Kłótnia, zerwanie - kto miał rację? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Kłótnia, zerwanie - kto miał rację?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

Temat: Kłótnia, zerwanie - kto miał rację?

Proszę wyrazić swoją opinię na temat mojego związku bo nie wiem czy ja jestem nienormalna czy mój partner czy jaki czort. Jestem z moim partnerem 4 lata między nami ciągle sa jakieś nieporozumienia ale także te miłe chwile. W ten weekend miałam parapetówke z koleżanką w związku z czym zaprosiłysmy troche osób. Siedzac w domu wszyscy się smialismy i bardzo dobrze dogadywaliśmy. Siedziałam przy moim chłopaku i wszystko było pięknie. Około 23 wyruszyliśmy do klubu. No i tam się zaczęło wszystko. na początku także było wszystko ok,przytulaliśmy się do siebie i nie było żądnego problemu. Problem pojawił się w momencie kiedy poszliśmy na parkiet. Oczywiście wszyscy tanczylismy razem. W pewnym moemnci mój facet zaczął odstawiać jakies fochy,że nie tancze z nim tylko z koleżankami. Kilka razy schodził z parkietu zeby pokazać swoje niezadowolenie. Ja już byłam tak wkurzona( bo każda nasza impreza konczy sie kłotnią więc już Spodziewałam się, czym to sie takze skonczy),że troche na niego nakrzyczałam ( cos w stylu ze ma mi nie spierdzielić kolejnej imprezy i ze mam dosc takiego jego zachowania). Oczywiście on juz mi powiedział,że nie zamierza się bawić itp itd. Wielkie obrażenie. Już byłam tak zagotowana,że w ostatecznosci się pożarlismy. Kilka razy pytałam go czy idziemy się bawić i w kółko powtarzałam mu ze mi spiepszył impreze bo za kazdym razem powtarzam ze nigdzie nie idzie i siedział obrazony na cały świat. Ja jak widzę takie zachowanie wychodze ze skóry. W koncu powiedział mi,że on chce isc do domu w tej chwili,dałam mu klucze i powiedziałam zeby mi się nie pokazywał na oczy. Ja od niego odeszłam,on poszedł do domu i mnie zostawił w klubie. Kolezanka z która mieszkam poszła za nim i próbowała z nim rozmawiać i prosiła zeby wrocił na zabawe bo jestesmy ze znajomymi,a to są nasi znajomi których zaprosilismy na impreze. Tak czy inaczej olał ja i poszedł do domu. Poszłam do domu po chwili i powiedziałam mu kilka niemiłych rzeczy odnosnie jego zachowania. Zostałam w domu bo juz nie miałam ochoty na zadne imprezy. Poszedł spac nie próbujac ze mną nawet rozmawiac. Na nastepny dzien mielismy isc na mecz,za który za niego zapłaciłam,mieli przyjechac rodzice mojej kolezanki i mielismy jesc wspolnie obiad(takie były plany od tygodnia) Rano wstał spakował się,zerwał ze mną (próbowałam z nim jakos rozmawiac,że się źle zachowuje ale on nie zwracał na to uwagi) i pojechał do domu. dzisiaj do niego napisałam,myslalam ze cos do niego dotrze,ale nasłuchałam się jaka jestem zła niedobra i jak to on ze mna nie chce być. Nie wiem może ja jestem nienormalna ale to nie jest powód dla mnie do zrywania po 4 latach. Może niepotrzebnie na niego nakrzyczałam. Co uważacie na ten temat. Czy powinnam go przeprosic,czy czekać az on się zastanowi nad sobą  i cos do niego dotrze ? nie wiem jakie kroki podjąć bo zalezy mi na nim ale nie wiem czy przesadzam czy faktycznie tez wiekszosc z was by sie wkurzyła

Kiedy ktoś Cię opuści, poza tym, że tęsknisz, poza tym, że rozpada się cały ten mały świat, który razem stworzyliście, i że wszystko co widzisz albo robisz przypomina Ci o tej osobie, najgorsza jest myśl, że była to próba jakości i teraz wszystkie części, z których się składasz, noszą stempel ODRZUT przystawiony przez kogoś, kogo kochasz.
Zobacz podobne tematy :
Odp: Kłótnia, zerwanie - kto miał rację?

Paulina19855,
zachowanie OBOJGA z Was było bardzo gwałtowne i emocjonalne - wydaje się, że emocjonalne nieproporcjonalnie do wagi problemu.

Czy w ostatnim czasie zdarzyło się coś, co oddaliło Was od siebie lub było powodem ostrej kłótni?

Jak oceniacie Wasz związek - jakie są jego mocne i słabe strony?
Z jakimi trudnościami poradziliście sobie do tej pory?
Jakie macie plany na przyszłość?

Czy rozmawiacie o tym, jakie są Wasze granice akceptacji - czego nie wybaczylibyście drugiej osobie i co byłoby Waszym zdaniem bezdyskusyjnym powodem do rozstania?

Czy Tobie lub partnerowi zdarzały się w ciągu ostatnich 4 lat "zerwania", po których, - kiedy opadały emocje - wszystko wracało między Wami do normy?

Czy jesteś w stanie wybaczyć partnerowi tą kłótnię i zaakceptować jego zachowanie (zazdrość, potrzebę kontroli i stałego zainteresowania jego osobą) podczas imprezy, które może się powtarzać w przyszłości?

Czy partner jest w stanie wybaczyć Tobie tą kłótnię i zaakceptować Twoje zachowanie (wybuchowość, emocjonalność)?

Jestem psychologiem, seksuologiem i terapeutą. W codziennej pracy prowadzę poradnictwo i terapię w zakresie zaburzeń życia seksualnego kobiet i mężczyzn, także terapię par i małżeństw. Oferuję również E-poradę psychologiczno-seksuologiczną drogą meilową - anonimowość gwarantowana!

http://dobre-rozmowy.pl Gabinet psychologiczno-seksuologiczny w Gdańsku.

3

Odp: Kłótnia, zerwanie - kto miał rację?

Wcześniej studiowałam z nim na jednej uczelni,widywaliśmy się codziennie. W tym roku zaczęłam studiować inny kierunek dodatkowo w związku z czym w tygodniu jestem 100km od niego. Mój facet znany jest z tego,że zrywa za każdym razem kiedy coś mu się nie spodoba. Jest bardzo porywczy i stara się mnie sobie podporządkować w każdej dziedzinie życia. Wszystko co chce ma-rodzicę mu na wszystko dają. Jeździ nowym samochodem,który jest tylko i wyłącznie do jego dyspozycji.On bardzo źle znosi krytykę odnośnie jego osoby. Napewno słabymi stronami jest to,że się często kłocimy. Nawet kłotnia o pierdoły staję się straszną awanturą. Wielokrotnie staram sie z nim rozmawiac po kłotniach ale on pokazuje mi wtedy jak ma mnie gdzieś. Nawet jak zawini stara sie winę zwalić na mnie. On nigdy nie widzi nic złego w swoim zachowaniu. Ja zazwyczaj staram się dogadywac z ludźmi,robić wszystko żeby byli zadowoleni. Po tym całym incydencie pisałam do niego żebysmy sie pogodzili,starałam sie załagodzić sytuacje. Odpisywal mi na odczepnego,po kilka godzin czekałam na odpowiedz. Mówiłam mu żeby schował dumę w kieszen tak jak ja to zrobiłam bo oboje musimy popracowac nad zachowaniem. Odpisał mi ' skoro nie odpisuje to widocznie jestem zajety.. nie po to jechałem 100km żebyś bawiła sie z koleżnkami' Nie odpisałam mu już nic bo rece mi opadły. Do dnia dzisiejszego cisza. A mowiłam mu żeby dał mi znać czy sie widzimy w weekend bo moi rodzice wyjezdzaja do Francji. Powiedział mi jeszcze w niedziele zanim wyjechał że woli byc sam niz ze mną co wprawiło mnie w szok. Nasza każda zabawa konczy sie tak samo ,że wychodzimy pokłoceni  z imprezy (mimo tego,że bardzo rzadko gdziekolwiek sie wybieramy) Dlatego bardzo sie zdenerwowałam widząc jego zachowanie na domówce gdzie byli nasi wspolni znajomi. Jak bylismy w domu wszystko było ok,siedzielismy obok siebie,nie było żadnych problemów.Tylko zdąrzylismy pojsc do klubu.. Nie chce takiego zachowania ale wiem,że on sie nie zmieni. Oczekuje ciagle ode mnie zmiany zachowania a sam nic nie robi w tym kierunku aby siebie zmienic. Wielokrotnie miedzy nami były ciezkie chwile(tak jak mowiłam nawet kłotnie o pierdoły były powodem do tego,że ze mną sie rozstawał). Jestem strasznie tym zwiazkiem wyniszczona od srodka.. zaczęłam palić papierosy (gdzie nigdy mnie do tego nie ciągneło,ale bardzo mnie uspokajaja. Biore tabletki na nerwy). Przez te kilka dni czekałam na jego jakikolwiek telefon ale cisza. Kolezanka która ze mna mieszka probowała z nim rozmawiac na uczelni jak i na imprezie to powiedziała,że jeszcze nie spotkała sie z tak olewatorskim podejsciem. Własnie te kilka dni uświadomiły mi,że ja naprawde jestem z nim nieszczesliwa aczkolwiek boję się porażki tego związku bo byłam w niego bardzo zaangażowana.

Kiedy ktoś Cię opuści, poza tym, że tęsknisz, poza tym, że rozpada się cały ten mały świat, który razem stworzyliście, i że wszystko co widzisz albo robisz przypomina Ci o tej osobie, najgorsza jest myśl, że była to próba jakości i teraz wszystkie części, z których się składasz, noszą stempel ODRZUT przystawiony przez kogoś, kogo kochasz.

4

Odp: Kłótnia, zerwanie - kto miał rację?

4 lata i "...między nami ciągle są jakieś nieporozumienia ale także te miłe chwile". Chyba powinno być odwrotnie. Pewnie się "przejęzyczyłaś" ? Jeśli nie to podziwiam was oboje, że tyle wytrzymaliście ze sobą. Może to było to jedno "nieporozumienie" za dużo ? I miał dość. Tylko kto tu jest winien więcej ?
Póki co cierpisz i tak ma być. Ale nie odzywaj się. Nawet jeśli on uważa, że zawiniłaś (nie tylko w tej sytuacji) to powinien moim zdaniem i tak się pierwszy odezwać. Jeśli tego nie zrobi to" arrivederci Roma". Możesz odczekać chwilę i sama poprosić o rozmowę. Tylko nie nakręcaj się wtedy. Spokojnie, rzeczowo, bez Inkwizycji. Przecież było coś między wami.

5

Odp: Kłótnia, zerwanie - kto miał rację?

No właśnie we wtorek była ostatnia rozmowa. Rozmowa zakończyła sią na tym,że znowu jakieś wyrzuty z jego strony właśnie,że jechał 100km a ja tańczyłam z koleżanką. Naprawde to był ułamek sekundy kiedy on się obraził. W piątek wróciłam do domu (cisza z jego strony chociaz miałam nadzieje,że cos sie odezwie). W sobotę napisałam do niego czy się spotkamy i chcę jasnej sytuacji czy jestesmy ze sobą czy nie. Napisał,że nie jesteśmy. Starałam się podtrzymac tę rozmowę,kilkakrotnie mówiłam mu żeby przyjechał do mnie bo specjalnie zjechałam dla niego. On za każdym razem powtarzał,że nie. Że nie chce być z osobą która nie potrafi o niego zadbać i są tylko ciągłe wybuchy. Tylko może pominę fakt,że spędzałam z nim każdy dzień. Całe dnie spędzalismy razem.  W koncu po długiej rozmowie (chyba tylko z mojej strony) napisałam mu,że moze faktycznie ma racje i powinnismy się rozstać. Napisał,że czuje się jak ściana na której ja sie wyładowuję,że własnie nie chce być z osobą która sie o niego nie troszczy i tyle. Nie odpisałam już mu nic na ten temat bo mi słów brakło. Do dnia dzisiejszego cisza. Znajoma  dzisiaj  z nim rozmawiała na uczelni(pomimo tego,że ją prosiłam aby nie rozmawiała juz z nim na moj temat) i powiedziała,że generalnie ma podejscie bardzo olewatorskie.Mówił jej własnie ze on do mnie nie napisze. Boli mnie jednak to,że nie potrafił ze mną porozmawiac normalnie jeżeli faktycznie go cos bolało w moim zachowaniu tylko odrazu zrywa. Jezeli chodzi o jego stosunek do mnie to może przedstawię jeszcze kilka sytuacji które takze miały znaczący wpływ na to,że stałam się osobą wybuchową i nerwową. Pewnego pięknego dnia zapytałam się mojego faceta czy widzimy się w tenże dzien. odpowiedział że nie. Pojechałam w takim razie do kina z rodzicami. Wieczorem poszlismy na basen. Powiedziałam mu że byłam z rodzicami na filmie... no i tu sie zaczęło. Obraza stanu straszna,nie odzywał się do mnie zaczął mnie olewac i powiedział,ze on takiej dziewczyny nie potrzebuje i ma mnie dosyc smile Któregos dnia pojechałam załatwiac sprawy na uczelnie ze znajomą on w tym czasie był na słowacji na tydzien. zadzwonił do mnie zaczął na mnie wrzeszczec ze byłam w innym miescie,zerwał ze mną,a gdy siedziałam w pociągu stwierdził,że jestem na imprezie smile Wielokrotnie kiedy już pozniej jezdziłam do tego samego miasta coś załatwiac schemat sie powtarzał(może bez zrywania),ale kłotnie,obrazanie się że nie przyjechałam na czas ( a tak naprawde na żadną godzine sie  znim nie umawiałam,ale poprostu stwierdził sobie,że godzine za pozno przyjechałam i wrzeszczał na mnie w domu). Ja zdaje sobie sprawę,że jestem nerwowa,ale naprawde on ma bardzo ciezki charakter i sobie z tego sprawy nie zdaje. Nie przyjmuje zadnej krytyki odnosnie jego osoby. Za każdym razem kiedy sie pokłocimy lub rozstaniemy jak to ma w zwyczaju to pokazuje mi jak ma mnie w d***. na chwilę obecną sytuacja się powtórzyła. Pokazuje mi jak sobie świetnie radzi beze mnie i jaki jest szczesliwy. Jaki to z niego twardziel wink Nie wiem czy dac sobie spokój czy próbowac z nim jeszcze rozmawiac ? Napisałam mu ostatnio że mój bład że na niego nakrzyczałam,ale ze jego zachowanie w eekend w stosunku do mnie tez nie było ok.

Kiedy ktoś Cię opuści, poza tym, że tęsknisz, poza tym, że rozpada się cały ten mały świat, który razem stworzyliście, i że wszystko co widzisz albo robisz przypomina Ci o tej osobie, najgorsza jest myśl, że była to próba jakości i teraz wszystkie części, z których się składasz, noszą stempel ODRZUT przystawiony przez kogoś, kogo kochasz.

6

Odp: Kłótnia, zerwanie - kto miał rację?

Post przeniesiony:

paulina19855 napisał/a:

Witam. Chciałabym abyście przedstawili swoją opinie na temat który Wam przedstawię. Byłam z facetem 4 lata. Widywaliśmy się codziennie,cały czas ze sobą,jak sie nie widzieliśmy to on dzownił,smsy szły w ruch. Problem w tym,że mamy po 20pare lat a on żadnych planów na przyszłośc. Wszyscy moi znajomi albo ze sobą mieszkają albo są zareczeni. U nas cisza i jakos nigdy specjalnie o tym nie mówił.Jeździ na  motorze i tak naprawdę to własnie przysłoniło mu oczy.. ciągle tylko rozmowa o tym samym,zdjecia tylko motoru(żadnego mojego). Od dwóch tygodni można powiedzieć,że nie jesteśmy ze sobą. Zaczęło sie od tego,że byliśmy na zabawie (to był moja parapetówka) siedzieliśmy w domu wszystko było ok,po kilku godzinach poszliśmy do klubu-poszlismy na parkiet ze znajomymi (zatanczyłam z koleżanka,to był ułamek sekundy) on się obraził,zaczął schodzić z parkietu i powiedział,że nie ma juz ochoty na zabawe. ja go opiepszyłam porządnie bo tak zawsze wyglądały nasze zabawy,że wracaliśmy pokłoceni wiec nie chciałam powtórki z rozrywki. Kilka razy do niego podchodziłam i mowiłam żebysmy szli sie bawic,a on,że nie wiec za każdym razem sie wkurzałam i zaczynałam go opierdzielać. W koncu powiedział,że idzie do domu (powtórzył to kilka razy wiec w końcu dałam mu klucze i powiedziałam żeby nie pokazywał mi się na oczy) Wyszedł. Po jakiejś chwili poszłam za nim do domu razem z moją wspołlokatorką byłam juz tak zagotowana że powiedziałam mu co mysle o jego zachowaniu,pożarlismy się. On poszedł spać ja poszłam się kąpac bo na imreze już nie chciałam wracać bo byłam zapłakana. Na nastepny dzien mieliśmy isc na mecz (za który za niego zapłaciłam) rano spakował się,powiedziałam mu ze śniadanie ma w lodówce,a on,że nie je ze jedzie do domu. Oczywiscie myślałam,że szczeka mi opadnie bo myslałam,że mnie przeprosi. Pojechał do domu i powiedział,że ma dość mojego zachowania i z nami koniec bo odstawiam szopki przy znajomych.  Dwa dni pozniej pisałam do niego żebyśmy sie nie kłocili i je bardzo mi sie nie podobało jego zachowanie. Nie dogadalismy sie wiec pozniej znowu kilka dni ciszy. wrociłm do domu i zaproponwałam mu żeby przyjechał on że nie ze z nami koniec i że go zaniedbuję (gdzie codziennie sie widywalismy,każda czynnosc razem) i ma dosc ciągłych wybuchów. Ale jak Wy byscie zareagowali ? Od tego czas tydzien bez jakiekolwiek rozmów bo w koncu po kilku pytaniach czy do mnie przyjedzie i za każdym razem odpisywał że nie powiedziałam,że moze faktycznie bedzie lepiej ,że z nami koniec. Własnie po tym napisał dwa smsy że on nie jest sciana do wyładowywania,że go zaniedbuje itp.. nie odpisałam. Specjalnie dla niego zjeżdzałam 100km, a on miał w tyłku jakiekolwiek rozmowy. Przez ten czas tylko widziałam na fb ze juz zaplanował sobie sylwestra ze znajomymi  Znajoma z uczelni z nim rozmawiała o jego zachowaniu w miedzy czasie i mowi ze nie spotkała sie jeszcze z takim olewatorstwem,że w ogóle nie chce o mnie rozmawiać,że gada tylko o motorze i wyscigach i że nie zamierza sie odzywac i z nami już koniec. Jestem troche w szoku bo bylismy ze sobą 4 lata i nie było jakis wiekszych problemów(zdrad,kłamstwitp). Chcociaz wielokrotnie miałam z nim problemy typu.. poszłam na sesje zdjeciową ze znajomym,moj facet sie zgodził po czym po jakims tam czasie lecielismy na wakacje i w trakcie odprawy powiedziałam mu ze ciesze sie ze kolega wrzucił zdjecia do siebie na strone i że są dobre opinie(zdjecia w ubraniach). On ,że jezeli nie zadzownie do niego i nie karze mu tego usunac pisze mu smsa typu'nie życze sobie wraz z pauliną alby te zdjecia sie tam znaijdowały i jezeli nie usuniesz ich zostaną wyciagniete z tego wnioski sądowe' w koncu po okropnej klotni zadzowniłam do niego poiedziałam,że jest taka sytuacja i niec chce niemiłyhc spraw pozniej przez mojego faceta. Po jakims czasie mi przeszło po stwiedziałam ze jezeli dalismy tyle pieniedzy za wczasy nie chce ich sobie popsuc. Na wakacjach starałam się byc dla niego miła,na poczatku wszystko było ok,jemu jak zwykle wszystko nie pasowało na miejscu. W przedostatni dzien nie chciałam z nim uprawiac sexu bo mnie brzuch bolał( a tak normalnie sie codziennie kochalismy) poszłam spac on sie wiercił przez kilka godzin przy zapalonym świetle w koncu poszedł spać i się przebudziłam i dotknęłam moją nogą jego nogi na naszy wspolnym łozku. zaczał się odganiac przesuwac i zachowywac jak walniety... opiepszyłam go.. on sieprzeniosł na inne łozko (bo była tam dostawka) i poszedł spac.. ja juz byłam tak wkurzona ze zapaliłam światło wlaczyłam tv bo bym nie zasneła. On zabrał klucz dzieki ktoremu był prad i schował pdo siebie. Nie mogła od niego tego zabrac. W koncu powiedział ze skoro chce czytac ksiazke to mam telefon i moge sobie telefonem przysiwecic. Zaczelismy sie klocic... w trakcie klotni trzymajac pilota  rece rozwaliłam goo ściane bo tak mi nerwy pusciły. Nastepny dzien bez odzywania sie do siebie. W ogóle zaczne od tego,że jak cos mu nie po nosie to zazwyczaj zrywa. To nie jest pierwsza sytuacja,ale teraz cos czuje ze to naprawde koniec. Kiedys pojechałam w jakiejs sprawie do innego miasta bo miałam cos do załatwienia on był za granica na wyscigu.. zadzownił do mnie i zaczał na mnie wrzeszczec ze jestem z kolezankami w innym miescie ze on mi zabronił.. ze z nami koniec bo on ma dosc takiej dziewczyny. Inna sytuacja bylismy na basenie.. w ten dzien pojechłam z rodzicami do kina (jemu tez proponowałam spotkanie- w prawdzie nie powiedziałam ze do kina ale pytałam czy sie widzimy- n powiedzał ze nie zebym zajeła sie swoimi sprawami jak chce) powiedziałam mu o tym na basenie wpadł w taka furie zaczął mi ggadac ze jestem beznadziejna dziewczyna,że ma mnie dosc,ze nie planuje sobie z nim niczego,ze z nami koniec. Oczywiscie starałam sie z nim rozmawiac ale jak do słupa..  Ja tez idealna nie jestem bo czasem sie czepiam,ale czepiam się np w takiej sprawie.. umawiam sie z nim na godzine przed 17 i pytam czy napewno bedzie o tej godzinie bo mam cos do załatwienia i ewentualnie do ząłatwie jezeli bedzie chcił przyjechac pozniej. on ze napewno bedzie przed 17.. czekam na niego mija godzina 18 w koncu piszedo niego co on robi i o ktorej bedzie a on ze bedzie o 19 bo coś tam. Przyjechał w koncu byłam taka wku** że sie pozarlismy a on do mnie ze sie znowu czepiam jak jakas chora. Kolejna sprawa.. miał taki syf w pokoju,że przejsc nie mozna było naprawde.. sterta rzeczy na podłodze a miedzy tym chodząca mysz której nie zabił,a nawet jak zdechła to jej nie poszukał. Przyjechałam do niego o 17 dzien wczesniej miałs przatac bo powiedziałam ze nie mozna kogokolwiek zapraszac do takiego syfu. Przyjezdzam a dalej syf a on mnie zaprasza tam,a nawet nie było gdzie usciasc.. mowił ze nie miał czasu bo pisał jakies pismo odnosnie motoru (gdzie naprawde on nie jest zbytnio zajety i mogł sie zajac sprzataniem w tym czasie). Pamietam jak sobie przebiłam ucho w chrząstce.. (pytałam go wczesniej czy jak bym miała kolczyka kolejnego albo tatuaz czy by sie wkurzył-on ze nie no co ty) lezelismy i pokazałam mu ze przekułam sobie ucho wpadł w taka furie ze masakra,zaczał wychodzic z mieszkania,obrazac mnie ze jestem nienormalna.. Ja tak jak mowie tez mam charaterek bo nie pozwle sobie wejsc na głowę i jestem pyskata. Nigdy go nie zdradziłam,kazda chwile poswiecam jemu,nie ma dnia zebysmy ze soba nie rozmawiali a on,że nie dbam o niego,że ma mnie dosc... on w ogole nie widzi swojego zachowania,uwaza ze to ja jestem okropna,że on zasługuje na kogos lepszego... co mam robic ? nie jestem jakos zdesperowana ale ta cała sytuacja mnie juz denerwuje...

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Kłótnia, zerwanie - kto miał rację?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018