Kiedy teraz po latach rozmyślam to dochodzę do wniosku, że nie dokonałam żadnego trafnego wyboru w sprawach damsko męskich. Czy z którymś byłym facetem miałabym teraz lepiej NIE ( jeszcze kilka kieliszków mojego ulubionego czerwonego winka i do analizy też dojdziemy), czy mogłoby być lepiej niż jest teraz w moim związku ZDECYDOWANIE TAK. Co ja robię nie źle ? Dlaczego przez całe moje 33 letnie życie przyciągam niewłaściwych facetów. A może tylko tacy mi się podobają?
A co z tymi których odrzuciłam, byliby może lepsi, mniej bałaganili, bardziej dbali o mnie i dziecko, a może ich idealizuje wybielam bo nie spróbowałam, bo miło jest pomyśleć że ktoś taaaki fajny, dobry, dobrze ubrany i szarmancki zabiegał o mnie, a ja kretynka trzymałam się tej swojej miłości, która teraz mi bokiem wychodzi. Czasem za stan mojej ? miłości? obwiniam siebie, fakt bardzo się zmieniłam tzn. wydoroślałam od kiedy dowiedziałam się że malutkie ziarenko które wkrótce wyrośnie na człowieka zamieszkało we mnie. Nawet nie wiem kiedy stałam się taką mamuśką, z których jeszcze nie dawno się śmiałam bo moje priorytety były zupełnie inne. Zawsze zależało mi na karierze, mówiłam sobie że na dziecko przyjdzie pora jak wypracuję odpowiednią pozycję zawodową, uwielbiałam drogie ciuchy, kosmetyki i podróże. A teraz??
Nie, nie i jeszcze raz nie !!!
Nie dam się stłamsić życiu, które pewnie tylko czeka aż zacznę się nad sobą użalać. A ja na przekór wszystkiemu, a już na pewno na przekór mojemu przeznaczeniu, dołującemu mnie brakiem pracy i pieniędzy, powiem Wam, że mimo wszystko jestem bardzo szczęśliwa w roli kury domowej? Nie to nigdy mi przez gardło by nie przeszło jest wbrew mojej naturze. Kurą domową nigdy nie byłam i nie będę!!!!! Nie wiem jak mogą się godzić inne kobiety na to określenie, ale jestem bardzo szczęśliwa jako mama rocznego szkraba, który wita mnie rano szczerym i śmiesznie szczerbatym uśmiechem, a sekundę później na miłe rozpoczęcie dnia robi kupsko w pieluchę ( gdzie te spokojne poranki z filiżanką kawy, gazetą i Papieroskiem), później jestem już na pełnych obrotach aż do późnego wieczora, zmieniam pieluchy, piorę kupki z ubranek, gotuje zupki i deserki no i sprzątam niczym perfekcyjna bo mój szkrab odkrywca wynajduje nawet najmniejszy pyłek i owy pyłek zaraz ląduje w jego w buźce jest przeżuwany i smakowany jak największy rarytas .A jednak odnajduję w tym wszystkim szczęście dużo szczęścia i radości. Moje suche i popękane ręcezdradzają, że ten mały człowiek udomowił mnie w stopniu w jakim żadnemu dorosłemu facetowi się nie udało.
A mój facet, no cóż chyba wbrew naturze cierpi na depresję po porodową, zero zainteresowania moją osobą, domem, zero seksu od roku, a po 3 miesiącach od porodu wróciłam do rozmiaru s i stałam się podobno atrakcyjniejsza niż przed ciążą, tak w każdym razie twierdzą moje 3 przyjaciółki fajne, szalone kobitki ale o nich później. W ogóle postarzał się o 100 lat, nie wierzycie jest sobota wieczór a on o 20 minut 45 oznajmił tonem nie pozwalającym na sprzeciw ? IDĘ SPAĆ ?? i chrapie czego nie znoszę, kiedyś tego nie robił. A tak na marginesie wydaje te nieludzkie dźwięki na kanapie w salonie bo spanie z dzieckiem w sypialni choć w tedy jeszcze spało samo w łóżeczku było zbyt dużym dyskomfortem. Więc od roku okupuje Salon i kanapę ,ja natomiast wzięłam sobie do łóżka innego faceta, naszego malucha. A ile się nasłuchałam, że to nie wychowawcze, no może i nie, ale dziecko zaczęło przesypiać całe noce i ja też, no z tymi całymi nocami to przesadziłam muszę sprostować, że do 3 miesiąca była kolka i wrzaski w nocy, ale potem zaczęliśmy spać, tzn. ja i mój szkrab jego tacie nic nie przeszkadza w spaniu, więc kolki nie pamięta. Za to opowiada znajomym jakie to było straszne, ale na własnej skórze tego nie odczuł, a wymądrzać to się potrafi, aż mnie złość bierze. Bo jak Staś płakał to Alex spał z zatyczkami w uszach i nawet kiedyś kopa w najczulszy punkt męskiego ciała oberwał bo źle wycelowałam budząc go do pracy. Byłam zmęczona i wściekła, a na ręku płakał nasz malutki synek i chętnie bym mu coś zrobiła za ten beztroski sen, ale naprawdę to nie było celowo. Może przypadek wziął sprawy w swoje ręce i tak pokierował moją nogą, a tak szczerze mówiąc to po tym nie zamierzonym kopniaku aż lepiej się poczułam, jakby sprawiedliwości stało się zadość. Nie to żebym preferowała siłowe rozwiązania, nie nie Stasia uczę, że nie wolno nikogo bić, ale wtedy to jakoś lżej na sercu mi się zrobiło.
Podobne tematy
Wrzućcie jakąś opinie, krytykę albo coś.
Mnie się bardzo podoba
A najfajniejsza jest energiczna postawa bohaterki !!! Trzymam za nią kciuki !
Czytalam post patipati z usmiechem na twarzy
Jestes przykladem tego, jak moza zmienic sie dla dziecka i dzieki dziecku
Wiele z tego co napisalas moglabym odniesc do siebie.
Pisać dalej czy odpuścić?
Pisz pisz
ja z checia poczytam o perypetiach mamuski ![]()
to ci coś jeszcze wrzucę zaraz
12 marca 2010
O nie to ten koszmarny budzik a może by go wyłączyć wziąć wolne i pospać jeszcze, chyba nie doszłam do siebie po imprezie na dzień kobiet. Jednak wstanę, to pewnie przemęczenie ostatnio tak dużo pracuję. Zdecydowanie muszę sobie odpuścić ale to już po powrocie z Egiptu i Chin, najpierw doprowadzę te kontrakty do szczęśliwego finału, zgarnę premię i idę na urlop. Nie ma co rozmyślać 7.00 jeszcze chwila i nie zdążę do pracy.
W pracy było jak zwykle dużo zamieszania, jacyś kolesie z Rosji próbowali coś nam wcisnąć, a dokładnie metalowe wiadra, które niby że super się sprzedają w całej Europie, ale jakoś ich przepędziłam, potem był lunch ale nic nie mogłam przełknąć. Boże jakbym miała jeszcze kaca po 8 marca, ale ja prawie nie piłam no i kac po 4 dniach.
Alex mój ukochany mówi że to może być anemia i wygania mnie na badania, ale ja ciągle nie mam czasu i tak to odwlekam. Powinnam trochę posprzątać chociaż kurze pościerać, a ja tu siedzę z laptopem na kolanach na naszym nowiutkim narożniku z białej skóry i po ciuchu zastanawiam się jak Aleksa wkręcić w sprzątnie. Problem w tym że jak kupowaliśmy meble do salonu to uparłam się na śliczny bardzo minimalistyczny zestaw na wysoki połysk w kolorze białym. Mój ukochany podszedł do tego praktycznie i upierał się na jakiś w okleinie argumentując, że kurzu tak nie będzie widać. Jednak mądra Joanna czyli ja zauroczona meblami zadeklarowałam, że będę ścierać kurze i polerować to moje cudeńko. No i masz babo placek, a mnie się tak bardzo nie chce. W ogóle to całe nasze mieszkanie jest bardzo pracochłonne. Kuchnia piękna moja wymarzona, czerwona wysoki połysk, blat czarny błyszczący można się w niej przeglądać i jeszcze te dodatki ze stali nierdzewnej, które zaczęłam kolekcjonować jeszcze w wynajmowanym mieszkaniu. Sypialnia też jak z mojego snu meble obszywane skórą ciemny brąz. Od dawna mówię Aleksowi że powinniśmy kogoś do sprzątania zatrudnić, ale on tym nie chce słyszeć, mówi że we dwoje damy radę jednak ostatnio to sama sprzątałam, a od paru dni nie chce mi się nic tak bardzo jak jeszcze nigdy i sprzątam w ogóle.
13 marca
Dzisiaj stała się rzecz straszna, poszłam do pracy jak co dzień rano, choć tak bardzo marzyłam żeby zostać w domu, niestety moja obowiązkowość wzięła górę, panowie od wiader wrócili jak bumerang i co gorsza przekonali mojego szefa ( człowieka jakby się mogło wydawać rozsądnego), że te ich wiadra to szansa na dużą kasę.
No i dochodzimy do owego strasznego zdarzenia. Otóż spóźniłam się do pracy bo moja domniemana anemia postępuje i nie mogłam zwlec się z łóżka. Jednak spóźnienie to pikuś w porównaniu do tego co zdarzyło się potem, zupełnie jakby los postanowił sobie ze mnie zadrwić za przepędzenie panów od wiader i chciał mnie przy nich upokorzyć.
Kiedy weszłam do pracy moja asystentka poinformowała mnie, że w konferencyjnej wszyscy na mnie czekają od 30 minut i że szef już kilkakrotnie o mnie pytał. Alicja poinformowała mnie również kto nas odwiedził i że wiadra sprzedawać będziemy. Kiedy słyszę, że coś sprzedawać będziemy to od razu się wkurzam, bo w praktyce to ja sprzedaję i kupuję ( czasem jak dzisiaj robi to szef) w tej firmie jako dyrektor handlowy jednoosobowego zespołu, przepraszam od dwóch tygodni mam asystentkę do spraw handlu zagranicznego, jednak jest to siostrzenica żony szefa i dziewczyna dopiero co rozpoczęła przyspieszony kurs języka angielskiego, który ja mam w jednym palcu i prawdę mówiąc wolałabym mieć w zespole kogoś z innym językiem, najlepiej już opanowanym a nie w fazie mocno początkującej.
Świadoma spóźnienia pobiegałam na górę, złapałam oddech i weszłam do konferencyjnej, szef nie dał poznać po sobie że jest zły, przedstawił mnie gościom i zasiadłam do stołu. Wszystko było już wstępnie omówione, szczegóły mieliśmy uzgodnić jutro. Zgodnie z polską gościnnością na stole zamiast dokumentów królowały kaszanki, salcesony, boczki i inne świństwa, które podobno zażyczyli sobie goście, więc kiedy już usiadłam Sasza jeden z naszych nowych partnerów handlowych jak nazwał go mój szef podsunął mi pod nos półmisek z tymi ? staropolskimi smakołykami? a drugi nie pamiętam jego imienia, bo wtedy już zaczynała się rozgrywać moja tragedia postawił przede mną kieliszek cuchnący trochę jak bimber. No i stało się jak nigdy w życiu nie mogłam zapanować nad swoim organizmem. Chlusnęła ze mnie fontanna, zwymiotowałam pod nogi Saszy. Nie wiedziałam co powiedzieć, chciałam umrzeć, zapaść się pod ziemię, zniknąć, przepaść na zawsze. Nawet nie zauważyłam jaka była reakcja wszystkich. Wybiegłam za drzwi jak poparzona, zbiegłam na dół wpadłam do swojego biura poprosiłam Alicję Żeby poszła do szefa i powiedziała, że bardzo źle się poczułam i pojechałam do domu. Nie czekając ani chwili dłużej poszłam na parking po mój mało wyjściowy samochód marki peugeot, którego nie zmieniam na nowszy tylko z sentymentu. Dostałam go od Alexa tuż po egzaminie na prawo jazdy, miałam w tedy 20 lat i uwielbiałam kolor różowy i w takim też kolorze dostałam auto, które o ile wśród studentów budziło zachwyt o tyle wśród moich znajomych z branży budzi tylko politowanie i śmiech. Nie zmieniam go ponieważ to ostatnia rzecz jaka przypomina mi życie w akademiku, Alexa roznoszącego ulotki żeby zarobić na nasze wakacje. Wszystko tak bardzo się zmieniło nawet my, ciągle gonimy za kasą, wakacje spędzamy w ciepłych krajach pomieszkując w luksusowych hotelach, zmieniamy mieszkania, meble, laptopy, telefony wszystko chcemy mieć najlepsze. A kiedyś wystarczyło nam, że mieliśmy siebie i co do garnka włożyć.
Dotarłam do domu i bez sił opadłam na łóżko, wyłączyłam telefony i płakałam chyba z godzinę jak mała dziewczynka, nie robiłam tego od lat, a teraz chyba dałam upust tym wszystkim zgromadzonym łzom. Co ja powiem w pracy jak ja się z tego pawia wytłumaczę i co mi mogło zaszkodzić ????????????????
Nie mam siły idę spać.
13 marca wieczór
Alex wrócił do domu, obudził mnie mocno zdziwiony, że już jestem zaparzył nam kawę moją ulubiona espresso z maszynki ciśnieniowej którą przywieźliśmy z wakacji w Rzymie taka jest najlepsza wydobywa prawdziwy smak kawy i ten zapach unoszący się w całym domu. Opowiedziałam mu co mi się dzisiaj przytrafiło, uznał, że wczorajsza pizza była chyba nie pierwszej świeżości co zauważył już wczoraj po pierwszym kęsie. Ja uznałam że wybrzydza jak zwykle i zjadłam całą sama. Nie wiem co z ta pizzą było nie tak bo mnie wyjątkowo smakowała.
9 2012-10-10 23:56:14 Ostatnio edytowany przez simpleKarolina (2012-10-10 23:57:46)
Styl jakby ksiazek Grocholi, ktore uwielbiałam czytać! Czekam na c.d.
A bedzie?
Jak mi czas pozwoli to tak.
W takim razie, czekam z niecierpliwoscia.
To ostatni gotowy fragment
14 marca
Boże, budzik, dzisiaj zrywam się z łóżka szybciej niż kiedykolwiek, muszę stanąć twarzą w twarz z szefem i tymi Rosjanami zapadnę się po ziemię, a potem jeszcze spotkanie z Ahmetem, młodym przystojnym Egipcjaninem z dwoma żonami, mam wrażenie że chciałby mnie włączyć do swojego haremu, ewidentnie mnie podrywa. Bardzo zdenerwowana sięgam po kubek z kawą, palę fajkę za fajka i naprawdę nie wiem jak ja się pokaże szefowi, co ja mu powiem.
W pracy jestem przed czasem, chyba pierwszy raz korzystam z mojego kompletu kluczy firmowych, zawsze wpadałam tu na ostatnią chwilę ale dzisiaj nie mogłam spokojnie siedzieć w domu. Muszę przeprosić Jarockiego, tzn. mojego szefa za wczoraj jak najszybciej i mieć to już z głowy jak mnie wyrzuci to trudno ale tej niepewności nie zniosę już dłużej.
Wchodzę do biura, na biurku koperta, o nie to pismo wodza już po mnie zostawił mi wymówienie na biurku w obawie że mogę puścić pawia na jeden z tych jego markowych kosmicznie drogich i przesadnie spasowanych garniturów. Mój szef ubiera się tak perfekcyjnie, że gdyby nie fakt że ma żonę i troje dzieci to podejrzewałabym go że jest gejem.
A z jego żoną to zabawna historia kiedyś nawet się przyjaźniłyśmy, ale Jolka jest chorobliwie zazdrosna o swojego męża, po jednym z wyjazdów do Turcji gdzie podpisywaliśmy bardzo duży kontrakt z fabryką dywanów, dzięki któremu firma z malutkiego lokalnego biznesu urosła do rangi spółki handlującej z całym światem Jolka ubzdurała sobie że te wyjazdy to przykrywka dla naszego romansu i że ona żąda zwolnienia mnie w trybie natychmiastowym a jak nie to złoży pozew o rozwód. Sprawa rozeszła się po kościach bo po pierwsze żadnego rozwodu i tak by nie było bo wszyscy wiedzą, że Jola kocha kasę, markowe ubrania i nie byłaby w stanie utrzymać tego pałacu sama, a o wyprowadzce raczej nie ma mowy bo uwielbia chwalić się w jakim luksusie mieszka, swoją drogą to choć majątek włożyli w ten dom urządzony jest zupełnie bez gustu. A co do zwolnienia mnie to też nie możliwe bo w naszym malutkim miasteczku trudno znaleźć osobę po handlu zagranicznym władającą dwoma językami biegle. Tutaj każdy żyje z turystyki i ta tradycja przechodzi z pokolenia na pokolenie, więc młodzi nie studiują bo pomysł na życie mają podany na tacy.
Do Pszczółka przywiodła nas legenda o starym pszczelarzu, przyjechaliśmy tu jeszcze na studiach na parę dni żeby odpocząć od Warszawy i tak nam się spodobało, że postanowiliśmy zamieszkać tutaj po magisterce. Miasteczko malownicze, małe, ciche, oboje wtedy pracowaliśmy dla zagranicznych spółek głównie przez Internet więc mieszkać mogliśmy wszędzie. Alex pozostał pracownikiem holenderskiej grupy finansowej, ja postanowiłam rozwinąć skrzydła w jedynej firmie w Pszczółce która nie miała nic wspólnego z turystyką, zresztą za namową Jolanty. A co do Jarka czyli mojego szefa to jest mały, gruby i taki nieokrzesany choć trzeba przyznać że miły, życzliwy i nosa do interesów ma. Jednak nie ujmując nikomu na głowę musiałabym upaść żeby z nim romans mieć. Albo być materialistką jak jego żona w sumie dziewczyna ładna, zgrabna i nie głupia tylko wygodna po prostu, no w każdym razie ja ją tak odbieram.
Czytam czytam i jestem ciekawa co będzie dalej a to ważne bo niektóre opowiadania już w połowie nudzą... czekam na ciąg dalszy pozdrawiam ![]()
14 marca
Boże, budzik, dzisiaj zrywam się z łóżka szybciej niż kiedykolwiek, muszę stanąć twarzą w twarz z szefem i tymi Rosjanami zapadnę się po ziemię, a potem jeszcze spotkanie z Ahmetem, młodym przystojnym Egipcjaninem z dwoma żonami, mam wrażenie że chciałby mnie włączyć do swojego haremu, ewidentnie mnie podrywa. Bardzo zdenerwowana sięgam po kubek z kawą, palę fajkę za fajka i naprawdę nie wiem jak ja się pokaże szefowi, co ja mu powiem.
W pracy jestem przed czasem, chyba pierwszy raz korzystam z mojego kompletu kluczy firmowych, zawsze wpadałam tu na ostatnią chwilę, ale dzisiaj nie mogłam spokojnie siedzieć w domu. Muszę przeprosić Jarockiego, tzn. mojego szefa za wczoraj jak najszybciej i mieć to już z głowy jak mnie wyrzuci to trudno, ale tej niepewności nie zniosę już dłużej.
Wchodzę do biura, na biurku koperta, o nie to pismo wodza już po mnie zostawił mi wymówienie na biurku w obawie że mogę puścić pawia na jeden z tych jego markowych kosmicznie drogich i przesadnie spasowanych garniturów. Mój szef ubiera się tak perfekcyjnie, że gdyby nie fakt że ma żonę i troje dzieci to podejrzewałabym go że jest gejem.
A z jego żoną to zabawna historia kiedyś nawet się przyjaźniłyśmy, ale Jolka jest chorobliwie zazdrosna o swojego męża, po jednym z wyjazdów do Turcji gdzie podpisywaliśmy bardzo duży kontrakt z fabryką dywanów, dzięki któremu firma z malutkiego lokalnego biznesu urosła do rangi spółki handlującej z całym światem Jolka ubzdurała sobie że te wyjazdy to przykrywka dla naszego romansu i że ona żąda zwolnienia mnie w trybie natychmiastowym, a jak nie to złoży pozew o rozwód. Sprawa rozeszła się po kościach bo po pierwsze żadnego rozwodu i tak by nie było bo wszyscy wiedzą, że Jola kocha kasę, markowe ubrania i nie byłaby w stanie utrzymać tego pałacu sama, a o wyprowadzce raczej nie ma mowy bo uwielbia chwalić się w jakim luksusie mieszka, swoją drogą to choć majątek włożyli w ten dom urządzony jest zupełnie bez gustu. A co do zwolnienia mnie to też nie możliwe bo w naszym malutkim miasteczku trudno znaleźć osobę po handlu zagranicznym władającą dwoma językami biegle. Tutaj każdy żyje z turystyki i ta tradycja przechodzi z pokolenia na pokolenie, więc młodzi nie studiują bo pomysł na życie mają podany na tacy.
Do Pszczółka przywiodła nas legenda o starym pszczelarzu, przyjechaliśmy tu jeszcze na studiach na parę dni żeby odpocząć od Warszawy i tak nam się spodobało, że postanowiliśmy zamieszkać tutaj po magisterce. Miasteczko malownicze, małe, ciche, oboje wtedy pracowaliśmy dla zagranicznych spółek głównie przez Internet więc mieszkać mogliśmy wszędzie. Alex pozostał pracownikiem holenderskiej grupy finansowej, ja postanowiłam rozwinąć skrzydła w jedynej firmie w Pszczółce która nie miała nic wspólnego z turystyką, zresztą za namową Jolanty. A co do Jarka czyli mojego szefa to jest mały, gruby i taki nieokrzesany choć trzeba przyznać że miły, życzliwy i nosa do interesów ma. Jednak nie ujmując nikomu na głowę musiałabym upaść żeby z nim romans mieć. Albo być materialistką jak jego żona w sumie dziewczyna ładna, zgrabna i nie głupia tylko wygodna po prostu, no w każdym razie ja ją tak odbieram.
Drżącymi dłońmi sięgam po kopertę, szybko ją rozrywam, czytam i uwierzyć nie mogę:
? Mam nadzieję, że dzisiaj czujesz się lepiej, wyjechałem z Rosjanami zobaczyć możliwości ich fabryki, wszystkie szczegóły już dograne. Przypominam, że w południe masz lunch z Ahmenetem, potem przyjeżdżają Turcy ci u których kiedyś byliśmy wybadaj czy można coś z nimi zarobić.?
Jarek
Boże jakby wielki kamień spadł mi z serca, które jeszcze teraz wali jak szalone, a więc rozeszło się po kościach. Idę robić kawę, zapalę ale już na spokojnie dla relaksu i do pracy. Alicja weszła do biura i patrzy pytająco nieco zaskoczona jeszcze nie widziała mnie o tej porze w pracy, tak naprawdę to zanim weszłam kawa już na mnie czekała, ale dzisiaj to ja podam aromatyczny kubek i ciacho na śniadanie młodej. Czuję się tak lekka i spokojna jak jeszcze nigdy. No może od czasów afery na studiach kiedy postanowiłam podmienić doktorowie od historii przemysłowej pytania na ustny. Facet niby inteligentny a od lat trzymał pytania egzaminacyjne ot tak w szafce biurka w auli, nie zamknięte, dostępne dla każdego, zawsze wykładowcy mówili, że muszą wyrzucić te stare zestawy pytań bo tylko miejsce zajmują, a jednak kiedyś zauważyłam, że on przed egzaminem tam sięga. Nie zastanawiając się podmieniłam je pytaniami na pytania na gimnazjalistów z przedsiębiorczości. Egzamin wszyscy zdali śpiewająco, za to ja miałam bakcyla jak pojawić się na zajęciach . Wykładowca niby nie widział, kto mógł mu zrobić ten kawał za to wszyscy na roku wiedzieli, że na studiach w ramach wolontariatu prowadziłam zajęcia z przedsiębiorczości w jednej z warszawskich szkół. Jednak profesor okazał się człowiekiem i skwitował ten wybryk słowami ?osoba, która zrobiła ten dowcip ma szczęście, że to nasz ostatni semestr, a reszta może jej dziękować, mściwy nie jestem, nie widzę powodu żeby wszyscy egzamin musieli powtarzać przez swoją koleżankę.? Po tych słowach wpisał oceny do indeksów i sprawa się zakończyła. Do dzisiaj nie jestem pewna czy on wiedział kto był autorem tej podmiany.
17 marca niedziela w pracy
Nie pisałam kilka dni, gdyż mój cudowny szef zaginął w akcji gdzieś w Rosji, jak się domyślam Sasza z kolegami pokazali mu na czym polega wschodnia gościnność i oblewają nowo podpisany kontrakt. A firma musi pracować dalej, mnóstwo telefonów, pytań o szefa, każdy chce wiedzieć kiedy wróci, a ja skąd to mam wiedzieć, przecież wódz jak zwykle nie odbiera telefonu. Najgorsza jest jego rozhisteryzowana żona, która regularnie co trzy godziny od dwóch dni dzwoni i przychodzi do mnie, jak ja się mogłam z nią przyjaźnić? znowu ma mi coś do zarzucenia, jest przekonana że ja wiem gdzie się podziewa jej mężulek tylko jej powiedzieć nie chcę. Zaraz chyba oszaleję i jeszcze ten ból głowy, jakaś migrena męczy mnie od wczoraj.
17 marca 18.00
Nadal w pracy i jeszcze długo pewnie, jutro spotkanie z kilkoma firmami z Niemiec mieliśmy z Jareckim omówić czego oczekujemy od nowych partnerów tymczasem jego nadal nie ma. Wertuje papiery w jego gabinecie może zrobił jakieś notatki na to spotkanie albo wytyczne dla mnie. NIC.
Sprawdzam co kupowaliśmy poprzednio od firm o profilu duże agd, to nie nasza branża. Nie wiem co robić, oby do jutra wrócił, nie sądziłam że będzie mi go brakowało, a tu proszę jak człowiek jest bezradny jak dziecko to i za szefem tęskni. Moja praca do 22.00 poszła na marne niczego konkretnego nie znalazłam i jutro zdam się na instynkt.
18 marca świt
Nie mogę spać, obudził mnie ból głowy, wstałam i postawiłam opisać cudowne zakończenie wieczoru. Kiedy wróciłam do domu Alex powitał mnie bukietem przepięknych czerwonych róż i zaprosił do stołu, usiadłam i osłupiałam bo na stole stał smacznie wyglądający tort, nie za duży nie za mały taki w sam raz dla dwóch osób a na nim świeczki, obok malutkie czerwone pudełeczko w kształcie serca. No tak z tego wszystkiego zapomniałam o swoich urodzinach. Z drugiej strony chyba wolę nie pamiętać, że właśnie skończyłam 32 lata. Wieczór był przesympatyczny, jedliśmy tort, najpierw oczywiście musiałam zdmuchnąć świeczki co sprawiło mi mały problem, chyba rzucę palenie, potem była kolacja, wino, w pudełeczku znalazłam śliczny wisiorek serduszko z białego złota z malutkim diamencikiem w środku, potem Alex zaniósł mnie do sypialni i było cudownie, już dawno nie był taki romantyczny, czuły, delikatny. Kochaliśmy się bardzo długo, a ja się czułam jakbyśmy to robili pierwszy raz. Kurcze za mało czasu mamy dla siebie, ciągle praca i praca, mnie prawie nie ma w domu, Alex pracuje w domu ale jakoś nie potrafi się zorganizować i ma całe dnie rozwalone, więc kiedy ja już wrócę on przeważnie jeszcze jest przy komputerze, albo musi gdzieś wyjść i tak w kółko.
18 marca po pracy
Niewyspana nawet bardzo, ale szczęśliwa poszłam do pracy. Na dzisiejsze spotkanie wybrałam mój ulubiony kostium ecru składający się ze spodni do kantu delikatnie rozszerzanych ku dołowi, pistacjowego topu pod szyje z dekoltem wystarczającym jedynie na zaprezentowanie mojego nowego wisiorka i żakietem koloru ecru w serek wiązanym z boku, buty i torebka oczywiście w tym samym kolorze co bluzka uwielbiam takie zestawienia. Kiedyś czytałam, że pierwsze 15 sekund to czas w jakim wyrabiamy opinię o nowopoznanych osobach, od tamtej pory staram się wyglądać na spotkaniach z nowymi kontrahentami wprost nienagannie.
Nie wiem jakim cudem się udało, kupiłam 3 TIRY markowych lodówek po bardzo atrakcyjnej cenie, teraz muszę zastanowić się komu je sprzedam i to szybko bo nasz magazyn pęka w szwach i jest nieco przy mały na taki towar, a jak wynajmę miejsce w magazynie zewnętrznym to zysk ze sprzedaży i moja prowizja skurczą się i to bardzo. Nie ma wyjścia mam 3 dni na znalezienie kupca.
Dzisiaj równo o 15.00 wyszłam do domu w końcu cały weekend pracowałam. Dzisiaj to ja zaskoczyłam Aleksa przygotowałam obiad, a wieczór spędziliśmy razem przed telewizorem, oglądaliśmy komedie, rozmawialiśmy, było bardzo miło, do obiadu kupiłam piwko i tak nam zasmakowało, że Aleks poszedł dokupić jeszcze kilka, a ja odkryłam COŚ dziwnego, od dwóch tygodni boli mnie brzuch jak na miesiączkę, ale jej nie mam a powinnam już mieć i to jakieś 12 dni temu. Czyżby ciąża?????, nie to niemożliwe przecież coś bym czuła, kobiety wiedzą takie rzeczy, przecież mamy tą naszą kobiecą intuicję. Po za tym ja teraz nie mogę, mam tyle planów dziecko nie byłoby ze mną szczęśliwe.
Wrócił Alex nie wytrzymałam i mu mówię, że chyba muszę zrobić test ciążowy bo okres mi się opóźnia, ale on tylko się roześmiał nie biorąc chyba na poważnie tego co mu powiedziałam. Zmieniliśmy temat ja nie dowierzając własnym podejrzeniom wypiłam jeszcze 2 piwka i poszłam spać.
19 marca świt
Oj oj oj po co ja piłam te piwa niby tylko trzy ale kaca mam jak po 10, zaraz umrę, wróciła z toalety, jest mi niedobrze, nie mogę spać, nie mogę leżeć bo mi się w głowie kręci jestem głodna ale nic nie mogę przełknąć, nawet kawa mi nie sprawiła ulgi. Kurcze może ja rzeczywiście powinnam zrobić ten test ciążowy. Coś się z moim organizmem dzieje i to cos tak dziwnego, że sama już nie wiem, ale tak zmęczona i bez sił nie byłam nigdy. I te mdłe pobudki o 5 rano przecież normalnie o tej porze smacznie spałam, a w nocy za nic usnąć nie mogę.
Myślicie, że mogę to wysłać do jakiegoś wydawnictwa ????
20 marca środa
Szef się odnalazł, nie to żeby był aż tak ważny dla mnie żeby od tego zaczynać, ale dzięki temu zdarzeniu mogłam wziąć sobie wolne i poleżeć trochę i dłużej, a co najważniejsze kupiliśmy test ciążowy i teraz od godziny siedzę z nim w dłoni i boję się go zrobić. Alex siedzi obok i śmieje się ze mnie, ale do mnie powoli dociera, że moje życie może ulec diametralnej zmianie. Właśnie uświadamiam sobie w jakiej jestem sytuacji, przecież zgodziłam się na śmieciową umowę, która zresztą kończy mi się za trzy dni, mieszkamy w dziurze, która o ile dla nas jest fajnym miejscem na spokojne wieczory dla potencjalnego dziecka pipidówką bez perspektyw. Kiedy się przeprowadzaliśmy ustaliliśmy że jak tylko zaczniemy planować powiększenie rodziny wracamy do Warszawy, żeby nasze maleństwo miało dobry i częsty kontakt z babciami i dostęp do dobrych szkół.
20 marca późźźna noc
No i stało się jestem mamą, będę mamą jak zwał tak zwał test wyszedł pozytywnie, Alex całej rodzinie rozgadał a właściwie jego matka, ale to było pewne, że jak tylko się dowie telefon pójdzie w ruch. Ja na razie powiedziałam tylko swojej mamie i bratu, nie chcę zapeszać to dopiero 3 tydzień więc wszystko jeszcze może się zdarzyć. Z wrażenia nie mogę zasnąć, zastawiam się jak nasze życie będzie wyglądało za 9 miesięcy, kurcze od kiedy dowiedziałam się o ciąży minęły mi mdłości chyba z wrażenia. No i stało się musimy szukać jakiegoś domu, wracać do Warszawy i sprzedać to mieszkanie, a tak bardzo je polubiłam. Problem jednak polega nie na sympatii, ale na znalezieniu kupca w Pszczółce i różnicy którą będziemy musieli dołożyć z naszych oszczędności przy zakupie domu. Musze jakoś ukryć ciąże do momentu podpisania umowy, Jarecki się wścieknie jak mu powiem, a zamierzam to zrobić dopiero za 4 miesiące ( mam nadzieję że dużo nie przytyję), tyle czasu potrzebuję, za zgromadzenie dodatkowych oszczędności na czas zasiłku macierzyńskiego, oficjalnie moje wynagrodzenie to najniższa krajowa. Będę musiała zmienić garderobę większość moich ubrań podkreśla figurę a więc zdradzi mój sekret za parę tygodni, czytałam, że u niektórych kobiet brzuszek się pojawia około 8 tygodnia, a to już za chwilę jak dobrze obliczyłam.
21 marca
W pracy byłam tylko chwilę, tzn. w biurze, potem spotkania i lunche na mieście, dzień jakoś zleciał, zupełnie nie mogę się skoncentrować na pracy, rozpiera mnie radość przeplatana oczywiście zgagą i mdłościami. Jednak na samą myśl o tej małej istocie jest od razu lepiej. Jest tylko jeden problem muszę rzucić palenie a ja jak na ironie mam taką ochotę na fajki jak nigdy, no i musimy przemyśleć sprawę ślubu który jakoś tak odwlekamy od lat, ale teraz kiedy dziecko ma przyjść na świat wypadałoby zalegalizować nasz związek, chociaż ja tak naprawdę nie chcę tego całego zmieszania. Może i tym razem uda mi się jakoś wywinąć od ślubu. Co do fajek obiecałam sobie że dzisiaj ostatni dzień potem kupie sobie najsłabsze jakie są i tylko w chwili prawdziwego kryzysu będę po nie sięgać.
Ale to nie jest autobiograficzne? :-)
Jak wpadłaś na pomysł obrzygania Saszy?
A to akurat omal mi się nie zdarzyło jak byłam w ciąży jakimś cudem zdążyłam do łazienki a w pracy sypnęło się że jestem w ciąży.
22 marca piątek
Zgodnie z obietnicą kupiłam najsłabsze fajki na rynku, takie miętowe słomki, obrzydliwe ciągnę, ciągnę i nic, ale czego się nie robi dla dziecka. Wiem egoistka ze mnie powinnam rzucić na dobre ale nie mogę. KUR?.. tak bardzo chce mi się prawdziwego papierosa.
W pracy zajęć mi przybywa i odpowiedzialność rośnie, tak długo czekałam żeby mieć wolną rękę, samodzielnie podejmować decyzję, a teraz mnie to przerasta nie mogę się skoncentrować, zupełnie jakby moje maleństwo pożerało mi szare komórki. Alex śmieje się, że to mały geniusz we mnie rośnie i żywi się moim mózgiem, w domu też robię głupoty. Zapominam wyłączyć żelazka, ziemniaki gotowałam bez soli, a po wyjęciu worka z odkurzacza nie założyłam drugiego i zaczęłam odkurzać, nie muszę chyba opisywać efektów tego sprzątania, a na koniec usiadłam i się rozpłakałam. Nie wiem co w tym cudownego, ta cała ciąża to jak na razie jakieś pasmo niepowodzeń dla mnie, zmieniłam się nie do poznania, taka gapa ze mnie, że już sama nie mam do siebie siły. I to cholerne zmęczenie, z łóżka wstawać mi się nie chce.
BOŻE zapomniałam o tych cholernych lodówkach, przyjeżdżają dzisiaj, Jarecki mnie zabije, nie mam co z nimi zrobić, ani klienta, ani magazynu i nawet mu o tym nie powiedziałam. Do roboty mam czas do 22.00 jest 18.20 trochę słabo ale może jakimś cudem.
24 marca niedziela
Czuję, że się nie czuję, od wczoraj szukam dobrego ginekologa, ale już w Warszawie, tam będę rodzić, nie wiem czy na usg już zobaczę tego mojego małego skarba, Alex jest w euforii projektuje pokój dziecięcy, w domu którego jeszcze nie mamy, w ogóle wszystko stoi w miejscu, mieszkania w Pszczółce sprzedać nie możemy jeszcze, a na zakup nowego gniazdka brakuje nam pieniędzy. W pracy nie mogę powiedzieć, że spodziewam się dziecka więc wychodzę co chwila na kretynkę, bo poziom mojej koncentracji w skali od 1 do 10 aktualnie wynosi ? 10 . Nawet Alicja z politowaniem kręci głową, kiedy wydaję jej polecenia, no tak dzięki Bogu mam Alicję wreszcie dziewczyna może się wykazać, odwala za mnie całą robotę i zmuszam ją do podejmowania małych decyzji, pozwalam jej rozwinąć skrzydła, bo moje skrzydełka jakoś się same podcięły. A sprawa lodówek sama się rozwiązała, Jarecki wynajął kosmicznie drogi lokal w centrum miasta, bo akurat się zwolnił a jak twierdzi mój szef to złote miejsce na handel, ma duży potencjał, więc otwarcie zrobiliśmy huczne, dla przyciągnięcia klientów moje lodówki sprzedajemy z 50 % rabatem, firma i tak wyjdzie na swoje, magazynu nie trzeba wynajmować a jaka reklama. Tylko mam dylemat potrzebuję teraz więcej takie sprzętu w dobrej cenie. Jezu już 11.00 a ja nadal w łóżku, ale co tam jest niedziela, czemu, nigdy tego nie robiła. No chyba, że po jakiejś imprezie z moimi szalonymi przyjaciółkami.
Lura, Gośka i Paula to trzy najbardziej zwariowane i najukochańsze babki na świecie, poznałam je jeszcze na studiach, pracowałyśmy razem co lato na morzem w wypożyczalni sprzętu pływackiego, w dzień pracowałyśmy, opalałyśmy się a wieczorami balowałyśmy. Po wizycie u ginekologa zadzwonię pochwalić się że będę mamą. Ciekawe jaka będzie ich reakcja, Laura jak sądzę powie albo tylko pomyśli, że to już koniec naszych szalonych wypadów, ona nie lubi dzieci, nawet swoim siostrzeńcem nie chce się zajmować, Gośka będzie rozpieszczała mojego szkraba, bo sama marzy o dziecku ale jakoś partnera znaleźć nie może, a Paula to jedna z tych osób z którymi niby masz dobry kontakt, jesteś blisko rozmawiasz, ale nie wiele wiesz o tej osobie. Paula skrywa jakąś tajemnicę z przed lat ona dołączyła do nas nie co później już po studiach jedna z moich koleżanek nas zapoznała i jakoś tak do nas przylgnęła. Anka kiedyś coś wspomniała, że Paulina oddała dziecko do adopcji bo miała 15 lat jak je urodziła, ale potem szybko dodała, że tak tylko żartowała i że nic więcej nie powie już i szybko się zawinęła do domu, ja nikomu o tym nie powiedziałam i nigdy nie poruszałam tego tematu z przyjaciółką myślę, że sama powie jak przyjdzie czas. Nie lubię wyciągać z ludzi ich tajemnic na siłę. Jeśli ktoś nie mówi ma jakiś powód i trzeba to uszanować. No właśnie a z naszymi wypadami po klubach i dyskotekach. Jak się przeprowadziłam do Pszczółki ustałyśmy obowiązkowe babskie wieczory w każdą ostatnią sobotę miesiąca. Wtedy robię się na bóstwo i znikam na cały weekend. Alex nie ma nic przeciwko temu sam ma swoje męskie wieczory tylko nie regularnie i jakoś coraz rzadziej, koledzy się wykruszyli jak twierdzi. Jedni wyjechali inni założyli rodziny.
Bardzo dobrze sie czyta
Zawsze mozesz sprobowac z jakims wydawnictwem. Napewno niczego nie stracisz a mozesz tylko zyskac.
Czekam na ciag dalszy ![]()
01.04 poniedziałek
Nie pisałam bardzo długo, ale dzisiaj wielki dzień byłam na usg, widziałam tą małą fasolkę na własne oczy, do wyglądu człowieka jeszcze daleko, ale już wiem na pewno, że jest i rośnie i że jest wszystko w porządku i że jesteśmy razem już 9 tygodni. Przesypiam całe dnie, tzn. budzę się idę do pracy, robię co do mnie należy, wracam do domu z siatką słodyczy, soków i owoców, szybko to pochłaniam i idę spać nie ma siły na nic. W pracy jeszcze nic nie wiedzą, mam nadzieję, że tak dobrnę do 4 miesiąca przynajmniej.
Choć dzisiaj omal nie zemdlałam za sprawą Alicji, otóż moja asystentka na lunch zamówiła dla mnie kebaba w sosie pomidorowym sama zaś z czosnkowym. Do dzisiaj kochałam czosnek, ale moje maleństwo chyba go nie lubi. Jak co dzień posprzątałyśmy wszystkie dokumenty z biurek i zabrałyśmy się za jedzenie. Troszkę przeszkadzał mi zapach czosnku ale tylko troszkę, aż tu nagle Alicja podeszła do mnie z herbatą którą nam zaparzyła i nachyliła się nad biurkiem żeby postawić mój kubek no i się zaczęło próbowałam wstrzymać oddech, odwrócić się w drugą stronę ale to nic nie dało.
Nagle wszystko zaczęło mi wirować, a zamiast jednej Alicji zobaczyłam najpierw dwie, potem trzy i przy jakiejś setce ziejących czosnkiem Alicji opadłam na krzesło blada jak ściana. Alicja szybko odskoczyła i dopytywała co mi jest. Kiedy doszłam do siebie, a stało się to jak tylko owy odór był słabszy, a moja asystentka nieco dalej skłamałam, że mam miesiączkę i jakoś słabo się czuję, ale mam wrażenie, że mi nie uwierzyła. Tak czy inaczej tematu nie drążyła z szefem i jego żoną ma na pieńku bo oblała egzamin z angielskiego, więc jestem jej jedynym sprzymierzeńcem w tej firmie. Chyba mogę czuć się bezpieczna, nawet jeśli coś podejrzewa to się nie wygada.
Znowu łapie mnie śpioch idę spać, a Alex pojechał ze zdjęciami z usg do Warszawy pochwalić się potomkiem, w sumie też miałam jechać ale wolę się zdrzemnąć. A no i nie ma Alexa na spokojnie zadzwonię do dziewczyn z nowiną. Ciekawe jaka będzie ich reakcja. Ale najpierw drzemka powieki same mi opadają.
02.04 2.00 nad ranem
Nie zadzwoniłam do dziewczyn, nic nie zrobiłam, kiedy się obudziłam Alex chrapał obok mnie, gdyby nie przeraźliwy głód prawdopodobnie spałabym do rana, ale wstałam, a w kuchni same smakołyki od naszych mam, pierogi, knedle i kurczak nadziewany pietruszką, a no i tort orzechowy specjalność mojej mamy. I tak siedzę jem i piszę, ale chyba przesadziłam z tym jedzeniem aż mnie zmuliło. Dobra kończę wypije herbatę i do łóżka za parę godzin muszę wstać do pracy.
10.05
Nie liczę godzin i dni przede mną długie miesiące nic nie robienia. Sypnęło się że jestem w ciąży, a właściwie sama się przyznałam. Nie miałam wyboru. Moje dziecko pochłania moje szare komórki w takim tempie, że sama mogę się określić mianem głupiej blondynki. W pracy nie dawałam rady, popełniałam błąd za błędem i ten ostatni kosztował bardzo wiele. Otóż w związku z otwarciem tego nieszczęsnego sklepu z kosmicznie tanim sprzętem, który zdobywałam na różnych aukcjach, zrobiłam coś w rodzaju gazetki informacyjnej, nakład ogromny obejmujący niemalże wszystkich mieszkańców Pszczółki i okolicznych miejscowości. Niestety myślałam już o przeprowadzce i 90 % gazetek wysłałam do Warszawy jak to możliwe nie wiem. Tak czy inaczej nie dotarły na czas do Pszczółki, zaadresowałam do mojej mamy, jak pudła z zimowymi ubraniami, które powoli wysyłamy do Warszawy. Nie potrafiłam się z tego wytłumaczyć bo sama nie wiem jak to się stało. Próbowałam odtworzyć bieg wydarzeń w myślach, zrozumieć czemu tak zrobiłam ale niestety, pustka.
Tak czy inaczej musiałam o tym powiedzieć Jareckiemu osłupiał, pierwszy raz go zatkało. Po dłuższej chwili zapytał jak do tego doszło nie potrafiłam wyjaśnić, więc zapytał co się ze mną dzieje. Nie miałam wyjścia powiedziałam mu prawdę, zachwycony to on nie był, ale spokojnie powiedział, że na takie pomyłki go nie stać i może poszłabym na zwolnienie lekarskie, bo w firmie będzie się dużo działo, a on potrzebuje osoby na której może polegać, a ja ostatnio najwidoczniej mam problem z koncentracją.
I tak się zakończyła nasza rozmowa, kulturalnie, grzecznie pozbył się mnie z firmy. A ja, co ja mogłam powiedzieć na swoją obronę, obiecać, że to się już nie powtórzy, nie tego nie mogłam bo sama siebie zaskakuję ostatnio. A swoją drogą ciekawe skąd on weźmie osobę, która zna tak dobrze firmę jak ja, która ma takie kontakty i tak z miejsca to wszystko ogarnie.
Jednym słowem od jakichś trzech tygodni nudzę się jak mops, jedynym moim zajęciem jest opychanie się słodyczami, spanie i oglądanie TV. Nie mam ani siły, ani chęci na sprzątanie i gotowanie, zresztą na widok surowego mięsa dostaje mdłości. Mam gosposie od tygodnia. Jednak zamiast typowych obowiązków jakie do niej należą zajmuje się głównie pakowaniem wskazanych przeze mnie rzeczy. Powoli przygotowujemy się do przeprowadzki, Alex od tygodnia siedzi w Holandii złapał tam jakąś fuchę za niezła kasę. Puściłam go bez sprzeciwu bo mój zasiłek chorobowy będzie malutki jakoś 1100 zł jak wyliczyłam. A kasy będziemy potrzebowali. Cały czas pozostaje kwestia sprzedaży naszego mieszkania, dałam już ogłoszenie, ale zainteresowanych nie ma. Był jeden facet, starszy człowiek i wystrój kompletnie nie przypadł mu do gustu, a czas pili. Przecież musimy kupić dom, wyremontować go pewnie. Powoli zaczynam się denerwować, że nie zdążymy przed przyjściem dziecka na świat.
20.05
No i stało się mamy dom w Warszawie, mieszkanie w Pszczółce sprzedałam Jareckiemu, przekonałam go że przecież dzieci mu dorastają i takie zabezpieczenie to dobra sprawa. Nie pisałam całe wieki ale w tym całym zamieszaniu nawet nie było mi to w głowie. Alex siedzi u swoich rodziców bo potrzebuje spokoju żeby pracować, a ja i dziecko nie my przecież nie potrzebujemy spokoju, walenie młotów i szum wiertarek to muzyka dla naszych uszu. Tak,tak mój ukochany zostawił mnie na placu boju tzn. w naszym nowym domu gdzie właśnie trwa remont. Muszę pędzić robotnicy przewiercili jakąś rurę.
20-05 noc
Mam łazienkę i moją wymarzoną okrągłą wannę, za to korytarz a właściwie panele na korytarzu szlag trafił, całe zalane jak stanę na podłodze to woda z pod nich wychodzi, wyczytałam na necie że się zaśmierdzą i trzeba je wymienić. I tak wygląda ten mój remont krok do przodu i krok do tyłu. A Alex ciężko zapracowany u swoich rodziców już nawet na noce nie wraca ostatnio. Moja fasolka powoli zaczyna przypominać człowieka a ja powoli zaczynam przypominać dynię.
Mam coraz mniej czasu, właściwie czas to mam ale w tym całym hałasie nie mam głowy do pisania. Zaczynam łapać mega doła, odkąd wróciliśmy do W-wy Alex więcej czasu spędza z rodzicami niż ze mną w naszym nowym domu. Moja mama czasem mnie odwiedza ale ja tęsknię za Alexem i taka jest prawda. Tak bardzo cieszyliśmy się z naszego dziecka a teraz czuję się jak samotna matka. Niby jest, ale go nie ma. I tak mija dzień za dniem.
30-07
Wyglądam jak piłka plażowa jakby ktoś mnie popchnął to bym się potoczyła, jestem gruba i spuchnięta i nie mogę przestać jeść, tak bardzo potrzebuję ciszy i spokoju. Niestety ekipa remontowa pogrywa sobie ze mną równo, Alex jakby w innym świecie cały czas u rodziców a ja mam ochotę zostawić ten cholerny dom, spakować się i wyjechać jak najdalej. Ale tłumaczę sobie, że jeszcze tylko salon został tzn. zerwać stara podłogę, położyć panele wyrównać ściany, sypialnia i pokój dziecka, reszta pomieszczeń zostaje bez zmian na jakiś czas bo mam już dosyć tych pseudo fachowców, którzy zamiast zrobić najpierw ściany w każdym pomieszczeniu a dopiero brać się za podłogę wmówili mi że lepiej będzie robić każde pomieszczenie oddzielnie, co jest kompletną bzdurą jak się okazało bo szpachla z docierania ścian jest teraz dosłownie wszędzie na nowych podłogach płytkach, w szafkach, po prostu wszędzie. Banda kretynów widza że mają doczynienia z na babeczką to tak mnie w jajo robią. A Alex jak mu powiedziałam zapytał tylko jak mogłam dać się tak oszukać. Do tego wszystkiego wymioty i zgaga wykańczają mnie każdego dnia od samego świtu. Chyba się popłaczę.
patipati
Pięknie piszesz, czyta się z ogromną przyjemnością.
Jako czytelniczka bardzo przeżywam to, że zostałaś sama z tym całym remontem.
Serdecznie pozdrawiam.
27 2012-11-16 21:39:59 Ostatnio edytowany przez patipati (2012-11-16 21:41:05)
Dzięki Raja, ale muszę Ci powiedzieć, ze to nie jest moja historia, jakieś tylko szczegóły zapożyczone z mojego życia, po prostu mam teraz dużo czasu bo wychowuję mojego szkraba i jak on śpi to ja sobie piszę.
patipati
Jesteś bardzo wiarygodna w swoim dzienniku, a ja jako czytelniczka przeżywam przygody bohaterki.......i o to chodzi w każdej opowieści.
Cieszę się bardzo, że to nie dla Ciebie przytrafiła się historia z remontem, bo już się zastanawiałam kiedy pogonisz swojego Alexa.
Wyobraźnię masz super i ładny styl pisania - bardzo mnie to wciągnęło, mam nadzieję, że będzie ciąg dalszy.
Pozdrawiam serdecznie.
Niestety piszę wtedy kiedy mi moje dziecko daje wolne a teraz ząbkuje więc malutko piszę, ale ciąg dalszy będzie.
30 2012-11-19 00:02:11 Ostatnio edytowany przez patipati (2012-11-19 00:13:22)
10-08
Mam wrażenie, że ten remont nie skończy się nigdy, wszystko mnie wkurza, moje hormony buzują jak szalone, wczoraj wygarnęłam przyszłej albo już niedoszłej teściowej bo sama nie wiem co będzie z Alexem, miała straszny problem z tym że chodzę prywatnie do ginekologa i tyle kasy na to idzie, może kiedyś ugryzłabym się w język, ale teraz nie potrafię trzymać języka za zębami, więc krótko ucięłam, ze przecież nie za jej kasę więc to nie jej sprawa. Efekt był piorunujący Alex pogniewał się na śmierć i życie, panowie kretyni robiący ostatnie poprawki byli świadkami naszej bardzo ostrej wymiany zdań bo w końcu mu wygarnęłam, że tylko kompletny dupek zostawia z remontem kobietę w ciąży, a sam ucieka do mamusi, przy okazji usłyszeli co o nich myślę i też się pogniewali i poszli, dzięki temu mam dzisiaj ciszę i spokój. Jak nie wrócą ich sprawa jeszcze grosza za swoją pracę nie wzięli a podpisywaliśmy umowę o dzieło tak więc jak nie skończą 90% remontu ma za darmo. Napisałam smsa szefowi ekipy, że jutro mają się stawić do pracy a jak nie to znajdę nowych fachowców.
Tak czy inaczej dzisiaj delektuję się spokojem niestety w strasznym brudzie a właściwie pyle, ale nie sprzątam tego aż do końca roboty bo to syzyfowa praca. Zamiatam, szoruje, pucuje i wystarczy, że przejdę koło jadalni a cały pył powraca. Tak moi pseudo fachowcy są na etapie jadalni, jeszcze pokój dziecka i finito!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jezu znowu jestem głodna, zawsze obiecywałam sobie, że jak będę w ciąży to będę się zdrowo odżywiać a prawda jest taka, że w tym syfie tak właśnie można określić stan mojej kuchni nie jestem w stanie niczego ugotować co nie byłoby by doprawione szpachlą i innymi pyłami. Tak więc zakładam moje ukochane japonki, na marginesie to ostatnia para butów w którą się mieszczę tak mi puchną nogi i potoczę się na kebaba bez sosu bo wszystkie przyprawiają mnie o mdłości.
13-08
Byłam u lekarza. Staś rozwija się i rośnie prawidłowo, mam całą sesję zdjęciową z dzisiejszej wizyty, tym razem byłam sama, Alex milczy jak grób, ja też nie zamierzam do niego dzwonić, czas zrobi swoje rozwiąże tą sytuację. Jak zadzwoni powiem mu krótko, że albo wraca do domu i pilnuje tego całego zamieszania albo niech zabiera swoje rzeczy i spada.
Panów niby fachowców nadal nie ma, nowej ekipy tak od zaraz też raczej nie znajdę, i chyba przez ta awanturę z Alexem będę im jakąś premię musiała zaproponować żeby tylko wrócili i jak najszybciej to skończyli. Problem w tym, że kasa mi się już kończy bo ten zasiłek chorobowy to jakieś głodowe kieszonkowe, oszczędności topnieją w oczach a jeszcze wyprawkę muszę dla Stasia zrobić. Aleksa do póki sam się nie odezwie o nic prosić nie będę.
15-08
Dopada mnie taka cholerna melancholia, zupełnie nie do opisania, czuję się coraz bardziej samotna, opuszczona, Alex milczy, ekipa już prawie prawie kończy, pracuję od 6 rano do północy oczywiście ta cudowna odmiana panów kretynów słono mnie kosztowała, ale przynajmniej teraz widzę jak zmierzają ku końcowi. Jest szansa, że za parę dni będą już porządki po remoncie, a za jakieś dwa tygodnie będę mogła zapomnieć o tym wszystkim.
Parę dni temu po raz pierwszy poczułam ruchy dziecka, tak długo na tą chwilę czekałam, super uczucie, szkoda tylko, że sama się tym cieszę. Alex oddala się z dnia na dzień od nas, nie wiem czy coś jeszcze z naszego związku zostało, czy jest co ratować. A najgorsze jest to, że ja chyba nawet nie chcę już tego ratować. Nie wiem czy to hormony czy ta cała sytuacja ale chce mi się wyć, łzy same napływają do oczu. Jedynym pocieszeniem jest to maleństwo, które rośnie we mnie. Dzisiaj wybieram się na poszukiwanie mebli do pokoju dziecięcego, może to mi poprawi humor. Niestety musze zacząć liczyć się z kasą i nie zaszaleję za bardzo. Jestem taka zła na Alexa, że nie wiem jakim cudem ,ale jakoś sobie poradzę z kasą i ze wszystkim, a on pewnie wróci na gotowe i wtedy dam mu dopiero popalić.
30-08
Remont zakończony, sama jeszcze nie mogę w to uwierzyć, w domu czyściutko, pokoik mojego skarba jak marzenie. Pomalowałam go na żółto, na suficie są fosforyzujące gwiazdki, mebelki kupiłam ze zwierzątkami i taką cudowną kołyskę z baldachimem, wygląda jak z bajki, wczoraj skończyłam szyć piękne firanki z misiami, dzisiaj wybieram się na poszukiwanie zasłonek, ubranek, wanienki, pieluch i całej reszty niezbędnej maluszkowi.
Wczoraj pojawił się Alex, przepraszał, kajał się jak pies, wielce obrażona pozwoliłam mu wrócić, ale śpi na kanapie, z chęcią bym się w niego wtuliła, ale nie ma lekko musi odpokutować swoją głupotę i wygodnictwo, aha podliczyłam go za połowę remontu, w końcu to i jego dom, dzięki temu mam na szaleństwo zakupowe dzisiaj, bo byłam już zupełnie spłukana.
Staś wierci się jakby chciał wykopać dziurę w moim brzuchu i wydostać się na zewnątrz. Wczoraj byłam na spotkaniu z moimi przyjaciółkami, zrobiłam to specjalnie żeby pokazać Alexowi, że ten jego powrót to żadna wielka sprawa i że jak go nie było to sobie świetnie radziłam i nie rozpaczałam za nim. Niestety to moje wyjście okazało się wielką klapą, ale cóż nie przyznałam się do tego Alexowi i cały czas udaję, że świetnie się bawiłam.
Dziewczyny zawiodły mnie na całego, jak im zaproponowałam wyjście bardzo się ucieszyły tylko, ze wymyśliły spotkanie w klubie nocnym, a ja cóż nie koniecznie się nadaję na takie wypady, po pierwsze wyglądam jak wielki balon i tak tez się czuję, po drugie głośna muzyka i tłum ludzi to nie jest wymarzony sposób na relaks dla ciężarnej. W końcu stanęło na kawiarni, ale już po 30 minutach wiedziałam, że wspólnych tematów to my nie mamy, dziewczyny opowiadały o najnowszych podbojach, seksownej bieliźnie i nie mogły się doczekać kiedy pójdą potańczyć. W końcu bardziej żeby je uwolnić od mojego towarzystwa niż żeby odpocząć powiedziałam, ze jestem zmęczona i spadam do domu. Do domu jednak nie poszłam, bo nie chciałam, żeby Alex wiedział, że dziewczyny mnie olały. Pojechałam na dworzec PKP żeby złapać ostatni pociąg do Pszczólki chciałam pogadać z kimkolwiek, tak bardzo zawiodłam się na moich przyjaciółkach, że zadzwoniłam do Alicji, żeby wypłakać się jej do słuchawki, a ona ku mojemu zdziwieniu zaprosiła mnie na babski wieczór przed telewizorem. No i to było to czego oczekiwałam od dziewczyn jak chciała się z nimi spotkać. Niestety jakimś cudem pomyliłam pociąg, ale dowiedziałam się o tym dopiero jak zjechałam na bocznicę i przyszedł do mnie maszynista. Nic już nie jechało do Warszawy, więc poczciwy starszy pan wskazał mi drogę do jedynego motelu w tej dziurze, cholera niby tylko godzina od Warszawy ale w Rożkach nie ma nic tylko jedna stacja benzynowa z pokojami na górze. Zmęczona, prawie płacząca wynajęłam pokój, kupiłam jakąś kanapkę wątpliwej świeżości i zadzwoniłam do Alicji gadałyśmy chyba ze dwie godziny, oczywiście jak minął jej atak śmiechu na wiadomość, że pomyliłam pociągi i trafiłam do motelu zamiast na jej kanapę. Łóżko było bardzo nie wygodne, do Warszawy wróciłam pierwszym pociągiem. Kiedy stanęłam w drzwiach Alex zrobił wielkie oczy i powiedział : - No chyba przesadziłaś z tym imprezowanie, przecież jesteś w ciąży, zobacz jak ty wyglądasz - pokręcił głową i poszedł do kuchni, a z tajemniczym i bardzo wymuszonym uśmiechem powędrowałam do sypialni, myśląc, że jednak to całe zamieszanie z pociągiem nie poszło na marne.
01-09
Alex chodzi jak w zegarku, jest miły, czuły, robi mi herbatę, śniadania i kolacje, ale ja nadal czuję żal za to że mnie tak zostawił, że wziął stronę matki jak się złapałyśmy i daję mu to mocno odczuć, nadal śpi na kanapie, parę razy robił podchody do naszej sypialni, ale go poinformowałam, że tak mi się spodobało spanie w pojedynkę na tym naszym małżeńskim, ogromnym i mięciutkim łożu, że chyba do końca ciąży już tak zostanie. A co tam niech teraz cierpi na tej naszej niewygodnej i bardzo eleganckiej kanapie.
Oczywiście za tydzień lub dwa sama go zaproszę do sypialni, bo już mi się naprawdę za nim tęskni.
Strasznie we mnie hormony,normalnie jestem na niego wściekła a jednocześnie marze żeby się wtulić w jego silne ramiona, poczuć jego zapach i wiedzieć że wszystko będzie dobrze. Ale nie tym razem, nie odpuszczę mu tak szybko. może jakoś wytrzymam.
30-12
Staś, jest już z nami, nie mógł się doczekać i jak zaczął kopać dwa tygodnie temu to aż mi brzuch podskakiwał, no i się wydostał ze mnie 15 grudnia o świcie. Pozwolicie,że nie będę opisywała porodu.Tak się śpieszył, że byłam prawie pewna iż urodzę na tylnym siedzeniu taksówki. Alex wpadł w taką panikę, że nie mógł prowadzić, właściwie to miałam wrażenie jakby odczuwał bóle razem ze mną. Do szpitala dojechaliśmy w ostatniej chwili pół godziny później Staś już wrzeszczał na całą porodówkę, niestety tak mu zostało do dzisiaj. W tej chwili śpi, nie wiem jak długo to potrwa, ale ja delektuję się ta błogą ciszą, kurcze nie wiedziałam że może mi ona sprawić tyle przyjemności, to jak los na loterii. Dzisiaj mam trochę luzu mogę popisać po południu przyjeżdża moja mama więc mi pomoże. Alex zdrajca zdezerterował po tygodniu do matki, powiedział, że nie jest w stanie w tych warunkach normalnie funkcjonować i oczekiwał jeszcze zrozumienia. Jak do jutra nie wróci to go uduszę gołymi rękami, co on sobie wyobraża ja też nie funkcjonuję normalnie, Staś prawie cały czas śpi na ręku, albo w ogóle. Dzisiaj miał straszną kolkę i jak go przestało bolec bidulek padł i śpi tak mocno, że nawet jakimś cudem udało mi się go do łóżeczka położyć.
Co do mnie jak była w ciąży byłam gruba i zadbana, podobno promieniałam, teraz jestem gruba zaniedbana, oczywiście z braku czasu i sił, a do tego mam straszne wory pod oczami z niewyspania, a no i dwa gigantyczne arbuzy w miejscu mojego dawnego skromnego biustu. Jakbym miała teraz wyjść z domu to chyba worek na głowę bym sobie założyła. I ta cholerna rana po cięciu doprowadza mnie do szału karmię Stasia i nie mogę nic przeciwbólowego brać. W życiu nie czułam się i nie wyglądałam gorzej. Tylko moje maleństwo sprawia, że czuję się lepiej, spojrzę na niego i zapominam o bólu, gigantycznej nadwadze i tym jak będą wyglądały moje piersi jak już mleka w nich nie będzie, każdy mnie pociesza ale trzeba być naprawdę niepoprawnym optymistą, żeby uwierzyć że ta skóra się ściągnie. Oho aria numer 99 w dniu dzisiejszym, pędzę do Stasia.
SUPER, nie myślałaś aby założyć sobie bloga?? Jeśli tak a nie wiesz jak zgłoś się do mnie z chęcią pomogę.
No w sumie nie głupi pomysł tylko że u mnie z czasem krucho więc coraz rzadziej piszę, ale pomyślę.
10-01
Alex powrócił, jak gdyby nigdy nic wszedł i zapytał co na obiad. Nie wiem czy on jest tak głupi czy bezczelny a może jedno i drugie, przemilczałam to pytanie i wyszłam do pokoju Stasia, gdzie właśnie spal. Z jednej strony chciałabym żeby jakoś to wszystko się poukładało a z drugiej widzę jak Alex się miota od kiedy Staś przyszedł na świat i zupełnie nie radzi sobie z nowa sytuacją, a całą frustrację skupia na mnie, zaczynam mieć tego dosyć. Przecież ja nic od niego nie wymagam, nic mu nie każę, jedynym jego zajęciem jest praca.Ten mój pożal się Boże facet do tej pory był opiekuńczy i troskliwy, a teraz zupełnie jak dziecko o każde swoje niepowodzenie obwinia mnie,Stasia, kolkę i ucieka co jakiś czas. Aha i to by było na tyle pryt, pryt i pieluszka do zmiany, a potem karmienie i kolejna pieluszka do zmiany, potem kolka jak zawsze po południu, potem pieluszka, karmienie, kąpiel, karmienie i może jakoś uda mi się przespać ze dwie godziny w nocy. Ciekawe jak długo tak pociągnę.
Szkoda że czas nie pozwala Ci pisać częściej ;(
Pozdrawiam ![]()
Jakoś koniec lutego
Boże w życiu nie byłam tak zmęczona, zaganiana i po prostu nie wyspana. Kolka nie ustępuje, w domu wrzaski jakbym Stasia ze skóry obdzierała. Alex lawiruje, raz w domu raz u matki, Boże jak on mnie wkurza, a dzisiaj jeszcze teściowa się zapowiedziała, niby że che pomóc, ale ja już znam tą jej pomoc, narobi więcej zamętu niż pomoże, po wkurza mnie i pojedzie. Ostatnio nie wytrzymałam i jej powiedziałam, że dyrektorów to ja nie potrzebuje bo sama potrafię świetnie zarządzać i ze doskonale wiem co trzeba zrobić tylko siły roboczej mi trzeba. Miałam szczerą nadzieję, że się obraziła, niestety jak widać nie obraziła się. Do tego mój były facet odnalazł mnie na nk i koniecznie chce się ze mną spotkać. Tłumaczyłam mu że nie mam czasu i nie wyglądam najlepiej, ale Konrad jak zwykle obsypał mnie komplementami chociaż nie widział mnie prawie 10 lat. Właściwie to rozstaliśmy się przez ten jego dar kompletowania kobiet bez względu na wiek, orientację seksualną i stan cywilny, doprowadzał mnie tym do szału. Z jednej strony jestem bardzo ciekawa czy nadal jest tak przystojny i te komplementy bardzo by mi poprawiły humor, ale nawet on nie będzie w stanie powiedzieć nic miłego na temat mojego aktualnego wyglądu. Cóż tu dużo mówić rozmiarami przypominam wieloryba, moja cera błaga o kosmetyczkę. Jednym słowem wyglądam tragicznie, a ten kto powiedział, że karmienie piersią przyspiesza powrót do dawnej wagi był kompletnym kłamcą, mleko kapie mi po kolanach nawet w tej chwili, właściwie bez przerwy a ja ważę tyle co słoń.
Do tego wszystkiego Alex wyprowadził się z sypialni bo jak to ujął z dzieckiem w jednym pokoju nie jest w stanie się wyspać,czekałam kilka dni zapytałam nawet czy wraca do naszego łóżka dwukrotnie zaprzeczył, więc teraz śpię ze Stasiem. Swoją drogą niezła afera się z tego zrobiła, prawie cała rodzinka mnie wyklęła, że dziecko do spania w łóżku przyzwyczajam, ale wreszcie nie wstaję 1000 razy w nocy żeby pobiec do łóżeczka, otwieram oczy i wiem o co chodzi.
Postaram się więcej pisać, dzięki za miłe słowa.
20-02
Wizyta teściowej bez niespodzianek, doradzała, krytykowała i jak zwykle mnie wkurzała. Alex czując napiętą atmosferę, zamknął się w gabinecie, nawet nosa nie wychylił. Staś koncertował jak zwykle, a ta moja niby pomoc zachęcała mnie żebym pozwoliła mu się wypłakać i wzięła się za jakieś konkretne zajęcie, którego efekty będzie widać gołym okiem. Wreszcie wybuchłam, jak mi powiedziała, że to utulanie to jest zupełnie bez sensu bo Staś i tak nie będzie pamiętał czy się nim zajmowałam czy nie.
Nagadałam jej tak, że chyba długo już tu przyjedzie, Alex chciał trzymać stronę mamusi ale powiedziałam, że jak wyjdzie to żeby już nie wracał, została ale jest śmiertelnie pogniewany.
Staś aktualnie śpi, a ja zastanawiam czy to ja byłam tak ślepa, czy też Alex tak bardzo się zmienił, nie wiem jak to możliwe, że przez tyle lat byliśmy naprawdę szczęśliwi, a teraz nie potrafimy nawet normalnie rozmawiać. Mam wrażenie, jakby mi robił na złość, nie wiem dlaczego, nie rozumiem czemu stał się takim mamisynkiem odkąd został ojcem. Tak tak moje aktualne życie to jakaś wielka niewiadoma. Jak byłam w ciąży wszyscy skakali wokół mnie jak oszaleli, tylko wtedy nie potrzebowałam tej troski, teraz kiedy potrzebuje wyjść na zakupy czy gdziekolwiek każdy mi robi łaskę. Zupełnie jakby Staś miał ich pogryźć. A Alex to już przebija wszystkich jak chcę iść pod prysznic to on właśnie ma tysiąc spraw do załatwienie i tak kombinuje żeby tylko z dzieckiem sam na sam nie zostać.
Ja chyba oszaleję.
Dzisiaj była położna zajrzała małemu do buźki i kolejna niespodzianka powiedziała, że lada dzień pierwszego ząbka będziemy mieli. Czytałam, szukałam informacji na ten temat i wszędzie piszą, że to bardzo wcześnie. Mnie jednak martwi fakt, że to oznacza kolejne nie przespane noce, a już odliczałam dni do końca kolki, podobno po 3 miesiącu mija.
Dalsze losy mamuśki na http://mamuska.dziejerodzin.pl/
Jestem tu od niedawna, chociaż korzystam z różnych forów i tylko tutaj macie taką fajną rubrykę. Jestem bardzo miło zaskoczona!
44 2013-08-29 08:54:48 Ostatnio edytowany przez patipati (2013-08-29 09:35:41)
08-03 późno późno
Mój syn ma już prawie 3 miesiące, modliłam się kiedy ten czas nadejdzie, wyobrażałam sobie jak słodko będziemy odsypiać kolkę a tu ząbki galopują, ze spania nici. Zupełnie zapomniałam, że to dzień kobiet, a może jakoś zwabię mamę do Stasia i gdzieś się wybiorę. W sumie nie wyglądam już jak wieloryb tylko jak wielorybek. W końcu jestem samotną matką, tak przynajmniej się czuję Alexa nie ma oczywiście z nami. Kurcze do tej pory czułam tylko złość, a teraz zaczyna mi być przykro, że on nas traktuje w taki sposób i co tu dużo mówić jest mi ciężko, dziecko, dom, zakupy, tony prasowania i prania i jeszcze brak kasy, bo Alex jak mu nie powiem to na nic nie zostawi, a ja jestem wściekła i nie chcę go o nic prosić.
Jak postanowiłam tak też zrobiłam, mama przyjechała, ja wskoczyłam na godzinę do łazienki zrobiłam się na bóstwo o ile to możliwe z moimi wymiarami, odciągnęłam mleko na 3 karmienia i wyszłam.
Spotkałam się z moimi przyjaciółkami, byłyśmy w jakiś super modnym klubie, ja oczywiście nie piłam ale i tak się dobrze bawiłam z tymi moimi wariatkami. Dziewczyny poszły szaleć dalej, ja wróciłam do mojego małego skarba, mama została na noc bo zawitałam do domu po północy.Ale powiem wam, że to już nie to samo co chwila wydzwaniałam do domu sprawdzić czy wszystko jest ok.
Alex tu był z kwiatami, bardzo się zdziwił, że mnie nie ma, zostawił bukiet pokaźnych rozmiarów i wyszedł nawet nie przytuliwszy Stasia.
Spadam spać bo zaraz karmienie.
10-03
Mam dziecko z kretynem, a przecież zawsze dziwiłam się kobietom które tak mówiły, nie rozumiałam jakim cudem zaszły w ciążę z kimś nieodpowiednim. A tu proszę ostatnie miesiące zweryfikowały moje poglądy, nawet facet którego znamy od wielu lat, z którym mieszkamy i dzielimy życie, potrafi z dnia na dzień zamienić się w egoistycznego dupka i to dlaczego, a no dlatego, że urodziło mu się dziecko o którym myśleliśmy już od lat.
Jestem tak wściekła, że brakuje mi słów, moja druga połowa czyli Alex którą zamierzam zresztą niedługo amputować znowu uciekł do mamy bo przygotowuje się do jakiegoś zjazdu finansistów i w naszym towarzystwie myśli nie może zebrać. Prawdziwy powód Staś przepłakał ostatnie dwie noce.
30-04
Kolka minęła ale tylko teoretycznie, bo wraca przy każdym ząbku, a mamy ich już 3, nie pamiętam kiedy przespałam całą noc, wyglądam, jak swój własny cień, waga 43 kg, włosy suche, bez wyraźnego koloru, koszmar, cera szara jak u starej baby, mam wrażenie, że mnie już nie ma. Tak, tak mój Staś tak daje popalić, że nie mam czasu na nic, rodzinka niby w komplecie, ale Alex stara się być baardzo zapracowany, a potem jeszcze bardziej zmęczony, jest uczynny w stosunku do wszystkich jak nigdy, pomaga każdemu i we wszystkim, zupełnie jakby świat bez niego miał się zawalić. Ucieka z domu przy każdej okazji. A Staś słodki, śliczny, kochany i strasznie głośny, czas kiedy nie płacze jest święty.Tak naprawdę te krótkie chwile takie jak ta kiedy mały śpi,a ja w pośpiechu wypijam kawusie bo nie wiadomo kiedy zacznie koncertować dają siłę na cały dzień, ot i cała moja odskocznia od pieluch. Właśnie pieluchy,spadam prasowa tetrówki, na które Staś pawiuje i ulewa namiętnie, a potem śpiochy, kaftaniki itp....
Aha sukces, teściowej od poprzedniej wizyty nie było, chyba mam ją z głowy na dobre, nawet nie dzwoni, no chyba że do Alexa, ale nic na jej temat nie mówi, zupełnie jakby nie istniała. Czyż to nie cudowne????
10-05
Chwała temu, który produkuje kanały bajkowe, Staś choć jeszcze malutki ma dwie ulubione bajki, każda po 15 minut, ogląda je jak zaczarowany, a ja mogę po prostu siedzieć obok i bezmyślnie gapić się w telewizor. Wiem, że to nie zdrowe i nie wychowawcze itp. ale jakie cuuuudowne!!!!!!! To takie bezcenne chwile nic nie robienia, polecam każdej zmęczonej mamie.
10-06
Lato w pełni a mnie dopadła jesienna melancholia. Wszędzie dokoła porozbierane dziewczyny, obściskujące się pary, każdy snuje plany na urlop, a ja co siedzę w domu, zmieniam pieluchy, gotuję zupki papki.Moje seksi letnie sukienki jeszcze sobie powiszą w szafie, nawet nie wiem czy kiedykolwiek się w nie wcisnę, o urlopie w tym roku mogę zapomnieć,obściskiwać niby mam się z kim ale nie chcę.
Wszystko do bani. Humor mi się poprawia jak patrzę na uśmiechniętą buźkę Stasia, ale on co chwila płacze więc ta radość nie trwa długo.
I tak mija dzień za dniem. Czy jeszcze kiedyś powrócę do dawnej siebie, przebojowej, wesołej, atrakcyjnej i pełnej energii, a może już na zawsze zostanę panią domu w rozciągniętych poplamionych przez potomstwo dresach, z przesuszonymi włosami?
Kto wie jakie jeszcze niespodzianki szykuje dla mnie los.
Lipiec
No właśnie lipiec czas urlopów a ja nawet pracy nie mam żeby od niej odpocząć, moje poszukiwania, to istna komedia. Odpisałam na jakiś milion pseudo ogłoszeń o chałupnictwo i okrągły milion to wielka ściema. Reszta ogłoszeń spoko ale nikt nie chce mi pracy do domu dać. A o opiekunce mogę zapomnieć bo Staś dostaje spazmów na sam widok obcej osoby.
No to utknęłam w domu na dobre, kurcze jak niektóre babki to wytrzymują przez całe życie.
Wczoraj wybuchłam jak wulkan krzyczałam, płakałam Alex nie wiedział o co mi chodzi i słusznie bo na nim skupiła się cała moja frustracja, nawet parę godzin później jak mu wyjaśniłam o co tak naprawdę mi chodziło i tak nie zrozumiał. On jednak jest z innej planety nie wiem czy z marsa ale na pewno nie z mojej. Nie potrafił zrozumieć że jestem zmęczona siedzeniem w domu i nie pracowaniem zawodowo.
Jego zdaniem to takie fajne wstajesz kiedy chcesz nie, wziął pod uwagę tego ile razy wstaję w nocy bo nasz syn chce. Robisz co chcesz i kiedy chcesz.
Boże jaka to bzdura!!!!!!
Odkąd jest Staś moje życie jest podporządkowane jego zegarowi biologicznemu, nie pamiętam kiedy robiłam to co chciałam i kiedy chciałam.
Do tego dobija mnie brak własnej kasy,niby Alex ostatnio wszystko kupuje a ja dostaje od niego jakąś kasę, kasa to za dużo powiedziane takie maluuutkie kieszonkowe jak na osobę w moim wieku. I jak tu się nie buntować i nie być sfrustrowaną. Mam dwie ręce, głowę na karku i całkiem niezły zawód a robię za gosposie we własnym domu i muszę brać kasę od faceta.
Nie wiem jak dla was ale dla mnie to katastrofa.
koniec lipca
Dzisiaj była uczta dla duszy i ciała, wybrałam się ze Stasiem na zakupy , ale nie nie po pieluchy, kupiłam sobie seksowne bikini, w sumie wróciłam do swojego rozmiaru no prawie noszę 38 było 36 więc jest nieźle.No co w końcu w ogrodzie też mogę się opalać i pilnować szkraba.Wracałam do domu pełna szczęścia wreszcie zrobiłam coś dla siebie. Nie mogłam się doczekać kiedy przymierzę to cudo.
I dokonałam straszliwego odkrycia. Ja sflaczałam!!!!!!!! Aż miałam ochotę zbić lustro, owszem tłuszczyk sobie poszedł z biegiem czasu ale skóra jakby wciąż na niego czekała. Tak tak moje piersi są zupełnie puste a brzuch no cóż tragedia.Bikini nie przymierzyłam spakowałam żeby oddać, szybko się wróciłam do sklepu i pod drzwiami sobie uświadomiłam że nie mogę podać prawdziwego powodu dla którego zwracam to cudo. Zastawiam bikini i wróciłam do domu nie będę opisywać jak się teraz czuję, zastanawiam się gdzie i ile trzeba by wyciąć żebym znowu wyglądała jak człowiek. A piersi mogę je spokojnie o jakiś 3 rozmiary powiększyć tyle mam miejsca a moze nawet więcej tylko kto zapłaci za ten mój powrót do człowieczeństwa.
Ot i po marzeniach, chyba muszę zaakceptować to moje nowe ciało.
O nie to się na pewno nie uda.
28 sierpnia
Szukam, szukam i znaleźć nie mogę pracy którą będę mogła wykonywać w domu i wychowywać Stasia.
Pracodawcy traktują mnie jak człowieka gorszej kategorii, tak przynajmniej to odbieram, a przecież macierzyństwo sprawia, że dojrzewamy, stajemy się odpowiedzialniejsze i bardziej zorganizowane więc powinni nas zatrudniać z otwartymi ramionami.Jak się wkurzę to swoją firmę otworzę.
01-12
Staś ma już prawie rok,rozwija się świetnie, za to jego po żal się Boże tatuś od roku cofa się w rozwoju. Kapituluję, składam broń i od stycznia idę do pracy, rozwiążę jakoś sprawę naszego wspólnego domu, kupię coś mniejszego i spadamy ze Stasiem. Przez pierwsze pól roku zajęta i zmęczona opieką nad dzieckiem patrzyłam przez palce na poczynania Alexa, kolejne 6 m-cy próbowałam ratować naszą rodzinkę i walczyć o to uczucie. Ale już dość, pora spojrzeć prawdzie w oczy od kiedy mamy dziecko ani parter ani ojciec z Alexa. Zmienił się nie do poznania. Jakby za wszelką cenę chciał udowodnić jakim jest dupkiem. A my zasługujemy na coś więcej niż ciągłe narzekania i ucieczki byle dalej od nas. Nawet jeśli ta zmiana miałby oznaczać, że będziemy tylko we dwoje Ja i Staś do końca życia. Tym razem żadnych, ale naprawdę żadnych kompromisów albo spotkam ideała, albo będę sama. Szkoda,że dopiero teraz odkryłam pradawną prawdę o ludziach, że wady naszych partnerów rosną w siłę wraz z wiekiem. Alexa wady przerosły już chyba jego samego.
Coś ostatnio weny mi brakuje ![]()
52 2013-10-26 23:46:36 Ostatnio edytowany przez patipati (2013-10-26 23:53:21)
Dzisiaj odwiedziły mnie moje 3 przyjaciółki i jeszcze dwie znajome. Było nas w sumie sześć i każda z nas na coś narzekała. Nagle zdałam sobie sprawę, że bez względu na to jak żyjemy żadna z nas nie jest szczęśliwa. Moje 3 wariatki wzdychały do Stasia i mówiła jak bardzo mi zazdroszczą, że tylko mnie udało się stworzyć rodzinę. Kasia jedna z sąsiadek żaliła się że choć z mężem są tacy szczęśliwi od kilkunastu lat a na dziecko wciąż czekają. Justyna mama 3 dzieci w wieku szkolnym i szczęśliwa mężatka z praca w administracji wyznała, że jej życie jest nudne jak flaki z olejem. Wreszcie ja.
Przez lata żyłam w szczęśliwym pełnym miłości związku, urodziłam dziecko które miało być ostatnim elementem do stworzenie pełnej kochającej się rodzinki i co wszystko się posypało jak domek z kart. Czy my ludzie bez względu na to co otrzymamy od losu zawsze szukamy dziury w całym. A może ten świat jest tak urządzony, że nie można mieć wszystkiego.
Tak czy inaczej ten wieczór pełen żalu i wspomnień i niespełnionych marzeń o których rozprawiałyśmy dał mi nową siłę. Postanowiłam walczyć ze swoim przeznaczeniem. Znaleźć pracę, zmienić mieszkanie i poszukać faceta. Koniecznie ideała, ale nie z przeszłości, kogoś zupełnie nowego.Tak tak to jeszcze nie koniec.To początek nowej ja, aha i biorę się za siebie piszę z maseczką na twarzy i włosach a jutro peeling całego ciała,oby zapał się nie skończył.
Dzisiejszego wieczoru poruszyłyśmy ciekawy temat. Nasi byli i niedoszli faceci. Kurcze każda otarła się w przeszłości o jakiegoś ideała, do którego potajemnie wzdycha od lat. A ja dzisiaj doznałam olśnienia i zapytałam czy ci nasi idealni faceci nie są tacy idealnie bo ich nie poznałyśmy bliżej i ciekawe jakie wady by z nich wylazły przy bliższym poznaniu. A może lepiej nie wiedzieć i mieć takiego idealnego faceta, o którym zawsze można pomarzyć.
Witaj Pati ![]()
Super piszesz , na razie przeczytałam kilka "kawałków"
Naprawdę świetnie piszesz....będę czytać dalej. ![]()
Pozdrawiam ![]()
Dzięki,fajnie jak się pisze i komuś się to podoba.
Witaj:-) ja rowniez sie wkrecilam w to co piszesz,bo swietnie sie to czyta. Poza tym teksty o amputacji drugiej polowki lub o tesciowej doprowadzily mnie prawie do lez ze smiechu. Kobietko jetes swietna i blagam wrzuc szybko kolejne ,,teksty'' bo czekam na nie z utesknieniem :-) Pozdrawiam Cie cieplutko!
31-03
Długo mnie nie było, ale tak to już jest jak się chce być samodzielną, niezależną kobietą, idealną matką, wzorowym pracownikiem i rozkręcać własny biznes w tym samym czasie.
PORAŻKA,PORAŻKA, PORAŻKA!!!! przez duże P. Narzuciłam takie tępo,że brakowało mi czasu na sen i odpoczynek Stasia ciągnęłam ze sobą do pracy bo skutecznie odstraszał wszystkie opiekunki.
W desperacji nawet teściową poprosiłam o pomoc, ale wiadomo nic z tego nie wyszło. Podsumowując, ostatni kwartał najchętniej wykreśliłabym z mojego życia.
Ale po kolei, jedna z moich dawnych koleżanek namówiła mnie do podjęcia pracy w charakterze agenta nieruchomości,wiadomo Warszawa duży ruch w tym biznesie, wynagrodzenie od sfinalizowanej umowy, natomiast drugiej koleżance obiecałam pomoc w rozkręceniu malutkiej firmy reklamowej, miałam tylko służyć radą i w razie zagranicznego klienta uczestniczyć w spotkaniach jako tłumacz.Tak więc wychowanie dziecka i te dwa zajęcia mogłam spokojnie pogodzić, tak przynajmniej myślałam.
Ale nie doceniłam swoich możliwości jako handlowiec. Owszem pracowałam w firmie handlowej ale nigdy nie zajmowałam się obrotem nieruchomościami, a tu taaaki bum. Jeden drugi klient, po dwóch tygodniach miałam już 4 sprzedane domy na koncie, zadowoleni klienci polecali mnie znajomym telefony dzwoniły, dzwoniły i dzwoniły a ja biegałam ze spotkania na spotkanie. Po trzech nieudanych próbach z opiekunkami ale o tym później brałam Stasia pod pachę i pędziłam do klienta. Kiedy wracałam do domu przybiegała koleżanka z kłopotami nowo otwartej mocno kulejącej agencji reklamowej.Po co się za to brała jak nie miała o tym pojęcia nie wiem.Któregoś dnia nie wytrzymałam i zadałam jej to pytanie, a ona ze łzami w oczach " obiecałaś mi pomoc a teraz się naśmiewasz ze mnie, co z Ciebie za przyjaciółka." Byłam zmęczona a jej ciągłe problemy i przynoszenie ich do mnie zaczęło mnie irytować. Pomóc mogę od czasu do czasu ale nie co dzień po parę godzin w końcu pomoc to nie regularny wolontariat.
I stało się, kiedy kolejnego dnia przyszła Ulka prosić o radę czy zatrudnić grafika czy może samemu się przyuczyć postawiłam sprawę jasno.
Powiedziałam że jeśli to "trochę pomóc" oznacza co dzień od 16 do 21 albo 5 rano do 10 to ja za darmo robić tego nie będę, że jeśli chce tą firmę rozkręcić na dobre to owszem pomogę,ale nie stać jej na zatrudnienie mnie, więc jeśli chce mogę zostać jej wspólnikiem.Ona wyłożyła kasę a ja umiejętności. Myślałam że się pogniewa i będę ją miała z głowy. Tymczasem Ulka się zgodziła.
Z jednej strony się cieszyłam z drugiej zaś wiedziałam że teraz to już nawet zjeść nie będę miała kiedy.
Co do opiekunek jedną pogryzł mój cudowny szkrab ale nie tak ja to czasem robią dzieci, nie chciał iść do domu zajęty zabawą w ogrodzie ona na siłę go zabrała do domu a Staś dziabnął ją w ucho tak że założyli jej dwa szwy na pogotowiu, kiedy wracałyśmy od lekarza powiedziała że więcej do niego nie przyjdzie, mimo próśb, błagań i obiecanej podwyżki nie przyszła. Nawiasem mówiąc nie dziwię się szkrab ma zęby ja igiełki.Druga nie nadążała za nim, bo Staś już biega, skacze i sama nie wiem jak jeszcze nazwać te jego akrobacje. Trzecia opluta nie wiem ile razy przecierem z marchwi, niestrudzenie próbowała przekonać moje dziecko do zjedzenia tego znienawidzonego dania, aż maluszek puścił na nią pawia.Też odeszła i również za żadne pieniądze zostać nie chciała.
Jakby tego było mało ponieważ z Aleksem jest jak jest z naszego uczucia nie wiele zostało, właściwie ostatnio bardziej go nie ma niż jest w naszym życiu i domu, to bez wyrzutów sumienia zaczęłam się rozglądać za kimś nowym kiedy jeszcze miałam czas na życie prywatnie oczywiście.
Poznałam kogoś, ale on ciągle w rozjazdach nie było czasu na bliższe poznanie, zbudowanie jakiegoś zaufanie i tak po dwóch czy trzech kawach rozeszło się po kościach.
Kiedy już o nim zapomniałam rzucona w wir pracy, zajęć domowych i opiekę nad Stasiem, siedząca w papilotach na głowie,zielonej maseczce na twarzy, rozciągniętych dresach, poplamionej koszulce Stasiową kolacją, zajadając pizzę i poprawiając jakieś teksty reklamowe, usłyszałam pukanie do drzwi.
Otworzyłam bez sprawdzenia kto, pewna że to Aleks zapomniał kluczy, myślałam że umrę ze wstydu. W drzwiach stał Bartosz, przystojny, nieźle ubrany i bardzo zdziwiony,miał chyba równie głupią minę jak ja. Po pierwsze co mu strzeliło do głowy żeby przychodzić tu do domu w którym bądź co bądź nadal pomieszkiwał Aleks,po drugie tak bez zapowiedzi.Czy nie mam prawa mieć papilotów i maseczki na twarzy we własnym domu, czy fakt że wypiłam z nim dwie czy trzy kawy daje mu prawo przychodzić tu bez zapowiedzi?
Opętana złością i wstydem za mój wygląd bez ceregieli wypaliłam, "Ale ja niczego nie zamawiałam i nie kupię. Zatrzasnęłam drzwi odczekałam chwilę i wysłałam mu smsa o treści" sorki ale moj były facet i aktualny ojciec mojego syna jest tutaj.Pogadamy jutro.
Nikogo nie było w domu oprócz mnie i Stasia ale zatrzaśnięcie mu drzwi przed nosem było jedyna możliwością pozbycia się go na tyle ekspresowo żeby nie zdążył mi się dobrze przyjrzeć.
Co do porażki to owszem jako agent nieruchomości sporo zarobiłam, agencja reklamowa wreszcie zaczyna zarabiać, mamy sporo klientów,dwóch pracowników, jeden taki sobie facet, ale za to dobry grafik a drugi ciacho przez duże C młody, przystojny, dobrze zbudowany,wygadany, idealny handlowiec.Ideał faceta.
W tym cały zamieszaniu poniosłam porażkę jako matka Staś przestał się kompletnie słuchać, teraz to już chyba tylko super niania mi została, moje dziecko tak się rozpuściło że wstyd z nim z domu wyjść, robi co chce i gdzie chce.Kolejna porażka z Bartoszem, totalna klapa facet rzucił mnie zanim zaczęliśmy się spotykać na dobre. On był rzadko w Warszawie a ja jeszcze rzadziej miałam dla niego czas i po dwóch miesiącach i kolejnych trzech kawach przedstawił mi swoją dziewczynę.
Zmęczona,zaganiana nawet nie zauważyła jak ze sporadycznych wizyt Aleksa zrobiły się częstsze i w końcu został na dobre.
Plus jest jeden jestem niezależna finansowo, mam firmę a właściwie malutką firemkę, jako agent pracuję dorywczo wybieram najlepsze tylko oferty, a i jeszcze jeden plus z braku czasu na jedzenie mam figurę modelki.
Zacznij pisać bloga, załóż własną stronę
Nawet zarobisz coś na tym - fajnie się ciebie czyta !
01-04
Samotny wieczór którego mi tak bardzo brakowało, Staś wreszcie usnął, błoga cisza,Aleks znowu gdzieś wybył i dzięki mu za to. wreszcie czas tylko dla mnie, dzisiaj żadnej pracy do domu nie brałam, popijam winko, słucham muzyki i przypomniały mi się słowa matki mojej koleżanki która kiedyś powiedziała, że najlepszy czas dla kobiety zaczyna się po trzydziestce, zapadły mi te słowa w pamięci bo kiedy je usłyszałam miałam jakieś 17 lat i wydawało mi że 30 lat to już dużo.
Teraz mogę przyznać jej rację, mam 35 lat, czuję się spełniona zawodowo, mam cudowne dziecko, fajny dom, od niedawna znowu dobrze czuję się w swoim ciele,mogę nosić seksowne ciuchy i nie czuć się wyzywająco.babeczka miała chyba rację, od bardzo dawna mogę szczerze i ze spokojem przyznać że niczego mi nie brakuje, jestem najzwyczajniej w świecie szczęśliwa.
05-04
Pogoda zwariowała. kwiecień a tu jeszcze wyskoczył przymrozek, zimno, zimno, zimno, niestety nie tylko na zewnątrz, piec mi się zepsuł wczoraj, a dzisiaj się ochłodziło. Stasia zawiozłam do mamy a ja czekam na pseudo fachowca z firmy serwisującej.To juz trzecia awaria w tym sezonie, ten piec kosztował majątek, miał być bez awaryjny a pierwszej zimy nie przetrwał. Facet przyjeżdża robi poważną minę pomajstruje troche przy komputerze sterującym, obiecuje, że już ok wszystko naprawione. Jak skończy się gwarancja nie wyrobie na naprawy.Dzwoniłam już trzy razy do pana fachowca bo nie jest w stanie określic kiedy dokładnie przyjedzie więc muszę tu siedzieć i zamarzać. Mama tez wydzwania jak szalona, że Stas rozrabia, a ja mam kupę pracy przy kompie problem w tym że w domu jest jakies 8 stopni i palce przymarzają mi do klawiatury. Aleks jak na złość wyjechał na jakieś targi i będzie za 4 dni. Zawsze tak jest wszystkie usterki, remonty, choroby Stasia jestem sama, jakby miał jakiś czujnik kiedy wziąć nogi za pas i spokojnie przeczekać w innym miejscu aż wszystko wróci do normy. Dzwoniłam i pytałam czy nie mógłby wrócić wcześniej bo ja muszę zając się Stasiem a tu nie mogę bo za zimno, u mamy też nie bo czekam na serwis i że jeszcze tyle pracy mam. ale się wykręcił jak zwykle. Boże gdzie się podział ten troskliwy,czuły i wyrozumiały facet którego pokochałam. Czy jeszcze powróci, a jeśli nie to po jaką cholerę wracał do nas do domu, a może gdyby nie wrócił już byłabym z kimś innym , kto odwiózł by mnie do dziecka a sam poczekał na fachowca od pieca. Czemu tak naprawdę wrócił ten mój pożal się Boże partner, mieszkanie wynajmowała firma w której pracuje,mamusia nosiła mu obiadki, do dziecka przyjeżdżał kiedy chciał. A tu nagle wrócił po cichutku jak złodziej, bez zadnej rozmowy wykorzystując to że byłam bardzo zapracowana i prawie nieobecna w domu.W sumie to też jego dom ale się z niego wyprowadził wiec chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia.
Jak wróci z targów pora na rozmowę, nowy podział obowiązków, kosztów.
Trzeba jakoś uzdrowić tą sytuację musi się na coś zdecydować.
06-04
Wielkie nieba w nocy wrócił Alex, odwiózł mnie do mamy i Stasia a sam postanowił rozprawić się z facetem od pieca.Był miły,opiekuńczy i miałam wrażenie że oczekiwał czegoś więcej. Jednak ja bez słowa jak burza pobiegłam pakować rzeczy na jutro do pracy i wyszłam z domu.
Miałam ochotę jeszcze z nim porozmawiać o tym jak ma wyglądać nasze życie, ale temperatura w domu nie sprzyjała żadnym rozmowom, jedyne o czym myślałam to ciepłe łóżko u mojej mamy. Zresztą zdążyłam już się stęsknić za Stasiem. Podobno nie źle dał mamie popalić. Matko jak ja zmarzłam w domu, z całego serca życzę producentowi, monterowi i serwisantowi mojego pieca zesłania na biegun północny i spędzenia przynajmniej tygodnia w iglo.
Tak się nastawiałam na tą rozmowę z Aleksem, piec miał być jednym z argumentów, a ten powrót choć bardzo mnie ucieszył pokrzyżował mi plany.
08-05
Naprawa potrwała kilka dni, pogoda nie co się zmieniła, zrobiło się ciepło wczoraj wróciliśmy do domu, uśpiłam Stasia i rozprawiłam się z Alexem.
Nie wiem czy ta rozmowa coś zmieni w naszych relacjach, natomiast zdałam sobie sprawę jak bardzo zmieniłam swoje podejście do mojego partnera. Kiedyś zawsze emocje brały górę, krzyczałam, płakałam, walczyłam o naszą miłość, związek, rodzinę. Wczoraj byłam spokojna opanowana,rzeczowa, powiedziałam co leży mi na sercu, co nie pasuje,czego od niego oczekuję, jeśli chce z nami mieszkać i spokojnie powiedziałam, żeby się zastanowił jak długo chce udawać szczęśliwą rodzinkę przed innymi. Tak to mu wychodzi najlepiej, a mnie tak strasznie wkurza ta udawana troska i opiekuńczość jak ktoś jest w pobliżu,a potem w sekundzie wszystko wraca do normy. Czyli Aleks sobie a my ze Stasiem sobie.Tak czy inaczej ultimatum postawiłam ale z klasą, powiedziałam że jak nasze życie ma tak wyglądać dalej to albo on się wyprowadzi, albo ja ze Stasiem zmienię lokum.
Gdybyście widziały jego minę jak patrzył na mnie taką spokojną, opanowaną, pewną siebie i chyba pozbawioną uczuć, nie wiem czy to było widać ale podczas tej rozmowy zdałam sobie sprawę że ja chyba nic już do niego nie czuję.
No i właśnie jeśli naprawdę już nic do niego nie czuję to może pora na rozstanie ale już na dobre,a może całe uczucie powróci jeśli będziemy szczęśliwi, jeśli oczywiście Alex się wysili i zrozumie że ojcem jest się zawsze a nie wtedy gdy mu się zachce.
Dlaczego ja nadal nie wyobrażam sobie życia bez niego nawet jak mnie wkurza, a może to ze mną jest coś nie tak. Sama już nie wiem.
10-05
Alex po naszej rozmowie już nie wracał do tematu, ale coś się zmieniło, zaczął poświęcać czas Stasiowi, nie znika wieczorami, jest jakoś inaczej, może nie idealnie, ale jakby próbował to wszystko poskładać,nie pomagam mu ale i nie przeszkadzam. Niech próbuje zobaczymy co z tego wyniknie, ja tym razem będę bierna.Już dość się nagimnastykowałam w tym związku.
Mnie natomiast ogarnęła tęsknota za dawnymi czasami, pracą i życiem w Pszczółce,a nawet za życiem w Londynie, studiami i za mną samą, beztroska, zadbaną, szczęśliwą.
Postanowiłam wyjść wieczorem i poszaleć, chłopaki sobie poradzą,nareszcie nadszedł czas że nie jestem niezbędna w kazdej sekundzie życia mojemu dziecku. Poinformowałam Alexa że wieczorem wychodzę, minę miał nie tęgą już nawet otwierał usta jakby chciał coś powiedzieć ale szybko dodałam : a ty mało wieczorów i nocy spędziłeś po za domem jak ja zajmowałam się Stasiem. Nawet nie pytałam gdzie idziesz. W ten sposób uprzedziłam jego pytanie, które na pewno by zadał.
Odstawiona na bóstwo wyszłam o 20 nie mając żadnego planu.
Najpierw poszłam do turka na niezdrowe jedzonko, potem obdzwoniłam moje przyjaciółki ale każda z nich miała już cos na wieczór, zrezygnowana mialam wracac do domu. Nie spieszyłam się bo powrót po godzinie to za mało jak na karę dla Alexa, bardzo chciałam pokazać mu jak ja się czułam kiedy on tak znikałał, a ja zmęczona, gruba, zaniedbana nawet nie miałam siły się buntować. Więc wolnym krokiem, nie wiem może zbyt wolnym, bądź zbyt zamyślona szłam aż się potknęłam i omal nie padłam jak długa, kiedy leciałam pewna,że zaraz strace zęby poczułam mocny uścisk na ramieniu. Ktoś mnie złapał ocalę zęby i się nie pobrudzę.Hura mój nowy, seksowny i nieco prowokujący, czerwony płaszczyk uratowany. Kiedy już stanęłam na własnych nogach, oniemiałam to był Wiktor moja wielka, największa i najbardziej szalona miłość. On również poznał mnie od razu. Spotykaliśmy się dość długo ale z przerwami, byłam za młoda na ten związek. Poznałam go jeszcze w szkole średniej, był przystojny, mądry i 10 lat starszy, ja myślałam o studiach a on o małżeństwie, był strasznie zazdrosny o mnie a ja o niego. Tak więc byliśmy razem i było cudownie potem rozstawaliśmy i za chwilę wpadaliśmy gdzieś na siebie. Trało to prawie dwa lata, kiedy szłam na studia postawiłam sprawę jasno, koniec zabawy w kotka i myszkę jeśli nam nie wychodzi pora to zakończyć raz na zawsze. Potem jeszcze przyjechał i powiedział, że zamierza się oświadczyć jakiejś dziewczynie. Nie wiem może czekał, że coś powiem, ale nie skomentowałam tego, zapytałam tylko : Czy jest fajna?.Kurcze ile ja łez przez niego wylałam, ile nocy nie przespałam. To jeden z tych facetów, który małolacie pokazuje dorosły świat i nie mówię tu seksie. zabierał mnie na wystawy, do teatru, do restauracji. Wydawał mi się wtedy taki dorosły.Byłam w nim zakochana po uszy ale nam nie wychodziło.
A teraz proszę stoi przede mną. Szkoda, ze Alex tego nie widzi oszalałby z zazdrości, bardzo nie lubi Wiktora i wzajemnie.
No cóż wolałabym go spotkać w normalnych okolicznościach ale cóż.
Poszliśmy na kolację, nie przyznałam się że byłam na kebabie, skłamałam ze wracam ze służbowego spotkania.Gadaliśmy, gadaliśmy i gadaliśmy wypiliśmy 2 butelki wina i zrobiło się bardzo późno i romantycznie. Na wszelki wypadek powiedziałam że juz muszę wracać bo kiedyś każde nasze spotkanie kończyło się w łóżku, jakbyśmy mieli magnesy które się przyciągały.Dowiedziałam się ze ma nastoletnia córkę i rozwiódł się z żoną, opowiadałam mu o Stasiu. Powiedział: a wiesz że to mógł być nasz syn.Pytał czy nadal jestem z Alexem i czy jestem szczęśliwa. Było tak cudownie, swobodnie zupełnie jak dawniej. Dlatego musiałam wyjść i nie dopuścić do sytuacji która by skomplikowała moje życie jeszcze bardziej.Jednak coś mnie podkusiło i dałam mu swój numer. Co z tego wyniknie nie wiem, ale w głębi duszy już nie mogę się doczekać.Czy zadzwoni. czy nie zadzwoni? Problem w tym że jeśli zwyczaje mu się nie zmieniły to może zadzwonić nawet za miesiąc.
wróciłam do domu
Świetnie się to czyta! ![]()
Dzięki
Sprytna bestia z tego Wiktora, wsunął mi swoją wizytówkę do kieszeni płaszcza. I teraz podwójnie chodzę po scianach. Zadzwoni czy nie? A może poczekać jeszcze trochę i zadzwonić do niego?
Zawsze tak robił, nie odzywał się, a potem pojawiał się w miejscach gdzie bywałam i tak niby przypadkiem się spotykalismy.
Pytanie tylko czy ja naprawdę chcę tej całej rewolucji w moim życiu i jaka jest gwarancja że on chce się wiązać na stałe,że on w ogóle chce się wiązać? a jeśli nawet to czy nam się uda?
I co mój najukochańszy mężczyzna pod słońcem na to powie, a jeśli Staś go nie polubi?
Za dużo niewiadomych. Skoro już wiem, że Wiktor to duże ryzyko, tym bardziej że Alex naprawdę się stara choć drzwi do sypialni są dla niego zamknięte nadal, to czy potrafiłabym mu spojrzeć w oczy po jednorazowej przygodzie?
Po co ja go spotkałam, po co czekam na ten telefon? Przez Wiktora zapomniałam dzisiaj zabrać komórki do pracy, musiałam się przedzierać przez korki, straciłam godzinę czasu, ważnego klienta bo nie zdążyłam na spotkanie i cały czas jestem poirytowana.Jestem na niego zła, tyle lat minęło a motylki w brzuchu wciąż te same. A może to wszystko nie za sprawą Wiktora tylko faktu, że znów poczułam się jak kiedyś, piękna, gotowa żeby być ważną dla jakiegoś faceta, żeby się komuś podobać,żeby flirtować i czuć te motylki.
Jutro idę do fryzjera mam ochotę zaszaleć,potem zakupy ale nie supermarket i siaty jedzenia. O nie !!!! Muszę odnowić swoja szafę i nie wiem czy mój portfel to wytrzyma. Ratunku chyba zwariowałam, co ten facet ze mną wyprawia.
Dzisiaj rozmawiałam z kuzynką Alexa, Magdą to fajna, ładna, zadbana i niezależna dziewczyna, moja kochana teściowa w ciągu jednego popołudnia doprowadziła dziewczynę do depresji niemal. A dlaczego, a no dlatego, że Madzia ma 28 lat i ceni swoją niezależność, nie ma stałego faceta i nie planuje na razie ślubu.
Matka Aleksa najpierw uszczypliwie dopytywała się o jej narzeczonego wiedząc, że tak owy nie istnieje, cała rodzina wie zresztą za sprawą mojej teściowej, a potem zaczęła niby z dobrego serca jej tłumaczyć, że kobieta w jej wieku bez męża i dzieci jest postrzegana jako ktoś gorszy, że każdy kto z nią rozmawia zastanawia się co z nią nie tak, że nikt jej nie chce, że jeszcze dwa lata i stuknie jej trzydziestka i nikt już jej nie zechce, że mężczyźni nie lubią samodzielnych kobiet, że zamiast zająć się szukaniem męża ona rozwija swoją firmę i bla bla bla. Zdołowała dziewczynę do tego stopnia, że zaczęła się nad tym poważnie zastanawiać i pytać mnie czy aby jej ciotka nie ma racji.
A ja w takich chwilach zawsze zastanawiam się po co właściwie walczymy o równouprawnienie, jeśli część z nas uważa, ze miejsce kobiety jest w kuchni. A jeśli i nie mówię tego o Magdzie, ale jeśli któraś z nas po prostu czuje że nie nadaje się do stałego związku, do bycia matką i wiedząc to nie unieszczęśliwia nikogo ani faceta ani dziecka które miałaby urodzić. Czy to jest powód do piętnowania jej.Czy nie powinniśmy patrzeć z podziwem na samodzielne, samowystarczalne, szczęśliwe kobiety.
A nawet jeśli Magda marzy o szczęśliwej rodzinie tylko jej nie wychodzi to czy ktokolwiek ma prawo żeby ją dołować,straszyć. Strasznie mnie wkurza taka presja społeczna. Kiedy ja oznajmiłam, że nie nie będziemy z Alexem brali ślubu i wesela też nie będzie bo papier z USC nie gwarantuje miłości do grobowej deski, też wysłuchiwałam od wszystkich co o tym myślą. Pamiętam ze było mi strasznie przykro, ze inni tak swobodnie z buciorami wchodzą w nasze życie i dyktują nam zasady zgodnie z którymi powinniśmy żyć.
Czy kobieta w wieku 60 lat, która całe życie spędziła usługując mężowi i wychowując gromadkę dzieci, dla której atrakcją było wyjście na zakupy i kolejka za mięsem wyrażając piętnując dziewczynę taką jak Magda robi to z przekonaniem, że wygrała los na loterii i przeżyła życie najlepiej jak mogła, czuje się spełniona i szczęśliwa, czy też wygłasza te swoje teorie po to żeby żadnej z nas nie żyło się lepiej niż jej. obawiam się że jest to kolejne pytanie na które nie zdołam sobie odpowiedzieć.
30-05
Wiktor nie zadzwonił. Alex, no cóż, stara się ale jakoś nie iskrzy, a ja no cóż zastanawiam się czy tego chcę, związku bez emocji bardziej dla innych niż dla nas, dla dwojga kochanków, gdzie się podziała ta fascynacja, emocje. Czy związek bez tego istnieje?
Sfrustrowana nieudanym seksem z Aleksem, kłopotami w firmie i okresem buntu u Stasia postanowiłam wyjść przeznaczeniu na przeciw. Poszłam do restauracji gdzie byłam z Wiktorem i zadzwonić. Chyba zrobiłam z siebie kompletną wariatkę nie wiem co mi stzreliło do głowy. Zadzwoniłam i powiedziałam, jestem w tym uroczym miejscu do którego mnie zabrałeś, przyjaciółki mnie wystawiły, dotrzymasz mi towarzystwa. Na pewno w to nie uwierzył bo byłam ubrana tak seksownie jak nigdy w życiu.
Mała czarna, czerwone szpilki, króciutki żakiet wykończony futerkiem i boska bardzo markowa torebka, do tego makijaż jak z gazety.
Przyszedł, strzelił parę komplementów i chyba wyczuł że chcę wybadać jego intencje i zamiary, więc niby przypadkiem wszedł na temat jego planów na przyszłość. Nie było w nich miejsca dla nas. Wyjeżdżał do Stanów za parę tygodni do pracy jako finansista,powiedział że chce zarobić na swoje kawalerskie mieszkanie, poczuć się znowu wolny. Powinnam się domyślać przecież nie zadzwonił a jednak gdzieś w głębi duszy wierzyła że uda nam się zbudować coś czego z Aleksem nie potrafiliśmy, fajną, szczęśliwą rodzinę. Postawiona do pionu tymi informacjami najnormalniej w świecie się upiłam. Nie wiem jak wysiadłam z taksówki i dotarłam do salonu. Zamiast iść spać otworzyłam komputer i zaczęłam stawiać pasjansa, pytanie było czy będę kiedyś szczęśliwa ale tak na wszystkich płaszczyznach mojego życia. Mówiłam sama do siebie wytrzeźwiej, rusz głową, ale pasjans nie wyszedł. W końcu zaniemogłam po trzech próbach poszłam spać. Rano istna masakra, głowa pęka, Staś nie chce wstać, ja za godzinę miałam spotkanie z klientem, nie wiedziałam jak to ogarnąć i jeszcze ten kac.
Przez cały dzień towarzyszyło mi jedno pytanie: Czy można być tak naprawdę szczęśliwą w życiu rodzinnym, zawodowym i jeszcze w miłości. Może to nie wypite wino sprawiło że pasjans nie wyszedł. może już tak jest że nie można mieć wszystkiego? Mam dziecko o którym marzyłam,mam swoją firmę. Może wyczerpałam limit szczęścia jak na jedną osobę. Nie mogąc znaleźć odpowiedzi poszłam spać, zanim Alex zaczął zadawać pytania o wczorajszy wieczór gdzie byłam i tak dalej dla niego też nie miałam odpowiedzi. Nie mogłam być szczera bo co miałam mu powiedzieć że poszłam szukać szczęścia z innym ale dostałam kosza, a kłamać nie chciałam więc najbezpieczniej było iść spać.