ciekawości i fascynacji odda się każdemu facetowi, który wg niej jest tego wart.
V Partner., mylisz się... przykro mi bardzo jeśli tylko takie kobiety znasz i na takie trafiałeś... Myślę że gdyby było inaczej, to byś tak nie mówił.
Każdy ma swój rozum i z niego korzysta, jednak nie każdy do tych celów co trzeba. Jeśli kobieta kocha mężczyznę, jeśli jest z nim szczęśliwa i niczego jej nie brakuje w związku, ani uczuć, ani zainteresowania męża, ani seksu, to go nie zdradzi. Sa też kobiety, które będą walczyć o związek, nawet jeśli coś będzie nie tak... Oczywiście że nie wszystkie (tak jak i faceci)... ale generalizować i wrzucać nas wszystkie do jednego worka nie można... bo jest to co najmniej niesprawiedliwe.
Popieram:) jedyna mozliwosc w takiej sytuacji aby zdradzic to poprostu uczucie mniejszego zainteresowania partnera a inna osoba okazuje zainteresowanie itp. Wtedy kobieta lub facet czuje sie bardziej dowartosciowana czy cos... Nigdy nie bylam w takiej sytuacji ale wydaje mi sie ze poprostu najgorszym co moze byc to osoba trzecia pojawiajaca sie w zlym momencie np.podczas kryzysu w zwiazku. Wtedy zdrada jest bliska realizacji.
Dokładnie Sandzia, o to mi chodziło.
Jeśli niczego nie brakuje, to się niczego nie szuka. Zdrada jest zazwyczaj skutkiem, a nie przyczyną... Choć i zdarza się na odwrót, jednak to nie jest zasadą.
11 2012-10-11 13:58:28 Ostatnio edytowany przez V Panther (2012-10-11 13:59:19)
V Partner., mylisz się... przykro mi bardzo jeśli tylko takie kobiety znasz i na takie trafiałeś... Myślę że gdyby było inaczej, to byś tak nie mówił.
Bynajmniej, nie mówię tutaj o tych "ogólnie dostępnych" tylko takich, po których nikt nigdy nie spodziewałby się takiego podejścia.
Każdy ma swój rozum i z niego korzysta, jednak nie każdy do tych celów co trzeba. Jeśli kobieta kocha mężczyznę, jeśli jest z nim szczęśliwa i niczego jej nie brakuje w związku, ani uczuć, ani zainteresowania męża, ani seksu, to go nie zdradzi.
To tylko kwestia upływającego razem czasu plus wzór, który wcześniej napisałem
też kobiety, które będą walczyć o związek, nawet jeśli coś będzie nie tak... Oczywiście że nie wszystkie (tak jak i faceci)... ale generalizować i wrzucać nas wszystkie do jednego worka nie można... bo jest to co najmniej niesprawiedliwe.
Nie przeczę ale jakie to ma znaczenie. Oczywiście, że nie wszystkie kobiety takie są ale ten wątek jest chyba o tych, które jednak tak?
12 2012-10-11 14:12:22 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-10-11 14:15:42)
Bynajmniej, nie mówię tutaj o tych "ogólnie dostępnych" tylko takich, po których nikt nigdy nie spodziewałby się takiego podejścia.
Czyli o których? Bo według Twojego "wzoru", to tyczy on się wszystkich kobiet
Choćby z uwagi na to, że twierdzisz iż i tak... "to kwestia upływającego czasu..."
To tylko kwestia upływającego razem czasu plus wzór, który wcześniej napisałem
Nic bardziej mylnego. To kwestia upływającego czasu i związku. Jeśli związek jest pielęgnowany, a osoby w nim szczęśliwe(nie udają szczęśliwych tylko są szczęśliwe, bo to różnica), to ten "wzór" nie ma racji bytu ![]()
Nie przeczę ale jakie to ma znaczenie. Oczywiście, że nie wszystkie kobiety takie są ale ten wątek jest chyba o tych, które jednak tak?
Ten wątek jest o ewentualnej "skłonności do zdrady" a nie o konkretnej "grupie kobiet"...
Czyli o których? Bo według Twojego "wzoru", to tyczy on się wszystkich kobiet
Choćby z uwagi na to, że twierdzisz iż i tak... "to kwestia upływającego czasu..."
Szczęśliwych, spełnionych tak w zasadzie to mających prawie wszystko to co sobie kiedyś wymarzyły....i troszkę tym wszystkim znudzonych.
Nic bardziej mylnego. To kwestia upływającego czasu i związku. Jeśli związek jest pielęgnowany, a osoby w nim szczęśliwe(nie udają szczęśliwych tylko są szczęśliwe, bo to różnica), to ten "wzór" nie ma racji bytu
Nawet najlepiej pielęgnowane ogrody nie są wolne od zagrożeń chwastami i "zdziczeniem" roślin - używając ogrodniczego slangu.
Ten wątek jest o ewentualnej "skłonności do zdrady" a nie o konkretnej "grupie kobiet"
Skłonność tą posiada konkretna grupa kobiet - moim subiektywnym zdaniem.
Szczęśliwych, spełnionych tak w zasadzie to mających prawie wszystko to co sobie kiedyś wymarzyły....i troszkę tym wszystkim znudzonych.
Oj przemawia z Ciebie jakiś nieszczęśliwy i rozgoryczony facet...
Na prawdę nie znasz takich kobiet, których "szczęście nie nudzi"? ![]()
Nawet najlepiej pielęgnowane ogrody nie są wolne od zagrożeń chwastami i "zdziczeniem" roślin - używając ogrodniczego slangu.
Pewnie, że każdy ogród jest podatny na zagrożenia, jednak są też takie odmiany "roślin" które są odporne. I nie można przeczyć ich istnieniu, patrząc jedynie na swój "ogródek". Można jedynie nie wierzyć... ![]()
To tak trzymając dalej wątek ogrodniczy... ![]()
Skłonność tą posiada konkretna grupa kobiet - moim subiektywnym zdaniem.
Możliwe, że taka grupa istnieje, jednak ten wątek jej nie opisuje. Autorka pyta o "istnienie" tejże skłonności.
Zdrady trzeba chcieć, może nie planować ale dopuszczać taka możliwość.
Nie trzeba. Niektórzy do ostatniej chwili się zapierają, że oni nigdy by nie zdradzili. A kiedy przychodzi co do czego, to nader chętnie odwzajemniają pocałunek...a potem to już samo leci i nawet nie wiadomo jak i gdzie....
Pisanie o szczęśliwych związkach jest....ciekawe, bo o ile cały związek może być udany, to jednak mniejsze czy większe kryzysy zawsze będą się zdarzały. I tu jest problem. Nie ma przykładnie udanego i kapiącego szczęśliwością związku 24/7 przez x lat.
16 2012-10-11 15:08:29 Ostatnio edytowany przez V Panther (2012-10-11 15:09:15)
Oj przemawia z Ciebie jakiś nieszczęśliwy i rozgoryczony facet...
Na prawdę nie znasz takich kobiet, których "szczęście nie nudzi"?
Szczęśliwy były konsument obecnie w stanie spoczynku spowodowanym małżeństwem ![]()
Pewnie, że każdy ogród jest podatny na zagrożenia, jednak są też takie odmiany "roślin" które są odporne. I nie można przeczyć ich istnieniu, patrząc jedynie na swój "ogródek". Można jedynie nie wierzyć...
To tak trzymając dalej wątek ogrodniczy...
Jedyną znaną mi odporną na wszystko rośliną jest Barszcz Sosnowskiego
Yogurciku, pewnie że nie ma "kapiącego szczęściem" małżeństwa przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu... jednak CZASAMI (bo nie u wszystkich) uczucie do partnera przewyższa ciekawość czy zauroczenie. Nie mów mi że nie. Ja jestem w związku z jednym facetem już 7 lat, pewnie że wokoło mnie pojawiali się przystojni i interesujący (zewnętrznie, bo dobrze człowieka nie poznasz w pracy czy na ulicy a jedynie będąc z nim na co dzień) faceci, ale co z tego? Nasz związek nie jest idealny, mam swoje "żale" do męża a on do mnie... jednak jakoś nie zdarzyło się do tej pory, żebym "zechciała" skorzystać z "pomocy innych", ze swoimi problemami radzimy sobie sami i jesteśmy z tym szczęśliwi. Wiem, że jeszcze wiele lat przed nami, jednak już teraz mogę powiedzieć, że zdrady nigdy nie dopuszczę się...wolałabym odejść niż "męczyć się" i ewentualne dzieci w jakimś chorym "związku".
v Partner, czyli będąc w stanie spoczynku jesteś otwarty i gotowy na ujawnienie się u Ciebie bądź żony "owej omawianej skłonności"? ![]()
jednak CZASAMI (bo nie u wszystkich) uczucie do partnera przewyższa ciekawość czy zauroczenie. Nie mów mi że nie.
Jak sama zauważyłaś i to podkreśliłaś - czasami. Czyli jest to wyjątek, a nie norma.
v Partner, czyli będąc w stanie spoczynku jesteś otwarty i gotowy na ujawnienie się u Ciebie bądź żony "owej omawianej skłonności"?
W życiu nie jedno możliwe jest ![]()
A ja widze ze Joghurt w wielu watkach nie uznaje czegos takiego jak milosc. Juz powoli zaczyna mnie to draznic bo to ze ty nigdy nie przezyles czegos takiego jak milosc albo ktos cie zranil to nie znaczy ze inni nie maja prawa ze kochac i byc kochanm. Chcesz tutaj pokazac ze predzej czy pozniej kazdy kogos zdradzi bo sie znudzi.
Powiem ci ze nie koniecznie... Ciagle podkreslasz to ze szczesliwych zwiazkow jest malo. Moze zyjesz w takim akurat srodowisku ze kazdy sie zdradza, krzywdzi itp. I dlatego masz takie zdanie.
Jak dla mnie szczesliwy zwiazek to nie jest jak z bajki ( brak problemow, ciagle slodkie slowka itp. ) bo tak nigdzie nie ma. Wazne ze jest szacunek, oparcie okazywanie uczuc i bliskosc dla mnie to juz jest szczesliwy zwiazek i zacznij wierzyc wkoncu ze sa takie.
Zdarzało się, ze ktoś potrafił mi zaimponować inteligencją, lub zafascynować stylem bycia. Czy to normalne gdy jest się w związku, tez nie wiem. Skłonność do zdrady może się obudzić w każdym, wiec pozostaje nie prowokować niebezpiecznych sytuacji, zwłaszcza gdy w związku pojawiają się wspomniane kryzysy.
V Panther napisał/a:Fascynacja + sposobność = Zdrada, proste jak 2+2=4.
Trzeba by jeszcze dodać jedno, mianowicie...
Fascynacja + sposobność + chęć zdrady = zdradaSam fakt że ktoś inny nam się podoba fizycznie, nie znaczy że chcielibyśmy z nim zdradzić naszego chłopaka, bądź męża(dziewczynę, żonę).
Zdrady trzeba chcieć, może nie planować ale dopuszczać taka możliwość. Jeśli ktoś jest w udanym związku, kocha swojego partnera/partnerkę, znajduje w związku wszystko czego mu potrzeba, to do zdrady nie dojdzie. Z tego powodu tak jest, że (jak już napisała maoam) osoba z którą jesteśmy w związku jest dla nas ważniejsza pod wieloma innymi względami, niż tylko "warunki fizyczne"
Bardzo dobry post Margolinki. Zgadzam się.
Jeśli kobieta jest w udanym związku i kocha to jest praktycznie nie do "ugryzienia", bo żeby doszło do zdrady trzeba by miała słabe punkty. Jeśli jest silna mocą związku - nie ma szansy na zdradę.
Skłonność do zdrady - kobiety wyczuwają, czy mogą zdradzić na długo przed samym aktem zdrady. One przygotowywują się mentalnie do zdrady. Najpierw jest fascynacja, potem przygotowywanie sposobności a na końcu słowa - znamy się tyle na ile nas poznano
Ciekawe jest również, że praktycznie każda kobieta, która zdradza, pomijam alkoholowe imprezki itp., nie żałuje nigdy tego, że zdradziła.
Mężczyzna do zdrady potrzebuje - Sposobności. Niczego w sumie więcej. Zdecydowanie łatwiej namówić faceta na zdradę niż kobietę. Dla niej to kwestia psychiki, dla niego fizyczności.
Skłonność do zdrady - kobiety wyczuwają, czy mogą zdradzić na długo przed samym aktem zdrady. One przygotowywują się mentalnie do zdrady. Najpierw jest fascynacja, potem przygotowywanie sposobności a na końcu słowa - znamy się tyle na ile nas poznano
Ciekawe jest również, że praktycznie każda kobieta, która zdradza, pomijam alkoholowe imprezki itp., nie żałuje nigdy tego, że zdradziła.
Mężczyzna do zdrady potrzebuje - Sposobności. Niczego w sumie więcej. Zdecydowanie łatwiej namówić faceta na zdradę niż kobietę. Dla niej to kwestia psychiki, dla niego fizyczności.
Popieram w 100% dla mnie to była kwestia psychiki, chociaż też chciałam się sprawdzić, czy będę coś czuła (fizycznie), czy będę miała orgazm, bo mój eks powiedział, że ze mną nie warto uprawiać seksu bo nic nie czuję. Więc w moim przypadku wystąpiła chęć zdrady, dla satysfakcji psychicznej, ale także fizycznej (chociaż fakt, fizycznej mniej). I tak, nie żałuję.
Ależ ja się z Wami zgadzam, że to kwestia psychiki (ona otwiera wrota decyzji i świetnie maskuje intencje) - tu macie 100% racji tylko, że ja swoje słowa opieram na praktyce a nie akademickich dywagacjach.
Ależ ja się z Wami zgadzam, że to kwestia psychiki (ona otwiera wrota decyzji i świetnie maskuje intencje) - tu macie 100% racji tylko, że ja swoje słowa opieram na praktyce a nie akademickich dywagacjach.
Świetnie, że się zgadzasz, tylko skąd przeświadczenie, że tylko Ty opierasz na praktyce, a inni na akademickich dywagacjach? Czy czasem nie jest odwrotnie?
Świetnie, że się zgadzasz, tylko skąd przeświadczenie, że tylko Ty opierasz na praktyce, a inni na akademickich dywagacjach? Czy czasem nie jest odwrotnie?
Szanowne Panie wypowiedziały się jednoznacznie co jest oczywiste w tej materii. Nie wiem jakie masz, jeśli masz doświadczenie jednak sposób w jaki piszesz jest ...akademicko, broszurowy, że tak to ujmę. Swoje wypowiedzi bazuję na prywatnych przeżyciach i tyle. Możesz wierzyć lub nie Twoje prawo.
27 2012-10-11 21:02:03 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-10-11 21:05:41)
Margolinka napisał/a:v Partner, czyli będąc w stanie spoczynku jesteś otwarty i gotowy na ujawnienie się u Ciebie bądź żony "owej omawianej skłonności"?
W życiu nie jedno możliwe jest
Jasne...jest możliwe... ale nie przesądzone i nie nieuniknione... musisz się z tym zgodzić... czyż nie...?
jednak CZASAMI (bo nie u wszystkich) uczucie do partnera przewyższa ciekawość czy zauroczenie. Nie mów mi że nie.
Jak sama zauważyłaś i to podkreśliłaś - czasami. Czyli jest to wyjątek, a nie norma.
To wcale nie jest wyjątek. To jest norma, wyjątkiem są odstępstwa od niej ![]()
Proszę Cię nie ustalaj norm, patrząc przez pryzmat swoich złych doświadczeń.
Pozwole jeszcze sobie zadać jedno pytanie...
Remi napisał/a:Świetnie, że się zgadzasz, tylko skąd przeświadczenie, że tylko Ty opierasz na praktyce, a inni na akademickich dywagacjach? Czy czasem nie jest odwrotnie?
Szanowne Panie wypowiedziały się jednoznacznie co jest oczywiste w tej materii. Nie wiem jakie masz, jeśli masz doświadczenie jednak sposób w jaki piszesz jest ...akademicko, broszurowy, że tak to ujmę. Swoje wypowiedzi bazuję na prywatnych przeżyciach i tyle. Możesz wierzyć lub nie Twoje prawo.
Czy nie uważasz, że i Ty ustalasz "normy", bazując jedynie na swoich złych doświadczeniach? Dlaczego inni według Ciebie albo doświadczeń nie mają, albo piszą "akademicko i broszurowo..."? Nieładnie... ![]()
28 2012-10-11 21:09:21 Ostatnio edytowany przez V Panther (2012-10-11 21:12:42)
Jasne...jest możliwe... ale nie przesądzone i nie nieuniknione... musisz się z tym zgodzić... czyż nie...?
Jak na razie pewna jest tylko Śmierć
Ja nie stawiam tezy, że dotyczy to wszystkich i wszędzie niezależnie od całej masy czynników. Jednak moje własne przeżycia podpowiadają mi, że nie jest to zjawisko marginalne. Spotykałem kobiety tak różne od siebie życiowo ....ale tak zbieżne kobieco ![]()
Czy nie uważasz, że i Ty ustalasz "normy", bazując jedynie na swoich złych doświadczeniach? Dlaczego inni według Ciebie albo doświadczeń nie mają, albo piszą "akademicko i broszurowo..."? Nieładnie...
Jeśli tak to wyszło to nie było to zamierzone z mojej strony, poza tym ja swoich doświadczeń nie nazwałbym Złymi - one były szalone!, dzięki nim udało mi się uszczknąć ciut z Waszego kobiecego świata.
29 2012-10-11 21:24:20 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-10-11 21:25:19)
No i super...czyli doszliśmy do swego rodzaju porozumienia... ![]()
...iż ewentualna "skłonność do zdrady" nie jest normą, a jedynie "cechą osobniczą",, niezależną od "warunków atmosferycznych i otoczenia" ![]()
Ja nie zamierzam pisać, że nie ma ludzi którym zdrada łatwo przychodzi...są...
A ja widze ze Joghurt w wielu watkach nie uznaje czegos takiego jak milosc. Juz powoli zaczyna mnie to draznic bo to ze ty nigdy nie przezyles czegos takiego jak milosc albo ktos cie zranil to nie znaczy ze inni nie maja prawa ze kochac i byc kochanm. Chcesz tutaj pokazac ze predzej czy pozniej kazdy kogos zdradzi bo sie znudzi.
Powiem ci ze nie koniecznie... Ciagle podkreslasz to ze szczesliwych zwiazkow jest malo. Moze zyjesz w takim akurat srodowisku ze kazdy sie zdradza, krzywdzi itp. I dlatego masz takie zdanie.
Jak dla mnie szczesliwy zwiazek to nie jest jak z bajki ( brak problemow, ciagle slodkie slowka itp. ) bo tak nigdzie nie ma. Wazne ze jest szacunek, oparcie okazywanie uczuc i bliskosc dla mnie to juz jest szczesliwy zwiazek i zacznij wierzyc wkoncu ze sa takie.
Wiesz - największe skurwysyństwa (proszę moderację o nie edytowanie tego słowa, w dalszej części postu wyjaśnię) widziałem u ludzi, którzy miłością tapetowali sobie kible i wycierali nią swoje czerwone i zaślinione ze wściekłości mordy. Albo tak tłumaczyli swoją bezradność życiową. Mąż ją bił, ale ona nie odejdzie....bo kocha. Facet zdradza, potem błaga o przebaczenie, bo kocha. I mój mistrz - znany przypadek z autopsji. Koleżka żeby się odegrać za jakieś przykre dla niego słowa robi sobie zdjęcie w czasie seksu z panienką z netu i wysyła to swojej narzeczonej, z która miał brać ślub (kieca i wsio załatwione). Potem oczywiście zalewa się rzewnymi łzami i prosi na kolanach. Inny przypadek - koleś umawia się na kawę z jakąś babką - ot omówienie spraw domowo-finansowych, to jego narzeczona idzie do łóżka z jakimś kolesiem, bo przecież to nie mogło o kawę jedynie chodzić. Inna zdradza męża jeszcze na weselu ze swoim stałym kochankiem. Wymieniać mogę jeszcze długo podobne zachowania, które określiłem początkowym mianem.
Do czego zmierzam - otóż do tego, że wiele tego typu rzeczy nikt nie widzi. Nawet większość przyjaciół czy rodziny. Ludzie ukrywają takie rzeczy przed światem. Jednak jestem dobrym słuchaczem i dobrym obserwatorem i widzę oraz słyszę jak ludzie zdradzają się pierdołami, a jako kolega czy przyjaciel przycisnę i ludzie puszczają parę. Sam z resztą byłem kilka razy kochankiem i wiem doskonale jak to działa. I tak podkreślam, że szczęśliwych związków jest mało. Bo jest. Są wzloty, są upadki - to wieczna karuzela. Żyjesz ideałami, ponieważ jeszcze jesteś młoda. Nie oceniam tego, nie drażni mnie to - po prostu stwierdzam fakt. Nie mieszkasz ze swoim partnerem, nie musicie się martwić o zapłacenie rachunków, spłatę kredytów, ani podziałem domowych obowiązków. Nie wiesz jeszcze co znaczy prawdziwa chęć i gotowość do założenia rodziny - jedynie to deklarujesz.
I znowu - nie twierdzę, że wszyscy zdradzają, że wszyscy się rozstają, że nie ma szczęśliwych związków. Są, ale stanowią one zdecydowaną mniejszość. Większość par jedynie trwa ze sobą w okresach od kryzysu do kryzysu z małymi chwilami szczęścia. Większość oczekuje nie wiadomo czego, bo zwykły buziak czy przytulenie nie generuje takiej przyjemności jak po pierwszych 4-6 latach związku. Z resztą to już nawet udowodnione jest naukowo, że tyle czasu jest wartością graniczną dla okresu zakochania. Potem to już przywiązanie, lojalność i decyzje, a nie romantyczne uczucie.
To wcale nie jest wyjątek. To jest norma, wyjątkiem są odstępstwa od niej wink
Proszę Cię nie ustalaj norm, patrząc przez pryzmat swoich złych doświadczeń.
Jak coś jest raptem CZASAMI - co sama to przecież napisałaś - to normą nie jest. Więc co - przeczysz teraz swoim własnym słowom?
Większość par jedynie trwa ze sobą w okresach od kryzysu do kryzysu z małymi chwilami szczęścia. Większość oczekuje nie wiadomo czego, bo zwykły buziak czy przytulenie nie generuje takiej przyjemności jak po pierwszych 4-6 latach związku.
Świetnie napisane - tylko czy zawsze musi być iluzja uczuć po jakimś czasie, czy iluzji nie ma, a to oparte na uczuciu o jakim można tylko czasem pomarzyć...
Margolinka napisał/a:To wcale nie jest wyjątek. To jest norma, wyjątkiem są odstępstwa od niej wink
Proszę Cię nie ustalaj norm, patrząc przez pryzmat swoich złych doświadczeń.Jak coś jest raptem CZASAMI - co sama to przecież napisałaś - to normą nie jest. Więc co - przeczysz teraz swoim własnym słowom?
Źle zrobiłam, pisząc CZASAMI, powinnam napisać "czasami"...miało to zabrzmieć jako ironia a nie jako nacisk na to, że jest to sporadyczne
Dla mnie jednak "skłonność do zdrady" nie jest obecna naokoło mnie...może to ja jestem wyjątkiem, a nie "wierność w związku"...hmmmm...niesamowite...
![]()
Też się zastanawiam czy istnieje ten mityczny "gen zdrady" czy to predyspozycje zależne od płci (faceci bardziej skłonni - jakby poligamiczni) a może wychowania. Bo jeśli ktoś był wychowywany bardzo liberalnie i wpajane miał że najważniejsze jest jego szczęście i że trudności należy omijać to może faktycznie będąc w zwiąsku przy pierwszej okazji(jakimś kryzysie czy nawet sprzeczce) poszuka sobie kogoś kto kłopotow nie sprawia.
Czytałem gdzieś że naukowcy coraz bardziej skłaniaja sie ku twierdzeniu że wszyscy jestesmy poligamiczni tylko społeczne -(moralne ,religijne)kajdany trzymaja nas w ryzach...
Przemo, to chyba nie jest jakiś "gen", chyba jednak bardziej "podejście do związku". Pewnie po części też wychowanie, a po części i społeczne i religijne normy... Jedni są bardziej inni mniej "skłonni do zdrady"... ale to chyba wynika z własnej "woli"...niż z uwarunkowań genetycznych... Po prostu jednym bardziej zależy na "tu i teraz", a innym na "jutro...pojutrze..."
Ja bym tam genetyki w to nie mieszał, zwykła ludzka ciekawość, emocje, zapewne też jakiś tam strach przed ewentualną wpadką też podnosi temperaturę i tyle - moim zdaniem.
"Gen zdrady" to pewna figura retoryczna. To skłonność do wchodzenia w sytuacje intymne mimo że jest sie w stałym związku.
Zdrada jest z reszta sprawą umowną. Sa różne rodzaje zdrad.
Pójście do łóżka z kimś "na boku" wcale nie musi być zdradą jeśli partnerzy dobrowolnie ustalili że takie kontakty tolerują(obie strony mają do nich prawo) i nie mają o to pratensji.
Za to zdradą może być np flirtowanie z kimś przez telefon czy w internecie. Jeśli partnerzy deklarują całkowitą monogamię i wierność sobie a jedno z nich w ten sposób łamie te zasady to właściwie dopuszcza się zdrady...
Margolinka - skoro nie zdradziłaś i nie byłaś zdradzona to pewnych rzeczy po prostu nie zauważysz. Zwłaszcza, że to nie są sprawy, którymi ludzie lubią się dzielić, a raczej traktują to na zasadzie, że im mniej ludzi wie - tym lepiej (kwestie wyparć wszelkiego rodzaju już pominę). Myślisz, że skoro nigdy w takiej sytuacji nie byłaś, to któreś z twoich przyjaciół do ciebie przyjdzie po pomoc, bo zdradziło, albo zostało zdradzone? Albo będzie chciało, żebyś ją/jego kryła w razie czego? Przynajmniej ci mający rozum będą cię omijać w takiej sytuacji i wybiorą rozmowę z kimś, kto tego doświadczył. Po prostu ty i tak nie zrozumiesz/nie będziesz potrafiła pomóc, albo po prostu ktoś nie będzie chciał burzyć twojego szczęścia. Bo skoro masz ponad 30stkę i twierdzisz, że naokoło ciebie nie ma zdrady, to jest to jedyne logiczne wytłumaczenie, bo nie wierzę, że żyjesz w tak idealnym świecie.
Podobnie z resztą wyglądają inne kwestie jak przekonanie, że "wokół mnie nie ma patologii", "w moim otoczeniu nie ma narkotyków", "nikt ze znanych mi osób nie nadużywa alkoholu" i tak dalej. Po prostu większość tego nie widzi, bo nie chce widzieć. A dochodzi do tego jeszcze fakt ukrywania takich kwestii przed światem - o czym już wspominałem. Moja przyjaciółka przyznała mi się do pewnych rzeczy dopiero po 10 latach przyjaźni bez choćby najmniejszych incydentów nadwyrężających zaufanie. I to tylko i wyłącznie dlatego, że sam miałem podobne doświadczenia. Zauważyłem po prostu pewne analogie i zapytałem o tą kwestię wprost.
Jakiś czas temu, w gronie bliskich, nawinęła się podobna dyskusja. Wiele trudnych tematów się pojawiło od ludzi, po których byś nigdy nie powiedziała, że mogą mieć tak przykre doświadczenia. Facet niewiele starszy od ciebie - dwa nieudane małżeństwa, dwoje dzieci - za każdym jednym razem notorycznie zdradzany i odrzucany. Gwałty w różnej formie i postaci to chyba większość moich znajomych ma za sobą (w sensie od strony ofiary). Zdrady, poronienia, problem z tymi czy innymi używkami, takie czy inne uzależnienia. Nie znam nikogo, kto by czegoś podobnego nie doświadczył na swojej skórze. Nie mówię, że ludzie żyją w takim bagnie ciągle. Ale że takich rzeczy regularnie doświadczają. Kwestie tego typu to nie to samo co uwierające majty - jak zdejmiesz to po problemie. Z takich doświadczeń wychodzi się latami na prostą. A niekiedy dopiero latach "wsiada" to na psychikę. To są doświadczenia, które zmieniają twoje postrzeganie otaczającego go świata.
Zanim poszedłem do wojska przeszło 10 lat się nim interesowałem. Poznałem wielu ludzi - dziennikarzy, żołnierzy itp. Dużo się naczytałem książek, czasopism branżowych. Uprawiałem survival, turystykę aktywną. Wydawało mi się, że wiem na co się piszę. I faktycznie wiedziałem. Ale nie rozumiem. Dopiero służba pomogła mi zrozumieć pewne niuanse. Niuanse, które zupełnie zmieniły mój sposób (czy skalę) postrzegania pewnych problemów.
V Panther, Przemo77, zgadzam się z Wami. Ciekawość na pewno tu ma znaczenie...ale ta ciekawość według mnie jest czymś spowodowana zazwyczaj (pewnie nie zawsze), na przykład tym, "czy z nim/nią będzie lepiej (skoro czegoś nam brakuje u partnera)"? Wtedy atrakcyjność fizyczna i ten dreszczyk emocji na pewno przyspiesza "działanie", gdyż przystojniak, bądź "bajkopisarz" jest bardziej fascynujący... niż ten już zdobyty facet w domu. Wydaje się, że z nim będzie o niebo lepiej, bo przecież "źle, to w domu mamy". Jednak jeśli w związku niczego nie brakuje, są zaspokajane wszystkie nasze potrzeby, to moim zdaniem nasza "odporność" jest większa.
Z tą zdradą, to też prawda...zdrada zdradzie nie równa... jeśli dajemy przyzwolenie, to nie mamy powodów by się potem oburzać.
mam super faceta, którego kocham.
ale podoba mi się wiele facetów...
może mam skłonności do zdrady?
Mam super samochod- Ford. Uwielbiam.
Ale podobaja mi sie tez Bentleye, Ferrari, Chevvy i Range Rovery.
Moze mam sklonnosci do zdrady? ![]()
Sadie - chcesz mi powiedzieć, że jakbyś miała okazję przejechać się Ferrari, to byś odmówiła, bo za bardzo lubisz jeździć swoim fordem? ![]()
Podobac a przejechac to dwie rozne sprawy ![]()
Podoba mi sie wiele samochodow, domow, mezczyzn.
Ale nie bede z tytulu, bo mi sie cos podoba, wlamywac sie do cudzych mieszkan/domow, krasc samochodow, ujezdzac innych mezczyzn...
Podoba mi sie wiele rzeczy...co nie znaczy, ze mam sklonnosci do zdrady
To co nam sie podoba/nas fascynuje jest kompletnie inne od tego co zrobimy z ta nasza fascynacja ![]()
Sadie - też mam Forda
i choć to całkiem dobre auto to pewnie zdradziłbym je z nowym BMW serii 5 lub X6 ![]()
Chyba to porównanie nie do końca Ci się udało. Partner(ka) to nie samochód.
Podałaś ciekawy przykład.
Jeśli widzisz fajny dom/mieszkanie, które ci się podoba i ktoś by je ci dawał....wzięłabyś - mimo faktu, że mieszkanie/dom już masz.
Jeśli widzisz fajny samochód, który ci się podoba i proponowałby ci przejażdżkę w roli kierowcy....przejechałabyś się - mimo faktu, że masz swój samochód.
Jeśli widzisz faceta, który cię pociąga i masz wszelkie podstawy przypuszczać, że jest lepszy niż obecny partner i miała sposobność wypróbowania...odmówiłabyś.
Ale czy na pewno? Każdy z nas chce wierzyć, że tak to działa....ale rzeczywistość pokazuje, że jednak nie bardzo się to sprawdza w praktyce. Tym bardziej, że nawet zwykłe rozstanie jest już zdradą emocjonalną, zdradą przeciwko pokładanym nadziejom i planom, zdradą marzeń tej drugiej strony. Bo przecież i w tym kontekście można rozpatrywać kwestię zdrady, prawda? ![]()
Sadie - też mam Forda
i choć to całkiem dobre auto to pewnie zdradziłbym je z nowym BMW serii 5 lub X6
Chyba to porównanie nie do końca Ci się udało. Partner(ka) to nie samochód.
Partnerka wymaga więcej niż BMW serii 6. Jeśli BMW będzie za bardzo ważne, partnerka będzie mieć problem do ciebie. Tak to wygląda ![]()
Sadie, no może z Fordem, to tak nie do końca...można lubić ale jak jest okazja "zdradzić" (zgodnie z prawem, czyli nie kraść) to dlaczego nie?
Jak już pisaliśmy "zdrada zdradzie nie równa" ![]()
Jednak z tym domem, to trafne spostrzeżenie. Patrzeć i być pod wpływem fascynacji, to nie znaczy że od razu zamierzamy się włamać i posiąść na własność
![]()
Przemo77 napisał/a:Sadie - też mam Forda
i choć to całkiem dobre auto to pewnie zdradziłbym je z nowym BMW serii 5 lub X6
Chyba to porównanie nie do końca Ci się udało. Partner(ka) to nie samochód.Partnerka wymaga więcej niż BMW serii 6. Jeśli BMW będzie za bardzo ważne, partnerka będzie mieć problem do ciebie. Tak to wygląda
Remi - zupełnie nie zrozumiałeś mojego postu.
Przeczytaj jeszcze raz post Sadie i samochodach i moją odpowiedź i wtedy zrozumiesz sens.
No coz ja bym pewnie wziela samochod, ale np nie zamienilabym mojej skodzi na ferrari- wiecie ile to pali??
Jesli bym jednak byla w takim zwiazku, ktory daje mi spelnienie to bym nie ryzykowala jego utratą nawet z Bradleyem Cooperem....
Chociaz ja jestem w zwiazku, ktory sie rozpada a nie zdradzam i nie zamierzam az do momentu gdy bede mogla o sobie powiedziec wolna.
A ja kupiłem sobie Nissana Skyline GT i wszyscy viagrowcy i inni impotenci w porsche itp mogą mnie cmoknąć w wydech ![]()
A ja kupiłem sobie Nissana Skyline GT i wszyscy viagrowcy i inni impotenci w porsche itp mogą mnie cmoknąć w wydech
Fajnie
tyle że to nie jest portal o samochodach. To jedynie przerywnik w temacie...
Fajnie
tyle że to nie jest portal o samochodach. To jedynie przerywnik w temacie...
Wiem, ale dzisiaj przypłynął i jutro go dosiądę - adrenalina mi wali w system, sorry za off top. Każdy ma jakąś słabość ja mam samochody i Mastiffy.
Przemo77 napisał/a:Fajnie
tyle że to nie jest portal o samochodach. To jedynie przerywnik w temacie...
Wiem, ale dzisiaj przypłynął i jutro go dosiądę - adrenalina mi wali w system, sorry za off top. Każdy ma jakąś słabość ja mam samochody i Mastiffy.
V Panther, i chwała ci za to, że masz takie słabości a nie inne...
![]()
vilemo82, bardzo dobra zasada... "najpierw kończyć jedno, a dopiero potem zaczynać drugie".
Ciężko powiedzieć. Jak napisano, na pewno duży wpływ mają zasady, jakie ta osoba wyznaje. Choć trzeba przyznać, że są osoby, które niby mają zasady, ale łatwo je naginają. No może to być np brak asertywności nawet. Ja swoich się trzymam, umiem odmówić, mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała się za siebie wstydzić pod żadnym kątem [tzn robię wszystko, by tak było].
Autorko, niekoniecznie musisz mieć skłonności do zdrady
Nie przejmuj się. No chyba, że robisz coś więcej oprócz patrzenia.
Faktycznie, jest wiele osób, które potrafią świetnie udawać/ maskować się. Zauważyłam, że mężczyźni są często w tym kiepscy
Nie dość, że oszukują, to jeszcze podstawiają dowody pod nos. Nie raz czytałam historie, gdzie facet daje dziewczynie hasła do komunikatora, a tam dowody zdrady
Oczywiście, już sama zdrada jest obrzydliwa, ale jeszcze śmieszniejsze jak chłopak podaje się na tacy, tak jakby myślał, że dziewczyna tego nie znajdzie albo uładzi ją ładnymi słówkami. To już zdecydowanie wolę osoby, które same do tego się przyznają, a takich chyba już niewiele.
Dobrym środkiem przeciw zdradzie jest strach niedoszłego amanta przed partnerem kobiety (i w drugą stronę)
A tak w ramach humoru:

I tutaj, panowie doszlismy do indywidualnych zasad i moralnosci ![]()
Przeciez nie musze brac tego co mi ktos oferuje jesli jest to wbrew moim zasadom czy wbrew mojej moralnosci. Mozna odmowic. Krotko i prosto.
To, ze ktos nam cos daje za free nie oznacza, ze jestesmy zobligowani to przyjac ![]()
Nawet jesli seksowny sasiad zaoferuje mi uslugi seksualne, to ja z nich nie skorzystam, bo jestem mezatka, a w moim rozumowaniu jedno przeczy drugiemu (naleze do jednego faceta defo nie sypiam z innym).
Nie kupuje gadki o "sklonnosci do zdrady" ale zgodze sie ze rzeczywiscie, niektorzy nie maja kregoslupa moralnego
(yoghurt wie do czego pije
)
Ja jednak uważam, że tzw skłonność może występować tj występuje skłonność do alkoholu i hazardu. Niektórym w życiu niezależnie od stanu "posiadania" zawsze będzie brakować thrill'u więc będą szukać okazji. Jednych będzie kręcił base jumping innych drag n' drift a jeszcze innych Texas Hold'em i przygodny sex. Nie każdy tak ma ale są tacy co tak mają i mimo to są w stanie funkcjonować w społeczeństwie tak dobrz, że to nawet nie przypuszcza jakie z nich indywidua.
Ja jednak uważam, że tzw skłonność może występować tj występuje skłonność do alkoholu i hazardu. Niektórym w życiu niezależnie od stanu "posiadania" zawsze będzie brakować thrill'u więc będą szukać okazji. Jednych będzie kręcił base jumping innych drag n' drift a jeszcze innych Texas Hold'em i przygodny sex. Nie każdy tak ma ale są tacy co tak mają i mimo to są w stanie funkcjonować w społeczeństwie tak dobrz, że to nawet nie przypuszcza jakie z nich indywidua.
To nie sa sklonnosci ale raczej personalne preferencje.
To tak jakby mowic ze ma sie sklonnosci do lubienia koloru czerwonego ![]()
Jednych kreci to innych co innego i jak dla mnie ciezko tu mowic o jakichkolwiek sklonnosciach.
To sa preferencje...
Albo zasady...
Tudziez ich brak...
Czesc problemow moze wynikac z czynnikow genetycznych,czesc moze wynikac z czynnikow spolecznych, czesc moze wynikac z wychowania...
A czesc jest po prostu tym co ludzie lubia.
To nie sa sklonnosci ale raczej personalne preferencje.
To tak jakby mowic ze ma sie sklonnosci do lubienia koloru czerwonego
Jednych kreci to innych co innego i jak dla mnie ciezko tu mowic o jakichkolwiek sklonnosciach.
To sa preferencje...
Albo zasady...
Tudziez ich brak...Czesc problemow moze wynikac z czynnikow genetycznych,czesc moze wynikac z czynnikow spolecznych, czesc moze wynikac z wychowania...
A czesc jest po prostu tym co ludzie lubia.
Jaka jest różnica między preferencjami a skłonnościami?, powiedzmy że preferuje rude czy mam skłonność do rudych?, wynik jest ten sam użyłem tylko innego środka opisowego.
Skłonna do zdrady vide preferująca mocne wrażenia z nieznajomymi - czym ona się od siebie różni
wiem stylistycznie brzmi to idiotycznie.
Moim zdaniem, różnica jest...choć wydaje się, że są to dwie teoretycznie te same rzeczy.
Mianowicie, skłonność, to łatwe uleganie, podatność na coś. Preferencje są według słownika "przekładaniem czegoś, nad coś". Widzimy więc, że preferencje to cecha tej danej osoby, osobnicza, która nie musi być taka sama, identyczna u innych. Natomiast skłonność, to bardziej ogólne zjawisko i teoretycznie może dotyczyć wielu osób i być taka sama u każdego.
Takie coś sobie "wyłuszczyłam" z wypowiedzi ![]()
Moim zdaniem, różnica jest...choć wydaje się, że są to dwie teoretycznie te same rzeczy.
Mianowicie, skłonność, to łatwe uleganie, podatność na coś. Preferencje są według słownika "przekładaniem czegoś, nad coś". Widzimy więc, że preferencje to cecha tej danej osoby, osobnicza, która nie musi być taka sama, identyczna u innych. Natomiast skłonność, to bardziej ogólne zjawisko i teoretycznie może dotyczyć wielu osób i być taka sama u każdego.
Takie coś sobie "wyłuszczyłam" z wypowiedzi
I slusznie sobie wyluszczylas ![]()
Preferuje lysych, ale co nie znaczy, ze jestem podatna na kazdego lysego, ktory znajdzie sie w moim otoczeniu.
Preferuje wysokich, ale co nie znaczy, ze ulegne kazdemu facetowi powyzej pewnego wzrostu.
Ale mam sklonnosc do tycia a nie preferencje do tycia
Taka roznica.
Sklonnosc kojarzy mi sie bardziej z genetycznimy predyspozycjami niz swiadomymi preferencjami czy wyborami.
Sklonnosc kojarzy mi sie bardziej z genetycznimy predyspozycjami niz swiadomymi preferencjami czy wyborami.
Oooooo...coś w ten deseń...
Zabrakło mi słów, ale coś takiego właśnie miałam na myśli ![]()
Ale mam sklonnosc do tycia a nie preferencje do tycia
Ta sentencja przekonała mnie całkowicie do Twojej racji ![]()
Dobrym środkiem przeciw zdradzie jest strach niedoszłego amanta przed partnerem kobiety (i w drugą stronę)
A tak w ramach humoru:
http://img.wiocha.pl/images/4/d/4d727fd … 1349994202
Powiem Ci, że coś w tym jest. Szczególnie jak partner owej kobiety zaprezentuje Ci strzelbę ![]()
może mam skłonności do zdrady?
może - ale od podobania do zdrady to jeszcze kawałek ![]()
nie da się jednak ukryć, że jest to częściowo efekt genów oraz wychowania - kobiety o dużym temperamencie i wychowane w liberalnych środowiskach zwykle mają wielu partnerów (niekoniecznie w tym samym czasie) ![]()
kobiety o dużym temperamencie i wychowane w liberalnych środowiskach zwykle mają wielu partnerów (niekoniecznie w tym samym czasie)
Podaj linka do badań naukowych potwierdzających tą tezę.
Ja uważam że każdy jest zdolny do zdrady, to tylko kwestia okoliczności czy się to zrobi czy nie