Witam wszystkich serdecznie. Mam na imię Marcin i mam 30 lat, jestem nauczycielem. Nie ukrywam, że szukam porady, jak większość tutaj.
Moja sytuacja wygląda następująco.
Należałoby się cofnąć trochę w czasie. Dwa lata temu przyszedłem pracować do jednej ze szkół w ramach zajęć dodatkowych. Spotkałem tam kobietę inteligentną, piękną, zmysłową. Na dodatek była to kuzynka mojej "pierwszej miłości" więc z widzenia ją znałem. Ania (bo tak miała na imię) jest starsza ode mnie (6 lat), ale wspólne rozmowy w ramach dzielonej pracowni, wspólne zainteresowania, lekcje, problemy z młodzieżą, co tu dużo opowiadać zbliżyły nas do siebie. Ania była mężatką z dwójką dzieci, ja kawalerem. Nigdy jednak nie rozmawialiśmy jakoś mocno o sytuacji w jej domu, ona nie pytała też o moje kontakty z kobietami. Choć nie powiem, że nie była zazdrosna. Przyjaźń przekształciła się w miłość, na tym pięknym niefizycznym gruncie. Bardziej "zmysłowym", pełnym "niedopowiedzień", skrywanych prezentów, pustych smsów żeby pokazać, że się myśli. Choc nigdy nie padło słowo kocham, to myślę, ze nie było to potrzebne.
Co do kontaktów czysto fizycznych. Czasem przyjechała do mojego domu, czasem zostaliśmy po zajęciach w szkole, ale z racji jej sytuacji nie były to długie chwile. Piliśmy kawę, rozmawialiśmy na "nasze tematy". Przytulaliśmy się, czasem pocałowałem ją w szyję, we włosy. Sama obecność była piękna. Ciepło, dotyk dłoni. Mówiliśmy, że może w przyszłym życiu będzie inaczej. Myślę, że ona chciała się zbliżyć jeszcze bardziej. Zresztą tego nie ukrywała. Ja jednak nie chciałem. To był ten rodzaj miłości, który nie pozwalał jej odrzeć z godności i imię własnych żądzy (mam nadzieję, że zrozumiecie). Dla mnie ważna była ona, nie sex. Bardzo cierpiałem, cierpiałem, że nie mogę jej mieć dla siebie, że nigdy nie będę miał, że żyję od tej chwili do chwili, którą ona znajdzie. Jednak żyłem, wierzyłem i cieszyłem się każdą z tych chwil. Wiedziałem jednak, że to nie może trwać wiecznie i z jednej i z drugiej strony. Kiedy powiedziała kiedyś, że będzie miała przerąbane w domu bo się zasiedziała, to wiedziałem, że muszę coś zrobić. Może też dlatego, ze sam wychowałem się w niepełnej rodzinie. Nie chciałem zepsuć jej rodziny. W międzyczasie poznałem kogoś, a właściwie zacząłem się spotykać z dawną znajomą. Zacząłem się odsuwać od Ani, ona to zauważyła, ale nie pytała o nic. Czasem mówiła, że rozumie i żebym nie mówił nic. Przytulała się, a we mnie znowu się gotowało, gotowała się niemoc, bezsilność i....miłość.
Mijał miesiąc za miesiącem, z Anią rozmawiałem rzadziej, a moja znajoma, stała się dziewczyną, potem matka mojego dziecka, narzeczoną i żoną. Jednak nie było to takie uczucie jak do Ani, można nazwać to bardziej taką miłością z przyzwyczajenia. Ania nie wiedziała o tym, bo mieszkam w innym mieście. Kiedyś podczas rozmowy zapytała, dlaczego jest tak trudno, czy nie możemy być koleżanką-kolega z pracy, dlaczego ona tego nie chce a powinna. Powiedziałem tylko, że może się niedługo stać coś co jej to ułatwi. Nie pytała zaczęła płakać. O moim ślubie dowiedziała się na 2 miesiące przed, mówiła, ze nie może uwierzyć, rozmawialiśmy potem jeszcze kilka razy. Powiedziała, że musi się odsunąć, że to trudne ale się postara, itd itd. Potem przyszły wakacje w czasie których nie rozmawialiśmy wcale. Po powrocie do szkoły od września, Ania nie odzywa się do mnie wcale, nie zwraca uwagi, nie patrzy w moją stronę. Dzisiaj powiedziała do jednej z nauczycielek "może ten Pan ci pomoże". Czuje się jakbym dostał w twarz, tym bardziej, że ze wszystkimi "hahahaha hihihi", a ja jak trędowaty. Widać też, że robi mi na złość, rozmawia przy mnie z ludźmi których wcześniej oboje nie darzyliśmy sympatią itd. Wiem, że nigdy już nie będzie tak jak kiedyś. Wiem, że ona może czuć się podle, może mieć poczucie tego, że ją zraniłem. Ale co ja mam zrobić? Pogadać, zagadać? O czym? Jeśli tak to co powiedzieć, żeby było normalniej, żeby w ogóle chciała ze mną rozmawiać. A może tak jest Jej lepiej i tego nie ruszać. Tylko skąd to wiedzieć? Przecież ja tak naprawdę to...echhh, no kocham ją.
Więc jeśli Jej tak lepiej to przecież też to zrozumiem. Nie chcę z Nią walczyć, nie chcę psuć sobie/Ani nastroju każdym natknięciem się na siebie. A może ona czerpie przyjemność już tylko z robienia mi na złość. Co robić? Chyba zgłupiałem.
Pomóżcie koleżanki i koledzy...proszę. Nie mam z kim o tym pogadać, za wszystkie sugestie będę wdzięczny.
Pozdrawiam, Marcin.
Podobne tematy
Traktuj ją po prostu jak koleżankę, którą lubisz. Uśmiechaj się, zażartuj. Może jakiś kwiatek i dla niepoznaki innej koleżance.
Dziwna i piękna ta wasza "miłość". Pewnie liczyła na coś więcej i przy okazji byłeś tą drugą połową której brakuje jej mężowi. I chyba poczuła się zdradzona.
Tylko to przetrwać z uśmiechem i życzliwością i za jakiś czas będzie dobrze. Może przed wami wielka, wspaniała przyjaźń bez podtekstów. Chyba warto spróbować ![]()
Traktuj ją po prostu jak koleżankę, którą lubisz. Uśmiechaj się, zażartuj. Może jakiś kwiatek i dla niepoznaki innej koleżance.
Dziwna i piękna ta wasza "miłość". Pewnie liczyła na coś więcej i przy okazji byłeś tą drugą połową której brakuje jej mężowi. I chyba poczuła się zdradzona.
Tylko to przetrwać z uśmiechem i życzliwością i za jakiś czas będzie dobrze. Może przed wami wielka, wspaniała przyjaźń bez podtekstów. Chyba warto spróbować
Może i warto spróbować, chciałbym by kiedyś tak było, ale teraz nie umiem zażartować, bo ona mnie nie słucha. Jak okazać, że ją lubię jeśli ona robi mi na złość. JAk okazać coś jesli jestem dla niej "tym panem"...echhhh:(((((
myślę, że Twoja koleżanka z pracy po prostu chce zapomnieć o Tobie,i chce byś Ty o niej zapomniał, masz żonę i nie chce psuć Twojego związku i być przyczyną jego rozpadu,ona z kolei ma męża i też chce być wobec niego uczciwa, myślę, że jak na razie musicie od siebie odpocząć, nic po prostu nie rób, nie zwracaj uwagi, potem może zagadaj z nią jak emocje opadną. szkoda mi Was i szkoda Waszych partnerów, kochasz inną a masz żonę, co ona na to?to jest nie w porządku wobec niej, trzeba było się nie żenić zanim nie zapomniałeś o tamtej...
Nie rozumiem takich jak Ty.Wiedziales ze ma rodzine a pozwalales sobie na to by sie do Niej zblizyc.Napisales ze sam sie wychowywales w niepelnej rodzinie a prawie zafundowales to Jej dzieciom.
Druda sprawa po co byl ten slub skoro ciagle tylko myslisz o Ani a nie o swojej zonie.Krzywdzisz kolejna osobe.Zastanawiam sie ile rodzin musisz rozwalic i ile skrzywdzic osob aby dotarlo do Ciebie ze zachowujesz sie jak niedojzaly emocjonalnie facet.W tej chwili nie myslisz o swojej rodzinie o rodzinie Ani bo masz to gdzies,myslisz tylko o sobie a tutaj szukasz usprawiedliwienia swoich czynow.
Daj spokuj Ani i pozwol Jej na to by przez Ciebie nie zniszczyla tego co ma.Zajmij sie soba i swoja zona bo widac ze traktujesz Ja jak odpad.
Ciekawe kiedy tutaj napiszesz ze zdradziles swoja zone
Ciekawe kiedy tutaj napisze Ania ze zdradzila swojego meza
Ciekawe kiedy tutaj Twoja zona napisze ze zostala zdradzona
Ciekawe kiedy tutaj napisz maz Ani ze zostal zdradzony
Wszystko zalezy od Ciebie
6 2012-09-18 19:53:13 Ostatnio edytowany przez KapitanNemo11 (2012-09-18 19:55:22)
No własnie, tylko ja nie chcę wracać do tamtego układu. Był on zły i destrukcyjny dla nas obojga. Poza tym, gdyby miało dojść dozdrady, czy nie wykorzystałbym sytuacji kiedy byłem kawalerem, wtedy nic mnie nie trzymało, mogłem po prostu skorzystać. Wiecie, ja chciałbym tylko móc czasem pogadać o czymkolwiek, o uczniach, dyrekcji, zajęciach. Żeby "cześć" na korytarzu było normalne, żeby nie udawać, że się nie znamy. Chciałbym to wyjaśnić...jakkolwiek...
Wiecie, ja chciałbym tylko móc czasem pogadać o czymkolwiek, o uczniach, dyrekcji, zajęciach. Żeby "cześć" na korytarzu było normalne, żeby nie udawać, że się nie znamy.
Nie masz w pracy innych kolegów i koleżanek aby z nimi pogadać?
Twoja "wybranka" w końcu się obudziła i szczerze wątpię czy chciałaby znów wracać do "przyjaźni" z takim typem jak Ty..
Ją, pomimo że zdradziła męża, jeszcze jestem w stanie zrozumieć.. coś w jej małżeństwie się wypaliło, przestało iskrzyć bla bla bla - a Ty młody, pewny siebie podbudowałeś jej ego..
Ciebie nie rozumiem - jak mogłeś, jednocześnie z nią flirtować, pisać że ją kochasz i równocześnie udawać przed inną uczucie a nawet wziąć ślub... dla mnie to niepojęte.
Tak czy inaczej - nie będzie już jak kiedyś.
Pogódź się z tym, daj jej spokój i zacznij rozmawiać też z innymi osobami w pracy.
Uważam, że bardzo, bardzo dobrze zrobiłeś. Ania potrzebuje zachowywać się tak jak się zachowuje, bo aktualnie czuje do Ciebie zbyt wiele splątanych uczuć (miłość, zazdrość, rozczarowanie, nienawiść, pożądanie i pewnie jeszcze kilka innych), żeby być w stanie przywrócić Wasze kontakty do wcześniejszych ram.
Trzeba czasu. Najkrócej kilku miesięcy - max. roku lub dwóch, żeby w niej te emocje się "ułożyły".
Nic tutaj nie przyśpieszysz. Możesz sytuację tylko zaognić, więc staraj się trzymać z daleka.
Możesz (a nawet powinieneś) się z Nią uprzejmie witać, kiedy ją widzisz, ale nic więcej - żadnych rozmów, kartek na walentynki czy sms-ów. Ona wie/czuje, że ją lubisz. Sama pracuje teraz usilnie nad tym, żeby przestać lubić Ciebie, żebyś jej zobojętniał. Pozwól jej na to i czekaj.
Powinno Ci być łatwiej, kiedy wiesz, czym spowodowane jest jej zachowanie.
Kiedy (najwcześniej za kilka miesięcy) zacznie robić się rozluźniona w Twojej obecności to zauważysz. Czekaj spokojnie. Z czasem się poprawi, a póki co nie przeszkadzaj, bo Ania potrzebuje czasu, żeby uczucia i myśli dokładnie poukładać sobie w głowie. To długotrwały proces, a i tak nie liczyłabym na to, że powrócicie do dawnej zażyłości (no chyba, że obok męża znajdzie sobie jakiegoś kochanka, albo Ty z czasem się nim staniesz).
9 2012-09-18 20:23:32 Ostatnio edytowany przez Bellatrix (2012-09-18 20:24:46)
A mnie się zdaje, że Ania to trochę taki pies ogrodnika. Sam nie weźmie i drugiemu nie da.
Wiedziała, że ma w Tobie lustro, w którym może się przeglądać i które mile połechce jej ego. Teraz poniekąd jej to odebrałeś, więc być może czuje, że odebrano jej zabawkę.
Ale to oczywiście tylko jedna z możliwych wersji wydarzeń.
Na jej niekorzyść przemawia fakt, iż - jak pisałeś - robi Ci na złość. Człowiek - bez znaczenia - kobieta czy mężczyzna - jeśli rzeczywiście chce zapomnieć dla dobra swojego małżeństwa o jakimś zauroczeniu, na pewno nie postępuje złośliwie i nie stara się wzbudzić sztucznie zainteresowania.
Taki człowiek po prostu cicho znika z pola widzenia.
Jedyne, co w tej sytuacji mogłabym poradzić - zająć się własną żoną, zanim będzie za późno.
Uważam, że bardzo, bardzo dobrze zrobiłeś. Ania potrzebuje zachowywać się tak jak się zachowuje, bo aktualnie czuje do Ciebie zbyt wiele splątanych uczuć (miłość, zazdrość, rozczarowanie, nienawiść, pożądanie i pewnie jeszcze kilka innych), żeby być w stanie przywrócić Wasze kontakty do wcześniejszych ram.
Trzeba czasu. Najkrócej kilku miesięcy - max. roku lub dwóch, żeby w niej te emocje się "ułożyły".
Nic tutaj nie przyśpieszysz. Możesz sytuację tylko zaognić, więc staraj się trzymać z daleka.
Możesz (a nawet powinieneś) się z Nią uprzejmie witać, kiedy ją widzisz, ale nic więcej - żadnych rozmów, kartek na walentynki czy sms-ów. Ona wie/czuje, że ją lubisz. Sama pracuje teraz usilnie nad tym, żeby przestać lubić Ciebie, żebyś jej zobojętniał. Pozwól jej na to i czekaj.
Powinno Ci być łatwiej, kiedy wiesz, czym spowodowane jest jej zachowanie.
Kiedy (najwcześniej za kilka miesięcy) zacznie robić się rozluźniona w Twojej obecności to zauważysz. Czekaj spokojnie. Z czasem się poprawi, a póki co nie przeszkadzaj, bo Ania potrzebuje czasu, żeby uczucia i myśli dokładnie poukładać sobie w głowie. To długotrwały proces, a i tak nie liczyłabym na to, że powrócicie do dawnej zażyłości (no chyba, że obok męża znajdzie sobie jakiegoś kochanka, albo Ty z czasem się nim staniesz).
Więc co? Nie odzywać się? Przyjmować to "Pan"? Jak gdyby nigdy nic...
Jak się witać z Nią uprzejmie, gdy dla Niej jestem tylko "Złem":((
A mnie się zdaje, że Ania to trochę taki pies ogrodnika. Sam nie weźmie i drugiemu nie da.
Wiedziała, że ma w Tobie lustro, w którym może się przeglądać i które mile połechce jej ego. Teraz poniekąd jej to odebrałeś, więc być może czuje, że odebrano jej zabawkę.
Ale to oczywiście tylko jedna z możliwych wersji wydarzeń.
Na jej niekorzyść przemawia fakt, iż - jak pisałeś - robi Ci na złość. Człowiek - bez znaczenia - kobieta czy mężczyzna - jeśli rzeczywiście chce zapomnieć dla dobra swojego małżeństwa o jakimś zauroczeniu, na pewno nie postępuje złośliwie i nie stara się wzbudzić sztucznie zainteresowania.
Taki człowiek po prostu cicho znika z pola widzenia.
Jedyne, co w tej sytuacji mogłabym poradzić - zająć się własną żoną, zanim będzie za późno.
Bardzo mocno przejawia się temat mojej żony. Z żoną nam się układa, jest fajnie, miło. W żonie mam przede wszystkim przyjaciółkę. Zresztą zawsze nas to łączyło. Nasza córka przyjdzie na świat juz niedługo. Żyjemy tym strasznie, zresztą wiecie jak to jest tuz przed porodem. O małżeństwo się staram i nie zamierzam tego niszczyć i zmieniać. Tak jak nie chciałem zepsuć nic Ani, tak tym bardziej sobie a najbardziej mojej córci. Chodzi mi tylko o to, by nie było w pracy dziwnych sytuacji, typu ja wchodzę do pokoju ona wychodzi. Rozmawiam z kimś ona przechodzi jak "bomba zegarowa". Mówię do Niej cześć ona coś pod nosem nie patrząc nawet. Idę z kolegą korytarzem ona mówi "cześć Dominik" i uśmiecha się do niego. Różnie patrzę na jej motywy i je rozumiem. A to że ją kocham...potrafię z tym już żyć, nauczyłem się kiedy byłem sam, a Ona przy mężu. Może dlatego nigdy to słowo nie padło i nigdy jej o tym wprost nie powiedziałem.
No więc tym bardziej dobrze o niej takie zachowanie nie świadczy. Jest urażona? O co? O to, że się ożeniłeś? Obiecywałeś jej coś? Wnioskuję, że nic.
Dlaczego w ogóle twierdzisz, że ją kochasz?
A temat Twojej żony się przewija, bo to ona w tej sytuacji będzie cierpiała najbardziej. I nie mów, że się nie dowie, że jesteś wobec niej ok, że nawet się nie domyśli.
Tkwisz w zakłamaniu i wciągasz w tę sytuację ( czytaj - okłamujesz) Bogu ducha winną żonę. Jest fajnie i miło? Dla kogo? Dla Ciebie czy dla Twojej żony? Nie zazdroszczę jej i nie życzę, by kiedykolwiek dowiedziała się, że wstąpiłeś w związek małżeński, kochając kogoś innego.
Co Ci zależy, jak zachowuje się Ania? Tobie ma zależeć na świetnym samopoczuciu żony, bo spodziewa się WASZEGO dziecka!
Oprzytomnij, krótko mówiąc.
No więc tym bardziej dobrze o niej takie zachowanie nie świadczy. Jest urażona? O co? O to, że się ożeniłeś? Obiecywałeś jej coś? Wnioskuję, że nic.
Dlaczego w ogóle twierdzisz, że ją kochasz?
A temat Twojej żony się przewija, bo to ona w tej sytuacji będzie cierpiała najbardziej. I nie mów, że się nie dowie, że jesteś wobec niej ok, że nawet się nie domyśli.
Tkwisz w zakłamaniu i wciągasz w tę sytuację ( czytaj - okłamujesz) Bogu ducha winną żonę. Jest fajnie i miło? Dla kogo? Dla Ciebie czy dla Twojej żony? Nie zazdroszczę jej i nie życzę, by kiedykolwiek dowiedziała się, że wstąpiłeś w związek małżeński, kochając kogoś innego.
Co Ci zależy, jak zachowuje się Ania? Tobie ma zależeć na świetnym samopoczuciu żony, bo spodziewa się WASZEGO dziecka!
Oprzytomnij, krótko mówiąc.
Bellatrix...dziękuję.
A po co Ci dobre relacje z Ania? Szkola to spora instytucja i z kazdym nie trzeba sie przyjaznic...szukaj szczescia obok siebie...zauwazylam, ze ludzie ciagle szukaja spelnienia i szczescia gdzies daleko, mysla, ze cos co jest dalej, tam gdzie nas nie ma jest prawdziwym szczesciem...zamiast strac sie z calych sil budowac i umacniac to co sie ma przy boku, laza, dumaja, fantazjuja jakby to bylo gdyby...
Po co sie zeniles??? Chlopie ogarnij sie, mysl o zonie, dziecku, szukaj spelnienia przy ich boku...Wydaje Ci sie, ze kochasz Anke bo nigdy Twoja nie byla, idealizujesz ja.
radzę zapomnieć o Ani i dać sobie z nią spokój i skupić tak jak inni piszą na żonie i dziecku,Ania ma swoje życie, męża i niech tam pozostanie.
16 2012-09-19 13:15:02 Ostatnio edytowany przez KapitanNemo11 (2012-09-19 13:16:53)
Jestem własnie w szkole. Jak wytłumaczyć teraz to, że ona teraz robi jakieś dziwne podchody do mojego najlepszego kolegi, który przyszedł do pracy od września (on żonaty dwójka dzieci). Zaprasza go na herbatki na przerwach, mówi że trzeba się poznać itd. I on niby w porządku, niby mi to mówi, ale...dziwnie się czuję (mam nadzieję, że zrozumiecie). Poszedłem do niego na przerwie, a on mówi, że idzie do Anki bo go zaprosiła na herbatę. Nie biorę w ogóle pod uwagę opcji żeby zbliżać się znowu do Ani, ale chciałbym żeby było jakoś normalniej...inaczej, a nie taki...syf.
Jestem własnie w szkole. Jak wytłumaczyć teraz to, że ona teraz robi jakieś dziwne podchody do mojego najlepszego kolegi, który przyszedł do pracy od września (on żonaty dwójka dzieci). Zaprasza go na herbatki na przerwach, mówi że trzeba się poznać itd. I on niby w porządku, niby mi to mówi, ale...dziwnie się czuję (mam nadzieję, że zrozumiecie). Poszedłem do niego na przerwie, a on mówi, że idzie do Anki bo go zaprosiła na herbatę. Nie biorę w ogóle pod uwagę opcji żeby zbliżać się znowu do Ani, ale chciałbym żeby było jakoś normalniej...inaczej, a nie taki...syf.
A nie przyszło Ci do głowy, że ona ten syf wprowadza? Że może lubi mieć jakiegoś przydupasa, a skoro Ty się odciąłeś, to szuka Twojego następcy?
Co Ci jeszcze tłumaczyć? Masz wszystko czarno na białym.
Jestem własnie w szkole. Jak wytłumaczyć teraz to, że ona teraz robi jakieś dziwne podchody do mojego najlepszego kolegi, który przyszedł do pracy od września (on żonaty dwójka dzieci). Zaprasza go na herbatki na przerwach, mówi że trzeba się poznać itd. I on niby w porządku, niby mi to mówi, ale...dziwnie się czuję (mam nadzieję, że zrozumiecie). Poszedłem do niego na przerwie, a on mówi, że idzie do Anki bo go zaprosiła na herbatę. Nie biorę w ogóle pod uwagę opcji żeby zbliżać się znowu do Ani, ale chciałbym żeby było jakoś normalniej...inaczej, a nie taki...syf.
Czemu Cię interesuje co ona robi? Teraz to tylko Twoja koleżanka z pracy, która może sobie pić herbatę z kim chce, na swoją odopwiedzialność. I nie musi się z Tobą przyjaźnić. Tak jak Ci pisały dziewczyny, przestań zwracać na nią uwagę, tylko zajmij się swoim zyciem, które sam wybrałeś.
Jestem własnie w szkole. Jak wytłumaczyć teraz to, że ona teraz robi jakieś dziwne podchody do mojego najlepszego kolegi, który przyszedł do pracy od września (on żonaty dwójka dzieci). Zaprasza go na herbatki na przerwach, mówi że trzeba się poznać itd. I on niby w porządku, niby mi to mówi, ale...dziwnie się czuję (mam nadzieję, że zrozumiecie). Poszedłem do niego na przerwie, a on mówi, że idzie do Anki bo go zaprosiła na herbatę. Nie biorę w ogóle pod uwagę opcji żeby zbliżać się znowu do Ani, ale chciałbym żeby było jakoś normalniej...inaczej, a nie taki...syf.
Wiesz brak mi słow na tego typu kobiety...tzn nie tyle brak co nie chce przeklinac...kochanka mojego meza tez chodzila z nim na obiadki, herbatki itp...teraz lazi z innym zonatym ktory ma 2 miesieczne blizniaczki...oczywiscie nie przeszkadza jej to, ze sama jest w 7 letnim zwiazku...jak juz Ci radzilam zajmij sie zona ktora napewno szczerze Cie kocha i cieszy sie z dziecka i nawet biednej kobiecie przez mysl nie przemknie, ze jej maz ma glowe zajeta inną...
Tylko zastanawiam się jakie powinno mieć to ma znaczenie dla naszego Autora wątku, co robi Ania? Może próbuje wzbudzić zazdrość, może się mści, może jest puszczalska...kto to wie. Ale jakie to ma znaczenie? Najważniejsze żeby autor zaczął żyć swoim życiem i przestał na nią zwracać uwagę.
Tylko zastanawiam się jakie powinno mieć to ma znaczenie dla naszego Autora wątku, co robi Ania? Może próbuje wzbudzić zazdrość, może się mści, może jest puszczalska...kto to wie. Ale jakie to ma znaczenie? Najważniejsze żeby autor zaczął żyć swoim życiem i przestał na nią zwracać uwagę.
No i o tym właśnie od samego początku każda z nas mówi, ale autor wątku wyraźnie jest odporny na pewne informacje i woli się taplać we własnych odczuciach i miłościach.
Analizować każdy krok "ukochanej"...
Oto jak niektóre kobiety wodzą za nos tępaków... a tępak nawet nie pomyśli, że coś tu nie halo...
Sorry... autorze, ale ile razy można pisać o jednym i tym samym.
Każdy, ale to ABSOLUTNIE KAŻDY pisze :"olej", a Ty dalej swoje, bo spojrzała, bo nie spojrzała, bo olała, bo nie olała...
Ile Ty masz lat, chłopie?
bosa napisał/a:Tylko zastanawiam się jakie powinno mieć to ma znaczenie dla naszego Autora wątku, co robi Ania? Może próbuje wzbudzić zazdrość, może się mści, może jest puszczalska...kto to wie. Ale jakie to ma znaczenie? Najważniejsze żeby autor zaczął żyć swoim życiem i przestał na nią zwracać uwagę.
No i o tym właśnie od samego początku każda z nas mówi, ale autor wątku wyraźnie jest odporny na pewne informacje i woli się taplać we własnych odczuciach i miłościach.
Analizować każdy krok "ukochanej"...
Oto jak niektóre kobiety wodzą za nos tępaków... a tępak nawet nie pomyśli, że coś tu nie halo...
Sorry... autorze, ale ile razy można pisać o jednym i tym samym.
Każdy, ale to ABSOLUTNIE KAŻDY pisze :"olej", a Ty dalej swoje, bo spojrzała, bo nie spojrzała, bo olała, bo nie olała...
Ile Ty masz lat, chłopie?
Lat mam 30 (pisałem już). Telepię się w tym wszystkim bo nie wiem jak zrobić by były to normalne stosunki w pracy. Jestem poplątanym człowiekiem, przyznaję. Wszyscy widzą z boku "Olej" i ja tez wiem, że tak najłatwiej, najpoprawniej. Tylko dlaczego ona się tak zachowuje? Myśli, że mi dogryzie? Z pewnością jej się to udaje. Teraz jeszcze z tym moim kolegą, echhh. Zastanawiam się jakbym miał się zachować, kiedy poszedłbym do niego, a tam ona? To jest bez sensu:(((
Wiesz co ? Było fajnie. BYŁO. I jak pisałem może kiedyś znowu będzie, jak między dobrymi przyjaciółmi. Chociaż zacząłem mieć wątpliwości.
Nie gryź się o co jej chodzi. W tej chwili nie jesteście na etapie żeby to tobie powiedziała. Zachowuje się w sposób typowy dla urażonej-porzuconej kobiety, albo takiej która sama rzuciła i nie chce kontaktów. Może faktycznie oczekiwała seksu oprócz więzi dusz? Cholera wie. Sytuacja niezdrowa, bo widzicie się codziennie w pracy. Jednak tym bardziej staraj się dystansować.
A kolega. A p...... kolegę. W tej chwili to może być jego problem jeśli na niego zarzuca swoje delikatne sieci. Pisałem, że można pozazdrościć takiej "miłości" między wami. Ale może trafiłeś na jakiś przypadek psychiczny, skoro już się zapoznaje z kolegą a ciebie ostentacyjnie zlewa.
No i dyskretnie
wspomnę o twojej rodzinie. To jest teraz Twój największy przyjaciel na świecie. Przez duże M
Lat mam 30 (pisałem już). Telepię się w tym wszystkim bo nie wiem jak zrobić by były to normalne stosunki w pracy. Jestem poplątanym człowiekiem, przyznaję. Wszyscy widzą z boku "Olej" i ja tez wiem, że tak najłatwiej, najpoprawniej. Tylko dlaczego ona się tak zachowuje? Myśli, że mi dogryzie? Z pewnością jej się to udaje. Teraz jeszcze z tym moim kolegą, echhh. Zastanawiam się jakbym miał się zachować, kiedy poszedłbym do niego, a tam ona? To jest bez sensu:(((
Wobec tego zadam inne pytanie...
Czego od nas oczekujesz?
KapitanNemo11 napisał/a:Lat mam 30 (pisałem już). Telepię się w tym wszystkim bo nie wiem jak zrobić by były to normalne stosunki w pracy. Jestem poplątanym człowiekiem, przyznaję. Wszyscy widzą z boku "Olej" i ja tez wiem, że tak najłatwiej, najpoprawniej. Tylko dlaczego ona się tak zachowuje? Myśli, że mi dogryzie? Z pewnością jej się to udaje. Teraz jeszcze z tym moim kolegą, echhh. Zastanawiam się jakbym miał się zachować, kiedy poszedłbym do niego, a tam ona? To jest bez sensu:(((
Wobec tego zadam inne pytanie...
Czego od nas oczekujesz?
Czego oczekuję. Porady, co mam zrobić. Co wiem: muszę skupić się na własnej rodzinie i się skupiam, muszę olać i staram się olać, ale... nie zmienia sto tej chorej sytuacji w pracy. Udawania, że się nie znamy itd. Myslałem, żeby z Anką pogadać, ale odradzacie to. Chociaż może gdyby mi powiedziała, że nie mamy o czym gadać, byłoby przynajmniej dla mnie bardziej klarownie i łatwiej to ogarnąć. Powiedziałbym "nie, to trudno" i jej i sobie. Co o tym myślicie?
26 2012-09-19 15:43:10 Ostatnio edytowany przez brazen (2012-09-19 15:44:55)
Jak uważasz, ze próba rozmowy Ci pomoże to zapytaj ją. Ale tu nie o to chodzi. Tobie się wiele rzeczy poprzestawiało. Zamiast skupić się na tym, co ważne, Ty myślisz o niej. Szkoda Twojej żony, dziecka. Ręce opadają. A co to kurde za różnica czy się odzywa czy nie? Nie masz z kim w pracy rozmawiać? Zresztą przerwy w szkole są krótkie, można wytrzymać i napić się kawy. Jak już nie myślisz o rodzinie to pomyśl chociaż o sobie.
A tak w ogóle zasada nr 1 W pracy się pracuje a nie flirtuje, bo skutki jak widać są opłakane. ![]()
Uważam, że bardzo, bardzo dobrze zrobiłeś. Ania potrzebuje zachowywać się tak jak się zachowuje, bo aktualnie czuje do Ciebie zbyt wiele splątanych uczuć (miłość, zazdrość, rozczarowanie, nienawiść, pożądanie i pewnie jeszcze kilka innych), żeby być w stanie przywrócić Wasze kontakty do wcześniejszych ram.
Trzeba czasu. Najkrócej kilku miesięcy - max. roku lub dwóch, żeby w niej te emocje się "ułożyły".
Nic tutaj nie przyśpieszysz. Możesz sytuację tylko zaognić, więc staraj się trzymać z daleka.
Możesz (a nawet powinieneś) się z Nią uprzejmie witać, kiedy ją widzisz, ale nic więcej - żadnych rozmów, kartek na walentynki czy sms-ów. Ona wie/czuje, że ją lubisz. Sama pracuje teraz usilnie nad tym, żeby przestać lubić Ciebie, żebyś jej zobojętniał. Pozwól jej na to i czekaj.
Powinno Ci być łatwiej, kiedy wiesz, czym spowodowane jest jej zachowanie.
Kiedy (najwcześniej za kilka miesięcy) zacznie robić się rozluźniona w Twojej obecności to zauważysz. Czekaj spokojnie. Z czasem się poprawi, a póki co nie przeszkadzaj, bo Ania potrzebuje czasu, żeby uczucia i myśli dokładnie poukładać sobie w głowie. To długotrwały proces, a i tak nie liczyłabym na to, że powrócicie do dawnej zażyłości (no chyba, że obok męża znajdzie sobie jakiegoś kochanka, albo Ty z czasem się nim staniesz).
Zgadzam się. Niestety niczego tutaj nie przyspieszysz, potrzeba dużo czasu aby wasze relacje wróciły do normy, ale i tak już nigdy nie będzie tak jak dawniej. A póki co daj jej spokój, odsuń się na bok, nie narzucaj się, bo w przeciwnym razie tylko pogorszysz sytuację.
Czego oczekuję. Porady, co mam zrobić. Co wiem: muszę skupić się na własnej rodzinie i się skupiam, muszę olać i staram się olać, ale... nie zmienia sto tej chorej sytuacji w pracy. Udawania, że się nie znamy itd. Myslałem, żeby z Anką pogadać, ale odradzacie to. Chociaż może gdyby mi powiedziała, że nie mamy o czym gadać, byłoby przynajmniej dla mnie bardziej klarownie i łatwiej to ogarnąć. Powiedziałbym "nie, to trudno" i jej i sobie. Co o tym myślicie?
Porad tutaj otrzymałeś mnóstwo, a nadal nie chcesz z nich korzystać, więc nie o poradę Ci chodzi.
Chcesz się wygadać?
Chcesz, żeby ktoś pogłaskał Cie po główce?
Czego Ty, człowieku, chcesz naprawdę? Umiesz to określić?
Czy nie zauwazyliscie ze Jemu zalezy bardziej na Ani niz zonie? Ciagle tylko Ania to Ania tamto Ania sie nie odzywa Ania rozmawia z innym Ania jest na mnie zla itd itd a gdzie w tym wszystkim Jej rodzina i Twoja ehhh
Czego oczekuję. Porady, co mam zrobić. Co wiem: muszę skupić się na własnej rodzinie i się skupiam, muszę olać i staram się olać, ale... nie zmienia sto tej chorej sytuacji w pracy. Udawania, że się nie znamy itd. Myslałem, żeby z Anką pogadać, ale odradzacie to. Chociaż może gdyby mi powiedziała, że nie mamy o czym gadać, byłoby przynajmniej dla mnie bardziej klarownie i łatwiej to ogarnąć. Powiedziałbym "nie, to trudno" i jej i sobie. Co o tym myślicie?
Chłopie przestań się nad sobą rozczulać, masz swój wiek a problemy jak nastolatek,daj jej spokój i tyle,będzie chciała się odezwać do Ciebie to się odezwie, nie to nie, zapomnij o niej i zajmij się rodziną i budowaniem bliskości z żoną, a ta Ania jest zwykłą manipulantką, jak się już zabiera za Twojego żonatego kolegę, moim zdaniem ma jakieś kompleksy i chce być podziwiana i adorowana przez facetów lub mąż za mało daje jej czułości i poczucia tego, że jest atrakcyjna.
trudnodarmo napisał/a:Uważam, że bardzo, bardzo dobrze zrobiłeś. Ania potrzebuje zachowywać się tak jak się zachowuje, bo aktualnie czuje do Ciebie zbyt wiele splątanych uczuć (miłość, zazdrość, rozczarowanie, nienawiść, pożądanie i pewnie jeszcze kilka innych), żeby być w stanie przywrócić Wasze kontakty do wcześniejszych ram.
Trzeba czasu. Najkrócej kilku miesięcy - max. roku lub dwóch, żeby w niej te emocje się "ułożyły".
Nic tutaj nie przyśpieszysz. Możesz sytuację tylko zaognić, więc staraj się trzymać z daleka.
Możesz (a nawet powinieneś) się z Nią uprzejmie witać, kiedy ją widzisz, ale nic więcej - żadnych rozmów, kartek na walentynki czy sms-ów. Ona wie/czuje, że ją lubisz. Sama pracuje teraz usilnie nad tym, żeby przestać lubić Ciebie, żebyś jej zobojętniał. Pozwól jej na to i czekaj.
Powinno Ci być łatwiej, kiedy wiesz, czym spowodowane jest jej zachowanie.
Kiedy (najwcześniej za kilka miesięcy) zacznie robić się rozluźniona w Twojej obecności to zauważysz. Czekaj spokojnie. Z czasem się poprawi, a póki co nie przeszkadzaj, bo Ania potrzebuje czasu, żeby uczucia i myśli dokładnie poukładać sobie w głowie. To długotrwały proces, a i tak nie liczyłabym na to, że powrócicie do dawnej zażyłości (no chyba, że obok męża znajdzie sobie jakiegoś kochanka, albo Ty z czasem się nim staniesz).Więc co? Nie odzywać się? Przyjmować to "Pan"? Jak gdyby nigdy nic...
Jak się witać z Nią uprzejmie, gdy dla Niej jestem tylko "Złem":((
Kurcze - jakbyś nie rozumiał - ona nie może zachowywać się inaczej, bo zbyt wiele do Ciebie jeszcze czuje. To, że Ania stara się Ciebie ignorować nie oznacza wcale, że jesteś dla niej "Złem". Oznacza tylko, że czuje jeszcze do Ciebie zbyt wiele, żeby móc powrócić do normalnych/zwykłych/koleżeńskich relacji. Jednak Ania nad sobą pracuje - nie przeszkadzaj jej w tym.
Moim zdaniem powinieneś ją uprzejmie witać, bo to pokazuje, że - jako facet - masz klasę, a to facet powinien zawsze uprzejmie witać pierwszy (zwłaszcza starszą koleżankę). Mów jej "cześć", a jeśli ona odpowiada "dzień dobry" to mów "dzień dobry". Jeśli nic nie mówi w ogóle i ogólnie udaje, że Cię nie widzi to mów "dzień dobry". Jesteś facetem z klasą i nawet jeśli kobiecie odbija (z powodów, których tylko możesz się domyślać) to Ciebie obowiązują normy uprzejmego zachowania!!!
Jeśli nie będziesz jej konsekwentnie witał to Ania z czasem zacznie postrzegać Ciebie jako wroga, może zacząć Cię też szkalować (z zemsty za to, że jej nie chciałeś - kobiety potrafią być upiornie perfidne z miłości i niezaspokojonej żądzy) a wrogowie nie są Ci w pracy potrzebni. Jeśli będziesz konsekwentnie uprzejmy (nawet wbrew sobie) to wszystko z czasem się unormuje (koleżeńsko), bo ona nie będzie w stanie ewentualnie szkalować faceta, który publicznie robi wszystko co w jego mocy, żeby zachowywać się uprzejmie (wbrew humorom postrzelonej koleżanki).
Uprzejmość powinna być Twoją taktyką.
Kwestią kolegi się nie przejmuj. Jak Ania będzie chciała mieć kochanka to będzie miała. Nie Twoja zakichana sprawa. W końcu praktycznie Ci pokazywała, że by chciała, a Ty jej nie chciałeś (ze "szlachetnych" wprawdzie powodów, ale zawsze), więc naprawdę nic nie powinno Cię obchodzić, czy ona sypia z kimś poza mężem.
Twoja żona jest teraz najważniejsza. Myśl o niej, bo jak tak dalej pójdzie to ze swoimi dylematami i rozchwianą uczuciowością zniszczysz życie dwu rodzinom...