Poznaliśmy się nagle i niespodziewanie. Od razu uczucia wypłynęły na zewnątrz, te spojrzenia, rozmowy, chęć dalszego poznania siebie. To wszystko dzieje się tak szybko!
ONA: młoda (20+) samotna kobieta z dzieckiem, skromna, malutka, uprzejma i niesamowicie piękna
JA: twardo stąpający po ziemi facet, rok starszy od niej, po studiach, z dobrą pracą, mieszkam 150km dalej, ale często bywam w rodzinnych stronach blisko niej
Po dwóch czy trzech krótkich spotkaniach tak bardzo zapatrzyliśmy się na siebie, że rozsądek podpowiadał "jesteśmy jak znajomi, dobrzy znajomi, nic więcej ok? to takie trudne...". Wyjaśniliśmy to sobie. Lecz serce mówi inaczej i jestem przekonany, że nie tylko moje. Czuję się rozdarty bo nie wiem co dalej zrobić. Po raz pierwszy ktoś tak nagle podciął mi nogi i ukradł połówkę serca. Gdyby nie to, że ma trudną przeszłość, dziecko, wychowuje je sama, i jeszcze ciężkie życie... To byłaby łatwa decyzja.
Tymczasem stwierdziłem, że zaproszę ją jako osobę towarzyszącą na wesele. Długo nie wiedziała czy przyjąć zaproszenie, ale w końcu je przyjęła. Widziałem i czułem, jaka była szczęśliwa. A gryzła się z decyzją z uwagi na świeżo rozbity jej związek, z obawy na nowy świat, nowe znajomości, na mnie? że będę chciał od niej czegoś więcej, nie wiem... Ale się zgodziła. Widzę, że teraz jest szczęśliwa, że odlicza godziny do wesela mimo że jeszcze mamy ponad tydzień ![]()
Jedziemy na to wesele. Jako że ja ją zaprosiłem i mam stabilną sytuację finansową (w przeciwieństwie do niej, wspominałem, że ma ciężkie życie, finansowe również), ona nie poniesie żadnych kosztów. To wesele z mojej strony, ja płacę za wszystko i mi to odpowiada, tylko sukienka i fryzjer to już jej sprawa
Przyjadę po nią do domu tuż przed weselem. Czy myślicie, że powinienem coś jej wręczyć jakiś mały bukiecik czy coś? Cokolwiek? Jako szczere podziękowania za to, że się zgodziła i miły akcent, rozpoczynający dobrą zabawę? Co myśli kobieta w takich chwilach? Czego oczekuje od mężczyzny?