netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Akceptacja zdrady?

37 odpowiedzi7 469 wyświetleńzałożony przez Wireless, 25.09.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Akceptacja zdrady?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 38 ]

1

Temat: Akceptacja zdrady?

Ostatnio zastanawiałam się jak to jest z tą zdradą. Do niedawna byłam zdania, że gdybym się dowiedziała, że mój partner mnie zdradził (lub co gorsza nadal to robi), to dla mnie to definitywny koniec. Jest to jednak sprzeczne z moim (może dość kontrowersyjnym) poglądem, a mianowicie uważam, że człowiek z natury nie jest monogamiczny. To czysta biologia, że mężczyzna chce zapłodnić jak najwięcej kobiet bo to najlepszy sposób na przetrwanie naszego gatunku. Poza tym czystofizyczny akt seksu teoretycznie nie powinien być tak krzywdzący jak zdrada emocjonalna.

Oczywiście pomimo tego co napisałam powyżej obawiam się bycia zdradzoną. Uderzyłoby to przede wszystkim w moją pewność siebie (mam z tym spory problem niestety). Z drugiej jednak strony nawet najpiękniejsze kobiety są zdradzane, więc nie jest to chyba kwestia tego, że inna jest "lepsza". Poza tym znam przypadek gdzie facet będący w związku chciał kolokwialnie mówiąc przelecieć inną (chodziło mu tylko o seks), ale kiedy okazało się, że ta dziewczyna jest za trudna do zdobycia na sam seks (chciała czegoś więcej), to zwyczajnie zerwał z nią kontakt i nadal jest ze swoją.

Jestem ciekawa jak Wy widzicie zdradę. Czy jesteście w stanie wybaczyć, bo w końcu to tylko jednorazowy skok w bok, a może uważacie, że w końcu jesteśmy istotami myślącymi i zwyczajnie zdrada nie wchodzi w grę?

2

Odp: Akceptacja zdrady?

"bo w końcu to tylko jednorazowy skok w bok" --czy aby tylko? Może masz taką wizję, że facet raz idzie do łózka z inną i potulnie wraca do domu, ale gdyby tak było, mniej byłoby rozwodów- niestety zdrada może (acz nie musi) pociągać zdradę, a co za tym idzie: podwójne życie.

Uważam, że ten pierwotny instynkt jest wymówką, ponieważ jesteśmy dlatego wyposażeni w mózgi i myślenie, a do tego zdolność empatii, byśmy decydowali świadomie o swoich czynach.

Człowiek często ma ochotę coś zrobić pod wpływem instynktu, jak choćby zabić kogoś, kto mu w jakis sposób zagraża, czy z niechęci szukania toalety, nasikać na chodnik w centrum miasta. Jednak raczej się nie podejmuje tych czynów z prostej przyczyny: za to jest kara, odpowiedzialność karna, grzywna , mało tego, pod wpływem tego instynktu faceci przecież masowo nie gwałcą kobiet tylko dlatego, że mają na to ochotę, czy nie sypiają z żonami kolegów, dziewczyną szefa, kobietą z biblioteki .
Uważam, że gdybyśmy spychali się do kierowania instynktem, musielibyśmy tym samym uznać się za istoty nieużywające rozumu i niemające uczuć, a tak przecież nie jest.

3

Odp: Akceptacja zdrady?
Wireless napisał/a:

, a mianowicie uważam, że człowiek z natury nie jest monogamiczny. To czysta biologia, że mężczyzna chce zapłodnić jak najwięcej kobiet

jesteś pewna?
spytaj swojego partnera, czy chce mieć z tobą dzieci i ile...

u większości facetów, jakich znam, o jakich słyszałam.... posiadanie potomstwa i przestało byc imperatywem....

więc nie tłumaczmy tego, że mu stanął.. tym, że chce rozsiewac plemniki...

jesli facet, z którym jesteś, nie potrafi okreslić swoich zyciowych priorytetów i celów- to odpuśc sobie
jesli kobieta, z którą jesteś dązy do zdobycia najlepszego 9 w danej chwili) nasienia, żeby mieć zdrowe potomstwo i nie potrafi wybrać i okreslić swoich motywacji i wartości - niech spada na drzewo - tam została

nie jesteśmy zwięrzętami
imperatywy biologiczne?
nasz ludzki imperatyw biologiczny okresla nas jako istoty społęczne, a więc miarą dostosowania się do wymogów biologicznych jest umiejętnośc i zdolnoścv do dostosowania się do norm społęcznych

4

Odp: Akceptacja zdrady?

Co ciekawe...rozmawiałam wczoraj z moim mężem na ten temat- bo zgoła ciekawy i też stwierdził, że dziś mamy tak dalece rozwiniętą emocjonalność i uczuciowość, że nie ma mowy o zapładnianiu jako cel sam w sobie.

5

Odp: Akceptacja zdrady?

Właściwie najtrudniej jest odpowiedzieć na pytanie czy chciałoby się wiedzieć o zdradzie.

Jeśli odpowiemy na to pytanie TAK, i nadal będziemy żyć z tym kimś, to:
-nawet jeśli wybaczymy to nigdy nie zapomnimy
-będziemy wypominać partnerowi
-będziemy siebie porównywać do tej 'flądry', dlaczego wolał ją?
-w głowie będą już zawsze kołatać się myśli czy przypadkiem aby się taka sytuacja nie powtórzy
-wydaje mi się że bardzo trudno jest zacząć z tzw, czystą kartką a tylko takie rozwiązanie jest słuszne, jeśli decydujemy się wybaczyć zdradę

Jeśli odpowiemy NIE:
-podobno czego oczy nie widzą tego sercu nie żal

I teraz nie wiadomo co jest lepsze, świadomosć czy jej brak... Ja zawsze mówię, że chciałabym wiedzieć, ale znam siebie i wiem że ciężko byłoby mi wybaczyć, dlatego jeśli byłby 'tylko' jednorazowy skok w bok to chyba wolałabym nie wiedzieć. Natomiast o dłuższym romansie chciałabym wiedzieć odpowiednio wcześnie, żeby mieć czas na spakowanie mężowi walizek. Mogłabym równie sprawnie i szybko wywalić jego rzeczy przez okno, ale szkoda ogródka wink

6 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2012-09-26 11:04:35)

Odp: Akceptacja zdrady?

modzia, ja sądze, że gdyby mój mąz poszedł z suczą do łozka.. potem sie obudził z kacem rano... moralnym.. i zerwałby z nia kontakt i się czegoś nauczył.. to byłoby mi łatwiej.. załozmy, że ja bym sie o tym nawet nigdy nie dowiedziała, ale on nauczyłby się czegoś i świadomie podjał, na podstawie tych doświadczeń, takie a nie inne dalsze decyzje- to jest ok..
a w sytuacji, gdy nasi mężowie zaczynają żałować, że nas zdradzali dopiero, gdy widzą nasze cierpienie - to mogą sobie swoje żale i skruchy - tak naprawde w dupę wsadzić...

7

Odp: Akceptacja zdrady?

Jak sądzicie czy kobiety kierują się popędem biologicznym ,gdy zdradzają? Bo zdradzają i to nie rzadziej niż mężczyźni.

8

Odp: Akceptacja zdrady?
modzia napisał/a:

-wydaje mi się że bardzo trudno jest zacząć z tzw, czystą kartką a tylko takie rozwiązanie jest słuszne, jeśli decydujemy się wybaczyć zdradę

Nie ma "czystej karty" po zdradzie. A wybaczenie jest paradoksem, bo oznaczałoby zapomnienie, co jest niemożliwe. Możliwa jest natomiast próba odbudowania związku. Trudna sprawa dla dwojga, i dla ofiary i dla skazańca. Tu musi być decyzja obojga i taka sama praca+miłość.

9

Odp: Akceptacja zdrady?

W wypowiedzi pewnego psychologa, na temat zdrady przeczytałam niesłychanie ciekawą rzecz; "Zdrada wymaga zadośćuczynienia. Wtedy można iść dalej". TO ZNACZY:
jeśli partner zdradził, a jego partnerka decyduje się "zapomnieć" o sprawie, przyjąć go znów i dalej budować wspólne życie, to nie powinno się to odbyć bez ....zadośćuczynienia. Nie chodzi o to, ze teraz ona idzie z kimś do łóżka, ale że on zgadza się na pewne "warunki" by to nijako "odpracować" by ona nie miała poczucia straty i by dalsza budowa zwiazku była możliwa. To moze być np. postanowienie, że ona wyjeżdża gdzieś sama /z koleżankami na kilka dni , umowa, że on w kazdą sobotę poswięca czas dzieciom, że np. 3 razy w tygodniu gotuje obiad czy robi kolację. I nie ma dyskusji;  ten , który zdradził, musi przystać na te warunki.
Podobno sytuacja ulega oczyszczeniu, i mozna iść dalej we dwójkę. Ciekawe, nie?

10

Odp: Akceptacja zdrady?

Też się wiele nad tym zastanawiałem, ale myślę, że to zależy od miejsca w jakim się znajduje.
W przypadku dziewczyny (ot tak zwykłego związku), zdrada automatycznie wykluczałaby pójście dalej przez przyszłość. Jeśli teraz nie potrafiła wytrzymać, to co zrobi po 10 latach małżeństwa?
W przypadku małżeństwa mocno bym się zastanawiał. Jeśli byłby to jednorazowy skok w bok, przyznanie się samej kobiety, oraz zerwanie kontakty, to pewnie bym wybaczył. Jakbym sam to od krył, był na początku okłamywany a skoków byłoby kilka, to zapewne nie byłoby już rozmów tylko papiery w sądzie.
W przypadku małżeństwa i dzieci...to sam nie wiem co bym zrobił. Pewnie mógłbym starać się wybaczyć. Chociaż z moim charakterem pewnie prędzej kobieta by zachciała rozwodu.
Ogólnie temat jest nie do rozwiązania, bo zależy od wielu czynników, jak etap w związku, zaangażowanie się obojga ludzi, ich wspólna przeszłość, czy materialna sytuacja. Łatwo dywagować w teorii, trudniej już działać w rzeczywistości.

11

Odp: Akceptacja zdrady?

no ja się zastanawiam, jakiego zadośćuczynienia potrzebuję

wiem.. powinnam skopac mu zycie i wypłakać się jego matce..
do końca zycia by mu nie wybaczyła.. złamalaby jej ta informacja serce...
czy to byłoby wystarczające zadośćuczynienie??

albo powiem mu, że ma mnie zawieśc pod dom suczy i poczekać w samochodzie, bo ja muszę z nia porozmnawiać....
to by było takie wrzucenie mu ogienka do bucików i obserwowanie jak mu piętki płoną..
tylko że to by oznaczało, że zechciałabym emocjami, które mną targają obrzucić innych - a niech płoną

ale to nie jest zadośćuczynienie
'to jest zemsta

ja nie wyobrażam sobie, jakiego zadośćuczynienia potrzebowałabym..
jesli to, że jest przy mnie, że akceptuje moje emocje, moje żale, bóle, że o mnie dba, że spaja nasza rodzinę, że przetrzymuje okresy, w których się oddalam i wtedy zastępuje naszemu synowi i matkę i ojca, jesli akceptuje moje wszelakie metody ucieczkowe, strachy na lachy i ciągłe ładowanie mojego własnego worka korzyści, troski i egoizmu - tylko dla mnie ...
to co jeszcze mógłby zrobić??

może powinnam iśc z kimś do łozka i powiedzieć mu - to nic nie znaczyło, nie jest warte żadnych twoich emocji, nic mu nie obiecywałam, to ciebie nie dotyczyło, nie musisz się tym przejmować - i JESTEŚMY KWITA??

nie może zadośćuczynić mi żadnym uczynkiem i działaniem tego, że nie potrafię kochać, że brakuje mi mojej własnej miłości, że przeszkadza mi mój egoizm, że żałuję, że jestem taka jaka jestem, że mój cynizm, racjonalizm i brak wiary wcale nie są niczym dobrym, że to, czego sie nauczyłam przez tę zdradę nie jest tym, czego się chciałam nauczyć,...
\że moja pogarda dla mężczyzn, partnerów moich koleżanek jest tak naprawdę dokładnie tym, co odczuwam do mojego męża- wierząc teraz, że żaden facet nie jest warty wiary, miłości i zaufania,
że moja wiara w kobiety, w solidarność jajników legła w gruzach i jestem oburzona, że kobiety (co najmniej jedna sucz) okazały się tak samo głupie i tępe jak faceci...
że z ta pogardą nie umiem sobie poradzić, bo to też pogarda dla moich uczuć i mojej wiary i miłości - wyrażona przez mojego męża w akcie zdrady,, i wyrażona przeze mnie w akcie kompromisu i zgody na to, aby ochłap, jaki zechciał rzucić mi mój mąz okazując skruche i żal, ma mi wystarczyć za wiarę i zaufanie, które kiedyś miałam..
że mnie nie zrani.. bo mnie kocha

i to wewnętrzne przekonanie, że jak kocha, to nie rani, istnieje u podnóża wszystkich moich ,życiowych wyborów
więc cokolwiek zrobi, powie, uczyni, zadeklaruje mój mąż.. to ja pozostaję z wewnętrznym, głębokim, mocnym, podświadomym przekonaniem - zranił.. a więc mnie nie kocha..

bo przeciez zrobił to świadomie, pomny konsekwencji i faktów
wiedział co robi, wiedział dlaczego

ON WYBRAŁ

i ja nad tym nie potrafie przejśc do porzadku dziennego i tego mi nie zadośćuczyni...

12

Odp: Akceptacja zdrady?

zdrada...jeśli chodzi o związek dziewczyna-chłopak, chłopak zdradził, odchodzę, jeśli chodzi o małżeństwo bez dzieci-odchodzę, jeśli chodzi o małżeństwo z dziećmi, on żałuje bardzo, przeprasza,to może bym została, zależy jakby się zachowywał, czasem zdrada potrafi uzdrowić nie jedno małżeństwo i po zdradzie małżonkowie bardziej się do siebie zbliżają, czy tak jest nie wiem, w każdym razie w tym ostatnim wypadku zastanawiałabym się czy zostać czy nie.

13

Odp: Akceptacja zdrady?
Wireless napisał/a:

Ostatnio zastanawiałam się jak to jest z tą zdradą. Do niedawna byłam zdania, że gdybym się dowiedziała, że mój partner mnie zdradził (lub co gorsza nadal to robi), to dla mnie to definitywny koniec. Jest to jednak sprzeczne z moim (może dość kontrowersyjnym) poglądem, a mianowicie uważam, że człowiek z natury nie jest monogamiczny. To czysta biologia, że mężczyzna chce zapłodnić jak najwięcej kobiet bo to najlepszy sposób na przetrwanie naszego gatunku. Poza tym czystofizyczny akt seksu teoretycznie nie powinien być tak krzywdzący jak zdrada emocjonalna.

Oczywiście pomimo tego co napisałam powyżej obawiam się bycia zdradzoną. Uderzyłoby to przede wszystkim w moją pewność siebie (mam z tym spory problem niestety). Z drugiej jednak strony nawet najpiękniejsze kobiety są zdradzane, więc nie jest to chyba kwestia tego, że inna jest "lepsza". Poza tym znam przypadek gdzie facet będący w związku chciał kolokwialnie mówiąc przelecieć inną (chodziło mu tylko o seks), ale kiedy okazało się, że ta dziewczyna jest za trudna do zdobycia na sam seks (chciała czegoś więcej), to zwyczajnie zerwał z nią kontakt i nadal jest ze swoją.

Jestem ciekawa jak Wy widzicie zdradę. Czy jesteście w stanie wybaczyć, bo w końcu to tylko jednorazowy skok w bok, a może uważacie, że w końcu jesteśmy istotami myślącymi i zwyczajnie zdrada nie wchodzi w grę?

Masz odpowiedź osoby "starszej daty". To o genach i przetrwaniu gatunku jest moim zdaniem infantylnym, jak na XXI wiek, stwierdzeniem. Przecież jesteśmy ludźmi, a nie małpami. Samo zapłodnienie samicy, nie gwarantuje przetrwania gatunku. Jesteśmy ludźmi i tym się odróżniamy od zwierząt, że musimy dbać o swoje potomstowo, a to w dzisiejszym świecie oznacza odpowiedzialność. Może to zabrzmi staroświecko, ale coś takiego jak "rodzina" dla mnie znaczy bardzo wiele. Reasumując - mówię NIE dla zdrady. Uważam że to jest niedopuszczalne i tylko szmaciarze to robią. Przepraszam za to ostre, a może i nieco wulgarne określenie, ale inaczej kogoś takiego określić nie umiem.

14

Odp: Akceptacja zdrady?

I możliwe to nie jest Endaluzjo! Nie ma tu zadośćuczynienia. Ni recepty, ni ulgi. Bo wszelki normy i zasady, sakramenty i obietnice, które miałaś w sobie ktoś zbezcześcił i dały w dupę. Ktoś - podkreślam. Ale to nie koniec, sukces polega na tym, że potrafisz sie dźwignąć z tej porażki. Wspólnej, bo zdrada jest wspólna porażką. I uwierz, kiedy dojdzie do zakutego łba takiego wiarołomcy, czego się dopuścił. Gdy wystarczająco odczuł, co mógłby stracić. A teraz czujesz,ze on mocno pracuje by dogonić twoje uczucie, z całą tą Twoją butnością i niesmakiem, którego jest sprawcą. To przyjdzie czas " ulgi", w sensie, zobaczysz w nim człowieka. Ale to czas.

15

Odp: Akceptacja zdrady?

Po pierwsze:
Zdradę można wybaczyć, ale nie da się zapomnieć. Nie uwierze nigdy, że można zapomniec o tym, że ktoś nas zdradził. Tak samo jak tego, że to my zdradziliśmy.  To tak jak byśmy mieli sobie wyczyścić pamięć - niemożliwe.
Samo wybaczenie też wymaga dużego nakłady pracy, nie tylko osoby która zdradziła, ale też która zdradzona została. To ciągle żyje, w codziennych czynnościach może się przewijać, głupi tekst, gest, obraz.  Wystarczy drobnostka, żeby wszystko na nowo się obudziło.
Jedni wybaczają szybciej, a u innych ten proces może trwać miesiącami, latami... Nie ma reguły.

Dlaczego zdradzamy? Przyczyn może być wiele i nie da się tego zakwalifikować. Nie da się powiedzieć ten/ta nigdy nie zdradzi, a ten/ta to zrobi.

16

Odp: Akceptacja zdrady?
Martusia88 napisał/a:

zdrada...jeśli chodzi o związek dziewczyna-chłopak, chłopak zdradził, odchodzę, jeśli chodzi o małżeństwo bez dzieci-odchodzę, jeśli chodzi o małżeństwo z dziećmi, on żałuje bardzo, przeprasza,to może bym została, zależy jakby się zachowywał, czasem zdrada potrafi uzdrowić nie jedno małżeństwo i po zdradzie małżonkowie bardziej się do siebie zbliżają, czy tak jest nie wiem, w każdym razie w tym ostatnim wypadku zastanawiałabym się czy zostać czy nie.

Tego co zrobimy po zdradzie nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Wszystko zależy od okoliczności i póki w tej sytuacji się nie znajdziemy, to raczej nie powinniśmy zapewniać, że zrobimy tak a nie inaczej.

Co do tego zadośćuczynienia, to ja to rozumiem jako staranie się tego co zdradził.

17

Odp: Akceptacja zdrady?
obiectivelady napisał/a:

I możliwe to nie jest Endaluzjo! Nie ma tu zadośćuczynienia. Ni recepty, ni ulgi. Bo wszelki normy i zasady, sakramenty i obietnice, które miałaś w sobie ktoś zbezcześcił i dały w dupę. Ktoś - podkreślam. Ale to nie koniec, sukces polega na tym, że potrafisz sie dźwignąć z tej porażki. Wspólnej, bo zdrada jest wspólna porażką. I uwierz, kiedy dojdzie do zakutego łba takiego wiarołomcy, czego się dopuścił. Gdy wystarczająco odczuł, co mógłby stracić. A teraz czujesz,ze on mocno pracuje by dogonić twoje uczucie, z całą tą Twoją butnością i niesmakiem, którego jest sprawcą. To przyjdzie czas " ulgi", w sensie, zobaczysz w nim człowieka. Ale to czas.

obiectivlady - ale to nie jest kwestia mojej oceny jego - bo ja rozumiem, że mozna w zyciu dac dupy i tyle
nie jestem gotowa pogodzić się ze zmianami, jakie ta zdrada we mnie wywołała
z tym jaka teraz jestem, i co czuję i co potrafię czuć

TO JA SIĘ ZMIENIŁAM - zdrada sprawiła, że ZDRADZIŁAM siebie - to co w sobie ceniłam
tak to odczuwam
jestem kimś innym...i nie lubie siebie

jednym z elementów radzenia sobie ze zdradą jest moja afirmacja mnie samej. jesli dla mojego męża byłam niewazna, jesli staneły przed nim dwie kobiety a on dla jednej poświęcił drugą, czyli mnie - to ja musze walczyć z komoleksami i niskim pocuzciem własnej wartości - jako kobiety, jako partnera zyciowego...
więc afrimuje siebie
symbolicznie. npp. robie sobie sama naszyjnik z sercem... od siebie dla siebie
zeby powiedzieć sobie - JA będzie o ciebie dbała. JA ciebie kocham

JA w ciebie wierze


smutne... nie??

18

Odp: Akceptacja zdrady?
End_aluzja napisał/a:

symbolicznie. npp. robie sobie sama naszyjnik z sercem... od siebie dla siebie
zeby powiedzieć sobie - JA będzie o ciebie dbała. JA ciebie kocham

JA w ciebie wierze


smutne... nie??

Nie smutne, tez tak chcę sad((

19

Odp: Akceptacja zdrady?

Nawet bardzo smutne.

Czy to czasem nie jest taka zmiana o 180 stopni? Wcześniej tym wszystkim był On. On o Ciebie dbał, kochał, wierzył. Czy Ty wcześniej miałaś te uczucia w sobie? Do siebie?
No i pytanie czy masz je teraz czy tylko tak Ci się wydaje?

20

Odp: Akceptacja zdrady?

chyba ich nie potrzebowałam.. to znaczy - tak, zawsze o siebie dbałam.. ale nie musiałam się pozytywnie wzmacniać, nie musiałam sama siebie przekonywac, że siebie nie skrzywdzę.
a teraz to robię. teraz mówię - zawsze masz jeszcze siebie i nie zginiesz..

21

Odp: Akceptacja zdrady?

Wiara w siebie i poczucie, że życie należy do nas i wiele tak naprawdę zalezy tylko od nas to bardzo ważna część.

22

Odp: Akceptacja zdrady?

Ja wierzę, że od nas zalezy jakaś tam częśc, ale nie wszystko. I może to i dobrze? smile

23

Odp: Akceptacja zdrady?
Catwoman napisał/a:

Ja wierzę, że od nas zalezy jakaś tam częśc, ale nie wszystko. I może to i dobrze? smile

Nie na wszystko mamy wpływ, ale myślę że to ma swoje plusy. smile
Na to chyba ktoś nas zdradzi tez wpływu nie mamy.

24

Odp: Akceptacja zdrady?

Zawsze jest tak,że na początku mamy wstręt do zdrajcy. Potem sięgamy głębiej, do swego jestestwa. Bo jak pisze Endaluzja, ktoś dokonał wyboru, postawił nas na wadze. I ta przegrana odbiera nam własną wartość, bo oto moja Miłość przekreśliła mnie.  Ale ale budować swój piękny posąg przez afirmację. Podoba mi się. To genialne!!

25

Odp: Akceptacja zdrady?

Kiedyś przeczytałem to w necie i oddaje to dokładnie to co myślę o zdradzie. Nawet wyżej ktoś coś podobnego pisał.
Albo się jest człowiekiem myślącym - mężczyzną lub kobietą, albo się jest bezmyślnym h.... lub p.... I tyle w temacie.
Co do usprawiedliwień. To nie ma usprawiedliwienia na zdradę jak ktoś jest w związku. Nie ma okoliczności, nie ma powodów. Nie ma. Źle ci, to odejdź.
Z drugiej strony zdradzona osoba może nie zerwać, dać szansę. Ale to już zupełnie inna bajka.

26

Odp: Akceptacja zdrady?

nie klarek
to nie jest bajka....
to kawał bardzo trudnej, cięzkiej roboty

gdybym była kobieta bluszczem, albo kobieta kochająćą za bardzo - to pewnie sam fakt, że wybrał mnie by mi wystarczył

ale ja nigdy nie byłam z nim bo obowiązki, bo slub, bo dzieci..
więc mnie to zdradą dotknał bardzo
bo nie musiał mnie zdradzać.\
mógł zwinąc dupę w troki jak mu pasowało i odejśc
a nie potraktować czyjeś dupy jak spa....

27

Odp: Akceptacja zdrady?

a jak sądzicie, dlaczego swingersi często nie potrafią sobie poradzić ze swoim przyzwoleniem na seks? Niby nie zdrada.

28

Odp: Akceptacja zdrady?
Catwoman napisał/a:

a jak sądzicie, dlaczego swingersi często nie potrafią sobie poradzić ze swoim przyzwoleniem na seks? Niby nie zdrada.

Swingersów nie potrafię objąć swoim intelektem..

29

Odp: Akceptacja zdrady?

Pisałam, że wybaczyć nie znaczy zapomnieć. Ale o tym zadośćuczynieniu to pierwsze słyszę. Trochę się nawet uśmiałam, nie wydaje mi się żeby taka metoda cokolwiek by mi dała, że gdyby mąż mnie zdradził a ja się później puściła z innym, po to tylko żeby był remis. Wynik może i lepiej wygląda niż 1:0, ale że co? Że satysfakcja? Poczuj się tak samo dziadu jak ja się czułam? Nie sądze...

30

Odp: Akceptacja zdrady?
obiectivelady napisał/a:
Catwoman napisał/a:

a jak sądzicie, dlaczego swingersi często nie potrafią sobie poradzić ze swoim przyzwoleniem na seks? Niby nie zdrada.

Swingersów nie potrafię objąć swoim intelektem..

Tego nikt nie potrafi (może poza nimi samymi). Tak więc nie ma sensu tutaj ich mieszać w dyskusję.

31

Odp: Akceptacja zdrady?

Część kobiet posunie się do tego, żeby usprawiedliwiać zdradę męża i szukać winy w sobie. Te pewnie wybaczą i zamiast dać w gębę - podadzą ulubione danie na pociechę.
Niektóre może utrzymają związek kalkulując na zimno za i przeciw. I będą wykorzystywać fakt niewierności partnera w każdej sprzeczce jako argument koronny.
Inne uwierzą, że on już nigdy, że pijany był, że pomroczność jasna - bo wygodnie im będzie wierzyć, zmiany w życiu są trudne.

Z mojej strony - nie jestem w stanie uwierzyć, że związek po zdradzie kiedykolwiek będzie taki jak przed.
Utrata zaufania, podejrzliwość, brak pewności co do zachowań partnera w przyszłości, poczucie bezpieczeństwa w związku w strzępach, poczucie własnej wartości też.
Takie koszty musi ponosić zdradzona osoba w związku z tym, że partner postanowił bzyknąć na boku. Jak można zaakceptować coś takiego?
Na pewno można próbować ratować związek - ale z pełną świadomością, że nie ma powrotu do tego, co było wcześniej i że ratować go muszą obie strony.
Złośliwie chciałabym dodać, że więcej wysiłku powinien w to ratowanie włożyć zdradzający - ale niestety, w praktyce gwałtu na swoich emocjach musi dokonać strona zdradzona.

32

Odp: Akceptacja zdrady?

masz rację niewesoła
to nie jest problem zdradzającego, najtrudniejsza drogę do przejścia ma osoba zdradzana..
bo w jego przypadku to proste
musi uśweiadomić sobie, że zdradził, zawdiódł i nie jest już- w swoich własnych oczach - taki rózowy jak był wczesniej... musi sie postarać to fak

i jesli nawet przyjmiemy, że on to wszystko robi
to nie jest powiedziane, że osoba zdradzana jest w stanie z ta pustka po zdradzie zyć

33 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2012-09-26 15:20:16)

Odp: Akceptacja zdrady?

cytat:
To czysta biologia, że mężczyzna chce zapłodnić jak najwięcej kobiet bo to najlepszy sposób na przetrwanie naszego gatunku.

Dawno nie uśmiałam się tak dobrze!
Zamiast słowa mężczyzna, wpisałabym słowo zwierzę, a zamiast kobiet - samic.
Biorąc jednak pod uwagę, że człowiek też jest zwierzęciem, ale najwyżej zorganizowanym
- to masz rację autorko wątku.
Teraz należy jedynie uważnie rozglądać się ile do partnera podobnych dzieci, biega po okolicy
i jeszcze dalej.

34

Odp: Akceptacja zdrady?

Mimo, że zdrada na wielu forach 'przewija' się nieustannie, to ja nie zmienię zdania.
Sądzę, iż to ludzi odróżnia od zwierząt, że mają rozum i panują nad swoimi popędami.
Jeżeli facet w którymś momencie nie ruszy mózgiem to ja dziękuję.
Nie chcę i nigdy nie będę chciała byc w związku z idiotą.

35

Odp: Akceptacja zdrady?
cisza to ja napisał/a:

cytat:
To czysta biologia, że mężczyzna chce zapłodnić jak najwięcej kobiet bo to najlepszy sposób na przetrwanie naszego gatunku.

Dawno nie uśmiałam się tak dobrze!
Zamiast słowa mężczyzna, wpisałabym słowo zwierzę, a zamiast kobiet - samic.
Biorąc jednak pod uwagę, że człowiek też jest zwierzęciem, ale najwyżej zorganizowanym
- to masz rację autorko wątku.
Teraz należy jedynie uważnie rozglądać się ile do partnera podobnych dzieci, biega po okolicy
i jeszcze dalej.

Proszę nie brać tego zbyt dosłownie. Oczywiście nie uważam, że facet świadomie się tym kieruje, bo chce mieć dużo potomstwa. Jest to podświadome i uwarunkowane genetycznie, ale w dzisiejszych czasach przybrało inną formę.
Nie potrafię dobrze ubrać tego w słowa ale mam nadzieję, że teraz zostanę lepiej zrozumiana. smile

Poza tym zastanawiam się kiedy "wymyślono" monogamię i instytucję małżeństwa?

36

Odp: Akceptacja zdrady?

Wireless, gorąco zachęcam Cię do przeczytania książki Elizabeth Gilbert pt "I że cię nie opuszczę.." ,
znajdziesz tam odp. na swoje przemyślenia a nawet więcej wink

37

Odp: Akceptacja zdrady?
Niewesoła napisał/a:

Z mojej strony - nie jestem w stanie uwierzyć, że związek po zdradzie kiedykolwiek będzie taki jak przed.
Utrata zaufania, podejrzliwość, brak pewności co do zachowań partnera w przyszłości, poczucie bezpieczeństwa w związku w strzępach, poczucie własnej wartości też.
Takie koszty musi ponosić zdradzona osoba w związku z tym, że partner postanowił bzyknąć na boku. Jak można zaakceptować coś takiego?
Na pewno można próbować ratować związek - ale z pełną świadomością, że nie ma powrotu do tego, co było wcześniej i że ratować go muszą obie strony.
Złośliwie chciałabym dodać, że więcej wysiłku powinien w to ratowanie włożyć zdradzający - ale niestety, w praktyce gwałtu na swoich emocjach musi dokonać strona zdradzona.

Wszystko też zależy od tego jaka to była zdrada. Nie wsadzajmy wszystkiego do jednego worka. smile

Posty [ 38 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Akceptacja zdrady?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026