Witam. Zdaję sobie sprawę, że problem braku akceptacji naszej drugiej połówki przez rodziców był już wcześniej poruszany. Ja jednak chciałam napisać o swojej sytuacji, która nieco różni się poprzednich. Otóż, mam 24 lata i jestem na ostatnim roku studiów, mój chłopak ma 30 lat, pracuję i również kończy szkołę. Oboje mieszkamy w małej miejscowości, wieś - miejsce gdzie każdy wszystko wie o każdym. Jesteśmy razem od 3 miesięcy, zanim zdecydowaliśmy się być razem spotykaliśmy ponad pół roku. Niestety moi rodzice oraz babcia są całkowicie przeciwni temu związkowi. Problem jest w jego rodzinie. Oni nie chcą mieć nic wspólnego z jego rodziną, ponieważ uważają że są to ludzie do których ja nie pasuję, tzw za niskie progi jak dla mnie. Mówią że spotykając się z tym chłopakiem ja się poniżam, wręcz jest to wstyd. Jego mama rozwiodła się dawno temu ze tatą mojego chłopaka i wyszła drugi raz za mąż. Są to ludzie którzy mają swoje problemy jak każda rodzina, żyją skromniej. Nie ma tam żadnej tzw. patologii, nikt nie był w więzieniu itp. Mój chłopak nie pije, nie pali, cały czas się kształci, pracuje. Pomaga swojej rodzinie finansowo. Oboje chcemy coś w życiu osiągnąć, mamy swoje ambicje. To człowiek który motywuje mnie do wielu rzeczy, dzięki któremu zaczęłam studiować drugi kierunek, dorabiać sobie ucząc dzieci, aby móc uniezależnić się trochę od rodziców. Oni jednak nie akceptują mojego chłopaka do tego stopnia że nie ma on wstępu do mnie do domu, nie wymawiają nawet jego imienia. Niestety nigdy nie dali mu szansy na to żeby go poznać, choć raz z nim porozmawiać. Za każdym razem kiedy się z nim spotykam słyszę od nich że w ten sposób zniszczę sobie życie, i stracę rodziców. Są straszne awantury, po których nie odzywamy się do siebie. W domy czuję się jak jakiś obcy który przynosi wstyd rodzinie. Ponadto, jest mi tak strasznie wstyd że nie powiedziałam chłopakowi o tej sytuacji. Nie potrafię zmusić się do tego, mam ochotę zapaść się pod ziemie bo wiem że jemu będzie bardzo przykro. Nie mam siły na walkę z rodziną, bo nie wiem już nawet jak to robić. Głupio mi przed chłopakiem że nie zapraszam go do siebie, wymyślam jakieś głupie historie bo nie umiem się przyznać jak naprawdę jest.
Podobne tematy
Postaw matce sprawę jasno: jak każą ci wybierać, to stracą córkę. A na łożu śmierci będzie sobie pluła wtedy w zęby, że do tego doprowadziła, bo jak już raz odejdziesz, to nigdy nie wrócisz.
Tylko mówiąc to, niech ci nawet powieka nie zadrży. Wiem, że szantaż emocjonalny to płytka zagrywka, ale niestety z tego typu sytuacjami trzeba sobie radzić. Jeśli cię wygnają - znaczy, że rodziny nigdy nie miałaś tak naprawdę.
Powiedz o wszystkim swojemu partnerowi. Powinien o tym wiedzieć.
Przede wszystkim powiedz mu jakie jest nastawienie Twojej rodziny do niego, to bardzo ważne żeby wiedział co się dzieje. Nie jestem pewna co do tego szantażu emocjonalnego, który proponuje yoghurt ... ale pora jest najwyższa żebyś jakąś decyzję podjęła. Może też pora żebyś pomyślała o wyprowadzeniu się z domu i rozpoczęciu życia "na swoim"?
Myśle, że skoro rodzice i babcia faceta nie akceptują (i to z powodów, które jeżą mi włos na głowie), to rzecz jasna musisz się liczyć z tym, że decydując się na życie z nim zostaniesz z domu "wyklęta". Może nawet spluną za Tobą, a później zrobią znak krzyża ;-)
Jeśli nie zrobisz nic i pozwolisz im zniszczyć Wasz związek to będziesz tego żalować do końca życia. A to pewnie dopiero początek tego jak rodzice i babcia będą układać Ci życie.
Dorosła kobieta jesteś, czas na samodzielność myśli i działań :-))
rok przemeczycie skoro studia konczysz... ja bym chlopakowi powiedziala, przykro nie przykro ale jezeli kocha to bedzie cie wspieral
wiem, ze mieszkanie poza domem to trudny okres, ale jezeli pojdziesz juz dzis to za 5 lat bedziesz miala swoje zycie, rodzine i dojrzalosc emocjonalna
walcz, ja raz zrezygnowalam, chlopak moze zbyt mądry nie byl, ale nie zostal alkoholikiem jak jego ojciec
wyprowadzka z domu to aktualnie moje największe marzenie, niestety obecnie nie mogę sobie na to pozwolić ponieważ nie mam za co się utrzymać. Przez moją pracę dorywczą jestem w stanie opłacić sobie studia jedynie i mieć pieniądze na drobne wydatki swoje
Ja naprawdę próbowałam wiele razy powiedzieć mu o tym, ale nie przechodzi mi to przez gardło. Sama nie jestem w stanie pojąć ciągle że można tak myśleć o kimś i traktować kogoś, kto sobie na to nie zasłużył w żaden sposób, nie dając mu szansy na to żeby go poznać. Jego rodzina jest dla mnie bardzo serdeczna, czasem mam wrażenie że jego mama jest dla mnie bardziej otwarta, i życzliwa niż moja rodzina
( Kiedyś powiedziałam im że nie mają prawa wybierać mi znajomych i chłopaków, to zrobili mi taką awanturę jakiej nikomu nie życzę. Naprawdę nie życzę nikomu takiej sytuacji, przepłakałam tyle nocy przez nich. Strasznie się czuję w tym domu, z moją rodziną. Chciałabym bardzo żeby do nich coś dotarło, w końcu to są moi rodzice którzy starali się przez całe życie zapewnić mi to co najlepsze. W tej sytuacji nie ma dla nich żadnego usprawiedliwienia, ale zawsze chciałam mieć rodzinę która się szanuję, wspiera i akceptuje ![]()
Musisz powiedzieć o tym swojemu facetowi. Chcesz się z nim związać, a nie jesteś w stanie poważnie z nim porozmawiać? To nie jest najlepsza wróżba ... zbierz się w sobie i normalnie mu opowiedz. On pewnie też coś podejrzewa, bo nie wierzę, że nie zastanawia się dlaczego nie zapraszasz go do domu. Poza tym jak mieszkacie w jednj wsi to nie ma siły żeby "od serdecznych ludzi" jego rodzina nie znała zdania Twojej rodziny. Wspólnie coś zaradzicie.
Wiem, że masz racje i muszę z nim porozmawiać. Jakiś czas temu zaprosiłam go do domu, jak powiedziałam o tym rodzicom to wstali i wyszli z domu. Niestety jak wrócili on jeszcze był u mnie, więc zamknęli się w pokoju, a mój chłopak wychodząc ode mnie powiedział "dobry wieczór". Nawet mu nie odpowiedzieli, wymyśliłam na szybko że śpią już pewnie, ale nie usłyszeli go. Potem powiedzieli mi, że nie życzą sobie żeby on przychodził do tego domu. Na pewno się domyśla, że coś jest nie tak
Jest mi strasznie ciężko z tym samej, wstydzę się powiedzieć o tym komukolwiek. Nawet przyjaciółce.
Posłuchaj, musisz mu delikatnie powiedziec, jak sprawa ma się z rodzicami.
To Twój mężczyzna, może przyszły mąż, nie możesz byc z nim nieszczera. Po co na początku związku postępowac w ten sposób?
Byc może kiedys będzie miał CI za złe, że zataiłaś to przed nim.
Co do rodziców: to Twoje życie. Postepując z Tobą w ten sposób, traktują Cię jak dziecko, którym już nie jesteś.
Ich zachowanie jest karygodne i poniżej jakiejkolwiek krytyki.
Skoro oni się tak zachowują w stosunku do Ciebie, to po prostu ignoruj to.
To jest Twoje życie i masz prawo sama o nim decydowac, popełniac ewen. błędy i ponosic ich konsekwencje.
Hmm moja Ciocia była w podobnej sytuacji (dziś ma 36 lat) i nie chodziło tu o jednego chłopaka, którego przyprowadziła tylko o każdego
W każdym jej matka znalazła coś co jest nie tak. W końcu się postawiła, znalazła faceta wzięli ślub i się wyprowadziła. Jej matka po czasie się z tym pogodziła i dziś ich relacje są prawie normalne.
Pamiętaj, że to Ty będziesz układała przyszłość ze swoim chłopakiem, a nie Twoja rodzina. To Tobie ma on odpowiadać... Powinnaś zarówno porozmawiać ze swoim chłopakiem i powiedzieć mu o wszystkim, jak i ze swoimi rodzicami i postawić im sprawę jasno że Ci zależy na chłopaku i że nie chcesz wybierać między nimi.
ja na dzien dzisiejszy wybralabym jego...nie rodzine
11 2012-09-26 16:55:13 Ostatnio edytowany przez punka_90 (2012-09-26 16:58:00)
Napisze Ci jedno- nie poddawaj sie i na pewno nie rezygnuj z niego. Wiesz, byłam w takiej samej sytuacji. Zaczełam sie spotykac z tym chłopakiem gdy miałam 17 lat i trwało to prawie do dzis (5 lat razem) Tez nie zapraszałam go do domu, bo mama robiła mi straszne awantury, że z kim sie zadaje (jego ojciec jest alkoholikiem). On wiedział ze moja rodzina go nie akceptuje. Niestety nie mogłam sie sprzeciwstawic, poniewaz to oni mnie utrzymywali. Spotykaliśmy sie w tajemnicy. Chciałam poczekac az skoncze studia, pojde do pracy i sie wyprowadze daleko od nich by z nim zamieszkac. Niestety kilka dni temu mnie zostawił, bo juz miał dosc tego ze nie był nawet u mnie w domu.
Tak więc sama widzisz... Musisz mu powiedziec jak jest, ze Ci zalezy itd Musi wiedziec jak jest, a juz na pewno nie patrz na rodziców, bo bedziesz tylko cierpiała. Wiem że nie jest łatwo, znam ten ból, ale musisz byc twarda.
3mam za Was kciuki
Witaj ![]()
Nie rezygnuj z chłopaka skoro jesteś z nim szczęśliwa.
Nie pozwól rodzicom by manipulowali Tobą...
Pozwolisz raz a potem już nigdy nie podejmiesz żadnej decyzji samodzielnie.
Powiedz chłopakowi prawdę bo jak to wyjdzie na jaw to będzie mial do Ciebie żal. Jeśli jest normalny zrozumie. Na pewno będzie mu przykro ale razem coś zdziałacie.
Życze odwagi
A ja powiem tak - "Kto nie słucha ojca,matki niech słucha psiej skóry"
Jeśli rodzice widzą w nim i jego rodzinie coś złego i nie akceptują to mają ku temu powody. Obowiązkiem ciebie Anuśka jest robić tak, by go zaakceptowali.
Jeśli nie idzie a kochasz go - czas odciąć pępowinę i uniezależnić się.
Bardzo Wam wszystkim dziękuję, za słowa otuchy i wparcia. Rzeczywiście, każdy z Was osobno napisał coś, co coraz bardziej motywuje mnie do podjęcia tej rozmowy. Od początku tego wszystkiego jestem w tym sama, nie mam w nikim wsparcia. Pogubiłam się, w pewnym sensie załamałam się i zamknęłam w sobie. To bardzo miłe otrzymać tyle dobrych rad oraz wparcie. Moja rodzina starała się wzbudzić we mnie poczucie winy, ciągle mawiając mi że oni tyle dla mnie zrobili, że stworzyli mi warunki do rozwoju, nauki, że zawsze miałam to czego potrzebowałam. I to jest prawda, za co jestem im ogromnie wdzięczna. ale ciągle teraz słyszę, że po tym wszystkim co ja robię... Bardzo bym chciała mieć dobre stosunki z rodzicami, ale oni mi na to nie pozwalają. Całe życie mnie kontrolowali, narzucali mi w pewien sposób decyzje które sama miałam podejmować. Zawsze kontrolowali to gdzie wychodzę, z kim, po co itp. Dlatego większość czasu siedziałam w domu. Dzisiaj niestety to wszystko w pewien sposób wyszło na wierzch i są tego skutki.
Jeśli rodzice widzą w nim i jego rodzinie coś złego i nie akceptują to mają ku temu powody.
Myślisz, że jeśli kogoś rodzice się rozwiedli. Mama wyszła za mąż drugi raz. Że ktoś żyje skromnie. Jej mąż miał problemy i popadł w długi które teraz muszą spłacać, i to że jej mąż bardzo źle żyje ze swoim bratem to jest powód aby go nie akceptować? I uważać za rodzinę złą, która może mieć na mnie zły wpływ ? Może ja już się pogubiłam w tym wszystkim...
A ja powiem tak - "Kto nie słucha ojca,matki niech słucha psiej skóry"
Jeśli rodzice widzą w nim i jego rodzinie coś złego i nie akceptują to mają ku temu powody. Obowiązkiem ciebie Anuśka jest robić tak, by go zaakceptowali.
Jeśli nie idzie a kochasz go - czas odciąć pępowinę i uniezależnić się.
Święte słowa. Małżeństwo jest dla dorosłych. Związki nieformalne gdy nie ma się zabezpieczenia finansowego mogą rodziców irytować - bo młodzi nieodpowiedzialni zaliczą wpadkę i przyjdą po pomoc.
Twoi rodzice mogą myśleć, że Twój chłopak jest cwaniaczkiem, który chce się podpiąć pod ich kasę.
Wiesz co to mezalians? Mój Kochany związał się z potworem z patologicznej rodziny. Wszyscy mu mówili, żeby ją zostawił, ale on kochał. Co wyprawiała nie opiszę, bo to temat na książkę. Gdyby słuchał rodziców, nie zmarnowałby kilkunastu lat na szarpanie się z ex...
Jesteś zakochana i nie widzisz wszystkiego. Oni też nie. Dlaczego nie dają mu szansy? Bo są przerażeni, że ich kochana córeczka wpadła jak śliwka w kompot.
Autorko trzymam za Was kciuki. Niestety rodziny się nie wybiera. Miałam podobną sytuację. U mnie było lżej dopóki żyła moja Mamusia - ona jedyna akceptowała mój wybór. Po jej śmierci awantury z tatą się nie kończyły. Jak się zaręczyliśmy to tata powiedział, że nie przyjdzie na ten ślub (a raczej spisanie "kontraktu" - bo tak nazywał to wydarzenie). Na ślubie jednak był, ale pomimo tego że od 1,5 roku jesteśmy małżeństwem nadal nie pogodził się z brakiem ślubu kościelnego no i z tym, że za męża wybrałam właśnie mojego D. Kłótnie bywają niestety ale do opanowania.
Zapamiętaj! Rodzina nie ma prawa decydować o takich rzeczach za Ciebie... to Twoje życie i Twoja sprawa z kim i jak je przeżyjesz. Łatwo nie będzie, ale oni muszą zrozumieć, że w tej chwili tylko Cię krzywdzą.
Moim zdaniem teraz właśnie powinnaś tupnąć noga i powiedzieć im to co napisał yoghurt007. Jeżeli teraz się poddasz, (nie ważne czy będziesz z tym chłopakiem czy nie) to rodzice się upewnią, że mają nad Tobą władzę i każdego faceta będą tak traktować, w końcu sami Ci wybiorą męża, albo skażą Cie na los starej panny. Tak było z koleżanką mojej mamy. Tę koleżankę i jej 3 siostry wychowywała tylko mama, chciała, żeby były wykształcone i fakt wszystkie skończyły studia porobiły doktoraty, zajmowały kierownicze stanowiska, ale nigdy nie wyszły za mąż, bo mama każdego kandydata przepędzała. Skończyły tak, że mieszkały we trójkę na stare lata (jedna zmarła w wieku 20kilku lat).
Końcem końców nie warto szanować zdania, osób, którzy oceniają innych po grubości portfela.
nie pije, nie pali-ale w morde wali
papierosy nie tworza patologii, ja sama palę, ale wychodze na dwór, w domu-precz!
rodzice powinni powiedziec, co takiego ten chlopak ma, ze sie boja go w rodzinie miec?
jezeli to brak kasy i ojciec pijak-to argument słaby.
ja wzielam syna alkoholika z biednej rodziny-i co?najlepszy czlowiek, jakiego znam.
A ja powiem tak - "Kto nie słucha ojca,matki niech słucha psiej skóry"
Jeśli rodzice widzą w nim i jego rodzinie coś złego i nie akceptują to mają ku temu powody. Obowiązkiem ciebie Anuśka jest robić tak, by go zaakceptowali.
Jeśli nie idzie a kochasz go - czas odciąć pępowinę i uniezależnić się.
Takimi powodami, by nie akceptować wyborów dzieci jest własna próżność i niespełnienie własnych marzeń.
Nie można dyrygować dorosłą córka, bo to już nie dziecko.
Ma prawo do własnych wyborów i decydowania o sobie.
W rodzinie mojego eksa było identycznie.
Pomijam fakt, że moja teściowa nigdy mnie nie zaakceptowała, bo byłam jej zdaniem za biedna, ale jej rodzona siostra mając czworo dzieci, nie akceptowała ich wyborów i podobnie jak rodzice 'Anuśki' utrudniała im życie, przy pełnym poparciu swojego męża.
Najstarszy syn /rówieśnik mojego eksa/ nawet w USC był uprzedzany, że jeszcze ma czas na rozmyślenie, bo papierów nie podpisał i gonił swoją wybrankę po schodach, bo ta słysząc, to - uciekała z urzędu.
Nigdy nie została synowa /moja do dziś przyjaciółka/ zaakceptowana pomimo, że ich syn był szczęśliwy.
Nie zaakceptowano ich dwojga dzieci.
Przez wszystkie lata okazywano im niechęć i tylko mądrość niechcianej synowej sprawiała, że jakoś to toczyło się.
Starsza córka /rówieśnica moja/ dała się rodzicom zmanipulować i po obrzydzeniu jej kilku kandydatów, starą panną została i do dziś ma do rodziców żal.
Jest samotna, nieszczęśliwa i zazdrosna o to, że jej rodzeństwo nie poddało się i mają rodziny, a także już wnuczki, a ona samotna, a w dodatku z tego powodu na nią przede wszystkim spadła opieka nad starymi schorowanymi rodzicami, aż do śmierci.
Młodsza po przegonieniu jej wielkiej miłości nie umiała się długo pozbierać, a gdy wreszcie znów ktoś trafił się, gdy miała już 28 lat, to mama powiedziała, że po jej trupie wezmą ślub.
Przyszła do mnie zapłakana, więc ustawiłam ją do pionu. Powiedziałam, że przecież jest dużą dziewczynką
i nie musi słuchać matki, a jeśli kocha z wzajemnością, to niech walczy o tę miłość.
Posłuchała, załatwili wszystko sami do ślubu i przyjęcie weselne i oboje zapraszali jej rodziców na ślub
przy czym J. poinformowała rodziców, że bez względu na ich uczucia - ślub odbędzie się.
Na ślubie i przyjęciu byli i wyglądali jakby octu się napili.
Po chyba roku pokochali zięcia i nie było w rodzinie lepszego, ani mądrzejszego.
Pewnie dlatego, że dowiedzieli się, iż zięć to cybernetyk maszyn liczących, a to podnosiło ich rangę społeczną, bo sami nie grzeszyli inteligencją, mądrością i wykształceniem.
Umilili życie także najmłodszemu i gdy przyszedł do domu przedstawić swoją dziewczynę, to mamie przypomniało się, że właśnie w domu brakuje pieczywa.
To E. zaczeka , a ja skoczę do sklepu - zaproponował.
Matka na to: "pójdziecie oboje, ale ty sam wrócisz".
Dziewczyna zerwała.
Długo włóczył się sam. Nie mógł znaleźć swojego miejsca na ziemi.
Po kilku latach poznał wspaniałą dziewczynę, ale już był mądry, bo tak jak w przypadku swojej siostry
poinformował mamę, że omdlenia nic nie dadzą, bo data ślubu już została ustalona.
Druga synowa także nie została zaakceptowana.
Ot, rozpisałam się, ale to dlatego, żeby 'Anuśka' zrozumiała, że miłość rodziców nie zawsze idzie w parze z rozsądkiem, a zaborczość, zazdrość i na siłę urządzanie lub przeszkadzanie w urządzaniu życia córce -
to po prostu chore.
Kieruj się 'Anuśka' własnym sercem.
Dawno minęły czasy, że rodzice wybierali swoim dzieciom drugie połówki, a powiedzenie "kto nie słucha ojca, matki....." jest mądre, ale przestaje działać, gdy dzieci, dziećmi już nie są.
21 2012-09-27 11:22:40 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-09-27 12:25:19)
Jeśli jednak chcesz tupać nogą, upewnij sobie, że sobie poradzisz.
Bardzo łatwo radzić: nie pozwól im, ty decydujesz. Ale moment... Co TY, skarbie, umiesz? Jak sobie sama poradzisz? Nie poradzisz sobie? To może rodzice nie są jednak takimi kretynami, skoro oni sobie w tej rzeczywistości poukładali życie? Może rodzina Twojego lubego nie widzi jakie decyzje prowadzą do kłopotów, a jakie do normalnego życia? Może rodzice boją się, że pójdziesz do niego, przejmiesz ich sposób myślenia i spaprzesz sobie życie? I może mają podstawy do takich obaw. Nie pomyślałaś o tym? Chyba nie. Obawiam się, że wyłączyłaś racjonalne myślenie i fruwasz razem z motylkami, które masz w brzuchu.
Jest takie powiedzenie: kiedy bieda wchodzi drzwiami, miłość ucieka oknem.
I jest zasada. Jeśli kogoś się radzisz, radź się osoby KOMPETENTNEJ I ŻYCZLIWEJ. Rodzice są Ci życzliwi, przyznajesz sama. A czy są kompetentni? Ile lat żyjesz? Ile lat zbierałaś doświadczenia? Oni mają w sumie (w przybliżeniu) 4x więcej tych lat. I skoro nie są idiotami (a z tego co pisałaś nie są, myślą do przodu), to może byś posłuchała jakie mają argumenty?
Poczytaj na Forum. Cała masa kobiet, które się zadały z niewłaściwymi mężczyznami. Po paru latach płacz, rozpacz i pytanie co robić. Tylko wtedy są już dzieci, których szkoda, tak strasznie szkoda. Ręce związane.
Nirvanka, obudź się. Można wybrać miłego chłopaka, który okaże się kompletnie nieskuteczny, a gdy będzie sfrustrowany już nie będzie miły, wpakować się w związek i urodzić mu dzieci, a potem żalić się na forum. Można też poczekać, aż się niuniuś usamodzielni i pokaże co potrafi.
Anuśka, nie mówię, że masz zerwać z chłopakiem. Mówię, że jeśli z nim sypiasz, powinnaś przestać. Mówię, że powinnaś porozmawiać z rodzicami. Przede wszystkim posłuchać jakie są ICH argumenty. Nie kłócić się. Poprosić żeby Ci wyjaśnili czego się obawiają, dlaczego sobie chłopaka nie życzą. Spisać to przy nich. Spisać ich argumenty. A potem się głęboko zastanowić nad wszystkim co powiedzieli.
Bo oni dają Ci nie tylko słowa, nieprawdaż?
Anuśko, gość ma 30 lat i musi zasilać swoich rodziców, bo oni nie radzą sobie z finansami. Dobry z niego syn. A czy będzie dobrym mężem? Ex zawsze więcej czasu, cierpliwości, uwagi, miał dla swoich rodziców, rodzeństwa, kuzynów, ich dzieci niż dla mnie i dzieci.
Moja siostra rozwiodła się. Jej narzeczony nie podobał się nikomu z naszej rodziny ale ona wiedziała lepiej. Moi rodzice utrzymywali szwagra gdy studiował, odszedł gdy zmarł mój ojciec i okazało się, że nie ma spodziewanego spadku. Córka mojej przyjaciółki rozwiodła się, nie wiem czy odzyska dom, w który zainwestowali jej rodzice; wcześniej wszyscy jej mówili, że ślub z tym gościem to zły pomysł. Przyjaciel mojego Kochanego stracił dom; rodzice ostrzegali go wcześniej przed dziewczyną. Mój Kochany ożenił się z miłości, jego ex była DDA i wszyscy widzieli, że to nie wyjdzie dobrze.
Nie bój się. Nie chodzi mi o to, żebyś podejrzewała chłopaka o chęć wżenienia się w Twoją rodzinę ze względu na pieniądze, nie na Ciebie. Chodzi mi o to, żebyś nie przypisywała swoim rodzicom złej woli. Wierzę, że dobrze Ci życzą i liczą na Twój rozsądek. Przyznaj, że wychodząc z domu zachowali się ok. Mogli wejść i powiedzieć, żeby Twój chłopak sobie poszedł. Byli u siebie, nieprawdaż?
Bardzo łatwo radzić: nie pozwól im, ty decydujesz. Ale moment... Co TY, skarbie, umiesz? Jak sobie sama poradzisz? Nie poradzisz sobie? To może rodzice nie są jednak takimi kretynami, skoro oni sobie w tej rzeczywistości poukładali życie? Może rodzina Twojego lubego nie widzi jakie decyzje prowadzą do kłopotów, a jakie do normalnego życia? Może rodzice boją się, że pójdziesz do niego, przejmiesz ich sposób myślenia i spaprzesz sobie życie? I może mają podstawy do takich obaw. Nie pomyślałaś o tym? Chyba nie. Obawiam się, że wyłączyłaś racjonalne myślenie i fruwasz razem z motylkami, które masz w brzuchu.
Anuśko, gość ma 30 lat i musi zasilać swoich rodziców, bo oni nie radzą sobie z finansami. Dobry z niego syn. A czy będzie dobrym mężem? Ex zawsze więcej czasu, cierpliwości, uwagi, miał dla swoich rodziców, rodzeństwa, kuzynów, ich dzieci niż dla mnie i dzieci.
Nie bój się. Nie chodzi mi o to, żebyś podejrzewała chłopaka o chęć wżenienia się w Twoją rodzinę ze względu na pieniądze, nie na Ciebie. Chodzi mi o to, żebyś nie przypisywała swoim rodzicom złej woli. Wierzę, że dobrze Ci życzą i liczą na Twój rozsądek. Przyznaj, że wychodząc z domu zachowali się ok. Mogli wejść i powiedzieć, żeby Twój chłopak sobie poszedł. Byli u siebie, nieprawdaż?
Masz racje... Tylko widzisz.. usiadłam i wysłuchałam ich argumentu - jest jeden - nie chcą mieć nic do czynienia z tymi ludźmi. Koniec! Więcej nie usłyszałam od nich nic. Moje argumenty -> nie dopuścili mnie do słowa, od razu krzyk, że nie i koniec. Chce spokojnie racjonalnie z nimi porozmawiać, jak widać nie da się.
Jego ojczym nie jest alkoholikiem. Pracuje jako kierowca.
On nie musi pomagać rodzicom. To nie jest tak że im nie starcza na jedzenie. Oni po prostu żyją jak przeciętny Polak, robi to z dobrej woli, dlatego że mieszka jeszcze razem z nimi i chce dokładać się do wydatków. Zanim zdecydowałam się z nim być, spotykaliśmy prawie rok!!! Chciałam go poznać jaki jest naprawdę, zachowałam swój zdrowy rozsądek żeby się przekonać czy w "coś" się nie wpakuję wchodząc w ten związek. Przekonałam się wiele razy przez ten czas, że jest to wartościowy człowiek.
Mój ex... niby chłopak z dobrej rodziny! Rodzice go uwielbiali, bo rodzina dobra, on sam się do nich przymilał - po 1,5 roku zaczął coraz częściej wspominać o firmie mojego taty, ziemi która dostał w spadku, podpytywał kiedy będzie to wszystko na mnie przepisane. Sam przestał pracować - musiał kontrolować sprawy materialne w moim domu!
Już raz się zraziłam! I jestem bardzo wyczulona na takie rzeczy. A teraz - oboje z chłopakiem chcemy się stąd wyprowadzić - za jakiś czas, kiedy będziemy gotowi razem zamieszkać. oboje jesteśmy any-rodzinni. On chce sobie ułożyć życie po swojemu - jego rodzina absolutnie nie miesza się w jego sprawy. Naprawdę zanim zdecydowałam się z nim być, dużo rzeczy obserwowałam, żeby go poznać.
Zakładając ten wątek na forum, nie myslałam, że jest tyle osób które mają podobne problemy. Oczywiście czytałam o 16-latkach których rodzice nie akceptują drugiej połówki, bo przestali się uczyć itp. <- sprawa oczywista dla mnie. Jednak będąc przez ten cały czas sama z moją sytuacją nie myślałam, że jest tyle osób w podobnej sytuacji. Wiem, że powinnam się wstydzić za swoje czyny, a nie za kogoś. Ale wciąż, mimo tak długiego czasu, nie mogę pojąć że moi rodzice tak się zachowują. Napisaliście - niespełnione marzenia! Idealnie trafione!! Ojciec mój chciał zawsze wyjechać stąd, żeby życie inaczej mu się potoczyło. I całe życie mówił przy różnych okazjach co powinnam, powinnam studiować medycyne, być dentystką. A nie filologię angielską, czy logistykę. Zawsze byłam więcej krytykowana, niż doceniana. Dlatego brak wiary we mnie, w moje możliwości, dlatego boję się powiedzieć o tym chłopakowi... Bo zawsze jakąkolwiek rozmowe podejmowałam z rodziną to było wszystko na NIE!
Szkoda, że nie trafią do nich moje argumenty.. nie chcą ich wysłuchać. To przykre, że będę musiała "tupnąć nogą" i postawić na swoje... że oni nie chcą dać szansy...
Zdaję sobie sprawę, że w życiu może się różnie ułożyć, możemy nie być razem... Ale wydaje mi się, że to nie powód do tego żeby poddać się i poraz kolejny podporządkować się rodzinie...
24 2012-09-27 16:46:18 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-09-27 16:48:54)
Jeśli jednak chcesz tupać nogą, upewnij sobie, że sobie poradzisz.
Bardzo łatwo radzić: nie pozwól im, ty decydujesz. Ale moment... Co TY, skarbie, umiesz? Jak sobie sama poradzisz? Nie poradzisz sobie? To może rodzice nie są jednak takimi kretynami, skoro oni sobie w tej rzeczywistości poukładali życie? Może rodzina Twojego lubego nie widzi jakie decyzje prowadzą do kłopotów, a jakie do normalnego życia? Może rodzice boją się, że pójdziesz do niego, przejmiesz ich sposób myślenia i spaprzesz sobie życie? I może mają podstawy do takich obaw. Nie pomyślałaś o tym? Chyba nie. Obawiam się, że wyłączyłaś racjonalne myślenie i fruwasz razem z motylkami, które masz w brzuchu.
Jest takie powiedzenie: kiedy bieda wchodzi drzwiami, miłość ucieka oknem.
I jest zasada. Jeśli kogoś się radzisz, radź się osoby KOMPETENTNEJ I ŻYCZLIWEJ. Rodzice są Ci życzliwi, przyznajesz sama. A czy są kompetentni? Ile lat żyjesz? Ile lat zbierałaś doświadczenia? Oni mają w sumie (w przybliżeniu) 4x więcej tych lat. I skoro nie są idiotami (a z tego co pisałaś nie są, myślą do przodu), to może byś posłuchała jakie mają argumenty?
Poczytaj na Forum. Cała masa kobiet, które się zadały z niewłaściwymi mężczyznami. Po paru latach płacz, rozpacz i pytanie co robić. Tylko wtedy są już dzieci, których szkoda, tak strasznie szkoda. Ręce związane.
Nirvanka, obudź się. Można wybrać miłego chłopaka, który okaże się kompletnie nieskuteczny, a gdy będzie sfrustrowany już nie będzie miły, wpakować się w związek i urodzić mu dzieci, a potem żalić się na forum. Można też poczekać, aż się niuniuś usamodzielni i pokaże co potrafi.
Anuśka, nie mówię, że masz zerwać z chłopakiem. Mówię, że jeśli z nim sypiasz, powinnaś przestać. Mówię, że powinnaś porozmawiać z rodzicami. Przede wszystkim posłuchać jakie są ICH argumenty. Nie kłócić się. Poprosić żeby Ci wyjaśnili czego się obawiają, dlaczego sobie chłopaka nie życzą. Spisać to przy nich. Spisać ich argumenty. A potem się głęboko zastanowić nad wszystkim co powiedzieli.
Bo oni dają Ci nie tylko słowa, nieprawdaż?
Anuśko, gość ma 30 lat i musi zasilać swoich rodziców, bo oni nie radzą sobie z finansami. Dobry z niego syn. A czy będzie dobrym mężem? Ex zawsze więcej czasu, cierpliwości, uwagi, miał dla swoich rodziców, rodzeństwa, kuzynów, ich dzieci niż dla mnie i dzieci.
Moja siostra rozwiodła się. Jej narzeczony nie podobał się nikomu z naszej rodziny ale ona wiedziała lepiej. Moi rodzice utrzymywali szwagra gdy studiował, odszedł gdy zmarł mój ojciec i okazało się, że nie ma spodziewanego spadku. Córka mojej przyjaciółki rozwiodła się, nie wiem czy odzyska dom, w który zainwestowali jej rodzice; wcześniej wszyscy jej mówili, że ślub z tym gościem to zły pomysł. Przyjaciel mojego Kochanego stracił dom; rodzice ostrzegali go wcześniej przed dziewczyną. Mój Kochany ożenił się z miłości, jego ex była DDA i wszyscy widzieli, że to nie wyjdzie dobrze.
Nie bój się. Nie chodzi mi o to, żebyś podejrzewała chłopaka o chęć wżenienia się w Twoją rodzinę ze względu na pieniądze, nie na Ciebie. Chodzi mi o to, żebyś nie przypisywała swoim rodzicom złej woli. Wierzę, że dobrze Ci życzą i liczą na Twój rozsądek. Przyznaj, że wychodząc z domu zachowali się ok. Mogli wejść i powiedzieć, żeby Twój chłopak sobie poszedł. Byli u siebie, nieprawdaż?
artemida słuszna uwaga!czemu sie nikomu nie podoba, uwaga ode mnie- czy syn przypadkiem całej wypłaty nie odda zadłużonym rodzicom a tobie pustą sakiewkę?
nic gorszego niż dziura budżetową i wieczne rzepy-nieudolni teściowie.
ja na kilometr się trzymam od nich, nawet ślubu nie wziełam-bo to nazwisko to także odpowiedzialnosc za nich, jestem z ich synem ale z nimi nie bede nigdy...
czy twoi znajomi rodzenstwo ciocie babcia tez odradzaja ci go? popytaj sąsiadów
W mojej rodzinie było podobnie - moja babcia od strony ojca nie zaakceptowała w pełni mojej mamy, która pochodzi z biednej rodziny ( mimo 25 letniego stażu małżeńskiego moich rodziców nadal potrafi coś powiedzieć na ten temat ). Podobnie było z mamą mojej przyjaciółki - teściowa nawet na łożu śmierci przeklinała swoją synową i matkę wnuków...
do meritum ![]()
Ty nie masz wyboru między rodzicami a chłopakiem. To coś więcej - ty wybierasz pomiędzy samodzielnością a podporządkowaniem. Możesz posłuchać rodziców i pozwolić im aby tobą manipulowali albo być z facetem i ograniczyć kontakty twoich rodziców z facetem. Oni mają głęboko zakodowaną niechęć, nie chcę straszyć ale oni go nie polubią ( nigdy?)... znają jego rodzinę od lat, niechęć twoich rodziców do niego i jego rodziny jest tak głęboka, że nic jej nie zmieni.
Gdyby twój partner był z patologicznej rodziny i ciągnął Cię na dno to każdy poparłby twoich rodziców ale twoja sytuacja jest całkowicie odwrotna... on Cię zmobilizował do nauki, wierzy w Ciebie...
Może warto spotykać się w neutralnych miejscach i u faceta ( nie ma sensu sprowadzać go do twojego domu ) i jak wyjdzie z tego coś fajnego to razem zamieszkać? Osobno i z dala od twoich rodziców.
I bezwzględnie musisz z nim poruszyć temat twoich rodziców - gwarantuję Ci, że każdy by zauważył niechęć. Na pewno domyśla się, że jego obecność w twoim domu rodzinnym jest niepożądana.
27 2012-09-27 17:55:01 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2012-09-27 18:39:33)
Artemida napisała:
Mówię, że jeśli z nim sypiasz, powinnaś przestać.
A niby dlaczego powinna?
Skoro jest uczucie i plany na przyszłość, bez względu na postawę Jej rodziców, to nie dajmy się zwariować.
Anuśka to już dużutka panienka, a jej partner duży chłopczyk.
A seks jest zdrowy i potrzebny. ![]()
Artemida to Ty zejdź na ziemię, czytałaś w ogóle co Autorka napisała? Ona rozmawiała z rodzicami, właśnie tylko, ze oni jej nawet nie wysłuchali, a sami nie maja, żadnych racjonalnych argumentów. Ja nie bronię tego chłopaka, tego związku. Masz rację na początku zazwyczaj jest cudnie ,a potem mniej:P Tutaj chodzi o zupełnie coś innego. Rodzice ja ograniczają, narzucają jej swoją wolę, poglądy, wszystko. Napisałam przecież, że nie ważne czy będzie z tym chłopakiem, ważne, żeby pokazała rodzicom, że ona jest wartościową osobą, że ma pomysł na siebie i na swoje życie. nie może całe życie wegetować (bo to jest wegetacja) tak jak rodzice jej to zaplanują.
(...)wieczne rzepy-nieudolni teściowie.
ja na kilometr się trzymam od nich, nawet ślubu nie wziełam-bo to nazwisko to także odpowiedzialnosc za nich, jestem z ich synem ale z nimi nie bede nigdy...
Czy to znaczy, że odrzuciłaś oświadczyny?...możesz przecież zachować nazwisko panieńskie.
Masz również syna z ich synem, to czyje nazwisko nosi ich wnuk?
Czy twoi znajomi rodzenstwo ciocie babcia tez odradzaja ci go? popytaj sąsiadów
Jeszcze niech da anons do gazety... ![]()
Przede wszystkim powiedz mu jakie jest nastawienie Twojej rodziny do niego, to bardzo ważne żeby wiedział co się dzieje. Nie jestem pewna co do tego szantażu emocjonalnego, który proponuje yoghurt ... ale pora jest najwyższa żebyś jakąś decyzję podjęła. Może też pora żebyś pomyślała o wyprowadzeniu się z domu i rozpoczęciu życia "na swoim"?
Myśle, że skoro rodzice i babcia faceta nie akceptują (i to z powodów, które jeżą mi włos na głowie), to rzecz jasna musisz się liczyć z tym, że decydując się na życie z nim zostaniesz z domu "wyklęta". Może nawet spluną za Tobą, a później zrobią znak krzyża ;-)
Jeśli nie zrobisz nic i pozwolisz im zniszczyć Wasz związek to będziesz tego żalować do końca życia. A to pewnie dopiero początek tego jak rodzice i babcia będą układać Ci życie.Dorosła kobieta jesteś, czas na samodzielność myśli i działań :-))
Ja mysle sierpniowa ze taki szantaz moze zadzialac, a przynajmniej zasygnalizowac rodzinie ze dziewczyna ma swoje zdanie, ze nie chce przyzyc swoje zycie po swojemu.
Argumenty rodzicow przeciwko temu chlopakowi sa dla mnie nie do przyjecia. Nawet nie chce sie na ten temat wypowiadac.
W kazdym razie powinnas byc szczera i powiedziec facetowi jak sie sprawy maja. I nie daj sobie zycia ukladac i na glowe wchodzic!!!
Powodzenia.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że rodzice autorki nie lubią jedynie chłopaka a całą jego rodzinę.
Trudny wybór przed nią stoi, bo chcąc nie chcąc, jeśli będzie chciała założyć z nim rodzinę to rodzice chłopaka jak i rodzice autorki będą się spotykać, chyba że będą tak obrażeni, że autorka niestety nie zobaczy ich ani na swoim ślubie, ani na chrzcie dziecka itp.
Do tego już widzę jak tatuś "wydziedzicza" córkę ze swojego majątku.
Ehh..życie.
Zawsze się zastanawiam, czemu wiele osób uznaje, że "jajko jest mądrzejsze od kury" ![]()
Dziewczyna mieszka u rodziców, to ich dom, to oni łożyli na nią niemałe pieniądze, z ich perspektywy wygląda to tak - gość ma 30 lat( autorka pisze, że uczy się, tak późno dopiero, to co robił wcześniej?), dofinansowuje rodziców(ojciec jest kierowcą i o ile wiem, kierowcy grosze nie zarabiają), pochodzi z niepewnej rodziny, że tak powiem, młoda się zakochała, świata poza nim nie widzi, seksuje sobie w najlepsze, za chwilkę z brzuchem będzie chodzić( kto wie, czy jej facet czasami dla pewności tego nie zrobi?) i połączą się rodziny zupełnie odmienne przez fanaberie młodej, na którą rodzice będą musieli płacić i kto wie, czy nie na rodzinę jej wybranka jeszcze....
Autorka widzi - fajny chłopak, pracowity, pełen zalet, tylko biedny i z kiepskiej rodziny.
Tylko - życie jest brutalne, to nie żadna bajka. Jeśli odejdzie od rodziców, nie będzie ich wsparcia i kasiorki, to jak się mawia - jak zejdzie bida z nędzą, to koszmar. Poza tym, to, że teraz jest miło i fajnie, nie znaczy, że zawsze tak będzie. Co jeśli za rok, czy 2 gość okaże się zupełnie inny, niż się wydaje?
Poza tym - gość nawet babci nie podoba się... Coś w tym musi być. Może iść jej się zapytać?
Nie spotkałem rodzica, który by swemu dziecku rodzonemu źle życzył...
Zawsze się zastanawiam, czemu wiele osób uznaje, że "jajko jest mądrzejsze od kury"
Dziewczyna mieszka u rodziców, to ich dom, to oni łożyli na nią niemałe pieniądze, z ich perspektywy wygląda to tak - gość ma 30 lat( autorka pisze, że uczy się, tak późno dopiero, to co robił wcześniej?), dofinansowuje rodziców(ojciec jest kierowcą i o ile wiem, kierowcy grosze nie zarabiają), pochodzi z niepewnej rodziny, że tak powiem, młoda się zakochała, świata poza nim nie widzi, seksuje sobie w najlepsze, za chwilkę z brzuchem będzie chodzić( kto wie, czy jej facet czasami dla pewności tego nie zrobi?) i połączą się rodziny zupełnie odmienne przez fanaberie młodej, na którą rodzice będą musieli płacić i kto wie, czy nie na rodzinę jej wybranka jeszcze....Autorka widzi - fajny chłopak, pracowity, pełen zalet, tylko biedny i z kiepskiej rodziny.
Tylko - życie jest brutalne, to nie żadna bajka. Jeśli odejdzie od rodziców, nie będzie ich wsparcia i kasiorki, to jak się mawia - jak zejdzie bida z nędzą, to koszmar. Poza tym, to, że teraz jest miło i fajnie, nie znaczy, że zawsze tak będzie. Co jeśli za rok, czy 2 gość okaże się zupełnie inny, niż się wydaje?
Poza tym - gość nawet babci nie podoba się... Coś w tym musi być. Może iść jej się zapytać?
Nie spotkałem rodzica, który by swemu dziecku rodzonemu źle życzył...
Przerażają mnie Twoje poglądy w tym temacie ...
Gdyby dziewczyna miała z 16 lat to może bym się powstrzymała przed komentarzem, ale to dorosła kobieta. Uważasz, że taki szantaż - my ci dajemy, łożymy na ciebie, a ty co, życie sobie chcesz własne układać? - jest zdrowym podejściem rodziców do dorosłego dziecka?
I co to do licha znaczy, że facet się nawet babci nie podoba? A wiesz jakie babcie polskie są?
I nie spotkałeś rodzica, który by swemu dziecku rodzonemu źle życzył? To poczytaj dokładnie forum.
Remi, mieszkasz z rodzicami jeszcze? ![]()
Sierpniowa - To, że ją wychowali, a to wiąże z finansami zawsze - to jest fakt, nic nie mówiłem o układaniu komuś życia. Wcześniej napisałem - jak nie akceptuje zdania rodziców - odciąć pępowinę. Jak się jest mądrzejszym, to trzeba mądrze sobie radzić samemu.
Babcie są bardzo dobre dla wnuków i wnuczek, często pomagają. Są kochane.
To, czy mieszkam, czy nie mieszkam nie ma znaczenia i jest moją prywatną sprawą. Zawsze korzystam z mądrości starszych, gdyż jest nie do przecenienia.
Zawsze się zastanawiam, czemu wiele osób uznaje, że "jajko jest mądrzejsze od kury"
Dziewczyna mieszka u rodziców, to ich dom, to oni łożyli na nią niemałe pieniądze, z ich perspektywy wygląda to tak - gość ma 30 lat( autorka pisze, że uczy się, tak późno dopiero, to co robił wcześniej?), dofinansowuje rodziców(ojciec jest kierowcą i o ile wiem, kierowcy grosze nie zarabiają), pochodzi z niepewnej rodziny, że tak powiem, młoda się zakochała, świata poza nim nie widzi, seksuje sobie w najlepsze, za chwilkę z brzuchem będzie chodzić( kto wie, czy jej facet czasami dla pewności tego nie zrobi?) i połączą się rodziny zupełnie odmienne przez fanaberie młodej, na którą rodzice będą musieli płacić i kto wie, czy nie na rodzinę jej wybranka jeszcze....Autorka widzi - fajny chłopak, pracowity, pełen zalet, tylko biedny i z kiepskiej rodziny.
Tylko - życie jest brutalne, to nie żadna bajka. Jeśli odejdzie od rodziców, nie będzie ich wsparcia i kasiorki, to jak się mawia - jak zejdzie bida z nędzą, to koszmar. Poza tym, to, że teraz jest miło i fajnie, nie znaczy, że zawsze tak będzie. Co jeśli za rok, czy 2 gość okaże się zupełnie inny, niż się wydaje?
Poza tym - gość nawet babci nie podoba się... Coś w tym musi być. Może iść jej się zapytać?
Nie spotkałem rodzica, który by swemu dziecku rodzonemu źle życzył...
Nie? To chyba mało widziałeś
Chłopak pomaga rodzicom, jest pracowity. Autorka napisała, zdaje się, że nie musi, ale chce. Mieszka z nimi, więc ma wręcz obowiązek dokładac się do utrzymania. Moim zdaniem rodzice autorki to klasyczny przykład ludzi, którzy nie chcą w swojej rodzinie kogoś, kto nie pomnoży ich majątku.
36 2012-09-27 21:52:34 Ostatnio edytowany przez simpleKarolina (2012-09-27 22:42:11)
Babcie są bardzo dobre dla wnuków i wnuczek, często pomagają. Są kochane.(Napisal Remi)
Gdyby faktycznie tak bylo, autorka posta nie mialaby problemu nie tylko z rodzicami.
Nie generalizuj. Moja np "szanowna babunia" potrafila kupic na odpuscie zegarek za 5zl a przez kolejne lata, delikatnie rzecz ujmujac, wyrzygiwac ten fakt. Takich przykladow moglabym podac mnostwo, ale nie o tym mowa.
Nie mozna wkladac wszystkich babc do jednego wora.
37 2012-09-27 22:40:31 Ostatnio edytowany przez Remi (2012-09-27 22:42:12)
Remi napisał/a:Zawsze się zastanawiam, czemu wiele osób uznaje, że "jajko jest mądrzejsze od kury"
Dziewczyna mieszka u rodziców, to ich dom, to oni łożyli na nią niemałe pieniądze, z ich perspektywy wygląda to tak - gość ma 30 lat( autorka pisze, że uczy się, tak późno dopiero, to co robił wcześniej?), dofinansowuje rodziców(ojciec jest kierowcą i o ile wiem, kierowcy grosze nie zarabiają), pochodzi z niepewnej rodziny, że tak powiem, młoda się zakochała, świata poza nim nie widzi, seksuje sobie w najlepsze, za chwilkę z brzuchem będzie chodzić( kto wie, czy jej facet czasami dla pewności tego nie zrobi?) i połączą się rodziny zupełnie odmienne przez fanaberie młodej, na którą rodzice będą musieli płacić i kto wie, czy nie na rodzinę jej wybranka jeszcze....Autorka widzi - fajny chłopak, pracowity, pełen zalet, tylko biedny i z kiepskiej rodziny.
Tylko - życie jest brutalne, to nie żadna bajka. Jeśli odejdzie od rodziców, nie będzie ich wsparcia i kasiorki, to jak się mawia - jak zejdzie bida z nędzą, to koszmar. Poza tym, to, że teraz jest miło i fajnie, nie znaczy, że zawsze tak będzie. Co jeśli za rok, czy 2 gość okaże się zupełnie inny, niż się wydaje?
Poza tym - gość nawet babci nie podoba się... Coś w tym musi być. Może iść jej się zapytać?
Nie spotkałem rodzica, który by swemu dziecku rodzonemu źle życzył...Nie? To chyba mało widziałeś
Chłopak pomaga rodzicom, jest pracowity. Autorka napisała, zdaje się, że nie musi, ale chce. Mieszka z nimi, więc ma wręcz obowiązek dokładac się do utrzymania. Moim zdaniem rodzice autorki to klasyczny przykład ludzi, którzy nie chcą w swojej rodzinie kogoś, kto nie pomnoży ich majątku.
Podejrzewam, że ów chłopak wie o tym, że z tym majątkiem ich w trumnie nie zamkną, co oznacza ni mniej ni więcej, że córka odziedziczy prędzej czy później. Czasem nie ma to jak się dobrze ustawić
Ale to nic złego w sumie, kwestia priorytetów. Skoro czyimś obowiązkiem jest dokładać się, to nie można podpinać tego pod zasługę pracowitości i chęci pomocy...
SimpleKarolina - jak Ci babcia kupi taki zegarek - kup jej dużo lepszy, wtedy nie będzie Ci wypominać, a Ty pokażesz, że potrafisz nie tylko brać, lecz i dawać ![]()
Artemida napisała:
Mówię, że jeśli z nim sypiasz, powinnaś przestać.A niby dlaczego powinna?
Skoro jest uczucie i plany na przyszłość, bez względu na postawę Jej rodziców, to nie dajmy się zwariować.
Anuśka to już dużutka panienka, a jej partner duży chłopczyk.
A seks jest zdrowy i potrzebny.
Dlatego, że jak zaliczy wpadkę, to niekoniecznie rodzice pomogą, chłopak nie da rady a jego rodzice nie będą mogli pomóc. A nie istnieją środki antykoncepcyjne stuprocentowo skuteczne.
elodia napisał/a:Remi napisał/a:Zawsze się zastanawiam, czemu wiele osób uznaje, że "jajko jest mądrzejsze od kury"
Dziewczyna mieszka u rodziców, to ich dom, to oni łożyli na nią niemałe pieniądze, z ich perspektywy wygląda to tak - gość ma 30 lat( autorka pisze, że uczy się, tak późno dopiero, to co robił wcześniej?), dofinansowuje rodziców(ojciec jest kierowcą i o ile wiem, kierowcy grosze nie zarabiają), pochodzi z niepewnej rodziny, że tak powiem, młoda się zakochała, świata poza nim nie widzi, seksuje sobie w najlepsze, za chwilkę z brzuchem będzie chodzić( kto wie, czy jej facet czasami dla pewności tego nie zrobi?) i połączą się rodziny zupełnie odmienne przez fanaberie młodej, na którą rodzice będą musieli płacić i kto wie, czy nie na rodzinę jej wybranka jeszcze....Autorka widzi - fajny chłopak, pracowity, pełen zalet, tylko biedny i z kiepskiej rodziny.
Tylko - życie jest brutalne, to nie żadna bajka. Jeśli odejdzie od rodziców, nie będzie ich wsparcia i kasiorki, to jak się mawia - jak zejdzie bida z nędzą, to koszmar. Poza tym, to, że teraz jest miło i fajnie, nie znaczy, że zawsze tak będzie. Co jeśli za rok, czy 2 gość okaże się zupełnie inny, niż się wydaje?
Poza tym - gość nawet babci nie podoba się... Coś w tym musi być. Może iść jej się zapytać?
Nie spotkałem rodzica, który by swemu dziecku rodzonemu źle życzył...Nie? To chyba mało widziałeś
Chłopak pomaga rodzicom, jest pracowity. Autorka napisała, zdaje się, że nie musi, ale chce. Mieszka z nimi, więc ma wręcz obowiązek dokładac się do utrzymania. Moim zdaniem rodzice autorki to klasyczny przykład ludzi, którzy nie chcą w swojej rodzinie kogoś, kto nie pomnoży ich majątku.
Podejrzewam, że ów chłopak wie o tym, że z tym majątkiem ich w trumnie nie zamkną, co oznacza ni mniej ni więcej, że córka odziedziczy prędzej czy później. Czasem nie ma to jak się dobrze ustawić
Ale to nic złego w sumie, kwestia priorytetów. Skoro czyimś obowiązkiem jest dokładać się, to nie można podpinać tego pod zasługę pracowitości i chęci pomocy...
SimpleKarolina - jak Ci babcia kupi taki zegarek - kup jej dużo lepszy, wtedy nie będzie Ci wypominać, a Ty pokażesz, że potrafisz nie tylko brać, lecz i dawać
Za tę i nie tylko zreszta tę "milosc" babcina juz dawno jej podziekowalam. Zreszta, jakbym jej kupila duzo drozszy zegarek, owiescilaby wszem i wobec, ze to zapewne dla posyskania jej przychylnosci podczas spisywania testamentu. Jeszcze raz mowie: " Nie, dziekuje"
SimpleKArolina, podchodź do innych jakbyś chciała by do ciebie podchodzono. Twoje negatywne podejście do babci, odbije się w tym, że ty sama będziesz traktowana, jak ty kogoś traktujesz. Rodziny się nie wybiera, szacunek jednak mieć należy.
41 2012-09-27 23:18:20 Ostatnio edytowany przez simpleKarolina (2012-09-27 23:19:53)
Remi, szanuje Twoje zdanie nie tylko w tej kwestii, ale nie znajac sytuacji, nie wpieraj mi szacunku do osoby ktora na niego zwyczajnie nie zasługuje. Moje negatywne nastawienie do niej jest tylko odwzajemnieniem jej stosunku, zarowno do mojej osoby jak i innych. Proste.
"Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie" ulubiony cytat babuni.
Remi, szanuje Twoje zdanie nie tylko w tej kwestii, ale nie znajac sytuacji, nie wpieraj mi szacunku do osoby ktora na niego zwyczajnie nie zasługuje. Moje negatywne nastawienie do niej jest tylko odwzajemnieniem jej stosunku, zarowno do mojej osoby jak i innych. Proste.
"Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie" ulubiony cytat babuni.
Hmm, był temat na forum w roku 2011 - czy na szacunek trzeba sobie zasłużyć? Większość kobiet odpowiedziała - nie. Jedna z nich stwierdziła, że na szacunek nie, ale by być autorytetem to tak.
Nie chcę uogólniać, gdyż w każdym stadzie zdarzają czarne owieczki, zdanie twojej babci - jak Kuba Bogu... jest dobre, ale w odniesieniu do życia poza rodziną, rodzina to jednak zrozumienie.
Hmm i tak zastanowiłem nad kwestią zrozumienia i akceptacji - Zrozumieć kogoś, to zaakceptować czyjeś decyzje, czy będą dobre, czy złe.
Dzięki za twoje posty w tym temacie, zwróciłaś uwagę na rzeczy, o których nie zawsze się pamięta lub wie.
SimpleKArolina, podchodź do innych jakbyś chciała by do ciebie podchodzono. Twoje negatywne podejście do babci, odbije się w tym, że ty sama będziesz traktowana, jak ty kogoś traktujesz. Rodziny się nie wybiera, szacunek jednak mieć należy.
Moja babcia (baba) jest złym człowiekiem. Źle traktuje moją mamę, mojego ojca biła w dzieciństwie itd. Jeśli potrzebuje pomocy to zawsze ją jej dajemy, szanuję ją jako człowieka ale uwierz mi Remi, że rodziny się nie wybiera ale jeśli kogoś się nie toleruje to zrywa się kontakt i tyle. Czasami to nawet zdrowiej dla nas samych. Babcie są różne - są takie co kochają wnuczęta, są i apatyczne i takie którym wszystko jedno, są i takie co miotają przekleństwa na swoje wnuki...
Może ty miałeś więcej szczęścia i miałeś ( masz ) fajną babcię.
A z podejściem, że facet leci na gospodarkę... dziewczyna robi studia. Kto wie czy będzie chciała "siedzieć na gospodarce". Ale w tym aspekcie to już sama autorka musi się wypowiedzieć. A podejście, że osoba zamożna z średnio zamożną nie może się związać to jakiś relikt z czasów feudalnych. To ja proponuję każdego ewentualnego kandydata prosić o wyciąg z konta...nonsens.
Witaj, na wstępie to powiem Ci, że bardzo Ci współczuje, bo bardzo trudno jest dokonać wyboru między rodziną a mężczyzną, którego się kocha.
Rozumiem stanowisko Twojej rodziny, pomimo iż jest strasznie powierzchowne i materialistyczne, po prostu chcą byś w przyszłości nie musiała się martwić o finanse.
Ale, to jest Twój partner, z tego co piszesz, to bardzo dobry chłopak, który Cię kocha i wspiera, przy którym czujesz się swobodnie i wspaniale, który Cię uszczęśliwia. Zastanawiam się, czy rozmawialiście o przyszłości, wspólnej przyszłości? Jeśli tak, to jak ona miała by wyglądać?
Wiesz, jeśli we dwoje będziecie mieli pracę, to dacie sobie radę na pewno i to z palcem w nosie, ale według mnie pojawia się lekki problem, rodzina Twojego partnera. Napisałaś, że on bardzo pomaga im finansowo, to świetnie, uważam że to dobrze o nim świadczy, jednak co to będzie oznaczało dla was? Prędzej czy później będzie Ci to przeszkadzać, choćby ze względu na To że nie będziesz miała pieniędzy na przyjemności typu. Kino, fryzjer.
Powinnaś porozmawiać z nim poważnie i spokojnie o waszym życiu, powiedz mu o nastawieniu swoich rodziców, o tym co i jak czujesz. Szczerość jest zawsze bardzo dobra, nawet jeśli po niej zostaje drobny niesmak, to lepiej być uczciwym.
Nie pozwól rodzicom żyć za siebie, bo to nie oni będą spali z Twoim partnerem, ani żyli, tylko TY. Masz prawo do własnych decyzji i własnego życia.
Pozdrawiam
ja bym posluchala rodzicow co do wyboru kandydata, ale dopiero kilka lat temu zmądrzeli, wczesniej tez chcieli doktora albo biznesmena, a teraz zadowala ich chlopak z zawodem i dobrym charakterem:)
haha, jak to sie zmienia
dla mojej siostry tez wymarzyli ksiecia, ah czemuś ty nie wziela tego Macka-mówią, a jak szwagier wyrzucil ją z domu to wypominali jej, ze spierniczyła dobre małżeństwo...
(...)gość ma 30 lat( autorka pisze, że uczy się, tak późno dopiero, to co robił wcześniej?)
Może pracował, żeby na tą naukę zarobić?
A może to są jego drugie, trzecie studia?
To, że chłopak ma 30 lat i się uczy, to nie jest żaden minus, wręcz przeciwnie.
podejście, że osoba zamożna z średnio zamożną nie może się związać to jakiś relikt z czasów feudalnych. To ja proponuję każdego ewentualnego kandydata prosić o wyciąg z konta...nonsens.
Nie. Nie nonsens. Poczytaj sobie o preferencji czasowej. Jeśli jedno chce gromadzić a drugie trwoni, będą punkty zapalne jak cholera. A to się prawie nie zmienia (zmienia się bardzo pomału).
Znam małżeństwo, w którym chłopak przyszedł z niczym, dziewczyna dostała majątek (wart parę milionów). Majątek jest niewykorzystany, bo niuniuś nie umie. Teściów traktuje źle, każe sobie płacić za to, co normalnie sąsiad dla sąsiada robi za darmo. Ludzie, którzy na nic w życiu nie zapracowali nie szanują tego co dostają.
Ja wzięłam exa bez niczego. Odchodząc wziął sobie posag - to, co miało być dla naszych dzieci - i roztrwonił. Nie umiałam się obronić. Kiepsko wyszło. Zaczynam od nowa; najbardziej mi żal, że dzieciom nie mogłam dać tego co ja dostałam od rodziców.
Artemido, ale ty mówisz o skrajnościach! Ktoś ma miliony a druga osoba nie ma nic, ktoś wnosi od siebie majątek a druga osoba to proszę wybaczyć "gołodupiec"... facet autorki tematu : pracuje ale nie ma majątku, pochodzi z normalnej ale niezamożnej rodziny ( oczywiście wiemy tylko tyle ile autorka napisała i nie znamy sytuacji z drugiej strony ). To trochę głupio zakładać, że facet czeka na to aby przejąć majątek - jeśli doszłoby do zawarcia związku formalnego to można zadbać o rozdzielność majątkową, spisać intercyzę...
Gdybym ja miała szukać faceta odpowiadającego mojemu statusowi materialnemu to szukałabym wśród biednych studentów malarstwa żyjących ze stypendium socjalnego
dziewczyna zna się z tym facetem od dawna - ma rezygnować ze znajomości na której jej zależy bo rodzice mają taki kaprys. Autorka ma 24 lata! powinna porozmawiać poważnie z rodzicami, wysłuchać wzajemnie swoich argumentów ( bo oni mogą mieć częściową rację...) a nie zbywać się " masz z nim zerwać bo tak" - nigdy mnie tak rodzice nie traktowali i zawsze mogłam liczyć na poważną rozmowę.
Uściślając długi wywód - porozmawiać z rodzicami na spokojnie, jeśli mają jakieś "ale" do wybranka to niech powiedzą wprost o co chodzi.
Witaj. ![]()
Jesteśmy razem od 3 miesięcy, zanim zdecydowaliśmy się być razem spotykaliśmy ponad pół roku. Niestety moi rodzice oraz babcia są całkowicie przeciwni temu związkowi. Problem jest w jego rodzinie. Oni nie chcą mieć nic wspólnego z jego rodziną, ponieważ uważają że są to ludzie do których ja nie pasuję, tzw za niskie progi jak dla mnie. Mówią że spotykając się z tym chłopakiem ja się poniżam, wręcz jest to wstyd. Jego mama rozwiodła się dawno temu ze tatą mojego chłopaka i wyszła drugi raz za mąż. Są to ludzie którzy mają swoje problemy jak każda rodzina, żyją skromniej.(...)
(...) nie akceptują mojego chłopaka do tego stopnia że nie ma on wstępu do mnie do domu, nie wymawiają nawet jego imienia. Niestety nigdy nie dali mu szansy na to żeby go poznać, choć raz z nim porozmawiać. Za każdym razem kiedy się z nim spotykam słyszę od nich że w ten sposób zniszczę sobie życie, i stracę rodziców.(...)
(...)Jakiś czas temu zaprosiłam go do domu, jak powiedziałam o tym rodzicom to wstali i wyszli z domu. Niestety jak wrócili on jeszcze był u mnie, więc zamknęli się w pokoju, a mój chłopak wychodząc ode mnie powiedział "dobry wieczór". Nawet mu nie odpowiedzieli, wymyśliłam na szybko że śpią już pewnie, ale nie usłyszeli go. Potem powiedzieli mi, że nie życzą sobie żeby on przychodził do tego domu.
(...)usiadłam i wysłuchałam ich argumentu - jest jeden - nie chcą mieć nic do czynienia z tymi ludźmi. Koniec! Więcej nie usłyszałam od nich nic.(...)
Do myślenia daje fakt, że nie tylko Twoi rodzice, ale i babcia jest przeciwna Waszemu związkowi z uwagi na jego rodzinę.
I to tak radykalnie, że gotowi są, wyrzec się Ciebie. Bo przecież nie poznali go bliżej, a nawet nie chcą, bo już z góry są uprzedzeni.
Może w przeszłości były jakieś zdarzenia, które poróżniły Wasze rodziny, a czego nie chcą rodzice Ci powiedzieć.
Może jest jakaś inna przyczyna, ponad tą, że popełniasz 'mezalians'.
(...)Pomaga swojej rodzinie finansowo.(...)
(...) Mama wyszła za mąż drugi raz. Że ktoś żyje skromnie. Jej mąż miał problemy i popadł w długi które teraz muszą spłacać, i to że jej mąż bardzo źle żyje ze swoim bratem to jest powód aby go nie akceptować?(...)
(...)On nie musi pomagać rodzicom. To nie jest tak że im nie starcza na jedzenie. Oni po prostu żyją jak przeciętny Polak, robi to z dobrej woli, dlatego że mieszka jeszcze razem z nimi i chce dokładać się do wydatków. Zanim zdecydowałam się z nim być, spotykaliśmy prawie rok!!!
Anuśka, jest zasadnicza różnica dokładać swoją część do wydatków, związanych z prowadzeniem wspólnie gospodarstwa domowego z rodzicami, a pomaganie ponad, z uwagi na zadłużenie ojczyma.
Z tego co piszesz, można wywnioskować (ja), że pomaga rodzinie dodatkowo z uwagi na "to" zadłużenie, dobrowolnie, bo nie musi.
Czy wiesz, z jakiego tytułu ojczym Twojego chłopaka się zadłużył? Jaka to kwota i na ile lat spłaty?
Może jednak warto wiedzieć coś w tym temacie.
Ja bym rodzicom zadała jedno pytanie- jaki przykład dają mi, skoro oceniają człowieka po wyglądzie i grubości portfela?
Przecież oni zapewne też nie byli bogaci na początku, do wszystkiego trzeba dojść własną pracą, i też byli tymi gorszymi, bo kasy nie mieli? Tak zachowują się nowobogatcy- za przeproszeniem: "wyżej srają niż dupę mają"
Jeżeli młody by tak oceniał, da się zrozumieć, nie ma unormowanych wartości, nie ma doświadczenia itd, ale dorośli, zdrowo myślący ludzie? Może okazać się, że chłopak przez to, co przeżył w domu, co widział itp będzie unikał takich błędów, żeby nie powielić schematu rodziców.
My w szkole mieliśmy taką naprawdę bardzo bogatą koleżankę, my nie pochodziliśmy z bogatych domów, ale np mi niczego nigdy nie zabrakło. Miałam wszystko, co chciałam i dziękuję rodzicom za to. Ale do czego zmierzam.. Ona przepisała się z innej szkoły do nas, a co najśmieszniejsze nasza szkoła była od niej może 2minuty drogi, ale ojciec (wielki polityk) zapisał ją do szkoły na drugim końcu miasta.. Kiedy zapytaliśmy się jej dlaczego, to powiedziała, że ojciec powiedział, że nie chce mieć nic wspólnego z nami, że my jesteśmy jak Żydzi, bieda i patologia (gdzie wśród moich znajomych była tylko jedna osoba, co naprawdę była bardzo biedna i rodzice byli alkoholikami), że on nie pozwoli, aby ona obracała się w takim towarzystwie. Kiedy nas zauważył jak staliśmy pod szkołą, wyleciał z rękoma do nas, że mamy spie** do naszych slamsów, że mamy się odczepić od niej, bo liczymy tylko na jej pieniądze.. Totalnie mu odwaliło! Niby bogaty i z klasą, a co sobą reprezentuje? Najlepsze jest to, że sam pochodził z ubogiej rodziny.
Anuśka- opowiedz mu wszystko, dlaczego rodzice go nie akceptują, przecież Ty za nich nie odpowiadasz, rodziców się nie wybiera- po prostu się ma.
Może się okazać, że będzie taki sam jak rodzice, długi etc. a może okazać się najwspanialszym człowiekiem pod słońcem. On ma wartości, którymi się kieruje, a Twoi rodzice nie kierują się normalnymi, ludzkimi wartościami, tylko sytuacją materialną! Aż przykro czytać takie rzeczy, a Tobie zapewne jeszcze bardziej przykro z tego powodu. Musisz rodzicom przedstawić swój tok myślenia, że przecież nie zawsze jest tak, że dzieci powielą błędy rodziców, że przecież studiuje, pracuje, pomaga. Przecież to tylko pozytywne cechy. I przede wszystkim to, że bieda nie skreśla człowieka, że stan materialny nie jest wskaźnikiem wartości człowieka.
A z jednej strony musisz też zrozumieć swoich rodziców, oni chcą jak najlepiej dla Ciebie, jak każdy rodzic dla swojego dziecka. Po prostu się boją, widzą to, co chcą widzieć, co się dało zobaczyć. Z tego wywnioskowali opinie o nim. Tylko zapewne to błędna opinia.. Ale cóż
Trzymam kciuki za Ciebie i za dobrze podjęte decyzję
Kochani, bardzo dziękuję Wam za te wpisy i wasze rady. Jednak czytając Wasze komentarze zauważyłam kilka nieścisłości.
-> mój chłopak kończy szkołę teraz: studia już dawno skończył, teraz robi podyplomowe, to nie jest tak że olał ją.
-> pomaga rodzicom finansowo: nie oddaje im całe pensji. Po prostu dokłada się do opłat, rachunków, czy jedzenia. Dla mnie jest to jak najbardziej normalne. Poza tym, kiedyś mi opowiedział dlaczego mają długi, jak tak naprawdę wgląda ich sytuacja materialna itp. Jego ojczym założył firmę transportową. Wziął kilka samochodów w kredycie. Firma dobrze działała, ale ktoś te samochody ukradł. Pozostali z długami - nie małymi. O tym zdarzeniu wiedzą wszyscy u nas... ja tez wiedziałam. ale On chciał mi sam o tym wszystkim opowiedzieć, jak to jest.
-> Nie ma majątku ?? MA! on również dostał od dziadka, przepisał na niego i jego brata ziemie. W każdej chwili mógłby ją sprzedać i pieniądze ma. To nie jest tak że on liczy na to co ja dostane.
-> czy będzie popełniał błędy rodziny ?? Wydaje mi się że nie. Właśnie dlatego zanim się z nim związałam chciałam zobaczyć jak podchodzi do życia... Widzę jaki ma stosunek do pracy, to różnych rzeczy. Często sama zwracam się do niego o poradę bo ufam, że mi dobrze doradzi. I jak do tej pory zawsze na tym dobrze wychodziłam.
-> Co na to moi znajomi ? Mam dużo wspólnych znajomych, i nie usłyszałam od nikogo złego słowa. Moja siostra nawet go lubi.
Kilka dni temu moi rodzice wyjechali, więc nadarzyła się idealna sytuacja żeby go zaprosić do siebie! Spędziliśmy cały wieczór z moją siostrą, która naprawdę fajnie się z nim dogaduje.
-> Babcia?? jest taką samą materialistką jak rodzice. Marzy się jej książę z bajki, który będzie pochodził z arystokracji. ![]()
To jest okropne przyznać się przed samym sobą, a przede wszystkim przed innymi że rodzice za wszelką cenę chcą układać córce życie.
Podczas ostatniej kłótni, a raczej próby rozmowy z nimi, u słyszałam ze oni skreślili go przed jego rodzinę
( I najważniejsze! co ludzie powiedzą
!! A ludzie przecież nic nie mówią ![]()
Rozumiem rodziców że się martwią, ale gdyby dali mu szansę - żeby go poznać. Nie oczekuję od nich tego że mają mu od razu mówić synu! Żeby tylko zobaczyli jaki on jest! Nic więcej!
Bardzo dużo myślałam o tym wszystkim, przez to wszystko kupiłam bilety lotnicze i niedługo wylatuję na kilka dni. Muszę się zdystansować, poukładać wszystko i odpocząć od rodziców. Lecę sama, jak wrócę porozmawiam i z chłopakiem i rodzicami!
J
My w szkole mieliśmy taką naprawdę bardzo bogatą koleżankę, my nie pochodziliśmy z bogatych domów, ale np mi niczego nigdy nie zabrakło. Miałam wszystko, co chciałam i dziękuję rodzicom za to. Ale do czego zmierzam.. Ona przepisała się z innej szkoły do nas, a co najśmieszniejsze nasza szkoła była od niej może 2minuty drogi, ale ojciec (wielki polityk) zapisał ją do szkoły na drugim końcu miasta.. Kiedy zapytaliśmy się jej dlaczego, to powiedziała, że ojciec powiedział, że nie chce mieć nic wspólnego z nami, że my jesteśmy jak Żydzi, bieda i patologia (gdzie wśród moich znajomych była tylko jedna osoba, co naprawdę była bardzo biedna i rodzice byli alkoholikami), że on nie pozwoli, aby ona obracała się w takim towarzystwie. Kiedy nas zauważył jak staliśmy pod szkołą, wyleciał z rękoma do nas, że mamy spie** do naszych slamsów, że mamy się odczepić od niej, bo liczymy tylko na jej pieniądze.. Totalnie mu odwaliło! Niby bogaty i z klasą, a co sobą reprezentuje? Najlepsze jest to, że sam pochodził z ubogiej rodziny.
To jest okropne !! Naprawdę nie mieści mi się w głowie, że ludzie mogą być tak podli !
53 2012-09-30 14:05:50 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-09-30 14:06:16)
syn doktora u nas wyrwał laske po zawodówce, z biednej rodziny, kasjerkę z tesco. sam fakt braku jej
wyksztalcenia postrzegany jest jak mezalians. teoria predestynacji????????????????
-> pomaga rodzicom finansowo: nie oddaje im całe pensji. Po prostu dokłada się do opłat, rachunków, czy jedzenia. Dla mnie jest to jak najbardziej normalne.
To nie jest pomoc finansowa. Ma 30 lat i normalne, że się dokłada a nie oczekuje że go utrzymają.
Poza tym, kiedyś mi opowiedział dlaczego mają długi, jak tak naprawdę wgląda ich sytuacja materialna itp. Jego ojczym założył firmę transportową. Wziął kilka samochodów w kredycie. Firma dobrze działała, ale ktoś te samochody ukradł. Pozostali z długami - nie małymi.
Nie rozumiem. Kilka aut skradziono? I nie były ubezpieczone? To kiepsko.
Anuśko, baw się dobrze. Znajdziesz rozwiązanie.
Nie wykluczam, ze osoby, ktore tu wypowiadaja sie popierajac Twoich rodzicow moga miec racje, ale nie jest to konieczne.
Sama ze swojego otoczenia znam 2 malzenstwa zawarte wbrew woli rodzicow ze strony zony. Oba juz z grubo ponad 30-letnim stazem. W obu sytuacjach chodzilo wlasnie o rzekomy "mezalians" (choc rzecz nie dziala sie w kregach artystokracji
), bo ona wyksztalcona z inteligenckiej rodziny, a on z rodziny robotniczej, choc chlopak z aspiracjami. Oba malzenstwa znam dobrze, bo jedni to rodzice mojej przyjaciolki "od zawsze", a drudzy to dalsze wujostwo - dalsze koligacjami, bardzo bliskie relacjami. I powiem tylko, ze sama chcialabym zeby za ponad 30 lat moje malzenstwo tak wygladalo
Zatem czasem warto zaryzykowac kierujac sie wlasnym rozsadkiem, a nie obiekcjami rodzicow. Szczegolnie jak ich argumenty zamykaja sie w sumie w "nie, bo nie".
Nie spotkałem rodzica, który by swemu dziecku rodzonemu źle życzył...
A ja owszem, i to kilka par takich rodziców...
U mnie w rodzinie podobnie. Dziadkowi ze strony taty nie spodobała się moja mama. Sama nie wiem, dlaczego, może chodziło o rodzinę mojej mamy - problem alkoholowy. I nigdy niemal do końca jej nie zaakceptował. Jednak to moja mama wyciągnęła pierwsza do dziadka rękę, po kilkuletnim braku kontaktu (mój tata obraził się poważnie na dziadka i przestał odzywać. Miał dobry ku temu powód). Dopiero po tym dziadek trochę złagodniał, to było na krótko przed jego śmiercią. Przez resztę czasu moja mama to była zła synowa, a ja i mój brat te gorsze wnuki.
Nie wiem, co dziadek sobie myślał, pewnie, że skoro z rodziny z problemem alkoholowym, to pewnie sama pijaczka i nie da rady zająć się swoją rodziną. A tu proszę bardzo, dała świetnie radę.
Popieram rozmowę z rodzicami, ale tu jak widać oni żadnych konkretnych argumentów nie mają, zwykłe nie i już. W takim wypadku trzeba postawić sprawę na ostrzu noża, albo się opanują, albo stracą córkę. I być konsekwentną.
To debile a nie rodzice.