co myślicie na temat kar cielesnych
Podobne tematy
Tytuł wątku jest KOMPLETNIE nieadekwatny do treści.
Na dziecku, na zonie?...echhhh
Myślę,że są niewychowawcze i obnażają matolstwo rodziców.
Bez przesady Gojka. Zalezy o jakich karach tu tez mowimy, bo klaps w du pe, to nic zlego, a czasami tlumaczenie juz nie pomaga i nic nie daje.... Podzielam w pewnym stopniu Twoje zdanie i jestem za karami, bo wdł. mnie działają lepiej .
Jeśli nie mówimy o skrajnościach to nie mam nic przeciwko - tzw. wychowanie bezstresowe produkuje potencjalnych przestępców.
klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził,oczywiście jestem przeciwna np.laniu pasem,kablem itp
a co powiecie na to:
_____________________
"Zielona Góra: rodzicom grozi więzienie za klapsa
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze poinformował, że do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko rodzicom trzylatka. Prokurator zażądał 2 lat więzienia dla ojca i roku więzienia dla matki.
Do zdarzenia doszło w jednej z galerii handlowych w Zielonej Górze. Matka nie wytrzymała nerwowo zachowania synka i dała mu klapsa. Ojciec natomiast zapowiedział zapłakanemu malcowi, że w pupę dostanie też, jak wrócą do domu.
Świadkiem zdarzenia była młoda kobieta, która wyszła za nimi z galerii i spisała numery auta, którym rodzice z dzieckiem odjeżdżali sprzed galerii.
- Świadek był przerażony zachowaniem rodziców i wyrazem przestrachu na twarzy trzylatka - mówi Grzegorz Szklarz, rzecznik zielonogórskiej prokuratury okręgowej.
Sprawa trafiła do prokuratury, która wniosła akt oskarżenia przeciwko 32-letniemu ojcu i jego żonie. Matce zarzucono naruszenie nietykalności fizycznej dziecka, za co grozi rok więzienia. Ojciec za groźby wobec synka może trafić za kraty nawet na dwa lata.
Podstawą oskarżenia była ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie z czerwca 2010 r., która zakazuje osobom sprawującym opiekę nad małoletnim stosowania wobec nich jakichkolwiek kar cielesnych. Wcześniej - w 2008 r. Rada Legislacyjna przy premierze stała na stanowisku, że fizyczne karcenie dziecka służy wychowaniu dziecka. Potem jednak prawo zostało zmienione.
"
klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził,oczywiście jestem przeciwna np.laniu pasem,kablem itp
Lanie kablem to jest już znęcanie się, a nie metoda wychowawcza.
Jeden klaps pewno nie zaszkodzi. Co jednak da? Regularne klapy, to już bicie dzieci.
Jeśli nie mówimy o skrajnościach to nie mam nic przeciwko - tzw. wychowanie bez stresowe produkuje potencjalnych przestępców.
Są inne metody karania dzieci. Wychowywanie z karami cielesnymi i bezstresowe to dwa skrajne bieguny kontinuum. Można wybrać coś po środku.
Kary cielesne istnieją od tysięcy lat. Sam dostawałem czasem, bo bywałem łobuzem, czasem niesłusznie nawet.
Niemniej za ciężkie przewinienia kara cielesna być powinna - wyobraźmy sobie, że dziecko ma zakaz użycia zapałek, zapalniczki, ale z ciekawości coś podpali sobie i wszyscy mogą z dymem pójść, albo idzie ulicą, zaczepki są i wtedy łaatwo kogoś wepchnąć pod autko i jaki problem, albo za młodu lubiłem siedzieć na parapecie na ok.1 piętrze i machać nogami na zewnątrz - a co jeśli dziecko się zesmyknie?
Sam kiedyś wszedłem na dach,miałem z 9 lat, dach był z eternitu, chciałem wskoczyć na wyższy dach i co? Skoczyłem, nie złapałem i w dachu z eternitem dziura wielka, pół biedy że na sam dół nie spadłem...
Kolejna - wymyśliłem z bratem zabawę - jedziemy rowerami na maksa do ściany, kto pierwszy wyhamuje - przegrywa, bo tchórz. Cóż efektem zdarcia skóry i rowery do kasacjii...
Kolejna - brat grał ze mną w ping-ponga na stole kuchennym, piłka wpadła za kuchenny kredens, cóż podczas próby wejścia na niego po piłkę, przewrócił się, dobrze, że tylko talerze się zbiły...
Uważam, że dziecko naprawdę czasem zasługuje na porządne lanie.
Bez przesady Gojka. Zalezy o jakich karach tu tez mowimy, bo klaps w du pe, to nic zlego, a czasami tlumaczenie juz nie pomaga i nic nie daje.... Podzielam w pewnym stopniu Twoje zdanie i jestem za karami, bo wdł. mnie działają lepiej .
Klaps to nic złego ale co dobrego w takim razie? To dowód na to,że rodzic nie potrafi z dzieckiem rozmawiać,nie potrafi w sposób dostosowany do percepcji swego dziecka wytłumaczyć jakie zachowania są naganne i dlaczego.A do tego nie ma pomysłu jak karać- wychowywać swoje dziecko.
Glock- istnieje coś takiego jak bezstresowe wychowanie??? Życie jest stresujące...
a co powiecie na to:
_____________________
"Zielona Góra: rodzicom grozi więzienie za klapsaRzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze poinformował, że do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko rodzicom trzylatka. Prokurator zażądał 2 lat więzienia dla ojca i roku więzienia dla matki.
Do zdarzenia doszło w jednej z galerii handlowych w Zielonej Górze. Matka nie wytrzymała nerwowo zachowania synka i dała mu klapsa. Ojciec natomiast zapowiedział zapłakanemu malcowi, że w pupę dostanie też, jak wrócą do domu.
Świadkiem zdarzenia była młoda kobieta, która wyszła za nimi z galerii i spisała numery auta, którym rodzice z dzieckiem odjeżdżali sprzed galerii.
- Świadek był przerażony zachowaniem rodziców i wyrazem przestrachu na twarzy trzylatka - mówi Grzegorz Szklarz, rzecznik zielonogórskiej prokuratury okręgowej.
Sprawa trafiła do prokuratury, która wniosła akt oskarżenia przeciwko 32-letniemu ojcu i jego żonie. Matce zarzucono naruszenie nietykalności fizycznej dziecka, za co grozi rok więzienia. Ojciec za groźby wobec synka może trafić za kraty nawet na dwa lata.
Podstawą oskarżenia była ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie z czerwca 2010 r., która zakazuje osobom sprawującym opiekę nad małoletnim stosowania wobec nich jakichkolwiek kar cielesnych. Wcześniej - w 2008 r. Rada Legislacyjna przy premierze stała na stanowisku, że fizyczne karcenie dziecka służy wychowaniu dziecka. Potem jednak prawo zostało zmienione.
"
szkoda że nie ma tych co potrzeba,tam gdzie naprawdę dzieje się krzywda,gdzie dzieci są regularnie lane
a potem wielkie zdziwienie że coś się stało,np.teraz przykład z Pucka,gdzie była opieka i inne służby?
13 2012-10-04 16:46:04 Ostatnio edytowany przez mortisha (2012-10-04 16:50:14)
Kazde dziecko reaguje inaczej na kary cielesne.Na jedne dziecko przylanie sutecznie zdziała i otrzeźwi w mig stawiając do pionu,a nadrugie spowoduje odwrotny efekt od zamierzonego,wtedy jeszce gorszy nastepuje bunt, robienie na przekór w akcie gniewu i zalu-do takiej grupy dzieci nie nalezy stosowac karc cielesnych,bo nic sie nie wskóra a wiele straci i pogorszy
Wystarczy spojrzec na dziecko,które wpada w zlosc np w markecie, jednemu trzepniecie czy pociagniecie energiczne uspokoi w jednej sekundzie,a inne jeszcze o wiele gorzej zacznie sie rzucać na ziemie i drzeć jakby ze skory go obdzierali,bo te przyłozenie podziałało jak dolanie oliwy do ognia
Jestem przeciwna stosowaniu metod całkowcie nieskutecznych,bo jak sama nazwa mówi,nie dają rezultatu i stoi sie w miejscu.Trzeba stosowac adekwatne kary do przewinienia i co najistotniejsze skuteczne.
Nie rozumiem osób,które dobrze widzą i wiedzą ze ich metody nie skutkują, ale nadal trwale uparcie z nich korzystają
Jedno jest pewne, brak karania (nie koniecznie cielesnego,rowniez kary w postaci odebrania przyjemnosci bywają bolesne)daje poczucie dziecku bezkarnosci,i dominacji nad rodzicem,a to błąd
Bez przesady Gojka. Zalezy o jakich karach tu tez mowimy, bo klaps w du pe, to nic zlego, a czasami tlumaczenie juz nie pomaga i nic nie daje.... Podzielam w pewnym stopniu Twoje zdanie i jestem za karami, bo wdł. mnie działają lepiej .
Klaps w dupe dziecka oznacza TWOJA bezsilnosc jako rodzica wobec dziecka...
Nie masz pomyslow,puszczaja Ci newry ti klap w dupe...dziecko uspokaja sie..z milosci? Bo wie ze zle zrobilo? nie...z bólu,zaskoczenia,szoku,strachu.
My jestesmy dla dziecka wszystkim...opoką,ostoją,miłoscią...i nagle klaps zaburza wszystko...dla nas to tylko klep w dupe a dla dziecka szok...dziciak pojeczy my przytulimy...ale ono pamieta...
nie raz i nie dwa do szalu mnie dzieci doprowadzaly...zamykalam sie w wc i...wdech i wydech...na ulicy sie drze...to niech sie drze...stanelam i tyle...tlumaczylam..ryk...ok...podnosze,wyje i sie wykreca...ok...ludzie ile to potrafi trwac...
Moim zdaniem to nie jest bezstresowe wychowanie bo z wiekiem za zle zachowanie daje sie inne kary...2 latkowi mozna kazac isc do kata...a juz 12 latkowi mozna dac zakaz na to co najbardziej lubi.
A jesli komus naprawde puszcza nerwy i da tego klapsa to uszy do gory,tragedi nie ma...Dziecko i tak Was kocha a Wy jestescie wspanialymi matkami ![]()
klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził,oczywiście jestem przeciwna np.laniu pasem,kablem itp
Po takim jednym, drugim czy kolejnym klapsie trudno jest dziecku wytłumaczyć powody, dla których ma nie bić kolegi. Argumentów brakuje. No, chyba że powiemy dziecku o podwójnej moralności.
możesz mi wierzyć lub nie,moje dzieci chociaż dostają klapa raz na jakiś czas,kolegów nie biją,a koleżanka ma syna i chociaż wychowuje bezstresowo to on okłada na okrągło dzieci na placu zabaw
możesz mi wierzyć lub nie,moje dzieci chociaż dostają klapa raz na jakiś czas,kolegów nie biją,a koleżanka ma syna i chociaż wychowuje bezstresowo to on okłada na okrągło dzieci na placu zabaw
Tematem wątku są kary cielesne (w tym klapsy). Niestosowanie kar cielesnych (w tym klapsów) nie ma nic wspólnego z tzw. wychowaniem bezstresowym.
I rozumiem, że są dzieci, które mimo karania ich klapsami nie biją innych. Tyle tylko, że wypada być przygotowanym na pytanie swego dziecka "Mamusiu, czemu mnie bijesz, a ja nie mogę bić kolegów?".
I rozumiem, że znajdzie się odpowiedź i na to pytanie.
Rozumiem też, że wielce prawdopodobnym jest to, że takie dziecko nie odważy się zadać tego pytania mamie/tacie stosującemu klapsy.
Problem jest inny.
Takim swym zachowaniem przekazujemy dziecku pozawerbalną informację: mama/tata może używać siły, by wytłumaczyć niestosowność (wg ich oceny) zachowania; dziecko siły w tym samym celu używać nie może, musi poczekać na swoje dzieci.
Nie rozumiem tylko, dlaczego rodzicom tak trudno jest przyznać, że ich klapsy są wynikiem bezsilności.
Nie rozumiem tylko, dlaczego rodzicom tak trudno jest przyznać, że ich klaps jest wynikiem braku (w momencie dania klapsa) innych metod wychowawczych.
Nie rozumiem tylko, dlaczego rodzicom tak trudno jest przyznać, że używają siły fizycznej (przemocy) w stosunku do dziecka.
Bo danie klapsa to zastosowanie siły fizycznej w wychowaniu.
18 2012-10-07 09:05:22 Ostatnio edytowany przez Ojciecpiotr (2012-10-07 09:07:20)
Każdy klaps bez względu na jego siłę czy przedmiot jakim się go zadaje ma za zadanie zaakcentowanie swojej przewagi i jest zły.
Rada dla rodziców dających klapsy swoim dzieciom. Od dzisiaj jak będziecie negocjować umowy w pracy czy przekonywać szefa do swoich racji, gdy ustalenia nie idą po Waszej myśli dajcie klapsa oponentów w tyłek albo w twarz.
A tak poważnie zastanawiam się dlaczego biegamy na różne szkolenia z negocjacji biznesowych, płacimy za to grubą kasę a na kursy o radzeniu sobie z dziećmi nawet nie chcemy spojrzeć. Łatwiej maluchowi po prostu przyłożyć prawda?
Oczywiście, że klaps to znak besilności rodzica, brak pomysłu na wychowanie dziecka. I nie ma dla mnie na to żadnego usprawiedliwienia, bo stres, bo dużo pracy, bo mało czasu. A co to takiego trzylatka obchodzi?
Stosowanie kar cielesnych to dla mnie znecanie się nad dzieckiem, co to za metoda, która pokazuje dziecku, że przywalenie komuś słabszemu jest rozwiązaniem problemu?
20 2012-10-07 09:36:39 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-10-07 18:35:57)
Bardzo dobre pytanie, skłaniające do refleksji.
Mylicie pojęcia.
Kary i nagrody są elementem tresury, nie zaś wychowania.
Jedyną sensowną "karą" (cudzysłów, bo to tak naprawdę nie kara) za przewinienie jest zmuszenie do poniesienie konsekwencji tegoż, nie zaś kara wymierzona przez wychowawcę. Chodzi o to, żeby dziecko pojęło związek przyczynowo-skutkowy. I czasem te skutki są "cielesne".
Drugą sprawą jest nauczenie zasad, wpojenie zasad. Oczywiście, że trzeba tłumaczyć. Jest metoda: stań tu i pomyśl co zrobiłeś (przy czym najpierw należy wyjaśnić konsekwencje czynu, okazać zasmucenie a długość stania nie może przekraczać tylu minut ile dziecko ma lat, no i nie może być izolowane w tym czasie od rodziców, a gdy się bardzo emocjonuje, najpierw wyciszyć emocje... Trochę tych zasad jest, poczytajcie książki o szczęśliwym dziecku).
Ale być może są sytuacje, gdy klaps przywołuje do porządku. Są to sytuacje absolutnie wyjątkowe (osobiście tylko o takich słyszałam). Być może dziecko czasem powtarza niewłaściwe zachowanie żeby wypróbować rodzica. Nie wiem.
Moje dzieci nigdy nie rzucały się na podłogę (w sklepie ani nigdzie indziej), nie urządzały wrzasków. Niestety, czasem biły się między sobą i wtedy byłam bezradna. Wówczas zdarzało mi się uderzyć agresora i był to wyłącznie wyraz mojej bezradności, nie radzenia sobie z emocjami, krok rozpaczy, a nie żadna metoda wychowawcza. Oczywiście najpierw wypróbowałam rozmaite inne metody (jak usuwanie przedmiotu sporu, rozmowy, prośby, groźby odebrania przyjemności, odbieranie przyjemności i wiele innych). Ale prawdziwą przyczyną kłótni i bójek rodzeństw jest brak czasu rodziców, brak uwagi dla dzieci i ich uczuć. A to zdarza się nagminnie, gdy oboje rodzice pracują i oboje nie mają czasu i są zmęczeni.
Gdy pracuję z cudzymi dziećmi zwykle nie mam problemu z ich zachowaniem. Ja mówię wyraźnie jakie są zasady i moje oczekiwania, dzieci przestrzegają zasad, a gdy im się zdarzy zapomnienie, tylko spokojnie przypominam. Dziecko rzuca "zawstydzone" spojrzenie i wraca do wyznaczonych granic. Lepiej działa łagodność i wyrozumiałość.
Jeśli chodzi o dorosłych, bardzo często uważają, że zasady są dla innych i surowo oceniają innych, siebie bardzo łagodnie. Przypomnienie o zasadach wywołuje głupawy uśmieszek, czasem brak reakcji, czasem zbędne dyskusje, dopóki nie okażę stanowczości. Jakby dorośli byli źle wychowanymi dziećmi...
Co zrobiliśmy im, gdy byli dziećmi? Co zrobili ich wychowawcy?
moje dzieci nie maja na szczęście tendencji do rzucania się na podłogę w sklepie i histeryzowania,ale widziałam już takie sytuacje,ja bym dziecko zostawiła i poszła niech sobie popłacze,niestety ludzie przechodzący obok potrafią tylko powiedzieć jak takie dziecko jest wychowane,że oni to za takie coś porządne lanie dziecku sprawili
co do tego klapa,miałam takie sytuacje gdzie dziecko coś zrobiło,nie pomogło tłumaczenie i proszenie,więc ten klaps się przytrafił
Ale być może są sytuacje, gdy klaps przywołuje do porządku. Są to sytuacje absolutnie wyjątkowe (osobiście tylko o takich słyszałam). Być może dziecko czasem powtarza niewłaściwe zachowanie żeby wypróbować rodzica. Nie wiem.
Być może i przywołuje, ale na błędnych zasadach. Nie chodzi o to żeby swoją siłą fizyczną zastraszyć dziecko czy zmusić je do posłuszeństwa. I jakie wyjątkowe sytuacje masz na myśli? Przecież każdy rodzić stosujący klapsy powie Ci, że to tylko w wyjątkowych sytuacjach się zdarza, a tak ogólnie to cud miód.
I tak Artemido, dziecko wypróbowuje rodziców, taka rola dziecka.
23 2012-10-07 12:38:26 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2012-10-07 12:42:36)
możesz mi wierzyć lub nie,moje dzieci chociaż dostają klapa raz na jakiś czas,kolegów nie biją,a koleżanka ma syna i chociaż wychowuje bezstresowo to on okłada na okrągło dzieci na placu zabaw
Ja Ci wierzę.A Ty wierzysz mi,że klaps to nie jest metoda wychowawcza i nie uczy niczego dobrego?A jedynie tego,że jak jesteś starszy,silniejszy i brak Ci argumentów to możesz uderzyć...
Jestem mamą i nigdy nie uderzyłam swego dziecka.Wiem co to bunt,próba sił,wymuszanie:)
Artemido- wydaje mi się,że w wychowaniu nie chodzi o "przywołanie do porządku".A więc metoda,która tak działa nijak ma się do do wychowania.
wierzę,ale jeśli tłumaczenie dziecku 15 razy aby nie wchodziło na parapet,albo nie brało noża nie pomaga,to niestety klapa w tyłek,chyba że mam pozwolić na zabawe nożem albo wyskoczyć przez okno,wtedy będę wyrodna matka bo nie upilnowałam dziecka
wierzę,ale jeśli tłumaczenie dziecku 15 razy aby nie wchodziło na parapet,albo nie brało noża nie pomaga,to niestety klapa w tyłek,chyba że mam pozwolić na zabawe nożem albo wyskoczyć przez okno,wtedy będę wyrodna matka bo nie upilnowałam dziecka
Może to jest kwestia tego jak się dziecku to tłumaczy?
Mylicie pojęcia.
Kary i nagrody są elementem tresury, nie zaś wychowania.
Moim zdaniem tresura i wychowanie jest to dokładnie to samo chociaż to pierwsze stosuje się głównie do zwierząt i ma wydźwięk pejoratywny. Wielu miłośników swoich piesków mówi, że wychowuje zwierzę a nie tresuje.
Jedyną sensowną "karą" (cudzysłów, bo to tak naprawdę nie kara) za przewinienie jest zmuszenie do poniesienie konsekwencji tegoż, nie zaś kara wymierzona przez wychowawcę. Chodzi o to, żeby dziecko pojęło związek przyczynowo-skutkowy. I czasem te skutki są "cielesne".
Tu też mam wątpliwości bo dla wielu "wychowawców" poniesieniem konsekwencji złego zachowanie jest właśnie bicie. Dla dziecka karą jest też smutek mamy gdy coś przeskrobie.
Kara jest konsekwencją złego zachowania a nagroda dobrego. Nie musi być to lizak, może być to uśmiech albo przytulenie dziecka.
Ale być może są sytuacje, gdy klaps przywołuje do porządku. Są to sytuacje absolutnie wyjątkowe (osobiście tylko o takich słyszałam).
Jaką znajdziesz sytuację wyjątkową by ktoś dał klapsa Twojemu dziecku?
Moje dzieci nigdy nie rzucały się na podłogę (w sklepie ani nigdzie indziej), nie urządzały wrzasków. Niestety, czasem biły się między sobą i wtedy byłam bezradna. Wówczas zdarzało mi się uderzyć agresora i był to wyłącznie wyraz mojej bezradności, nie radzenia sobie z emocjami, krok rozpaczy, a nie żadna metoda wychowawcza.
To po co ją stosowałaś? Pokazywanie dziecku biciem, że nie wolno bić? Większego szczytu hipokryzji chyba nie ma.
Oczywiście najpierw wypróbowałam rozmaite inne metody (jak usuwanie przedmiotu sporu, rozmowy, prośby, groźby odebrania przyjemności, odbieranie przyjemności i wiele innych). Ale prawdziwą przyczyną kłótni i bójek rodzeństw jest brak czasu rodziców, brak uwagi dla dzieci i ich uczuć. A to zdarza się nagminnie, gdy oboje rodzice pracują i oboje nie mają czasu i są zmęczeni.
Usprawiedliwiasz się by lepiej się poczuć? Pracuj więcej nad sobą i relacjami z dziećmi. Powinnaś wiedzieć, że kłótnie i bójki dzieci są typowym objawem relacji między rodzeństwem i nie powinno się reagować dopóki nikomu krzywda się nie dzieje.
Gdy pracuję z cudzymi dziećmi zwykle nie mam problemu z ich zachowaniem. Ja mówię wyraźnie jakie są zasady i moje oczekiwania, dzieci przestrzegają zasad, a gdy im się zdarzy, zapomnienie, tylko spokojnie przypominam. Dziecko rzuca "zawstydzone" spojrzenie i wraca do wyznaczonych granic. Lepiej działa łagodność i wyrozumiałość.
Myślisz, że Twoje dzieci są inne? Nie. To Ty wiesz, że nie wolno Ci stosować złych metod wobec cudzych dzieci bo poniesiesz przykre konsekwencje tego.
Jeśli chodzi o dorosłych, bardzo często uważają, że zasady są dla innych i surowo oceniają innych, siebie bardzo łagodnie. Przypomnienie o zasadach wywołuje głupawy uśmieszek, czasem brak reakcji, czasem zbędne dyskusje, dopóki nie okażę stanowczości. Jakby dorośli byli źle wychowanymi dziećmi...
Przyjrzyj się sobie czy przypadkiem kilka zdań wcześniej nie robisz tego samego.
wierzę,ale jeśli tłumaczenie dziecku 15 razy aby nie wchodziło na parapet,albo nie brało noża nie pomaga,to niestety klapa w tyłek,chyba że mam pozwolić na zabawe nożem albo wyskoczyć przez okno,wtedy będę wyrodna matka bo nie upilnowałam dziecka
Nóż można schować tak by dziecko nie miało do niego dostępu. Okna powinny być też zabezpieczone. Czy wtedy musiałabyś tłumaczyć aż 15 razy?
28 2012-10-07 15:37:11 Ostatnio edytowany przez mortisha (2012-10-07 15:43:55)
możesz mi wierzyć lub nie,moje dzieci chociaż dostają klapa raz na jakiś czas,kolegów nie biją,a koleżanka ma syna i chociaż wychowuje bezstresowo to on okłada na okrągło dzieci na placu zabaw
A tam,podalas przyklad wychowania beztresowego (jest brak kar, zakazow, nakazow,obowiazkow)to tak sie zachowuje co sie dziwisz,bo ma na to pozowlenie od mamy, nie jest karany, tak samo jak bym tobie podala przyklad dziecka wywodzacego sie z patologi gdzie na porządku dziennym dominuje prawo sily ,zapewne wowcza takie dziecko na placu zabaw czy w szkole rowniez bedzie wyrastal w przekonaniu ze jedynym argumentem do uzekwowania czegos jest sila piesci
Lena nie ma co popadac w skrajnosc przytaczając takie przyklady.Moja znajoma jest zwolennikiem kar cielesnych (mimo ze jest to zabronione) i mimo ze dzieciaki za kazdy wybryk dostają w skore to jednak na pdoowrku biją inne dzieci,i jaki efekt?są zaprzeczeniem twojej teori.Dzieci bite i nie bite potrafia bic inne,na to nie ma reguly
wierzę,ale jeśli tłumaczenie dziecku 15 razy aby nie wchodziło na parapet,albo nie brało noża nie pomaga,to niestety klapa w tyłek,chyba że mam pozwolić na zabawe nożem albo wyskoczyć przez okno,wtedy będę wyrodna matka bo nie upilnowałam dziecka
Czemu twoje dzieci nie mają za to kar w postaci odebrania przyjemnosci,braku przywilejow, tylko odgórnie stosujesz kary cielesne? moze warto zanim przyleje sie porządnie dziecku ,zastosowac kary niecielesne? jesli tlumaczenie nie pomaga to kara powinan byc, ale nie moge sie zgodzic z tym ze jedyna karą jest danie w dupe,jaką tak wielu rodzicow zna i nic innego
Poza tym jak twoje dzieci dostają w tyłek za to ze wchodza na parapet czy siegają za nóz to chyba jednak malo skuteczne są te twoje lania,bo w przeciwnym razie nie powtarzały by tego za co zostaly ukarane
Jestem przeciwnikiem stosowania zupelnie nieksutecznych metod, warto zacięgnac po inne jesli widac że twoje kary cieelesne przy za wchodzenie na parapet nie dają rezultatu.Jakbyby daly to by dziecko juz tego nie zorbilo.
Co do noza, to trzyma je sie w szufladach,nie wiem ile twoje dzieci mają latek ,ale ostre narzedzia trzyma sie pochowanea nie na wierzchu licząc na to ze dziecko zatroszczy sie o wlasne bezpiecznstwo
Nie jestem pewna ze zadawanie bolu dziecku poprzez uderzanie go reką, pasem ,kapciem jest wychowawcze na dluzsza mete dla kazdego dziecka,wiem ze są takie dzieci ktore we wlasnej obronie potrafia oddawac i powielają zachowania rodzicow,to glownie zaczyna sie u dziecka szkolnego a nie 2 latka.2 latek jeszcze moze myslec ze mama moze mnie bic, ale taki 10 latek gdy dostaje lanie (zamiast innej kary) moze to stosowac na swoich rowiesnikach,bo zostalo mu pokazane ze rękoczynami rozowazuje sie problem poprzez zadania bólu
Nie do wszystkich dzieci bicie jest skuteczne,niektore bojąc sie piecznia skory bedzie ze strachu bezwglednie posluszne,a niektore dzici mają niebywale wysoce tolerancje na bol i naprawde karami cielesnymi je nie złamiesz.I mozesz kilka razy dziennie strzelac mu porządnie na dupe, to bedzie jeszce gorszy bunt,nerwy i robienie na zlosc, za to ze ty je mozesz bic a ono ciebie nie(dzieci,zwlaszcza szkolne nienawidzą takiego podzialu,ze ja moge na ciebie reke podnosic i cie uderzyc a ty nie mozesz nikogo)
I żeby nie było, moja ręka tez poleciała,efekt odwrotny od zamierzonego,typ dziecka którego ból nie złamie, ale za to o wiele bardziej odczuwa zakaz na cos co kocha
Dlatego z drugiej strony zazdroszcze osobom takich dzieci na ktore kary cielesne skutkuja bo jest to najszybsza i najbardziej wygodna najprostrza metoda nie polegająca na mysleniu w celu wyegzekwowania posluszenstwa.Są dzieci na ktore lanie nie bedzie dawac relultatow i doprawdy wtedy trzeba sie porządnie nagłowkowac,widząc ze bicienie skutkuje.wTedy inteligencja tutaj odgrywa kluczową role, bo wielu odzicow dawkuje klapsy kilka razy dziennie, czy tez lanie niemal codzienie,i tak bez skutku na dluzsza mete,ale innych kar juz nie znają
Dlatego lenka dziwie sie tobie ze innych kar nie stosujesz,tylko cielesne jak sama to napisalas na przykladzie z nozem i parapetem
29 2012-10-07 15:50:15 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-10-07 15:57:22)
A skąd wiesz, że innych nie stosuję? Przecież nie napisałam nic o tym.
Daję lekkiego klapa, a nie po gołym tyłu, kapciem czy pasem! A przede wszystkim nie leję dzieci!!!!
Zresztą, trudno dać klapa 11-latkowi, no i trzeba mieć za co.
Obracam się w takim środowisku, gdzie mam do czynienia z nauczycielami, policjantami i ludźmi z wyższym wykształceniem, wszyscy mają dzieci i wszystkie te dzieci chociaż raz dostały klapa od matki lub ojca! I nikt z nich nie uważa, że klaps to coś strasznego!
Obracam się w takim środowisku, gdzie mam do czynienia z nauczycielami, policjantami i ludźmi z wyższym wykształceniem, wszyscy mają dzieci i wszystkie te dzieci chociaż raz dostały klapa od matki lub ojca! I nikt z nich nie uważa, że klaps to coś strasznego!
Więc skoro oni nie uważają, że to coś strasznego, to znaczy, że można? ;-) Proszę, powiedz, że nie to miałaś na myśli ...
nie to wcale nie oznacza że można,niestety większość tak robi,ja też,co nie znaczy że daje klapa codziennie,zdarzy sie po prostu raz na jakiś czas!
a jak ktoś przebywa 24 na dobę z dziećmi to niestety nerwy puszczają!
zaraz posypią się pytania dlaczego dziecko nie pójdzie do przedszkola,albo z nianią nie będzie,otóż na przedszkole jest za małe,na nianie szkoda pieniędzy!
!
a jak ktoś przebywa 24 na dobę z dziećmi to niestety nerwy puszczają!
Wiesz co ... to jest okropny argument :-( i ŻADNE usprawiedliwienie ...
a skąd wiesz że innych nie stosuje? przecież nie napisałam nic o tym
daje lekkiego klapa,a nie po gołym tyłu,kapciem czy pasem!a przede wszystkim nie leje dzieci !!!!
zresztą trudno dać klapa 11 latkowi,no i trzeba mieć za co
obracam się w taki środowisku,gdzie mam do czynienia z nauczycielami,policjantami i ludźmi z wyższym wykształceniem,wszyscy mają dzieci i wszystkie te dzieci chociaż raz dostały klapa od matki lub ojca!i nikt z nich nie uważa że klaps to coś strasznego!
odnioslam sie do twojej wypowiedzi z wchodzeniem na parapet czy sieganiem za noz, napisalas ze jesli tlumaczenie nie pomaga wtedy dajesz klapsy czasami, to ja sie pytam? w jakim celu te klapsy gdy dziecko znow to samo powtarza?
Rowniez obracam sie wsrod ludzi na powazanych stanowiskach,i jedni wychowują dzieci karami cielesnymi,drudzy nie stosują kar cielsnych i dzieci bywaja rozne.Nie moge powiedziec ze to co dostaja klapsy to aniolki,a te co dostaja szlabany na podworko to diably,i odwrotnie
I co najistotniejsze,nie pisze ze lejesz dzieci bo piszesz o klapsach dawkowanych od czasu do czasu(nie wiem czy to jest co 3 dni czy raz na mieisąc ,czy kilka razy w miesiacu te twoje od czasu do czasu)i nie pisze ze klaps to cos strasznego, tylko jestemprzeciwnikiem stosowania NIESKUTECZNYCH metod ,i tym bardziej na króką mete
Apropo 11 latka, to wlasnie w tym wieku dziecko najczesciej jest karcone,dziecko w wieku szkolnym,a nie niemowlak czy roczniak,ktory nie zdaje sobie sprawy co zlego robi,a 11 latek juz dobrze wie co wolno a co nie i czesto swiadomie robi cos na zlosc,zdajac sobie sprawe ze przegiąl,Mam dziecko w domu w tym wieku i wiem ze dzieci w tej grupie wiekowej są swiadome swoich przewinien za ktore kara sie nalezy
I z racji obserwacji wiem,ze wykształcenia nie idzie w parze z wiedzą na temat wychowania.Tego bym nie generalizowala
Tez obracam sie w srodowisku gdzie u niektorych reka,laczek, i pasek jest nieodzownym elementem wychowawczym, czy to cos strasznego? nie potrafie stwierdzic bo dzieci bywaja rozne.Jedne są bardzo grzeczne,inne potworne mimo karcenia cielesnego
Jak pisalam,czystego konta nie mam w tym temacie,ale niestety mieszkam z dosyc trudnym dzieckiem i domniemam ze zadne kary fizyczne nie wiem jak dotkliwie nie złamaly by ją a jeszce bardziej napawały buntem, zlosliwoscią, gniewem,i przy takim delikwencie naprawde trzeba uzyc inteligencji
Wierze ze obracac sie wsrod znajomych,ktorzy choc raz przylozyli dziecku, ale jest roznica raz czy dwa skarcic cielesnie, ale nie kilka razy w tygodniu ,lub nie ma miesiąca bez lania.Dostrzegasz tu roznice? ja tak !to ze choc raz przylali niegrzecznemu dziecku, lub ze ich nerwy poniosly to nie znaczy ze robią to za kazdym razem gdy dziecko zawini,są tez inne kary ,nie tylko cielesne, potrafisz to zrozumiec?
Np przykladnie uderzając swoje dziecko w glowe czy buzie nie mozesz sie tlumaczyc ze tez jestes czlowiekiem i masz prawo do takich bledow, czy gorszego dnia,bo tak nie jest, na to nie ma lini obrony
Wywodze sie z bardzo powazanej rodziny,rodzice doceniani i szanowani z racji zawodu,i rygor byl okrutny.Kary cielesne były wcale nie delikatne.Ból akurat mnie potrafil złamac,ale nie wiem co to by było jakby przytrafilo im sie takie dzieci,ktore ma szalenie wysoką tolerancje na ból,i kazde lanie dzialalo by jak dolanie oliwy do ognia,nie chce nawet myslec co by to było
Wychowywanie dziecka jest trudną rzeczą.
Wielokrotnie nerwy rodziców narażone są na szwank.
Wielokrotnie dzieci sprawdzają granice rodziców, usiłując przesunąć je (te granice) jeszcze trochę.
Wielokrotnie rodzice nie maja pomysłu na to, by odpocząć od swych dzieci.
Wielokrotnie brak im takich możliwości (pieniędzy, zaufanej osoby do choćby kilkugodzinnej opieki nad dzieckiem).
Zbyt rzadko matki/rodzice mogą liczyć na wsparcie, na możność odreagowania swej złości.
Rzadko kto informuje rodziców, że zajmowanie się własnym dzieckiem niemal bez przerwy, jest zajęciem bardzo obciążającym psychicznie.
Mało kto przygotowuje rodziców do ich nowej roli.
Proporcjonalnie niewiele jest miejsc, gdzie rodzice mogą nauczyć się postępowania z dzieckiem w trudnych sytuacjach oraz rozwiązywania konfliktów.
Katować się tym, że dało się dziecku klapsa jest rzeczą bezsensowną. Ale równie bezsensowną sprawą jest udowadnianie sobie i wszystkim dokoła, że klaps jest dobrą metodą wychowawczą.
Dobrze, gdy rodzice zdają sobie sprawę, że klaps jest wynikiem ich bezsilności i bezradności.
35 2012-10-07 16:59:30 Ostatnio edytowany przez mortisha (2012-10-07 17:11:07)
Podam przyklad sytuacji gdzie zwolennicy ciezkiej reki w sensie doslownym by zastosowali lanie,(podczas opowiadania im tego wydarzenia jednoznacznie stwierdzili ze pas poszedł byw ruch)ale mąż wysilil sie na pogłówkowanie i uzyskal oczekiwany efekt bez bicia córki.(on jest wielkim przeciwnikiem kar cielesnych, za to zwolennikiem dyscypliny,nawet nie małej)
Miala 10 lat,nowe miejsce zamieszkania,kazalismy jej nie oddalas sie z pola widzenia z naszego widoku z okna, niestety nie posluchala sie,jak wsiadla na rower to wrocila po prawie 2 godz a my nie wiedzilismy czy cos jej sie stalo czy sie zgubila,czy nie wiem co,komorke w domu zostawila, gdy przyszla do domu byla baaardzo dluga rozmowa,nie powiem ze przyjemna i na zakonczenie ARESZT na wychodzenie na podworko po szkole do odwolania, (ona kocha rower i byc na dworze,bardzo ten szlaban odczula) gdy kara po chyba 2 tyg minela,nigdy wiecej nie poszla gdzies dalej bez uprzedzania nas.
Efekt osiagniety bez lanska :)Bicie w tym wypadku by lepszego rezulatu nie przynioslo, i jestem tego pewna
Dyscyplina w domu duza panuje, ale trzeba bo jest to typ bardzo trudnego dziecka, ze poblazliwoscią nie dotrzesz,bo na glowe by weszła,lecz adekwatne kary doskonale skutek potrafią przynosić,ale do tego potrzeba myslenia.
Ja ręki nie mam lekkiej,i zdecydowanie wole trzymac ją kolo siebie,tym bardziej wiem,że energiczny mocny strzał w zadek działałby tak jakbym reką o blat stolu przyrżnela(a klaps musi zabolec jak juz sie na to ktos decyduje)
Efekt zerowy,albo wzbudzajacy nerwy u drugiej strony,u wiekszosci dzieci niestety/stety nieskuteczna forma karcenia,fakt, jest najłatwiejsza,nie wymaga myslenia, ale rowniez bywa nieskuteczna i nie ma co jej celebrować wnioskując ze dzieci ktore dostaja w skore bedą grzeczne(za cos dotają, wiec wnioskuje ze za niegrzecznosc,wowczas sami sobie przeczycie) a te ktore nie dostają lania to są okropne bachory, tak nie zawsze jest,jak pisałam powyzej znam rozne dzieciaki,,czy obrywają rodzicow czy nie bywaja i wredne, okropne zliosliwe bachory a takze bywają dzieci dosyc sypmatyczne,ulozone,bardzo grzeczne
To co sie sprawdziło u jednego dziecka nie zawsze sprawdzi sie u drugiego,trzeba wziąć to pod uwage
Kara powinna być adekwatna do przewinienia. Nie powinno się dawać kar "do odwołania" bo to jest poniżające a dwutygodniowe pozbawienie dziecka największej przyjemności to wręcz psychiczne znęcanie się.
Moim zdaniem tresura i wychowanie jest to dokładnie to samo chociaż to pierwsze stosuje się głównie do zwierząt i ma wydźwięk pejoratywny. Wielu miłośników swoich piesków mówi, że wychowuje zwierzę a nie tresuje.
Udajesz? Czy naprawdę uważasz, że wychowanie jest tym samym co tresura?
Artemida napisał/a:Jedyną sensowną "karą" (cudzysłów, bo to tak naprawdę nie kara) za przewinienie jest zmuszenie do poniesienie konsekwencji tegoż, nie zaś kara wymierzona przez wychowawcę. Chodzi o to, żeby dziecko pojęło związek przyczynowo-skutkowy. I czasem te skutki są "cielesne".
Tu też mam wątpliwości bo dla wielu "wychowawców" poniesieniem konsekwencji złego zachowanie jest właśnie bicie. Dla dziecka karą jest też smutek mamy gdy coś przeskrobie.
Kara jest konsekwencją złego zachowania a nagroda dobrego. Nie musi być to lizak, może być to uśmiech albo przytulenie dziecka.
Nie rozumiesz. Konsekwencją wylania wody są mokre kapcie i konieczność starcia podłogi. Konsekwencją wybrania niewłaściwej odzieży jest zmarznięcie, zmoknięcie lub przegrzanie. Konsekwencją wychylenia się przez okno może być... No właśnie, w takim przypadku rodzic nie może dopuścić, by dziecko poniosło konsekwencje, bo mogłoby się to zakończyć śmiercią lub kalectwem dziecka. I w tym przypadku konieczne jest wytłumaczenie, a gdyby dziecko powtarzało zachowanie, zastosowanie tresury, czyli kar i nagród.
Artemida napisał/a:Ale być może są sytuacje, gdy klaps przywołuje do porządku. Są to sytuacje absolutnie wyjątkowe (osobiście tylko o takich słyszałam).
Jaką znajdziesz sytuację wyjątkową by ktoś dał klapsa Twojemu dziecku?
Np. gdyby moje kilkuletnie dziecko uderzyło w buzię niemowlaka. Nigdy się to nie zdarzyło.
Artemida napisał/a:Moje dzieci nigdy nie rzucały się na podłogę (w sklepie ani nigdzie indziej), nie urządzały wrzasków. Niestety, czasem biły się między sobą i wtedy byłam bezradna. Wówczas zdarzało mi się uderzyć agresora i był to wyłącznie wyraz mojej bezradności, nie radzenia sobie z emocjami, krok rozpaczy, a nie żadna metoda wychowawcza.
To po co ją stosowałaś? Pokazywanie dziecku biciem, że nie wolno bić? Większego szczytu hipokryzji chyba nie ma.
Nie mówiłam, że stosowałam karę. Tylko że zdarzyło mi się uderzyć i że nie była to kara, tylko moje nie radzenie sobie z emocjami. Czytaj ze zrozumieniem. Dziecko oczywiście każdą przykrość może odbierać jako karę - także brak czasu matki, który zupełnie nie jest jego winą. Ani całkowitą winą matki, jeśli musi iść do pracy bo ma męża nieudacznika.
Artemida napisał/a:Oczywiście najpierw wypróbowałam rozmaite inne metody (jak usuwanie przedmiotu sporu, rozmowy, prośby, groźby odebrania przyjemności, odbieranie przyjemności i wiele innych). Ale prawdziwą przyczyną kłótni i bójek rodzeństw jest brak czasu rodziców, brak uwagi dla dzieci i ich uczuć. A to zdarza się nagminnie, gdy oboje rodzice pracują i oboje nie mają czasu i są zmęczeni.
Usprawiedliwiasz się by lepiej się poczuć? Pracuj więcej nad sobą i relacjami z dziećmi. Powinnaś wiedzieć, że kłótnie i bójki dzieci są typowym objawem relacji między rodzeństwem i nie powinno się reagować dopóki nikomu krzywda się nie dzieje.
Nie, nie usprawiedliwiam się. Moje dzieci są dorosłe. Piszę to, żeby wyjaśnić innym, dlaczego czasem wychowywanie dzieci jest tak trudne. Nie zauważyłeś, co ważnego powiedziałam: prawdziwą przyczyną kłótni i bójek rodzeństw jest brak czasu rodziców, brak uwagi dla dzieci i ich uczuć. Wybrałeś coś innego, żeby dokopać. Sprawia Ci to przyjemność?
Pracowałam nad sobą. Ty też powinieneś pracować nad sobą. Odnosisz się do mnie wyjątkowo nieprzyjaźnie. Kłótnie i bójki rodzeństwa nie są normalne. I należy tak wychowywać dzieci, żeby nie czuły potrzeby walczenia ze sobą. Moja mama nigdy nie uderzyła mojej cioci.
Artemida napisał/a:Gdy pracuję z cudzymi dziećmi zwykle nie mam problemu z ich zachowaniem. Ja mówię wyraźnie jakie są zasady i moje oczekiwania, dzieci przestrzegają zasad, a gdy im się zdarzy, zapomnienie, tylko spokojnie przypominam. Dziecko rzuca "zawstydzone" spojrzenie i wraca do wyznaczonych granic. Lepiej działa łagodność i wyrozumiałość.
Myślisz, że Twoje dzieci są inne? Nie. To Ty wiesz, że nie wolno Ci stosować złych metod wobec cudzych dzieci bo poniesiesz przykre konsekwencje tego.
Moje dzieci były grzeczne do czasu gdy miały mamę przy sobie. Do tego czasu nie biły się... Przy obcych każde dziecko zachowuje się nieco inaczej niż przy mamie.
Artemida napisał/a:Jeśli chodzi o dorosłych, bardzo często uważają, że zasady są dla innych i surowo oceniają innych, siebie bardzo łagodnie. Przypomnienie o zasadach wywołuje głupawy uśmieszek, czasem brak reakcji, czasem zbędne dyskusje, dopóki nie okażę stanowczości. Jakby dorośli byli źle wychowanymi dziećmi...
Przyjrzyj się sobie czy przypadkiem kilka zdań wcześniej nie robisz tego samego.
Przyjrzyj się sobie, jaki jesteś jadowity, gdy ja mówię o swoich intymnych sprawach. Jak oceniasz, żeby zranić, nie żeby pomóc.
Nie udaję świętej. Piszę o swoich błędach, żeby inni mogli się uczyć na moich, to im się opłaci.
Cieszę się, że wszystko rozumiesz. A skoro moim zdaniem krytykę postępowania odbierasz jako obrażanie to trudno.
Zresztą, trudno dać klapa 11-latkowi, no i trzeba mieć za co.
Obracam się w takim środowisku, gdzie mam do czynienia z nauczycielami, policjantami i ludźmi z wyższym wykształceniem, wszyscy mają dzieci i wszystkie te dzieci chociaż raz dostały klapa od matki lub ojca! I nikt z nich nie uważa, że klaps to coś strasznego!
Przede wszystkim- z 11- latkiem to chyba potrafisz porozmawiać?
Znam policjanta co katuje swoją żonę i dzieci i psychologa,który gwałcił swoją żonę i córkę.I nikt z nich nie uważał,że robią coś strasznego.
Błagam- nie pisz takich niedorzeczności...
nie porównuj katowania i gwałtu do klapsa
41 2012-10-08 08:08:07 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2012-10-08 08:09:55)
Lena- nie rozumiesz.Ja niczego nie porównuję.Chciałam tylko pokazać,że tak podkreślone przez Ciebie wyższe wykształcenie nie ma ŻADNEGO związku z mądrym wychowaniem dziecka.
A klapsy dają i profesorowie i menele.I co? potrafisz wyciągnąć z tego wniosek? Bo ja tak:)
Ps.Napisałaś,że trudno dać klapa 11- latkowi.Do jakiego wieku według Ciebie jest taka granica,że kara się dziecko klapsem?
tak masz racje,
co nie znaczy że ja dajac klapa raz na x czasu,jestem zła matką,
jak już wyżej napisałam przebywając z dzieckiem 24 na dobę(tym młodszym bo starsze jest 8 godz w szkole)nerwy człowiekowi czasami puszczają
43 2012-10-08 08:30:56 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2012-10-08 08:31:39)
Leno- ja nie twierdzę i nie twierdziłam,że jesteś złą matką.Bo nie jesteś.Chciałam tylko Ci uświadomić,że lepsza jest rozmowa,ostrzeżenie,inne kary,które podpowiada intuicja kochającej,mądrej matce.
Ja też byłam z moim dzieckiem 24 h do trzeciego roku życia.Potem córka poszła do przedszkola ale więcej chorowała niż chodziła, zwolniłam się z pracy bo nie miał kto z nią zostawać.I myślę,że ma lub miało tak większość moich znajomych.
44 2012-10-08 16:27:57 Ostatnio edytowany przez mortisha (2012-10-08 16:33:43)
Kara powinna być adekwatna do przewinienia. Nie powinno się dawać kar "do odwołania" bo to jest poniżające a dwutygodniowe pozbawienie dziecka największej przyjemności to wręcz psychiczne znęcanie się.
Nie , szlaban 2 tyg za bardzo powazne swiadome przwinienie nie jest znęcaciem sie psychicznym.Było by tak jakby miala zakaz zblizania sie do swoich kochanych zwierzaków, to napewno by ją załamało,a tym bardziej wychowawcze nie było by,bo bardzo kocha te futrzane istotki,ale wiem ze nigdy takiego zakazu nie dostanie.Kara w postaci ograniczenia przywilejów,szlaban na cos, musi byc odczuwalna, aby drugi raz nie popelnilo sie tego przewinienia
jak już wyżej napisałam przebywając z dzieckiem 24 na dobę(tym młodszym bo starsze jest 8 godz w szkole)nerwy człowiekowi czasami puszczają
Ja równiez po 10 h bywa i 12 przebywam z moimi pracownikami, i wierz mi, takie mam nerwy i czasami strasznie napiety dzien, gotuje mi sie w srodku, lecz z tego co mi wiadomo, nie mam prawa mojego pracownika trzasnąc, a nie raz az reka swedzi jak po raz kolejny z rzedu ten sam bląd regularnie widze,lub notoryczne spóźnienia, albo jakies wyskoki czy odzywki,ktorych nie toleruje,, i co moge zrobic?umiem odpowiednio przywołac do porządku,muimo ze krew mnie czasami zalewa,do tego twoim zdaniem trzasnąc jak ty uwazasz ze jest to usprawiedliwienie jesli nerwy mi puszczą? obys sie kiedys nie przejechała jak ty komus za skore zaleziesz ,ktoś nie wytrzyma nerwowo i ci w czajnik da, to jest twoim zdaniem usprawiedliwienie ze mozna kogos uderzyc bo masz zły dzien i nie panujesz nad nerwami?nie sadze.Jetses widocznie zbyt mało kompetentna w wielu aspektach zycia.Twoje teorie nie mają racji bytu
mortisha nie znasz mnie więc mnie nie oceniaj,nikt nie jest doskonały nawet Ty,
sama gdzieś tam w swoich postach napisałaś o cierpliwość do dziecka 2 letniego,więc może jak byc może kiedyś bedziesz miała takie, to zrozumiesz co to znaczy spędzić cały dzień z dzieckiem,mieć cały dom na głowie i masę innych spraw
po za tym nie porównuj dorosłego człowieka któremu możesz coś wytłumaczyć do dziecka które nie do końca musi wiedzieć i rozumieć o co nam chodzi
lepiej negatywnie ocenić kogoś kto robi coś źle ale do tego się przyznaje,niż kogoś kto robi źle ale to ukrywa!
mortisha nie znasz mnie więc mnie nie oceniaj,nikt nie jest doskonały nawet Ty,
sama gdzieś tam w swoich postach napisałaś o cierpliwość do dziecka 2 letniego,więc może jak byc może kiedyś bedziesz miała takie, to zrozumiesz co to znaczy spędzić cały dzień z dzieckiem,mieć cały dom na głowie i masę innych spraw
po za tym nie porównuj dorosłego człowieka któremu możesz coś wytłumaczyć do dziecka które nie do końca musi wiedzieć i rozumieć o co nam chodzi
lepiej negatywnie ocenić kogoś kto robi coś źle ale do tego się przyznaje,niż kogoś kto robi źle ale to ukrywa!
Dokladnie dobrze zapamietalaś, nie mam wlasnych dzieci,wlasnie z tych powodow jakie tutaj napomnialas,i wiem ze nie bede miec w ogole biol.dzieci bo to jest ponad moje sily fiz. jak i psychiczne, wiec dlatego tacy ludzie jak ja nie powinni decydowac sie na dzieci.Mam w domu szkolne dziecko,ktore potrafi do roztroju nerwowego doprowadzic,mimo swojego wieku,i dzisiaj az glowe przez okno musialam wystawic,ale to jest bez porównania jak odchorowywalam gdy przebywalam z 2 letnim dzieckiem prez kilka godz wysluchując jego histerie.Dla dobra jego i mojego nie moge miec stycznosci z malym rozwydrzonym bachorem jakimkolwiek do lat 4 minimum
Co do doroslych ludzi,ohh Lena,jakby tak było pieknie jak piszesz, ile razy tlumaczysz doroslemu cos jak krowie na rowie i kurvaa szlag cie trafia bo jak grochem o sciane,stąd sie biorą konflikty pomiedzy doroslymi
no widzisz,ja naprawdę nie jestem wyrodną matką,a to że tu się przyznałam że tam raz na kiedyś dam lekkiego klapa to chyba był błąd ![]()
no widzisz,ja naprawdę nie jestem wyrodną matką,a to że tu się przyznałam że tam raz na kiedyś dam lekkiego klapa to chyba był błąd
Nie myślę, że jesteś wyrodną matką.
Nie uważam, że zrobiłaś błąd przyznając się do dawania klapsów - dzięki Twemu wyznaniu rozpoczęła się dyskusja - a w niej (moim zdaniem) nie chodzi o rozdawania ocen "dobra mama", czy "zła/wyrodna mama".
Moje dzieci od bardzo dawna są dojrzałymi, samodzielnymi osobami.
Każde z nich dostało ode mnie po klapsie (tak, po jednym), każde za ten klaps zostało przeze mnie przeproszone. Żadne z nich tego nie pamięta. Pamiętam za to ja i choć minęło już wiele lat od tych dwóch klapsów, to ciągle uważam je za swój błąd, za swoją "niewyróbkę". Nie katuję się tym, ale zadaję sobie sprawę, że w stosunku do nich zastosowałam przemoc i... nie usprawiedliwiam się.
chciałabym zadac takie pytanie : co byscie zrobili widząc rodzica który daje klapa w miejscu publicznym (park,slep,plac zabaw) jaka byłaby wasza reakcja? mówię tylko o klapsie,nie o jakimś tam większym biciu,bo wiadomo w tym przypadku reakcja natychmiastowa powinna być
Moje zachowanie w takich wypadkach jest zależne od sytuacji.
Zastanawiam się nad skutkami mojej interwencji i od tego uzależniam swe działanie.
Gdy spodziewam się, że jej efektem będzie większa agresja w stosunku do dziecka, to nie robię i nie mówię nic. Często jednak, dla rozładowania sytuacji i pozwolenia rodzicowi dziecka na upuszczenie złości i bezsilności, zagaduję serdecznie mówiąc np.: "Wyprowadził/a Panią/Pana z równowagi". Czasem tylko patrzę na tego rodzica i czekam, aż on spojrzy na mnie.
chciałabym zadac takie pytanie : co byscie zrobili widząc rodzica który daje klapa w miejscu publicznym (park,slep,plac zabaw) jaka byłaby wasza reakcja? mówię tylko o klapsie,nie o jakimś tam większym biciu,bo wiadomo w tym przypadku reakcja natychmiastowa powinna być
No,ja reaguję.Zazwyczaj grzecznie proszę,żeby nie bić bo szkoda dzieciaczka,lepiej odejść i ochłonąć.
chciałabym zadac takie pytanie : co byscie zrobili widząc rodzica który daje klapa w miejscu publicznym (park,slep,plac zabaw) jaka byłaby wasza reakcja? mówię tylko o klapsie,nie o jakimś tam większym biciu,bo wiadomo w tym przypadku reakcja natychmiastowa powinna być
a co? ktos cie kiedys zawstydzil zwracją ci uwage ze takim obruszeniem reagujesz na kogos reakcje? w czerwcu pamietam jak kobieta w parku kilka razy zdzielila po tylkui nogach corke ok 4 lata bo sie lodem uplamila,sporo razy widzialam jak dziecko dostalo w pysk czy w łeb, wowoczas jaak twoja rakcja bylaby?
Njamądrzejszmu na swiecie nie przegadasz,jesli osoby takie jak ty są zwolennikami karania cielesnego to nie wiem jakbys logicznie starala sie tlumaczyc ze za uplamiony sweterek,czy za dziure w rajstopkach powina sie z karceniem wstrzymac, to i tak jak grochem o sciane,wowczas slyszymy odpowiedz ze ją newry wziely i nikt nie ejst idealny.To jak mozna rozmawiac z takimi osobami usprawiedliwiajac sie ze jest tylko czlowiekiem a wlalo bo nad nerwami nie zapanowala
53 2012-10-08 21:40:47 Ostatnio edytowany przez lena812 (2012-10-08 21:41:56)
lena812 napisał/a:chciałabym zadac takie pytanie : co byscie zrobili widząc rodzica który daje klapa w miejscu publicznym (park,slep,plac zabaw) jaka byłaby wasza reakcja? mówię tylko o klapsie,nie o jakimś tam większym biciu,bo wiadomo w tym przypadku reakcja natychmiastowa powinna być
a co? ktos cie kiedys zawstydzil zwracją ci uwage ze takim obruszeniem reagujesz na kogos reakcje? w czerwcu pamietam jak kobieta w parku kilka razy zdzielila po tylkui nogach corke ok 4 lata bo sie lodem uplamila,sporo razy widzialam jak dziecko dostalo w pysk czy w łeb, wowoczas jaak twoja rakcja bylaby?
Njamądrzejszmu na swiecie nie przegadasz,jesli osoby takie jak ty są zwolennikami karania cielesnego to nie wiem jakbys logicznie starala sie tlumaczyc ze za uplamiony sweterek,czy za dziure w rajstopkach powina sie z karceniem wstrzymac, to i tak jak grochem o sciane,wowczas slyszymy odpowiedz ze ją newry wziely i nikt nie ejst idealny.To jak mozna rozmawiac z takimi osobami usprawiedliwiajac sie ze jest tylko czlowiekiem a wlalo bo nad nerwami nie zapanowala
nie,nikt mi uwagi nie zwrócił,a jeśli daję klapa to w domu a nie gdzieś tam,i nie za to że dziecko się wybrudziło,czy zrobiło dziurkę w rajstopkach!!!
i jeszcze coś! ja mówię o klapie w tyłek, a nie laniu po łbie lub pysku jak to napisałaś!!!
czytając Twoje inne posty mam wrażenie że sama masz ochotę przylać córce Twojego męża,ale powstrzymuje Cię to że nie jest to Twoje własne dziecko!
54 2012-10-09 10:33:57 Ostatnio edytowany przez mortisha (2012-10-09 10:38:12)
nie,nikt mi uwagi nie zwrócił,a jeśli daję klapa to w domu a nie gdzieś tam,i nie za to że dziecko się wybrudziło,czy zrobiło dziurkę w rajstopkach!!! i jeszcze coś! ja mówię o klapie w tyłek, a nie laniu po łbie lub pysku jak to napisałaś!!!
czytając Twoje inne posty mam wrażenie że sama masz ochotę przylać córce Twojego męża,ale powstrzymuje Cię to że nie jest to Twoje własne dziecko!
Jeszcze na tyle zdaje sobie sprawe że piszesz o klapsie, lecz ja przytoczylam tobie przyklady jak bylam naocznym swiadkiem za co dziecko oberwalo,i bylo to kiedy dziecko lodem sie uplamilo,lub zaplątalo sie w sznurowki i na betonie rajstopy podarlo.I co tu duzo mowic,ten klaps krzywdy fizycznej nie zrobil(no moze oprocz jakiegos tam chwilowego bólu),lecz jakby nie patrzec osobiscie twierdze że są to błache powody to dania uderzenia.Jak mój mąz pomagal tamtej kobiecie wniesc cięzką torbe po schodach w parku,i napomniał tą sytuacje co widział,ona powiedziala ze juz nie ma nerwow na tego dzieciaka, ciagle sie swini,i to ją wypropwadza z rownowagi,ale usprawiedliwiła sie że przeciez jej nie zlała tylko kilka lekkich klapsow zarobiła,ale przebrala jej koszulke.Z tego co widziałam, dziecko płakalo glownie z jakiego powodu dostalo.Mąz zasmial sie zę brudne dziecko to szczesliwie dziecko,a teraz jest przebrane,czyste ,ale zapłakane i marudne,i sie zapytał po co pani mieć chlipiące dziecko,zamiast jak wczesniej wesole.Kobiecie sie wtedy humor poprawił przytakneła
Widze roznice i moje podejscie kiedy jest sytuacja jak rozwydrzony 4 latek własna babcie za włosy szarpie i pacnie mu sie po łapach(widzialam to,i zbytnio dziecka szkoda mi nie było) a kiedy nakruszy ciastkiem i oberwie za to, bo mamcia pedantka 6 razy dziennie z odkurzaczem lata(wtedy jakos mialam niesmaka)
czytając Twoje inne posty mam wrażenie że sama masz ochotę przylać córce Twojego męża,ale powstrzymuje Cię to że nie jest to Twoje własne dziecko!
Tak, mam takie sytuacje że ręka mnie swierzbi,wczoraj mialam potworny kryzys i az sie prosilo aby chwycic i wytatuowac moją dłoń na czerwono,i moge z czystym sumieniem stwierdzić ze czysto teorytycznie należało jak sie patrzy,ale wiem że i tak by to żadnego efektu nie przynioslo,a jeszcze gorszy,bo jest akurat z tych bardziej trudniejszych dzieci,gdzie kara cielesna im nie straszna,za to na zakaz czy na wstrzymanie jakis przyjemnosci mina rzednie,i już nikomu do smiechu wten czas nie jest :/ale to naprawde długo i solidnie musi sie prosić aby jej przywileje zostały wstrzymane.
Mąż jest przeciwnikiem fizycznych kar,kiedyś w złosci potrafiam wysyczeć do niego aby jej przyrżnął,(nie słyszała tego)ale jako jej ojciec bardziej zna własne dziecko,co bardziej skutkuje i pod jego metody dostosowuje swoje
2 latek to jest pod moje wytrzymalosci, i nie zazdroszcze tobie całodobowego przebywania z dzieckiem w takim wieku absorbujacym,bo nawet moi znajomi nie rzadko opowiadają jak wlasne dziecko potrafi wkurzyć,ale chyba kazdy sie z tym zgodzil ze uzycie sily wobec dziecka nie jest wychowawcze na dluzszą mete,zwłaszcza gdy ma sie zły dzien i nie ma tej cierpliwosci.A bywa i tak i nie zazdroszcze
a jak ktoś przebywa 24 na dobę z dziećmi to niestety nerwy puszczają!
Tak sobie myślę, że to jest podstawowy problem - usprawiedliwianie się. Taka próba racjonalizacji, tego co się zrobiło.
Czy jak rodzic uderzy dziecko, a potem się usprawiedliwi, to znaczy, że mniej ten klaps bolał?
Czy to jest problem dziecka, że opiekun sobie nie radzi, więc z desperacji, frustracji daje klapa?
Po takim stwierdzeniu, nasuwa się jedna odpowiedź - jak Ci nerwy puszczają, to sama sobie wymierz karę. Dziecka do tego nie mieszaj.
po pierwsze nie usprawiedliwiam się,a po drugie jak będziesz miała dzieci to zobaczysz jak to jest
po pierwsze nie usprawiedliwiam się,a po drugie jak będziesz miała dzieci to zobaczysz jak to jest
Czyli nie masz wyrzutów? Zakładasz, że wolno Ci było dać klapsa, bo przebywałaś non stop i nerwy Ci puściły?
Co to za argument, jak będziesz miała dzieci... Jak nie mam własnych dzieci, to w dyskusji moje stanowisko jest nic nie warte? A może zabrakło Ci argumentów?
jeśli mam wyrzuty to na pewno nie będę się dzieliła nimi z Tobą!
argument "jak bedziesz miała własne dzieci" jest po to, że jak już będziesz miała może własne dzieci , to zobaczysz co to znaczy je mieć
jeśli mam wyrzuty to na pewno nie będę się dzieliła nimi z Tobą!
argument "jak bedziesz miała własne dzieci" jest po to, że jak już będziesz miała może własne dzieci , to zobaczysz co to znaczy je mieć
Wiesz lena, to jest "argument" typu - trzeba było pomyśleć o tym, że dziecko jest wymagającym i absorbującym małym człowiekiem zanim się zaszło w ciążę ...
jeśli mam wyrzuty to na pewno nie będę się dzieliła nimi z Tobą!
argument "jak bedziesz miała własne dzieci" jest po to, że jak już będziesz miała może własne dzieci , to zobaczysz co to znaczy je mieć
Tupnij jeszcze nóżką ![]()
Faktycznie szybko się unosisz. Pewno, gdybym stała obok, dostałabym klapsa...
Może jakieś warsztaty antystresowe by Ci się przydały? A może po prostu trochę dystansu?
Sensowniej jest wejść w polemikę, bo może coś z dyskusji byś wyniosła, a nie pienić się o byle co.
sierpniowa ale to chyba moja sprawa czy ja chciałam mieć dzieci czy nie
dorota f,nie nie dostałabyś klapsa,żadne warsztaty nie są mi potrzebne,widzę że wszyscy traktują mnie tutaj jak matkę co najmniej 5 razy dziennie okładającą swoje dzieci
wiec napiszę wyraźnie jeśli zdarzy się klaps to bardzo rzadko!!!
po raz kolejny dodam tez że to był błąd do przyznania się tutaj że daje czasem klapsa,tylko takich osób co tego klapsa dają pewnie jest tu na forum trochę,ale nikt się nie przyznaje do tego
62 2012-10-10 10:41:13 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-10-10 10:43:14)
Opowiem Wam coś.
Moja przyjaciółka wzięła pod opiekę chłopca z rodziny, gdy jego matka pojechała do pracy za granicę. Chłopak (14 lat) był nie-do-opanowania. Matka go kochała i rozpuszczała. Nie umiała wyegzekwować zasad. Często wzywano ją do szkoły, bo syn był agresywny, zaczepiał, wdawał się w bójki.
Przyjaciółka określiła jasno zasady: co 3 dzień zmywasz (jak moje dzieci), śniadanie (do szkoły też) szykujesz sobie sam (jak moje dzieci), pakujesz się do szkoły sam, ubrania do prania wrzucasz tu, sam sprzątasz swój pokój itd. itp. Żadne cuda, ale też żadne niańczenie i obsługiwanie. Zwiał od niej po paru dniach. Spotkany przez znajomego został złapany i odstawiony do niej. A ona wzięła pas, porządny, wojskowy, zapytała ile ma lat i przywaliła tym pasem 14 razy. To była dotkliwa chłosta.
Zasadniczo się naprostował, przez miesiąc był spokój. A potem wdał się w bójkę w szkole. Przyjaciółka wezwana pojechała do szkoły, dowiedziała się o co chodzi, temat znała, bo coś w domu przebąkiwały dzieciaki - wiedziała że to prawda. Weszła do klasy, na lekcję (dzieci w tamtych czasach wstawały jak ktoś wchodził), podeszła do niego i trzasnęła go z rozmachu w twarz aż się zachwiał. Do przyjazdu matki dziecko zachowywało się jak normalne. Żadnych skarg, dużo śmiechu, zabawy - sprawiał wrażenie szczęśliwego (pamiętam jak się bawił z moimi dziećmi - znacznie młodszymi - choć nie musiał, jak one były w niego zapatrzone, bo taki dorosły, mądry, odpowiedzialny).
Nie jest to pochwała lania. Chodzi o to, że dziecko musi mieć jasno wyznaczone granice. Zabroniono rodzicom dyscyplinować dzieci przy pomocy klapsów, ale nie nauczono innych metod. Dziecko, któremu nie wyznaczono granic, nie czuje się bezpiecznie. Dziecko, jeśli nawet czasem dostanie klapsa, ale wie, że istnieje ktoś silniejszy, kto w razie potrzeby obroni, czuje się bezpieczniej niż dziecko, które uważa, że nikt nic nie może. A jeśli nie czuje się bezpiecznie, będzie się źle zachowywać. No i będzie szukać tych granic.
Mniejszemu dziecku łatwiej wyznaczyć granice. Łatwiej zabronić i wyegzekwować. Jeśli wyrośnie pod opieką niewydolnych wychowawczo, trafia do więzienia. Bo nie rozumie, że pewnych rzeczy nie wolno robić. Wierzy, że nikt nie jest w stanie mu czegoś skutecznie zakazać.
Ja nie miałabym pomysłu, żeby tak potraktować dziecko. I gdyby mi ktoś taki pomysł poddał, odrzuciłabym go ze wstrętem. A co Wy byście zrobili?
63 2012-10-10 12:52:36 Ostatnio edytowany przez mortisha (2012-10-10 13:04:05)
Artemida, zapewne to musiało byc conajmniej z 10 lat temu, bo obecnie takie zachowanie twojej przyjaciólki napewno by napotkalo sie z konsekwencjami prawnymi i kobieta miala by wiele nieprzyjemnosci.
Sama napisalas ze tamten chlopak mial wyznaczone granice ale twoja przyjaciolka musiala wymusić ich przestrzeganie za pomocą pasa czy dania po pysku,bez tego nie dało rady i chlopak nie respektował narzuconych mu obowiązków.Czy twoja przyjaciólka równiez stosowala pas do swoich dzieci kiedy zle sie zachowały,lub w pysk sie odwinieła?moze na swoich dzieciach nauczyla sie takich metod uzywać zamiast nauczyc sie komunikowac słownie i dlatego z tym chlopakiem miala trudnosci w dojsciu do porozumienia za pomoca słownej persfazji a nie pasa.To też jest bardzo zgubne,bo czlowiek nie nauczony rozmawiac tylko na przykladzie wlasnych dzieci egzekwowac poslusnetwo za pomoca lań,i na tym zakres komunikacji z dzieckiem sie konczy
Piszesz :" Dziecko, jeśli nawet czasem dostanie klapsa, ale wie, że istnieje ktoś silniejszy, kto w razie potrzeby obroni, czuje się bezpieczniej niż dziecko, które uważa, że nikt nic nie może. .."
Hmm twoje teoria jest bardzo chwiejna, bo są dzieci,i obecni juz dorosli ludzie ktorzy klapsów nie dostawali a mimo tego zawsze czuli sie bezpieczni przy swoich rodzicach i w razie czegos równie mogli liczyc na obrone.W żadnym wypadku nie mozna absolutnie takich wnioskow wysuwac ze dzieci klapsowane bedą widziec u rodzica sile i poczucie bezpiecznestwa a te co nie dostają lania nie bedą mogli liczyc na rodziców,bo jest to oznaka rodzicielkiej slabosci (bo dlatego że nie biją?).Nie mozna Artemido tak ogolniac,bo jest to bardzo zmylające,i prowadzi do nikąd
Równiez są dzieci,ktore dostają klapsa czy tym pasem, i wcale nie uwazają ze ta osoba silniejsa,ktora wymierza im kare cieleną zapewnia im wieksze poczucia bezpieczenstwa,ale czesto powoduje to strach i zamykanie sie w sobie,,nie zwierzanie z problemów,bywa żal a nie wdziecznosc.
Tego chlopaka uzycie siły fizycznej naprostowalo jak pisalaś, ale innego małolata jeszcze bardziej mozliwe ze napawało buntem i agresją,kto wie czy by do odwajemnienia przemocy nie doszlo,no róznie to bywa.Sama zapewne widzisz, jedno dziecko dostanie w skore i sie uspakaja od razu,drugie jeszcze bardzie sie gorzej zachowuje,wpada w gorsza histerie,bunt, rowniez zaczyna bic
Ja osoboscie z tamtym nastoletnim gówniarzem nie użerala bym, sie nic a nic. Przy jakims wiekszym wybryku ostatecznie bym powiedziala ze jeszce raz taki numer a odsyłam go do matki, i nie interesuje mnie to czy on by pojechał do niej ,czy jego matka by musiala wrocić,poprostu chlopak by poniósł dotkliwe konsekwencje za swoje wybryki.
Nie szargala bym długo nerwow kosztem mojego zdrowia i samopoczucia, nie wparadowalabym do klasy i po gebie waliła, napewno na rozwydrzonego gnoja bym sobie zdrowia nie psuła
Za to bym miala wielki,ale to wielki żal do matki tego chłopca i jak pisałam mimo uprzedzenia po jakims kolejnym wybryku było by żegnam ciebie..
Tyle nerwow,stresow, odpowiedzialnosci za jego numery niech ponosi rodzicielka.Mam tolerancje do rownych niegroznych nastoletnich wyskoków,(bywa ,bo to glupi wiek)ale jesli zdecydowanie moje zasady były by nagminnie łamane i nie respektowane,poprostu skonczyło by sie tak ze byl chlopaka odstawila do matki
Opowiem Wam coś.
Moja przyjaciółka wzięła pod opiekę chłopca z rodziny, gdy jego matka pojechała do pracy za granicę. Chłopak (14 lat) był nie-do-opanowania. Matka go kochała i rozpuszczała. Nie umiała wyegzekwować zasad. Często wzywano ją do szkoły, bo syn był agresywny, zaczepiał, wdawał się w bójki.
Przyjaciółka określiła jasno zasady: co 3 dzień zmywasz (jak moje dzieci), śniadanie (do szkoły też) szykujesz sobie sam (jak moje dzieci), pakujesz się do szkoły sam, ubrania do prania wrzucasz tu, sam sprzątasz swój pokój itd. itp. Żadne cuda, ale też żadne niańczenie i obsługiwanie. Zwiał od niej po paru dniach. Spotkany przez znajomego został złapany i odstawiony do niej. A ona wzięła pas, porządny, wojskowy, zapytała ile ma lat i przywaliła tym pasem 14 razy. To była dotkliwa chłosta.
Zasadniczo się naprostował, przez miesiąc był spokój. A potem wdał się w bójkę w szkole. Przyjaciółka wezwana pojechała do szkoły, dowiedziała się o co chodzi, temat znała, bo coś w domu przebąkiwały dzieciaki - wiedziała że to prawda. Weszła do klasy, na lekcję (dzieci w tamtych czasach wstawały jak ktoś wchodził), podeszła do niego i trzasnęła go z rozmachu w twarz aż się zachwiał. Do przyjazdu matki dziecko zachowywało się jak normalne. Żadnych skarg, dużo śmiechu, zabawy - sprawiał wrażenie szczęśliwego (pamiętam jak się bawił z moimi dziećmi - znacznie młodszymi - choć nie musiał, jak one były w niego zapatrzone, bo taki dorosły, mądry, odpowiedzialny).
Nie jest to pochwała lania. Chodzi o to, że dziecko musi mieć jasno wyznaczone granice. Zabroniono rodzicom dyscyplinować dzieci przy pomocy klapsów, ale nie nauczono innych metod. Dziecko, któremu nie wyznaczono granic, nie czuje się bezpiecznie. Dziecko, jeśli nawet czasem dostanie klapsa, ale wie, że istnieje ktoś silniejszy, kto w razie potrzeby obroni, czuje się bezpieczniej niż dziecko, które uważa, że nikt nic nie może. A jeśli nie czuje się bezpiecznie, będzie się źle zachowywać. No i będzie szukać tych granic.
Mniejszemu dziecku łatwiej wyznaczyć granice. Łatwiej zabronić i wyegzekwować. Jeśli wyrośnie pod opieką niewydolnych wychowawczo, trafia do więzienia. Bo nie rozumie, że pewnych rzeczy nie wolno robić. Wierzy, że nikt nie jest w stanie mu czegoś skutecznie zakazać.
Ja nie miałabym pomysłu, żeby tak potraktować dziecko. I gdyby mi ktoś taki pomysł poddał, odrzuciłabym go ze wstrętem. A co Wy byście zrobili?
Artemido- zachowanie chłopca po tym jak mu znajoma wpieprzyła nie jest na pewno dowodem,że lanie jest skuteczne.Chłopak pewnie był zszokowany- nie wiedział jakie inne "kary" mogą go spotkać.Swoją mamę znał i wiedział do czego ewentualnie jest zdolna.ON SIĘ BAŁ i dlatego zmienił swoje zachowanie.Strach nie jest konstruktywny,dobry i wychowawczy i tylko jakaś psychopatka,nie mająca pojęcia o psychice nastolatka mogłaby tak postąpić jak Twoja znajoma.
To nie jest chyba kwestia uczenia metod dyscyplinowania.Każdy kochający,znający swe dziecko rodzic wie jak karać swe dziecko by przyniosło efekty.A tu jest bardziej kwestia tego,że rodzice nie znają swych dzieci bo im się nie chce ich poznać,bo są zmęczeni,bo nie mają czasu,bo sami tak byli wychowani...
Nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego NIKOMU.
Mniejszemu dziecku łatwiej wyznaczyć granice. Łatwiej zabronić i wyegzekwować. Jeśli wyrośnie pod opieką niewydolnych wychowawczo, trafia do więzienia. Bo nie rozumie, że pewnych rzeczy nie wolno robić. Wierzy, że nikt nie jest w stanie mu czegoś skutecznie zakazać.
Tak to prawda, im starsze dziecko tym trudniejsze do okiełznania i to nie podlega dyskusji.Parolatka o wiele bardziej przywołasz do porządku niz takie 10 letnie.Mały czlowiek jeszce jako tako bedzie mialo wiekszy posluch niz starsze ,ktore uważa ze juz jes taaakie dorosle i masz mu nie mówic jak ma zyc, to jest oblęd
Tylko powiedzice mi, jak mozna wytlumaczyć ten fakt,(pisze na przykladzie wlasnych wnioskow i obserwacji) prawie 11 l. dziecko ktore jest od malenkiego wychowywane na tych samych zasadach, od zawsze obowiązują go te same reguły,obowiazki,nie ma żadnego ulegania ani poblażania,mimo panującej dosyc duzej dyscypliny w domu potrafi dobitnie pokazywac swoje niezadowolenie i robi na przekór wiedząc ze poniesie za to nie małe konsekwencje?
Widze i wiem że to co jest wymagane teraz,bylo to wymagane od niej od samego poczatku a mimo tego dziecko usilnie dąży do postawienia na swoim ,mimo tego wiedząc ze nie wygra bo nigdy nie wygrała, popropstu świadomie człowiekowi dziecko nerwy szarga tym marudzeniem, lamentowanie, opieraniem sie.Wie ze nie ma zmiłuj sie,bo nie było nigdy ustepliuowsci,a konczylo sie to na jej nie korzysc ale i tak musi oczywiscie swoje nerwy czy przekornosc ukazac.
Jedni uczeni twierdza ze spuscic z rygoru (to jest absurd)inni ze nie mozna do takiego dziecka byc uleglym bo wejdzie ci na glowie i calkiem zdominuje.Człowiek sam głupieje
Zawsze nie wierzyłam w nierefolmowalnosc, ale powoli trace wiare