Moi drodzy.
Piszę to nie jako mięczak, twardziel, ciepła klucha czy ignorant...piszę to jako 27 latek który kocha ale kurcze gubi się pierwszy raz od dawna.
Nie chce wam opowiadać jak to się zaczęło jak to jest raz pięknie, a raz źle. Chciałem posłuchać głosu z zewnątrz. Nieważne kto z was ma ma racje, chce wysłuchać chętnych którzy obiektywnie wysłuchają mnie.
Rok temu po 7 latach relacji z dziewczyną rozstaliśmy się. Poznałem bowiem kogoś kto pomógł mi ostatecznie odciąć pępowinę tej 7 letniej relacji ze wzajemnością...Ona po 8 latach zakończyła relacje ze swoim partnerem. Też jej brakowało tego bodźca. Jesteśmy razem od niespełna półtora roku. Od miesiąca mieszkamy razem. Łatwo nie jest. Dotychczas z poprzednią partnerką nie brakowało mi niczego...a wręcz zalewany byłem miłością...i to było skutkiem końca tej relacji. Teraz? spotkam się z nią...indywidualistka, bardzo oszczędna w uczuciach co jest kwestią jej przeżyć (rodzice) na co biorę poprawkę, bardzo inteligentna i mądra dziewczyna. Dzielą nas 2 lata. Mieszkamy w Wawie. Zarabiamy dobrze. Może nie są to wygórowane po 10 tyś zł kwoty na łebka, ale nie narzekamy. Widzicie...tak jak ja kiedyś dostawałem wszystko ( kwestia uczuć ) tak teraz procentowo ta skala wygląda jak 95%-5%. Ile daje z siebie? W życiu nie dawałem nikomu więcej. I to nie są moje słowa, ale ludzi z zewnątrz, znajomych...W czym więc mam problem? Otóż wiem ile jej daje, i wcale sobie nie wlewam. Ona się przyzwyczaiła do tego i ja to widzę... Dziś rano podczas pisania smsa padła mi komórka. Wziąłem jej tel, zawsze pytam i tym razem też zapytałem. Nie mam tendencji do sprawdzania jej smsów,etc ale przyznam że kiedyś mi się to zdarzyło. Wiem że w jej pracy jest kolega który dzieli z nią jedno biuro. Wiem że piszą do siebie i traktują się służbowo i jako koledzy z pracy. Znam ta relację. Czy jednak na pewno? Dziś rano pisząc smsa, sprawdziłem wysłanych czy doszło, bo raportów nie ma. Poniżej sms ".................................... :***" którego ona wysłała do niego...kilkanaście kropek i buziak. Wysłany wczoraj w godzinach pracy do kolegi z biurka na przeciw...Wiem że to żenada pisać treśc smsa...ale niehc już tak będzie.Ostatnimi czasy ja nie dostaje w ogóle smsów od niej.On też do niej pisze etc. Widzicie to tylko przykład smsa. Oczywiście chodzi mi jego treść...ale również o to że ona nie widzi w tym nic złego...przesadzam więc? Moi drodzy to nie jest miłe...kiedy widzę ze ona tak pisze...że zawraca się do niego "zdrobniale"...jeżdżą razem na eventy z pracy...ale o to akurat jestem jakoś dziwnie spokojny...Ja mam dystans... staram się być wyrozumiały, naprawdę ufam. Nie mam tajemnic, moja komórka również leży w pokoju i w każdej chwili ktoś może napisać.Może przeczytać też. Rożnica jest taka że ja nie prowadzę takich rozmów nie wysyłam takich smsów. Jestem o to spokojny. Wiem że to nie byłoby fair. Chociaż kiedyś robiłem dokładnie tak jak ona...Ale miałem wtedy 18-20 lat. Słuchajcie ciężko mi jest z tego powodu że ona nie widzi w tym nic złego. Rzadko okazuje mi uczucia. Nie każe jej się wieszać mi na szyi, dawać dowodów miłości, nie!...ja rozumiem że Ona ma taką naturę, przyzwyczaiłem się. Chociaż brakuje mi tego czasem zwyczajnie jako facetowi. Jestem człowiekiem. Mowy o ślubie zaręczynach nie ma. Dzieci? Kiedyś może... .. . To kobieta sukcesu. Wiem co mogę od was usłyszeć...ze musimy się dogadać co do priorytetów, że są różnice miedzy nami...ale ja nie o to pytam. To mamy ustalone.Pasuje mi to. Ona mi w tych kwestiach pokazała całkiem inny świat...Czy jestem pod kapciem? Nie wydaje mi się...Ona wie ze ja jestem uparty i mam swoje zdanie...ale wracam do pytania o zazdrość...czy w takiej sytuacji jest ona nieuzasadniona? To nie pozwala mi normalnie egzystować...co z zaufaniem? Ona uważa że ja już jej nie ufam, że co raz więcej rzeczy mi w niej nie pasuje, i inne rzeczy...a ja? Nie powiedziałem jej nic poza tym że nie podoba mi się to że tak robi, mówi, pisze, ja staram się z nią rozmawiać na lajcie wyhcodzić gdzieś...ale ją takie rozmowy męczą i wg niej ja za bardzo "rozkminiam"...kurcze temat rzeka...czy rozumiecie o co mi chodzi?