Muszę się z kimś podzielić tym co czuje, co myślę, jest mi bardzo ciężko, siedzę sam piję kawę i nie wiem co dalej będzie czy jestem na tyle silny by podjąć odpowiednią decyzje....
Poznaliśmy się przez jakiś portal internetowy...
Ona z innego miasta oddalona od mojego o 300 km, odwiedzałem ją w każdy weekend, po 3 miesiącach zamieszkaliśmy razem, wynajmowałem mieszkanie i mimo tego iż nie znałem jej dobrze to zaufałem i pokochałem, mieszkała sama gdy ja pracowałem w innym mieście, gdy wracałem do domu były różne niespodzianki było cudownie jak zawsze... Pewnego razu nie wylogowała konta na fb i zauważyłem że gdy mnie nie ma umawia się na spacery z różnymi facetami... Zapewniała mnie że nigdy się nie spotkała że pisała tylko z nudy... Kazałem jej się spakować i wracać do domu... Była wielka rozpacz że ona mnie kocha że nic nie zrobiła... Dałem jej szanse i byliśmy nadal razem... Później zaczęły się nocne telefony i smsy czy spotkamy się na masaż czy przyjechać po ciebie itd... Byłem załamany mimo to nadal jej wierzyłem...
Sylwester 2010 zrobiliśmy sobie wieczór we dwoje, upiła się i zaczęła opowiadać mi o swoich byłych, z kim spała a z kim nie, wkurzyłem się i wyszedłem do toalety, gdy wyszedłem ona zamknęła się w pokoju i usiadła na zewnętrznym parapecie... Serce mi zamarło, nie zastanawiając się wybiłem szybę w drzwiach i ją zabrałem z okna... Następnego dnia nic nie pamiętała...
Po 6 miesiącach okazało się że jest w ciąży i aż do urodzenia dziecka było wszystko w najlepszym porządku myślałem że wszystko się ułoży...
Teraz mamy córkę Julię skończy rok za tydzień... Jestem z niej dumny bardzo ją Kocham... E. moja narzeczona ma 21 lat od urodzenia Julii ciągle twierdzi że nie ma czasu na nic, w domu jest bałagan, obiad jest rzadko, kupa prania, rano gdy wychodzę do pracy rozglądam się po domu, wracam i widzę ten sam widok po powrocie... Wytłumaczenie jest jedno mam dziecko i nie mam na nic czasu... Wszystko można zrozumieć... ale nie leżące naczynia 3 dni w zlewozmywaku...
Przez ostatni rok kochamy się rzadko, bo ona jest zmęczona albo ja (pracuje na budowie - wychodzę o 6 wracam o 18), raz powiedziała mi że jej nie zadowalam i nie chce się ze mną kochać... eh.. Mam dosyć tego wszystko jest na mojej głowie a mam dopiero 24 lata... Wynajmujemy mieszkanie, muszę na nie zarobić, muszę zarobić na życie, na dziecko i na nas... A ona nic nie docenia...
Ciągle mnie okłamuje, od zeszłego tygodnia jest u rodziców z Julią, wczoraj powiedziała że z siostrami i rodzicami będzie imprezować w domu... Że o 1 poszła spać i że dobrze że nie dzwoniłem bo była pijana... Przez przypadek dowiedziałem się że była w klubie gdyż na profilu jej siostry była taka informacja, zobaczyłem w biling jej rozmów o 3 rano smsowała z jakimś obcym numerem, zapytałem jej czemu mi wprost nie powiedziała że idzie się bawić i co to za numer... powiedziała że kuzyn... zadzwoniłem okazało się że to numer jakiegoś Marcina jej kolegi... że byli wspólnie na baletach... znów kłamstwo w kłamstwie... Mam dosyć... Nie chcę tracić młodości na takie życie... Nie wiem czy będę mógł się pogodzić z "utratą" córeczki...